1MORE SonoFlow Pro (HQ51, następca bazowego modelu HC905) wchodzi w aktualnie bardzo zatłoczony segment z ambicją zaoferowania pełnego pakietu funkcji: aktywnej redukcji hałasu, kodeka LDAC, imponującego czasu pracy na baterii oraz sztywnego etui w zestawie. Pytanie brzmi, ile w tym rzeczywistej inżynierii akustycznej, a ile elektronicznego pudrowania ułomności taniej komory przetwornika.
W poniższym teście sprawdzam surowe dane pomiarowe ze sztucznego ucha, stabilność w domenie czasowej oraz to, czy kompromisy poczynione w fabrycznym strojeniu da się logicznie wyprostować. A wszystko to dzięki niesamowicie wielkiej cierpliwości i uprzejmości p. Michała, któremu do ziemi kłaniam się za możliwość wypożyczenia i przeprowadzenia kilka razy ewoluujących testów jego egzemplarza. 1MORE trafiły bowiem na okres, w którym rozbudowywałem zarówno warsztat, jak i programowałem Laboratorium. Toteż to właśnie z niego finalnie słuchawki otrzymały ostatecznie raporty pomiarowe.
Recenzja dotyczy prywatnego egzemplarza należącego do p. Michała, któremu serdecznie dziękuję za użyczenie sprzętu do niezależnych testów. Jeśli posiadacie sprzęt, którego jeszcze nie recenzowałem i chcecie, abym przeprowadził jego pełną i niezależną ekspertyzę, serdecznie zachęcam do zgłoszenia go na oficjalne testy i pomiary. Działalność portalu można wesprzeć również kupując kable sygnowane moim logo, albo bezpośrednio wpłatami via Buycoffee.to 💜

Jakość wykonania i konstrukcja 1MORE SonoFlow Pro
Wizualnie i mechanicznie SonoFlow Pro to lustrzane odbicie bazowego wariantu HC905. Szczerze zastanawiałem się, czy nie darować sobie w całości opisu konstrukcji na rzecz tańszego brata nie-Pro, ale (nieistniejąca obecnie) rzetelność recenzencka fajnie, aby przez kogoś była jednak broniona.
Pod względem wyposażenia zestawu 1MORE tradycyjnie nie zawodzi – sztywne, profilowane etui transportowe skutecznie zabezpiecza złożoną na płasko konstrukcję w plecaku czy torbie podróżnej, stanowiąc bardzo mocny punkt w ogólnej kalkulacji opłacalności tego modelu.
Wykonanie i materiały
Szkielet konstrukcji stanowi połączenie twardego, matowego tworzywa sztucznego z metalowymi wzmocnieniami taśmy pałąka w newralgicznych punktach regulacji. Mechanizm rozsuwania pracuje ze słyszalnym, pewnym klikiem, a same muszle nie generują niepokojących trzasków ani luzów podczas manipulacji w dłoniach czy dopasowywania do profilu głowy. Całość waży 245 g.



Zewnętrzne powierzchnie pokryto gładką, matową powłoką, która skutecznie opiera się zbieraniu tłustych odcisków palców i smug. Całość prezentuje się dyskretnie, uciekając od krzykliwego, gamingowo-konsumenckiego wzornictwa w stronę stonowanej, niemal technicznej estetyki – choć naturalnie ich środowiskiem naturalnym pozostaje ulica i biuro, a nie reżyserka studyjna.
Na pochwałę zasługują nauszniki oraz wyściełanie pałąka. Pady wykonano z miękkiej skóry proteinowej z pianką z pamięcią kształtu (memory foam), co w połączeniu z umiarkowanym naciskiem pałąka gwarantuje znakomity komfort w długich sesjach i solidną pasywną izolację od otoczenia. We wnętrzu muszli ponownie zastosowano tekstylne wyściełanie maskujące przetworniki, które ze względu na jasny/akcentujący kolor i porowatą strukturę z biegiem czasu będzie bezlitośnie zbierać pot i zanieczyszczenia, wymagając regularnej pielęgnacji.
Ergonomia i obsługa
W kwestii ergonomii manipulatorów powielono układ znany z poprzednika. Przyciski fizyczne mają satysfakcjonujący, wyraźny skok, jednak ich ergonomiczne rozmieszczenie nadal bywa kontrowersyjne: rozdzielenie włącznika zasilania i przycisków funkcyjnych na przeciwległe krawędzie muszli potrafi prowadzić do przypadkowego wyłączenia lub zmiany trybu ANC podczas zakładania czy poprawiania słuchawek na głowie.



