Secret Gear SX70 (prototyp nosił nazwę Secret Gear SX4) to całkowicie nowy, dopiero co wchodzący na rynek model słuchawek bezprzewodowych stricte do gamingu. O dziwo jednak słuchawki – o ile fizycznie rzeczywiście są rasowymi gamingówkami – mają w sobie „sekret” znacznie ciekawszy i głębiej ukryty, niż by się zdawało powierzchownie.
Recenzja została sporządzona 17 kwietnia 2026 r. na bazie przedprodukcyjnego sampla inżynieryjnego (funkcjonującego wówczas pod roboczym oznaczeniem SX4). W związku z oficjalną premierą handlową modelu Secret Gear SX70, egzemplarz wzorcowy (Golden Sample) oraz seryjny-sklepowy (Production Sample) zostały poddane każdorazowo dodatkowej procedurze kontrolnej na stanowisku pomiarowym oraz testom funkcjonalnym. Pełny raport z audytu wdrożeniowego (weryfikacja akustyki przetwornika, stan deklarowanych poprawek oprogramowania układowego oraz formalny status przyznanego wyróżnienia) znajduje się w sekcji Podsumowanie.
Recenzja jest owocem płatnej współpracy z marką Secret Gear za pośrednictwem firmy XSELL Sp. z o.o., która podesłała niniejszy sprzęt celem wykonania niezależnych, rzeczywistych testów użytkowych i pomiarów.

Dane techniczne
- Interfejs: 2.4 GHz / BT
- Średnica przetwornika: Φ 50 mm
- Czułość głośnika: 97 ± 3 dB
- Impedancja: 32 Ω ± 15%
- Średnica mikrofonu: Φ6 × 2,7 mm
- Czułość mikrofonu: -5 ± 3 dB
- Napięcie robocze: 2 V
- Pasmo przenoszenia: 20 Hz – 20 kHz
- Zasięg pracy: ≤ 10 m
- Pojemność baterii: 1000 mAh
- Czas pracy:
– Do 60 godzin przy 50% głośności w trybie BT
– Do 53 godzin przy 50% głośności w trybie 2.4G - Kolor: Czarny (model SX70 BK) /
Biały (model SX70 WH)– model biały niedostępny na premierę
Jakość wykonania i konstrukcja
Secret Gear SX70 wykorzystują klasyczną, prostą konstrukcję opartą na wysuwanych widełkach w stylu Beyerdynamic’a. Pałąk i widełki są metalowe, podczas gdy reszta elementów jest z tworzywa. Ale ogólnie całość robi dobre wrażenie. Słuchawki kosztować mają ok. 400 zł, ale w tej cenie dostajemy:
- solidną konstrukcję słuchawek ze składanym zintegrowanym mikrofonem,
- BT + adapter (USB-C plus przystawka na duże USB),
- zapasowe pady (materiałowe, niestety dedykowane),
- kabelek ładowania.

Tak więc na papierze wygląda to nawet sensownie. Czas pracy? Też bardzo w porządku:
- Do 60 godzin przy 50% głośności w trybie BT.
- Do 53 godzin przy 50% głośności w trybie 2.4G.
Miło widzieć, że za większymi gabarytami tych słuchawek idą konkretne liczby i większe ogniwo. Pozwala to na dłuższą rozgrywkę oraz rzadsze ładowania, co oszczędza cykle akumulatora. A to przekłada się na większą żywotność słuchawek.
Obsługa, wygoda, przyciski i złącza
Praktycznie wszystkie rzeczy znajdują się na lewej muszli:
- chowany (składany) mikrofon,
- regulacja głośności,
- włącznik,
- selektor trybu,
- dioda kontrolna i port ładowania USB-C.
Wygoda jest ogólnie całkiem dobra. Słuchawki wydają się dość „siermiężne”, zwłaszcza dzięki bardzo sztywnej regulacji zarówno pod względem obrotu muszli oraz kąta nachylenia. Dużo miejsca na uszy, całkiem dobra izolacja, ale wrażenie jest takie, że mogłoby to leżeć na głowie po prostu lepiej. Poluzowanie oporów to najbardziej logiczne rozwiązanie.

Secret Gear SX70 nie posiadają możliwości pracy stricte analogowej, dlatego jedyną możliwością pracy z nimi jest komunikacja bezprzewodowa.
Ta jest niestety dość specyficzna.
Co Secret Gear robią nie do końca dobrze?
Moje zastrzeżenia oscylują wokół tak naprawdę dwóch obszarów: mechanizmu obrotu muszli oraz sposób połączenia i nadajników.

Temat muszli jest najprostszy, więc zacznę od niego. Choć są one zamontowane na klasycznych widełkach, obrót jest niemalże nieistniejący. Jest to bardzo dziwna decyzja, ponieważ powoduje niepotrzebny docisk muszli na żuchwę, zamiast równomiernie do głowy.

Co do nadajników i połączeń – Secret Gear SX70 wykazują problem z poprawną negocjacją profilu po ponownym uruchomieniu; każdorazowa re-inicjalizacja kończy się wymuszeniem profilu komunikacyjnego zamiast bezstratnego toru stereo A2DP (szczegółową analizę tej anomalii kontrolera zamieściłem w audycie wdrożeniowym na końcu tekstu).

Dodatkowo, słuchawki nie zapamiętują ustawień adapter-BT. Zawsze standardowo włączają się w trybie adaptera. Rozwiązanie? Zastosować adapter. Aczkolwiek ma on zauważalnie mniejszy zasięg niż standardowe połączenie BT.

Słuchawki nie zapamiętują przy tym ani sposobu połączenia, ani trybu dźwiękowego w jakim pracują. Mówiąc wprost: mają pamięć ulotną, nie trwałą. Czasami jest problem z odnalezieniem się nadajnika i słuchawek, ale pomagało trzymanie ich blisko siebie.

Z informacji jakie otrzymałem wynika jednak, że problemy z nadajnikiem mają być rozwiązane na etapie pierwszych partii produkcyjnych. Ponieważ jest to całkowicie nowy produkt, możemy więc obdarzyć go kredytem zaufania.
Jakość dźwięku Secret Gear SX70
Tak, jak spotkanie z Secret Gear SX70 było doświadczeniem specyficznym użytkowo, tak w sferze dźwiękowej było już naprawdę zaskakująco.

Oto bowiem uszom mym ukazał się dźwięk… niespodziewany. Nietypowy jak na takie słuchawki, będący prędzej decyzją zdawałoby się nieprzemyślaną, niż celową aranżacją. Sekretem – dosłownie – tych słuchawek, jest zdaje się umiejętne połączenie trzech różnych światów: gamingowego, wireless i audiofilskiego. No, z tym ostatnim to może przesada trochę, bo słuchawki grają za dobrze, aby dać się tak zaklasyfikować.

Producent zrobił tu absolutnego fikołka i zaimplementował aż trzy różne sygnatury dźwiękowe, ale z nich wszystkich trzymałem się tylko standardowej – jest po prostu najlepsza.
A jaka ogólnie jest? Zdumiewająco dobra. W trybie Standard:
Bas
Analiza techniczna: Wykres pasma przenoszenia ukazuje bardzo równe pociągnięcie basu, z wybiciem na sub-basie aż do 110 Hz. Kluczowym zabiegiem jest tu jednak bardzo czyste przejście w niską średnicę – producent uniknął typowego dla „gamingówek” podbicia w 200 Hz, co drastycznie zwiększa selektywność dołu. Nie mamy też mocnych ubytków pasma. Wykres THD w tym zakresie jest wręcz referencyjny; zniekształcenia oscylują w granicach 0,1-0,2%, co gwarantuje wyjątkową czystość i dynamikę uderzenia.

Subiektywny odsłuch: Dół pasma to rzadko spotykana mieszanka potęgi i dyscypliny, przypominająca najlepsze momenty Custom Studio. Słuchawki schodzą bardzo nisko, oferując fizycznie odczuwalne wibracje, ale robią to bez cienia zamulenia. Bas jest przy tym cały czas fajnie kontrolowany. Mimo naddatku, nie zalewał mi pozostałych pasm, stanowiąc rzetelny fundament, który równie dobrze sprawdza się w wybuchowych scenach akcji, jak i odsłuchach niskotonowych w muzyce. Miałem wrażenie, że ktoś tu doskonale wiedział co robi.
Tony średnie
Analiza techniczna: Średnica również została nastrojona z rozsądnym wyczuciem. Od 300 Hz do 1 kHz przebieg jest względnie płaski, co przekłada się na naturalną barwę. Najważniejszy jest jednak brak forsowania zakresu 3 kHz. Słuchawki unikają agresji, trzymając bezpieczny dystans do krzywej DF. Dzięki temu sygnatura pozostaje optymalnie plastyczna i fizjologicznie poprawna, nie tracąc przy tym nic z czytelności instrumentów czy głosów.
Subiektywny odsłuch: Wokale są zdumiewająco czyste i nienachalne. Słuchawki oferują tu dużą kulturę przekazu, uciekając od nosowości czy krzykliwości. Cechy takie często dyskwalifikują headsety dla graczy w odsłuchu muzycznym i pchają je stricte w zastosowania gamingowe. To nic złego rzecz jasna, bo specjalizacja sprzętu nie jest niczym nowym. Ale w Secret Gear SX70 jest to zaskakujące dla mnie, że tak bardzo postawiono na naturalność. Trochę tak, jakby ktoś wziął dobre słuchawki muzyczne i próbował je przerobić na model dla graczy.
Z tego powodu mamy tu do czynienia z prezentacją dojrzałą, naturalną i bardzo klarowną. Głosy mają odpowiednią masę i są osadzone w przestrzeni z dużą swobodą, co pozwala na bezproblemowe śledzenie dialogów lub linii wokalnych nawet w gęstym środowisku, że tak powiem. Serio, bardziej pasuje mi tu zastosowanie uniwersalne/muzyczne, aniżeli gaming. Chyba, że Secret Gear właśnie na to liczył.
Sopran
Analiza techniczna: Góra pasma to rejon, który odpowiada za wspomnianą wzorową czytelność. Wykres pokazuje wyraźną elewację w rejonie 6 kHz, co nadaje dźwiękowi blasku i detaliczności. Ale że nie wybija się to ponad wcześniejszy szczyt w 2,6 kHz, ma to wciąż ręce i nogi. Choć widać lekki skok THD w okolicach 4 kHz, pozostała część sopranu pozostaje technicznie zdrowa i stabilna.
Subiektywny odsłuch: Sopran jest umiarkowanie odważny i przez to tak bardzo mi się podoba. Z jednej strony czytelny i krystaliczny, ale z drugiej – co najważniejsze – nie wywołujący zmęczenia. Dzięki wycofaniu newralgicznego przełomu średnicy, takie doświetlenie wyższych rejestrów nie skutkuje ostrością, a bardziej świetną separacją detali. Słuchawki brzmią świeżo i zwiewnie, bez oderwania sopranu od reszty pasma. Jest to góra z gatunku tych bardziej rzetelnych, która zamiast ciąć uszy, serwuje normalność, a i tak wykładając mnóstwo informacji o otoczeniu, co w grach daje przewagę, a w muzyce ogromną satysfakcję. Takie wyważone podejście do tematu przyznam bardzo mi się podoba.
Wrażenia sceniczne
Dzięki świetnemu zbalansowaniu skrajów pasma i uniknięciu wypchniętej średnicy, scena jest zaskakująco szeroka. Użytkownik dostaje do dyspozycji dużą, napowietrzoną przestrzeń, w której lokalizacja źródeł pozornych jest precyzyjna i w zasadzie wręcz instynktowna. Separacja stoi na poziomie, którego próżno szukać w typowych konstrukcjach bezprzewodowych dla graczy – słuchawki potrafią wyjść z dźwiękiem poza obrys głowy, budując przekonującą holografię. Aczkolwiek to wciąż są słuchawki zamknięte.
Jak wygląda sytuacja z trybami Studio i Bass Boost?
Też wcale nie najgorzej. W trybie Studio słuchawki nie eksponują tak sopranu, jak w trybie Standard. Dla wielu osób może być to bardzo ciekawe podejście do dźwięku, a także ukłon w stronę np. Sennheiserów HD 660S2. Oczywiście w granicach rozsądku. Zmiany są tu na pierwszy rzut ucha kosmetyczne, ale wciąż słyszalne i wysoce interesujące.

Z kolei w trybie Bass Boost zachodzą największe zmiany akustyczne. Raczej nie nazywałbym tego faktycznym podbijaniem basu, a robieniem ze słuchawek brzmienia na planie „V”. Przy odpowiedniej kompensacji głośności, podbicie skrajów (w tym basu) wyłania się kompletnie naturalnie.
Całościowy odbiór psychoakustyczny
Psychoakustycznie Secret Gear SX70 trochę rzucają wyzwanie stereotypom. Spodziewając się gamingowego grania, otrzymujemy nie-gamingowe brzmienie. Takie, które nie boi się wejść na pułapy wysokiej krytyczności z ogromną świadomością ludzkiej izofony.

Uniknięcie pułapki 3 kHz sprawia, że odbieramy je jako słuchawki bezpieczne i niemęczące, a jednocześnie wzorowo czytelne i wyważone. To rzadki przypadek, gdzie headset dla graczy brzmi po prostu jak bardzo dobre słuchawki muzyczne.
Całościowa ocena techniczna
Pomiarowo to jeden z najciekawszych przypadków w tym segmencie. Liniowość wielu rejestrów i brak podbicia w 200 Hz to techniczny plus, który przekłada się na wzorową czystość dołu (niskie THD). Mimo drobnego zawirowania w okolicach 4 kHz, całość prezentuje poziom, który pozwala uznać te słuchawki za dźwiękowo udaną premierę producenta.

Na tle testowanych niedawno Fosi Audio i5, które również takową premierą były, jest tu trochę inna kategoria niedopracowania (głównie funkcjonalnego), ale rekompensująca to wszystko dźwiękiem. W Fosi było na odwrót. A to przecież planary za 2600 zł. Więc jak widać, nie wszystko złoto co się świeci i nie wszystko złe, co gamingowe.
Najlepsze zastosowania
No właśnie, mocno zastanawiałem się nad tym punktem. Secret Gear są bardzo uniwersalne i to w sumie ich największe przekleństwo. Wskazanie ich jako modelu „dla każdego, do wszystkiego” byłoby trochę mało wiarygodne w oczach użytkownika. A przynajmniej gdybym sam postawił się w jego roli i czytał taką recenzję, jak moja. Niemniej tu naprawdę wszystko się na papierze zgadza.
Dlatego też wytypowałbym ich najlepsze zastosowania w tych konkretnych rejonach:
- Gaming klasy premium: Tam, gdzie precyzja i lokalizacja dźwięku są kluczowe, ale nie chcemy rezygnować z muzykalności i naturalności dźwięku. To one budują finalną immersję, bardziej niż specjalizowanie się w słyszeniu kroków z drugiego końca planszy.
- Uniwersalny odsłuch domowy: Dla fanów sygnatury Beyerdynamika w ich słynnych Custom Studio, którzy szukają tym razem wolności bez kabla. No i od czasu do czasu lubią sobie pograć w coś dla rozluźnienia, aby nie zrobić następnego dnia w pracy materiału na nagłówki gazet.
- Analityczne słuchanie muzyki rozrywkowej: Trochę zaskakująco, ale dzięki świetnej separacji i czystości basu, słuchawki te dają mnóstwo frajdy z odkrywania nowych detali w znanych utworach.
Podsumowanie
Faktycznie, jeśli przyrównać je do Custom Studio, to cały ten projekt nabiera jeszcze więcej sensu. Beyerdynamiki z tej serii słynęły z tego, że mimo bycia narzędziem pracy, oferowały niesamowitą frajdę z odsłuchu i wzorową czytelność bez popadania w skrajną analityczność. Słuchawki zdają się kroczyć tą samą ścieżką, co w świecie słuchawek gamingowych jest ewenementem.
Choć z jednej strony projekt ten cierpi na bolączki wieku dziecięcego, oscylujące wokół trochę ergonomii, a bardziej sposobów połączenia, dźwiękowo bardzo mocno się bronią. Pozostaje tutaj liczyć na to, że producent rzeczywiście stanie na wysokości zadania i będzie próbował ogarnąć kwestie związane czy to z BT, czy nadajnikiem fizycznym. Bo nawet nie brak obrotu muszli, a właśnie te rzeczy były dla mnie w Secret Gear SX70 najbardziej irytujące.
Na szczęście nie na tyle, aby projekt ten przekreślić.
Dlatego też, trochę in blanco w temacie wspomnianych poprawek, zamierzam warunkowo je zarekomendować. Dlaczego? Bo to najlepszy (brzmieniowo) póki co headset do gier, z jakim pracowałem. A w przyszłości? Dać lepszą ergonomię regulacji muszli, poprawić nadajniki i jesteśmy już całkiem w domu.

Recenzowane słuchawki w dniu premiery mają kosztować dokładnie 369 zł
W związku z oficjalną premierą handlową modelu Secret Gear SX70, miałem możliwość przeprowadzić dodatkową procedurę kontrolną na zaplombowanym egzemplarzu wzorcowym (Golden Sample) oraz sztuce z seryjnej partii handlowej (Production Sample). Dzięki temu można było je skonfrontować z testowanym i opisywanym w treści recenzji prototypem inżynieryjnym SX4.
W toku weryfikacji laboratoryjnej i testów funkcjonalnych odnotowałem następujący stan faktyczny:
- Właściwości elektroakustyczne: Pomiary laboratoryjne potwierdziły zachowanie architektury przetwornika Φ50 mm oraz bardzo niski poziom zniekształceń THD (0,1–0,2% w basie i średnicy). Pasmo podstawowe (20 Hz – 1 kHz) wykazuje wzorowe parowanie kanałów ze średnią odchyłką rzędu 0,4–0,6 dB. Wszelkie punktowe tolerancje montażowe oraz szczegółowe zestawienie pomiarowe wszystkich rewizji zostały omówione w sekcji laboratoryjnej artykułu. Brzmienie w relacji do ceny premierowej (369 zł) pozostaje bardzo dobre i wyłącznie tego aspektu dotyczy przyznane pierwotnie wyróżnienie.
- Audyt oprogramowania układowego (firmware): Deklaracje producenta dotyczące wdrożenia poprawek w partii sklepowej niestety nie znalazły potwierdzenia w testach nadesłanego egzemplarza seryjnego. Kontroler przy odcięciu zasilania nadal nie zapisuje rejestru stanu do pamięci nieulotnej (NVRAM) – każdorazowy rozruch urządzenia (cold boot) wymusza powrót do domyślnego trybu łączności 2.4 GHz. Ponadto podczas procedury ponownego łączenia (warm reconnect) po stronie protokołu SDP kontroler Bluetooth nie rozgłasza poprawnie deskryptora punktu końcowego A2DP Sink, co w środowiskach opartych na stosie BlueZ skutkuje degradacją połączenia do profilu komunikacyjnego HFP z jednokanałowym kodekiem mSBC (pasmo do 16 kHz). Przywrócenie trybu A2DP wymaga każdorazowego usunięcia urządzenia i ponownego parowania od zera.
- Mechanika i kultura montażu: Konstrukcja pałąka nie doczekała się modyfikacji – zakres pracy widełek muszli w osi poziomej pozostał znikomy, a montaż wewnętrznych filtrów przeciwkurzowych przetwornika nosi cechy typowej, budżetowej produkcji masowej. Jedyną odnotowaną optymalizacją jest skrócony czas negocjacji połączenia z dedykowanym transmiterem USB.
Status rekomendacji redakcyjnej: Udzielony w pierwotnej publikacji warunkowy kredyt zaufania dotyczący zapowiadanych poprawek funkcjonalnych został zrealizowany przez producenta jedynie częściowo (parowanie nadajnika USB oraz finalne opakowanie handlowe). Rekomendacja widniejąca na opakowaniu sklepowym SX70 zachowuje zatem ważność merytoryczną wyłącznie w odniesieniu do parametrów akustycznych i strojenia przetwornika w relacji do ceny premierowej (369 zł). Wszelkie wady użytkowe, ergonomiczne oraz błędy implementacji stosu Bluetooth pozostają aktualne i obciążają całościową ocenę funkcjonalną tego modelu.
Dokumentacja fotograficzna egzemplarza Golden Sample i porównanie z prototypem SX4






Dokumentacja fotograficzna egzemplarza produkcyjnego i porównanie z prototypem SX4






Raporty pomiarowe dla wszystkich trzech egzemplarzy
Osobnego komentarza wymaga wykres pasma przenoszenia naniesiony na tył opakowania w każdej wersji, od prototypowej po handlową, który dopiero teraz – dysponując przetestowanym egzemplarzem sklepowym – można ocenić rzeczowo. Jak widać bardzo wyraźnie różni się od tych prezentowanych w Laboratorium, stąd konieczność doprecyzowania.
Nadrukowana grafika nie jest bezwzględną charakterystyką częstotliwościową (RAW SPL). Przypomina bardziej wykres skompensowany relatywnie względem przyjętej z bliżej nieokreślonych powodów krzywej docelowej (skala względna od −20 dB do +20 dB z zerem pośrodku, oparty o profil DF HRTF Tilt: -0.8dB/Oct, B: 6dB, wyeksportowany prawdopodobnie ze środowiska Squiglink z sygnaturą uśredniania AVG).
Widoczne na wykresie z opakowania głębokie załamania przy 5 kHz i 12 kHz oraz wąskopasmowe wybicie przy 6 kHz to zjawiska charakterystyczne dla budżetowych couplerów pomiarowych standardu IEC60318-4 z odlewami małżowin (często są to imitacje GRAS KB006x). W tego typu układach pasożytnicze rezonanse falowe komory sprzęgającej po matematycznym odjęciu teoretycznego targetu tworzą ostre zapadłości kompensacyjne.
Aby ominąć tego typu problemy, w Audiofanatyk™ Lab prezentuję wyłącznie bezpośrednie, surowe odczyty ciśnienia akustycznego (RAW SPL) pochodzące ze znormalizowanego stanowiska fantomowego, bez odejmowania krzywych odniesienia. Wyjaśnia to odmienną topologię obu wykresów – linia na pudełku obrazuje relację do wirtualnego celu na konkretnym couplerze, a nie bezwzględne ciśnienie generowane przez przetwornik w uchu.




Sprzętu do testów użyczyła firma:





