Superlux HD668B MKII – powrót króla budżetowych słuchawek dla majsterkowiczów

Myślę, że ani producenta, ani samego modelu w swojej pierwszej wersji, nie trzeba nikomu przedstawiać. Superlux to marka, która swego czasu wykazała się ogromną śmiałością, graniczącą wprost z bezczelnością. Oto bowiem z iście chińską fantazją, nie uznającą czegoś takiego jak prawa autorskie, wzięto sobie różne modele ikonicznych słuchawek marek AKG czy Beyerdynamic, po czym wypuszczono ich „wariacje”.

Wykonane jak wykonane, za grosze, ale okrutnie przystępne dla typowego użytkownika. Królowały wtedy zwłaszcza na scenie DIY, gdzie „rekabling” i tzw. „skarpetkowe mody” były podstawą elementarza każdego „majsterkowicza” i innych „czarodziejów z forów”.

Handlowcy, którzy ówcześnie nimi handlowali, nienawidzili z kolei tej marki. Narzekano – nawet w rozmowach ze mną lata temu – na ogromną awaryjność (HMC631) a nawet przychodzenie całych partii jako DOA (Dead On Arrival). Nie da się jednak odmówić im bycia prekursorami dzisiejszych budżetowych słuchawek dostępnych szeroko i dla każdego. Sama marka wypadła zaś na pewnym etapie z radarów forumowych zapaleńców i osób liczących każdy grosz, odchodząc trochę w zapomnienie. Aż do teraz, gdy przypomniała o sobie w postaci egzemplarza HD668B MKII.


Recenzja dotyczy prywatnego egzemplarza należącego do p. Jarosława, któremu serdecznie dziękuję za użyczenie sprzętu do niezależnych testów. Jeśli posiadacie sprzęt, którego jeszcze nie recenzowałem i chcecie, abym przeprowadził jego pełną i niezależną ekspertyzę, serdecznie zachęcam do zgłoszenia go na oficjalne testy i pomiary. Działalność portalu można wesprzeć również kupując kable sygnowane moim logo, albo bezpośrednio wpłatami via Buycoffee.to 💜

 

„Profesjonalne Studio Standardowe Słuchawki” czyli kolejna demitologizacja

Gdy czyta się to wprost, brzmi śmiesznie. Zapewne jednak chodziło o to, że są to profesjonalne słuchawki standardu studyjnego. To typowa marketingowa zagrywka Superluxa, która cały czas uderza w stereotypowe wyobrażenie o słuchawkach studyjnych.

Słowo „studio” od zawsze działało na wyobraźnię początkujących odbiorców jak lep na muchy: miało obiecywać mityczną wierność, chirurgiczną precyzję, bezwzględną liniowość oraz odsłonięcie każdego, nawet najgłębiej ukrytego w miksie błędu realizatorskiego.

Tymczasem prawdziwe narzędzie monitorowe nie służy do czarowania ucha potężną masą subbasu czy dociążoną stopą perkusyjną, a już z całą pewnością nie może maskować niższych rejestrów kosztem czytelności i odcinać najwyższych składowych harmonicznych powyżej 10 kHz. Odsłuch studyjny opiera się na przewidywalności, powtarzalności oraz wzorcowej translacji materiału na inne systemy odsłuchowe. Gdyby niedoświadczony realizator podjął próbę miksowania ścieżek na fabrycznych HD668B MKII, rezultat na poprawnie „zlinearyzowanym” torze byłby piskliwy, suchy i pozbawiony fundamentu.

Wydanie MKII to doskonały przykład sprzętu, w którym etykieta „Professional Studio” jest jedynie zaklęciem sprzedażowym. Co prawda troszkę wybiegam jakoby przed szereg i zdradzam już nieco z tego, czego można (a raczej czego nie można) się spodziewać po Superlux HD668B MKII. Niemniej chciałem na samym początku zdemitologizować tytułowe zagadnienie od strony semantycznej i psychologii sprzedażowej.

Nazywanie ich więc standardem studyjnym jest więc niczym innym jak tradycyjnym dla budżetowego segmentu nadawaniem utylitarnym przedmiotom cech, których z racji praw fizyki i cięć kosztowych po prostu mieć nie mogą. I choć to jest całkowicie w porządku, że nie mogą, to w szeroko pojętej budżetówce zawsze liczy się tylko wolumen i balansowanie na granicy rozsądku.

 

Jakość wykonania i konstrukcja

W rewizji MKII Superlux zrezygnował z archiwalnego, kikutowego rozwiązania znanego z pierwszej generacji – przewód nie wisi już na krótkim kawałku kabla z wtykiem, lecz wpinany jest bezpośrednio w gniazdo jack osadzone w dolnej części lewej muszli. W budżecie 139 zł to wciąż fenomenalny atut eksploatacyjny, eliminujący ryzyko wyrwania lutów przy przypadkowym szarpnięciu (mechanizm blokowania jak w Hi-X60/HD 599SE). Sama bryła pozostała jednak wierna surowej, czysto utylitarnej (czyt. budżetowej) filozofii marki.

Korpusy muszli to twardy, formowany wtryskowo plastik (widać to na niektórych zdjęciach) o prostej fakturze, a spasowanie elementów jest typowo budżetowe – choć całość nie sprawia wrażenia, jakby miała rozpaść się w rękach, tworzywo nie maskuje oszczędności produkcyjnych.

Głównym elementem nośnym pozostaje metalowy pałąk prętowy, na którym oparto system ręcznie regulowanych suwadeł oporowych i opaski z HD681. W wydaniu MKII mechanizm ten nadal bazuje na tanich plastikowych prowadnicach, ale zamiast skrzydełek, teraz musimy sami sobie opaskę wyregulować.

Działa to dość zgrubnie, z wyczuwalnym oporem tworzywa ocierającego o tworzywo i bez precyzyjnego wyczucia stopniowania. Sprawia to, że system regulacji bardzo ciężko jest ustawić identycznie po obu stronach. Ale gdy się to już uczyni – nic się samoczynnie nie przestawia podczas zakładania lub gwałtowniejszych ruchów głowy. W tej cenie to wciąż akceptowalny kompromis, jednak precyzja spasowania jest daleko w tyle za rozwiązaniami choćby z modeli Audio-Techniki, którymi Superlux od lat się – mam wrażenie – inspiruje.

 

Ergonomia i wygoda użytkowania

Obszar komfortu w HD668B MKII okazuje się najbardziej newralgicznym punktem konstrukcji, wynikającym bezpośrednio z ingerencji producenta w wytłumienie akustyczne. Na płycie czołowej przetwornika naklejono gruby, zwarty płat filcu, mający pełnić rolę pasywnego filtra temperującego rezonanse. Fabryczne nauszniki nie zostały jednak dostosowane do tak zmodyfikowanej geometrii wnętrza. Pady są umiarkowanie płytkie, wykonane z cienkiego, twardawego materiału skóropodobnego i pozbawione gęstej pianki, która mogłaby utrzymać odpowiedni dystans małżowiny od ścianki muszli.

W rezultacie po założeniu ucho natychmiast opiera się całą powierzchnią o twardy, filcowy krążek przykrywający driver. Cienki materiał siatki wewnątrz padów nie pełni żadnej funkcji amortyzującej, przez co już po kilkudziesięciu minutach ciągłego użytkowania pojawia się delikatny ból uciskanej chrząstki małżowiny. W połączeniu ze stosunkowo sztywnym dociskiem stalowych prętów pałąka oraz wykończeniem sprzyjającym nagrzewaniu się skóry, fabryczna wygoda wypada trochę poniżej przeciętnej.

Ale zgodnie z duchem skarpetkowej społeczności, nie wszystek stracone! Zastosowanie głębszych nauszników zamiennych (szczególnie welurowych lub z grubszą pianką memory) staje się w tym modelu absolutnym warunkiem koniecznym, aby uwolnić ucho od bezpośredniego kontaktu z twardym filtrem przetwornika. Ba, mało tego – dać im dodatkowe, korzystne właściwości akustyczne, oparte o przesunięcie sweet spotu i zwiększenie komory akustycznej wewnątrz muszli z uchem.

Wystarczy zrobić bardzo prosty test: podeprzeć delikatnie słuchawki tak, aby uszy się nam nie zapadały. Dosłownie 2-3 mm wystarczają, aby przekonać się, że pady fabryczne to największy hamulcowy tego modelu. A to z kolei oznacza, że nawet prosta wkładka podwyższająca tył pada wystarczy tymczasowo do załatwienia tematu.

 

Jakość dźwięku Superlux HD668B MKII

Superlux HD668B MKII to konstrukcja, w której inżynieria akustyczna zderzyła się z bezwzględnymi cięciami budżetowymi i próbą mechanicznego poskromienia przetwornika za pomocą naklejonego filcu.

Wykres pasma przenoszenia sugeruje skrajną polaryzację: potężną, szeroką ławę basową zestawioną z gigantycznym wybiciem w rejonie 5 kHz (ponad 14 dB ponad oś 1 kHz) oraz bezwzględną zapaścią najwyższych oktaw. Rzeczywistość odsłuchowa okazuje się jednak znacznie bardziej złożona niż suchy odczyt z wykresu. Choć studyjne deklaracje na opakowaniu należy włożyć między bajki, słuchawki nie atakują ucha jadowitą ostrością – zamiast tego serwują gęste, dociążone brzmienie, którego największą bolączką jest przeduszenie komory akustycznej przez fabryczne nauszniki.

 

Bas

Analiza techniczna: Mamy tu bardzo szerokie, powolnie opadające wzmocnienie dolnego rejestru. W newralgicznym przedziale subbasu i midbasu (45–80 Hz) krzywa SPL utrzymuje wysoki, równomierny poziom rzędu 98,0–98,6 dB. Pasmo obniża się łagodnie w stronę wyższego basu, osiągając lokalne minimum w punkcie 1,25 kHz na poziomie 93,8 dB, co daje niemal 5-decybelową stałą przewagę dołu nad średnicą. Pomiary odpowiedzi impulsowej oraz wykres CSD (wodospadowy) potwierdzają dłuższy czas wygaszania energii w niskich rejestrach. Sam poziom zniekształceń nieliniowych THD w dole pasma utrzymuje się w bezpiecznych granicach, co wskazuje na poprawny napęd i implementację.

Subiektywny odsłuch: W fabrycznym wydaniu dół pasma dominuje w przekazie. Na szczęście nie ma tu efektu zalewania. Stopa perkusyjna i syntetyczny bas uderzają masywnie i z wyraźnym ciężarem, tworząc wrażenie dźwięku opartego na potężnym fundamencie. Ze względu na zjawisko maskowania częstotliwości w górę, tak wysoki poziom energii w przedziale 50–150 Hz narzuca całościowemu brzmieniu ciemny, nieco duszny filtr. Niskie tony tracą przez to na konturze i zwinności. Co jednak kluczowe: wystarczy delikatnie rozchylić muszle i celowo rozszczelnić komorę odsłuchową, by nadmiar ciśnienia akustycznego natychmiast uszedł, a bas zredukował się do znacznie bardziej zwartego, zrównoważonego poziomu. Prawdopodobnie to właśnie takowy jest prezentowany na wykresie, gdyż fantom (w przeciwieństwie do naszej skóry) nie wydziela potu i nie doszczelnia dodatkowo padów.

 

Tony średnie

Analiza techniczna: Średnica jest bezpośrednią ofiarą ukształtowania skrajów pasma. Odcinek od 500 Hz do 1,5 kHz przebiega relatywnie liniowo w okolicach 94 dB, jednak powyżej 1,5 kHz wykres zaczyna ostry marsz ku górze. Pomiary THD wykazują stabilność w rejonie 1 kHz, jednak stroma flanka wznosząca ku wyższej średnicy obnaża rezonans własny układu drgającego.

Subiektywny odsłuch: W stanie fabrycznym wokale brzmią dwoiście: niższe partie męskie są pogrubione przez nachodzącą falę basową, podczas gdy całości brakuje intymnego kontaktu ze słuchaczem. Średnica wydaje się lekko odsunięta i spowita mgłą wywołaną dominacją dołu. Zjawisko to niemal całkowicie znika przy zmianie ułożenia słuchawek lub lekkim rozszczelnieniu padów – wówczas wokale natychmiast łapią oddech, wychodzą z cienia i zyskują czytelną, naturalną artykulację, udowadniając, że sam przetwornik w tym zakresie dysponuje bardzo przyzwoitą rozdzielczością.

 

Tony wysokie

Analiza techniczna: W tym rejestrze wykres rejestruje potężną anomalię konstrukcyjną. Od poziomu 93,8 dB przy 1,25 kHz krzywa wspina się aż do wybicia osiągającego 107,96 dB w punkcie 5010 Hz. Tuż za tą granicą następuje gwałtowne załamanie: przy 10 kHz ciśnienie spada do 95,4 dB, przy 13 kHz do 88,4 dB, a powyżej 15 kHz ulega całkowitej zapaści poniżej granicy 80 dB. Na wykresie CSD w rejonie 5 kHz widoczne jest wyraźne dzwonienie rezonansowe, natomiast powyżej 10 kHz energia natychmiast gaśnie z powodu wytłumienia frontu membrany płatem filcu.

Subiektywny odsłuch: Mimo że na papierze wybicie rzędu +14 dB przy 5 kHz sugeruje bezwzględną żyletkę tnącą uszy, w rzeczywistym odsłuchu efekt kłucia nie występuje w tak agresywnej formie. Powodem jest zbieg dwóch zjawisk: potężna masa basu skutecznie maskuje wyższe rejestry, a całkowity brak energii w najwyższej oktawie (10–16 kHz) odbiera dźwiękowi blask i powietrze, przez co ucho nie odbiera sopranu jako jaskrawego. Punkt 5 kHz daje o sobie znać głównie jako utwardzenie ataku talerzy i werbla, nadając im nieco suchy, drewniany charakter zamiast metalicznego świdrowania. Brak najwyższych harmonicznych skutkuje specyficznie ciemnym, przygaszonym tłem, co paradoksalnie chroni słuchacza przed sybilantami, choć kosztem napowietrzenia i wybrzmienia mikrodetali.

 

Wrażenia sceniczne

Przestrzeń HD668B MKII jest silnie uwarunkowana zapaścią w rejonie 10–16 kHz. Przez brak najwyższych składowych akustyka pomieszczeń zostaje wygaszona zbyt szybko, a pogłosy tracą fazę swobodnego wybrzmiewania. W fabrycznej konfiguracji scena rysowana jest głównie wszerz, z dość ciasnym centrum zlokalizowanym wewnątrz głowy, gdzie bas tworzy jednolitą ścianę dźwiękową. I znów: odciągnięcie muszli lub zwiększenie dystansu przetwornika od ucha wyraźnie poprawia napowietrzenie sceny – źródła pozorne zyskują wówczas więcej swobody, a lokalizacja planów staje się bardziej precyzyjna. Definitywnie więc pady są tutaj tym elementem, który decyduje o takim całościowym odbiorze HD668B MKII.

 

Najlepsze zastosowania, napędzenie i opłacalność

HD668B MKII nie mają wygórowanych wymagań napędowych i zagrają zadowalająco głośno ze zwykłego zintegrowanego układu audio czy budżetowego interfejsu. Szukanie ratunku w drogich wzmacniaczach czy wyszukanym okablowaniu mija się z celem.

Co więcej, wbrew deklaracjom marketingowym o „studyjnym” przeznaczeniu, fabryczny egzemplarz nie nadaje się do krytycznego miksu czy masteringu z powodu zachwianych proporcji dołu i odcięcia najwyższej góry. Superlux akurat znany jest z tego, że u nich wszystko jest „professional”, „studio”, „monitor” itd.

Słuchawki stanowią natomiast niezmiennie znakomitą, tanią bazę do modyfikacji:

  • Wymiana padów (priorytet): Fabryczne, płytkie nauszniki ograniczają komorę akustyczną i dociskają ucho do twardego filcu na przetworniku. Zastosowanie głębszych padów welurowych lub hybrydowych (z perforacją) rozszczelnia układ, natychmiast zdejmuje ociężałość z basu i otwiera zamuloną średnicę, drastycznie poprawiając przy tym komfort.
  • Korekcja parametryczna (PEQ): Jeśli nie bawimy się w mody, w torze programowym warto zaaplikować wąski filtr peaking łagodzący wybicie przy 5010 Hz o ok. 5–7 dB oraz półkowy high-shelf podnoszący pasmo powyżej 10 kHz, co przywróci konstrukcji pożądane napowietrzenie.

Dlaczego więc ludzie masowo nie rzucają się na takie modele? Czemu nie mamy wysypu modyfikacji po forach audio czy patentów na przeróbki? Bo czasy się zmieniły.

Ponad dekadę temu rynek wyglądał zupełnie inaczej, podczas gdy dziś mamy możliwość kupienia w dobrych cenach naprawdę interesujących słuchawek. Większość konsumentów bierze więc za niewiele drożej jakieś nauszne wirelessy albo dokłada do Philips Fidelio X2HR / Sennheiser HD 599SE (niedawno były za 322 zł w promocji na polskim Amazonie).

W żadnym razie jednak nie znaczy to, że są to słuchawki skazane na porażkę, nawet w świetle dostępnych w identycznej cenie Genesis Toron 531. Torony są lepiej wyposażone, bardziej pod gracza, natomiast tutaj mamy słuchawki dla „dłubacza”, który po prostu się tej czynności nie boi i ma na to czas (cierpliwość). Ot cała różnica.

 

Podsumowanie

Superlux HD668B MKII to konstrukcja, w której pomiar troszkę rozmija się z realnym doświadczeniem odsłuchowym w kontekście ceny. Na wykresie raczą nas wyraźne anomalie: rezonansowe wybicie przy 5 kHz, zapaść najwyższej oktawy oraz wyraźnie podniesiona półka basu, co w zestawieniu z tanim plastikiem i trochę frustrującą czasami regulacją opaski pałąka każe z rezerwą podchodzić do studyjnego marketingu producenta.

W praktyce słuchawki bronią się jednak w sposób zaskakujący. W cenie 139 zł niezwykle trudno znaleźć wokółuszne słuchawki z odpinanym kablem, które w realnym odsłuchu nie zalewają pasma bezkształtnym, dudniącym basem i nie wiercą uszu agresywnym sopranem. Wybicie w 5 kHz w uchu w praktyce nie kłuje z powodu zjawiska maskowania, a natychmiastowa reakcja przetwornika na rozszczelnienie komory odsłania ogromny potencjał drzemiący w tej konstrukcji.

Mówiąc wprost: te słuchawki bardziej operują na psychoakustyce niż na czystej akustyce. I dlatego, jak podejrzewam, Superlux nie zdecydował się nigdy na wkroczenie w wyższe segmenty rynkowe. Z tego powodu, dla każdego, kto szuka taniego woła roboczego i nie boi się w przyszłości założyć głębszych padów, HD668B MKII okazują się kolejnym wdzięcznym, budżetowym znaleziskiem. Mnie przyznam tak, jak na początku trochę odrzuciły, to im dłużej się nimi bawiłem, tym bardziej zaczynałem doceniać ich walory.

Czy jest to „killer” na miarę drugich Aurvana SE? Nie wydaje mi się. Czy można je racjonalnie polecić? O dziwo – mimo wad – uważam, że jest w nich naprawdę szczery potencjał na tanie i całkiem fajne słuchawki o uniwersalnym charakterze. Jeśli tylko wiecie z czym macie tu do czynienia.

Ocena: Pingwinek w kole cudem ratującym te słuchawki przed utonięciem w odmętach budżetowego ścinania zakrętów do oporu.


Na dzień pisania recenzji, słuchawki dostępne są w cenie 139 zł.


Dane techniczne

Skopiowane 1:1 ze strony sklepu:

  • Dynamiczne
  • Wokółuszne
  • Półotwarte
  • Znamionowy poziom ciśnienia akustycznego: 98 dB
  • Impedancja: 56 Ω
  • Zakres częstotliwości: 10 – 30 000 Hz
  • Maksymalne obciążenie: 300 mW
  • Nauszniki ze skóry syntetycznej
  • Jednostronnie prowadzony, odłączany kabel
  • Waga bez kabla: 260 g
  • W zestawie kabel o długości 1,5 m z wtyczką jack stereo 3,5 mm, adapter na wtyczkę jack stereo 6,3 mm i torba

Platforma testowa

Poniżej sprzęt, który w największym stopniu został wykorzystany do napisania powyższej recenzji, jak również wykorzystywana muzyka i inne przydatne informacje.

  • Interfejsy studyjne: Motu M4
  • DACi: AF DA500
  • Wzmacniacze testowe: AF HA500
  • Integry słuchawkowe: Loxjie D40 Pro, Luxsin X8
  • Mobilne DAC/AMP: FiiO KA13
  • Słuchawki testowe pełnowymiarowe: Creative Aurvana SE, Beyerdynamic DT 990 PRO LE, Sennheiser HD 58X
  • Słuchawki testowe typu IEM: Beyerdynamic DT 30 IE
  • Monitory odsłuchowe: M-Audio Forty Sixty
  • Okablowanie testowe: własne okablowanie testowe i słuchawkowe z linii kabli Audionum oraz Fanatum
  • Kondycjonowanie prądu: Acar F5 PRO, APC Back-UPS 1050, Topping HS01
  • Muzyka wykorzystywana w trakcie testów: przeważnie gatunki elektroniczne, z obecnością również albumów klasycznych, neoklasycznych, jazzu, muzyki wokalnej i rocka. Format FLAC 24/48, OGG, WAV.

Jakub Łopatko
Jakub Łopatko

Autor, publicysta i pasjonat metrologii elektroakustycznej z ponad kilkunastoletnim doświadczeniem w branży audio. Twórca i jedyny operator platformy Audiofanatyk™, łączący w recenzjach rygorystyczne pomiary laboratoryjne z analizą psychoakustyczną.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *