Hifiman HE600 to stosunkowo nowe słuchawki tego chińskiego producenta. Z jednej strony są reinterpretacją legendy HE-6, z drugiej stylizowane ewidentnie na identyczną modłę, co (niesławne) Edition XV. Biorąc je na warsztat zostałem poinformowany przez właściciela, że doświadcza w tym egzemplarzu zarówno problemów z działaniem swojego Luxsina X8, jak i że zdarzyło mu się oberwać – tak jak mi w Edition XV – prądem po uszach.
Zbadajmy więc, czy rzeczywiście i u mnie takie problemy wystąpią, a także jak ogólnie słuchawki te się prezentują technicznie i dźwiękowo.
Recenzja dotyczy prywatnego egzemplarza należącego do jednego z moich czytelników. Aby nie miał nieprzyjemności, prewencyjnie nie podaję jego personaliów ani numerów seryjnych urządzenia. Serdecznie dziękuję mu natomiast za możliwość przeprowadzenia testów. Jeśli posiadacie sprzęt, którego jeszcze nie recenzowałem i chcecie, abym przeprowadził jego pełną i niezależną ekspertyzę, serdecznie zachęcam do zgłoszenia go na oficjalne testy i pomiary.

Jakość wykonania i konstrukcja Hifiman HE600
Każdy, kto miał w rękach chociaż jedne okrągłe słuchawki tego producenta z ostatnich lat, poczuje tu powiew aż nadto znanej codzienności. Hifiman po raz kolejny wyciąga z szuflady ten sam wzorzec projektowy, serwując nam muszle, widełki i pałąk, które sprawiają wrażenie komponentów wyciągniętych bezpośrednio z taśmy produkcyjnej budżetowych modeli. Bo tak naprawdę Edition XV – będące pierwowzorem stylistycznym – to obecnie 1600 zł, tak samo wyglądający i dokładnie z tym samym pałąkiem. Tutaj zaś płacimy 3000 zł za… no właśnie, będziemy próbowali to ustalić.



Różnice? Jeśli pominąć geometrię, kosmetyczne – raptem zmiana kształtu i impedancji przetwornika. Materiałowo to wciąż ta sama mieszanka tworzywa sztucznego i cienkich metalowych elementów, które przy kontakcie z dłonią nie pozostawiają złudzeń co do realnych kosztów wytworzenia.



Do tego dochodzi metalowa obudowa, która w Edition XV ma tendencję do zachowywania się jak antena zbierająca ładunki elektrostatyczne. Ponownie w środku znajduje się metalowa siatka, prowokująca do buczenia i wywoływania anomalii w zachowaniu podłączonego sprzętu (jak w przypadku wspomnianego przez właściciela Luxsina X8).
Będę to jeszcze badał, ale raczej nie zapowiada to jakości, jakiej oczekuje się od produktu wycenionego na blisko 3000 zł.
Wygoda – o dziwo nie taka zła jak mówią
Podobnie jak w HE400se v2 czy Edition XV, masa słuchawek (399 g ważone, bez kabla) została rozłożona całkiem przyzwoicie, a opaska pałąka nie powoduje punktowego nacisku na czubek głowy. Poduszki łączą w sobie materiałową część stykającą się ze skórą z syntetycznym wykończeniem po bokach, co zapewnia akceptowalną wentylację i nie doprowadza do błyskawicznego przegrzewania uszu.


Nacisk muszli na skronie jest umiarkowany – słuchawki trzymają się głowy pewnie, nie zdradzając tendencji do spadania przy pochylaniu. Naczytałem się, że komfort nie jest zbyt dobry, ale naprawdę, tutaj akurat zarzut jest moim zdaniem przesadzony. W efekcie, od strony czysto fizycznej słuchawki można spokojnie nosić przez godzinę czy dwie bez bólu głowy.
To natomiast, co może denerwować, to styczność uszu z metalowymi siatkami zabezpieczającymi przetworniki od wewnątrz. Są osoby, które okrutnie tego nie lubią. Toteż informuję, że takowe zjawisko tu niestety – przynajmniej na mojej anatomii – zachodzi.
Jakość dźwięku Hifiman HE600 jaką nam się przedstawia
Dawno temu stałem na stanowisku, że nie wypada komentować innych publikacji. Byłoby to słowo przeciwko słowu – jedne złote ucho przeciwko drugiemu. Wprowadzenie kompleksowych pomiarów i przede wszystkim ich należyte zrozumienie zmieniają jednak zasady gry. Wówczas jest to faktycznie prawdziwy test, z powtarzalną metodologią i procedurami weryfikacyjnymi, a nie czysto subiektywna opinia.
Tu przyznam, że nie natrafiłem na żadną negatywną opinię na temat Hifiman HE600 w formie recenzji. Dosłownie ani jednej. Nawet Headphones.com i testujący je Resolve obchodzą ewidentnie ostrożnie ten temat, mimo jakkolwiek stosowania aparatury pomiarowej. To tylko wzmacnia moją ogromną ciekawość i zainteresowanie stroną techniczną tego modelu.
Na ciekawy tekst natrafiłem jednak na portalu HiFi Pig. Sprzęt został tam przysłany przez samego producenta. Z racji tylko dokonania tam odsłuchów, jest to rozbudowana opinia subiektywna. Część takich treści to w zasadzie bezkrytycznie przepisana notka prasowa producenta. Toteż czytamy o „odrodzeniu legendy HE-6”, „nowoczesnej interpretacji klasyka”, „ultracienkiej membranie NEO Supernano drugiej generacji” i „innowacyjnych magnesach bez pierwiastków ziem rzadkich, które chronią środowisko”.
Subiektywnie dźwięk oceniono bardzo pozytywnie, do czego autor miał oczywiście prawo, ale zaintrygowały mnie rzeczone pierwiastki ziem rzadkich. W HE-R9 było to przedstawiane jako ogromny atut i element jako żywo wpływający na jakość dźwięku. Nawet pisałem o tym w ich recenzji. Dlaczego nagle pierwiastki ziem rzadkich to problem, który należy rozwiązać w trosce o środowisko? Skąd tak nagły i gwałtowny zwrot?
Niby tak trywialna zdawałoby się rzecz, a już coś się nie zgadza. Trochę tak jak z Bursonem, który za czasów Conductora V2+ utrzymywał, że balans jest niepotrzebny (CV2+ był stricte single-ended), po czym wypuścili całą serię zbalansowanych V3. No cóż, mądrość etapu. Może tutaj jest tak samo?
Podczas gdy zachodnie portale będą powielać opowieści o „ekologicznym nawiązaniu do legendarnych HE-6” i skupiać się na bezpiecznym przejściu tego pola minowego, mnie interesuje wyłącznie jedna kwestia…
Jakość dźwięku Hifiman HE600 jaką te rzeczywiście prezentują
Zaczynamy jak zwykle, czyli „do abordażu”:



Na pierwszy rzut oka wygląda typowo, przynajmniej jak dla Hifimana. HiFi Pig pisało o rzeczonej nowoczesnej interpretacji klasyka. Porównując HE600 z HE-6:

Konstrukcja góry jest podobna, ale strukturalnie odwrotna od tego, co oferowały HE-6. Do tego mamy jeszcze nieco lepszy subbas w oryginale. Trudno więc mówić tu o odrodzeniu legendy 1:1. Wydaje się, że rzeczywiście tylko marketing i kwestia nazewnictwa. Poza wyglądem i etykietą, HE600 nie są re-edycją HE-6 i tu pewnie bardziej trzeba będzie zapatrywać się na takową próbę przy HE-6 Remastered.
Swoją drogą jaki jest sens wypuszczenia tego modelu (poza oczywistym skokiem na kasę poprzez sentyment), nie mam pojęcia.
Najpoważniejszą anomalią techniczną tego konkretnego egzemplarza jest jednak zauważalny rozjazd w czystości (i sposobie) pracy przetworników:



Dla porównania, THD+N dla HE400se v2, które na świeżo zmierzyłem razem z HE600, aby mieć najbardziej aktualny odczyt:

Lewy kanał Hifiman HE600 cierpi w tym konkretnym egzemplarzu na widoczne zniekształcenia nieliniowe w krytycznym średnim paśmie, sugerujące poważne problemy z powtarzalnością produkcji lub kontrolą jakości, podczas gdy prawy zachowuje nienaganną kulturę pracy. Co ciekawe, nie rzutuje to na balans kanałów, który pozostaje w normie. Dopiero od 6,5 kHz robi się większa różnica.
Naturalnie należy mieć baczenie na fakt, że słuchawki są używane. Ale ich stan jest w zasadzie idealny. Naliczyłem raptem kilka otarć i nic więcej. W razie czego deklaruję, że z przyjemnością przemierzę dowolny inny egzemplarz, jeśli byłyby jakieś wątpliwości i zachodziła taka potrzeba. Choć do tego bardzo rzadko dochodzi, a niemal wzorowa zbieżność kanałów przez większą część pasma wskazuje, że nawet nie ma takiej potrzeby.
Zaskakujące odkrycie podczas porównań danych pomiarowych
Jak wspominałem, przemierzyłem dodatkowo jeszcze raz swoje HE400se v2, aby mieć świeży odczyt THD+N. Robiąc to, od razu jednak jestem w stanie wygenerować sobie wykres FR. A że jestem analitykiem, lubię porównywać i łączyć ze sobą dane, nałożyłem na siebie oba modele dla ciekawości.
No i oto co ujrzałem:

Okazuje się, że Hifiman HE600 to wcale nie reinterpretacja/następca HE-6, tylko konstrukcja bliźniacza do ich najbardziej budżetowego modelu. Całość wygląda jak oparta na tym samym projekcie bazowym przetwornika planarnego z kosmetycznymi zmianami. Rodzi to podejrzenia, że różnice – poza zmianą impedancji – będą płynąć jak sądzę głównie od nowej obudowy.
Aby ująć to w liczbach: HE600 różnią się tonalnie od HE400se v2 o około 3% do maksymalnie 5% w skali całego pasma przenoszenia.
Czyli mamy słuchawki za 3000 zł, które zamiast nawiązywać do legendy HE-6, mierzą się i grają bardzo podobnie do ich najtańszego modelu za dosłownie 400 zł.
Teraz wiecie czemu przed momentem pisałem o bardzo bezpiecznym obchodzeniu tematu i swoistym polu minowym. Ot nasze słuchawkowe „jedno oko otwarte, drugie oko zamknięte” (Yī zhī yǎn zhēngzhe, lìng yī zhī yǎn bìzhe).
Powtarza się przy tym schemat, jaki ustaliliśmy już przy ichnich modelach owalnych:

Obawiam się, że nie jest to przypadek, ani zbieg okoliczności. To wzorzec, który na przestrzeni lat i sporadycznych testów kolejnych egzemplarzy, zaczął się wyłaniać. Dlatego przeanalizujmy je sobie teraz krok po kroku.
Bas
Analiza techniczna: Wykres pasma przenoszenia wykazuje bardzo liniowe i typowe dla konstrukcji planarnych prowadzenie basu, gdzie – jak wykazaliśmy – HE400se v2 odpuszczają po progu 60 Hz. HE600 nie legitymują się takim spadkiem w najniższym subbasie, dopiero poniżej 40 Hz coś im tam zaczyna opadać.
Pomiary THD dla prawego drivera pozostają wzorowo niskie, jednak na lewym przetworniku w okolicach 200-300 Hz zaczyna się już powolne podnoszenie szumu tła i zniekształceń, zwiastujące poważniejsze problemy w wyższych rejestrach.
Subiektywny odsłuch: W realnym odsłuchu dół pasma odbierany jest jako niezwykle szybki, zwarty i techniczny, ale jednocześnie pozbawiony pożądanego autorytetu. Bliżej mu kondycją do słuchawek studyjnych, aniżeli domowych-odsłuchowych. Zdolność ludzkiego słuchu do kompensacji delikatnych ubytków w subbasie sprawia, że brak najniższych rejestrów nie doskwiera aż tak bardzo w lżejszych gatunkach, jednak w elektronice czy filmowych ścieżkach dźwiękowych dół okazuje się zbyt ascetyczny i mało angażujący.
Cieszyć się z tego będą osoby szukające zapewne bardziej technicznego wglądu w bas, tudzież wyczulone na jego większe ilości.
Tony średnie
Analiza techniczna: Średnica na wykresie FR biegnie płasko aż do okolic 1,5-1,8 kHz, gdzie zaczyna się wyraźne wzniesienie w kierunku wyższej średnicy. Jednak kluczowy wniosek płynie z zestawienia wykresów THD+N obydwu kanałów. Prawy driver idzie wzorowo czysto, niemal szorując po dnie wykresu poniżej poziomu 0,05%. Oznacza to, że sama platforma konstrukcyjna – muszle, maskownice i komora akustyczna – jest zaprojektowana poprawnie i nie generuje własnych rezonansów.
Cała wina za sytuację z THD na lewym kanale, gdzie w przedziale 350 Hz – 2 kHz zniekształcenia harmoniczne eksplodują powyżej 0,5% wraz z całą choinką wyższych składowych, leży więc wyłącznie po stronie samego przetwornika. To ewidentna wada fabryczna, która być może czyni z lewego drivera tykającą bombę zegarową i oczywisty punkt awarii w tym egzemplarzu.
Subiektywny odsłuch: Mimo tego, usterka ta jest w zasadzie niemożliwa do zdiagnozowania przez użytkownika na sam słuch. Zdolność ludzkiego ucha do kompensacji oraz zjawisko maskowania częstotliwości sprawiają, że wada nie objawia się ordynarnym charczeniem. Zamiast tego przejawia się jako subtelne, trudne do uchwycenia bez przyrządów zabrudzenie faktury i lokalne zaburzenia mikrodetali.
Sama średnica w odbiorze pozostaje wybitnie neutralna, sucha i studyjnie surowa. Ponownie, fani technicznego, neutralnego grania będą bardzo zadowoleni, choć taka konstrukcja lubi odzierać nagrania z naturalnego ciepła i „żywego pierwiastka”, jak to mawiają audiofile. Sam naprawdę nie obraziłbym się za więcej mięsa i sosu. Choć szczerze? Taki środek pasma też ma swoje walory.
Na razie mamy więc bas techniczny, środek neutralny, idziemy więc do sopranu.
Sopran
Analiza techniczna: Góra pasma w HE600 jest mocniej zaznaczona niż w HE400se v2, z wyraźnym wybiciem w rejonie wyższego sopranu. Na szczęście w najwyższych rejestrach (powyżej 3 kHz) zniekształcenia THD na obu przetwornikach wreszcie się uspokajają i schodzą do bezpiecznych, niskich poziomów, co pozwala na czystszą analizę samej geometrii pasma przenoszenia. Dopiero tutaj HE600 można uznać za technicznie lepsze (czystsze) od HE400se v2.
Subiektywny odsłuch: Sopran jest bardzo czytelny, jasny i detaliczny. Sam w sobie nie jest zły, ale w połączeniu z neutralną średnicą ma tendencję do potęgowania wrażenia sterylności całego projektu. Interakcja wybić z ubytkami sprawia, że słuchawki potrafią rzucić w twarz ostrzejszym detalem, a wysoka ekspozycja góry wymusza na naszym ośrodku słuchu ciągłą akomodację. I tak, jest to męczące, choć to czysta fizyka (i biomechanika ucha). Przez cały czas testów musiałem się z tym zmagać, dlatego preferowałem na HE600 cichsze słuchanie.
Nie mam nic przeciwko słuchawkom jaśniejszym i posiadałem/posiadam takie modele na warsztacie. Ot przykład chociażby DT 990 (o nich za moment), choć i tam musiałem wprowadzać modyfikacje, aby móc z nich sensownie korzystać w pracy z dźwiękiem.
Tutaj najbardziej zadowoleni będą – z oczywistych względów – rasowi audiofile, bowiem to do nich (zazwyczaj) kierowane są takie modele. Choć Edition XV pokazały, że Hifiman potrafi coś tam na górze przyciąć, aby było to gładsze i bardziej strawne, są to raczej wyjątki od reguły i dzieła przypadku.
Swoją drogą, przy Edition XV zwracano w recenzjach uwagę właśnie na wspomniane wygładzenie jako negatyw. Hifiman więc posłuchał i zrobił to, czego audiofile chcieli.
Wrażenia sceniczne
Konstrukcja bardzo wiernie kopiuje zachowanie przestrzenne HE400se v2, oferując poprawną, poprowadzoną głównie na boki scenę z odpowiednią separacją źródeł pozornych. Jasna sygnatura i mocna wyższa średnica optycznie przybliżają pierwszy plan, co nieco ogranicza głębię, ale w zamian daje bardzo precyzyjny wgląd w realizację nagrania.
Niemniej, tu też można ponarzekać, że nie jest to jednak poziom kreacji przestrzennej, jakiego oczekiwałoby się po nowym projekcie z pułapu 3000 zł. Na obronę można wytoczyć argumenty, że „Hifiman nigdy nie słynął z dużej sceny w tych modelach” i „HE-6 też nie mają dużej sceny”. Tylko że my już stwierdziliśmy, iż nie są to HE-6, tylko przepakowane i delikatnie zmienione HE400se v2. Tak więc z obu tych argumentów, jeden pozostaje jako historycznie poprawny.
Całościowe wrażenia psychoakustyczne
Ogólna tonalność słuchawek oscyluje wokół bardzo neutralnego, momentami wręcz klinicznego (i niestety wypranego z emocji) brzmienia, które jest bezpośrednią ewolucją tańszego brata, przesuniętą w stronę jeszcze większego rozjaśnienia góry. Po co? Nie wiem. Tzn. na pewno dla kasy, to oczywiste. Tak samo dla pozorowanej cały czas innowacyjności. Gra inaczej? No gra inaczej. Super, więc technicznie są to dwa różne modele. To nic, że różniące się od siebie o 3-5% w skali całego FR.
Analogie do HE400se v2 wycenianych na około 400 zł bolą najbardziej, kiedy patrzy się na cenę HE600. Nawet gdybyśmy odrzucili wadę lewego przetwornika i trafili na egzemplarz perfekcyjnie powtarzalny, dopłata do tego modelu jest ekonomicznie i brzmieniowo niespecjalnie nieuzasadniona. To wciąż to samo, za przeproszeniem wałkowane do porzygu, granie, tylko w nieco jaśniejszym wydaniu i z lepszym subbasem. Nie ma tu nic więcej do zyskania. Progres jest szczątkowy, bo ma być szczątkowym.
Mam nadzieję, że się mylę, ale coś czuję, że kolejny produkt Hifimana również będzie lepszy/inny brzmieniowo o te kilka %. Tyle wystarczy, aby uznać, że „coś” się w dźwięku zadziało i można było odetchnąć z ulgą: „no ale ja jednak słyszę jakąś różnicę”.
Problemem nie są szczątkowe zmiany brzmieniowe same w sobie. Wystarczy jednak, że pady będą delikatnie inne, albo nastąpi drobna różnica na produkcji i dźwięk zmieni się dokładnie o taki sam procent, tudzież ułamek. Cały czas przerabiamy te same konstrukcje, ten sam dźwięk, te same patenty z nowym pałąkiem albo kosmetyką. Brzmienie było i jest techniczne na basie, neutralne na środku i jasne na górze. Sterylność którą notorycznie próbuje się sprowadzać do parteru lampowo-R2R-owymi torami wierząc, że będzie to cudowne remedium. Tymczasem problem leży gdzie indziej i zamiast „naprawiać” torem dźwięk Hifimanów, może taniej i prościej byłoby zastosować przyjemniejsze brzmieniowo słuchawki.
Rozwiązanie zagadki lewego przetwornika
Obecność tego typu ukrytych rezonansów w lewym kanale, których nieświadomy konsument nie jest w stanie sam wykryć, zwiększa ryzyko wtopienia pieniędzy w produkt niespełniający podstawowych standardów kontroli jakości. Ale pokazuje to, że te słuchawki mają potencjał na zagranie poprawnie – prawy kanał to udowadnia.
Niemniej wciąż nie dawało mi to spokoju. Ale wyjaśnienie zagadki zaobserwowanych rezonansów pojawiło się podczas odsłuchów. A dokładniej… w ciszy.
Co się okazało? Otóż lewy driver szeleści po nacisku muszli do ucha. A przy kiwaniu głową – aż skwierczy (!). I to też nie zawsze, a losowo, czasami mocniej, czasami słabiej.
Czyli mamy tu przynajmniej poważny problem z naciągiem membrany. Próbowałem rzucić okiem przez siateczki w muszlach od strony ucha. Poza idącymi w poprzek grzbietami nie widziałem żadnych oczywistych defektów strukturalnych. Owe grzbiety wyglądają tak, jakbyśmy zwalcowali folię od Jana Niezbędnego. Kto wie, może nawet Hifiman właśnie jej tu używa?
Poniekąd łączy się to z moją pierwotną diagnozą odnośnie przesunięcia ścieżek względem matrycy magnetycznej. Możliwe, że występuje tu ona jako wypadkowa nieprawidłowego naciągu. Nie da się tego jednak prawidłowo zdiagnozować bez pełnej rozbiórki słuchawek. A co – ze względów oczywistych – nie wchodzi w grę. Mogę jedynie badać objawy i estymować przyczyny. I choć bardzo chciałbym pomóc właścicielowi tych słuchawek, nie jestem serwisem. Poza tym nie widzi mi się koncepcja słuchawek za 3000 zł, które użytkownicy mają sami poprawiać po producencie. Ani nie powinno tak być, ani działać w taki sposób, nawet jeśli ktoś bardzo lubi modyfikacje i majsterkowanie w swoim sprzęcie audio.
Najlepsze zastosowania i napędzenie
Słuchawki wykazują umiarkowane wymagania prądowe, zbliżone do regularnych planarów tej marki, co oznacza brak konieczności posiadania potężnego wzmocnienia. Wystarczy naprawdę standardowy sprzęt pokroju Toppinga czy Loxjie, aby miało to ręce i nogi.
Wspominam o tym, gdyż w społeczności Hifimana funkcjonuje mit konieczności posiadania stacjonarnego wzmacniacza słuchawkowego o przyzwoitym zapasie czystej mocy, by w pełni kontrolować membranę. A także, że słuchawki te skalują się niemalże liniowo wraz z lepszym sprzętem. Nie jest to prawda. Słuchawki kończą się znacznie szybciej niż zapas jakości oferowany przez sprzęt, a teorie o „liniowym skalowaniu z mocarnymi wzmacniaczami” to zwykły szeptany upselling.
Zastosowanie selektywnej korekcji EQ jest tutaj absolutnie obligatoryjne – programowo należy podciągnąć cały bas oraz złagodzić wyższe rejestry, aby nadać brzmieniu jakichkolwiek ludzkich cech. Należy jednak pamiętać, że żadne EQ nie wyprostuje potężnych rezonansów strukturalnych na poziomie przetwornika.
Z tego powodu jedynym racjonalnym zastosowaniem tego egzemplarza jest natychmiastowy zwrot konsumencki w regulaminowym oknie 14 dni. Niestety tutaj nie jest on już możliwy.
Kopanie prądem i buczenie
Inny problem, to potencjał na kopanie prądem. Tym razem jednak wyjątkowo nie zgłaszam tego ja, a właściciel słuchawek. W moim przypadku objawiało się to na Edition XV i występowało zarówno u mnie, jak i właściciela. Tutaj nie jestem w stanie tego powtórzyć, ale też nie mam podstaw, aby posiadaczowi tego egzemplarza nie wierzyć. Zwłaszcza, że – jak pisał – potrafił mu też wariować z nimi Luxsin X8:

Trudno jest mi powiedzieć, dlaczego problem nie występuje w moim środowisku. Użyte zostały dokładnie te same urządzenia, które były obecne przy Edition XV. Użyłem nawet tych samych kabli, aby nie było że coś było, mimo że być nie powinno. Tak więc mamy tutaj zagadkę jeszcze dziwniejszą, niż przy Edition XV. Ale wynika z niej jedna pozytywna konkluzja – przynajmniej problem nie leży ani w HA500, ani w braku uziomu fotela.
Dodam, że dotykałem uszami metalowych siatek, więc „przewodnictwo” było zapewnione.
I gdy kończyłem pisać te słowa… słuchawki zaczęły buczeć. Czyli jednak właściciel miał rację i cały czas występuje tu efekt anteny. Ponieważ obudowy są metalowe, dotknięcie ich spowodowało momentalne rozładowanie i ustąpienie buczenia. A tak właśnie przecież zaczynało się to odkładać na Edition XV.
Choć więc skala jest nieporównywalnie mniejsza niż na XV, a kopania prądem nie udało się wywołać, rzeczywiście nadal „coś się dzieje” z tymi słuchawkami od tej strony.
Bieżąca opłacalność
Cały dramat polega na tym z HE600, że same w sobie nie są aż tak złe brzmieniowo czy ergonomicznie. Jest natomiast faktem, że lewy driver jest źle/niedokładnie złożony i z nieprawidłowo naciągniętą membraną. Szeleści przy nacisku muszli, skwierczy przy kiwaniu głową, ma niepożądane rezonanse na pomiarach, a same słuchawki wciąż wykazują tendencję do odkładania na sobie ładunków i buczenia.
Zatem o ile „da się” z tymi słuchawkami żyć, o tyle pytanie, czy nam się to w ogóle opłaca? Uważam osobiście, że nie. I mówię to jako posiadacz słuchawek tej marki.
Cały czas rozbijamy się o pryzmat ceny i realnej wartości słuchawek, która jest ekstremalnie niska. W częściach te Hifimany nie różnią się między sobą od strony kosztów. To wciąż jakieś 50-200 zł maksimum na czysto. Więc czy to będzie 3000 zł, czy 1000 zł, a może nawet 500 zł, nadal ich sprzedaż nie będzie dla producenta stratą.
Boleśnie widać to przy odsprzedaży prywatnej. Słuchawki te notorycznie sprzedaje się za ułamek ceny pierwotnej – tak niski mają sentyment pośród użytkowników. Przykład: Ananda Nano.
- Cena premierowa: 3700 zł
- Cena aktualna (sklepy/Amazon): 1367 zł
- Używane (OLX – 2 ogłoszenia): 1000-1200 zł
- Outlet (na gwarancji): 800 zł
Obawiam się, że z Hifiman HE600 będzie dokładnie taki sam problem. Na dzień pisania recenzji:
- Cena premierowa: 3000 zł
- Cena aktualna (Amazon): 2949 zł
- Cena aktualna w sklepach: 2919 zł
- Używane (komisy audio, OLX – 2 ogłoszenia): 2400-2500 zł
- Outlet (na gwarancji): brak ofert
Coś czuję, że za te pieniądze trudno będzie znaleźć nabywców. A po niniejszej recenzji – w szczególności. Cały czas będą z tyłu głowy wątpliwości, czy przy tak losowej kontroli jakości i analogiach dźwiękowych do HE400se, powinniśmy produkt w ogóle nawet rozważać w jakiejkolwiek cenie.
Porównania i alternatywy na szybko
Aby rozwiać wspomniane wyżej wątpliwości co do opłacalności, przeanalizujmy sobie na szybko dwie – być może oczywiste, a być może nie – alternatywy. Przyznam się, że tylko dwie z racji braku czasu. Często jednak ludzie zostają przy – zwłaszcza tych tańszych (na całe szczęście) – Hifimanach, ponieważ uważają, że nie ma wobec nich lustrzanej alternatywy. Chodzi tu o mieszankę wygody, jakości dźwięku i strojenia.
Mimo to spróbujmy i zobaczmy co z tego wyjdzie.
Hifiman HE600 vs HEDDphone D1 (2800 zł)
Przed momentem dosłownie testowane słuchawki, które wypadły naprawdę dobrze i pochodzą nota bene z tego samego sklepu, co Hifimany.
Co dostajemy w D1?
- Znacznie płynniejszy przebieg pasma przenoszenia.
- Porównywalny subbas i poziom basu ogólnie.
- Lepsze THD+N w całej średnicy.
- Bardzo zbliżona konstrukcja sopranu.
- Bardziej zaznaczony brilliance na progu 12 kHz.
- Znacznie lepsza jakość wykonania.
- Zauważalnie wyższa kontrola jakości.
- Lepsza wygoda.
- Brak buczenia czy tendencji do wyindukowania ładunków.
Logika jest tutaj bardzo prosta. Jeśli za 2799 zł mamy znacznie lepiej zachowujące się technicznie HEDD D1, które nie ustępują im tonalnie, to już na dzień dobry mamy w rękach ciekawszą alternatywę. Nie wiem, czy aby nie najciekawszą.
Warto w tym miejscu dodać, że właściciel HE600 krótko po zakupie dosztukował sobie właśnie wspomniane HEDD D1. Używa praktycznie tylko D1 od tej pory, lepiej mu pasują brzmieniowo, są wygodniejsze, po prostu lepsze słuchawki po całości. To też jest jakaś wskazówka dla osób z podobnymi co on problemami, które chciałyby wiedzieć, jak potoczyły się jego decyzje.
Hifiman HE600 vs Beyerdynamic DT 990 PRO Black Limited Edition (Amiron Mod, 620 zł)
Dłuższej nazwy się nie dało, ale słuchawki te znalazły się nie bez powodu w tej recenzji. Oto bowiem kosztując 620 zł (z wkładkami liczmy 750 zł za całość) również sobie zaskakująco sprawnie poradziły z HE600.
Co nam dają lub odbierają DT990?
- Porównywalną ilość subbasu i basu.
- Zauważalnie gładszy przebieg od średnicy do wyższej średnicy.
- Co prawda jaśniejsza góra domyślnie, ale na osi czasu pady to kompensują w stronę naturalności.
- Zauważalnie więcej powietrza i oddechu przez elewację w brilliance. Hifimany brzmią tam jak z roll-offem.
- Bezproblemową dostępność części.
- Podatność na łatwe i tanie modyfikacje.
- Znacznie lepszą jakość wykonania.
- Zauważalnie wyższą kontrola jakości.
- Porównywalną wygodę.
- Brak buczenia czy tendencji do wyindukowania ładunków.
- 2299 zł w kieszeni, które możemy wydać na modyfikacje, zapasowe pady i porządny tor audio oraz zapas muzyki na rok.
W przypadku DT990 PRO LE kluczowe jest niestety testowanie ich na modyfikacjach. Tego nie da się zrobić w sklepie, tudzież na jakimś mityngu, o ile ktoś nie przyniesie tak już zmodyfikowanych słuchawek. Dużo też robi stan padów, jak parokrotnie wspominałem. Tak więc wspomniana oszczędność jest tu okupiona tym, że z zakupem i modyfikacjami idziemy przez większą część czasu w ciemno. Być może zakupienie innych padów (tych z DT1990) dałoby tu jeszcze lepsze efekty, ale na dzień dzisiejszy – mamy to co mamy.
Ale jakby nie patrzeć, DT990 PRO pełnią tu bardzo ciekawą rolę. Choć nie są to ich lustrzane odbicia, a przynajmniej nie w takim stopniu, jak HE400se v2, pokazują jedno. Że znacznie tańszy produkt z odrobiną pomysłowości i prostych zasad słuchawkowej akustyki, wcale nie musi „grzać ławy”. Wzmacnia to tylko stanowisko, że HE600 nie są adekwatnie wycenione.
Podsumowanie
Hifiman ponownie nie zawiódł. Tak samo jak zapowiedzi i wiarygodność niektórych zachodnich portali audio. Niemal wszystko jest tu zgodnie z zapowiedziami ich posiadacza, bo jedynie prądem tym razem nie kopało. Ale sam nie spodziewał się tego, co tu odkryliśmy. Wymowna była przy tym jego reakcja na dane i wykresy. Powiedział, że „czuje się oszukany” w wymiarze tych słuchawek. To najbardziej przykre słowa, które możne powiedzieć właściciel danych słuchawek, zwłaszcza sam przed sobą. No ale niestety, taki obraz wyłania się z liczb.
W typowej recenzji empirycznej, można byłoby to wszystko dyskretnie przemilczeć i skupić tylko na wrażeniach dźwiękowych. Obiecywano nam tam zresztą ekologiczną reinterpretację HE-6, powrót legendy, warte swojej ceny. Dostaliśmy tymczasem okrągłe Edition XV z brzmieniem łudząco podobnym do HE400se v2. Tak bardzo, że poza nieco większą jasnością i lepszym subbasem, nie da się stwierdzić tu specjalnych różnic. Najbardziej szkoda w tym wszystkim innowacyjności. W tym wypadku oznacza to cały czas pracę nad konwersją słuchawek planarnych w elektrostatyczne na zasadzie „why not both?”.
Tak więc Hifiman HE600 otrzymują ode mnie zasłużonego pingwinka w kostce lodu. Czyli mówiąc krótko: absolutnie odradzam te słuchawki jako zwyczajnie nieopłacalne:
- niezmiennie niedopracowane jakościowo (szeleszczący/trzeszczący driver),
- potencjalnie niebezpieczne dla sprzętu towarzyszącego (casus użytkownika),
- nie wprowadzają niczego przełomowego (niemal identyczne granie co ich własne HE400se V2 za 400 zł).
W cenie 3000 zł dostaniemy nie tylko wielokrotnie lepsze słuchawki od HE600. Dostaniemy tak samo wielokrotnie bardziej poważne traktowanie nas, jako klientów. Czyli tak jak pisałem w tytule: na froncie chi-fi bez zmian.
Sprzęt można zakupić na dzień pisania i publikacji recenzji w cenie wynoszącej 2919 zł.
Dane techniczne
Zaczerpnięte z jednej ze stron sklepowych:
- Przetworniki: Magnetostatyczne
- Konstrukcja obudowy: otwarta
- Impedancja: 28 Ohm
- Skuteczność: 94 dB
- Pasmo przenoszenia: 8 Hz – 65 kHz
- Waga (bez przewodu): 389 g
Dane pomiarowe
Wszystkie dane pomiarowe widoczne w tej recenzji można znaleźć w Laboratorium słuchawek pełnowymiarowych, wybierając dokładnie ten model sprzętu z listy rozwijanej.
Platforma testowa
Poniżej sprzęt, który w największym stopniu został wykorzystany do napisania powyższej recenzji, jak również wykorzystywana muzyka i inne przydatne informacje.
- Interfejsy studyjne: Motu M4
- DACi: AF DA500
- Wzmacniacze testowe: AF HA500
- Integry słuchawkowe: Loxjie D40 Pro, Luxsin X8
- Mobilne DAC/AMP: Tempotec Sonata BHD Pro, FiiO KA13
- Słuchawki testowe pełnowymiarowe: Audeze LCD-XC Full Carbon, Beyerdynamic DT 990 PRO LE, Hifiman HE400se v2, Sennheiser HD 660S2
- Słuchawki testowe typu IEM: Beyerdynamic DT 30 IE
- Monitory odsłuchowe: M-Audio Forty Sixty
- Okablowanie testowe: własne okablowanie testowe i słuchawkowe z linii kabli Audionum oraz Fanatum
- Kondycjonowanie prądu: Acar F5 PRO, APC Back-UPS 1050, Topping HS01
- Muzyka wykorzystywana w trakcie testów: przeważnie gatunki elektroniczne, z obecnością również albumów klasycznych, neoklasycznych, jazzu, muzyki wokalnej i rocka. Format FLAC 24/48, OGG, WAV.



