Powracamy do tematu słuchawek premium, tym razem pod postacią niedawno wprowadzonych Meze Audio Strada. Wyróżniają się ciekawym połączeniem zielonego lakieru z drewnem Makassar, zamkniętą konstrukcją i… no właśnie, czym jeszcze? Fajnie, gdyby wygodą i dźwiękiem. Ale to wymaga dokładnej weryfikacji. I w takim właśnie celu trafiły do mnie na szczegółowe testy.
Egzemplarz testowy został dostarczony przez sieć sklepów Top HiFi. Recenzja jest owocem płatnej współpracy komercyjnej w zakresie wykonania ekspertyzy pomiarowej oraz udokumentowania rzeczywistych właściwości użytkowych urządzenia. Partner nie miał wglądu w treść recenzji ani wpływu na wyniki pomiarów przed ich publikacją.

Jakość wykonania i ergonomia Meze Audio Strada
Nie będę się specjalnie rozpisywał, bo Meze nie ma w zwyczaju odstawiać fikołków w temacie jakości wykonania.
Meze Audio Strada pod względem materiałowym i wizualnym to konstrukcja jednoznacznie zdradzająca przynależność do segmentu premium. Nie wyróżniają się tu na tle innych produktów tego producenta. Można powiedzieć, że to standard, do którego przywykliśmy. Dawniej recenzenci rozpływali się nad kunsztem i wzornictwem takich słuchawek. Dziś milczenie, tudzież oszczędność w słowach, wcale nie znaczy, że nie ma czego chwalić. Wręcz przeciwnie – nie ma czego ganić ponad tym, co już Meze ustanowiło jako dowożony regularnie poziom.



Mimo to, trzeba dodać, że wizualnie Meze Strada są pozbawione przesadnej ostentacji. Zamiast biżuteryjnego przepychu producent postawił na wzornictwo nieco bardziej stonowane. Zupełnie jakby skierowane do użytkowników twardziej stąpających po ziemi, dla których pragmatyka i trwałość są równie ważne co estetyka.



Jakość użytych tworzyw, spasowanie elementów oraz dbałość o detale tradycyjnie dają do zrozumienia, że mamy do czynienia z produktem z wysokiej półki. Brzmi może to trochę jak typowy marketingowy frazes, ale serio, jest super. Pod palcami nie ma żadnych ostrych krawędzi, pozostawionych zgrzewów, a spasowanie jest precyzyjne. Ani kropki kleju wychodzącego np. z gniazd… no po prostu nic. Porządnie wykonane słuchawki.



Zastosowanie klasycznego, dużego przetwornika dynamicznego w obudowie zamkniętej przełożyło się na rozsądną masę (337 g ważone) i zwartą strukturę całej muszli. Wygoda użytkowania stoi na bardzo wysokim poziomie – nacisk pałąka jest dobrze zbalansowany, a pady pewnie i komfortowo okalają małżowiny, zapewniając należyty poziom izolacji pasywnej bez uczucia nadmiernego ucisku czy szybkiego przegrzewania uszu.



Choć środowisko purystów audiofilskich bywa uprzedzone do konstrukcji zamkniętych i traktuje je po macoszemu względem wariantów otwartych, Strada broni się swoją użytkowością. Fakt zastosowania tu technologii przetwornika dynamicznego z pewnością pozwolił utrzymać wycenę na poziomie ok. 3500 zł, stanowiąc rozsądnie wyważony kompromis między bezkompromisowym wykonaniem premium, codzienną ergonomią a końcową ceną rynkową.
Jakość dźwięku Meze Audio Strada
Tonalnie konstrukcja pozostaje zbliżona do naturalnego przebiegu wyznaczanego przez krzywą DF:



Główną cechą reprezentatywną Meze Strada jest kombinacja lokalnego uwypuklenia w przejściu subbasu w niski bas z zauważalnym ubytkiem w okolicach 8,5 kHz, który kontrastuje z wcześniejszymi wybiciami na 4 kHz oraz 5 kHz. Każda z tych rzeczy nadaje wpływa na charakter tych słuchawek, ale tylko razem pracują one na ich całościowy odbiór.
Największą (i chyba jedyną tak naprawdę) wadą jest problem kontroli zniekształceń harmonicznych najniższych częstotliwości, które skaczą do prawie 2%:



Standardowo powinno się ją prezentować w paśmie od 100 Hz w górę. Jest to świadomy zabieg metrologiczny: w zakresie poniżej tej granicy, zwłaszcza przy konstrukcjach zamkniętych, odczyt aparaturowy w ogromnej mierze determinuje szczelność przylegania padów do manekina oraz szum własny otoczenia laboratoryjnego, a nie realna nieliniowość samej membrany. Co więcej, w paśmie 20-50 Hz czułość ludzkiego słuchu jest drastycznie obniżona (zgodnie z izofonami ISO 226), przez co wyższe zniekształcenia w tym rejonie są fizjologicznie niemal niesłyszalne, podczas gdy zniekształcenia w paśmie 1-4 kHz bezpośrednio degradują barwę i wywołują zmęczenie słuchu. Tu jednak słuchawki notują średnio do 0,2 %.
Najważniejsza obserwacja na tym etapie jest jednak taka, że przetwornik wykazuje wysoką powtarzalność produkcyjną oraz bardzo dobrą spójność parowania kanałów. Przekłada się to na stabilny, przewidywalny obraz akustyczny. O ile zniekształcenia są widoczne na wykresie, nie różnią się one między przetwornikami, a co obserwowaliśmy np. w przypadku przed momentem testowanych Hifiman HE600.
Bas
Analiza techniczna: Mamy tu lokalny guz basowy ze szczytem w rejonie 75-80 Hz. Dodaje on energii niskiemu basowi i przechodzący w łagodne spłaszczenie przy wyższym podzakresie (200-300 Hz). Analiza zniekształceń THD+N obnaża słabszą stronę przetwornika w najniższym zakresie. W paśmie poniżej 100 Hz poziom THD wyraźnie wzrasta, osiągając poziom w okolicach 2%, z dominacją drugiej harmonicznej (ok. 0,5% przy 150 Hz) oraz rosnącą osią trzeciej i piątej harmonicznej w najniższym podzakresie.
Muszę przyznać, że w klasie cenowej ok. 3500 PLN poziom zniekształceń w niskich częstotliwościach jest wyższy, niż się spodziewałem. Zastanawiam się, czy jest to problem z wytłumieniem puszki. Może to też być celowe oparcie się na rezonowaniu drewna płytek zewnętrznych kosztem THD.
Subiektywny odsłuch: Mimo podwyższonych wartości THD na wykresach, w odsłuchu zjawisko to o dziwo nie objawiało się jako jakaś drastyczna degradacja, a raczej delikatny „brud” na basie. Bez świadomości pomiarów efekt ten jest łatwy do przeoczenia lub zinterpretowania jako „coś” na bazie, ale nie wiadomo w pierwszej chwili co dokładnie.
Wynika to z faktu, że dopiero od 1% THD jesteśmy w stanie na słuch wychwycić większe wahania zniekształceń. Stradom na pewno pomaga w tym zamknięta konstrukcja, która pozwala lepiej skupić się na detalach i drobnych dźwiękach w tle.
Obecny na wykresie guzek większej energii daje natomiast przyjemnego smaczku oraz nutę agresji w basie. Stopa perkusyjna i bas elektroniczny mają zdefiniowany, energiczny punkt dociążenia, nie zalewając przy tym niskiej średnicy.
Tony średnie
Analiza techniczna: Przebieg pasma w zakresie 300 Hz – 2 kHz wykazuje liniowość i wzorowe wręcz dopasowanie do kanałów. Wyższa średnica przynosi jednak wyraźne odchylenia. Mamy tu silne wybicie w okolicach 4 kHz oraz drugie wyostrzenie przy 5 kHz. Odbijają one od profilu referencyjnego, wywołując lokalny skok energii przed wejściem w zakres sopranowy. THD w zakresie średniotonowym pozostaje na bezpiecznym, niskim poziomie poniżej 0,1%.
Subiektywny odsłuch: Liniowość dolnej i średniej części pasma zapewnia bardzo naturalny, właściwie dociążony barwowo wokal męski i żeński. Wybicia w rejonie 4-5 kHz wpływają jednak bezpośrednio na percepcję bliskości wykonawców. Słuchawki przez to raz zachowują się nieco bardziej powściągliwie, a raz nieco bardziej detalicznie. W zależności od realizowanego materiału i specyfiki nagrania instrumenty czy wyższe rejestry wokali potrafią być wypychane przed szereg.
Paradoksalnie kreuje to efekt sporadycznego zaskoczenia zbudowanego na fundamencie przewidywalności. Mówiąc wprost: nawet fajnie to gra i w pierwszej chwili nie interpretujemy tego nawet jako wady. To też nie Hifiman, że wszystkie słuchawki grają u Meze jednakowo, bo muszą, gdyż tak nakazuje zarówno technologia, jak i skrupulatnie maskowany brak innowacji.
Sopran
Analiza techniczna: W paśmie wysokich częstotliwości wyraźnie zaznacza się gwałtowny ubytek z dołkiem zlokalizowanym przy 8,5 kHz. Po nim następuje ponowne wybicie w rejonie 10,5-11 kHz. Kontrast między spadkiem przy 8,5 kHz a wcześniejszymi wybiciami przy 4 i 5 kHz tworzy nierównomierną odpowiedź w wyższej części spektrum. Zniekształcenia harmoniczne w tym obszarze utrzymują się na poziomie poniżej 0,2%. Klasyfikuje to ostatecznie tylko bas jako przesadnie wybijający się na THD.
Subiektywny odsłuch: Delikatny odpust w okolicy 8,5 kHz jest słyszalny w odsłuchu. Zjawisko to powoduje łagodniejszy odbiór sybilantów czy wyższych składowych talerzy perkusyjnych. Weszłoby ono w interakcję z uchem jako mocne wygładzenie, gdyby nie towarzyszące mu wzmocnienie przez wybicia na 4 i 5 kHz. W efekcie góra gra w sposób selektywny – z jednej strony gasi ostrość nagrań, z drugiej serwuje specyficzny detal, sprawiając że dźwięk raz wydaje się spokojniejszy, a raz bardziej wyrazisty.
I tu taka ciekawostka. Słuchawki grały mi pełniejszym sopranem, gdy moje uszy znajdowały się niżej w muszli, niż nakazywałby kształt padów. Prawdopodobnie gdzieś kreują się jakieś fale odbite, które redukują wspomniany spadek i wpływają korzystnie na odbiór sopranu. Do tej pory spotykałem się z tym, że słuchawki potrafiły zagrać lepiej, jeśli są przesunięte do tyłu. Głównie w konstrukcjach z driverem ustawionym pod kątem. Ale z czymś takim jak tutaj, spotykam się pierwszy raz.
Wrażenia sceniczne
Wykres parowania kanałów pokazuje niemal idealną symetrię lewej i prawej strony w całym paśmie przenoszenia. Duża powtarzalność przetworników oraz precyzyjne parowanie kanałów przekładają się na stabilną i precyzyjnie zdefiniowaną scenę dźwiękową z dokładną lokalizacją źródeł pozornych. Mimo zamkniętej konstrukcji, przestrzeń nie sprawia wrażenia dusznej, a przejrzystość podbudowana wyższymi wybiciami pozwala na swobodne śledzenie planów.
Całościowe wrażenia psychoakustyczne
Meze Strada to ogólnie nie jest złe granie. I jak na zamknięte Meze – strojenie jest dosyć mocno zbliżone do naturalnego oraz spodziewanego na bazie krzywej DF. Ludzki słuch i zdolności kompensacyjne ucha sprawiają, że ubytek na 8,5 kHz w połączeniu z wybiciami 4-5 kHz tworzą specyficzną równowagę maskowania. Z tego powodu słuchawki zachowują swą naturalną tonalność. Mówiąc wprost: fizyka i akustyka robią w tych słuchawkach swoje. Jest to też świetny pokaz tego, jak zasady tyczące się ludzkiej izofony przekładają na odbiór teoretycznie nie do końca perfekcyjnego przebiegu pasma przenoszenia.
Gdyby nie pomiary wskazujące na wyższe THD na basie, w odsłuchu subiektywnym byłoby to traktowane po prostu jako nuta dociążenia i agresji, tudzież wspomniane „coś”, a nie ewidentna wada konstrukcyjna. Więcej byłoby tu zgadywania i wsłuchiwania się, niż pewności co do natury zjawiska, z jakim się stykamy.


Finalnie jednak obiór Meze Strada zaliczony został u mnie jako pozytywny. Słuchawki rzadko kiedy powodowały znaki zapytania, a jeśli już, to były one bardziej przeświadczeniem, niż ewidentnie słyszanym błędem reprodukcji. W potężnej większości przypadków zaś było to normalne, dobre i angażujące słuchowisko, przy którym noga sama chodziła pod stołem. Zwłaszcza, że na podświadomość działa tutaj jakkolwiek jeszcze akceptowalna cena dla użytkownika szukającego słuchawek premium, ale bez przesady.
Czemu wspominam w tym miejscu o cenie? Bo ona też jest elementem potrafiącym wpłynąć na odczucia psychoakustyczne. Wiadomo, że im droższy sprzęt tym lepiej gra. Tu na szczęście chroni nas przed tym czysta fizyka i wiedza co się w środku Meze Audio Strada dzieje. Niemniej świadomość ceny znacznie niższej, niż typowe słuchawki premium, jestem w stanie wpisać tu na ich korzyść. Choć to wciąż jakby nie patrzeć pułap np. flagowców od Beyerdynamica. A jak wiemy, Meze stać na znacznie więcej…
Najlepsze zastosowania i napędzenie
Meze Audio Strada nie mają wygórowanych wymagań prądowych i nie potrzebują mocnych elektrowni do poprawnego wysterowania. Dlatego nie wiem po co dostarczono do zestawu kabel na złącze 4,4 mm. Chyba tylko dla wygody i dodatkowej separacji kanałów, której słuchawki fizycznie i tak nie wykorzystają.
Pod kątem użytkowym i pragmatyki audio, Meze Strada bardzo dobrze reagują na selektywny EQ. Warto zastosować punktową korekcję w celu złagodzenia wybić na 4 i 5 kHz oraz delikatnego podbicia rejonu 8,5 kHz. Pozwoli to wyprostować pasmo i nadać brzmieniu w pełni dojrzałą, wyrównaną liniowość bez naruszania rozrywkowego charakteru basu.
U mnie, jak pisałem, wystarczyło wyregulowanie wysunięcia widełek delikatnie niżej, niż typowo bym je ustawiał. Wówczas rejon 8,5 kHz robił się dla mnie transparentny. Zaznaczam jednak, że może to być bardzo mocno uzależnione od kształtu moich małżowin. To delikatny grunt i za duże ryzyko, aby deklarować 100% powtarzalność zjawiska u każdego użytkownika. Nie jest to wytrych-wymówka, jak w typowych recenzjach audio, a stwierdzenie oczywistego faktu tam, gdzie rzeczywiście ma on słuszne zastosowanie.
Podsumowanie
Słuchawki za 3500 zł które działają wprost z pudełka bez praktycznie żadnych problemów technicznych? Coś nie do pomyślenia. A jednak. Meze pokazuje, że jednak da się zrobić słuchawki dynamiczne premium grające po ludzku. A także prezentujące poziom jakości wykonania i powtarzalności wyższy od słuchawek planarnych w podobnej cenie.
Tonalnie Meze Strada są przesunięte energią na niższe częstotliwości, przez co nie są tak jasne i sterylne jak np. HE600. Ale też nie są tak plastyczne, jak iBasso SR3. I nie tak neutralne, jak HEDD D1. Zamiast tego prezentują się bardziej naturalnie, realistycznie, zaprzęgając do pracy kilka interesujących zjawisk akustycznych.
Można powiedzieć, że tak, jak kolumny czasami projektuje się pod określone pomieszczenia, tak Meze Strada są słuchawkami zaprojektowanymi do pracy w koniunkcji z naszą izofoną. Jeśli połączymy to ze świetnym wykonaniem, ciekawym wzornictwem, bajeczną wygodą i łatwym napędzeniem, ich cena przestaje być problemem. W kwocie 3500 zł robią się wręcz bardzo kuszącą opcją, bo na tle czy to rzeczonych niedostępnych SR3 za 2500 zł, czy kulejących jakościowo HE600 za 3000 zł, albo neutralnych D1 za 2800 zł, jest się czym tu bronić.
Podsumowując, mimo nieco wyższego THD w niskim zakresie, niż bym sobie życzył, Meze Strada kwalifikują się całokształtem na rekomendację, nadrabiając techniczny aspekt basu pod każdym innym względem.

Sprzęt można zakupić na dzień pisania i publikacji recenzji w cenie ok. 3500 zł
Dane techniczne
Skopiowane od dystrybutora:
- Impedancja (Ω): 40
- Pasmo przenoszenia (Hz): 5 – 30 000
- Zniekształcenia (%): < 0.1% @ 1 kHz
- Czułość (dB/V): 111 dB SPL/mW @ 1 kHz
- Konstrukcja: Zamknięta
- Złącze: 2x Mini Jack (3.5mm)
- Długość kabli: 2 m
- Waga kg: 0.330
Dane pomiarowe
Kluczowe dane pomiarowe widoczne w tej recenzji można znaleźć również w formie interaktywnej w dziale Laboratorium. Łatwo można tam dokonać również porównań danych z dowolnych innych słuchawek pełnowymiarowych.
Platforma testowa
Poniżej sprzęt, który w największym stopniu został wykorzystany do napisania powyższej recenzji, jak również wykorzystywana muzyka i inne przydatne informacje.
- Interfejsy studyjne: Motu M4
- DACi: AF DA500
- Wzmacniacze testowe: AF HA500
- Integry słuchawkowe: Loxjie D40 Pro, Luxsin X8
- Mobilne DAC/AMP: Tempotec Sonata BHD Pro, FiiO KA13
- Słuchawki testowe pełnowymiarowe: Audeze LCD-XC Full Carbon, Beyerdynamic DT 990 PRO LE, iBasso SR3, Sennheiser HD 660S2
- Słuchawki testowe typu IEM: Beyerdynamic DT 30 IE
- Monitory odsłuchowe: M-Audio Forty Sixty
- Okablowanie testowe: własne okablowanie testowe i słuchawkowe z linii kabli Audionum oraz Fanatum
- Kondycjonowanie prądu: Acar F5 PRO, APC Back-UPS 1050, Topping HS01
- Muzyka wykorzystywana w trakcie testów: przeważnie gatunki elektroniczne, z obecnością również albumów klasycznych, neoklasycznych, jazzu, muzyki wokalnej i rocka. Format FLAC 24/48, OGG, WAV.

Serdeczne podziękowania dla sieci salonów Top Hi-Fi & Video Design za użyczenie Audiofanatykowi sprzętu do testów.