Kwestia połączeń przewodowych to niezmiennie obecność sub-miniaturowego gniazda jack 2,5 mm zamiast standardowego 3,5 mm. Choć podyktowane to było oszczędnością miejsca wewnątrz obudowy wypełnionej elektroniką, mechanicznie taki wtyk jest bardziej podatny na przypadkowe wyłamanie, a dobór zamiennika przewodu pozostaje ograniczony.
Dołączony przewód pasywny nie posiada wbudowanego mikrofonu, co po rozładowaniu ogniwa wyklucza wykorzystanie słuchawek jako zestawu do rozmów. Komunikacja odbywa się za pomocą standardu Bluetooth 5.4 i z obsługą kodeka LDAC.
Czas pracy na baterii z kosmosu
Jednym z najmocniejszych argumentów przemawiających za 1MORE SonoFlow Pro w codziennym użytkowaniu jest zaimplementowane ogniwo zasilające. Deklarowane przez producenta 100 godzin pracy bez aktywnej redukcji hałasu oraz około 65-70 godzin z włączonym ANC to wartości, które robią wrażenie.



Przy standardowym, biurowo-komunikacyjnym scenariuszu odsłuchowym (2-3 godziny dziennie przy umiarkowanym poziomie głośności i aktywnym kodeku LDAC) słuchawki teoretycznie wytrzymują niemal miesiąc (!) bez konieczności sięgania po ładowarkę USB-C. Taka wydajność energetyczna drastycznie zmienia komfort eksploatacji – eliminuje syndrom ciągłego sprawdzania stanu naładowania i sprawia, że sprzęt jest zawsze gotowy do pracy w podróży.
Dodatkowym atutem jest szybkie doładowanie: 5 minut podpięcia pod zasilacz pozwala na kolejne 4-5 godzin ciągłego grania. W tej kategorii cenowej to bezapelacyjna czołówka na rynku.
Jakość dźwięku 1MORE SonoFlow Pro
Przetwornik dynamiczny w 1MORE SonoFlow Pro legitymuje się strojeniem o potężnym nasyceniu skrajów pasma, typowym dla konsumenckich konstrukcji z aktywnym systemem redukcji hałasu.


Przebieg tonalny został silnie ukształtowany przez wbudowany procesor DSP: subbas oscyluje w okolicach aż 109,7 dB SPL, tworząc masywną poduszkę powietrzną z lekkim lokalnym dołkiem odciążającym na przełomie 275 Hz. Wyraźne uspokojenie energii w średnicy ustępuje miejsca silnemu wybiciu ucha w rejonie 3,4-3,5 kHz (108,6 dB SPL), po którym następuje ostre, rezonansowe wybicie przy 6,9 kHz przekraczające 110 dB SPL. Powyżej 10 kHz pasmo gwałtownie opada, co maskuje najwyższe harmoniczne i zamyka napowietrzenie sceny.
Bas
Analiza techniczna: W rejonie 25-30 Hz ciśnienie akustyczne osiąga maksymalną wartość 109,78 dB SPL i utrzymuje się na poziomie powyżej 107 dB SPL aż do 100 Hz. Od 120 Hz widoczne jest jednostajne opadanie energii w kierunku niższej średnicy, przerwane jedynie płytkim dołkiem w punkcie 275 Hz (98,2 dB SPL). CSD wskazuje na obecność energii rezonansowej w zakresie 300-450 Hz, która wygasza się stosunkowo wolno z racji silnego rezonansu komory przetwornika i kompensacji ciśnienia przez algorytmy ANC.
Subiektywny odsłuch: Jest mięso. A przynajmniej więcej mięsa niż w zwykłych Sonoflow. Ludzkie ucho, podążając za krzywą izofoniczną, odbiera tak potężny subbas jako fizyczną falę uderzeniową o dominującym, basowym fundamencie. Zejście jest bezdyskusyjne i masywne, jednak przesunięcie środka ciężkości ku najniższym rejestrom powoduje częściowe maskowanie transjentów wyższego basu. Stopa perkusyjna ma potężną masę, lecz kontur uderzenia zostaje nieco zaokrąglony.
Bas owszem, może nie wykazuje cech zwinności monitorowej, stawiając bezwzględnie na kinową potęgę i wypełnienie przestrzeni. Ale wiecie co? Ma to w sobie ogromny ładunek przyjemności. O ile nie jesteście więc wrażliwi na niskie tony, stopa basowa da Wam mnóstwo frajdy. Takiej zwykłej, oderwanej od metrologii i wycmokanej audiofilii frajdy, jak za starych dobrych czasów gdy wszyscy chodziliśmy w K518 DJ, JBL-ach, Sony XB itd.
