Chiński biznes od kuchni, czyli jak Hifiman zarabia dziś naszym kosztem

Artykuł ten powstawał bardzo długo i planowałem go stworzyć już w zeszłym roku. Miałem wtedy znacznie więcej pytań, niż odpowiedzi. Ostatnie wydarzenia oraz informacje bardzo mocno wyklarowały jednak sytuację z firmą Hifiman i jej produktami, co do których jakości od lat zgłasza się uwagi. Najnowszą iteracją tego była moja niedawna recenzja Hifiman Edition XV. A w niej? Katastrofalne problemy z projektem, niedociągnięcia jakościowe, niepoprawione rzeczy znane z poprzedników. W zasadzie wyszło gorzej niż nawet w Edition XS, które były ich poprzednikiem.

Ale nie to jest w tym wszystkim ciekawe. Wokół tej recenzji – tak przed nią, jak i po niej – pojawiło się sporo dziwnych, miejscami bardzo agresywnych zachowań, układających się w pewien usystematyzowany ciąg narracyjny. Nie będę się na ten temat rozwodził, ponieważ są to działania wykraczające poza jakiekolwiek standardy merytorycznej dyskusji. Sugeruje to jednak, że mamy do czynienia z klasyczną obroną poprzez atak, a więc coś jest na rzeczy i do tematu trzeba podejść bardzo poważnie.

Dlatego też postanowiłem ponownie przyjrzeć się produktom tej firmy, ale tym razem w formie rzeczywiście ukończonego artykułu śledczego. Co się dzieje wokół tego producenta i czemu głośne mówienie o jego problemach technicznych wywołuje takie emocje? A może ma to wywołać efekt mrożący, aby nie zadawać niewygodnych pytań i w przyszłości nie grzebać zbyt głęboko?


Niniejszy artykuł stanowi niezależną analizę techniczno-rynkową i powstał dzięki pomocy moich czytelników oraz discordowiczów. Bardzo im dziękuję za zaoferowaną pomoc, zwłaszcza z organizacją wypożyczenia sprzętu oraz poszukiwań materiałów. Wszelkie wnioski opierają się na udokumentowanych pomiarach konkretnych egzemplarzy oraz ogólnodostępnych informacjach o mechanizmach rynkowych, a ich celem jest wyłącznie edukacja i ochrona interesu konsumentów.

 

Zakres artykułu

Zdaję sobie sprawę, że taki materiał raczej nie przysporzy mi sympatyków w pewnych środowiskach i enklawach. No cóż, trudno, życie. Ale nie szukam za jego pomocą poklasku, ani też nie chcę nikomu specjalnie sypać soli do ran. Interesuje mnie wyłącznie rzetelne wyjaśnienie wszystkich zagwozdek, które mnie samego trapią w zasadzie przy każdej kolejnej recenzji słuchawek tego producenta. Zwłaszcza, że żaden portal branżowy w Polsce nie podjął się tego tematu i coś mi mówi, że próżno będzie tego oczekiwać. Spowija go bardzo dziwna aura tajemniczości, jakoby swoisty temat tabu.

Na potrzebę niniejszej publikacji wykonane zostały więc następujące działania:

  • Zaprosiłem do współpracy jednego ze swoich czytelników-discordowiczów, który wydatnie pomógł mi w zebraniu materiałów na temat kontroli jakości. Serdecznie za to dziękuję. Będą one prezentowane w artykule z podziałem na usterki. Ze względu na obszerność materiałów, staram się optymalizować ich prezentację, np. dając jedynie zdjęcia z krótkim opisem defektu.
  • Użytkownik przejrzał również zgłoszenia użytkowników z bardzo różnych platform: YouTube, Head-Fi, Reddit, ale też i w chińskiej prasie biznesowej. Łącznie jest to ponad 500 różnych zgłoszeń, opinii i raportów dokumentujących problemy ze słuchawkami Hifiman na przestrzeni ostatnich lat.
  • Potwierdziłem problemy z jakością i własne negatywne doświadczenia wobec Hifimana u dwóch innych discordowiczów. W tym historię zakupów z Adoramy.
  • Zorganizowałem prywatne wypożyczenie dwóch nowych egzemplarzy słuchawek Ananda Nano (2025) jednocześnie, do pomierzenia i porównania A-B wraz z podaniem numerów seryjnych.
  • Przeanalizowałem z grubsza informacje giełdowe, wywiady i zeznania udzielane chińskim organom podatkowym przez Hifimana, a także ichni model biznesowy i strukturę przychodów, który musiał być przy tej okazji ujawniony.

Wszystko po to, aby zachować kompleksowość obrazu, absolutny obiektywizm i móc połączyć jak najwięcej kropek. Tych zaś zapewne bym nie połączył, gdybym artykuł wykończył rok temu, a nie teraz.

 

Na czym ogólnie polega problem z Hifimanem?

Ujmę to tak: to złożona materia. Problemy podnoszone przeze mnie i innych użytkowników są na ogół następujące:

  • Słuchawki posiadają ogólnie niską trwałość materiałów oraz żywotność przetworników. Bardzo często zdarzają się awarie, defekty i niedoróbki. Nawet od nieużywania i leżenia.
  • Przetworniki są przekładane między modelami, a różnica w dźwięku wynika z braku powtarzalności, niż wkładu inżyniera.
  • Modele cechuje ogromna rotacja tych samych części. Notorycznie można znaleźć dokładnie te same elementy i nawet tą samą jakość wykonania między bardzo różnymi cenowo produktami.
  • Oferta Hifimana jest bardzo mocno rozdmuchana i co rusz dochodzą nowe modele, których objaśnieniem ma się zajmować specjalne drzewo genealogiczne. Mało tego, Hifiman stworzył nawet osobną podstronę w formie interaktywnej, aby to objaśniać.
  • Bardzo oszczędne dane techniczne, które nie mówią nam nawet jak mocno możemy obciążyć te przetworniki.
  • No i wreszcie: cena produktów nie jest stała. Słuchawki na premierę kosztują sporo, po czym przez cały okres życia wytracają cenę, często znacznie. Przykładowo HE-R9 kosztowały na premierę 3795 zł. Obecnie można je kupić za… 295 zł. Nie żadne używane, tylko nowe z Chin.

Tego typu uwagi można znaleźć najczęściej jako ogólne przyczyny niezadowolenia.

Sam osobiście do tego producenta urazy nie żywię jako recenzent, bo krzywdy nigdy mi nie wyrządził ani on, ani dystrybutor. Jako użytkownik-konsument posiadam zresztą w kolekcji przecież HE400SE V2, jak również mam je wylistowane w Polecanych z Rekomendacją. Trudno więc zarzucać uprzedzenie komuś, kto sam jest użytkownikiem ich produktu i go poleca. A polecam z konkretnych powodów, które jasno i czytelnie wyartykułowałem w dwóch recenzjach (wariantów V1 oraz V2).

 

Moje doświadczenia z różnymi modelami Hifimana na przestrzeni lat

Na dzień dzisiejszy miałem przyjemność (a może nawet zaszczyt?) testować 21 modeli z ichniego portfolio:

Daje mi to więc pewien pogląd na konstrukcje tego producenta, ale prezentuje też progres mojej świadomości w materii audio. Na początku bowiem wypowiadałem się o ich produktach bardzo entuzjastycznie. Była to dla mnie nowość, świeże spojrzenie na tematykę konstrukcji planarnych. Ale im dalej w las, tym coraz więcej rzeczy zwracało moją uwagę, powtarzało się lub wprost nie zgadzało.

Gdy do gry weszły również pomiary, a później dokładniejsze testy m.in. THD i rezonansów, wyniki zaczęły szokować. Choć nie miałem z żadnym z tych modeli awarii, moja opinia o coraz gorszym wykonaniu czy powtarzalności dźwiękowej tylko przybierała na sile.

Nie pamiętam, czy zdarzały się wcześniej szelesty membran, ale chyba tak, gdzieś coś mogło się takiego przydarzyć. To niestety częsty problem ogólnie magnetostatów opartych o naciąganą folię. Pod tym względem prym wiodły jednak słuchawki Audeze i jako jedyne planary zaliczyły w mojej kolekcji awarię (podwójną, warto wspomnieć) na fali, która trapiła tamte roczniki (2014-2015). Późniejsze modele – w tym obecne moje LCD-XC – działały i działają do dziś. Czy im ufam? Nie do końca. Dlatego właśnie preferuję mimo wszystko dobre dynamiki.

W recenzji Edition XV nastąpiła swoista kulminacja i wyłoniły się największe znaki zapytania. Choć kilka rzeczy zaprezentowano faktycznie nowych, defekty wykonania pozostały, a do tego przyszło skrajnie złe odprowadzanie ładunków. Prawdopodobnie winowajcami są metalowe siatki, które działają jak anteny. Żaden inny model Hifimana nie wykazywał się do tej pory takimi właściwościami i był to jak do tej pory najpoważniejszy incydent ze słuchawkami w ogóle, na jaki trafiłem od startu prowadzenia swojego portalu.

 

Równie tajemnicze braki w specyfikacji – inżynieryjne tabu?

Hifiman od dłuższego czasu nie podaje też w swoich specyfikacjach technicznych żadnych twardych danych mogących sugerować poziom zniekształceń THD+N, maksymalny użyteczny SPL w odniesieniu do mocy (sprytnie wskazano tylko 94 dB, czyli IEC) czy też graniczną moc wejściową. W świecie audio, zwłaszcza tym aspirującym do miana absolutnego high-endu, takie pominięcia rzadko są dziełem przypadku. Moim zdaniem wiąże się to wprost z wynikami, jakie regularnie uzyskuję na swojej aparaturze pomiarowej. Być może te słuchawki w obiektywnych testach mierzą i będą mierzyć się po prostu źle, dlatego producent woli nie zdradzać takich szczegółów, aby nie psuć wykreowanej wokół nich aury dźwiękowej okazji? Kto wie. Można domniemywać, czy na etapie projektowym rygorystyczne testy w ogóle są wykonywane, a cała uwaga skupia się wyłącznie na ostatecznym strojeniu.

W efekcie cała narracja wokół tych słuchawek opiera się na magicznym słowie: „synergia”. Ciężar poszukiwania optymalnego brzmienia zostaje sprytnie przerzucony na użytkownika i jego odsłuchy. Jeśli słuchawki grają ostro, krzykliwie lub gubią się w skomplikowanych pasażach – wina rzekomo leży po stronie niewłaściwie dobranego wzmacniacza czy źródła, a nie ułomności samego przetwornika. To bardzo wygodne alibi. Przez lata obecności na rynku i zbudowaniu silnej pozycji, producent może sobie pozwolić na takie podejście, bo wie, że społeczność audiofilska często i tak zracjonalizuje te braki odpowiednio drogim torem, kablami czy innym powodem.

Czy brak takich danych jest problemem? Ogólnie nie. Zwłaszcza w tańszym sprzęcie budżetowym mógłbym przymknąć na to oko. Jednak przy słuchawkach wycenianych na 28 czy 40 tysięcy złotych staje się to problemem fundamentalnym. W tej cenie nie kupujemy już tylko obietnicy „dobrego dźwięku”, ale oczekujemy wybitnej, bezkompromisowej wręcz inżynierii. To producent dysponuje zapleczem, budżetem i narzędziami, aby skutecznie takie dane opracować i z dumą zaprezentować na kartach sklepowych. Weryfikacja podstawowych parametrów pracy przetwornika nie powinna więc leżeć po stronie klienta końcowego.

 

Dlaczego mimo to Hifiman cieszy się popularnością?

Obok „wow, słychać więcej” na pewno jedną z odpowiedzi byłby skuteczny, bo bardzo intensywny, marketing. W tym marketing szeptany i defensywny, który przekonuje nas, że wszelakie problemy nie istnieją, a jeśli istnieją, to znikną, gdy dokupimy im np. odpowiedni kabel lub drogi wzmacniacz. Najlepiej tego samego producenta, jeśli ten takowy oferuje. W ten sposób buduje się fałszywe przekonania co do wpływu tego czy tamtego komponentu na dźwięk.

W rzeczywistości jest to klasyczny up-selling dodatkowego asortymentu, który ma naprawiać problemy sztucznie stworzone, jak np. skuteczne napędzenie słuchawek i „otwarcie się” w ten sposób brzmienia.

Osobiście uważam jednak, że odpowiada za to połączenie legendy przetworników magnetostatycznych oraz bardzo atrakcyjnych cen. Zwłaszcza w okresach sprzedażowych, gdy liczyć można na promocje ze strony sklepu producenta. Praktycznie co rusz jest na coś promocja. Nawet w tym momencie wchodząc na stronę Hifimana, widnieje tam ogromny baner ze świątecznymi obniżkami. A przecież jest koniec lutego.

Większość logiki zakupowej wygląda tak: skoro planary są lepsze od dynamików, a Hifiman potrafi je mieć już za ~300 zł, to będą one najlepsze w tym przedziale, bo żadnych innych planarów nikt tak tanio nie oferuje.

Gdy Audeze wchodziło na rynek u nas w kraju, pierwsze sklepy i dystrybutorzy mający je w ofercie, dosłownie piali z zachwytów nad wyższością przetworników planarnych nad dynamikami. Nie było to bezzasadne, gdyż rzeczywiście jednostki planarne mają w wielu miejscach techniczne właściwości przewyższające typowe przetworniki dynamiczne.

Co nam obiecywano?

Z zalet miały to być:

  • znacznie lepsza czystość, a więc jakość dźwięku,
  • dźwięk będący kontynuacją dawnych konstrukcji ortodynamicznych z lat 70-80,
  • równy i jednocześnie głęboki dół schodzący aż do samej piwnicy,
  • zwiększona szybkość i responsywność ponad przetwornikiem dynamicznym,
  • brak efektu wygrzewania – słuchawki są od razu gotowe do pracy w swojej optymalnej i niezmiennej formie,
  • ogólna jakość takich słuchawek miała wyraźnie przewyższać modele oparte na klasycznych dynamikach.
Co nam dowieziono?

W rzeczywistości okazało się troszkę co innego:

  • THD+N potrafiło oscylować wokół jakości od typowej konstrukcji dynamicznej po najgorsze i najtańsze słuchawki na rynku, nieradzące sobie przy typowych testach na 94 dB SPL.
  • Dźwięk początkowo rzeczywiście nawiązywał do ortodynamików (vide stare Audeze), aby stać się finalnie neutralnym i nudnym z podbitą górą.
  • Czasami jest to rzeczywiście dół równy i z zejściem, ale nie w każdej konstrukcji można to zaobserwować. Przykładem niech będą Quad ERA-1, które zwłaszcza na basie cierpiały na bardzo duże zniekształcenia.
  • Na ogół szybkość i responsywność zostały zachowane.
  • Sam Hifiman przeczy temu, deklarując w swoich materiałach, że jego słuchawki wymagają wygrzewania (choć fizycznie oznaczałoby to pracę materiału i nieodwracalne naruszenia strukturalne ścieżek).
  • Planary stały się symbolem awaryjności, a typowy dynamik przewyższa je żywotnością o kilkanaście długości.

