Przetestowanie iBasso SR3 – flagowych słuchawek tego chińskiego producenta – to ciekawa okazja do zbadania rzadko spotykanej na rynku konstrukcji. Egzemplarz ten został mi podesłany przez jednego z czytelników, którego w trosce przed niepotrzebnymi dyskusjami i nieprzyjemnościami otoczę bezpieczną aurą anonimowości. Sprzęt pochodzi z prywatnych rąk, a jego obecność na stanowisku testowym pozwala na przeprowadzenie w pełni niezależnych pomiarów oraz weryfikację obiegowych opinii na temat tego modelu.
Tym samym serdecznie zapraszam do lektury.
Testowany sprzęt został prywatnie użyczony przez Czytelników portalu na potrzeby weryfikacji pomiarowej i odsłuchowej, za co serdecznie dziękuję. Jeśli chcesz widzieć więcej tego typu treści na moim portalu lub sam posiadasz prywatnie sprzęt wart przetestowania, zachęcam do bezpłatnego zgłoszenia go na oficjalne testy.
Działalność Audiofanatyka można wesprzeć nabywając ręcznie wytwarzane przeze mnie kable słuchawkowe lub bezpośrednio za pomocą wirtualnej kawy na buycoffee.to.

Dane techniczne
Tyle co udało się zachować na Ceneo:
Specyfikacja techniczna iBasso SR3
- przetwornik: dynamiczny
- membrana: biocelulozowa
- typ słuchawek: otwarte
- pasmo przenoszenia: 3 Hz – 40 kHz
- skuteczność: 106 dB przy 1 kHz
- impedancja: 150 Ω
- moc znamionowa: 50 mW
- THD: poniżej 1% (1 kHz / 1mW)
- złącza: 3,5 mm, pozłacane
- długość przewodu: 1,6 m
- wtyk: 4,4 (balanced)
Zawartość zestawu
- słuchawki iBasso SR3
- przewód z wtykiem 4,4 mm
- adapter z 4,4 mm na 6,35 mm
- zapasowe pady perforowane
- twarde etui ochronne
- krótka instrukcja obsługi
- karta gwarancyjna
Jakość wykonania i konstrukcja iBasso SR3
Konstrukcyjnie iBasso SR3 to projekt, który na pierwszy rzut oka próbuje krzyczeć „premium. Przy bliższym kontakcie ujawnia się tu kilka trudnych do zaakceptowania niedoróbek. Słuchawki oparto na metalowej, ażurowej konstrukcji mocno inspirowanej Philipsami X2HR (tudzież Sivga Phoenix), która sama w sobie jest sztywna i sprawia wrażenie solidnej. Niestety, diabeł tkwi w szczegółach.
Największym problemem ergonomicznym jest system regulacji opaski pałąka – skórzany pasek opiera się na metalowych prowadnicach, które nie posiadają żadnego wyraźnego, skokowego punktu zablokowania. Mechanizm opiera się na regulowanych śrubowo suwadłach. Działa to na zasadzie nakrętek – im bardziej nakręcimy, tym większy opór. Praktyczna strona tego rozwiązania nie jest zerowa, a wprost ujemna. Co więcej – słuchawki przyszły z niektórymi nakrętkami odkręconymi kompletnie. Ich nakręcenie (palcami) to była katorga. Ale udało się.



Było to konieczne (i frustrujące), bo opaska bez odpowiedniej regulacji ma tendencję do samoczynnego przesuwania się pod ciężarem słuchawek.
Drugim uchybieniem technicznym są koszmarne luzy na mocowaniach padów. Fabryczne nauszniki, choć miłe w dotyku, nie siedzą na kołnierzach muszli tak sztywno, jak wymagałby tego flagowy status urządzenia, co przy gwałtowniejszych ruchach głową potrafi przełożyć się na minimalne przesunięcia akustyczne (wpływające na powtarzalność pomiaru i szczelność komory).



Zupełnie tak, jakby producent zastosował pady kompletnie nie od tego modelu, albo po prostu za duże. I nikt tego nie widział? Aż trudno uwierzyć. Chyba, że pady są również nieoryginalne. W zestawie były również pady Fostex (zamontowane domyślnie), które również cechują się luzami.
W każdym razie – zakładając luz jako rzecz fabryczną – jest to głębokie niedopatrzenie.
Wygoda i ergonomia
W codziennym użytkowaniu iBasso SR3 są za to zaskakująco wygodne. Oczywiście o ile uda nam się je stabilnie usadowić na głowie i okiełznać wiecznie żyjący własnym życiem pasek pałąka. Słuchawki są spore, ale masa (391 g ważone) rozkłada się na czaszce w miarę równomiernie. Fabryczne pady są przepastne, miękkie i nie wywołują nadmiernego nacisku wokół uszu mimo płytkości. Zdumiewająco, ale pozwala to na dłuższe sesje odsłuchowe bez uczucia zmęczenia.



Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że obcujemy z produktem niedokończonym. Ta nieszczęsna regulacja opaski sprawia, że przy każdym zakładaniu SR3 na głowę musimy na nowo poprawiać i centrować pałąk, co potrafi zirytować. Jeśli dodamy do tego wspomniane luzy na padach, to czar „flagowej solidności” pryska bardzo szybko. Niby rzetelnie wykonane rzemiosło, ale pozbawione ostatecznego „dotyku” inżynieryjnego, który odróżnia produkty wybitne od po prostu poprawnych.
Pod kątem wygody jest więc dobrze, ale pod kątem dbałości o detale konstrukcyjne – co najwyżej dostatecznie.
No nic, może dźwiękowo będzie lepiej?
Jakość dźwięku iBasso SR3
Szczegółowe wykresy oraz narzędzia kompensacji dla tego modelu są dostępne w bazie pomiarowej Audiofanatyk™ Lab.
Weryfikacja właściwości akustycznych iBasso SR3 została przeprowadzona na standaryzowanym stanowisku pomiarowym w kontrolowanych warunkach laboratoryjnych. Odrzucając marketingowe deklaracje oraz niesprawdzone teorie krążące w przestrzeni sieciowej, oddajmy głos czystej fizyce i psychoakustyce.
Bas
Analiza techniczna: Dół pasma prezentuje się niemal wzorowo, wręcz podręcznikowo płasko. I paradoksalnie tu jest właśnie problem – płasko. Linia basu od 20 Hz do 100 Hz przebiega niemal idealnie poziomo, bez żadnego sztucznego napompowania czy też gwałtownego roll-offu w najniższych rejestrach. Z technicznego punktu widzenia to pokaz doskonałego rozciągnięcia i liniowości, rzadko spotykanej w konstrukcjach dynamicznych o otwartej architekturze.
Subiektywny odsłuch: W praktyce jednak ta idealna płaskość przekłada się na brzmienie, które wielu może określić jako… anemiczne. Bas jest tu niesamowicie oszczędny i techniczny. Ma zejście, to czuć i słychać, ale trzeba się natrudzić, by móc się do tego dokopać. I nie, wcale nie mam na myśli tu synergii z torem, choć jakieś bass boostery mogą okazać się pomocne. Bardziej chodzi mi o to, że jeśli utwór rzeczywiście ma mocne zejście i wyciąga bas przed szereg, iBasso SR3 to pokażą. W przeciwnym razie zachowują się z całkowitą, niemal ostentacyjną obojętnością.
Choć nie brakuje mu precyzji czy szybkości, to brakuje mu takiej „radości z życia”, energii i tak pożądanego dociążenia będącego własną inicjatywą. Bas zachowuje się tu niczym zrezygnowany rekrut w koszarach – bez wyraźnego rozkazu ani myśli zerwać się na baczność. A to właśnie by mu się przydało. Nie ma tu mowy o buczeniu (o ile nie założymy padów od Fostexów), ale też nie ma mowy o satysfakcjonującym wygarze w każdej sytuacji. To taki bas w sumie wybitnie monitorowy, surowy i do bólu poprawny, przez co w codziennym odsłuchu może wydawać się zwyczajnie nudny. A przynajmniej ja go tak odbierałem.
Przejście w tym względzie na np. ATH-M50x to pod kątem basu niebo a ziemia. Natomiast coś bardziej zbliżonego do nich, np. DT 990 PRO BLE Amiron Mod, są bardziej otwarte i mimo że też wysoce techniczne, to mające swój smak i kunszt.
Tony średnie
Analiza techniczna: Zakres średniotonowy charakteryzuje się dość wyraźnym wzniesieniem, które zaczyna się już w niskim środku i kulminuje potężnym wybiciem w punkcie 3 kHz. Z punktu widzenia metrologii to bardzo agresywne strojenie, które drastycznie wypycha ten podzakres do przodu.
Największym problemem technicznym jest tu jednak czystość sygnału. Na wykresach THD+N widzimy potężną anomalię konstrukcyjną: o ile prawy kanał w okolicach 3 kHz notuje zniekształcenia na poziomie około 1,5%, o tyle lewy kanał w tym samym miejscu szybuje aż do 2,5%. W słuchawkach aspirujących do miana flagowca zniekształcenia harmoniczne w tak czułym dla ludzkiego ucha punkcie pasma są rzeczą absolutnie niedopuszczalną i świadczą o problemach z projektem samych przetworników.
Subiektywny odsłuch: W wielu utworach przebijała mi się do uszu. Średnica jest podawana wyjątkowo dosadnie i bezpośrednio, aż modulując dość słyszalnie barwę. Dało się to usłyszeć szczególnie w starciu z wyżej wymienionymi DT 990 po modyfikacjach. Tam było czysto i schludnie, ale sterylnie. Tutaj zaś ni to neutralnie, ni to plastycznie. Jakby słuchawki same nie wiedziały co mają robić.
Przez mocne forsowanie okolic 3 kHz, wokale i instrumenty operujące w tym zakresie są renderowane blisko, wręcz „na twarz” – to jest właśnie owa plastyczność. Z reguły audiofile opisują tak jednak środek pasma wykazujący się elementami kleistości, masy i przyjemnego opuszczenia o jeden ton barwy. Tu tego nie ma, Trochę tak, jakby z takiego obrazu usunięto kolory.
Choć technicznie jest to prezentacja bardzo poprawna i czysta w odbiorze, to w połączeniu z brakiem basowego fundamentu brakuje jej nasycenia i plastyczności. Dźwięk jest wyblakły, pozbawiony muzykalnej tkanki i barwy, przez co instrumenty brzmią troszkę sucho i płasko. Można się spróbować do tego przyzwyczaić na szczęście.
Sopran
Analiza techniczna: Potężny wyrzut w rejonie 5,5-6 kHz, po którym następuje głęboki dół w okolicach 7,5 kHz i kolejny, mniejszy wierzchołek przy 9 kHz. Analizując tę interakcję pod kątem ludzkiej izofony, naturalna kompensacja naszego słuchu nie jest w stanie w pełni zniwelować tak głębokiego zapadliska po tak silnym uderzeniu energii. Dochodzi tu do zjawiska maskowania częstotliwości – mocno zaznaczony zakres 6 kHz skutecznie przykrywa subtelniejsze detale z wyższych rejestrów. Na plus należy jednak odnotować, że na fabrycznych padach balans obu kanałów w tym wymagającym paśmie uległ zdumiewającemu wyrównaniu.
Subiektywny odsłuch: Co ciekawe, mimo tak gwałtownych nierówności na wykresie, SR3 nie są słuchawkami sybilującymi ani ostrymi. Sopran nie cierpi na przesadną analityczność. Zamiast tego góra pasma sprawia wrażenie pozbawionej blasku. Dźwięk ucieka w stronę technicznej poprawności, ale jest przy tym wygaszony w swoich wyższych partiach. Sprawia to trochę wrażenie, jakby SR3 były wręcz miejscami pozbawione powietrza.
To bardzo specyficzny paradoks: góra potrafi być dosadna, ale jednocześnie brakuje jej autentycznej energii i świeżości. Tutaj już nie chciałbym się za bardzo powoływać na DT 990 po modyfikacjach, bo ich sopran to jest osobny temat, który na pewno będzie trzeba opisać w ichniej recenzji. Tak samo HD 660S2, gdyż jest to kompletnie przeciwny wektor względem nich. Szybciej już byłoby uczynić to dla HEDD D1. Choć są bardzo do nich podobne w odsłuchach, mają inaczej zaakcentowaną barwę i finalnie przekazują trochę więcej informacji w bardziej selektywny sposób.
Wrażenia sceniczne
Scena kreowana przez iBasso SR3 ma bardzo specyficzną (i agresywną) geometrię. Przez skrajne wypchnięcie średnicy i bliską prezentację pierwszego planu, głębia sceny stała się bardzo mocno zredukowana. Dźwięki wydają się ściśnięte na osi przód-tył, a wokalista stoi tuż przed naszym nosem. Słuchawki nadrabiają to jednak bardzo dobrą szerokością i precyzyjną lokalizacją źródeł pozornych na osi lewo-prawo. Panorama boczna została rozciągnięta imponująco, co tworzy ciekawy, jednoznacznie elipsoidalny kształt sceny – szeroki, ale słyszalnie spłaszczony.
Całościowy odbiór psychoakustyczny
iBasso SR3 to słuchawki grające w sposób niezwykle specyficzny i trudny w jednoznacznej ocenie.
Oferują dźwięk bezsprzecznie neutralny i bezpośredni, z bardzo fajną szerokością sceniczną. Da się ich słuchać, nie męczą wcale swoim dźwiękiem, definitywnie mają co pokazać z tej dobrej strony. Jednocześnie to wszystko jest nieco aż za bardzo beznamiętne i zbyt profilaktyczne. Trochę tak, jakby słuchawki chciały zadowolić wszystkich jednocześnie, a przy tym nie narazić się nikomu. Tak się po prostu nie da.
Psychoakustycznie odbieramy je przez to jako produkt mający w sobie trochę sprzeczności. Bas z jednej strony ma równe, dobre zejście, ale brak mu elementarnej ilości. Środek jest jednocześnie wypchnięty, ale nie nasycony na tyle, aby nie uznać go za neutralny. No i i wystrzałem THD w 3 kHz potrzebnym im jak świni siodło. Sopran jest serwowany w dużej ilości, z detalem, ale jednocześnie odpustem na progu 8-10 kHz, który działa tu jak permanentnie aktywowany „tryb bezpieczeństwa”.
Sprawia to całościowo u mnie wrażenie bycia takimi „a’la HEDD D1”. Tylko że HEDDy robią to samo, co SR3, ale lepiej. Też nie wszystko do końca dobrze, ale lepiej.
Całościowa ocena techniczna
Pod kątem metrologicznym SR3 pozostawiają ogromny niedosyt. Pierwszą ofiarą był balans kanałów, gdyż egzemplarz przyjechał do mnie na padach Fostex:

Zdumiewająco, ale tendencyjnie nie domaga tu prawy kanał. Przesunięcia są tu czasami mniejsze, czasami większe. Tu – po zamianie padów miejscami, choć wydają się równo obite i obszyte. A przypomnę poza tym, że mówimy tu o słuchawkach z wtykami do każdej muszli, czyli podłączanymi symetrycznie.
Dla pewności testy wykonałem na innych kablach, w tym fabrycznym od HE400se. Bez zmian. Mikrofony w tym względzie nie kłamią – rozjazd słychać już od pierwszych sekund odsłuchu.
Najlepsze, co udało mi się wykrzesać na padach fabrycznych:

No, to ja rozumiem. Sytuacja zmienia się diametralnie. Rozbieżności w zbieżności kanałów na tym poziomie wróciły do normy. Teraz wygląda to rzeczywiście jak flagowiec.
O ile liniowość basu i świetne parowanie kanałów na fabrycznych padach zasługują na pochwałę, o tyle kompromisy konstrukcyjne i tak kładą się cieniem na tym projekcie. Kulminacja zniekształceń THD+N sięgająca nawet 2,5% (lewy kanał) w krytycznym paśmie 3 kHz (średnio 1,8%) rzutuje na te słuchawki w ramach półki urządzeń flagowych premium. Bo pomagać na pewno nie pomaga.
Dodatkowo nieliniowości w sopranie i interakcja wybić oraz dołków obnażają brak ostatecznego szlifu akustycznego ze strony projektantów. Nie wiem jak to wyglądało w SR2, ale mam wrażenie, jakby SR3 były próbą ewolucji (poprawy?) tego projektu. Stąd kilka rzeczy przechodzi na nie po prostu dziedzicznie.
Najlepsze zastosowania oraz napędzenie
Z powodu swoich specyficznych cech akustycznych, głównie na środku pasma, SR3 wymagają precyzyjnej, najlepiej sprzętowej lub programowej korekcji parametrycznej (EQ). Niezbędne jest selektywne ściągnięcie wybicia w rejonie 3 kHz oraz delikatne podbicie subbasu, aby przywrócić brzmieniu odpowiednie proporcje i plastykę. Pod względem wymagań prądowych słuchawki nie są ekstremalnie trudne do napędzenia, ale ze względu na swoją suchą i techniczną naturę najlepiej parować je z „zepsutymi” źródłami o cieplejszym, bardziej nasyconym i muzykalnym charakterze, które pomogą tchnąć nieco życia w ich wyblakłą sygnaturę.
Opłacalność
Słuchawek na dzień pisania recenzji nie można już kupić u nas w kraju z oficjalnych źródeł – wszystkie oferty zniknęły. Ceneo wskazuje cenę 2400 zł jako ostatnią zarejestrowaną cenę tego produktu. Czy to rzeczywiście oficjalna cena na Polskę – nie wiemy.

W środowisku entuzjastów pojawiały się sygnały, że nie jest to odosobniony przypadek – inne egzemplarze SR3 również miewały problemy z powtarzalnością i rozjazdem kanałów, co skutkowało próbami weryfikacji w niezależnych ośrodkach. Faktem jest, że w pewnym momencie cała partia tych słuchawek została nagle wycofana z ofert oficjalnej dystrybucji krajowej. Przez pewien czas dostępne były jeszcze starsze SR2, po czym one również zniknęły z rynku. Wszystko wskazuje więc na stopniowe wygaszanie oferty słuchawek pełnowymiarowych przez markę iBasso.
Osobiście rekomenduję, aby w przypadku zakupu tak specyficznych konstrukcji wybierać wyłącznie kanały sprzedaży gwarantujące bezproblemową i pewną obsługę posprzedażową oraz jasną procedurę reklamacyjną. W sytuacji, gdy w grę wchodzą potencjalne wady fabryczne przetworników, niepewność co do dostępności serwisu czy trudności z realizacją gwarancji stają się czynnikiem wysokiego ryzyka konsumenckiego.
Zakładając jednak, że cena 2400 zł rejestrowana przez Ceneo przed zniknięciem ze sklepów jest punktem odniesienia, w tym budżecie znajdziemy na rynku znacznie pewniejsze propozycje. Choćby wspomniane HEDD D1, które w bezpośrednim porównaniu oferują wyższą powtarzalność i lepszą kulturę pracy. SR3 pozostają więc ciekawostką, na którą polować będą głównie osoby świadomie szukające tej konkretnej, specyficznej sygnatury na rynku wtórnym lub w zagranicznych magazynach.
Podsumowanie
Flagowe słuchawki iBasso SR3 to taka trochę mieszanka dobra ze złem.
Z jednej strony: nawet duża wygoda, odpinane kable, nieofensywne brzmienie, świetne zestrojenie kanałów, duża scena na szerokość i (teoretycznie) nie najwyższa cena w czasie, gdy były oferowane.
Z drugiej: braki w emocjach w przekazie, zredukowana głębia sceny, 1,8% średniego THD w najbardziej czułym miejscu słuchu człowieka (max 2,5%) niezbyt przemyślana regulacja opaski, luzy na padach oraz zerowa dostępność.
Sumarycznie za dużo rzeczy jest tu do poprawy, aby iBasso SR3 jednoznacznie zarekomendować, ale też zbyt wiele takich, które działają im na plus. Dlatego pisałem, że to swoista mieszanka dobra ze złem. Końcowa ocena w tej recenzji opiera się wyłącznie na twardych, powtarzalnych pomiarach oraz testach odsłuchowych. Emocje i dramy nas bowiem – jako użytkowników i konsumentów – zupełnie nie interesują. Interesuje nas wyłącznie to, czy słuchawki są dobre i warte zakupu, czy też nie. Zwłaszcza, że SR3 są akurat jednym z tych przypadków, gdzie każdy musi sam zdecydować, czy w ogóle warto na nie polować. Stąd tym razem nie pingwinek z wiaderkiem, a pingwinek z wędką.
Sprzęt na dzień pisania recenzji nie jest dostępny na naszym rynku. Dostępność może być ograniczona tylko do sklepów zagranicznych lub rynku wtórnego.