Tony średnie
Analiza techniczna: Średnica charakteryzuje się wyraźnym wycofaniem w swoim głównym ciele. Od poziomu 107,6 dB SPL przy 100 Hz pasmo systematycznie opada, notując najgłębsze siodło w rejonie 760-775 Hz na poziomie równych 90,0 dB SPL – co oznacza niemal 20-decybelowy spadek względem subbasu. Wzrost energii zaczyna się powyżej 800 Hz i gwałtownie wspina się przez 1,5 kHz (105 dB SPL), tworząc szerokie wzmocnienie z kulminacją przy 3,46 kHz (108,59 dB SPL). Na wykresie CSD w rejonie 1-2 kHz widać szybkie wygaszanie, bez drastycznych rezonansów strukturalnych membrany.
Subiektywny odsłuch: Taki profil przekłada się na brzmienie w kształcie litery „V” z wyraźnym odsunięciem wokali w głąb sceny. Męskie głosy tracą nieco naturalnej masy w niższym podzakresie przez ubytek w okolicach 700 Hz, podczas gdy żeńskie wokale i wyższe składowe gitar elektrycznych są mocno doświetlone przez wczesne wybicie przy 3,5 kHz. Zjawisko maskowania częstotliwości sprawia, że potężny bas nie zalewa całkowicie środka pasma właśnie dzięki owej kompensacji w wyższej średnicy, jednak barwa instrumentów akustycznych pozostaje nieco syntetyczna i trochę schłodzona. Wymaga to w pierwszej chwili lekkiego przyzwyczajenia.
Sopran
Analiza techniczna: Wysokie tony otwierają się lokalnym cofnięciem przy 4,2 kHz (105,7 dB SPL), po którym następuje strome wzniesienie w stronę ostrego wybicia rezonansowego zlokalizowanego dokładnie przy 6,88 kHz, osiągającego aż 110,28 dB SPL. Jest to najwyższy punkt całego pasma powyżej basu. Za tym wybiciem rejestrujemy gwałtowny spadek energii: przy 8,5 kHz mamy już 99,8 dB SPL, a powyżej 10 kHz pasmo sukcesywnie nurkuje (97 dB SPL przy 10 kHz, 84 dB SPL przy 16 kHz i poniżej 70 dB SPL w rejonie 20 kHz). Tu CSD ukazuje z kolei wyraźny dzwon rezonansowy w osi 6,9 kHz, gasnący wyraźnie dłużej niż sąsiadujące częstotliwości.
Subiektywny odsłuch: Interakcja między wygaszonym rejonem 8-9 kHz a agresywnym wybiciem przy 6,9 kHz skutkuje efektem szklistości talerzy perkusyjnych, ale nie ma tu jeszcze dramatu. Od razu słychać, że sopran nie jest doświetlony równomiernie ani jednoznacznie napowietrzony. Czasami może dojść do naszych uszu, że brakuje mu otwartości najwyższej oktawy z racji drastycznego zjazdu powyżej 10 kHz. Zamiast szlachetnego blasku otrzymujemy punktową iskrę, która w gorzej zrealizowanych utworach potrafi zakłuć w ucho i uwypuklić szeleszczące głoski wokalistów, nadając całości wyraźnie cyfrowy posmak.
Z kolei w muzyce elektronicznej daje to ciekawe efekty. Dlatego wydaje mi się, że to właśnie w takich zastosowaniach Sonoflow Pro sprawdzą się najlepiej. Wyróżnić należy tu muzykę klubową, która brzmi absolutnie fenomenalnie na tych słuchawkach.
Wrażenia sceniczne
Scena dźwiękowa SonoFlow Pro jest bezpośrednią pochodną ich charakterystyki częstotliwościowej i zamkniętej konstrukcji z ANC. Wycofanie średnicy w rejonie 600-900 Hz tworzy złudzenie sporego dystansu pierwszego planu od słuchacza, co subiektywnie powiększa głębię.
Z kolei silne wybicie przy 6,9 kHz wraz z wczesnym wzmocnieniem 3,5 kHz precyzyjnie definiuje skrajne punkty stereofonii na osi lewo-prawo. Ograniczenie pasma w rejonie powyżej 12 kHz zamyka jednak scenę od góry – brakuje jej swobodnego rozpraszania w pionie i naturalnego oddechu akustycznego, zamykając dźwięk w elipsie skupionej wokół głowy.
No cóż, fizyki nie przeskoczymy, a przecież nie będziemy twierdzić, że czarne jest białe, skoro wszystko widać jak na dłoni w danych pomiarowych.
Najlepsze zastosowania i napędzenie
1MORE SonoFlow Pro to słuchawki bezprzewodowe zaprojektowane z myślą o urządzeniach mobilnych i wbudowany tor DSP całkowicie uniezależnia je od zewnętrznych wzmacniaczy stacjonarnych.
Pod kątem tonalnym słuchawki – aby być modelem bezwzględnie uniwersalnym – wymagają selektywnej korekcji programowej:
- Filtr Peak: 6900 Hz | Gain: -6.0 dB | Q: 4.0 (ścięcie ostrego rezonansu sopranu)
- Filtr Peak: 3450 Hz | Gain: -3.5 dB | Q: 2.5 (złagodzenie natarczywości wyższej średnicy)
- Filtr Low Shelf: 80 Hz | Gain: -4.0 dB | Q: 0.7 (uspokojenie potężnego subbasu)
- Filtr Peak: 750 Hz | Gain: +3.0 dB | Q: 1.2 (przywrócenie naturalnej obecności ciałom wokali)
Po takim zabiegu słuchawki zyskują poprawność barwową, stając się uniwersalnym wołem roboczym do dojazdów do pracy, biura i odtwarzania nowoczesnych gatunków rozrywkowych.
Natywnie zaś – fenomenalnie sprawdzają się w muzyce klubowej, której dodają ciekawych efektów scenicznych oraz tego konkretnego wygaru od spodu. Tak więc to też nie jest tak, że korekcja jest im potrzebna niczym woda na pustyni. Prędzej powiedziałbym tak o swoich HD 800S, które tak „zepsuły” pady z Ali, a następnie „naprawił” programowalny, dedykowany DSP jaki im przygotowałem, że aż sam jestem w szoku. Ale to już historia na inny czas.
Podsumowanie
Z jednej strony 1MORE SonoFlow Pro w pomiarach bezlitośnie obnażają konsumencki profil strojenia:
- skrajnie podbity subbas,
- wycofana niska średnica
- nieprzyjemne wybicie rezonansowe przy 6,9 kHz,
- późniejsza stroma przepaść w najwyższej oktawie.
Konstrukcja broni się jednak poprawną pracą przetwornika w domenie czasowej, wysoką skutecznością tłumienia hałasu oraz podatnością na korekcję programową, która potrafi okiełznać fabryczne zniekształcenia tonalne. A jeśli słuchamy muzyki pełnej wigoru i energii, tak jak wspomniana muzyka klubowa, minimal techno itp., nawet i bez PEQ dostajemy solidnego zawodnika.
Ocena: pingwinek w kole ratunkowym, gdyż w swojej klasie cenowej jest to sprzęt z wyraźnymi wadami technicznymi, które jednak dają się skompensować w codziennym użytkowaniu. Do tego poniżej 400 zł, co również poczytuję im na plus i – specjalnie dla fanów elektronicznej muzyki maści wszelakiej – zamierzam je rekomendować przy ich kosmicznym czasie pracy 65-100 h.

Na dzień pisania recenzji, słuchawki można dostać w cenie do 400 zł.
Platforma testowa
Poniżej sprzęt, który w największym stopniu został wykorzystany do napisania powyższej recenzji, jak również wykorzystywana muzyka i inne przydatne informacje.
- Interfejsy studyjne: Motu M4
- DACi: AF DA500
- Wzmacniacze testowe: AF HA500
- Integry słuchawkowe: Loxjie D40 Pro, Luxsin X8
- Mobilne DAC/AMP: FiiO KA13
- Słuchawki testowe pełnowymiarowe: Audio-Technica ATH-S300BT, Creative Aurvana SE, Beyerdynamic DT 990 PRO LE, Haylou S35 ANC, Sennheiser HD 58X, Soundcore Space One PRO
- Słuchawki testowe typu IEM: Beyerdynamic DT 30 IE
- Monitory odsłuchowe: M-Audio Forty Sixty
- Okablowanie testowe: własne okablowanie testowe i słuchawkowe z linii kabli Audionum oraz Fanatum
- Kondycjonowanie prądu: Acar F5 PRO, APC Back-UPS 1050, Topping HS01
- Muzyka wykorzystywana w trakcie testów: przeważnie gatunki elektroniczne, z obecnością również albumów klasycznych, neoklasycznych, jazzu, muzyki wokalnej i rocka. Format FLAC 24/48, OGG, WAV.




