Sennheiser Momentum 4 Wireless to taki trochę powrót do rozsądku. Za 800-900 zł otrzymujemy produkt, który technicznie (pod kątem strojenia i baterii) oferuje znacznie więcej niż wskazywałaby na to jego plastikowa obudowa. To słuchawki bardziej teraz dla normalnych ludzi, którzy codziennie tłuką się w autobusach i pociągach w drodze do szkoły lub pracy, a nie produkt designerski, jak dawniej.
Już teraz mogę zapowiedzieć, że mimo drobnych niedociągnięć jakościowo-wykończeniowych, w tej cenie jest to propozycja, obok której trudno przejść obojętnie. A co dzieje się właśnie tu i teraz, dzięki uprzejmemu wypożyczeniu testowanego egzemplarza przez p. Tomasza.
Recenzja powstała dzięki nieodpłatnemu użyczeniu prywatnego egzemplarza przez p. Tomasza, któremu bardzo pięknie dziękuję. Jeśli posiadacie sprzęt, którego jeszcze nie recenzowałem i chcecie, abym przeprowadził jego pełną i niezależną ekspertyzę, serdecznie zachęcam do zgłoszenia go na oficjalne testy i pomiary.

Jakość wykonania: Odwrót od stylu ku praktyczności
Czwarta generacja serii Momentum to drastyczny odwrót od dotychczasowej estetyki linii. Można zapomnieć o surowej stali widełek albo naturalnej skórze. Sennheiser Momentum 4 Wireless to teraz produkt skąpany w tworzywach sztucznych i tylko symbolicznie w tkaninie. Choć konstrukcja jest zwarta i nie trzeszczy pod palcami, zabrakło tu tego „modowego sznytu”, który wyróżniał poprzednie iteracje. Słuchawki wyglądają teraz bardziej jak narzędzie biurowe, tudzież typowe słuchawki wireless, niż luksusowy symbol stylu i smaku.



Szczególną uwagę należy zwrócić na wykończenie pałąka od strony głowy. Miękka guma na jego spodzie ma tendencję do odstawania lub łapania zabrudzeń, co jest przypadłością znaną już z innych modeli konkurencyjnych (np. Px8). Recenzent często nie ma możliwości podczas (nawet intensywnych miesięcznych) testów sprzętu tego skutecznie zdiagnozować, ale na takie usterki skarżyli się później użytkownicy Px8. Sennheiser Momentum 4 Wireless przyszły do mnie w stanie używanym, toteż tu akurat jestem w stanie bez problemu to zauważyć i właśnie dlatego.



Niemniej całość sprawia wrażenie produktu zrobionego poprawnie i solidnie, zorientowanego na codzienną eksploatację, a nie na podziwianie go w gablocie.
Wygoda i ergonomia: Komfort „na co dzień”
Sennheiser Momentum 4 Wireless uchodzą za jedne z wygodniejszych słuchawek w swojej klasie cenowej i generalnie można się z tym zgodzić. Producent postawił na stosunkowo głębokie i miękkie pady, które bez problemu mieszczą małżowinę uszną. W moim przypadku konieczność poprawienia nausznika była sporadyczna i zachodziła dopiero po godzinie.
Siła nacisku pałąka jest dobrana z tego względu idealnie – słuchawki pewnie trzymają się głowy, ale nie wywołują efektu imadła nawet przy dłuższej pracy.
Paradoksalnie, dzięki rezygnacji z ciężkich, metalowych elementów, masa słuchawek jest niska. W połączeniu z dobrym rozkładem ciężaru sprawia to, że niemal zapominamy o nich podczas noszenia. To ogromny atut dla osób, które szukają sprzętu do pracy zdalnej czy długich podróży.



Oczywiście syntetyczne obicia padów, choć miłe w dotyku, nie oferują wybitnej cyrkulacji powietrza, co w cieplejsze dni może skutkować szybkim nagrzewaniem się uszu. To typowa cecha każdych słuchawek ANC. Inaczej system aktywnej redukcji szumu niespecjalnie będzie działał.
Opis funkcji i dodatkowych możliwości
Sennheiser Momentum 4 Wireless to kombajn multimedialny, choć niepozbawiony drobnych uwag:
- System ANC: Adaptacyjne tłumienie hałasu działa bardzo skutecznie, zwłaszcza w niskich rejestrach (szum silników, klimatyzacja). Nie jest to może poziom rynkowych liderów od Sony czy Bose, ale w codziennym użytkowaniu w zupełności wystarcza, by odciąć się od świata.
- Sterowanie dotykowe: Prawa muszla obsługuje gesty (głośność, przewijanie, przełączanie trybów). Działa to w sumie nawet precyzyjnie, ale wymaga chwili przyzwyczajenia do czułości panelu. Inaczej można mieć wrażenie, że owa precyzja kuleje.
- Auto-Pause i Smart Pause: Funkcja automatycznego wstrzymywania muzyki po zdjęciu słuchawek bywa kapryśna – podobnie jak w Bowersach, potrafi zadziałać z opóźnieniem lub zareagować poprawnie tylko wtedy, gdy przed zdjęciem ich z głowy zrobimy pauzę muzyki. Na szczęście można to skonfigurować (lub wyłączyć) w aplikacji.
- Aplikacja Smart Control: Pozwala na aktualizację FW oraz personalizację brzmienia poprzez wbudowany korektor. Jeśli dla kogoś fabryczna krzywa FR jest zbyt odważna, aplikacja pozwala uratować się od perspektywy zwracania słuchawek do sklepu z tego tytułu.
- Czas pracy: Tutaj Momentum 4 trzymają się świetnie wraz z poziomem konkurencji. Realne 60 godzin pracy na jednym ładowaniu to wynik, który sprawia, że o ładowarce przypominamy sobie stosunkowo rzadko. No OK, nie jest to może rezultat jak w ATH-S300BT czy Melomania P100 SE, ale 60 h to naprawdę solidny wynik. Zwłaszcza, że z ANC.
Jakość dźwięku Sennheiser Momentum 4 Wireless
W telegraficznym skrócie: współczesna, solidna „V-ka” z mocnym basem i przesunięciem akcentu na wyższy detal, ale bez przesadyzmu. Ze względu na to, że staram się opisywać słuchawki zawsze z perspektywy dźwięku fabrycznego, takowy też był tu zastosowany. Żadnych korekcji i upiększaczy.

Tak więc po kolei lecąc…
Bas
Analiza techniczna: Na wykresie pasma przenoszenia widzimy solidną ekspozycję niskich tonów. Momentum 4 startują z wysokiego pułapu w sub-basie, utrzymując wzmocnienie na poziomie ok. 105 dB aż do 60 Hz. Dopiero powyżej tej granicy następuje łagodne schodzenie w stronę niższej średnicy. Wykres THD+N jest natomiast tym, co mnie bardzo pozytywnie tu zaskoczyło. Aż zrobiłem kilka dodatkowych pomiarów dla pewności, czy mi się oczy nie zepsuły. Wyniki są naprawdę rewelacyjne i potwierdza to wysoką kulturę pracy przetwornika w tym zakresie. Jeśli zniekształcenia utrzymują się na niemal stałym poziomie poniżej 0,2%, przy tak silnym natężeniu basu świadczy to o dobrej kontroli mechanicznej membrany. Naprawdę, wstydu nie ma!
Subiektywny odsłuch: Dół pasma jest tu czynnikiem trochę dominującym i jednocześnie żwawo definiującym charakter tych słuchawek. Momentum 4 Wireless nastawiają się na autorytarny, gęsty i głęboki wygar. Z łatwością oddaje on kinowy rozmach ścieżek dźwiękowych czy potęgę nowoczesnej elektroniki. Sennheiser uniknął przy tym gwałtownego podbicia w rejonie 200+ Hz. W efekcie tego bas nie zalewa średnicy, mimo swojej ewidentnej masy. Jest to granie efektowne, na tłusto, ale zachowując należytą czytelność i uderzenie. W żadnym razie nie odczułem tego negatywnie i choć nie jestem przesadnym basolubem, z basem jest trochę jak z pizzą – dobry spód to dla mnie podstawa.
Tony średnie
Analiza techniczna: Średnica Momentum 4 to rejon zdrowej powściągliwości. Od 300 Hz do 1 kHz przebieg jest relatywnie równy, ale powyżej 1 kHz następuje wyraźny odwrót od krzywej Diffuse Field. Najgłębszy punkt wycofania przypada na okolice 2,5-3 kHz (różnica względem targetu sięga tu niemal 15 dB). To kluczowy moment strojenia, bo Sennheiser świadomie gasi najbardziej czuły zakres ludzkiego słuchu, co bezpośrednio przekłada się na postrzeganą plastyczność i dystans do prezentowanych treści.
Subiektywny odsłuch: Wokale i instrumenty dęte są podawane z pewnym dystansem. Nie ma tu mowy o wypychaniu artysty przed szereg; raczej mamy wrażenie siedzenia w nieco dalszym rzędzie sali koncertowej. Ale to też nie tak, że chłopa nie widać i tylko łeb wystaje zza kulis. Taka prezentacja sprawia, że średnica wydaje się spokojna, wręcz kojąca, pozbawiona jakiejkolwiek krzykliwości czy natarczywości. Dla typowego słuchacza, zmęczonego agresywnym graniem wielu współczesnych modeli, będzie to oaza spokoju, choć puryści szukający surowej, bliskiej analizy mogą odczuwać tu pewien niedosyt energii. No ale cóż, Sennheiser zapowiadał, że będzie się tu trzymał swojej szkoły. Oni często lubią przecież podawać środek tak jak tutaj.
Sopran
Analiza techniczna: Góra pasma to niby klasyczny przykład strojenia w kształcie litery „V”, ale z przesuniętym punktem ciężkości. Po wspomnianym wycofaniu w wyższej średnicy, Momentum 4 wracają do gry z dużą energią w rejonie 5-7 kHz (obszar presence). Kolejne wybicia odnajdujemy w okolicach 12 kHz oraz 15 kHz. Wykres THD+N w okolicach (również) 5-7 kHz wykazuje lekką nerwowość (wzrost w stronę 1%). Przy tak silnej elewacji tego zakresu może to rzutować już troszkę na czystość najwyższych składowych przy dużym SPL. Powyżej progu 10 kHz nie mierzę już jednak zniekształceń, a co wynika z wielu czynników – w tym tych biologicznych. Tak więc interesować nas będzie przede wszystkim te 5-7 kHz.
Subiektywny odsłuch: Sopran jest detaliczny i doświetlony, ale w sposób lekko nosowy i punktowy. Dzięki wycięciu okolic 2-3 kHz, góra nie kłuje w uszy, za to akcentuje detale i drobne smaczki realizatorskie ukryte wyżej. Daje to złudzenie dużej rozdzielczości przy jednoczesnym zachowaniu ogólnego, niemęczącego charakteru. Mówiąc inaczej, jest to raczej sopran, który „cyka i świeci”, ale rzadko kiedy tnie po uszach. W połączeniu z podkreślonym basem tworzy to bardzo rozrywkową, uniwersalną sygnaturę, składając się na duży plus tych słuchawek. Jednocześnie ustala specyficzną barwę tych słuchawek, nawiązując do – jak sądzę – poprzednich iteracji tej serii.
Wrażenia sceniczne
Scena budowana jest głównie przez wspomniany dystans w średnicy. Sennheiser Momentum 4 Wireless grają szeroko, dając dźwiękom sporo miejsca na oddech w płaszczyźnie poziomej. Głębia jest poprawna, choć przez wycofanie przełomu średnicy z górą, lokalizacja źródeł pozornych nie jest tak punktowa i ostra, jak w modelach typowo studyjnych. Powiedziałbym, że to raczej duża, napowietrzona bańka dźwiękowa niż precyzyjne narzędzie do wskazywania palcem miejsca, w którym stoi muzyk. Oczywiście – wyłącznie na płaszczyźnie psychoakustycznej. Ale skoro już o tym mowa…
Całościowy odbiór psychoakustyczny
Mówiąc wprost „jak to gra”, Sennheiser Momentum 4 to słuchawki stosunkowo bezpieczne i to mimo strojenia na planie „V”. Ich tonalność idealnie wpisuje się w gust przeciętnego użytkownika, który szuka w muzyce relaksu i potęgi z dodatkową porcją detalu, a nie technicznej analizy. Specyficznych korekcji pod specyficznego użytkownika można im dorzucić aplikacją wedle uznania i za to również wpada duży plus, ale tak jak pisałem, staram się oceniać to, co dostajemy wprost z pudełka. Jest to wszak wizja producenta, którą stara się nas do siebie przekonać, a aplikacja nie jest przecież żadnym przymusem.
Brak nadmiernej ekspresji w 2-3 kHz to ogromny atut przy długim słuchaniu – nasze ucho nie adaptuje się do nich w bólu, lecz z przyjemnością. Bo i rzeczywiście, po dłuższej chwili słuchania nawet zapomniałem, że miałem na głowie akurat Momentum 4. Żonglowałem wtedy kilkoma parami i osobiście uważam, że „Momsy” są mimo wszystko propozycją od startu śmiałą, ale nadal rozsądną.

Mimo wszystko nie mogłem zrzucić z siebie dziwnego przeświadczenia, że nie do końca Sennheiser wiedział w którą stronę się z nimi udać. Przeszkadzać tu na pewno będzie brak doświadczeń z poprzednikami (testowałem dawno temu tylko wersję 2). Wydaje mi się jednak, że odbywa się to w następujący sposób: muzykalny i ciepły fundament oryginalnych Momentum + współczesny „narzut”. Dlatego daje to nam sumarycznie taką specyficzną V-kę, zamiast klasycznej.
Czy to źle? Bynajmniej.
Całościowa ocena techniczna i opłacalność
Technicznie Momentum 4 to solidny poziom, choć nie bez skaz. Przetwornik radzi sobie świetnie z dużymi wychyleniami na basie (wskazuje na to niskie THD), ale traci nieco rezonu w wyższym sopranie (niestety przebijamy magiczną barierę 1%).
Odstępstwa od krzywej DF są tu znaczące, ale można uznać je za celowe. Oczywiście jest to tylko i wyłącznie kwestia moich domysłów, gdyż nie posiadam zdolności profetycznych i nie siedzę w głowach projektantów. Niemniej wydaje mi się, że Momentum nie są słuchawkami dążącymi w tej wersji do neutralności, ale do konkretnej interpretacji muzycznej. Producent wyraźnie pisze o dziedziczeniu typowego dźwięku dla siebie charakterystycznego. Toteż można założyć, że tak też się tu dzieje i nie ma podstaw do zarzucania mu deklarowania nieprawdy.
W swojej cenie (na Amazonie chodzą nawet po 700 zł) oferują jednak czystość i kulturę pracy, której na basie czy w kluczowych momentach trudno szukać u konkurencji z segmentu lifestyle. Jedynie ten wysoki sopran się za nimi wlecze jakościowo, że tak powiem. O ile więc EQ poradzimy sobie z ich strojeniem w razie potrzeby, z THD niestety nic nie zrobimy. Na szczęście – nie musimy. To słuchawki dedykowane przecież do miasta, więc poziom czystości, który uzyskujemy już teraz, wielokrotnie przekracza nasze realne potrzeby.
Najlepsze zastosowania dla Sennheiser Momentum 4 Wireless
Myślałem sporo nad najlepszymi zastosowaniami tych słuchawek i doszedłem do wniosku, że sprawdzą się głównie w tych trzech obszarach:
- Codzienny odsłuch na mieście: Podkreślony bas świetnie maskuje hałas miasta, a niemęcząca wyższa średnica i niższa góra pozwalają na wielogodzinne podróże.
- Muzyka rozrywkowa i filmowa: Tam, gdzie liczy się „V-ka”, kinowy rozmach i głębokie zejście sub-basu będą naszymi najlepszymi przyjaciółmi.
- Podcasty i długie sesje: Dzięki uspokojonej średnicy, głos ludzki nigdy nie staje się agresywny. Słuchałem dużo podcastów w Momentum 4 i mogę potwierdzić, że nawet na większych głośnościach jest dobrze. Nigdy nie czułem się zmęczony.
Czy Sennheiser Momentum 4 Wireless są lepsze od Bowers & Wilkins Px8 S2?
Taką tezę postawiono w jednym z komentarzy i obiecałem, że gruntownie przebadam ten trop. Zatem mając dwa zestawy danych pomiarowych, uzyskujemy takie coś:

Odpowiedź jest bardzo niejednoznaczna i technicznie oba produkty mniej więcej po równo wymieniają między sobą ciosy.
Zacznijmy od czystości, bo tu sprawa jest prosta. W kontekście THD+N wygrywają Bowersy. Są czystsze niemal na całym przebiegu tonalnym. Jedynie bas od 100 do 250 Hz jest niekorzystnie podbity, ale nadal w granicach zdrowej normy. W obu przypadkach można powiedzieć, że słuchawki są czyste, bez jednoznacznie słyszalnych wybić zniekształceń.
W temacie strojenia, bas jest dość podobny, ale dominuje wrażenie, że w Momentum 4 jest go więcej. Dominacja jest jednak relatywna i zależna od względnie równego przebiegu FR między 100 Hz a 1000 Hz.
Znacznie ciekawsza sytuacja dzieje się w dalszej części, na wyższej średnicy i styku z sopranem właściwym. Momentum 4 ewidentnie tu odpuszczają, za to stawiają na elewację zakresu 5-7 kHz. To klasyczna V-ka zorientowana na lekko nosowy sopran i dużą ilość detalu (plus wcześniej opisywany bas). Bowersy Px8 S2 z kolei pompują wszystko. To dlatego użytkownikowi mogły wydać się „gorsze”, gdyż zakres 3 kHz jest naturalnie naszym najbardziej czułym zakresem. Zderzenie ze sobą dwóch kontrastujących światów – ciemniejszych w tym rejonie Momentum 4 oraz znacznie żywszych Px8 S2 – w oczywisty sposób może doprowadzić do niekorzystnych dla tych drugich odczuć.
Klasowo jednak są to sobie równe rozwiązania i finalnie sprowadzać będą się do indywidualnych preferencji (i kondycji słuchu). Mi osobiście dźwięk Px8 S2 nawet się podobał i szedł definitywnie w dobrym kierunku. Ale tak samo, jak Px8 S2 odstawały od krzywej DF, tak samo czynią to Momentum 4 – tylko że w drugą stronę.
Ostatecznie doszedłem do wniosku, że Px8 S2 są modelem bardziej dedykowanym audiofilom, zaś Momentum 4 są predysponowane zwykłym słuchaczom. A co również sugeruje cena.
Podsumowanie
Choć Sennheiser Momentum 4 Wireless przy pierwszym moim z nimi kontakcie nie wydały mi się jednoznacznie lepsze od Bowersów Px8 S2, w ogólnym rozrachunku są dla typowego użytkownika rzeczywiście bardziej korzystne. Dostępne za raptem 800 zł, są propozycją naprawdę nie do odrzucenia, a przynajmniej wartą głębszego rozważenia.
Owszem, nie są tak stylowe jak Px8, ani nawet starsze modele Momentum. Zabrakło mi tu tego kunsztu designerskiego, tego „sznytu modowego”, ale jako produkt są one zrobione poprawnie i praktycznie. Nawet w sumie powielają te same problemy co Bowers (trochę dziwnie działający auto-pause, odchodząca guma na pałąku). Ale patrząc po tym co oferują i cenę, w jakiej są oferowane, naprawdę fajnie mi się ich słuchało. Zwłaszcza doceniałem ich autorytarny bas i niemęczącą górę (brak nadmiernej ekspresji w 3 kHz to często atut).
Ostatecznie słuchawki myślę, że można mimo wszystko zarekomendować szerszemu gronu – ich strojenie jest na tyle uniwersalne, że ryzyko niewstrzelenia się w gust jest stosunkowo małe. No i do tego jakby coś zawsze jest jeszcze fine-tuning z aplikacji, jako „plan B”. Jedynie trzeba będzie przełknąć „pospolity” plastik i mniej designerskie podejście. Choć dla części osób takie mniejsze rzucanie się w oczy na ulicy będzie paradoksalnie zaletą, a nie wadą.

Sprzęt można zakupić na dzień pisania i publikacji recenzji w cenie wynoszącej ok. 800-900 zł (sprawdź aktualną cenę i dostępność w sklepach) oraz ok. 700 zł na polskim Amazonie.
Dane techniczne
Zaczerpnięte z jednej ze stron sklepowych:
- Rodzaj słuchawek: Wokółuszne
- Rodzaj przetwornika: Dynamiczny, zamknięty o średnicy 42 mm
- Pasmo przenoszenia: 6-22000 Hz
- Poziom ciśnienia akustycznego (SPL): 106 dB SPL (1 kHz / 0 dB FS)
- Impedancja: aktywnie: 470 Ω / pasywnie: 60 Ω
- Bluetooth: 5.2, klasa 1
- Redukcja szumów: Aktywny hybrydowy system ANC
- Kodowanie: SBC, AAC, aptX, aptX Adapative
- Kompatybilność: A2DP, AVRCP, HFP
- Kompatybilność z aplikacją Sennheiser Smart Control
- Typ baterii: Wbudowane akumulatory litowo-jonowe 700 mAh
- Pasmo przenoszenia mikrofonu: 50 – 10000 Hz
- Zniekształcenia harmoniczne (THD): < 0,3 % (1 kHz, 100 dB)
- Złącze: Jack 3,5 mm kątowy, USB C (do ładowania)
- Waga: ok. 293 g
- Wymiary: 180 x 195 x 46,3 mm (rozłożone na płasko)
- Temperatura pracy: 0 do +40°C
- Mikrofon: 4 wbudowane mikrofony
- Czas pracy: Do 60 godzin odtwarzania muzyki przez Bluetooth z ANC (warunki testowe: iPhone, średni poziom głośności)
- Czas ładowania: 2 godz. (pełne naładowanie) / 5 min. dla 4 godz. słuchania
- Napięcie ładowania: 5 V, 800 mA maks.
- Temperatura przechowywania: –20 do +60°C
- Częstotliwość transmisji: 2402 do 2480 MHz
- Konstrukcja: Wokółuszna, zamknięta
Dane pomiarowe
Wszystkie dane pomiarowe widoczne w tej recenzji można znaleźć w Laboratorium słuchawek pełnowymiarowych, wybierając dokładnie ten model sprzętu z listy rozwijanej.
Platforma testowa
Poniżej sprzęt, który w największym stopniu został wykorzystany do napisania powyższej recenzji, jak również wykorzystywana muzyka i inne przydatne informacje.
- Interfejsy studyjne: Motu M4
- DAC/AMP: AF HA500, AF DA500, Loxjie D40 Pro
- Mobilne DAC/AMP: Tempotec Sonata BHD Pro, FiiO KA13
- Nadajniki Bluetooth: Asus BT400, Asus PCE-AX58BT, RealMe 9Pro+
- Słuchawki testowe pełnowymiarowe: Audio-Technica ATH-M50xBT2, Audio-Technica ATH-S300BT, Cambridge Melomania P100 SE, Soundcore Space One Pro
- Słuchawki testowe typu IEM: Sony MH1
- Monitory odsłuchowe: M-Audio Forty Sixty
- Okablowanie testowe: własne okablowanie testowe i słuchawkowe z linii kabli Audionum
- Kondycjonowanie prądu: brak (instalacja dostosowana już specjalnie pod audio)
- Muzyka wykorzystywana w trakcie testów: przeważnie gatunki elektroniczne, z obecnością również albumów klasycznych, neoklasycznych, jazzu, muzyki wokalnej i rocka. Format FLAC 24/48, OGG, WAV.




Cieszy mnie ta recenzja i pomiary, miałem okazję korzystać z tych słuchawek w czasach gdy kosztowaly 1200pln. Pamiętam że w ustawieniach korektora odejmowałem sub basu bo było go naprawdę dużo ale dobrej jakości. Z mojej perspektywy Momentum 4 mają przewagę nad produktami Bowersa zaimplementowaną możliwością włączenia redukcji szumu wiatru, dzięki temu można ich słuchać na zewnątrz nawet w silnym wietrze, a to powinna być funkcjonalność w każdych słuchawkach z ANC.
Pozdrowienia Serdeczne
Tomek
Mam je od kilku lat. To są kapitalne słuchawki ogólnego użytku. Można w nich słuchać muzyki bez zmęczenia bardzo długo. I co ważne każda muzyka brzmi w nich conajmniej dobrze. Oczywiście znajdziemy na rynku dużo innych i lepszych słuchawek ale mix zalet i ceny sprawiają że to jeden z lepszych wyborów. Wady to przede wszystkim przeciętny anc oraz beznadziejny dźwięk słuchawek po podłączeniu analogowym prze jacka. Dla porównania hd 660s2 potrafią szybciej wywołać uczucie zmęczenia pomimo że są otwarte.