Monitory studyjne M-Audio Forty Sixty to specjalny gość, który przybył na warsztat dość spontanicznie. Na testy rasowych głośników tego typu od dawna ostrzyłem sobie zęby, a zabawa głośnikami Laudberg i Kanto tylko to wzmogła.
Model ORA okazał się bardzo wydajnym z perspektywy wykorzystania dostępnej przestrzeni, a YU4 prezentował się ciekawie od strony możliwości. Była nawet w pewnym momencie na stole koncepcja, aby jeden z takich zestawów spoczął u mnie jako mały i zgrabny system odsłuchowy, ale nie doszła do skutku.
Możliwości moje pozwalają bowiem nawet i na większy system, a co przy konfiguracji 2.0 zaczyna już mieć znaczenie, gdy nie planujemy kupować suba. Zależy mi też na solidnych warunkach serwisowych oraz – a może głównie – sprzęcie do pracy, tak z dźwiękiem, jak i innymi recenzjami. Tym samym, w świetle braku konkretnej oferty, postanowiłem sprawdzić dokładnie ten sam kierunek, który objąłem w temacie sprzętu elektronicznego: dedykowane rozwiązania studyjne. A w nich M-Audio jest akurat tą marką, która znana jest od lat.
Mamy tu więc starego wyjadacza, markę znaną i szanowaną na rynku, a nie audiofilską egzotykę lub jakieś eksperymentalne wynalazki za konkretne kwoty. Bo choć każdy chciałby kawałek tortu uszczknąć dla siebie, to otwartym pozostaje pytanie: czy wciąż tanie monitory BP mają rację bytu? Tak dźwiękową, jak i jakościową? Czy jako entuzjaści tracimy tu coś konkretnego? A może wprost przeciwnie – zyskujemy na wszystkim? Przekonajmy się, ale tym razem za własne pieniądze, bowiem jest to jedyna chyba realna opcja na taki test.
Testowany sprzęt został zakupiony ze środków własnych na potrzeby weryfikacji pomiarowej i odsłuchowej. Jeśli sam posiadasz prywatnie sprzęt wart przetestowania, zachęcam do bezpłatnego zgłoszenia go na oficjalne testy.
Działalność Audiofanatyka i tworzenie tego typu recenzji można wesprzeć nabywając ręcznie wytwarzane przeze mnie kable słuchawkowe lub bezpośrednio za pomocą wirtualnej kawy na buycoffee.to.
Aktualizacja 2026-10-06: Recenzja dostosowana do aktualnych standardów edytorskich i metrologicznych portalu.

Dane techniczne
Dane zacytowane z karty produktu jednego ze sklepów:
- Moc: 100 W z dwoma wzmacniaczami
- Woofer: 6,5-calowy głośnik niskotonowy o rozszerzonym paśmie basów
- Tweeter: 1-calowy przetwornik wysokotonowy z falowodami
- Konwertery A/D: Profesjonalne konwertery Burr-Brown
- Zwrotnica i EQ: Precyzyjna wewnętrzna zwrotnica DSP z regulacją EQ
- Tryby odsłuchu: FLAT i HYPE dostępne na przednim panelu
- Bezprzewodowe streaming: Bluetooth® 5.0 TWS
- Kontrola dźwięku: Aplikacja M-Audio Studio Control z korekcją i presetami
- Wejścia: Analogowe XLR i TRS na tylnym panelu
- Design: Tylny port bass reflex dla mocnych basów
Wymiary i Waga
- Waga: 7,2 kg
- Wymiary: 21,6 x 21,8 x 33,5 cm
Wymiary z opakowaniem
- Waga: 9,07 kg
- Wymiary: 34,29 x 32,77 x 47,63 cm
Zawartość Zestawu
- Studiomonitor Forty Sixty
- AC Kabel Zasilający (1,5 m)
- Piankowe Podkładki Izolujące
- Skrócona Instrukcja Obsługi
Jakość wykonania i konstrukcja M-Audio Forty Sixty
Głośniki są zapakowane wzorowo. Kupujemy je osobno, a każdy znajduje się w osobnym pudełku. W środku skromnie z wyposażeniem: dostajemy instrukcję, kabel zasilający oraz podkładkę samoprzylepną (kolumny nie mają nóżek). W moim przypadku akurat brak nóżek nie był problemem.

M-Audio Forty Sixty kosztowały nas dokładnie 598 zł za sztukę. Mówię w liczbie mnogiej, ponieważ jak pisałem, jest to zakup częściowo zamortyzowany przez czytelników. Tak samo było w przypadku Sabaja A20h, choć tam udało się pokryć całość zakupu. Tu już kwota była większa, tak więc nawet mimo częściowości, zawsze jest to wymierna pomoc, za którą bardzo serdecznie dziękuję. Od samego początku środki te planowałem przeznaczać właśnie na takie zakupy, które realnie rozwijają AF-a. I to wcale nie będąc kolejnym zakupem słuchawkowym.

Swoją drogą, jako konsumenci mamy tu pewne pole manewru. Czasami sklepy oferują takie monitorki jako zestawy stereo, pakiety bundle (z dodatkowym osprzętem: mikrofonami, słuchawkami, standami itd.) albo B-Stock (zwroty konsumenckie). Możemy wtedy tanio doposażyć budowane przez siebie studio, albo zaoszczędzić parę groszy na sprzęcie niemal nowym i z pełną gwarancją. W moim wypadku zakup został dokonany w sklepie SuperSound i wraz ze standami Behringera z serii Heavy Duty, koszt całkowity wyniósł 1504 zł. Gdybyśmy chcieli zamiast nich kupić podstawki IsoAcoustic Aperta, zapłacilibyśmy wówczas 1995 zł. Jeśli więc tylko mamy miejsce i możliwości, bardziej opłacalną opcją jest pójście w standy. Aperty posiadam już z dawnych lat, więc akurat ten zakup mi tu odpadał, ale recenzja będzie pisana z perspektywy obu i tym samym dwóch propozycji umiejscowienia.
Przeznaczenie
Zdawać by się mogło, że ten akapit nie ma sensu, bo każde głośniki tego typu są predysponowane do pracy w studiu. Ale nie do końca.
W ramach tej serii mamy dwa modele: M-Audio Forty Sixty i Forty Eighty. Różnicą między nimi są gabaryty, determinowane przez przetwornik niskotonowy (i moc). W testowanym modelu, najmniejszym z linii, dostajemy przetworniki:
- 1” bawełnianą kopułkę z szerokim falowodem,
- 6,5” woofer na membranie z plecionki kevlarowej.
Jak łatwo się domyślić, model wyższy jest oparty na wooferze 8”. M-Audio Forty Sixty ma sekcję aktywną o łącznej mocy 100W oraz oparty jest na przetwornikach Burr-Brown (Texas Instruments). Producent zaimplementował w środku precyzyjną zwrotnicę DSP oraz możliwości bezprzewodowego strumieniowania dźwięku przez Bluetooth 5.0.

Głośnik zaprojektowany został przede wszystkim dla muzyków, producentów, DJ-ów oraz twórców treści multimedialnych. Czyli idealnie podług moich zastosowań. Bo choć muzykiem czy DJ-em nie jestem, twórcą treści multimedialnych już prędzej mógłbym się stać.

Piszę o tym jednak nie bez powodu. W przeciwieństwie do słuchawek, producenci tego typu sprzętu często bardzo precyzyjnie określają zastosowania swoich produktów. Po prostu, mówiąc kolokwialnie, nikt nie wali z nami w pręta. Jeśli M-Audio rekomenduje te modele DJ-om, a w specyfikacji podaje zejście do 40 Hz, to znaczy, że mamy szansę na bardzo konkretny dół pasma. A więc rzeczywiście są to głośniki predysponowane do takich zastosowań.
Materiały
Obudowy są wykonane z grubego MDFu otulonego czarną okleiną winylową. Jest to typowe wykończenie wszelakich głośników tego typu i nie tylko. Wszystkie krawędzie są zaoblone, przez co nie ma ryzyka, że nawet podczas transportu, okleina zostanie zadarta i uszkodzona wraz z naszymi palcami i dłońmi.
Tył to płytka metalowa i plastikowy port Bass-Reflex. Znajdują się tam wszystkie gniazda wejściowe, o których powiem za moment. Do płytki przytwierdzono układ zasilający i wzmacniający, traktując ją jako odbiornik ciepła. Podczas pracy część nad gniazdem IEC nagrzewa się, osiągając jakieś 36-38°C. Jako fan radiatorów i jak najwydajniejszego chłodzenia, nie obraziłbym się za takowy.
Przód wykonano z plastiku matowego i połyskliwego (tylko dolna część). Jest to nie tylko element maskujący, ale też estetyczny i profilujący przetworniki (falowody i tunele).

Całość jest wykonana naprawdę dobrze i wcale nie czuję, abym obcował z głośnikami za tylko 600 zł od sztuki. Nie czuję też tego na tle takiego Enkl Sound ES2, który kosztując 1600 zł za sztukę, ewidentnie był znacznie gorszym zakupem. Choć naturalnie wszystko zależy od punktu siedzenia i dla kogoś te 600 zł to nadal będzie sporo pieniędzy. Zwłaszcza, że zakup musi obejmować dwie sztuki, jeśli chcemy bawić się w stereo. A tak jest w moim przypadku.
Tylny i przedni panel
Każdy panel tylny wyposażony jest w pokrętło głośności (centrowanie w pozycji 0 dB) i fizyczny włącznik kołyskowy. Głośniki nie posiadają funkcji Soft-Power OFF, jak sporo modeli konsumenckich, ani sterowania pilotem. Jest to logiczne, ponieważ sprzęt przeznaczony jest do całodniowej pracy w bliskim polu, więc wszystko mamy pod ręką.

Z gniazd jest oczywiście te zasilające, ale też XLR i TRS (oba zbalansowane). Nie ma konwencjonalnych gniazd niezbalansowanych (np. RCA), ale taka specyfika, z której akurat bardzo się cieszę. Podłączenie sprzętu do Motu było więc formalnością.

Na przodzie mamy dwa przyciski. Lewy odpowiada za wybór EQ (Hype, Flat, Custom), zaś prawy steruje zachowaniem Bluetooth i/lub połączeniem Wireless Stereo-Link.

Akcenty utrzymano w stylistyce czarno-żółtej/złotej.
Obsługa i sterowanie
Denerwujące może się wydawać włączanie każdego głośnika osobno i to jeszcze z tyłu. Jednak taka jest specyfika tego typu produktów, trzeba się przyzwyczaić. Tym bardziej, że producent pomyślał mimo wszystko o wygodzie i umieścił włącznik nad gniazdem IEC. W ten sposób nie blokuje go w żaden sposób.
W miarę dobrze sprawdza się również tryb Bluetooth, który zaimplementowano w wersji 5.0, choć tylko z kodekiem SBC i brakiem możliwości użycia SBC-XQ (cisza). Bitrate plasuje się na poziomie 48,79 KB/s, czyli 390 kbps. Choć audiofile będą twierdzić inaczej, jest to wartość spokojnie wystarczająca do pracy z głośnikami.
Możemy za to bez żadnego problemu jeden z głośników ustawić w tryb parowania, a drugi w trybie linkowania. Wówczas będą się łączyć, jak moduły TWS – wystarczy w obu głośnikach dwukrotnie nacisnąć przycisk Bluetooth, aby zaczęły migać diody LINK. Kanały grają na odwrót bo sparowaliśmy nie ten głośnik? Możemy nawet sobie odwrócić kanały w samych głośnikach, bez konieczności zamiany ich miejscami.
Głównym natomiast sposobem podłączenia M-Audio Forty Sixty będzie balans: TRS lub XLR. Korzystamy tylko z jednego połączenia w danej chwili, jako że głośniki nie mają selektora. Sprawdziłem oba wejścia i nie słyszałem żadnej różnicy. Finalnie pozostałem na połączeniu TRS-TRS oraz wejściach Monitor w Motu, jako że mam wówczas wygodne sterowanie głośnością wprost z interfejsu (pokrętła z tyłu głośników ustawione na 0 dB / center).
Należy jedynie pamiętać o dwóch bardzo ważnych rzeczach. Po pierwsze, sterowanie głośnością w trybie BT odbywa się wyłącznie programowo (cyfrowo). Pokrętła z tyłu są ignorowane, a skok głośności jest dość spory. Po drugie, tryb Wireless Stereo Link powinien być stosowany wyłącznie z Bluetooth. Jeśli głośniki będą zlinkowane, a my będziemy chcieli pracować na gniazdach TRS/XLR, wówczas uzyskamy efekt jakby super-stereo. Źródła pozorne będą na środku renderowane nieprawidłowo. Nie wiem czemu tak się dzieje, ale sprowadza to nas do konkluzji, że M-Audio Forty Sixty powinny być używane albo wyłącznie analogowo z interfejsem, albo wyłącznie w trybie Bluetooth+WSL.
Ustawność
Oba monitory sprawdzałem jak pisałem w dwóch konfiguracjach:
- na podstawkach IsoAcoustic Aperta,
- na standach Behringer SM5002.
Zaletą pierwszych jest fakt, że można nadać im kąt nachylenia w zakresie do 6°. Jest on kluczowy w tej sytuacji, ponieważ rekomendowanym pozycjonowaniem M-Audio Forty Sixty jest umiejscowienie ucha na górnej krawędzi woofera. A dokładnie tak się sprawy mają, gdy Aperty są ustawione na swoim maksimum.
Zaleta drugich to pełna swoboda rozstawu, regulacji i możliwość wygodnego aranżowania stanowiska odsłuchowego. Najlepsze rezultaty uzyskamy na dystansie w okolicach ok. 1,5 m. Trzeba jedynie uważać, aby nie przesadzić z minimalną wysokością. Behringery mają ją na pułapie 93 cm, co u mnie przy M-Audio Sixty Forty okazało się być idealnie na styk.
Na pewno szeroki sweet spot zrobi tu największą robotę. Nie musimy przy głośnikach siedzieć, jak na szpilkach, w jednym tylko punkcie, który powoduje, że dźwięk wydaje się jakkolwiek normalny. Możemy się wiercić, bujać, pochylać, odsuwać, a wszystko prezentowane jest nadal należycie.
Aplikacja producenta
Ten również się tu znajduje i to w dwóch formach:
- wbudowanej (Hype – podbite skraje lub Flat – brak korekcji),
- dopasowywanej (tryb Custom via aplikacja producenta).
Ta ostatnia rzecz to coś, co również działa mocno na korzyść M-Audio Forty Sixty. De facto można stwierdzić, że dostajemy tu coś na wzór tego, co robi Qudelix, ale bez wtyczki do Chromium, a tylko w formie samej aplikacji. Wg instrukcji, nazywa się ona M-Audio Studio Control App. W Google Play widnieje jednak jako M-Audio Forty Series Control App. Producent twierdzi w instrukcji, że możemy w niej:
- zmieniać ustawienia EQ,
- tworzyć własne korekcje,
- dopasowywać pozycję głośników w naszej przestrzeni akustycznej,
- wyciszać je,
- wygaszać wskazania LED (aczkolwiek można to zrobić ręcznie).
To dlatego nie wypunktowałem głośnikom braku przełączników i korekcji na tylnych panelach. Często bowiem otrzymujemy je w formie sterowania mechanicznego. M-Audio poszedł zupełnie inną drogą i postawił na oprogramowanie.

Duży plus, że nie musimy się rejestrować i przekazywać wrażliwe dane producentowi, a głośniki, nawet po wyłączeniu, zapamiętują zapisane w sobie ustawienia i nie wymagają już potem aplikacji. Wszystkie ustawienia mamy na gotowo pod ręką, a więc Hype, Flat i nasze jedno własne.
Własne ustawienia PEQ w praktyce
Nasze własne ustawienie może być konfigurowane za pomocą 5 zakresów od -6 do +6 dB, ale mających swój sztywny podział co kilka oktaw. Im wyższy numerek, tym wyższy minimalny zakres, jaki możemy skorygować. Szkoda, bo przy dużych problemach z pomieszczeniem jest to utrudnienie i konieczność planowania korekcji, ale i tak jest to bardzo przydatne w walce z niekorzystnymi modami pomieszczenia. Trochę szkoda też, że nie można zapisywać różnych własnych ustawień i nimi żonglować. Zniechęca to do dokładnych eksperymentów, ale motywuje do pracy nad rzeczywistą, fizyczną akustyką pomieszczenia.
Aby takie zadanie miało szansę powodzenia, konieczne jest niestety posiadanie dodatkowej aparatury pomiarowej w postaci skalibrowanego mikrofonu pomiarowego. Będziemy mogli zmierzyć nim nasze pomieszczenie i wykryć miejsca, które wymagają korekcji. W sytuacji, gdybyśmy mieli do czynienia z konwencjonalnymi monitorami bliskiego pola, czyli pozbawionymi programowalności, musielibyśmy korzystać z dodatkowego oprogramowania aplikowanego globalnie na system operacyjny. Kłaniałby się więc APO Equalizer (Windows) albo np. Easy Effects (Linux). Można byłoby jeszcze próbować szczęścia z czymś pokroju Qudelix T71, ale nie czarujmy się, rozwiązanie M-Audio, proste bo proste, jest po prostu wygodniejsze.
Taka ciekawostka, że głośniki możemy regulować osobno, lub też (gdy są zlinkowane) jako jeden zestaw. Nie jest to oczywiste od razu, bo Wireless Stereo Link może być jak się okazuje aktywny nawet wówczas, gdy głośniki nie pracują w trybie Bluetooth. Na zdjęciu aplikacji wyżej pokazałem swoje M-Audio w formie odseparowanej, ale jeśli wszystko jest zlinkowane, widzimy je jako pakiet dwóch sztuk. Wówczas każda zmiana, czy to wprowadzana w aplikacji, czy fizycznie na głośniku, jest aplikowana automatycznie do drugiej sztuki. Super sprawa.
Ale zauważcie też, że nie napisałem jeszcze nic o obiecanej nam funkcji dopasowywania pozycji głośników w danym pomieszczeniu. Z prostego powodu: nie ma takowej.
Obiecanki, a rzeczywistość
Jakież było bowiem moje zdziwienie, gdy okazało się, że w rzeczywistości spotkałem w aplikacji tylko możliwości equalizacji oraz stosowania predefiniowanych ustawień. Nie ma żadnego dopasowania do pomieszczenia, pozycjonowania głośników czy nawet Mute lub wyłączania LED, o których pisano. M-Audio obiecało w instrukcji więcej, niż rzeczywiście dowiozło. Czy to znaczy, że producent nas okłamał? Złodzieje? Oszukali nas? Teoretycznie tak, ale w praktyce w sumie nie.
Po pierwsze: w instrukcji pisano o innej aplikacji, niż byłem w stanie zainstalować, więc możliwe, że nastąpiła tu po drodze jakaś zmiana. Technicznie jest to potencjalny wytrych, aby odrzucić nasze pretensje już na samym początku.
Po drugie: opcje, których w aplikacji nie ma, są zaimplementowane w samych głośnikach. Mute wywołamy poprzez naciśnięcie i przytrzymanie przycisku Speaker Mode. LEDy wyłączymy jeśli przytrzymamy jednocześnie Speaker Mode i Bluetooth. Czyli funkcje te są, tylko nie w aplikacji. Aczkolwiek i tak szybciej było mi skręcić potencjometr na Motu, nacisnąć pauzę na klawiaturze, a LEDy są konieczne do nadzorowania stanu pracy, więc i tak bym ich nie wyłączał.
Zaś po trzecie, dopasowanie pozycji to tak naprawdę właśnie EQ. Być może miało to funkcjonować w formie prostego kreatora, który ustawiał nam specyficzny tryb EQ w zależności od wskazanej pozycji. Być może nie działało to dobrze lub duplikowało się z samym equalizerem. Tego nie wiemy.
>W pewnym momencie nie miało to jednak dla mnie już znaczenia i nie zaprzątałem tym sobie głowy, bo tak dobrze sprawdzały się ustawienia EQ (w tym predefiniowane). W praktyce więc nie czuję się oszukany, bo technicznie niczego jako konsument nie straciłem.
Jakość dźwięku M-Audio Forty Sixty
M-Audio Forty Sixty to dwudrożna konstrukcja aktywna bazująca na 6,5-calowym przetworniku nisko-średniotonowym oraz 1-calowej kopułce tekstylnej osadzonej w eliptycznym falowodzie. Obudowa z płyt MDF o kubaturze zoptymalizowanej pod bliskie pole robocze wykorzystuje szczelinowy tunel bass-reflex umieszczony na tylnej ściance, którego częstotliwość rezonansu Helmholtza ƒb przypada na 58 Hz.


Za podział pasma oraz kompensację fazową odpowiada pokładowy procesor DSP współpracujący ze stopniem wzmacniającym w klasie D w konfiguracji bi-amp. Pomiary na stanowisku pomiarowym przeprowadzono w domyślnym profilu Flat, stanowiącym bazowy punkt odniesienia metrologicznego, z uwzględnieniem korekt wnoszonych przez predefiniowany profil Custom.
Jak już opisywałem, ustawienie i pozycjonowanie głośników odbywało się z uwzględnieniem wytycznych M-Audio, a więc:
- ucho na wysokości górnej krawędzi woofera
- utrzymanie maksymalnie jak tylko się da zasady złotego trójkąta
- pozycjonowanie kolumn wprost na ucho lub delikatnie do zewnątrz
- szersza (160 cm) i węższa baza (130 cm)
- mniejszy (0,8 m) lub większy dystans (1,5-1,8 m)
- podstawki kątowe (6°) lub standy (93 cm)
Zatem…
Bas
Częstotliwość rezonansowa tunelu bass-reflex ƒb wynosi dokładnie 58 Hz (102,2 dB SPL w pomiarze bliskim portu), co precyzyjnie koresponduje z siodłem wychylenia membrany niskotonowej zlokalizowanym przy 59 Hz (78,4 dB SPL). Efektywne pasmo przenoszenia dołu, wyznaczone metodą scalania pomiarów Keele Nearfield z bramkowanym pomiarem osiowym, definiuje spadek F3 na poziomie 54 Hz oraz F6 przy 50 Hz względem punktu odniesienia 69,2 dB SPL przy 1 kHz.
Poniżej 50 Hz charakterystyka opada stromo: przy 40 Hz rejestrowane ciśnienie wynosi 51,4 dB (-17,8 dB względem 1 kHz), natomiast przy 30 Hz zaledwie 32,5 dB. Wszelkie subiektywne wrażenia rzekomego zejścia do 35–40 Hz przy 0 dB w warunkach domowych są wyłącznie efektem zjawiska boundary loading oraz wzbudzenia modów własnych pomieszczenia po dosunięciu paczek do ściany, a nie realną pracą samej obudowy.
Tor metrologiczny ujawnił istotną anomalię akustyczną w postaci fal stojących tunelu BR. Przy częstotliwości 925 Hz (918 Hz w profilu Custom) występuje wyraźne wybicie piszczałkowe osiągające aż 89,3 dB SPL. Tłumienie tego pasożytniczego rezonansu względem głównego rezonansu ƒb wynosi zaledwie -12,9 dB (wypiętrzenie o 4,3 dB ponad tło), co kwalifikuje ten wyciek jako zauważalny i podbarwiający dół pasma średniego. Pozostałe rezonanse tunelu (483 Hz na poziomie 76,8 dB SPL oraz 1,9 kHz na poziomie 70,2 dB SPL) są tłumione poprawnie (ze spadkiem powyżej -25 dB względem ƒb).
Pod względem zniekształceń nieliniowych przetwornik 6,5″ wykazuje bardzo dobrą kontrolę mechaniczną. W polu bliskim THD przy 50 Hz wynosi 1,4%, przy 80 Hz stabilizuje się na poziomie 1,6%, a maksymalna wartość w paśmie 35–150 Hz sięga 2,7% przy 145 Hz (2,9% przy 150 Hz w profilu Custom). W strukturze harmonicznych przy 50 Hz dominuje składowa nieparzysta H3 (1,2%) nad H2 (0,6%), wskazując na symetryczne ograniczenia sprężystości zawieszenia bądź napędu magnetycznego przy większym skoku, co jednak nie przekłada się na degradację odpowiedzi impulsowej.
Tony średnie
Średnica zachowuje wysoką liniowość w przedziale 400 Hz – 1,5 kHz (punkty kontrolne: 500 Hz = 69,2 dB SPL, 1 kHz = 69,2 dB SPL, 1,5 kHz = 68,1 dB SPL), gwarantując prawidłową barwę wokali i instrumentów operujących na fundamentalnych składowych.
Problem pojawia się w rejonie podziału pasma przez zwrotnicę: między 2,0 a 2,5 kHz charakterystyka notuje ubytek energetyczny, spadając do 66,0 dB przy 2,0 kHz oraz osiągając minimum 64,8 dB przy 2,5 kHz (spadek rzędu 4,4 dB względem 1 kHz). Dopiero powyżej 3 kHz następuje stopniowy powrót do poziomu bazowego. Profil Custom częściowo niweluje to zjawisko za pomocą wbudowanego filtru DSP, podbijając 2,5 kHz do 67,6 dB i przybliżając pierwszy plan. Oczywiście, o ile tak sobie go ustawimy. Należy brać pod uwagę, że nastawy są stricte pod moje stanowisko. Wcale nie muszą pasować do czyjegoś.
W każdym razie, w odsłuchu zafalowanie to skutkuje lekkim wycofaniem prezencji i ugrzecznieniem wokali w domyślnym trybie Flat. Zniekształcenia harmoniczne w miejscu odsłuchowym dla zakresu 300 Hz – 5 kHz mieszczą się w normie monitorów aktywnych: 0,4% przy 500 Hz oraz referencyjne 0,2% przy 1, 2 i 5 kHz. Wyjątkiem jest lokalne wypiętrzenie THD do poziomu 1,7% przy 750 Hz, korespondujące z drugą harmoniczną wycieku rezonansowego tunelu bass-reflex.
Tony wysokie
Za reprodukcję wysokich tonów odpowiada 1-calowa kopułka tekstylna pracująca w płytkim falowodzie. Przebieg na osi jest gładki i pozbawiony ostrych anomalii rezonansowych: 66,2 dB przy 4 kHz, 68,6 dB przy 6 kHz, 68,2 dB przy 8 kHz oraz 70,0 dB przy 10 kHz, utrzymując stabilny poziom aż do 20 kHz (69,3 dB).
Brak agresywnych wypiętrzeń w newralgicznym podzakresie 6–9 kHz chroni przekaz przed sybilacją i sztuczną szklistością, typową dla budżetowych kopułek metalowych czy tanich przetworników wstęgowych. Sopran łączy czytelność transjentów z wysoką kulturą wybrzmienia, zapobiegając zmęczeniu słuchu przy wielogodzinnej pracy.
Pozycjonowanie monitorów wykazuje zauważalny wpływ na odbiór tego zakresu: ustawienie biurkowe na podstawkach kątowych (6°) skutkuje delikatnym złagodzeniem najwyższych składowych, natomiast wyniesienie monitorów na standy podłogowe (dystans odsłuchowy 1,5–1,8 m) pozwala w pełni otworzyć nośność i napowietrzenie najwyższej oktawy.
Wrażenia sceniczne i kierunkowość
Geometria falowodu zapewnia poprawną dyspersję w płaszczyźnie horyzontalnej oraz przewidywalny sweet spot. Forty Sixty dobrze znoszą niewielkie odchylenia od osi głównej, nie wykazując drastycznych zapaści fazowych ani zjawiska filtracji grzebieniowej przy ruchach głowy na stanowisku roboczym.
Panorama stereofoniczna budowana jest szeroko, z wyraźną separacją kanałów lewy-prawy. Głębia sceny sprawia wrażenie lekko cofniętej za linię bazy, co stanowi bezpośrednią konsekwencję spadku ciśnienia akustycznego w rejonie podziału zwrotnicy (2,0–2,5 kHz). Rozsunięcie monitorów ze 130 cm do 160 cm z lekkim dogięciem osi na zewnątrz potęguje wrażenie napowietrzenia sceny bez utraty stabilności centrum.
Pomiary poziomu szumów własnych elektroniki wykazały -81,0 dBFS A w stanie aktywnym (wobec -86,9 dBFS A w stanie wyłączonym). Cichy przydźwięk o charakterze sieciowym generowany przez sekcję zasilania na wooferze jest słyszalny wyłącznie z odległości poniżej 0,5 m. W prawidłowym dystansie roboczym 1,0–1,5 m pozostaje on całkowicie zamaskowany przez tło akustyczne pomieszczenia.
Szumy, trzaski, artefakty
W sumie chyba w każdych głośnikach które testowałem, spotykałem się z mniejszym bądź większym szumem. M-Audio Forty Sixty również nie są od niego wolne, choć ich sytuacja jest trochę specyficzna.
Mianowicie, przetwornik wysokotonowy owszem, charakteryzuje się szumem, ale jest on bardzo delikatny. Zauważalnie mniejszy niż to, co oferują nawet utytułowane głośniki, jak Adam Audio (np. model T5V). W zamian, w bardzo cichych warunkach (czyt. kompletnej ciszy), M-Audio wydobywają z siebie subtelne buczenie, coś jak transformator. Wydobywa się ono tylko z przetworników niskotonowych. Jest ono dla mnie słyszalne w odległości 0,5 m od głośników, ale nie podczas odsłuchu prawidłowego w rekomendowanej odległości 1-1,5 m. Nie przeszkadza wówczas podczas pracy i co najważniejsze: nawet w ciszy nie jest denerwujące, a pomijalne.
Tak więc M-Audio Forty Sixty sprzedają nam mniejszy szum za cenę delikatnego buczenia. Trzyma się to na szczęście cały czas granic normy dla tego przedziału cenowego. Nie jestem pewien, bo piszę to z pamięci, ale nawet w zwykłych głośnikach, takich jak niedawno testowane Laudberg M1, słychać było mocniejszy szum. KEF Q80 + Yamaha A-S201 = znacznie mocniejszy szum.
Dlatego też traktuję to jako jedną z konsekwencji uczynienia M-Audio zestawem tak bardzo atrakcyjnym cenowo. Z drugiej strony, głośniki nie są do słuchania ciszy. Nie spotkałem się też z ani jednym przypadkiem, gdy buczenie lub szum „czterdzieści-sześćdziesiątek” mi jakkolwiek przeszkadzał. Już prędzej w Laudbergach albo wspomnianych KEFach bardziej zwracało to moją uwagę.
Na koniec kwestia artefaktów – żadnych nie stwierdziłem. Bluetooth jest elegancki i nienaganny.
Zakup rozwojowy
Do zakupu tego konkretnego modelu pchnęła mnie życzliwa rada znajomego, który w temacie głośników jest wielokrotnie bardziej światły ode mnie. Wystarczył jeden rzut okiem, aby stwierdzić, że ta konkretna konstrukcja ma szansę sprawdzenia się u mnie w praktyce. Bo choć nie było możliwości odsłuchu przed zakupem, przy całych możliwościach powodowanych zakupami na odległość, są w każdych głośnikach pewne znaki. Wskazują one na cechy i ograniczenia każdego głośnika, wielokrotnie bardziej i realniej niż w słuchawkach.
Ma to znaczenie zwłaszcza w kontekście mojej nieco wzmożonej czułości na sopran. Widać to w słuchawkach, jako że w obszarze moich preferencji oscylują modele delikatnie cieplejsze i bardziej średnicowe.
Ten sam problem oczywiście objawia się w temacie głośników, tak więc tutaj strzał trzeba było wykonać precyzyjnie w punkt. Dlatego wspominam o tym, aby nie było wrażenia, że to zakup w ciemno, a recenzja pisana jest pod wpływem zachłyśnięcia się. Celem nadrzędnym było przede wszystkim to, aby mieć na czym pracować i do czego się odnosić w przyszłych recenzjach. Właśnie dlatego, aby takiego ryzyka jak wyżej uniknąć.
Ponieważ część zakupu została pokryta ze wsparcia czytelników, chociażby z szacunku do każdej, nawet najmniejszej wpłaty, staram się, aby była to zawsze inwestycja bezpośrednio w rozwój AF. A z czego beneficjentami są potem wszyscy.
Opłacalność
Skoro już o pieniądzach mowa, to powiem tak: po patrząc na cenę w stosunku do dźwięku i możliwości, M-Audio są nietykalne. Jeśli patrzymy wyłącznie na to, ile wydajemy i co w zamian otrzymujemy, to argument gabarytów przestaje mieć znaczenie. Aktywne monitory mają również taką przewagę, że w każdym jest od razu wbudowany wzmacniacz. Ma to swoje wady (wspomniane buczenie), ale co do zasady odpada nam trzymanie dodatkowego „klocka” oraz jest to już wliczone w koszt jednostki.
Realnymi alternatywami dla M-Audio Forty Sixty będą więc inne konstrukcje tego typu, np. Pionner DJ DM-40D, Adam Audio T5V lub T7V, czy dopłata do modelu Forty Eighty. Wszystko to dostaniemy do kwoty 2000 zł i okolic, a każdy będzie miał swoje określone właściwości i możliwości.
Przykładowo, Pioneery sprawdzą się bardzo dobrze w małym pomieszczeniu, ale u mnie mogłoby być mimo wszystko nieco za mało basu. Adam Audio nieco lepiej pasują do średniego, dając nieco mniej basu w zamian za więcej detalu (wstęga), którego nie potrzebuję. Z kolei większe M-Audio zaoferują lepszy subbas i tonalność jakiej oczekuję, ale wykażą się w większym pomieszczeniu. W moim byłoby już ryzyko, że pojawi się niekontrolowane dudnienie, a więc zamiast odejmować problemów, tylko bym je potencjalnie mnożył.
Jak więc widać, opłacalnych głośników tego typu jest znacznie więcej, ale wybór sprowadza się finalnie do tego, czego oczekujemy i co chcemy osiągnąć. Choć nie można mieć wszystkiego, starajmy się zawsze dostać jak najwięcej za jak najmniej.
Odniesienia do słuchawek
Na sam koniec głośniki przetestowałem sobie dla zabawy w kontekście wszystkich słuchawek, jakie posiadam, a które czułem, że mogą być ich odpowiednikiem. Odpadły oczywiste modele, takie jak HD 800 S, ale wyjąłem chociażby AKG K1000, choć z góry było wiadomo, że w temacie basu nie mają tu czego szukać.
Jakież było moje kolejne zdziwienie, gdy okazało się, że tonalnie dostałem znak równości (umowny oczywiście) z jedną, konkretną parą słuchawek. I nie, nie były to K1000, ani nic z najwyższej półki. Nawet nie ze średniej. Tą jedną parą były poczciwe Creative Aurvana SE. Tak, nasz słynny Dawidek powrócił! Tym razem jednak wszystko odbyło się po Bożemu, toteż zamiast walczyć, z M-Audio ręce sobie podali. A ja pośród obu, oczy przecierałem, po głowie się drapałem, zdumiony kompletnie stałem. Niepozorny Dawidek, na starych przetwornikach Fostera, okazał się najbliższy profesjonalnym monitorom bliskiego pola. Nigdy bym na taki obrót spraw pieniędzy nie postawił. Ale to też pokazuje, że często niepotrzebnie wyważamy już dawno otwarte drzwi. Okazuje się, że otworzył je swego czasu Foster.
W sumie wiem już też, czemu M-Audio Forty Sixty mi się tak podobają. Bo równie mocno podołały mi się Creative Aurvana SE. Niemodowane, niegrzebane, tak jak je opisywałem swego czasu w recenzji, tak są ze mną nadal. Też fajny i mocniejszy bas, też ta górka taka detaliczna, ale wciąż miękka (celuloza robi swoje). Do tego bardzo fajne właściwości sceniczne. Jedynie środek nieco bardziej oddalony, a co jest wzmagane prezentacją słuchawkową samą w sobie. Czyli słuchawki dobre i potężnie opłacalne, jeśli znajdziemy je w dobrych cenach, a także zupełnym przypadkiem sprawdzające się kapitalnie w przyjemnej pracy z dźwiękiem. Dlatego jeśli ktoś z Was szuka „głośnikowych CASE”, to spokojnie może wpisać M-Audio na listę zakupową. A nawet trzymać oba urządzenia jako duet, który wcale nie będzie się wykluczał.
A co z pozostałymi modelami?
Czemu analogii nie odnalazłem w K1000, choć mają pseudo-głośnikową konstrukcję? Albo w np. Philips X2HR, które do CASE są bardzo podobne tonalnie? Co z Austrian Audio Hi-X60, modyfikowanymi LCD-XC lub HD 580 / 58X?
Już odpowiadam:
- AKG K1000 nie mają takiego zejścia i basu. Ich bas kończy się gdzieś w okolicach 50-60 Hz, co jest zbyt małą wartością, aby móc rywalizować z potworami schodzącymi aż do 35 Hz. Do tego są znacznie bardziej średnicowe. To słuchawki nastawione na wokal, nie na produkcję muzyczną.
- Philips X2HR grają rzeczywiście bardzo podobnie, ale nie tak, jak czynią to CASE. Nie mają takiego basu, a ich góra jest delikatnie bardziej zaostrzona. Nie mają w sobie tej subtelnej aksamitności, jaką daje Foster w CASE-ach.
- Austrian Audio Hi-X60 ich bas jest słyszalnie bardziej techniczny, oszczędniejszy w ilości. Słyszalna jest też różnica w sopranie, który jest także bardziej techniczny i nastawiony na dekompozycję strukturalną utworów, a nie odsłuch dla przyjemności jako taki.
- Audeze LCD-XC są po prostu bardziej neutralne. Robią trochę inne rzeczy, choć rzeczywiście jest tu sporo analogii. Nadal jednak są u mnie na pierwszym miejscu, jeśli chodzi o słuchawki do krytycznego odsłuchu. Jeśli miałbym je pozycjonować w którymś miejscu, byłyby pomiędzy HI-X60 a CASE.
- Sennheiser HD 580 i HD 58X również nie są w stanie nawiązać rywalizacji, mimo garści modyfikacji i doinwestowania tych pierwszych. Nie mają tak nisko schodzącego basu w obu przypadkach, są znacznie bardziej zaokrąglone i łagodniejsze pod tym względem. Spora różnica będzie też w sopranie. HD 580 są bardziej nosowe w barwie, podczas gdy 58X są cieplejsze, mocno na wzór HD 650. Tak więc jedne czynią przestrzał w jedną stronę, drugie w drugą.
Jak więc widać, Creative Aurvana SE, potem ewentualnie Philips X2HR, na upartego LCD-XC, a potem już coraz większa przepaść różnic. I tak, również jestem zdumiony, cały czas.
Podsumowanie
Z M-Audio Forty Sixty jestem podwójnie zadowolony. Raz, że udało się trafić w dziesiątkę zakupowo i to w ciemno. Dwa, że umożliwia to dalsze recenzowanie głośników bez żadnego problemu i obaw o obiektywność. Po prostu mogę z nimi, jako pasjonat, śmiało kontynuować odkrywanie świata małych i średnich monitorków oraz pogłębiania na ich temat swojej wiedzy. Być może jest to skromny początek całkowicie nowej ery mojego portalu. Poziom profesjonalizmu dawno już bowiem przekroczył formułę bloga, czyli to, czym Audiofanatyk, a wcześniej Techfanatyk, był na początku. Miałem już na warsztacie monitory studyjne (Mackie chociażby), ale M-Audio Forty Sixty to jest coś z zupełnie innej beczki. Rozumiem już czemu monitory M-Audio cieszą się na ogół dużą sympatią ze strony użytkowników. Jeśli BX-y zachowywały się tak dobrze, jak testowany tu zestaw, to rzeczywiście nic dziwnego.
Głośniki okazały się niezwykle kompetentne, solidne, rzetelne, grające jak głośnikowe wydanie Creative Aurvana SE. Czymś kompletnie odświeżającym było też móc znaleźć bardzo duże pokrycie opisu produktu z rzeczywistością. Na tle niekończącego się bełkotu, kłamstw i bzdur bijącego z kart produktowych sprzętu dla audiofilów, takie coś przywraca nadzieję i wiarę w audio jako hobby. Serio, aż chce się na nich pracować, tworzyć, słuchać. Tak, jak potrafię odpłynąć w dobrych słuchawkach, tak też zdarzyło mi się to właśnie w tych głośnikach.
I choć nadal słuchawki są moją miłością, pasją i pewnie tak już zostanie do końca, przyznać muszę, że ten sposób obcowania z muzyką jest równie urzekający. Bo tu i tu tak naprawdę mamy cały czas te same decybele, kiloherce i utwory. To jest cały czas to samo, tylko w nieco innej formie.
W cenie 1200 zł za komplet, te głośniki praktycznie kasują konkurencję do przynajmniej 2000 zł w kategorii własnej. Mimo ewidentnych oszczędności w temacie sekcji zasilania, M-Audio Forty Sixty są po prostu świetnymi głośnikami wartymi zakupu. Dodatkowo mój portal zyskał od razu punkt odniesienia dla przyszłych testów. Tym samym z przyjemnością chciałbym zarekomendować testowane tu monitorki bliskiego pola każdemu, kto szuka bardzo sensownego systemu odsłuchowego za bardzo sensowne pieniądze.

Na dzień pisania recenzji sprzęt można zakupić od ok. 1200 zł.





Witam! Szukam głośników do użytku mieszkaniowego, głównie laptop, telefon, telewizor. Recenzja brzmi niesamowicie zachęcająco. Nie jestem ekspertem, zastanawia mnie więc jak sprawdzą się do ogólnego odsłuchu muzyki i multimediów w pokoju? Nie zawsze bowiem będę słuchał z pozycji biurka będąc naprzeciw głośników. Czytałem także recenzję Edifier S2000MKIII, które lepiej się sprawdzą w tym przeznaczeniu. Pozdrawiam i z góry dzięki za sugestie
Trzeba kupić, sprawdzić, ocenić samodzielnie. Ale prawdopodobnie wygodniejsze będą S2000 MKIII.
Fajnie byłoby porównać z trochę droższym ADAM T7V .Trochę obawiam się o głośnik wysokotonowy, czy nie będzie zbyt krzykliwy. Nie miałem okazji go posłuchać ,choć opinie ma dobre.
Bardzo proste porównanie: więcej detalu i sopranu a bas zbliżony do M-Audio. Będzie to bardziej V-ką grało.
Hej 😀
A jakbyś nie porównał do Laudberg M1, który ostatnio recenzowałeś?
Szukam czegoś do 1500 złotych, obecnie zamówiłem i testuję Edifier MR4, kupiłem również M60, ale brzmiały moim zdaniem dużo gorzej i zastanawiam się co mógłbym jeszcze porównać do MR4.
Głośniki będą podłączone do prodigy cube BE i potem do maczka przez 99% czasu.
Z innej beczki zastanawiam sie też nad słuchawkami, głównie czy warto spróbować beyerdynamic jakieś wersji DT 770 (najpewniej PRO 80) lub czegoś innego, obecnie używam Sony WH-1000XM3 (po kablu jak i BT zależnie od dnia).
Dobrze, zgodnie z Twoją prośbą nie będę porównywał.
Co do słuchawek Oskarze, recenzja jest na temat konkretnych głośników, a DT770 mają swoją własną recenzję. Zaś od kwestii decyzyjnych-zakupowych są zestawienia z serii Polecane. Prowadzę je od wielu lat, właśnie na okoliczność takich pytań. 🙂
Dzień dobry,
szukam niedużych monitorów (bardzo) bliskiego pola, wielkości podobnej do Fenda R30BT, które posiadam aktualnie, do komputera. Mam je teraz na stojakach przykręcanych do biurka. Odległość od głowy ok 70cm. Czy uważa Pan, że monitory z recenzji będą się nadawać w moim przypadku? Bo wielkościowo są idealne (szerokość, głębokość). Mam niestety mały pokój i kiepskie warunki, bo głośniki stoją przy ścianie, a więc bassreflex na ścianę też. Lubię charakterystykę dźwięku typu V (ale bas nie musi rozsadzać głowy, byleby był zaznaczony) i sądzę, że pasowałaby mi Adam Audio T5V, natomiast są za duże (głębokość). Zastanawiam się nad Adam Audio A4V (bassreflex na przód, dużo możliwości dostrojenia do pomieszczenia, idealny rozmiar), natomiast nie wiem czy do zwykłego słuchania, to nie będzie strzelanie z armaty do muchy (cena)? Kupiłem kiedyś po Pana recenzji wspomnianą Fendę i jestem z niej bardzo zadowolony, ale nadszedł czas na zmiany. A może mógłby Pan z doświadczenia polecić coś innego? Dziękuję i pozdrawiam.
Dzień dobry,
W recenzji wyraźnie podałem optymalne warunki odsłuchowe dla opisywanych monitorów. 70 cm to za mało na tego typu konstrukcje. Lepiej pozostać wówczas przy R30BT.
Wielu profesjonalistów chwali sobie ILoud MTM MKII. W Polsce mało o nich usłyszysz, na samym YT znalazłem raptem jeden film znanego kanału, który je opisał i zrecenzował. Może warto więc się zainteresować? Ja to zrobiłem i właśnie oczekuję na ich przybycie 😊
Minusem może być cena, są to okolice 3200zł 😬
PS: W zestawie otrzymujesz mikrofon ARC do kalibracji 😉
dzień dobry
pisze pan że głośniki odpowiadają pana preferencjom jak zrozumiałem nie krzykliwe wysokie tony oraz niskoschodzące niskie tony
wygląda to na opis głośników idealnych do muzyki techno oraz rapu
a gdybym chciał na nich słuchać muzyki klasycznej oraz jazzu to według pana nadawałyby się również?
Bo pod muzykę elektroniczną wybitnie je zakupiłem, dzięki rekomendacji i pomocy sympatycznego kolegi z Mikołowa. 🙂
Ale i do innych gatunków myślę, że spokojnie się sprawdzą. Tylko że bardziej do produkcji muzyki i krytycznych odsłuchów. Jeśli tylko i wyłącznie do typowego salonowego słuchania z ciepłą górą – może warto rzucić okiem na recenzję Laudberg M1.
Dzień dobry. Szukam głośników do komputera, które ustawię obok monitora (możliwe, że na standach na blacie), które dadzą mi frajdę słuchania muzyki. Nie potrzebuję analizy, super wiernego odtwarzania dźwięku. W takim zastosowaniu recenzowane M-Audio Forty Sixty będą kiepskim pomysłem? Lubie melodyjne brzmienie, nasycona średnicę, słyszalne lecz nie kłujące wysokie i wyraźną podstawę basową. Jak Pan radzi? Może bardziej kierować się w stronę Laudber M1 albo Kanto?
W takich warunkach nawet zwykłe komputerowe głośniki 2.1 na szerokopasmowcach potrafią się sprawdzić i to nawet stare konstrukcje, jak Creative P380, które zresztą sam posiadam przy komputerze do gier do dziś. M1 średnio nadają się do bliskiego pola, a Kanto bez subwoofera nie dadzą rady z zejściem. W cenach w jakich całość u Kanto można zakupić wraz z subem, wyniesie ~4k zł.
Wow, trafiłem tu przeglądając rekomendacje, co czynię co jakiś czas i ze zdziwieniem trafiłem na tę odpowiedź Pana Jakuba pokrywającą się z moim doświadczeniem. Tzn. do tej pory mam głośniki przy kompie Creative P380. Jeśli ktoś nie potrzebuje super sprzętu, to naprawdę polecam dokładnie ten model Creative. Nie wiem, czy ktoś to przeczyta po takim czasie, ale ten model to rewelacja, a wiem to, bo przez pewien czas próbowałem je zastąpić testując kilka modeli Edifiera (zdecydowanie nie moja bajka), Eris E5 (fatalne ekranowanie magnetyczne, dodatkowo słyszalne dla mnie zniekształcenia w postaci syku), JBL 305 (masakra z rozdzielczością średnicy) i Genelec 8020 i 8030 (30 są super, ale dźwięk zbyt analityczny do codziennego słuchania) i po każdym teście wracały creativy na biurko i.. nie odczuwałem większej przepaści w jakości brzemienia. Ten model creativa jest naprawdę udany i stosunek jakości dźwięku do ceny bije cokolwiek. Zresztą – wszystkie te monitory które opisałem mają zawsze szum, jak nie ma muzyki (oprócz genelec), a ten model creative nie ma – cisza całkowita (choć to zależy od konretnego egzemplarza więc warto sprawdzić przed zakupem)… W dodatku pasmo wydaje się równiutkie, choć, przyznaję, nie mierzyłem, a jedynie porównywałem do HD600, które jednażke na moje ucho mają pewien rezonans na poziomie kilku kilku kHz. Panie Jakubie (mówię na Pan, ale rozmawialiśmy na innym forum dot. upgrade AIM), czy mógłby Pan zmierzyć charakterystykę tych P380? Zawsze byłem ciekaw na ile wrażenia płaskości charakterystyki są prawdziwe ,bo uszy przecież potrafią oszukać :)?
Dzień dobry Szanowny Audiofanatyku,
jeśli można to poproszę o odpowiedź na pytanie dotyczące stojaków ISO: z modelem jakiej wielkości (130, 155) testował Pan te monitory? Zakupiłem je właśnie i na razie stoją tylko na jakichś piankowych podkładkach…
IsoAcoustic nie różnicuje wielkości podstawowego modelu, ale wg notacji będzie to 155. Finalnie jednak spoczęły na Behringerach. 🙂
Witam. Czy monitory M-Audio Forty Sixty lub Adam Audio T5V można podłączyć kablami bezpośrednio do Toppinga DX3Pro+? Czy ma to szansę dobrze zagrać? W przypadku Adam Audio T5V możliwe że dokupię subwoofer Adam Audio SUB7 i SUB8. Czy subwoofer też da się podłączyć pod Toppinga DX3Pro+? Lepszym wyborem będzie M-Audio Forty Sixty bez dodatkowego subwoofera czy Adam Audio T5V z dodatkowym subwooferem?
Dzień dobry,
Skuszony recenzją zakupiłem głośniki (to samo zdarzyło mi się już ze słuchawkami polecanymi na Pana stronie, zresztą z bardzo pozytywnym skutkiem). Mam pytanie dotyczące modułu Bluetooth. Czy w Pana egzemplarzach słyszalny jest jak gdyby dodatkowy szum odtwarzając muzykę z Bluetooth w trybie WSL? Mam na myśli taki szum, który nakłada się na już istniejący (czyli ten z przetwornika wysokotonowego). Szum który wydobywa się z głośników w trybie analogowym jest dla mnie na zupełnie akceptowalnym poziomie i nie przeszkadza w odsłuchu. Jednak ten dodatkowy szum w trybie Bluetooth WSL, nawet zachowując zalecaną odległość od głośnika, jest dość irytujący. Mówię tu oczywiście o niższych poziomach głośności, ponieważ jej podbicie jest w stanie go zagłuszyć. Zastanawia mnie czy trafił mi się trefny egzemplarz (a w zasadzie dwa egzemplarze, co wydaje się wręcz dziwne) czy też „ten typ tak ma”. Nadmienię przy tym, że ustawiałem głośniki z dala od ewentualnych źródeł zakłóceń, które mógłby mieć wpływ na moduł Bluetooth (takie jak np. Router Wi-Fi).
Bardzo mi przykro, ale nie przeprowadzam testów w środowisku Windows, więc nie umiem potwierdzić, że problem występuje. Jeśli o żadnym szumie nie wspominałem w recenzji, to takowego u siebie nie zaobserwowałem. 🙂
Dzień dobry. Chciałbym zakupić owe monitory ale nie mam wiedzy, czy mógłbym je podłączyć bezpośrednio do do FiiO E10K Olympus 2 pod jack 3.5mm ?
Jak rozumiem do tego połączenia musiałbym dokupić kabel jack 3.5mm- 2x XLR. Będzie to działać ?
Pozdrawiam pomaga mi Pan od lat w wyborach.
W recenzji wyraźnie napisałem panie Kamilu, że głośniki nie posiadają wyjścia niezbalansowanego. Nie powinno się stosować takich kabli/przejściówek. Tak więc odpowiedź brzmi: 2x nie. 🙂
Konieczny jest normalny interfejs studyjny lub cokolwiek ze zbalansowanymi wyjściami i przedwzmacniaczem. Jeśli nie, należy zdecydować się na inną konstrukcję głośnikową niż M-Audio.
W instrukcji jest napisane, że do wejścia 6.3mm można podłączyć kabel TRS balanced lub TS unbalanced. Tak więc podłączenie źródła niezbalansowanego jest możliwe ale nie do XLR.
Tak. W tej samej instrukcji znajduje się też kilka innych rzeczy które nie pokrywają się do końca z rzeczywistością. Tym bardziej, że odpowiednie oznaczenia polaryzacji wtyków są również z tyłu głośnika. Nie ma tam nic o możliwości wpinania połączeń TS. Input jest TRS/XLR i tyle. Z doświadczenia więc wolę przyjąć worst case scenario.
Panie Jakubie troszeczkę się doedukowałem i ułożyłem sobie nowy plan do uiszczenia zakupu tych monitorów. Ale potrzebuje porady eksperta, zatem witam u Pana w progu. Chciałbym zakupić motu m4/2 i do niego podłączyć owe monitory przez 2 kable TRS zbalansowane . Do tego dodać Topping L50 jak rozumiem przez dwa kable RCA a finalnie do wzmacniacza moje ulubione hd600. Przepraszam za obfite uszczegółowianie i prostactwo ale robię to dla osobistego wyeliminowania nieścisłości. Czy to wszysko kupy się trzyma? Dziękuję
Panie Kamilu, ani ja nie czuję się ekspertem, ani u Pana prostactwa nie ma, więc na luzie. 🙂
Tak, wszystko trzyma się kupy, ale na początku odpuściłbym L50 bo może okazać się zbędnym zakupem. Motu M2 ma już wyjście słuchawkowe, które może okazać się w zupełności wystarczające.
Poszukuję głośników do sali warsztatowej drewnianej (budynek z bala)z dużymi oknami o wymiarach 5,5m na 8m Muzyka ambientowa, trochę lekkiego trance, czasem bębny, orient z instrumentami takimi jak duduk, handpan w często klimacie large hall.
Przeczytałem dużo recenzji na twojej strone, ale chyba M-Audio Forty Sixty lub S2000 MKIII najbardziej by mi pasowały, ale chciałbym wysłuchać opinii specjalisty jeśli można.
Wystarczą tu Laudbergi M1. 🙂
Panie Jakubie,
czy uważa Pan, że monitory M-Audio Forty Sixty dobrze sprawdzą się do gry na gitarze elektrycznej z wykorzystaniem symulacji Amplitube/TONEX?
Monitory byłyby podłączone do interfejsu IK Multimedia AXE I/O ONE. Gram głównie rock, heavy metal i punk – więc zależy mi na przesterowanym brzmieniu gitary.
Pozdrawiam serdecznie!