Na warsztat trafiły do mnie zaprojektowane od podstaw odpowiedniki klasycznych, legendarnych wręcz 770-tek PRO – model Beyerdynamic DT 700 PRO X. Oczywiście nie drogą oficjalną, a jako wyraźnie używana para należąca do jednego z czytelników (egzemplarz o numerze seryjnym SN:045854), a potem prawie nieużywany egzemplarz o numerze seryjnym SN:128326. Słuchawki zatem odpowiednio „przegazowane”, lub jak mówią audiofile: „wygrzane”, a także w stanie praktycznie fabrycznym do porównania nie tylko z innymi słuchawkami, ale i między sobą.
Czy w nowej odsłonie są w stanie dorównać legendzie i zmierzyć się z moim poprzednim na ich temat marudzeniem? A może jest to krok w tył i pic na wodę, aby wyciągnąć z nas kolejną kasę? Sprawdzimy wszystko to sobie na spokojnie w oparciu o twarde dane metrologiczne na nie jednym, a łącznie dwóch egzemplarzach, jakie udało się przetestować dzięki uprzejmości czytelników. W tym p. Tomasza, którego to właśnie świetnie zachowana sztuka została uwieczniona na zdjęciach. Stan tak dobry, że aż chciałoby się je od niego odkupić.
Recenzja dotyczy dwóch prywatnych egzemplarzy należących do czytelników, którym serdecznie dziękuję za użyczenie sprzętu do niezależnych testów. Jeśli posiadacie sprzęt, którego jeszcze nie recenzowałem i chcecie, abym przeprowadził jego pełną i niezależną ekspertyzę, serdecznie zachęcam do zgłoszenia go na oficjalne testy i pomiary. Działalność portalu można wesprzeć również kupując kable sygnowane moim logo, albo bezpośrednio wpłatami via Buycoffee.to 💜

Jakość wykonania i konstrukcja
Sporo się tu pozmieniało. Beyerdynamic ostatecznie zerwał z surowym, lekko przaśnym klimatem lat 80., z którego słynęły DT 770. Konstrukcja zyskała na nowoczesności, choć w rękach czuć, że to sprzęt nie do końca zbudowany jak czołg – gotowy na trudy studyjnej (i domowej) orki.
Zniknął ten charakterystyczny, przypinany na zatrzaski kawałek materiału na pałąku. Zastąpiła go elegancka, zintegrowana i miękka poduszka, która w połączeniu z nowymi, ulepszonymi padami welurowymi świetnie rozkłada ciężar i docisk do głowy. Na dwa egzemplarze jakie posiadałem, w jednym zaczęła się jednak już rozklejać na łączeniach od użytkowania (wyraźne ślady użytkowania, otarcia i odbarwienia). Choć brać należy na to zawsze poprawkę z racji, iż chyba jako jedyny portal param się testami sprzętu pochodzącego od realnych jego użytkowników, pozostaje lekki niedosyt. Drugi egzemplarz (prezentowany na zdjęciach) jest w perfekcyjnym, fabrycznym stanie.



Same widełki trzymające muszle zostały przeprojektowane na smuklejsze, a cała bryła sprawia wrażenie bardziej zwartej. Beyerdynamic zapewne chciał, aby była to ewidentna ewolucja w stronę sprzętu premium, a nie tylko surowego narzędzia roboczego.
W rzeczywistości wszystko zdradzać będą ślady na muszlach – plastik ma matową fakturę i lubi się wycierać oraz rysować, niczym współczesne plastikowe myszki komputerowe. Kto często wymienia taki sprzęt ze względów estetycznych, ten wie o czym mówię.
Przetworniki i okablowanie
Od strony użytkowej naprawiono największe grzechy przeszłości. Otrzymujemy wreszcie odpinany kabel zrealizowany w standardzie mini-XLR 3-pin, a zastosowanie nowych przetworników dynamicznych STELLAR.45 o średnicy 45 mm drastycznie uprościło kwestię napędzenia.



Pomiary modułu impedancji wykazują wartość nominalną na poziomie 53,6 Ω w minimum pasma roboczego między 200 Hz a 2 kHz (przy 1 kHz notujemy dokładnie 54,0 Ω). Główny rezonans mechaniczny układu drgającego (ƒs) przypada na 54 Hz, gdzie impedancja szybuje do Zmax = 118,2 Ω przy niemal zerowym przesunięciu fazy elektrycznej (3,5°). W stronę najwyższych częstotliwości ujawnia się umiarkowany wzrost indukcyjny cewki, osiągający 64,8 Ω przy 20 kHz.
Nie trzeba już martwić się o potężny piec słuchawkowy, jak miało to miejsce w przypadku wariantu 250-omowego, który i tak w praktyce okazywał się zbędny dla uzyskania bezpiecznego poziomu SPL. Słuchawki bez problemu zagrają z referencyjną głośnością z typowego interfejsu audio, karty zintegrowanej czy dongla USB.



Należy jednak pamiętać o współczynniku tłumienia – ponad dwukrotny skok impedancji na rezonansie ƒs (z 54 Ω do 118,2 Ω przy 54 Hz) oznacza, że podłączanie DT 700 PRO X pod wzmacniacze lampowe typu OTL lub wyjścia o wysokiej rezystancji wyjściowej (Rout > 2-3 Ω) utworzy niekorzystny dzielnik napięcia, powodując utratę kontroli basu i niekontrolowane podbicie okolic 50-60 Hz.
Jakość dźwięku Beyerdynamic DT 700 PRO X
Zerkając na pomiary pasma przenoszenia, wyraźnie widać, w którą stronę poszła ewolucja tego strojenia. To wciąż odmiana sygnatury w kształcie litery V, ale znacznie dojrzalsza, pozbawiona karykaturalnego wycięcia średnicy i agresywnego kłucia w wyższym sopranie.


Bas
Analiza techniczna: W najniższym subbasie przy 20 Hz poziom sięga 98,7 dB SPL, po czym po lekkim ustabilizowaniu w rejonie 50 Hz (98,1 dB) pasmo pnie się w górę, osiągając wierzchołek średniego basu na poziomie 100,8 dB SPL przy 94 Hz (+5,6 dB w odniesieniu do 500 Hz). Od węzła 100 Hz (100,8 dB) następuje równomierne, spokojne opadanie do 95,3 dB przy 200 Hz.
Brak tu agresywnej V-ki znanej ze starych DT 770 PRO, które pompowały zakres 60-80 Hz do niemal 100 dB, po czym gwałtownie zapadały się do zaledwie 84 dB przy 200 Hz. Prawdziwą klasę przetwornika STELLAR.45 widać w pomiarze zniekształceń nieliniowych: w punkcie kontrolnym 100 Hz poziom THD wynosi zaledwie 0,3%, leżąc głęboko w strefie bezpiecznej dla ludzkiej percepcji.
Subiektywny odsłuch: Dół pasma w nowej rewizji brzmi w sposób znacznie bardziej uporządkowany. Bas nie uderza już wulgarnie i nie sprawia wrażenia sztucznie napompowanego na przełomie subbasu i midbasu. Zamiast tego otrzymujemy uderzenie sprężyste, zwarte i równe. Stopa perkusyjna ma właściwą masę i twardy kontur, ale nie wchodzi z butami w niższe rejestry wokalne. Wybrzmienia elektroniczne schodzą nisko z zachowaniem wzorowej czytelności faktury dźwięku.
Tony średnie
Analiza techniczna: Pasmo średnie rozpoczyna się od 95,2 dB SPL przy 500 Hz oraz 97,0 dB SPL przy 1,0 kHz. W surowym przebiegu RAW wyraźnie zaznacza się naturalny zysk ucha (ear gain): krzywa płynnie pnie się w górę, osiągając 104,5 dB przy 2,0 kHz, 106,1 dB przy 3,0 kHz oraz 105,1 dB przy 3,5 kHz.
W okolicach 4,2 kHz pomiar rejestruje wąski dołek na poziomie 90,4 dB SPL (-4,8 dB względem 500 Hz). Analiza dobroci wykazuje tu jednak ekstremalnie wysoki współczynnik Q ≈ 19,8 przy szerokości zaledwie ~0,07 oktawy. Jest to klasyczne wąskopasmowe zniesienie fazowe w geometrii muszli, które ze względu na integrację energii w pasmach krytycznych słuchu pozostaje całkowicie niesłyszalne w normalnym materiale muzycznym. Dla porównania: starsze DT 770 PRO w rejonie 3,8 kHz opadały gwałtownie z poziomu 104 dB do zaledwie 89 dB szerokim rowem. Zniekształcenia THD przy 1 kHz wynoszą referencyjne 0,1%.
Subiektywny odsłuch: Wokale są znacznie bliższe i bardziej bezpośrednie niż w klasykach, pozbawione wrażenia studyjnego wycofania i sztucznego dystansu. Dźwięk stał się namacalny i angażujący. Wyższa średnica podawana jest odważnie, przez co partie wokalne noszą specyficzny, lekko nosowy sznyt wymagający krótkiej adaptacji narządu słuchu. Po osłuchaniu docenia się jednak znakomitą rozdzielczość i wyrazistą separację instrumentów operujących w tym zakresie.
Tony wysokie
Analiza techniczna: Wysokie tony rozpoczynają się silnym wybiciem rezonansowym przy 6,0 kHz, gdzie słuchawki dobijają do 109,1 dB SPL (+13,9 dB ponad poziom 500 Hz). Jest to zabieg celowy, wpisujący się w tradycyjną szkołę strojenia tego producenta.
Kluczowa zmiana zaszła jednak wyżej: pasmo powyżej 6 kHz opada znacznie szybciej niż w poprzedniku. Przy 8,0 kHz notujemy 99,0 dB SPL, przy 10,0 kHz krzywa schodzi do 95,7 dB SPL, a skraj pasma rejestruje 79,6 dB przy 15 kHz i 81,5 dB przy 20 kHz. Wyeliminowano całkowicie drugie ostre wybicie z rejonu 8,5-9 kHz, które w DT 770 PRO pompowało sopran do 107 dB. Maksymalne THD w całym paśmie użytecznym przypada właśnie na 6,0 kHz i wynosi zaledwie 0,5%, co świadczy o znakomitym opanowaniu rezonansów własnych membrany.
Subiektywny odsłuch: Sopran to wciąż analityczny pazur ze znakiem jakości z Heilbronn – jest jasno, przejrzyście i dobitnie. Redukcja energii w przedziale 8-10 kHz w parze z niskimi zniekształceniami harmonicznymi sprawia jednak, że góra została ucywilizowana. Słuchawki wyciągają mikrodetale, wybrzmienia blach i szumy tła realizatorskiego, ale nie kłują uszu tak bezlitośnie jak starsza generacja. Bez problemu można na nich pracować przez wiele godzin bez uczucia migreny i zmęczenia materiału.
Wrażenia sceniczne
Po zamkniętych słuchawkach studyjnych użytkownicy intuicyjnie oczekują klaustrofobicznej przestrzeni i grania stłoczonego wewnątrz głowy. DT 700 PRO X radzą sobie z tym problemem zaskakująco dojrzale.
Scena ma wyraźnie zarysowaną, studyjną głębię z bliskim pierwszym planem, co wynika bezpośrednio z mocnej obecności wyższej średnicy w rejonie 2-3,5 kHz. Słuchawki nadrabiają to jednak bardzo satysfakcjonującą szerokością horyzontalną wzbogaconą o precyzyjną holografię. Przekaz nie sprawia wrażenia sztucznie napompowanego dyfrakcją, jak bywało to w DT 770 PRO.
Kluczowa jest stabilność panoramy stereofonicznej: mimo mikro-asymetrii wynikającej z ułożenia komory i padów na głowie, środek sceny stoi niewzruszenie w centrum. Partie wokalne, werbel i stopa perkusyjna zachowują żelazną lokalizację na osi odsłuchu, pozwalając na bezbłędną ocenę planów w miksie.
Czystość dźwięku (THD)
Prawdziwy powód, dla którego DT 700 PRO X stanowią skok jakościowy, leży na wykresie zniekształceń harmonicznych. Podczas gdy klasyczne DT 770 PRO borykały się z wyraźnymi zniekształceniami w dole pasma (przekraczającymi w basie 1%), nowy układ STELLAR.45 rysuje praktycznie o klasę lepszą linię czystości.

W punktach kontrolnych odnotowujemy 0,3% przy 100 Hz, 0,1% przy 1 kHz oraz zaledwie 0,5% w szczycie przy 6 kHz. W całym paśmie roboczym zniekształcenia leżą znacznie poniżej progów percepcji maskowania słuchowego. Przekłada się to na czyste, czarne tło akustyczne, znakomitą dynamikę transjentów i brak jakiejkolwiek kompresji membran przy głośniejszych impulsach perkusyjnych.
Sparowanie kanałów (Channel Matching)
Kwestia symetrii przetworników w testowanym egzemplarzu wymaga chłodnej, inżynieryjnej interpretacji bez wpadania w skrajności.
Podstawowy wskaźnik zbieżności ważonej percepcyjnie w standardowym paśmie 100 Hz – 10 kHz wynosi 85,3% (średni błąd ważony W-MAE: 0,88 dB), a w pełnym paśmie 20 Hz – 20 kHz osiąga 83,2%. W pasmie odpowiedzialnym za lokalizację wokalu i instrumentów centralnych (200 Hz – 2 kHz) stałe przesunięcie panoramy (Signed Bias) wynosi zaledwie +0,1 dB. Wpływ na stabilność środka sceny jest absolutnie pomijalny.
Średnia odchyłka bezwzględna w całym przedziale 100 Hz – 8 kHz to skromne 0,7 dB. W basie (20-200 Hz) wynosi ona 0,5 dB (maksymalnie 1,2 dB przy 60 Hz), a w średnicy (200-1000 Hz) zaledwie 0,3 dB (maksymalnie 0,9 dB). Przetworniki w fundamencie muzycznym są sparowane wzorowo.
Odnotowany w protokole punktowy rozjazd sięgający 5,7 dB przy 4,3 kHz (lewy kanał: 94,8 dB SPL, prawy: 89,0 dB SPL) to wąskopasmowy artefakt komory o wysokiej dobroci. Niejednorodne ugniecenie welurowych padów w trakcie użytkowania lub minimalne przesunięcie krawędzi ucha na fantomie często skutkuje przesunięciem wąskiego dołka fazowego o ułamek milimetra. Nie jest to wada fabryczna przetwornika STELLAR.45, lecz naturalna cecha geometrii komory zamkniętej, która w ślepym teście odsłuchowym pozostaje całkowicie przezroczysta.
Relacja z krzywą DF (Diffuse Field)
DT 700 PRO X w zestawieniu z krzywą DF znormalizowaną przy 1 kHz / 95 dB SPL wyraźnie manifestują swój charakter. Linia odniesienia DF od najniższego basu aż po 1 kHz przebiega stabilnie w przedziale 95-97 dB SPL.

Słuchawki notują wyraźne wycofanie na przełomie basu i niższej średnicy (rejon 250-300 Hz), gdzie krzywa schodzi do poziomu ok. 88 dB SPL, tracąc do teoretycznej referencji blisko 8,5 dB. Grają tam chudziej i z dystansem, co zapobiega zamulaniu przekazu w trudnych warunkach realizatorskich. O ile w strefie zysku ucha (2-3,5 kHz) słuchawki niemal podręcznikowo pokrywają się z wierzchołkiem krzywej DF, o tyle przy 6 kHz odnotowujemy potężne, typowe dla Beyerdynamica wybicie (109,1 dB SPL), przewyższające referencję o ponad 9 dB i silnie doświetlające detal.
I tu dochodzimy do dwóch najczęstszych błędów popełnianych nie tylko w recenzjach, ale ogólnie w przypadku analiz danych tego typu:
- Ślepy dogmat targetu: Krzywa docelowa nie jest żelaznym wyznacznikiem jedynej słuszności i nie należy traktować jej dogmatycznie. Każdy pomiar laboratoryjny należy konfrontować z indywidualną izofoną słuchacza.
- Studyjność to niekoniecznie referencyjność: Sprzęt studyjny ma za zadanie obnażać błędy i brudy w nagraniu – tam, gdzie cel DF oczekuje gładkości, DT 700 PRO X punktują syknięcia i niedoskonałości toru, realizując założenia bezkompromisowego narzędzia odsłuchowego.
Dlatego akapit ten jest przytoczony przeze mnie dodatkowo, jak również w kontekście tego znajdującego się poniżej.
Kwalifikacja w zastosowaniach studyjnych (Tracking vs Miks)
W środowisku profesjonalnym „zastosowania studyjne” dzielą się na dwa zupełnie różne światy:
Śledzenie / Nagrywanie (Tracking): W roli słuchawek do rejestracji wokali, perkusji czy gitar DT 700 PRO X kwalifikują się do polecenia bez wahania. Mają zamkniętą konstrukcję z dobrą izolacją, bardzo niski poziom THD w basie (membrana nie charczy przy głośnym uderzeniu stopy), odpinany kabel oraz impedancję 54 Ω, która zagra z pełną dynamiką z dowolnego interfejsu Focusrite, Motu czy Behringera bez potrzeby zewnętrznego wzmacniacza. Wybicie przy 6 kHz ułatwia wokaliście samokontrolę intonacji i natychmiast obnaża syknięcia mikrofonu.
Miks i Mastering: Jako jedyne narzędzie do podejmowania decyzji mikserskich, słuchawki te mogą już niestety wprowadzić realizatora w błąd. Górka +13,9 dB na 6 kHz sprawi, że niedoświadczony realizator bezwiednie stłumi blachy perkusyjne i wygasi obecność wokalu w miksie, bo w słuchawkach te elementy będą brzmiały zbyt agresywnie. Z kolei dołek w rejonie 250-300 Hz może prowokować do sztucznego pompowania dolnego środka, skutkując zamuleniem nagrania na innych torach.
Tak więc bez korekcji PEQ nie będzie to zamknięty liniowy monitor referencyjny.
Podsumowanie
Mimo tego co napisałem wyżej, Beyerdynamic DT 700 PRO X to wciąż przemyślany krok naprzód. Niemiecki producent wyprowadził gniazdo mini-XLR, zoptymalizował impedancję do uniwersalnych 54 Ω i radykalnie zredukował zniekształcenia harmoniczne, deklasując w tym względzie klasyczne DT 770 PRO.
Brzmieniowo to wciąż energetyczna szkoła Beyerdynamica, ale w znacznie bardziej cywilizowanym wydaniu. Bas zyskał na konturze i kontroli, średnica stała się bezpośrednia, a góra pasma – choć nadal wyrazista i analityczna przy 6 kHz – została pozbawiona męczącego, szeleszczącego wybicia w najwyższej oktawie. Pewne zastrzeżenia budzi jedynie podatność matowych plastików na zarysowania oraz rozklejająca się poduszka pałąka w jednym z egzemplarzy.
Od strony metrologicznej słuchawki bronią się bez zarzutu. Zbieżność kanałów na poziomie 85,3%, pomijalny błąd stały panoramy (+0,1 dB) oraz wzorowa czystość THD (0,1-0,5%) potwierdzają klasę przetworników STELLAR.45. To wysoce utylitarne, nowoczesne narzędzie robocze, które w pełni zasłużenie zastępuje wysłużoną legendę na studyjnym biurku.
W świetle pomiarów laboratoryjnych, dynamiki i kierunku eliminowania wad poprzednika, Beyerdynamic DT 700 PRO X można ocenić postacią Pingwinka w kole ratunkowym. To słuchawki względnie poprawne metrologicznie i dające się zarekomendować do konkretnych celów studyjnych.

Sprzęt w dniu pisania recenzji można nabyć w cenie 920-1000 zł.
Dane techniczne
Skopiowane 1:1 ze strony sklepu:
- Dynamiczne
- Zamknięte
- Wokółuszne
- Przetwornik STELLAR.45
- Impedancja: 48 Ω
- Poziom ciśnienia akustycznego: @1 mW / 500 Hz 100 dB SPL
- Zakres transmisji: 5 – 40 000 Hz
- Najwyższa krótkotrwała obciążalność: 100 mW
- Moc znamionowa: 30 mW
- Współczynnik klarowności: @ 1 mW 0,40% @ 100 Hz (0,05% @ 500 Hz, 0,04% @ 1 kHz)
- Pałąk ze stali sprężynowej z pianką z pamięcią kształtu
- Wymienne nakładki na uszy i głowę
- Nauszniki z weluru
- Jednostronne, wtykowe kable
- Waga: 350 g
- W zestawie prosty kabel o długości 3 m z wtyczką mini XLR i wtyczką stereo jack 3,5 mm z adapterem 6,35 m, prosty kabel o długości 1,8 m z wtyczką mini XLR i wtyczką stereo jack 3,5 mm z adapterem 6,35 mm oraz torba do przenoszenia
Platforma testowa
Poniżej sprzęt, który w największym stopniu został wykorzystany do napisania powyższej recenzji, jak również wykorzystywana muzyka i inne przydatne informacje.
- Interfejsy studyjne: Motu M4
- DACi: AF DA500
- Wzmacniacze testowe: AF HA500
- Integry słuchawkowe: Loxjie D40 Pro, Luxsin X8
- Mobilne DAC/AMP: FiiO KA13
- Słuchawki testowe pełnowymiarowe: Creative Aurvana SE, Beyerdynamic DT 990 PRO LE, Sennheiser HD 58X
- Słuchawki testowe typu IEM: Beyerdynamic DT 30 IE
- Monitory odsłuchowe: M-Audio Forty Sixty
- Okablowanie testowe: własne okablowanie testowe i słuchawkowe z linii kabli Audionum oraz Fanatum
- Kondycjonowanie prądu: Acar F5 PRO, APC Back-UPS 1050, Topping HS01
- Muzyka wykorzystywana w trakcie testów: przeważnie gatunki elektroniczne, z obecnością również albumów klasycznych, neoklasycznych, jazzu, muzyki wokalnej i rocka. Format FLAC 24/48, OGG, WAV.




