Chyba nie trzeba nikogo z entuzjastów słuchawek przekonywać, że marka STAX zajmuje w branży audio pozycję unikalną. Jest ona od dekad synonimem słuchawek elektrostatycznych, które sam japoński producent (wskrzeszony pod chińskim butem i kapitałem Edifiera) konsekwentnie określa mianem „EarSpeakers” – nagłownych głośników.
Podczas gdy większość rynku ewoluowała w stronę przetworników dynamicznych oraz magnetostatycznych, inżynierowie z prefektury Saitama przez lata dopracowywali koncepcję ultralekkiej membrany z folii polimerowej, zawieszonej w stałym polu elektrostatycznym pomiędzy dwoma perforowanymi statorami.
W ramach tych dążeń, podróży i podbojów, model SR-L300 stanowi swoistą bramę wejściową do pełnowymiarowej linii Lambda, czerpiącej bezpośrednio z tradycji prostokątnych konstrukcji SR-Lambda zapoczątkowanych jeszcze pod koniec lat 70. ubiegłego wieku.
W testowanym zestawieniu słuchawkom towarzyszy półprzewodnikowy energizer STAX SRM-400S – stacjonarna jednostka ze środka firmowego katalogu, wyposażona w dyskretny stopień wyjściowy oparty na tranzystorach FET. Tak skonfigurowany system plasuje się wyraźnie powyżej bazowych zestawów startowych pokroju SRS-3100 czy nowszego, małogabarytowego systemu SRS-X1000, który wcześniej miałem okazję również testować.
Główne zatem pytanie sprowadza się tu tak naprawdę do prostej weryfikacji: jak najtańszy przedstawiciel pełnowymiarowej rodziny Lambda zachowuje się w parze z dojrzałym energizerem stacjonarnym oraz na ile taka tradycyjna architektura broni się we współczesnych realiach rynkowych.
Egzemplarz testowy został dostarczony przez zewnętrznego Partnera. Recenzja jest owocem płatnej współpracy komercyjnej w zakresie wykonania ekspertyzy pomiarowej oraz udokumentowania rzeczywistych właściwości użytkowych urządzenia. Partner nie miał wglądu w treść recenzji ani wpływu na wyniki pomiarów przed ich publikacją.

Konstrukcja, jakość wykonania i ergonomia
Pod względem spasowania elementów oraz ogólnej kontroli jakości samych podzespołów zestaw nie wykazuje uchybień produkcyjnych, jednak SR-L300 dziedziczy z dobrodziejstwem inwentarza wszystkie charakterystyczne cechy – w tym liczne archaizmy – znane ze starszych generacji słuchawek serii Lambda. STAX pozostaje tu skrajnie konserwatywny: cały budżet i myśl inżynieryjna zostały podporządkowane samemu przetwornikowi, podczas gdy otoczka mechaniczna głównie powiela rozwiązania sprzed dekad.


Szkielet konstrukcji opiera się na giętkim pałąku oraz klasycznych, plastikowych widełkach trzymających wysokie, prostokątne komory przetworników. Zastosowane tworzywo jest lekkie, ale w bezpośrednim kontakcie sprawia wrażenie budżetowego i wymaga ostrożnego traktowania. Za spoczywanie słuchawek na głowie odpowiada szeroka opaska zawieszenia, która skutecznie rozkłada masę konstrukcji, jednak wykonano ją z materiału podatnego na chłonięcie potu oraz tłuszczu ze skóry. Regulacja wysokości opaski odbywa się za pomocą dziesięciostopniowych suwadeł z tworzywa, które – dokładnie tak jak w historycznych modelach – mają notoryczną tendencję do stopniowego wyrabiania się. Po pewnym czasie zatrzaski tracą swój pierwotny opór, przez co opaska potrafi samoczynnie przesuwać się przy zakładaniu lub zdejmowaniu słuchawek z głowy.