W zasadzie z tym wygrzewaniem to jest tak, że nawet obsługa klienta firmy Hifiman każe ją czynić swoim klientom. Przez 100 godzin mają słuchać ichnich słuchawek, aż na tyle ogłuchną (lub się przyzwyczają), że je polubią.

Tyle niestety zostało z mitów o technologii, która miała „zaorać” rynek słuchawek dynamicznych. Zwłaszcza, że te ostatnie również nie stoją w miejscu i co rusz mamy eksperymenty z nowymi materiałami, lekkimi cewkami lub sztywniejszymi membranami. A to niekiedy rzeczywiście przekłada się na mierzalne efekty, a nie tylko marketingowe slogany.

Co do samych planarów, warto spojrzeć na rynek wtórny. Starsze modele Audeze spotkamy tam bardzo rzadko. Starsze Hifimany – praktycznie wcale. Ludzie albo nie sprzedają tych słuchawek, bo dawno już padły, albo nie chcą pozbywać się czegoś, co jeszcze jakkolwiek działa.

 

Katalog usterek i defektów wg użytkowników

W dokumentowaniu szczegółowych problemów z produktami marki Hifiman prym wiodą użytkownicy Reddita i Head-Fi. Zapnijcie więc pasy, bo będzie tu naprawdę sporo materiałów i to mimo moich prób streszczania tego objętościowo. Starałem się wybierać głównie te wpisy, które posiadają materiał dowodowy w postaci zdjęć lub filmów, a spośród nich te, które wydawały się najbardziej wiarygodne. Przedział czasowy będzie różny, bo problemy jakościowe producenta nie są nowością. Znajdą się tu zdjęcia i relacje sprzed pół roku, jak i 5 lat. A co tylko pokazuje skalę problemu i wieloletni brak jego skutecznego rozwiązania.

 

Ogólna jakość wykonania i usterki natury materiałowej

Krzywy montaż przetworników w stosunku do grillów lub na odwrót (coś podobnego jak krzywe frezowanie otworów i naklejanie materiału w ZMF):

Uszkodzenie pałąka w HE4XX:

Zerwana opaska w Sundarach:

Pęknięte widełki w HE400i:

Kolejne HE400i, pęknięcie po 3 tygodniach:

Kolejny zniszczony pałąk w Sundarach:

Spalenie się wadliwego rezystora w HE-Adapterze po 20 minutach użytkowania:

Samoczynnie odkręcające się mocowanie w Sundarach:

Uszkodzony pałąk w Sundarach mimo domowych prób naprawczych:

Uszkodzone pady w Sundarach wprost z pudełka:

Uszkodzona opaska w Sundarach Closed Back od nowości:

Rozsypany kompletnie pałąk Sundar po dwóch latach użytkowania:

Tak samo jak wyżej:

Połamane grille w Arya Stealth:

I magnesy od wewnątrz w V1:

Pogięte grille w nowych HE1000

 

Korozja ścieżek przetworników oraz magnesów

Pokazuje to brak zabezpieczeń (aby osiągnąć jak najcieńszą i najlżejszą membranę) oraz ogólną wadliwość procesu wytwarzania komponentów. Tak wygląda korozja na ścieżce modelu Deva PRO. To wystarczy aby przerwać ciągłość sygnału:

Degradacja ścieżek i złażąca farba z magnesów w modelu Arya:

Edition XS i progresywna śmierć jednego z przetworników z widocznymi śladami przypominającymi korozję:

 

Śmierć przetworników oraz słyszalne artefakty dźwiękowe

Sundara i trzaski na niskich częstotliwościach (prawdopodobnie naciąg membrany). Arya Stealth i nagła cisza w lewym przetworniku:

A tu dla równego rachunku, prawy:

W tym wypadku Ananda Stealth i jej prawy przetwornik, który umarł po dwóch miesiącach. A tu bzyczenie w jednym z przetworników Edition XS.

Kolejne bzyczenie w trzech sztukach Edition XS:

I znów Edition XS oraz terkotanie przetwornika.

Terkotanie w HE1000 V2 z uwiecznionym winowajcą. Dokładnie tak jak tłumaczyłem to przy okazji bodajże modelu Arya Organic. Powierzchnia pokazana na video nie posiada na sobie żadnych ścieżek i funkcjonuje jako niepotrzebny mechaniczny balast. Połączenie tego z widocznym fatalnym rozciągnięciem materiału, powoduje problem:

Padnięty prawy przetwornik Ananda i niestety nieudana próba naprawy domowymi sposobami:

Bąble na membranie modelu Ananda od nieprawidłowego naciągania lub dotykania membrany + fabryczne wygięcie i uszkodzenie magnesów:

Delaminacja ścieżki od membrany w modelu Ananda:

Tak się kończy problem z nieprawidłowym odprowadzaniem ładunków:

Terkotanie przetwornika w HE400SE:

Kolejne HE400SE i tym razem smażenie się przetwornika:

Szelest jednego z przetworników w HE400SE z racji pofalowań membrany i naciągu.

Prawy przetwornik w Ananda Nano umarł po 4 miesiącach i jednym dniu:

Wypalona dziura w ścieżce praktycznie nowych HE400SE:

Sundara i śmierć lewego przetwornika z dość wymowną formą uwiecznienia tego na video:

Kolejne wideo z przypadkiem bzyczenia, tym razem Ananda Nano.

Dwukrotna awaria w HE1000SE (i pogięty grill):

Dziury w przetworniku Sundary:

Zablokowanie się membrany w klatce magnetycznej:

Kolejne skwierczące XS:

A na deser, czwarta wymiana HE1000SE i czwarta awaria (tak, ten sam autor co poprzednio, jedzie do oporu):

 

Pozostałe przykłady problemów z przetwornikami Hifiman

Poniżej przedstawiam inne przykłady, które nie miały dokumentacji audio-wizualnej. Ogólnie jest tego naprawdę sporo, niemniej prezentuje to dość spójny obraz:

Mogę tak linkować w nieskończoność.

 

Pleśń na słuchawkach, bo nasze zdrowie też się nie liczy

Ale to nie wszystko. Hifiman wynalazł nie tylko planarne słuchawki elektrostatyczne czy wygrzewanie, ale wprowadził też nowy, innowacyjny model: Sundara Organic.

Ale na poważnie: to co powyżej kwalifikuje się na natychmiastowy, bezwzględny zwrot. Wskazuje to na:

  • Wątpliwe warunki magazynowania: produkty są składowane w warunkach o ekstremalnej wilgotności (prawdopodobnie tanie, nieklimatyzowane i nieogrzewane magazyny zewnętrznych podwykonawców), co pozwala na rozwój mikroorganizmów. No ale przynajmniej można zaoszczędzić.
  • Brak kontroli końcowej: nikt nie otwiera losowych partii towaru przed wysyłką do dystrybutorów, aby sprawdzić ich stan. Liczy się tylko wolumen i sprawność: pudełko ma opuścić magazyn i zasilić raport przychodowy najszybciej, jak się tylko da.
  • Pogarda dla klienta: wysłanie produktu stanowiącego realne zagrożenie dla zdrowia z gniazdem zarodników pleśni pokazuje, że w pogoni za zyskiem bezpieczeństwo i zadowolenie użytkownika zeszło na dalszy plan, delikatnie mówiąc.

Oczywiście można próbować powiedzieć, że to pojedynczy przypadek…

Ale nie, to nie jest pojedynczy przypadek. Jak widać po wątku, zdarzało się to już 3 lata temu.

Nigdy nie używajcie spleśniałych słuchawek ze względów sanitarnych. Choćby dźwięk był przewspaniały i przecudowny, nie jest to warte Waszego zdrowia. Zwłaszcza, że dla producenta nie ma to żadnego znaczenia i na pleśni najwyraźniej się nie kończy (uwaga, mocne):

 

Wysyłka nie tego produktu co trzeba oraz problemy z obsługą klienta

Ponieważ Hifiman jest firmą o dużym zasięgu, jej myśl kreatywna nie ogranicza się tylko do produkcji słuchawek i sprzęt, ale też spedycji i sprzedaży. Zdarzało się nie tylko olewanie klientów, ale mylenie przesyłek.

Zamówione Edition X V2, otrzymane XS, a potem próba zarobienia na całej sytuacji:

Zamówione HE6SE V2, przysłane HE6SE V1:

Zamówione Edition XS open-box, a w zamian otrzymane droższe Arya (bez znaczenia, koszt produkcji jest identyczny):

Na koniec zachęcę do lektury tego artykułu, w którym autor opisuje własne perypetie z obsługą klienta. Dla ciekawskich.

 

Jak to wygląda w modelach Hifiman z najwyższej półki?

Mogłoby się wydawać, że problemy dotyczą głównie tańszych modeli. Rzeczywiście, głównie dominują z tego co widzę Edition XS czy Sundary. Trudno się dziwić – to najpopularniejsze modele Hifimana. Ale już ten audiofilski produkt za krocie powinien być serwowany z należytą starannością i kontrolą jakości, prawda?

Ano nieprawda. Serwowany jest z tą samą i dokładnie takim samym wykonaniem. Dlatego pisałem, że wszystkie modele Hifimana są produkowane w ten sam sposób i na tych samych częściach w granicach podobnego kosztu.

Przykład: Hifiman Susvara. Słuchawki kosztują w chwili pisania artykułu 28000 zł. Pomarszczenie membrany i ślady przypominające oksydację oraz nierównomierność materiału w membranie (źródło: head-fi):

Dalsze atrakcje: schodząca farba z magnesów, zrywająca się opaska znana z HE1000 oraz ukręcające łby śrub:

W modelu obecnie oferowanym jako Susvara Unveiled (39 990 zł) dochodzą jeszcze pęknięcia i rozwarstwianie się magnesów oraz (oczywiście) oksydacja:

Podobno to normalne i tak ma być. Cóż, pozwolę sobie pozostać w gronie, delikatnie mówiąc, nieprzekonanych. Do nich na pewno zalicza się też (ponownie) Reddit:

Po dokładniejszym obejrzeniu jakości materiałów widać, że są to słuchawki wykonane najtaniej, jak się tylko da. Mimo to cena jest absurdem samym w sobie i tylko po to, aby nim być:

Nawet mechanizm obrotowy potrafi być problematyczny jakościowo:

 

Problematyka powtarzalności egzemplarzy

Temat ten jest bardzo trudny do analizy, ponieważ bardzo rzadko zdarza się mieć wypożyczone dwa egzemplarze. Niemniej czasami przydarzają się takie sytuacje. Użytkownicy na forach branżowych, na których Hifiman często bryluje jako jedyny słuszny wybór dla każdego, sami potrafią opisywać zmiany zaobserwowane w obrębie tego samego modelu Hifimana.

Ciche rewizje na łamach jednego z forów

Użytkownik w cytowanej wyżej wypowiedzi:

  • zgłasza inny dźwięk między egzemplarzem A i B,
  • zwraca uwagę na różnice w zakresie użytych materiałów.
  • z automatu usprawiedliwia to istnieniem tzw. „cichych rewizji”.

Teoretycznie może być to równie dobrze wada projektowa, fizyczne różnice w stanie nauszników lub duże wahania w jednorodności produkcji. Ten ostatni zarzut padał swego czasu wobec Audeze. Dlatego postanowiłem sprawdzić zbieżność kilku różnych egzemplarzy tych samych słuchawek na własną rękę. Co prawda nie są to Edition XS, ale oparte na tych samych przetwornikach Ananda Nano.

Ogromną w tym miejscu zaletą jest fakt, że wszystkie słuchawki Hifiman opisywane u mnie na portalu pochodzą od osób prywatnych lub wprost ze sklepu jako zakup „z półki”. Tak również stało się z dwoma egzemplarzami testowanymi w tej publikacji, kupionymi przez jednego z czytelników dla siebie i swojego kolegi na polskim Amazonie i przysłane od razu do mnie. Nie są to więc ani „selekty”, ani sprzęt po przejściach lub rozstrzelony mocno w czasie (co widać też po numerach seryjnych). Jest to największa zaleta bycia portalem niezależnym i jednocześnie ogromny atut przy próbie ustalenia stanu faktycznego.

 

Próba zweryfikowania jakości i powtarzalności na własną rękę

Obie pary wyglądały identycznie i nie stwierdziłem w ich przypadku żadnych różnic materiałowych.

Wyposażenie było identyczne, kable również. Słuchawki brane do ręki wydawały się ważyć dokładnie tyle samo. Żadna z nich nie miała przy tym oczywistych defektów lub uszkodzeń. Rzuciłem też okiem na zdjęcia z recenzji starszego egzemplarza i tam też wszystko wyglądało tak samo.

Należy w tym momencie brać pod uwagę, że deklaracja użytkownika tyczyła się tańszego modelu, czyli Edition XS. Istnieje ryzyko, że producent rzeczywiście mógł coś zmienić w tańszym egzemplarzu fizycznie, ale ograniczyć się tylko do XS i nie wprowadzać żadnych zmian dalej. Dobrą praktyką w takich sytuacjach jest oznaczanie nowych rewizji w jakikolwiek wizualny sposób, albo nawigowanie po puli numerów seryjnych.

W każdym razie – wszystko wydaje się być w porządku. Więc skoro nic nie dzieje się fizycznie, to może dźwiękowo?

 

Spójność przebiegów pasma przenoszenia

Anandy Nano były przeze mnie mierzone dokładnie w tych samych warunkach, jedna po drugiej. Dzięki temu utrzymywałem ten sam Noise Floor w obu sytuacjach. Aby było ciekawiej, wygrzebałem również pomiary starszej sztuki z 2024 roku występującej w ichniej recenzji (niestety nie spisałem SN). Mamy więc komplet trzech sztuk Ananda Nano (2x 2025 + 1x 2024 z recenzji) na wokandzie.

Wyniki pomiarowe FR (uśrednione pomiary):

Wniosek: Bingo! Choć ogólny styl grania pozostał niezmieniony, również w zakresie THD (o tym za moment), słuchawki rzeczywiście prezentują różnice między egzemplarzami. Widać to zwłaszcza w schodku między 100-200 Hz oraz rozkładzie szczytów na sopranie. Sztuka w recenzji (czerwony wykres) okazała się być zauważalnie jaśniejsza od pozostałych. Różnica 4 dB w 3,1 kHz na pewno będzie słyszalna. Redukcja ubytku o też 4 dB w 5,7 kHz już mniej (efekt maskowania). Egzemplarz ten generuje też największe pogłosy powyżej progu 10 kHz.

Egzemplarz SN 241221065 (różowy wykres) ma z kolei najwięcej basu (zejście FR dopiero w ok. 150 Hz) oraz wydaje się najgładszy na sopranie. Potwierdza to więc, że użytkownik rzeczywiście mógł zauważyć różnice między egzemplarzami. Z drugiej strony teoria o cichych rewizjach nie znajduje pokrycia w faktach: różnice między dwiema sztukami „nowych” Ananda Nano są wciąż widoczne i taki dystans, jaki dzieli sztukę z recenzji od 241221065, będzie dzielił 241221065 od 2412211017. Dobierając egzemplarz z recenzji (najjaśniejszy) do porównania z 241221065 (najcieplejszy), kontrast będzie oczywiście najbardziej oczywisty.

Nie bez znaczenia jest tu naturalnie każdorazowe ściągnięcie i ponowne założenie słuchawek na fantom oraz równość obszycia padów (optycznie nic nie stwierdziłem). Dlatego przymiarki były wykonywane wielokrotnie. Wyniki prezentowane były względem siebie jednak spójnie. Przy dużym doświadczeniu i uwadze poświęconej na pozycjonowanie słuchawek, błędy pozycjonowania można zatem bardzo ładnie zminimalizować.

 

Balans kanałów

Sprawdźmy sobie kolejną rzecz, czyli balans kanałów dla wszystkich trzech sztuk:

Wniosek: Różnice są w granicach tolerancji co do każdego egzemplarza, ale są też ciekawe miejsca. Najlepsze sparowanie ma ponownie egzemplarz SN 241221065. Pozostałe wykazują pewne dewiacje i wybicia (choć te towarzyszą i tak wszystkim trzem sztukom). Przykładowo, sztuka z recenzji miała dziwne wybicie na subbasie i jaśniejszy jeden przetwornik od drugiego. SN 241221065 miał super równy bas, ale już góra zaczynała się delikatnie psuć. Z kolei SN 2412211017 to najgorzej zestrojony subbas, a po progu 5 kHz miał największe wahania sopranu. Dramatu jednak o dziwo nie ma i można nawet zaryzykować stwierdzenie, że parowanie driverów zostało jednak (w miarę możliwości) przeprowadzone.

Ostatecznie wszystkie trzy sztuki były praktycznie nowe ze sklepu i po minimalnych odsłuchach, więc nie mogło to być nierównomierne wygniecenie się padów. Finalnie wszystkie trzy sztuki wróciły do sklepów z tytułu zwrotu, gdyż żaden z użytkowników nie chciał ich zachować na stałe.

 

THD i CSD jako weryfikacja poprawności zebranych danych

Za to na wykresie uśrednionego THD+N we wszystkich trzech przypadkach bawimy się w kolorową kartografię:

Najwyższe wartości zarejestrowane:

  • Egzemplarz z recenzji: 11,3% (2,85 kHz)
  • SN 2412211017: 7,7% (2,63 kHz)
  • SN 241221065: 6,3% (3,25 kHz)

Wniosek: Charakter ogólny przebiegów zniekształceń jest zbliżony, ale zmiany również widoczne. Są zbyt gwałtowne i kontrastujące z FR, więc wykluczamy problem aparatury. Wszystkie trzy sztuki przejawiają praktycznie te same problemy z rezonansami, co wyklucza również defekt pojedynczego egzemplarza. Oznacza to, że wszystkie diagnozy z poprzedniej recenzji zostały postawione prawidłowo. W tym ta jedna, oczywista: te słuchawki rzeczywiście tak się mierzą.

Jednocześnie nie może umknąć uwadze, że egzemplarze z 2025 roku wypadają nieco lepiej w rejonie 400-1000 Hz. Wstępnie potwierdza to, że seria przetworników w modelach z 2025 rzeczywiście uległa jakimś zmianom względem serii z 2024 roku. Nie są to zmiany duże, ale są.

Jakie jest ich źródło? Niestety nie jestem w stanie wskazać. Ale takie zmiany mogą wynikać nie tyle z wprowadzenia czegoś na stałe, co po prostu innej serii produkcyjnej z innej fabryki, która trafiła do obu par (tzw. „batch”). To z kolei może sugerować postępującą optymalizację produkcji lub korzystanie z zewnętrznych dostawców. Wrócimy jeszcze do tego.

 

Wysoki SPL kontra typowa głośność odsłuchowa w kontekście THD

Wracając jeszcze na moment do tematu THD, jednym z wniosków z poprzednich recenzji było moje stwierdzenie, że słuchawki z tej serii kompletnie nie radzą sobie z poziomem SPL przyjętym w branży jako standard testowy. Idealnie widać to na pokazanych wyżej przykładach. Dla ciekawości, wykonałem nawet testy skalowania się THD+N w zależności od SPL i problem narastał niemalże liniowo.

Pamiętam że pojawił się wtedy kontrargument: „ale przecież nikt nie słucha muzyki tak głośno”. To prawda, ale nie o to w tym chodzi. Odczyty przy wyższych poziomach ciśnienia akustycznego bezbłędnie zdradzają ogólną kondycję przetwornika. Dlatego się je stosuje. Przy odpowiednim poziomie natężenia dźwięki widzimy jak na dłoni jego margines błędu oraz to, jak skalują się zniekształcenia i rezonanse przy większym wychyleniu membrany. Jeśli przy standardowym sygnale testowym przetwornik w Anandach Nano wpada w popłoch i generuje lawinę zniekształceń, to przy dynamicznych skokach w muzyce i gwałtownych transjentach może zabraknąć mu kontroli.

To być może da się usłyszeć, a nawet zachwycić że właśnie „wow, słychać więcej”, ale ogólnie nie są to zdrowe objawy sprawnego technicznie produktu. To dowód na to, że układ akustyczny pracuje na granicy swoich możliwości mechanicznych, a za tę cenę powinniśmy oczekiwać absolutnego spokoju i perfekcyjnej kontroli w każdych warunkach. Tu dowodem są zdjęcia wykruszających się ścieżek, które dosłownie pękają podczas pracy i przerywają obwód cewki.

 

Weryfikacja poprawności uzyskanych danych

Manipulowanie wykresami jest bardzo proste do zweryfikowania, bo pokazałyby to np. wykresy CSD albo spektrogramy. Widzielibyśmy mnóstwo nieregularnych artefaktów w dolnych partiach SPL. I choć wciąż uważam swoje pomiary za podstawowe (poziomu ASR czy L7AudioLab zapewne nie osiągnę w tym życiu), moja aparatura i tak ma zdumiewającą czułość i sprawność jak na obsługiwaną przez amatora-pasjonata. Zresztą…

Wniosek: Zejścia stopni są jednostajne. Aparatura jest tak czuła, że nawet szum komputera, drgania podłogi i konstrukcji domu są widoczne na ekranie spektrum pasma podczas robienia pomiaru. Na CSD widać nawet przydźwięk sieciowy. Stąd pomiar wykonywany jest od pewnego czasu w zamkniętej komorze akustycznej, do której podczas pomiaru nikt nie ma wstępu. Jak widać, są tradycyjne odbicia od sztucznego ucha, ale na tym koniec.

I do ustalenia tego wystarczyły już „podstawowe” pomiary.

 

Porównanie z innymi słuchawkami planarnymi

Dla porównania, wykresy FR i THD dla Sash Audio Matrix, czyli samodzielnie składanych planarów z Ukrainy:

Jest różnica, prawda?

  • Zestrojenie tonalne: Zauważalnie mniejsze rezonanse w okolicach 1 kHz, gładszy przebieg FR, bas jak od linijki.
  • Zestrojenie kanałów: Jest perfekcyjne. Drobne dewiacje są tu bez znaczenia. Słuchawki prowadzą się jak po sznurku.
  • Zniekształcenia: Absolutnie żadnych problemów. Słuchawki są czyste i zachowują się nienagannie przy testowym natężeniu SPL.

Tak właśnie wyglądają prawdziwe planary w sensie technicznych właściwości i atutów. Tak właśnie też powinny prezentować się w większości słuchawki Hifimana. A ponieważ tak się nie stało, to właśnie okazało się, że potężny producent słuchawek z ogromnymi zyskami przegrał z jednym pasjonatem z Ukrainy. I to takim robiącym swoje słuchawki ręcznie sam i to jeszcze w warunkach wojny.

Jedyny punkt obrony to cena. Matrixy to koszt 2100-2500 zł wliczając może jakieś podatki i shipping, podczas gdy Ananda Nano to obecnie 1540 zł, a więc zauważalnie mniej.

 

Weryfikacja z modelem Arya Organic i zdumiewające odkrycie

Zatem przechylmy szalę w drugą stronę i weźmy Arya Organic za aktualnie 3263 zł (dawniej cena podchodziła pod 6200-7000 zł). To jedne z ostatnich słuchawek jakie mierzyłem z linii owalnej przed Anandami i Edition XV. Tak wyglądają oba kanały w Arya Organic:

Wniosek 1: Nawet nie leżały obok Matrixów. Zauważcie jednak, że prawy kanał wygląda niemal identycznie zachowawczo jak wykresy „nowych” Ananda Nano 2025. Przypadek? Może jednak nie jest to nowa seria, tylko kompletna losowość produkcji? Zwłaszcza, że Arye Organic testowałem właśnie w 2024 roku na egzemplarzu z 2023 roku. Anandy Nano w recenzji były na 100% z 2024 roku, świeży zakup.

Ta myśl nie dawała mi spokoju, więc wykonałem jeszcze dwa porównania FR (już po kompensacji):

Wniosek 2: Znowu bingo! Bardzo duża zbieżność z Anandą Nano z recenzji. Są drobne różnice w FR w okolicach wyższej średnicy albo sopranu właściwego, ale ten unikalny styl grania Hifimana jest w całości zachowany. Mało że zachowany – bas jest wprost identyczny!

Gdy wrzucimy pozostałe wykresy wszystkie razem, to okazuje się, że kluczowe różnice na rzecz Arya Organic są raptem tylko w 2 kHz i 5,5 kHz. A jeśli spojrzymy na całościową skalę różnic między Anandami, to jest ona procentowo taka sama względem Arya Organic. Oznacza to, że:

  • Kręcimy się wokół tego samego projektu ze śladowymi zmianami z modelu na model?
  • A może ma miejsce częste rotowanie driverów między modelami z różnych półek cenowych ale w obrębie tej samej obudowy?
  • Albo najgorzej: kupujemy cały czas te same słuchawki (przetworniki) i rozpływamy się nad zmianami wynikającymi tylko z rozstrzału produkcyjnego?

Patrząc po wynikach rzeczywiście istnieje ryzyko, że Ananda Nano (3700 zł) i Arya Organic (7000 zł) to prawdopodobnie te same słuchawki, z innymi kolorami i częściami obudowy. Resztę robi autosugestia i losowość produkcji między sztukami. A to tylko przecież jeden drobny wycinek ich oferty.

 

Weryfikacja wszystkich egzemplarzy z tej serii jednocześnie

Cóż więc pozostaje, jak nie zebranie wszystkich danych pomiarowych razem? Liczyłem się co prawda z tym, że tak szeroka rozpiętość czasowa może powodować ogromne różnice w wykresach i będzie to zestawienie w zasadzie pozbawione sensu, bo zbyt niskiej jakości. Mimo to spróbowałem i dołożyłem wykresy HE1000 V3, Edition XS, a nawet Edition X. Wówczas oczom mym ukazało się to:

All Hifiman measurements

Wniosek: Przy wszystkich pomiarach jakie mogę zsumować, myślę, że jest to dość wymowne. Dla pikanterii przypomnę, że są tu słuchawki od aktualnie 750 zł do ponad 10 000 zł. Tak więc analizę i wnioski pozostawiam w Waszej gestii. Ja sam oczekiwałbym, że przy tak dużym rozrzucie cenowym, płacę za mierzalny efekt końcowy. Tymczasem mamy tu bardziej subtelności i wahania.

 

Ekonomia regresu czyli od „manufaktury” do giełdowego giganta

Na tym etapie ustaliliśmy, że:

  • użytkownicy chyba jednak mówią prawdę, gdy opisują Hifimana w kontekście kolejnych awarii i problemów,
  • z moimi wykresami wszystko jest w porządku i nie pokazują one fikcyjnych problemów lub defektów pojedynczych egzemplarzy,
  • powtarzalność między egzemplarzami rzeczywiście jest bardzo dyskusyjna,
  • za to powtarzalność strojenia co do swojego stylu jest wprost uderzająca,
  • sam sprzęt technicznie jest z kolei niezmiennie sporą loterią.

Myślę, że chyba musimy zacząć zadawać na tym etapie pytania. Poważne pytania. I to nie tylko takie jak poniżej:

Kluczem do zrozumienia sytuacji jest jak się okazuje aktualnie trwający akces giełdowy Hifimana. To był właśnie ten brakujący fragment w całej układance, którego do tej pory nie analizowałem, a który rzuca na wszystko zupełnie nowe światło.

Oczywiście wszelkie opinie na temat modelu biznesowego i jakości produktów są moją subiektywną interpretacją, ale opartą na dostępnych publicznie materiałach oraz testach konkretnych jednostek pomiarowych.

 

Struktura przychodów

Patrząc po dokumentach złożonych przed Beijing Stock Exchange (BSE), Hifiman Technology Group Co., Ltd. w tym momencie nie jest już niszowym graczem – to korporacja generująca w 2024 roku przychód na poziomie 31,7 mln USD (ok. 120 mln PLN). Z tego ponad połowa pochodzi z eksportu, w tym z portfeli polskich konsumentów. I jako korporację powinniśmy do niego podchodzić, a do wyniku 120 milionów – jak do sukcesu.

Wywiady publikowane przez duży chiński portal biznesowy 36kr oraz raporty Weekly on Stock odsłaniają (oczywiście też tylko do pewnego stopnia) mechanikę tegoż sukcesu. Firma, będąca obecnie w procesie wejścia na giełdę (IPO), znajduje się z tego tytułu jak sądzę pod ogromną presją utrzymania wysokich marż brutto. Taka presja oznacza dla nas jedną konkretną rzecz: optymalizację tam, gdzie klient nie widzi jej na pierwszy rzut oka.

Podaję oba te źródła nie bez powodu. W Chinach są to ponoć jedne z najbardziej poczytnych i uznanych portali branżowych, na których bazują później inwestorzy. Nie ma więc powodu, abyśmy im mnie wierzyli.

 

Outsourcing ponad jakość

Choć Hifiman wciąż stara się promować wizerunek „luksusowej manufaktury”, publikacje potwierdzają głęboki outsourcing produkcji. Przeniesienie kluczowych etapów wytwarzania do podmiotów zewnętrznych, przy jednoczesnym nacisku na wolumen sprzedaży, sprawia, że rzetelna kontrola jakości staje się dla firmy „kosztem zbędnym”. Każda sztuka odrzucona na linii produkcyjnej to strata w raporcie dla inwestora, a w konsekwencji mniejsze zyski dla akcjonariuszy.

Oczywistym jest więc, że będzie się to próbowało skompensować.

Innymi słowy, ponad zadowoleniem klienta oraz dobrze zaprojektowanym produktem służącym latami, bardziej idziemy tutaj w czysty zysk. Biznesowo jest to oczywiście logicznie uzasadnione i nawet właściwe. Firma ma przecież zarabiać pieniądze – po to ją stworzono. Ale za produktem musi stać coś więcej, niż tylko metka z ceną i nadzieja, że ten się szybko nie rozleci. Abyśmy się dobrze zrozumieli, nie twierdzę, że każdy produkt firmy Hifiman posiada opisane wady (moje HE400SE V2 nadal działają i nic im nie jest). Twierdzę natomiast, że jest to zbyt losowe i powszechne, aby było dziełem przypadku.

Cały czas chodzi mi tutaj po głowie chociażby motyw pleśni na słuchawkach pokazywany przez użytkownika portalu Reddit:

W profesjonalnym procesie QC takie sytuacje są wychwytywane na etapie magazynowania. Skoro produkt dociera do klienta w takim stanie, to jest to dla mnie bardzo zastanawiające.

 

Marketing zamiast inżynierii

Firma deklaruje, że posiada 134 patenty. Ilość ta robi wrażenie i budzi podziw. Ale w rzeczywistości chodzi o zrobienie wrażenia nie na nas – użytkownikach – a na inwestorach. Ich realne wykorzystanie wydaje się służyć głównie podtrzymywaniu perspektywy innowacyjności w prospekcie giełdowym. Jak dobrze wiecie, każda innowacja wymaga inwestycji. Po prostu potrzebne są na to fundusze. U Hifimana zdaje się, że jakiekolwiek fundusze nie byłyby przeznaczane na badania i rozwój, finalnie są przesuwane na agresywny marketing. Dotyczy to zwłaszcza marketingu „High-End”, choć później te same hasła lądują w każdym tańszym modelu słuchawek. Przy HE-R9 i ich przetworniku dynamicznym czytamy o magnesach wykonanych z „metali ziem rzadkich”. Owszem, neodym jest takim metalem, ale marketingowo lepiej to brzmi.

Pamiętam że Fang Bian dawniej tłumaczył w jakimś wywiadzie, że Hifiman ma opracowane ileś tam technologii do przodu i po prostu nie wypuszcza wszystkiego naraz. Poniekąd może to wyjaśniać dlaczego otrzymujemy „nowe” modele, które konstrukcyjnie powielają te same błędy mechaniczne czy nawet dźwięk. Jeśli połączymy to ze wspomnianym przesunięciem środków z działu badań i rozwoju, mamy potem słuchawki za 40 tysięcy złotych, w których pękają magnesy albo odpryskuje farba „bo tak”.

Ale i w tańszych modelach zdarzają się uproszczenia. Mierzone tu Ananda Nano prezentują się bardzo podobnie jak przetworniki z tańszych Edition XS. Powodem subtelnych różnic w dźwięku między XS a Anandą są dewiacje jakościowe przetworników, padów i inna konstrukcja pałąka. Nie inna technologia czy realny progres. Więc idziemy już nawet w takie uproszczenia. Wszystko obraca się wokół naprawdę sprytnego podejścia do niejednorodnej technologii produkcyjnej. Hifiman znalazł sposób, jak uczynić z tej wady zaletę. To z kolei wyjaśnia zagadkę mocnego recyklingu części, gdzie kilka modeli współdzieli te same elementy, pałąki czy kable, mimo diametralnych różnic w cenie produktu.

 

Oszczędność sprzedawana jako innowacja

Jak wygląda agresywna optymalizacja kosztów oraz pozorowanie innowacji? Świetnym przykładem niech będą słynne nano-membrany wykonane w nano-technologii.

Jeśli technologia ta jest tak przełomowa, jak twierdzi prospekt emisyjny Hifimana, to musi być kosztowna. Więc jakim cudem mam ją w swoich HE400SE V2 za ok. 330 zł? Gest producenta? Produkcja mocno ze stratą? Obie te wersje odpadają. Takie przetworniki wymagałyby ultra-drogiej i precyzyjnej produkcji, wprost fizycznie niemożliwej do osiągnięcia przy dużym wolumenie. Zakładając nawet, że jednak się to dzieje i Fang jest współczesnym Midasem, to od razu mamy drugą lampkę ostrzegawczą: nie widać tego po jakości wykonania konstrukcji słuchawek albo użytych materiałach.

Zadajmy sobie proste pytanie: czy ktokolwiek z zewnątrz zweryfikował grubość membrany? No właśnie. Wierzymy tu producentowi wyłącznie na słowo.

Tymczasem moim zdaniem technologia nano-membran to tak naprawdę pozbawienie przetworników jakichkolwiek warstw zabezpieczeń i laminacji. A same przetworniki są robione najprostszą i najtańszą metodą pod skalowalność produkcji. Forum Head-Fi dokumentuje m.in. wcześniej przytaczaną degradację ścieżek, którą możemy podziwiać poniżej:

Choć przy zdjęciach od prywatnych użytkowników zawsze istnieje wątpliwość co do warunków, w jakich sprzęt był przechowywany, to skala podobnych zgłoszeń w sieci oraz fizyka materiałowa jednoznacznie wskazują, że mamy tu do czynienia z systemową wadą projektową, a nie jednostkowym przypadkiem niewłaściwego użytkowania. Marketing przedstawi nam to jako „rewolucyjną nano-membranę”. Technicznie nawet mówią prawdę. To jest rewolucja, bo nikt jeszcze nie wpadł na taki numer. Konsekwencje będą tego jednak takie, jak na zdjęciach powyżej i tyczyć się będą każdego ich modelu.

 

Co tu się właściwie wydarzyło?

Analizując szczegółowo powyższe fotografie (bodajże model Arya), możemy wyciągnąć następujące wnioski:

  • Korozja i utlenianie: Struktura ścieżek przypomina zdrapkę. Jest to zaawansowany proces oksydacji i korozji. Ponieważ ścieżki (prawdopodobnie aluminiowe) nie są pokryte żadną warstwą ochronną, są bezpośrednio wystawione na działanie mikroklimatu panującego wewnątrz muszli. Wilgoć, opary potu, ciepło i sole z głowy użytkownika osadzają się bezpośrednio na metalu, dosłownie go zżerając. Jest to ewidentna wada projektowa.
  • Łuszczenie się i słaba adhezja: Metal w widoczny sposób traci przyczepność do substratu. Pod wpływem ciągłych drgań mechanicznych membrany oraz zmian temperatury (pamiętajcie że ścieżki nagrzewają się podczas pracy), niezabezpieczony z góry materiał po prostu pęka, kruszy się i odpada.
  • Fizyczny ubytek ścieżki: W miejscach pokazywanych przez użytkownika, zwłaszcza pod światło, nie ma już fizycznego materiału przewodzącego. To nie jest tylko defekt wizualny. Nie ma też drastycznego zwiększenia jej rezystancji lokalnej. Tam po prostu nie ma już nic. Wcześniej jednak, w przewężeniach płynący prąd generował jak zakładam znacznie więcej ciepła (czyli tworzyły się tzw. hotspoty), co jeszcze bardziej przyspieszało degradację. Tak właśnie dochodzi do całkowitego przepalenia ścieżki i śmierci przetwornika, ale tu widać absolutną erozję. Ten driver jest już nie do odratowania. Pozostaje albo wymiana, albo zabawa w odtwarzanie substratu i ścieżki własnym sumptem i narzędziami.

Gdyby te ścieżki były prawidłowo zabezpieczone, np. zamknięte między dwiema warstwami polimeru lub kaptonu, środowisko zewnętrzne nie miałoby szans wywołać takich spustoszeń, a sam laminat trzymałby strukturę fizycznie w ryzach, zapobiegając kruszeniu się od wibracji. Tak właśnie było u Fostexa (czy ktoś słyszał o takich historiach przy T50RP?), który daje przykład jak należy dobrze wykonywać przetworniki tego typu. Hifiman – wprost odwrotnie. Koszt produkcji ponad wszystko.

 

Dalsza demistyfikacja nano-technologii za pomocą prostej matematyki i faktów

Wróćmy na moment jeszcze do recenzji Edition XV. Napisałem tam, iż producent chwalił się o 60% cieńszą membraną niż w Edition XS, które z kolei miały mieć o 75% cieńszą membranę od Edition X, mające ją o grubości 1000 nm. Oznaczałoby to następujące wartości:

  • Edition X = 1000 nm
  • Edition XS = 250 nm
  • Edition XV = 100 nm

Problem z tymi wartościami jest taki, że w świecie masowej produkcji przetworników planarnych osiągnięcie takiej grubości dla kompletnego, funkcjonalnego przetwornika jest w warunkach komercyjnych fizycznie i technologicznie niemal niemożliwe. Deklaracje Hifimana należy więc traktować jako luźną sugestię, a nie faktyczne dane. W optymistycznym scenariuszu producent prawdopodobnie podaje grubość samej folii, bez ścieżek i obróbki. Nawet w zaawansowanych procesach napylania, ścieżki muszą mieć określoną grubość, aby utrzymać odpowiednią rezystancję i zdolność przepuszczenia odpowiedniego prądu do poruszenia membraną. Przykładowo, możemy mieć membranę o grubości 100 nm, ale napylone ścieżki będą musiały mieć np. 2000 nm. Czyli otrzymujemy tu tylko co najwyżej część prawdy, bo grubość kompletnej membrany ma się nijak do grubości substratu.

Dochodzi do tego jeszcze wytrzymałość mechaniczna takiej folii. Przy wartościach 100-250 nm staje się ekstremalnie wiotka i delikatna. Wymagania mechaniczne stawiane słuchawkom planarnym są natomiast ogromne. Masowa produkcja tak cienkich folii bez ich natychmiastowego rwania podczas naciągania lub nakładania ścieżek wymagałaby kosmicznej precyzji, sterylnych warunków i generowałaby gigantyczny odrzut produkcyjny. Koszty takiej produkcji wykluczałyby możliwość implementacji w np. HE400SE V2 przy cenie 330 zł za całe słuchawki. A precyzję byłoby widać również w jakości obudów i spasowaniu elementów, z których Hifiman raczej nie słynie.

Jak więc widać, nawet na logikę nie trzyma się to kupy.

 

Promki zawsze na propsie

Obserwując rynek, można odnieść wrażenie, że wokół tej ryzykownej i niedoskonałej produkcji powstał swoisty ekosystem ratowania marży i upłynniania produktów (B-stock, open-box, refurbished itd.). Egzemplarze, które nie przeszłyby rygorystycznych norm u innych producentów, trafiają do puli sztuk na podmianę w ramach RMA lub na wyprzedaże typu Open-Box-Promo (np. w sklepie Adorama). Tam, chronione karkołomną polityką zwrotów (tzw. okno 5-dniowe), koniecznością korzystania z tzw. foreign carriera oraz brakiem gwarancji międzynarodowej, przestają być problemem producenta, a stają się problemem klienta. Zwłaszcza, że wspomniane okno 5-dniowe jest liczone od momentu przybycia do magazynu spedytora zagranicznego, a nie do naszego domu.

Tu zaczyna się prawdziwy dramat, bo takie sztuki często przybywają po prostu wadliwe. Nie mając możliwości zwrotu, chcemy skorzystać z gwarancji Hifimana, ale ta obowiązuje wyłącznie na terenie USA. Oznacza to koszty transportu, może dodatkowe opłaty celne, aby na koniec wynieść znacznie więcej niż gdyby klient kupił słuchawki lokalnie u siebie w sklepie na miejscu. Stąd pewnie powiedzenie „chytry traci dwa razy”.

 

Podsumowanie

W tym szaleństwie rzeczywiście była od początku metoda, którą streścić można w kilku punktach:

  • Klient płaci raczej za IPO (giełdę), niż za innowację.
  • Wiele wskazuje na to, że Hifiman traktuje rynek bardzo przedmiotowo.
  • Wysoka cena wcale nie jest gwarancją jakości.
  • Jeśli produkt może pełnić rolę marży korporacyjnej, to czemu z tego nie skorzystać?

Chyba już wiem, skąd biorą się tak wielkie emocje towarzyszące tematowi Hifimana oraz tak nieproporcjonalna jego defensywa w Social Mediach i na forach branżowych. Ale nie czerpię satysfakcji z faktu, że moje recenzje okazały się stawiać słuszne tezy. Oznacza to bowiem, że poprawy jakości raczej nigdy nie będzie, bo QC stał się częścią modelu biznesowego i inne scenariusze producentowi się po prostu nie opłacają.

Ekonomia po naszej stronie jest więc dosyć klarowna: jeśli już ktoś chce cokolwiek kupować u tego producenta, nie ma problemu, ale najmniej straci biorąc najtańsze z jego produktów. I tak samo najwięcej zyska nie kupując niczego. Nawet jeśli słuchawki mu pasują, cena za ryzyko z tak przygotowanym produktem jest po prostu zbyt wysoka i nie chodzi tylko o koszt zakupu, ale późniejsze problemy, stres i czas.

Dopóki jako środowisko entuzjastów audio będziemy usprawiedliwiać bylejakość i usilnie bronić „magii planarów” zamiast wymagać od takich konstrukcji rzetelnej inżynierii, coraz więcej firm będzie brało z Hifimana przykład. A relacje o awariach, pleśni, bzyczeniu, skwierczeniu czy erozji przetworników będą występowały coraz częściej również w innych markach. Jeśli chcemy być jako konsumenci naprawdę traktowani poważnie, najpierw sami zacznijmy traktować poważnie naszą własną inteligencję. To pozwoli nam samym traktować poważnie nasze własne pieniądze. Pierwszym krokiem ku temu jest świadomość, co tak naprawdę kupujemy i za czyj giełdowy sukces płacimy własnymi nerwami.

 

Co dalej?

Artykuł pozostawiam Wam do własnej oceny i refleksji. Czy uważacie, że coś rzeczywiście jest na rzeczy? A może to jednak są uprzedzenia, szukanie spisku i psucie branży? Zdecydujcie sami.

Z mojej strony nic się nie zmienia. HE400SE V2 zachowam nadal w kolekcji i będę wykorzystywał, póki są sprawne. Jeśli coś im się stanie, nie będę jednak ich naprawiał, tylko przekonwertuję na model dynamiczny, nawiązując do ich własnych HE300. Może będzie z tego nawet fajny projekt. Zostaną się też w Polecanych, gdyż przy tak niskim koszcie zakupu, nawet uwzględniając „samodegradowalność” przetworników, jest to dobry sposób na spróbowanie świata przetworników planarnych.

Czy to oznacza, że odtąd nie będzie już testów sprzętu tej marki na moich łamach? Absolutnie nie, a przynajmniej tych pochodzących od osób prywatnych. Rzetelna metodyka i obiektywne pomiary pozostają bez zmian. Tyle tylko, że od teraz, badając ich kolejne modele, nie będę już tracił czasu na wątpliwości i analizę defektów. Każdy taki artykuł jest bowiem wiedzą, z której sam też czerpię i dokształcam się w trakcie jej opracowywania i weryfikowania.

Naturalnie, ewentualna diagnostyka pomiarowa egzemplarzy czytelników pozostaje bez zmian.

Wszystkim użytkownikom Hifimana, zwłaszcza tym zadowolonym z zakupu oraz ogólnie fanom marki, życzę z całego serca, aby ich ulubione słuchawki mimo wszystko działały jak najdłużej, najlepiej i najwierniej. Cieszcie się nimi póki są w stanie oddać Wam w dźwięku to, co kochacie. Współczuję jednocześnie osobom usilnie broniącym do tej pory produktów tej marki na zabój. Cóż, mleko się rozlało, bo prędzej czy później musiało.

Jakub Łopatko
Jakub Łopatko

Właściciel portalu Audiofanatyk™ i autor wszystkich ukazujących się na jego łamach publikacji. Pasjonat tematyki audio: słuchawek, głośników, akustyki i samego dźwięku. Z zamiłowania grafik komputerowy oraz fan zdrowego jedzenia i wypraw rowerowych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Logo portalu Audiofanatyk
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na mój blog i pomoc w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.