ZMF Bokeh Open – akustyczny potencjał w cieniu bardzo dyskusyjnego montażu

Przytaczana już przy okazji recenzji Auteur amerykańska manufaktura ZMF Headphones, prowadzona przez Zacha Mehrbacha, od lat buduje swoją pozycję w świecie audiofilskim na fundamencie rzemieślniczego etosu, ręcznie obrabianych drewnianych muszli oraz obietnicy obcowania ze sprzętem unikatowym, niemalże butikowym. Model Bokeh Open stanowi bezpośrednie rozwinięcie ciepło przyjętej, zamkniętej wersji Bokeh. Przeniesienie autorskiego przetwornika dynamicznego z membraną z polimeru ciekłokrystalicznego do wentylowanej, otwartej architektury miało w założeniu zaoferować większą swobodę propagacji fali, szerszą scenę i bardziej zbalansowaną sygnaturę tonalną.

Wyceniane na około 4800 zł słuchawki wkraczają w rejon zarezerwowany dla dojrzałych konstrukcji wyższej klasy średniej i progu high-endu. W tym segmencie cenowym entuzjasta audio ma prawo oczekiwać nie tylko dopracowanego strojenia i niskich zniekształceń, ale przede wszystkim nienagannej powtarzalności produkcyjnej, precyzji spasowania elementów mechanicznych oraz ergonomii umożliwiającej wielogodzinny odsłuch bez dyskomfortu fizycznego. Rękodzieło i szlachetne materiały nie mogą stanowić alibi dla niedociągnięć inżynieryjnych czy kompromisów w kontroli jakości, zwłaszcza gdy na rynku w tej samej cenie konkurują konstrukcje dopracowane maszynowo w ułamkach milimetra.


Testowany sprzęt został prywatnie użyczony przez Czytelników portalu na potrzeby weryfikacji pomiarowej i odsłuchowej, za co serdecznie dziękuję. Jeśli chcesz widzieć więcej tego typu treści na moim portalu lub sam posiadasz prywatnie sprzęt wart przetestowania, zachęcam do bezpłatnego zgłoszenia go na oficjalne testy.

Działalność Audiofanatyka można wesprzeć nabywając ręcznie wytwarzane przeze mnie kable słuchawkowe lub bezpośrednio za pomocą wirtualnej kawy na buycoffee.to.

 

Konstrukcja, jakość wykonania i ergonomia

Wizualny kontakt z modelem Bokeh Open buduje pozory solidności za sprawą toczonego drewna muszli, grubej skóry oraz masywnych metalowych elementów nośnych. Niestety, weryfikacja mechaniczna i użytkowa bardzo szybko obnaża rażące niedostatki montażowe, które w przedziale 4800 zł ocierają się o poziom czysto chałupniczy.

Regulacja rozstawu pałąka opiera się na metalowych prętach przesuwających się w wyciętych bloczkach. O ile lewa strona pracuje ze znośnym oporem, o tyle prawy bloczek wykazuje wyraźną tendencję do klinowania się na najniższych ustawieniach wysunięcia, co wymusza siłowe szarpanie konstrukcji przy próbie dopasowania wysokości.

 

Asymetryczność po raz drugi

Równie losowo potraktowano geometrię samych widełek mocujących muszle: prześwit między wewnętrzną krawędzią ramienia a padem wynosi z jednej strony zaledwie 1 mm, podczas gdy z drugiej strony jest to 2+ mm. Po zlicowaniu otworów montażowych widełek po jednej stronie, otwory (oraz punkty mocowania gniazd) po przeciwnej stronie tracą osiowość i przestają się pokrywać.

Ta widoczna gołym okiem asymetria przekłada się bezpośrednio na mechanikę ruchu – widełki lewej muszli zawadzają i blokują się na kołnierzu nausznika jeszcze zanim mechanizm obrotu osiągnie swoje fizyczne, konstrukcyjne maksimum.

Jako podkładki dystansowe między widełkami a drewnem zastosowano zwykłą gumę, z której jedna w testowanym egzemplarzu została już dosłownie zmielona i sprasowana przez nierównomierny docisk. W momencie przybycia słuchawek, wystawał już tylko rozerwany kawałek, ale gdy przystępowałem do zdjęć, odpadł zupełnie. W ślad za nim pójdą jak sądzę dwa kolejne, bo już widzę na nich spękanie gumy. Przy tak nowej konstrukcji jest to zaskakujące, żeby nie powiedzieć: nie do pomyślenia.

Czy może to wpływać na asymetrię konstrukcji? Śladowo. Fakt faktem, że słuchawki nawet na fantomie pomiarowym leżały nieco krzywo (scentrowany pałąk względem równo położonych muszli). Finalnie nie widziałem tu żadnego progresu względem Auteur.

Ale to wcale nie koniec przygód…

 

Problematyka padów

Pady zostały uszyte z pojemnym profilem, jednak ich kołnierze montażowe są zdecydowanie zbyt luźne w stosunku do frezów w drewnianych komorach. W efekcie nauszniki nie mają ustalonego, stabilnego punktu spoczynku i można nimi swobodnie obracać w dowolnej orientacji, co przy niesymetrycznym profilu poduszek uniemożliwia powtarzalne ułożenie słuchawek na głowie i potęguje problem asymetrii docisku zmierzony na torze pomiarowym. Same pady są nabite gąbką w sposób nierównomierny, co definitywnie nie ułatwia osiągnięcia równomiernego wyważenia kanałów (o tym więcej za moment).

 

Pod padami też dzieją się cuda

Zdemontowanie padów odsłania kolejne dyskusyjne decyzje wykonawcze. Przetwornik zasłonięto siatką z plecionki metalowej, w której laserowo wycięto wzory składające się na tak zwany „Atrium Damping System”. To trochę jakby pracować na zmywaku i tytułować się „podwodnym technikiem ceramicznym”, aby brzmiało poważniej.

Zamiast precyzyjnego osadzenia w dedykowanym mocowaniu, maskownicę tę przytwierdzono do drewnianego blatu montażowego zaledwie czterema zwykłymi wkrętami do drewna. W rezultacie cienka blacha w miejscach pozbawionych podparcia wyraźnie odchodzi i faluje względem powierzchni frontowej drivera. Pod siatką ani nad nią nie zastosowano żadnej miękkiej pianki amortyzującej – znajduje się tam jedynie cienki materiał maskujący. Ze względu na kielichowy, głęboki profil wnętrza padów, małżowina uszna opiera się podczas noszenia bezpośrednio na tej pofalowanej, metalowej blasze. Ostre krawędzie laserowych nacięć wkrótce zaczynają punktowo uwierać w ucho, wywołując fizyczny ból już po kilkudziesięciu minutach ciągłego użytkowania.

 

Luźne gniazda na deser

Zwieńczeniem problemów montażowych jest sposób osadzenia gniazd połączeniowych w dolnej części muszli. Zostały one wkręcone w drewniane komory pod zauważalnym kątem, zupełnie krzywo względem płaszczyzny obudowy. Co gorsza, gniazda nie trzymają stabilnego osadzenia gwintu – przy wypinaniu przewodów wyraźnie pracują w strukturze drewna i wysuwają się delikatnie na zewnątrz wraz z wyciąganym wtykiem, co rodzi uzasadnione obawy o trwałość połączenia lutowanego w perspektywie dłuższego użytkowania.

Jako konstrukcja w pełni otwarta, Bokeh Open nie oferują niemal żadnego tłumienia biernego hałasów otoczenia, co jest w pełni naturalne dla tej topologii akustycznej. Niestety, permanentne uwieranie metalowych maskownic w małżowiny, blokujące się elementy zawieszenia oraz pływające w gniazdach złącza kompletnie niweczą komfort psychiczny i fizyczny, jakiego należy bezwzględnie wymagać od produktu za niemal 5000 zł.

 

Jakość dźwięku ZMF Bokeh Open

Słuchawki legitymują się strojeniem łączącym bardzo równy, liniowy bas, nasycony środek pasma oraz mocno doświetlony przełom wyższej średnicy i niskiego sopranu. Od strony czystości pracy układu magnetycznego i membrany konstrukcja ta prezentuje wzorową kulturę techniczną: zniekształcenia harmoniczne THD w całym paśmie użytecznym nie przekraczają progu 0,5% (zarówno w dole przy 100 Hz, jak i w punkcie największego wysilenia przy 5,2 kHz), osiągając w paśmie podstawowym 1 kHz referencyjny poziom 0,1% oraz 0,2% przy 6 kHz.

Kwestią wymagającą wyraźnego odnotowania na stanowisku pomiarowym jest natomiast symetria pracy obu przetworników, wskazująca na nałożenie się tolerancji produkcyjnej samych kapsuł oraz asymetrycznego ułożenia lub podatności padów.

Choć może się to prezentować jako „stek technikaliów”, sytuacja z kanałami od strony technicznej wygląda następująco:

W kluczowym dla lokalizacji źródeł pozornych wycinku 200 – 1000 Hz spójność jest wprawdzie bardzo dobra i wykazuje średnią odchyłkę 0,8 dB (maksymalnie 1,4 dB przy 258 Hz) przy stałym przesunięciu panoramy (200 Hz – 2 kHz) na poziomie -0,6 dB, co chroni środek sceny przed trwałym ściąganiem na jedną ze stron. Całościowy wskaźnik percepcyjnej symetrii kanałów W-MAE spada jednak do 74,8% w przedziale 100 Hz – 10 kHz (błąd ważony 1,51 dB) oraz do 70,3% w pełnym spektrum 20 Hz – 20 kHz. Wynika to z faktu, że w basie (20 – 200 Hz) średnia rozbieżność wynosi 2,0 dB (maksymalnie 2,6 dB przy 48 Hz), w wyższej średnicy (1 – 6 kHz) osiąga średnio 1,5 dB (maksymalnie 3,8 dB przy 4,2 kHz), a w paśmie 100 Hz – 8 kHz maksymalny rozjazd dochodzi do 4,6 dB przy 6,7 kHz (kanał lewy: 95,5 dB, kanał prawy: 90,9 dB). Powyżej 6 kHz średnia asymetria rośnie do 3,9 dB, osiągając w wąskim wycinku przy 8,4 kHz maksymalną różnicę 14,9 dB.

 

Bas

W odniesieniu do pasmowej bazy (średnia 97,3 dB SPL w przedziale 200 Hz – 1 kHz) niskie rejestry prezentują wzorową, podręcznikową liniowość. W całym zakresie od okolic 50 Hz, przez lokalny wierzchołek przy 79 Hz (96,6 dB SPL), aż po granicę 200 Hz przebieg pozostaje niemal idealnie płaski, mieszcząc się w wąskim marginesie wahań rzędu ±0,3 dB. W ujęciu izofon ISO 226 taka charakterystyka przekłada się na dół niezwykle zdyscyplinowany, zwarty i pozbawiony sztucznego dociążenia. Brak typowego dla konstrukcji konsumenckich garbu w wyższym basie sprawia, że słuchawki grają wyjątkowo czytelnie, nie zalewając dolnej średnicy, zaś stopa perkusyjna i linie basowe mają sprężysty impuls, co bezpośrednio koreluje ze znikomymi zniekształceniami THD (zaledwie 0,5% przy 100 Hz).

Naturalny dla otwartej komory spadek ciśnienia pojawia się dopiero poniżej 50 Hz (zejście do 91,3 dB SPL przy 20 Hz, czyli Δ = -6,0 dB względem bazy), przez co najniższe pomruki subbasowe pełnią tu funkcję dopełnienia faktury, zamiast generować kinowe tąpnięcie. Zmierzona w tym rejestrze średnia asymetria między kanałami na poziomie 2,0 dB (z maksimum 2,6 dB przy 48 Hz) w odsłuchu pozostaje praktycznie bez wpływu na balans energii, będąc typowym następstwem zmiennej kompresji padów na głowie.

 

Tony średnie

Dolny środek płynnie kontynuuje liniowość basu, utrzymując stabilny poziom od 96,1 dB SPL przy 200 Hz do 99,0 dB SPL przy 1 kHz, co zapewnia męskim głosom, wiolonczeli i fortepianowi właściwe podparcie harmoniczne bez popadania w suchość czy szkieletowość. Kluczowe zjawiska zachodzą jednak wyżej: w strefie fizjologicznego ear gainu (3,0 – 3,5 kHz) energia narasta w sposób oczekiwany dla ludzkiego narządu słuchu (odpowiednio 108,1 dB SPL oraz 107,2 dB SPL), po czym w rejonie 4,0 kHz tworzy lokalne siodło (104,3 dB SPL). Zaraz za nim, dokładnie przy 5,0 kHz, natrafiamy na ostre, wąskopasmowe wybicie własne przetwornika aż do 109,6 dB SPL (+12,3 dB względem poziomu bazowego). To wtórne wzniesienie o szerokości zaledwie 0,33 oktawy natychmiast definiuje ofensywny charakter wyższego środka.

W odsłuchu skutkuje to twardym doświetleniem krawędzi, wyostrzeniem ataku werbla, blach i szarpnięć strun gitarowych. W spokojniejszych realizacjach przekłada się to na spektakularną wyrazistość wokali podanych blisko twarzy, jednak na płytach mocniej skompresowanych wąskie wypiętrzenie przy 5 kHz zaczyna dominować, nadając przekazowi bezkompromisowy rys – choć dzięki znikomemu THD (0,1% przy 1 kHz oraz 0,5% przy 5,2 kHz) zjawisku temu nie towarzyszy brudne zapiaszczenie.

 

Sopran

Powyżej wierzchołka przy 5,0 kHz charakterystyka gwałtownie załamuje się ku dołowi: przy 6,0 kHz notujemy jeszcze 101,1 dB SPL (przy THD na poziomie 0,2%), po czym pasmo wchodzi w fazę głębokiego wygaszenia ze średnią 93,5 dB SPL w przedziale 6 – 10 kHz (strome ścięcie o ponad 16 dB względem wybicia przy 5 kHz), osiągając 90,7 dB SPL przy 8,0 kHz oraz 92,8 dB SPL przy 10,0 kHz. Cała konstrukcja wysokich tonów opiera się na silnym kontraście: twardy próg ataku na styku ze średnicą sąsiaduje z wygaszonym zakresem sybilantów i najwyższego powietrza.

W praktyce całkowicie eliminuje to jakiekolwiek syczenie głosek czy metaliczną szorstkość, jednak ceną za taki zabieg jest specyfika wybrzmień. Uderzenie w blachę perkusyjną ma mocny, natychmiastowy kontur, lecz jego alikwoty szybko gasną na przyciemnionym tle, co daje wrażenie pewnej suchości i jednowymiarowości najwyższej oktawy. Sytuację komplikuje dodatkowo drastyczny rozjazd przetworników w tym rejestrze: lewy kanał dominuje nad prawym o 4,6 dB przy 6,7 kHz, a w rejonie 8,4 kHz asymetria dobija do skrajnych 14,9 dB.

 

Stereofonia i lokalizacja

Geometria sceny dźwiękowej wykazuje bezpośrednie rozdwojenie między stabilnym fundamentem a chaosem na skrajach pasma. W newralgicznym dla percepcji środka wycinku 200 – 1000 Hz przetworniki wykazują wzorową zbieżność ze średnią odchyłką 0,8 dB i stałym przesunięciem równowagi o zaledwie 0,6 dB na korzyść lewego kanału. Dzięki temu wokalista, stopa perkusyjna i instrumenty basowe są zakotwiczone precyzyjnie w osi odsłuchu, a otwarta architektura komory zapewnia swobodną propagację fali i szeroki, bezpośredni pierwszy plan.

Niestety, wskaźnik ważonej symetrii percepcyjnej spada do 74,8% w przedziale 100 Hz – 10 kHz, co w odsłuchu natychmiast obnaża wspomniane anomalie wyższych rejestrów. O ile odchylenie na basie (2,0 dB) jest pomijalne dla lokalizacji, o tyle asymetria w wyższej średnicy (do 3,8 dB przy 4,2 kHz) oraz wyraźna przewaga lewego kanału w rejonie 6,7 – 8,4 kHz sprawiają, że talerze perkusyjne i wybrzmienia pogłosowe tracą punktowe ogniskowanie, sprawiając wrażenie nienaturalnie przeciąganych ku lewej stronie.

 

Napędzenie, impedancja i faza

Pod względem elektrycznym ZMF Bokeh Open reprezentują obciążenie o impedancji nominalnej 80,3 Ω (minimum w przedziale 200 Hz – 2 kHz), osiągając 80,9 Ω przy 1 kHz oraz 86,2 Ω przy 20 kHz, co świadczy o minimalnym wzroście indukcyjnym cewki w najwyższych rejestrach. Główny rezonans mechaniczny układu drgającego przypada na częstotliwość ƒₛ = 52 Hz, gdzie moduł impedancji wznosi się do wartości Zmax = 93,8 Ω przy znikomym przesunięciu fazowym wynoszącym zaledwie 1,1°.

Tak płaski przebieg modułu impedancji (przyrost w punkcie rezonansu wynosi jedynie 13,5 Ω, czyli niespełna 17% względem wartości nominalnej) oraz niemal czysto rezystancyjny charakter obciążenia niosą za sobą konkretne konsekwencje użytkowe:

  • Współpraca ze wzmacniaczami tranzystorowymi (niska impedancja wyjściowa): Zapewnia wysoki współczynnik tłumienia (damping factor) i pełną kontrolę elektromechaniczną nad rezonansem ƒₛ przy 52 Hz, co pozwala zachować wzorową liniowość oraz szybkość basu zmierzoną na torze metrologicznym.
  • Dzielnik napięciowy ze wzmacniaczami lampowymi OTL: Ze względu na bardzo małą różnicę między impedancją nominalną (80,3 Ω) a szczytem rezonansowym (93,8 Ω), podłączenie słuchawek do klasycznego wzmacniacza OTL o wysokiej rezystancji wyjściowej nie wywoła drastycznego podbicia w okolicach 52 Hz, jak ma to miejsce w przypadku wysokoimpedancyjnych konstrukcji dynamicznych o dużym skoku modułu Z. Niższy współczynnik tłumienia na wyjściu OTL zmiękczy jednak samą kontrolę nad wygaszaniem membrany w punkcie ƒₛ, delikatnie zaokrąglając kontur średniego basu.

 

Opcjonalne korekcje PEQ

Ze względu na wzorowo niskie zniekształcenia harmoniczne THD w całym paśmie (0,1 – 0,5%), przetwornik ZMF Bokeh Open doskonale reaguje na korekcję parametryczną (PEQ), pozwalając na łatwe wyrównanie bilansu tonalnego bez ryzyka degradacji czystości sygnału:

  • Filtr 1 – uspokojenie wybicia na przełomie średnicy i sopranu: Filtr dzwonowy (PK) przy 5000 Hz | wzmocnienie: -4,5 dB | dobroć Q = 3,2. Precyzyjnie celuje w wąskie wzniesienie (4,5 – 5,6 kHz), zdejmując nadmiar ostrości z transjentów i uwalniając barwę od suchego nalotu.
  • Filtr 2 – złagodzenie ekspozycji wyższej średnicy (opcjonalnie): Filtr dzwonowy (PK) przy 3200 Hz | wzmocnienie: -2,5 dB | dobroć Q = 1,8. Pozwala lekko cofnąć pierwszy plan i zbliżyć prezentację wokali do cieplejszego, bardziej relaksującego profilu.
  • Filtr 3 – wypełnienie najniższego subbasu: Filtr półkowy dolny (LSC) przy 55 Hz | wzmocnienie: +4,0 dB | dobroć Q = 0,71. Kompensuje naturalny spadek otwartej komory poniżej 50 Hz, wykorzystując duży zapas czystości przetwornika w dole pasma.
  • Filtr 4 – doświetlenie wyższego sopranu: Filtr dzwonowy (PK) przy 8500 Hz | wzmocnienie: +3,0 dB | dobroć Q = 1,2. Otwiera przygaszone pasmo powyżej 7 kHz i wyrównuje kontrast względem wyższej średnicy (w zaawansowanych procesorach DSP warto dodatkowo zastosować niezależną korekcję dla prawego kanału w przedziale 6 – 8 kHz o około +3,0 dB w celu zniwelowania asymetrii egzemplarzowej).

 

Podsumowanie

ZMF Bokeh Open to słuchawki pełne trudnych do zaakceptowania sprzeczności. Może też i do zrozumienia, ponieważ mimo usilnych starań nie jestem w stanie zrozumieć argumentu, że to wszystko jest robione celowo właśnie dlatego, że to unikalny styl manufaktury ręcznej.

Od strony czysto samych przetworników konstrukcja potrafi zaimponować: zniekształcenia harmoniczne THD utrzymane na referencyjnym poziomie 0,1 – 0,5% w całym paśmie użytecznym oraz wzorowo płaski przebieg średniego i wyższego basu to parametry godne uznania. Niestety, bilans akustyczny zaburza agresywne wybicie energii w rejonie 5 kHz w połączeniu ze stromym wygaszeniem sopranu powyżej 7 kHz, a nade wszystko bardzo wysoki, niemożliwy do zignorowania w tej klasie cenowej rozrzut symetrii kanałów (W-MAE na poziomie niespełna 75%, z lokalnymi odchyłkami sięgającymi 4,6 dB przy 6,7 kHz oraz blisko 15 dB przy 8,4 kHz).

Nawet gdyby potraktować specyficzne strojenie i rozjazd przetworników jako kwestię tolerancji jednostkowej, to jakość mechaniczna i poziom montażu testowanego egzemplarza kompletnie przekreślają ten produkt. Krzywo wkręcone i ruszające się gniazda połączeniowe, klinujący się bloczek regulacji pałąka, asymetryczne widełki kolidujące z luźnymi padami oraz laserowo ponacinana blacha „Atrium Damping System” przykręcona na wkręty do drewna i odstająca prosto w małżowinę uszną to wady, które nie miałyby prawa przejść kontroli jakości w słuchawkach za 500 zł, a co dopiero za 4800 zł.

Zamiast luksusowego produktu z precyzyjnie wykonanymi elementami rzemieślniczymi, otrzymujemy chałupniczo zmontowaną konstrukcję, która generuje nieprzyjemne uwieranie podczas noszenia i budzi poważne wątpliwości co do ostatecznej trwałości mechanicznej. Tak więc choć darzę DIY sporym szacunkiem, nie jestem w stanie zaakceptować takiego traktowania klienta, obojętnie jak górnolotnej filozofii o niepowtarzalności producent by tu nie wyznawał.

Ocena końcowa: Pingwinek w kostce lodu

ZMF Bokeh Open w testowanym wariancie to sprzęt obarczony dyskwalifikującymi wadami konstrukcyjnymi, montażowymi i ergonomicznymi, którego w obecnej formie i cenie w żaden sposób nie można zarekomendować.

Słuchawki na dzień pisania recenzji można kupić w kwocie ok. 4800 zł.

Jakub Łopatko
Jakub Łopatko

Autor, publicysta i pasjonat metrologii elektroakustycznej z ponad kilkunastoletnim doświadczeniem w branży audio. Twórca i jedyny operator platformy Audiofanatyk™, łączący w recenzjach twardy rygor pomiarowy z analizą psychoakustyczną oraz specyficznym poczuciem logicznego humoru.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *