Gdy Final DX6000 zostały zapowiedziane przez japońskiego producenta – otwierając nową serię i wycenione na okrągłe 9000 zł – w sieci momentalnie zaroiło się od zachwytów nad nową technologią formowanych wtryskowo membran z magnezu. Jeśli zmieszać to z obietnicami dźwięku do złudzenia imitującego wolnostojące kolumny głośnikowe, to przyznam, że nawet ja byłbym zaintrygowany.
Ale Final DX6000 to też jeden z tych modeli, przy których wypożyczenie mam wrażenie jest pewnego rodzaju zobowiązaniem dla recenzenta. Być może dlatego, że rynek słuchawek wysokiej klasy przyzwyczaił nas do premier hucznych i obficie obudowanych materiałami prasowymi. Sprzęt jest rozsyłany po branży w ściśle kontrolowanym obiegu recenzenckim, do którego niezależne serwisy skupione na pomiarach trafiają rzadko, jeśli w ogóle. Okazja więc nadarzyła się niebywała dzięki pomocy jednego z czytelników.
Zobaczmy zatem, ile w zapowiedziach producenta i entuzjastycznych relacjach jest inżynieryjnego kunsztu, a ile czystego dorabiania audiofilskiej mitologii do specyficznych zachowań przetwornika.
Recenzja dotyczy prywatnego egzemplarza należącego do p. Jacka, któremu serdecznie dziękuję za zaufanie i użyczenie sprzętu do niezależnych testów. Jeśli posiadacie sprzęt, którego jeszcze nie recenzowałem i chcecie, abym przeprowadził jego pełną i niezależną ekspertyzę, serdecznie zachęcam do zgłoszenia go na oficjalne testy i pomiary. Działalność portalu można wesprzeć również kupując kable sygnowane moim logo, albo bezpośrednio wpłatami via Buycoffee.to ❤️

Jakość wykonania Final DX6000
Pod względem materiałowym i ogólnego spasowania elementów Final DX6000 sprawiają na pierwszy rzut oka wrażenie solidnego, acz minimalistycznego produktu premium.



Z jednej strony zastosowane tworzywa, metalowe elementy pałąka i ogólna precyzja spasowania obudowy nie budzą moich zastrzeżeń pod kątem czysto mechanicznym. Z drugiej, im głębiej wchodzimy w szczegóły inżynieryjne i użytkowe, tym więcej pojawia się niezrozumiałych kompromisów. Miejscami wręcz znaków zapytania.
Pady jako jeden wielki znak zapytania
Największym punktem zapalnym w konstrukcji wycenionej na 9000 zł są jak dla mnie nauszniki. Wszystko wskazuje na to, że pady zostały zamocowane na stałe – najprawdopodobniej przyklejone bezpośrednio do konstrukcji muszli. Bo jeśli jest tu jakiś system zatrzaskowy, to przykro mi, ale go kompletnie nie widzę. Nie ma żadnego zdjęcia tych słuchawek po zdjęciu padów z tego co szukałem, więc musimy posłużyć się jedynym zdjęciem, jakie dostarcza sam producent:

Czy widać tu jakieś elementy mechanizmu wymiany padów? Ależ oczywiście… że nie. Nie ma tu nic. Przecież nie trzymają się za otwory dyfuzyjne talerza z driverem, prawda?
W słuchawkach tej klasy cenowej brak szybkiego, bezinwazyjnego systemu wymiany (zatrzaski, magnesy, tradycyjny kołnierz, cokolwiek) to potężny znak zapytania i decyzja z punktu widzenia serwisowego wręcz kuriozalna. Pady są elementem eksploatacyjnym, który z czasem ulega ugniataniu, zużyciu i zabrudzeniu. Wizualnie oraz w dotyku materiał obszycia również nie budzi skojarzeń z luksusem – jego porowata, szorstka struktura przypomina raczej czarny bandaż elastyczny lub taśmę medyczną niż wyrafinowaną tkaninę klasy premium. Ten sam materiał zastosowano na pałąku.
Wygoda i ergonomia
W kwestii wygody sytuacja jest dwoista. Dopóki siedzimy nieruchomo w fotelu, słuchawki sprawiają wrażenie komfortowych – nacisk na czubek głowy jest poprawnie rozłożony, a wokółuszne muszle nie uciskają małżowin. Problem pojawia się w momencie jakiejkolwiek aktywności.



Siła docisku bocznego została dobrana pod wysoką wygodę, ale ostatecznie chyba zbyt zachowawczo. W połączeniu z masą konstrukcji powoduje to niestety brak stabilności na głowie. Przy ruchach głowy góra-dół słuchawki wyraźnie się majtają i „pływają”, a przy mocniejszym pochyleniu do przodu potrafią zwyczajnie zsunąć się z głowy.
Final DX6000 wymuszają na użytkowniku pozycję bardziej statyczną, niż aktywną. Nawet zerkanie na klawiaturę powoduje, że słuchawki zaczynają opierać mi się o tył małżowin. Tak więc wracają czasy D8000, gdy trzeba było mieć niemal posągową postawę podczas odsłuchu. Tylko że tam dochodził jeszcze fatalny sweet spot. Ale to już zamierzchła przeszłość.
Jakość dźwięku Final DX6000
Mówi się, że Final DX6000 to konstrukcja specyficzna. Tu i ja muszę się zgodzić. To rzeczywiście konstrukcja oparta na specyficznie strojonym przetworniku, który prezentuje wyraźnie ciemną, wycofaną na skrajach pasma sygnaturę z mocnym zaakcentowaniem niższego środka oraz wyższego basu.

Bezlitośnie obnażony zostaje gwałtowny spadek energii powyżej 6 kHz połączony z potężnym załamaniem w rejonie 8 kHz i całkowitą zapaścią najwyższych oktaw.
Final DX6000 wykazują również anomalie natury impedancyjnej – impedancja dynamicznie rośnie z początkowych okolic 37 Ω w basie do ponad 490 Ω przy 20 kHz, pociągając za sobą fazę w stronę silnie indukcyjną (ponad 82°). W efekcie brzmienie jest gęste, analogowe i ciepłe, jednak okupione dotkliwym brakiem napowietrzenia i zgaszonym detalem.
Nigdy jeszcze nie spotkałem się z tak zachowującymi się słuchawkami. I właśnie dlatego Final DX6000 przyznam autentycznie mnie fascynują.
Bas
Analiza techniczna: Od startu raczy nas łagodne opadanie subbasu (ok. 83,2 dB przy 20 Hz względem 97,2 dB przy 95 Hz). Od okolic 60 Hz do 150 Hz pasmo utrzymuje się na podbitym poziomie ok. 96-97 dB, tworząc wyraźne wybrzuszenie w wyższym basie. Przetwornik zachowuje dobrą kontrolę zniekształceń w dole, a wodospad CSD nie wykazuje niepokojących, długich rezonansów w tym sektorze, jednak sam przebieg nie jest idealnie liniowy.
Subiektywny odsłuch: Ludzkie ucho, z racji przebiegu izofon, odbierze ten zakres jako dociążony, ale też miękki i zaokrąglony. Brak wyraźnego subbasowego zejścia jest kompensowany przez mocną obecność midbasu, co nadaje uderzeniom wyraźnej masywności i gęstości. Stopa perkusji brzmi twardo i organicznie (audiofile uwielbiają to określenie), choć pozbawiona jest najniższego wygaru. To granie typowo analogowe, stawiające na wypełnienie kosztem laboratoryjnego konturu. Mówiąc wprost: miód na audiofilskie uszy.
Tony średnie
Analiza techniczna: Średnica jest pasmem dominującym. W zakresie 300-1000 Hz przebieg jest względnie stabilny i równy (ok. 94-95 dB), po czym następuje wspinaczka ku wyższej średnicy z wybiciem przy 2,6 kHz (102,7 dB) oraz kolejnym, głównym punktem kulminacyjnym przy 4,4 kHz (104,0 dB). Rejon 1-5 kHz jest wypchnięty wprost przed słuchacza, co stanowi trzon energetyczny całej sygnatury.
Subiektywny odsłuch: W praktyce odsłuchowej ludzki słuch reaguje na tak ukształtowany profil bezpośrednią, bliską i intymną prezentacją wokali. Średnica jest namacalna, gęsta i pozbawiona chłodu. Wokale męskie mają solidną podstawę wynikającą z przejścia wyższego basu, natomiast partie żeńskie są mocno doświetlone przez wybicie w rejonie 4,4 kHz. Nie ma tu jednak mowy o ostrości czy kłuciu w uszy, ponieważ wyższe rejestry natychmiast ulegają wygaszeniu, co maskuje ewentualną krzykliwość.
Tony wysokie
Analiza techniczna: Wystarczy rzucić okiem, aby zobaczyć potężny spadek efektywności. Po wybiciu przy 4,4 kHz pasmo gwałtownie załamuje się, osiągając głęboki ubytek przy 8 kHz (84,2 dB). Następuje wprawdzie drobne lokalne wybicie w rejonie 9,4 kHz (88,4 dB), jednak powyżej 10 kHz wykres dosłownie zapada się w przepaść (spadek do 63 dB przy 14 kHz i poniżej 60 dB w najwyższej oktawie). Koreluje to bezpośrednio z wykresem impedancji, która od 3 kHz (ok. 88 Ω) wystrzeliwuje w górę, osiągając niemal 500 Ω przy 20 kHz. Na swój sposób jest to fascynujące, ale tylko dlatego, że żadna recenzja nam o tym nie powie wprost (o tym jeszcze za moment).
Subiektywny odsłuch: W bezpośrednim odsłuchu góra pasma jest ciemna, zgaszona i miejscami mocno wycofana. Interakcja głębokiego ubytku przy 8 kHz z niemal kompletnym brakiem energii powyżej 10 kHz powoduje, że talerze perkusyjne tracą blask, wybrzmienie i metaliczne podtrzymanie, brzmiąc notorycznie matowo i sucho. Słuchawkom brakuje elementarnego powietrza i mikrodetali, co przy cenie 9000 zł jest trudne do zaakceptowania. Muszą nadrabiać to nie tylko tym, aby alokacja energii w utworach była niżej, ale i liczyć na naszą adaptacyjność słuchową oraz kręcenie mocniej gałą od głośności.
Przyznam, że jestem troszkę zawiedziony, bo o ile bardzo lubię słuchawki o bardziej potulnym strojeniu, Final DX6000 przesadzają w drugą stronę. Owszem, to fajnie jest usłyszeć wreszcie słuchawki muzykalne. Moje uszy absolutnie tu nie cierpią. Wręcz moja izofona im dyskretnie pomagała, bo odbierałem je jaśniej niż większość osób będzie w stanie. Ale pod kątem czystej wierności odtwórczej przewalamy się tak trochę jakby na drugi bok.
Wrażenia sceniczne
Tu to będzie ciekawie. Oczywiście scena dźwiękowa Final DX6000, ta co jej zmierzyć nie można, jest bezpośrednią pochodną ich charakterystyki częstotliwościowej. I tak przez zgaszoną górę oraz brak napowietrzenia ubytek informacji przestrzennych jest wyraźnie słyszalny.
Pierwszy plan jest bliski i intymny, a źródła pozorne mają spore gabaryty, jednak gradacja planów w głąb oraz (zwłaszcza) szerokość sceny pozostają ograniczone (szerokość mocno akurat). Zjawiska binauralne i pogłosy pomieszczeń zostają stłumione, zamykając spektakl w dość zwartej, klubowej przestrzeni. W sumie to też ma swój urok, ale raczej większość osób będzie musiała się z tą cechą Final DX6000 po prostu pogodzić.
Najlepsze zastosowania i parę słów o EQ
Pod względem gatunkowym specyficzna sygnatura Final DX6000 determinuje dość wąski, ściśle zdefiniowany wachlarz zastosowań:
Zalecany repertuar:
- Wokale, kameralny jazz i muzyka akustyczna: Wypchnięta, namacalna średnica oraz dociążony przełom basu i dołu środka budują gęsty, intymny klimat o wyraźnie analogowym zabarwieniu, w którym wokale i instrumenty strunowe brzmią masywnie i blisko. W tym królowały dawniej LCD-3 i myślę, że Final DX6000 też się odnajdą.
- Starsze, surowe lub rozjaśnione realizacje (lata 60/80., vintage rock, wczesny pop): Mocne stłumienie góry i ubytek przy 8 kHz skutecznie maskują szelesty taśmy, sybilanty oraz masteringowe wyostrzenia, czyniąc odsłuch gładkim i niemęczącym. Pytanie tylko czy potrzebują one słuchawek aż za 9000 zł…
Gatunki niezalecane (bez EQ):
- Wielka symfonika, muzyka filmowa i ambient: Przez wczesny spadek w najwyższej oktawie i zapaść powyżej 10 kHz słuchawkom brakuje elementarnego powietrza, aury pogłosowej i głębi planów, co drastycznie spłaszcza i zamyka przestrzeń.
- Elektronika, synthwave i metal: Opadający najniższy subbas zabiera subsoniczną podstawę syntetycznym uderzeniom, a zgaszony sopran odbiera talerzom perkusyjnym metaliczny blask, wybrzmienie i energię.
Korekcja programowa/sprzętowa (EQ): Chcąc wyjść poza wąski profil gatunkowy, sięgnięcie po selektywne EQ jest w tym modelu nieodzowne. Zastosowanie filtra półkowego wysokich częstotliwości (HS) od okolic 7-8 kHz przywraca słuchawkom blask i otwiera scenę. Natomiast delikatne spłaszczenie wybić przy 2,6 kHz oraz 4,4 kHz wyrównuje balans średnicy, przekształcając DX6000 w konstrukcję znacznie bardziej uniwersalną.
Demitologizacja Final DX6000 w mediach branżowych
Będąc poza obiegiem oficjalnym, mam wyjątkowy przywilej mówienia „sprawdzam” również publikacjom danego urządzenia w prasie branżowej. Praktycznie zawsze są to subiektywne opisy oraz próby wyjaśniania zjawisk dźwiękowych za pomocą różnego rodzaju analogii i skojarzeń. Wystarczy bowiem skonfrontować treści już od miesięcy, a nawet lat, wiszące w sieci z tym, co mówi aparatura. W wielu miejscach opisy te pokrywają się z rzeczywistością. Zdarza się jednak też rozminięcie o całkiem spory dystans.


Z reguły zostawiam takie porównania samemu czytelnikowi. Ale w przypadku Final DX6000 zdążyła już narosnąć tak barwna poezja opisowa, że wyjątkowo pozwolę sobie zabrać głos.
Mowa tu chociażby o m.in.:
- usprawiedliwianiu ich specyficznego strojenia teoriami paranaukowymi,
- porównywaniu do kompletnie inaczej strojonych słuchawek,
- parowaniu ich z zupełnie niedopasowanymi wzmacniaczami o dużej mocy (i cenie).
Każdy ma święte prawo do posiadania swojego zdania. Ale tutaj przekraczamy już granice subiektywnej publicystyki i wkraczamy powoli w obszary czystej etyki dziennikarskiej. Chociażby dlatego, że próbuje się namówić nas w ten sposób na drogie, często niepotrzebne zupełnie zakupy. Bazując na fałszywych przesłankach, mitach oraz niewiedzy.
Postaram się zatem troszkę te słuchawki odczarować i zdemitologizować w ramach wymienionych przeze mnie aspektów. Bez wymieniania nikogo z nazwy czy nazwiska. Skupiając się wyłącznie na faktach i tłumaczeniu konkretnych zjawisk tam, gdzie można je poprawnie odczytać i przypisać. W końcu mówimy tu o słuchawkach za 9000 zł. Zatem nawet nie tyle warto, co trzeba patrzeć na ręce, jakimi argumentami próbuje się nas przekonać do wydania takiej kwoty.
Próby tłumaczenia specyfiki brzmieniowej poezją
„Specyficzność” to słowo bardzo pojemne i często skrywające w sobie po prostu problemy z akustyką. Dlatego tak chętnie jest ono nadużywane. Akurat wszyscy możemy się zgodzić, że Final DX6000 to model rzeczywiście na swój sposób specyficzny. Pytanie jednak z czego to wynika i na czym polega?
Z pomocą przychodzi prasa branżowa, której osobistości mnożą różnorodne teorie i określają cechy dźwiękowe Final DX6000 na przykład takim zwrotami:
- „kolumnowość”,
- „brak sztucznych pogłosów”,
- „gramofonowe ciepło”,
- „skupienie na pierwszym planie”,
- „konieczność minimum 2-3 W mocy, by brzmienie nie siadło”.
Rzekome „oczyszczenie z pogłosów” i „skupienie wyłącznie na pierwszym planie” to w rzeczywistości nic innego jak efekt zapaści sopranu powyżej 10 kHz oraz potężnego dołka w rejonie 8 kHz. Gdy słuchawki nie reprodukują poprawnie najwyższych harmonicznych, z nagrań bezpowrotnie znikają wybrzmienia pomieszczeń, pogłosy i napowietrzenie – co poetycko można nazwać „graniem bez echa”. Tymczasem w kategoriach wierności jest to po prostu degradacja informacji przestrzennej.
Podobnie ma się sprawa z rzekomym „gramofonowym ciepłem”. Te w praktyce wynika ze stłumionej góry i wybicia w rejonie 4,4 kHz, a nie z magicznej technologii jednorodnej membrany.
Są to klasyczne próby tłumaczenia słowami prostych zależności między częstotliwością a percepcją. Ujęcie ich liczbami jest wielokrotnie łatwiejsze i krótsze, ale też właśnie w tym tkwi paradoksalnie drugi problem. Odziera to opisy z naddatku metafizyki, przenosząc ciężar oceny z subiektywnej poezji na rzeczową analizę przyczynowo-skutkową.
Dorabianie poetyckich teorii do prozaicznych problemów konstrukcyjnych
Interesująca była wyczytana próba wytłumaczenia zgaszonego sopranu twierdzeniem, że wyższa góra „nie jest obcinana, a przesuwana w przestrzeni”. Próbuje się wykreować teorię – w tym wypadku przesunięć przestrzennych – aby w sposób opisowy zracjonalizować słyszalny ubytek energii na najwyższych składowych.
W tej klasie rozwiązań (tj. tzw. „produkty wysokomarżowe”) lakoniczność materiałów technicznych producenta stawia osoby testujące ten model wyłącznie na słuch przed koniecznością samodzielnego domyślania się genezy nietypowego dźwięku. Myślę więc, że jest to kwestia nawet nie tyle wyboru z konieczności, co konieczności z braku wyboru.
W rzeczywistości ubytek przy 8 kHz i spadek do 63 dB w rejonie kilkunastu kHz to bezdyskusyjna zapaść pasma DX6000, a nie relokacja fali akustycznej w inny wymiar. I tyle. Tak naprawdę jest to jedno zdanie wyjaśnienia, które tłumaczy wszystko.
Abstrakcyjne porównania do zupełnie odmiennych słuchawek
Zdumiewająco prezentują się również próby pozycjonowania Final DX6000 jako słuchawek grających rzekomo „chłodniej i mniej środkiem niż Sennheisery HD 800”. Cytat pochodzi z tej samej recenzji co przesunięcia przestrzenne.
Jest to kompletne nieporozumienie i potężny błąd rzeczowy. Zestawienie analitycznych, jasnych Sennheiserów z ciemnymi i mocno dociążonymi DX6000 w takiej relacji stoi bowiem w całkowitej sprzeczności zarówno z akustyką, jak i elementarną percepcją ludzkiego ucha.
Jako posiadacz modelu z tej rodziny, z łatwością mogę przeprowadzić konfrontację laboratoryjną (800) i bezpośrednią (800S). To dwa biegunowo odmienne światy strojenia, które obok siebie nawet nie leżały.


Wystarczy zresztą rzut oka na wyniki Komparatora w Laboratorium, aby zobaczyć skalę tej rozbieżności:
- Bas i niższy środek (50-1000 Hz): DX6000 prowadzą całe pasmo od 70 do 1000 Hz wyżej o 2-4 dB względem HD 800S, oferując wyraźnie gęstszą podstawę i cieplejszy fundament. Sennheisery grają tu szczupło, lekko i z zachowaniem absolutnego, studyjnego dystansu. Słuchacz od razu wskazałby DX6000 jako słuchawki pełniejsze i basowo po prostu bogatsze.
- Obecność i wyższa średnica (2-6 kHz): W rejonie 2,5-3 kHz to Sennheisery przejmują inicjatywę, osiągając potężne wybicie przy 5,6 kHz (niemal 110 dB), podczas gdy DX6000 w tym samym punkcie zaczynają już gwałtownie opadać (ok. 98 dB). Różnica ponad 10 dB w energii sopranu to przepaść – HD 800S doświetlają każdy detal z chirurgiczną precyzją, podczas gdy Final gasi światło.
- Najwyższa oktawa (>10 kHz): O ile HD 800S utrzymują czytelność i nośność sopranu aż po skraj pasma (z wyraźnym wybiciem przy 11 kHz), o tyle DX6000 po prostu spadają w przepaść.
Twierdzenie, że HD 800 grają „cieplej” od niemal pozbawionych skrajnego sopranu i dociążonych na dole DX6000, jest absurdalne. Próby tłumaczenia anomalii tonalnych japońskich słuchawek „imitacją pola wolnostojących kolumn” to w praktyce zgrabne ubieranie fizycznych ubytków pasma i silnie indukcyjnego charakteru przetwornika w szaty audiofilskiego wyrafinowania.
Realne kontra przesadzone wymagania napędowe
Teoria o konieczności pompowania w DX6000 ciągłych 2-3 watów mocy, by przetwornik w ogóle „ożył”, to podręcznikowy mit wynikający z kilku rzeczy:
- Niezrozumienia zjawisk impulsowych oraz przebiegu impedancji (brak wiedzy technicznej).
- Polegania wyłącznie na subiektywnej percepcji i pomijania twardych danych inżynieryjnych. Tymczasem fizyki oszukać się nie da, a klucz do zrozumienia zachowania tych słuchawek leży w podstawach elektrotechniki audio.
- Zapoznania się z danymi technicznymi słuchawek (skuteczność: 83 dB/mW, impedancja nominalna: 47 Ω).
- Autosugestii od kabla zbalansowanego dołączonego do zestawu.
Wynika to również z bardzo prostej zależności. Leży ona u podstaw powstania loudnessu – ludzki słuch ma tendencję do odbierania dźwięku głośniejszego jako „lepszego”. W przypadku gdy recenzent operuje na sprzęcie wyższej mocy albo przełącza się na balans (wyższy gain), nie ma szans na słuch wystroić poprawnie idealnej głośności w empirycznym teście A-B. Ten sprzęt, który jest głośniej wystrojony, wyda mu się lepszy. A jeśli to sprzęt o większej mocy i ma on tego świadomość, automatycznie tak to sobie (i czytelnikom) wytłumaczy. To najprostsza pułapka, w jaką można wpaść. Stąd mit, że ilość watów ma bezpośrednie/stałe przełożenie na dźwięk podłączonych słuchawek.
Przede wszystkim – DX6000 owszem, lubią prąd, ale nie potrzebują elektrowni atomowej aby „ożyć” brzmieniowo. Przyrost energii i rzekome „otwieranie się” dźwięku na wyjściach wzmacniaczy lampowych (np. Feliks Envy) to w głównej mierze efekt interakcji nieliniowej impedancji słuchawek (przypomnę: z 37 Ω lecimy progresywnie w 500 Ω) z niezerową impedancją wyjściową wzmacniacza oraz wyższym poziomem wysterowania głośności.
Przetwornik potrzebuje po prostu wydajnego, stabilnego prądowo stopnia wyjściowego o niskiej rezystancji własnej (poniżej 1 Ω), a nie wielowatowych pieców. Jego tonalne braki prostuje się precyzyjną korekcją pasma, a nie sztucznym windowaniem mocy wzmacniacza. Te zaś nie są pobierane w sposób ciągły. Rozkręcenie głośności tak, aby zaoferować słuchawkom rzeczywiście te 2-3 W mocy, spaliłoby słuchawki lub uszkodziło przetworniki mechanicznie niemal natychmiast.
Podsumowanie
Final DX6000 to słuchawki zaprojektowane stricte pod emocje. To model technicznie poprawny pod względem zniekształceń, bez problemu słuchalny, niewątpliwie mający swój klimat. Sam w nich siedziałem na tyle długo, że nawet się do nich przyzwyczaiłem i doceniłem niektóre ich cechy. Ale czy powinniśmy dać za nie 9000 zł? Dobre pytanie.
Koncept, obudowa, wykonanie, spasowanie – to naprawdę fajnie się tu prezentuje. Słuchawki jak pisałem są w stanie wzbudzić emocje. Są w stanie nimi zarządzać. Ale mnie interesują przede wszystkim fakty. Jest to projekt nierówny tonalnie i metrologicznie dyskusyjny na tle wyceny.
Recenzje trzecie też im niespecjalnie pomagają. Gimnastyka językowa, opisy mistycznej „analogowości” i misja szukania bliżej nieokreślonej synergii. Rzekoma konieczność napędzania kilkoma watami, bo inaczej to nie zagra. Hektolitry tekstu oscylujące wokół prostej fizyki przetwornika o silnie indukcyjnym charakterze i trochę zgaszonej górze. Poezja zamiast stwierdzenia, że słuchawki grają gęsto, ciepło i niemęcząco, lecz bez korekcji EQ brakuje im elementarnego blasku i poczucia rozdzielczości. A najśmieszniejsze jest to, że nawet gdyby tak je opisać, nie odbiera im to dawania przyjemności z odsłuchu.
Sprzęt jest wg mnie więc na tyle mocno polaryzujący, że najbardziej adekwatna ocena to Pingwinek z Wiaderkiem. Ciemne, specyficzne strojenie, wady użytkowe (niestabilność na głowie, niewymienne pady) oraz konieczność sięgania po selektywne EQ sprawiają, że ocena zależy wyłącznie od indywidualnych preferencji i tolerancji słuchacza na tak podaną sygnaturę.
Sprzęt można zakupić na dzień pisania i publikacji recenzji w cenie ok. 9000 zł
Dane techniczne
Skopiowane 1:1 z karty produktu na sklepie, nie wnikając w sens i zgodność zapisów ze stanem faktycznym:
- Kod produktu: FI-DX6DAL
- Obudowa: Stop magnezu
- Przetwornik: Dynamiczny
- Typ: Otwarte
- Czułość: 83dB/mW
- Impedancja: 47Ω (1kHz)
- Przewód: OFC 3m z XLR
- Waga: 363g
Platforma testowa
Poniżej sprzęt, który w największym stopniu został wykorzystany do napisania powyższej recenzji, jak również wykorzystywana muzyka i inne przydatne informacje.
- Interfejsy studyjne: Motu M4
- DACi: AF DA500
- Wzmacniacze testowe: AF HA500
- Integry słuchawkowe: Loxjie D40 Pro, Luxsin X8
- Mobilne DAC/AMP: FiiO KA13
- Słuchawki testowe pełnowymiarowe: AKG K240 DF, Audeze LCD-XC Full Carbon, Audio-Technica ATH-M50x, Beyerdynamic DT 990 PRO LE, Sennheiser HD 660S2, Sennheiser HD 800S
- Słuchawki testowe typu IEM: Beyerdynamic DT 30 IE
- Monitory odsłuchowe: M-Audio Forty Sixty
- Okablowanie testowe: własne okablowanie testowe i słuchawkowe z linii kabli Audionum oraz Fanatum
- Kondycjonowanie prądu: Acar F5 PRO, APC Back-UPS 1050, Topping HS01
- Muzyka wykorzystywana w trakcie testów: przeważnie gatunki elektroniczne, z obecnością również albumów klasycznych, neoklasycznych, jazzu, muzyki wokalnej i rocka. Format FLAC 24/48, OGG, WAV.