Istotnym ograniczeniem ergonomicznym w najniższym modelu serii L są fabryczne pady. Pady wykonano z syntetycznej skóry, jednak są one stosunkowo płytkie i oferują niewiele objętości wewnętrznej na ucho, co u większości użytkowników skutkuje bezpośrednim kontaktem małżowiny z wewnętrzną siatką ochronną statora. Dodatkowo pady są fabrycznie klejone bezpośrednio do obudowy komory za pomocą taśmy dwustronnej, co komplikuje ich ewentualną wymianę oraz czyszczenie. Docisk boczny pałąka dobrano z umiarem, ale szczelne odcięcie przedniej komory akustycznej w połączeniu z mikroskopijną grubością membrany rodzi klasyczne zjawisko potocznie określane jako „stax-fart”. Każde mocniejsze dociśnięcie muszli do skroni lub gwałtowniejszy ruch żuchwą wywołuje nagły skok ciśnienia powietrza wewnątrz komory, co objawia się słyszalnym, mechanicznym trzaskiem lub szelestem napinanej folii przetwornika.
Tradycjonalizm konstrukcji obejmuje również okablowanie. Z dolnej krawędzi obu muszli wyprowadzono na stałe grubą, płaską, 6-przewodową taśmę z miedzi OFC o zredukowanej pojemności międzyżyłowej, zakończoną 5-pinowym wtykiem w standardzie Pro Bias (580 V). Brak gniazd przy muszlach wyklucza szybką wymianę przewodu w razie uszkodzenia mechanicznego. Ze względu na całkowicie otwartą strukturę tylnych maskownic izolacja pasywna od otoczenia nie istnieje – słuchawki pracują jak miniaturowe dipole, wypromieniowując dźwięk na zewnątrz w stopniu niemal równym temu, co trafia do kanału słuchowego.


Znacznie nowocześniejsze i solidniejsze wrażenie sprawia sam energizer SRM-400S. Obudowa z grubym, szczotkowanym panelem frontowym z aluminium, precyzyjnym podwójnym potencjometrem głośności oraz wejściami RCA i XLR prezentuje wysoki standard wykonania. W trakcie pracy na stanowisku pomiarowym urządzenie nagrzewa się w sposób umiarkowany i stabilny, a jedynym odnotowanym mankamentem fizycznym jest delikatne, mechaniczne buczenie samego transformatora sieciowego. Jest ono słyszalne wyłącznie z bliska na zewnątrz obudowy i nie przenika do toru audio – w samych słuchawkach panuje wzorowa cisza.
Jakość dźwięku STAX SR-L300 + SRM-400S
Ponieważ jest to zestaw elektrostatyczny oparty na przetwornikach push-pull, z natury można spodziewać się dostać sygnaturę neutralną, szybką i techniczną, z wyraźnie zaakcentowanym atakiem transjentów oraz rzetelną dozą jasności, wolną od agresywnej sybilacji. No i tak też dzieje się w tym przypadku. Choć nie zawsze jest to reguła w elektrostatach (vide przykład Kingsound H-03 a nawet KOSS ESP950).

Weryfikacja symetrii przetworników (W-MAE na poziomie 82,6% w oknie 100 Hz – 10 kHz) potwierdza wysoką powtarzalność produkcji; stałe przesunięcie panoramy rzędu +0,7 dB pozostaje niesłyszalne w odsłuchu, a punktowa dysproporcja 3,3 dB w rejonie 3,9 kHz wynika z geometrii komory oraz specyfiki przylegania płaskich padów, nie rzutując na stabilność osi odsłuchu.
Całość dopełnia solidnie niski poziom zniekształceń harmonicznych (THD na poziomie 0,1% w basie i średnicy oraz maksymalnie 0,3% przy 5,8 kHz), co przekłada się na bezwzględną czystość i przejrzystość faktury nagrania.
Bas
Analiza techniczna: Wbrew stereotypom dotyczącym wczesnego opadania basu w konstrukcjach elektrostatycznych, SR-L300 utrzymuje pełny poziom energetyczny aż do 50 Hz, gdzie pomiar wykazuje 95,2 dB SPL – wartość niemal identyczną z pasmową bazą odniesienia (95,8 dB SPL) oraz punktem 500 Hz (95,5 dB SPL). Co więcej, w średnim basie przy 80 Hz pojawia się łagodny wierzchołek sięgający 98,3 dB SPL (+2,5 dB powyżej bazy), przechodzący płynnie przez 100 Hz (97,5 dB SPL) do 200 Hz (95,6 dB SPL). Gwałtowne załamanie charakterystyki następuje dopiero poniżej 50 Hz – na skraju 20 Hz poziom spada do 81,3 dB SPL (-14,5 dB względem bazy). Z perspektywy przebiegu ludzkich izofon (ISO 226), w oktawie 20–40 Hz czułość słuchu drastycznie maleje, a krzywe jednakowej głośności ulegają silnemu zagęszczeniu, przez co spadek rzędu 14,5 dB przy 20 Hz spycha najniższe składowe poniżej progu percepcji przy standardowych poziomach odsłuchowych. Zniekształcenia THD w całym dole pasma utrzymują się na wzorowym poziomie 0,1%.
Subiektywny odsłuch: Dół pasma zapewnia o dziwo nawet całkiem solidne oparcie dla sekcji rytmicznej. Bas ma charakter jednak typowy dla konstrukcji elektrostatycznych: wybitnie szybki, zwinny i punktowy, z wzorowo zarysowanym konturem. Najniższy subbas nie wygeneruje nam kinowego ciśnienia ani tektonicznego pomruku na samym dnie skali. W zamian wyższy i średni podzakres nadrobią to natychmiastowym atakiem, sprężystością oraz czytelnością linii gitary basowej czy stopy perkusyjnej. Impuls wygaszany jest błyskawicznie, bez cienia rezonansowego przeciągania.
Taka ciekawostka, że jeśli w Audiofanatyk™ Lab porównacie sobie SR-X1 z SR-L300, te pierwsze będą miały… lepsze zejście. Ale tutaj już kłania się konstrukcja, która powoduje, że na fantomie pomiarowym znacznie szybciej otrzymam gorszy seal na L300 niż X1. Subiektywne wrażenie w praktyce może być zgoła odwrotne.
Tony średnie
Analiza techniczna: Przejście z wyższego basu w dolną średnicę jest równe (500 Hz = 95,5 dB SPL), natomiast przy 1 kHz pasmo notuje charakterystyczny dla linii Lambda wzrost do 98,1 dB SPL (+2,3 dB względem bazy). Szczyt ear gainu przypada na 3,1 kHz, osiągając 109,7 dB SPL, po czym przechodzi w plateau na poziomie 106,6 dB przy 3,5 kHz oraz 105,9 dB przy 4,0 kHz. W ujęciu surowego pomiaru (RAW) na sztucznym uchu, realna delta pomiędzy 1 kHz a szczytem 3,1 kHz wynosi +11,6 dB (+13,9 dB względem całej bazy 200–1000 Hz), co dobrze pokrywa się z naturalnym wzmocnieniem anatomicznym małżowiny i kanału słuchowego. Ponieważ punkt 3,1 kHz trafia dokładnie w najgłębsze siodło ludzkiej izofony (strefę najwyższej czułości słuchu w przedziale 3–3,5 kHz), niespełna dwudecybelowa nadwyżka ponad neutralny cel kompensacji przekłada się na wyraźne doświetlenie krawędzi, zachowując przy tym prawidłowy balans maskowania harmonicznego (gradient +11,2 dB między dolnym a wyższym środkiem) oraz brak wąskopasmowych rezonansów o wysokiej dobroci (Q > 2,5).
Subiektywny odsłuch: Średnica jest neutralna, bardzo bezpośrednia i podana z ogromną precyzją. Czyli standard jak u STAXa, który dodatkowo wzmacniany jest przez malutki dystans statorów od uszu. Pierwszy plan zostaje wyraźnie przybliżony do słuchacza, co nadaje wokalom oraz instrumentom akustycznym namacalną, żywą obecność. Przekaz ma charakter techniczny i rzetelnie doświetlony, z mocno zaakcentowanym detalem artykulacyjnym oraz pracą strun, jednak mimo wysokiej przejrzystości nie wpada w nieprzyjemną krzykliwość, nosowość czy sztuczną twardość.
Sopran
Analiza techniczna: Analiza siatki węzłowej wysokich tonów ujawnia kluczowy mechanizm odpowiedzialny za charakter tego modelu. Po lekkim obniżeniu energii w rejonie 4,0 kHz (105,9 dB SPL), w punkcie 6,0 kHz następuje wyraźne wtórne wypiętrzenie do poziomu 107,6 dB SPL (+11,8 dB względem bazy średniotonowej). Dopiero powyżej tego punktu charakterystyka ostro i konsekwentnie opada: do 100,0 dB SPL przy 8,0 kHz oraz 95,3 dB SPL przy 10,0 kHz (co daje uśredniony poziom 100,6 dB SPL w oknie 6–10 kHz). Na skraju pasma pojawia się interferencyjny dołek przy 15 kHz (78,4 dB SPL), po którym przy 20 kHz krzywa wraca do 87,1 dB SPL. Biorąc pod uwagę, że 87,1 dB to wciąż wartość o 8,7 dB niższa od bazy średniotonowej, a ludzka izofona powyżej 15 kHz pnie się niemal pionowo w górę, skraj 15–20 kHz przy normalnej głośności odsłuchu znajduje się poniżej progu słyszalności. W całym paśmie sopranu zniekształcenia THD nie przekraczają 0,3% (maksimum przy 5,8 kHz).
Subiektywny odsłuch: Góra pasma charakteryzuje się wybitnie szybkim, podkreślonym atakiem i wyrazistością krawędzi transjentów, co w odsłuchu odbierane jest jako rzetelna, techniczna dawka jasności. Blachy perkusyjne oraz głoski szczelinowe mają mocny, błyskawiczny kontur i wzorową separację, ale nigdy nie przechodzą w natarczywe sybilowanie, syczenie czy piaszczystą ostrość. Odczuwalna swoboda i napowietrzenie przekazu nie wynikają ze sztucznego wyeksponowania najwyższej oktawy, lecz ze znikomej bezwładności ultralekkiej membrany oraz natychmiastowego wygaszania impulsu.
Stereofonia i lokalizacja
Analiza techniczna: Bardzo dobra symetria kanałów w kluczowym zakresie 200 Hz – 2 kHz (Signed Bias wynoszący zaledwie +0,7 dB oraz średnia odchyłka 0,8 dB w paśmie 200–1000 Hz) gwarantuje stabilne zakotwiczenie pozornego środka sceny. Punktowy rozjazd 3,3 dB przy 3,9 kHz jest wąskopasmowym artefaktem komory i padów o małej powierzchni energetycznej, pozostającym bez wpływu na lokalizację fazową. Całkowicie otwarta architektura tylnej części przetwornika eliminuje powstawanie fal stojących i odbić wewnętrznych.
Subiektywny odsłuch: Scena dźwiękowa budowana jest z techniczną dyscypliną i wzorowym uporządkowaniem. Zamiast sztucznie napompowanego dystansu, przekaz oferuje precyzyjną separację źródeł pozornych, wyraźną gradację planów w głąb oraz stabilny środek panoramy. Instrumenty są wycięte z tła z chirurgiczną dokładnością, a brak tłumienia komorowego pozwala wybrzmieniom swobodnie rozchodzić się w przestrzeni, dając poczucie pełnej otwartości akustycznej.
Napędzenie, impedancja i faza
Jako układ elektrostatyczny, SR-L300 wymaga zasilania napięciem polaryzującym (bias Pro 580 V) oraz dedykowanego wzmacniacza zdolnego do pracy z obciążeniem o charakterze czysto pojemnościowym, w którym moduł impedancji maleje wraz ze wzrostem częstotliwości. Zmierzyć tego w tej chwili nie mam możliwości, ale z tego co widzę po zachowaniu się słuchawek, zastosowany w zestawie tranzystorowy energizer STAX SRM-400S ze stopniem wyjściowym opartym na elementach FET zapewnia odpowiedni zapas napięciowy oraz wysoką wydajność prądową w górze pasma. Gdyby było inaczej, widzielibyśmy problemy z kontrolą membrany i obecność kompresji dynamiki.
W przeciwieństwie do starszych generacji energizerów (takich jak mój SRM-310 zestawiany dawniej z SR-202), w samych słuchawkach panuje absolutna cisza – brak tu jakiegokolwiek brumu sieciowego czy przydźwięku pętli masy. Jedyny słyszalny odgłos to delikatne, czysto mechaniczne buczenie samego transformatora sieciowego wydobywające się fizycznie z obudowy urządzenia, które nie przenika do toru sygnałowego i nie wpływa na komfort odsłuchu.
Opcjonalne korekcje PEQ dla STAX SR-L300 + SRM-400S
Strojenie SR-L300 z energizerem SRM-400S jest spójne i obronne bez korekcji, jednak osoby chcące złagodzić techniczny pazur tego systemu mogą zastosować trzy precyzyjne filtry dopasowane do rzeczywistego przebiegu pasma:
- Filtr 1 (Low Shelf): 35 Hz | Gain: +5,0 dB | Q: 0,71 – filtr półkowy odsunięty poniżej punktu 50 Hz, ukierunkowany wyłącznie na częściową kompensację spadku najniższego subbasu bez niepotrzebnego pogrubiania już liniowego zakresu 50–100 Hz (należy przy tym zachować umiarkowane poziomy głośności ze względu na otwartą konstrukcję dipolową).
- Filtr 2 (Peak): 3100 Hz | Gain: -2,0 dB | Q: 2,0 – subtelne wyrównanie szczytu ear gainu w punkcie najwyższej czułości ludzkiej izofony, zdejmujące nieco bezpośredniości z wyższej średnicy.
- Filtr 3 (Peak): 6000 Hz | Gain: -2,5 dB | Q: 2,5 – punktowe stłumienie wtórnego wypiętrzenia w niższym sopranie, łagodzące wyeksponowany atak transjentów przy zachowaniu naturalnego detalu.
Elektrostaty w praktyce, czyli codzienne użytkowanie klasycznych Lambd
Długofalowa eksploatacja słuchawek elektrostatycznych z serii Lambda wymaga zupełnie innych nawyków niż użytkowanie klasycznych modeli dynamicznych czy planarnych. Wynika to wprost ze specyfiki fizycznej przetwornika pracującego pod stałym, wysokim napięciem polaryzującym (w tym przypadku 580 V Pro Bias). Ultracienka membrana mylarowa oraz perforowane elektrody działają w praktyce jak miniaturowy filtr elektrostatyczny, przyciągający z otoczenia drobiny kurzu, naskórek, a przede wszystkim drobne włoski. Pisałem o tym wcześniej, ale pomyślałem, że warto to zaadresować w postaci pełnego akapitu.
Ponieważ sam byłem przez wiele lat posiadaczem zestawów elektrostatycznych STAX (SRS-3010 i SRS-3030), spędzałem w nich całe dnie. To daje mi unikalny wgląd w ich długowieczność z perspektywy zestawów nieschodzących z głowy. Warto więc myślę sobie to wszystko przypomnieć, ale nie jako demotywacja do zakupu lub krytyka technologii jako całości, a świadomość czysto konsumencka.
Drobne włoski – największy wróg
Wystarczy pojedynczy, mikroskopijny włos, który przedostanie się przez siatkę przeciwkurzową i oprze o stator lub membranę, by w słuchawce pojawiło się zjawisko ulotu ładunku. Objawia się to cichym, lecz skrajnie irytującym bzyczeniem lub skwierczeniem na wysokich częstotliwościach, które słychać w stanie spoczynku – dokładnie w momentach absolutnej ciszy, gdy z toru nie płynie żaden sygnał. Utrzymanie tych słuchawek w czystości to nie kwestia pedantyzmu, lecz wymóg bezwzględny: odkładanie ich na stojak bez dedykowanego pokrowca przeciwkurzowego jest prostą drogą do zanieczyszczenia komory przetwornika.

Z własnego doświadczenia zalecam wręcz pomyślenie o dodatkowych, cienkich filtrach przeciwkurzowych z gęstej, przepuszczalnej tkaniny lub pianki akustycznej jako rozsądnej modyfikacji prewencyjnej.
Przewody zintegrowane na stałe
Drugim newralgicznym punktem jest przewód. Gruba, płaska taśma miedziana została wlutowana na stałe bezpośrednio w komory muszli. Brak gniazd oznacza, że każde przypadkowe pociągnięcie kablem, najechanie kółkiem fotela czy szarpnięcie ręką przy biurku niesie ryzyko wyrwania wyprowadzeń lub uszkodzenia żył w newralgicznym punkcie odgiętki. Naprawa tego elementu bywa skomplikowana i nieproporcjonalnie kosztowna.
Sam pamiętam sytuację sprzed lat, gdy za sam fabryczny kabel STAX-a do wymiany w starszym modelu przyszło mi zapłacić około 430 zł – w czasach, kiedy kompletny, używany zestaw z energizerem można było bez problemu kupić za 3000 zł. Dlatego osobiście bardzo cenię sobie albo modele, w których można kabel wymienić samodzielnie, albo jest on po prostu wymienny.

Opaska jak gąbka
Materiały wykończeniowe SR-L300 starzeją się dokładnie tak samo, jak w dawnych modelach serii (np. SR-202, SR-303 czy systemie SRS-3010). Szeroka opaska nagłowna wykonana z syntetycznego materiału z biegiem miesięcy bezlitośnie chłonie pot oraz sebum ze skóry głowy. Z czasem staje się trwale zatłuszczona, błyszcząca i trudna do wyczyszczenia bez ryzyka uszkodzenia mocowań.
Nauszniki i klejenie
Podobny problem dotyczy padów. Pady ze sztucznej skóry są nie tylko płytkie, przez co ucho opiera się o siatkę wewnętrzną, ale pod wpływem potu i temperatury ciała mają skłonność do pęcznienia oraz zbijania się pianki. Co gorsza, pady są fabrycznie klejone do ramki za pomocą taśmy dwustronnej. Pod wpływem wilgoci klej zaczyna się z czasem degradować, łuszczyć i puszczać na rantach, powodując stopniowe odklejanie się padów od obudowy przetwornika.

W obliczu tych wad wielu użytkowników próbuje ratować ergonomię zamiennikami nausznic, jednak przestrzegam przed bezkrytycznym eksperymentowaniem. Często spotykanym w sieci modem jest siłowe adaptowanie głębokich padów z innych słuchawek (np. od Beyerdynamic DT 150). Choć ucho zyskuje wówczas upragnioną przestrzeń, to znacznie większa grubość poduszek wymusza szerszy rozstaw muszli na głowie. Taka zmiana geometrii generuje potężny, stały nacisk mechaniczny (strain) na delikatne, plastikowe widełki pałąka. W starszych egzemplarzach tworzywo traci elastyczność i w takich warunkach potrafi po prostu pęknąć u nasady jarzma, zamieniając próbę poprawy wygody w mechaniczną katastrofę.
Plastikowe suwadła regulacji opaski
Katalog historycznych przywar zamykają plastikowe suwadła regulacji pałąka. Mechanizm zapadkowy opiera się na drobnych ząbkach z tworzywa, które przy częstym przestawianiu ulegają nieodwracalnemu wytarciu. Z czasem opór suwadeł maleje do tego stopnia, że słuchawki tracą blokadę i potrafią samoczynnie opadać na uszy podczas zakładania na głowę. STAX rozwiązał ten problem definitywnie dopiero w wyższych i nowocześniejszych modelach (wprowadzając inny projekt opaski w L500 oraz w pełni aluminiowy, precyzyjny pałąk w L700).

Decydując się na budżetowy model SR-L300, kupujący musi mieć pełną świadomość, że dostaje genialny przetwornik elektrostatyczny zapakowany w dokładnie tę samą, archaiczną i podatną na zużycie skorupę, z którą fani marki zmagają się od dekad.
Podsumowanie
Zestawienie słuchawek STAX SR-L300 z energizerem SRM-400S to taka próba połączenia ze sobą nowoczesności i sentymentu. Zestaw pełny kontrastów, w którym bezkompromisowa inżynieria elektroakustyczna ściera się z archaiczną formą użytkową.
Na stanowisku pomiarowym oraz w bezpośrednim odsłuchu system ten udowadnia swoją wyższość nad sporą częścią dynamicznej i planarnej konkurencji w kwestii czystości i szybkości. A to przecież najniższy model z serii Lambda, przypomnę. Bardzo niskie zniekształcenia harmoniczne (THD na poziomie 0,1%), utrzymanie pełnego poziomu energetycznego basu aż do granicy 50 Hz oraz świetnie skrojona góra pasma – z doświetlonym atakiem w punktach 3,1 kHz i 6,0 kHz, ale bez śladu agresji w paśmie sybilantów powyżej 7 kHz – składają się na przekaz neutralny, techniczny i należycie rozdzielczy. Dźwięk jest bardziej kompletny mam wrażenie niż w mniejszym systemie SRS-X1000, a tranzystorowy energizer SRM-400S ostatecznie żegna problemy z brumieniem i przydźwiękami, które trapiły dawne konfiguracje pokroju SR-202 z SRM-310.
Ceną za ten wgląd w fakturę nagrania jest konieczność zaakceptowania wszystkich historycznych przywar konstrukcyjnych linii Lambda. Plastikowe widełki, wyrabiające się suwadła, chłonąca tłuszcz opaska, niewymienny kabel taśmowy, klejone pady o małej głębokości na ucho oraz legendarne zjawisko „stax-fart” przy zmianach ciśnienia w komorze to cechy, które we współczesnym sprzęcie tej klasy cenowej trudno uznać za zalety. Trzeba jednak mieć na uwadze, że SR-L300 od początku pełni funkcję najtańszego, bazowego modelu w pełnowymiarowej rodzinie SR-Lambda, oferując najniższy próg wejścia w świat tradycyjnych, dużych konstrukcji elektrostatycznych bez kompromisów w samym ustroju przetwornika. I gdy system ten wyląduje już finalnie na głowie, jego dźwięk sprawia, że jesteśmy skłonni wiele mu wybaczyć. Również z perspektywy nostalgii i rzeczonego sentymentu. Bo prawda jest taka, że gdy myślami wracam do swoich SRS-3030 albo wyobrażam sobie pojawienie się w kolekcji SRS-4040 II, jakoś nie mam żadnych oporów przeciwko takim koncepcjom.
Pomimo ewidentnych kompromisów konstrukcyjnych i użytkowych odziedziczonych po przodkach, sprzęt ten broni się całościowo w sposób bezdyskusyjny klasą samego dźwięku, oferując realizm ataku i mikrodetaliczność niedostępną dla klasycznych technologii przetworników.
Zestaw jest dostępny w dniu pisania recenzji za ok. 7800 zł.
Sprzęt do testów dostarczył:





