Słuchawki planarne Hifiman Sundara Closed Back to jak sama nazwa wskazuje zamknięty wariant otwartych Sundar. Słuchawki swego czasu robiły furorę ze względu na bycie „tanimi alternatywami HD 800”. Ja również zachwycałem się ich właściwościami w tym względzie swego czasu. Ale właśnie – do czasu. Najpierw nastąpiła cicha zmiana driverów (na gorsze), a potem doszły falami raporty o awaryjności. Jednocześnie przyszła za tym druga fala, ale tym razem zarzutów, obrony i odsieczy, która miała za zadanie przykryć te pierwsze.
Tak więc w tym jakże kolorowym środowisku przychodzi więc nam się pochylić nad kolejnym modelem tego słynnego na cały świat producenta, który potrafił wysłać słuchawki od nowości uszkodzone albo spleśniałe. Tu na szczęście nic takiego nie ma miejsca, a egzemplarz pochodzi – tradycyjnie – od osoby prywatnej. W tym wypadku jest nią p. Marcin, któremu serdecznie kłaniam się za możliwość wypożyczenia, pomierzenia i odsłuchów.
Czy zatem słuchawki te czeka taki sam los, jak ostatnie „cudo Fangowej inżynierii” o nazwie Edition XV? Tym razem obejdzie się bez fajerwerków? A może w Hifiman Sundara Closed Back drzemią pokłady jakości, których próżno doszukać się w otwartych wariantach?
Recenzja powstała dzięki nieodpłatnemu użyczeniu prywatnego egzemplarza przez p. Marcina, któremu bardzo pięknie dziękuję. Jeśli posiadacie sprzęt, którego jeszcze nie recenzowałem i chcecie, abym przeprowadził jego pełną i niezależną ekspertyzę, serdecznie zachęcam do zgłoszenia go na oficjalne testy i pomiary.

Jakość wykonania i konstrukcja Hifiman Sundara Closed Back
Wizualnie i w dotyku Hifiman Sundara Closed-Back prezentują się na pierwszy rzut oka o dziwo dosyć solidnie. Ma się poczucie obcowania z solidnym produktem z wyższej półki cenowej. No i te puszki drewniane. Jednakże, jak to z Hifimanem bywa, historia uczy nas, by do „solidności” podchodzić z dużą rezerwą.



Mamy tu klasyczny system regulacji pałąka, który po pewnym czasie potrafi się wyrobić, rozłamać się lub zerwać się opaska. Przede wszystkim jednak – mamy przetworniki planarne Hifimana, o których trwałości krążą już legendy i na temat których rozpisywałem się bardzo obszernie w osobnej publikacji.
Na plus dla Hifiman Sundara Closed Back, słuchawki nie buczały i nie kopały mnie po uszach prądem. Piszę to w kontekście wspomnianych Edition XV, które takie atrakcje mi sprzedały. Wspaniałe i cudowne słuchawki, wspaniały i cudowny producent. Ale jak coś źle się dzieje, to tory i kable były złe, słuchawki niewygrzane, miało miejsce niewsłuchiwanie się dostatecznie długo, a fotel był w bezczelny sposób nieuziemiony. Toteż tutaj uspokajam – nie ma tego. Prądem nie kopało, nic nie trzeba było uziemiać.
Ale i tak kupując te słuchawki, trzeba mieć świadomość, że płacimy za nie za design i materiały, które mają cieszyć oko i dłoń, ale starania producenta, aby dokopać się na fali „innowacji” do giełdy BSE w Pekinie. Pod maską kryje się ta sama, nieprzewidywalna loteria jakościowa, która towarzyszy wszystkim konstrukcjom tego producenta. Jeśli szukacie tu „pancernej” niezawodności na lata, to przykro mi, ale też tutaj tego nie ma.
Wygoda i ergonomia
Pod kątem wygody, Sundara Closed-Back to słuchawki poprawne, ale nie wybitne. Masa konstrukcji jest wyczuwalna, ale odpowiednio rozłożona przez szeroki pasek pałąka, dzięki czemu nie wbija się on w czubek głowy.
Same pady to standardowa hybryda. Ot skóra ekologiczna na zewnątrz + materiał od strony styku ze skórą. Całość jest nieco twardawa, a z racji bycia modelem używanym, nie wiem jak dobrze dopasowuje się do głowy od nowości.



Muszle są wystarczająco głębokie, by moje uszy nie dotykały przetwornika, co zawsze jest plusem dla osób narzekających i wyczulonych na takie aspekty konstrukcyjne słuchawek. Niemniej, po godzinie czy dwóch, zwłaszcza w cieplejsze dni, czuć, że to konstrukcja zamknięta – wentylacja jest ograniczona i odczuwa się to jako wyraźną różnicę względem otwartych odpowiedników. Nie jest to na szczęście poziom „sauny”, ale osoby z wrażliwymi uszami mogą potrzebować regularnych przerw. I nie tylko one, ale same przetworniki również, gdyż kiszenie się z przetwornikami nie mającymi żadnego zabezpieczenia, będzie powodowało korozję (kwaśne pH potu). Rzecz bardzo obszernie opisałem w artykule przytaczanym wyżej.
Ogólnie rzecz biorąc, ergonomia jest na tyle wysoka, że przy krótkich i średnich sesjach nie powinna sprawiać problemów, o ile nie mamy wyjątkowo dużej głowy, która zmuszałaby pałąk do pracy na maksymalnym rozciągnięciu (z efektem pękania po czasie). Ale kto by się takimi pierdołami przejmował, co nie?
Jakość dźwięku Hifiman Sundara Closed Back
Miałem ogromny problem aby przyjąć adekwatną perspektywę oceny tych słuchawek. Najbardziej korzystne byłoby traktować je:
- jako sprzęt oferowany od początku za aktualną cenę 568 zł, a nie wywoławczą, która wynosiła 2299 zł,
- w kompletnym oderwaniu od artykułu na temat problemów jakościowych Hifimana,
- jak gdyby pomiary nigdy tu nie były wykonywane.
Wówczas byłoby pewnie dla nich znacznie lepiej. Na szczęście u mnie tak to nie działa.
Widać wyraźnie, że Hifiman Sundara Closed Back to projekt, który w kwestii strojenia odziedziczył po otwartym bracie chyba tylko nazwę. I nie mówię tylko o pomiarach – to czuć już nawet po samym założeniu słuchawek. Zauważyłem pewną niekomfortową prawidłowość ostatnio, że już sam sposób tłumienia otoczenia w słuchawkach tylko założonych na głowę, wieszczy uzyskiwane efekty. W przypadku Hifiman Sundara Closed Back dwie rzeczy rzucają się w uszy od startu:
- lekki efekt pudełka,
- podkreślony (i męczliwy) sopran.
Im dalej w las tym jest lepiej, bo człowiek trochę się do tego przyzwyczaja, ale wystarczy zderzenie z jakimikolwiek innymi słuchawkami lub krótka przerwa, aby ośrodek słuchu się „zresetował”. Wówczas proces adaptacji musi rozpocząć się od zera. A co samo w sobie jest już dostatecznie męczliwe.
W każdym razie…
Bas
Analiza techniczna: Pomiar wykazuje poprawną liniowość w wyższym podzakresie basu, ale z wyraźnym, choć łagodnym wycofaniem w stronę najniższego sub-basu (poniżej 50-60 Hz). Przetwornik planarny utrzymuje tu dobrą kontrolę, ale zamknięta muszla nie jest w stanie w pełni wygenerować ciśnienia typowego dla konstrukcji zamkniętych klasy high-end. Moje słowa wydają się pewnie przegięciem patrząc na cenę tych słuchawek, nawet pierwotną, ale mierzymy się tu cały czas z mitem bezwzględnej wyższości konstrukcji planarnych w każdym aspekcie. Właśnie to chciałbym tu zademonstrować jako nie do końca żelazną zasadę.
Subiektywny odsłuch: Bas jest szybki i technicznie poprawny (jak to u Hifimana), ale brakuje mu dociążenia. Jest bardziej surowy i analityczny niż muzykalny. Nie sprawia wrażenia, jakby był podstawą dla reszty pasma, co w połączeniu z resztą strojenia sprawia, że odbieramy go jako odchudzony. Znacznie więcej mięsa można było usłyszeć w MDR-M1 czy FT1. Trzymając się wciąż wariantów zamkniętych, również moje M50x po modyfikacjach zaznaczają tutaj wyższość.
Hifiman Sundara Closed Back bliżej więc w tym względzie do swoich otwartych pobratymców. Ale nawet konkurencyjne (w tym cenowo) Sennheiser HD 660S2 są w tym zakresie przyjemniejsze, będąc również słuchawkami otwartymi.
Tony średnie
Analiza techniczna: Tu leży główne źródło efektu pudełkowatości dźwięku o którym pisałem. Widoczna na wykresie niecka w okolicach 600 Hz oraz kolejne, mniejsze pofalowania w wyższej średnicy, skutecznie zaburzają naturalną barwę dźwięku. Przetwornik w tym zakresie pracuje nierówno, niejednostajnie, choć kanały są o dziwo dobrze zestrojone. I co najważniejsze: nie ma tu rezonansów widzianych w innych modelach Hifimana. Znów więc mamy potwierdzenie, że u Hifimana im droższe słuchawki, tym paradoksalnie gorsze technicznie, choć rasowy audiofil zawsze powie na słuch, że lepsze, bo jednak droższe.
Subiektywny odsłuch: Analizując na spokojnie dane dochodzę do wniosku, że Hifiman rzeczywiście po prostu „zamknął” zwykłe Sundary i odtrąbił sobie fajrant. W efekcie dźwięk zachowuje się dokładnie tak samo – czyli jakby był zamknięty w pudełku. Nie jest to mocno zaznaczone, ale rzuciło mi się w uszy przy pierwszym odsłuchu. Brak wypełnienia w średnicy sprawia, że wokale tracą na intymności, a instrumenty gubią nieco swoją naturalną teksturę.
Odnosi się wrażenie, jakby dźwięk był przepuszczony przez filtr, który wycina ciało z muzyki, zostawiając jedynie jej kontur. Choć rasowy audiofil zawsze powie, że to wina „synergii” i niedopasowanego toru/kabli. Bo przecież potrzeba kilku kilowatów na wyjściu oraz drogich lamp, aby miało to ręce i nogi. I dziwnym trafem zawsze wtedy, gdy problem dotyczy produktu (pierwotnie) wysokomarżowego. O tym sobie tradycyjnie też porozmawiamy.
Sopran
Analiza techniczna: Pasmo 3-6 kHz jest po raz kolejny mocno nierówne. Wybicia w okolicach 6 kHz są odpowiedzialne za męczący na dłuższą metę charakter przekazu. Potwierdzone pomiarowo zniekształcenia na poziomie 2,4% w rejonie 4,25 kHz rzutują na czystość tego zakresu, wprowadzając subtelną, acz cały czas trochę nienaturalną ostrość. Są to na szczęście jedyne wybicia w tym modelu jakie odnotowałem i nijak im do droższych modeli owalnych, gdzie potrafiłem zarejestrować i po 12-15% THD+N.
Tutaj przyznam dochodzę do wniosku, że Hifiman Sundara Closed Back niekoniecznie muszą być modelem typowo audiofilskim. Audiofile w przypadku rzeczonych modeli owalnych takie zniekształcenia słyszą i są z nich zachwyceni. Tutaj jest gorzej, a do tego cena nie koresponduje i powoduje taki, a nie inny efekt psychologiczny. No cóż. To nic, że przeczy to idei dążenia do jak najwyższej czystości dźwięku – Hifiman nigdy nie operował na logice, a bardziej na psychologii, autosugestii i marketingu. W końcu giełda w Pekinie ma swoje wymagania.
Subiektywny odsłuch: Góra jest jasna i trochę szklista, nawiązując do tego, co można było usłyszeć w modelach typu Arya, Ananda czy HE1000. Nie od razu, ale na dłuższą metę jest dla mnie progresywnie nieprzyjemna. Niestety to ten typ jasności, który nie atakuje sybilantami w sposób bezpośredni (klasyczne „sss”), ale męczy słuch nawet już po kilkunastu minutach słuchania utworów z bogatym sopranem. Jest podkreślona tam, gdzie nasze (a przynajmniej moje) ucho jest najbardziej wrażliwe.
Niestety taki jest los osób mojego pokroju, że wiele modeli, które Wam się bardzo podobają, u mnie może wywoływać odczucia nie do końca komfortowe na dłuższą metę. I tak samo w drugą stronę – słuchawki które bardzo lubię za muzykalność, czasami są dla innych zbyt ciemne. Gdy jednak pytam wówczas, czy wykonany został audiogram – następuje wymowna cisza.
Wrażenia sceniczne
Jak na konstrukcję zamkniętą, scena jest bardzo szeroka. To mocna strona Hifiman Sundara Closed Back i zaryzykuję stwierdzenie, że najmocniejszy punkt programu. Stary model Sundar był bardzo ciekawy scenicznie i rzeczywiście emanował mocną holografią. Tutaj tego nie ma. W pierwszej chwili może się wydawać, że rekompensuje to trochę pudełkowaty charakter średnicy, ale źródła pozorne wydają się być przez to nienaturalnie osadzone w przestrzeni. Tak więc tylko szerokość moi mili jest tym, co można tu naprawdę z ręką na sercu pochwalić.
Całościowy odbiór psychoakustyczny
Hifiman Sundara Closed Back odbierane mogą być przeróżnie. Jeśli nastawiamy się na otrzymanie tu relaksu, przyjemności, naturalności, realizmu, a także planarnej jakości, może być z tym różnie i najczęściej – niedostatecznie.
Ja sam odebrałem je jako słuchawki „techniczne na siłę”, albo po prostu „forsownie zamknięte”. Bez żadnej konkretnej pracy i koncepcji stojącej za tą decyzją. Dostajemy przekaz niby zgodny z tym, co Hifiman robi z innymi swoimi modelami. Zresztą, będącymi w gruncie rzeczy w kółko tym samym i na tych samych przetwornikach. Hifiman Sundara Closed Back przeto grają tak, jak typowy Hifiman, ale na dłuższą metę męcząc słuchacza.
Psychoakustycznie wygląda to więc jak dźwięk „tanio” zestrojony. Technicznie przetwornik pracuje prawidłowo, ale całość strojenia sprawia wrażenie nieprzemyślanego zamknięcia otwartej konstrukcji bez dostosowania filtrów akustycznych. Być może stąd tak gwałtowna korekcja ceny. Słuchawki po prostu się nie przyjęły na rynku, więc Hifiman uznał, że nie ma sensu skubać nas na kasę w tym konkretnym przypadku.
Może padami dałoby się to jakoś skorygować, ale nawet jeśli by się to udało, nadal rozbijamy się o temat-rzekę, czyli trwałość driverów na osi czasu.
Całościowa ocena techniczna
Technicznie słuchawki z jednej strony śmieją się w twarz innym modelom tego producenta (albo bardziej ich nabywcom), bo mają przyzwoite -60 dB THD+N i do tego ładnie opanowane rezonanse. Serio za to należy im się uczciwa pochwała. Tym bardziej, że obecnie kosztują ułamek tego, co przychodzi zapłacić za takie Arya Organic czy inne HE1000 z przekładanymi do upadłego tymi samymi driverami (dosłownie).
Niemniej cierpią i tak na chociażby brak spójności tonalnej. Przetwornik planarny – nawet z takimi a nie innymi defektami na polu wytrzymałości – ma tu potencjał, co widać w czystości basu. Ale punktowe zniekształcenia w kluczowych pasmach (4,25 kHz) oraz dziury w FR wskazują na implementację akustyczną idącą po prostu na rympał.
Rzeczywiście więc jest to produkt, który technicznie nie bronił się w swojej pierwotnej cenie na tle lepiej zestrojonych konstrukcji. Próbuje za to robić to przy cenie niższej. Czy skutecznie? Oceńcie sami.
Na koniec jeszcze jedna rzecz związana z ich rzekomymi wymaganiami. Spotykałem się z twierdzeniami, że potrzebują dużo mocy oraz wyjścia zbalansowanego, aby zagrać pełnią potencjału. Jest to bzdura i wynika tylko z faktu, że po balansie recenzenci uzyskują dźwięk głośniejszy. Nie mogąc wystroić wyjścia na słuch idealnie tak, jak przed zastosowaniem połączenia zbalansowanego, następuje domniemanie wymogu mocowo-balansującego. Wszystko po to, aby dać tym słuchawkom jakąkolwiek szansę na pozostanie w rękach potencjalnego nabywcy. To też mówiąc…
Najlepsze zastosowania
Cały czas myślę nad tym i nie wiem przyznam do czego Hifiman Sundara Closed Back by się nadawały.
- Gatunki: Tutaj melduję brak konkretnych rekomendacji – męczące strojenie sprawia, że każdy gatunek muzyczny będzie brzmiał na dłuższą metę nienaturalnie. Najlepsze szczęście miałem z muzyką oszczędną w sopran oraz oglądaniem YT.
- Środowisko: Możliwe, że jedynie krótkie, analityczne sesje odsłuchowe, gdzie potrzeba sprawdzić, czy dana ścieżka dźwiękowa nie ma w sobie nieprzyjemnych częstotliwości. Wówczas mogą sprawdzić się jako tzw. „słuchawki laboratoryjne” do wyłapywania błędów w realizacjach. Ale problem w tym, że nie jest to model dedykowany do takich zastosowań, tylko do konsumenckich.
- Sprzęt: Wymagają toru o cieplejszej charakterystyce, choć cudów to nie zdziała – potrzebna jest ingerencja w EQ, aby konkretnie móc je naprostować. Dobrym modelem ku temu może być testowany jeszcze chwilę temu Luxsin X8, ale sens kupowania sprzętu za 3000 zł specjalnie do Hifiman Sundara Closed Back jest zerowy. To tak, jakbyśmy kupili dwupoziomowy garaż z klimatyzacją, aby trzymać w nim rower.
Analiza ceny i prawdziwej opłacalności
Tak samo, jak przy HE-R9, nastąpił zjazd z tą pierwszą dość mocno. Nagle z 2299 zł spadamy na 568 zł. Czemu nie 567 zł? Bo wyszłoby po raz kolejny jak na dłoni, że cenę wpisuje się „z palca” na klawiaturze.
To kolejny już model Hifimana, którego cena zdradza stosowaną przez producenta filozofię ekonomiczno-biznesową. Zaznaczmy sobie fakt logiczny: jeśli słuchawki są sprzedawane w sklepach nie za 2999 zł, a za 568 zł, to znaczy, że nadal opłaca się go w takiej cenie sprzedawać. Innymi słowy: nikt do tego nie dopłaca, sklepy nadal zarabiają.
Będę się tutaj powtarzał, ale wybaczcie. Spójrzmy na cenę bez podatku VAT. Sundary Closed Back kosztują wówczas 461 zł. W tej kwocie musi zmieścić się:
- koszt produkcji (Hifimanowi musi się to zwrócić, aby wyjść „na zero”),
- utarg dla samego Hifimana (poza zwrotem kosztów produkcji, bo przecież też musi coś zarobić),
- marża dystrybutora (sprzedaż tego modelu musi mu się jakkolwiek opłacać),
- marża sklepu (sklep też musi jakoś na tym zarobić, aby opłacało mu się zawracać głowę dystrybutorowi).
W tych 461 zł musi się zmieścić więc cały szereg „cząstek składowych”. Powiedzmy, że:
- ok. 70 zł idzie jako marża sklepu (marża 15%),
- ok. 100 zł idzie do dystrybutora (marża 25%).
Zostaje nam się ~190 zł. W tym mieścić się ma koszt produkcji oraz zarobek samego producenta. Załóżmy szczodrze, że całe pakowanie, koszty, pianki, materiały, kable itd. to 90 zł. Zostaje się 100 zł w kieszeni Hifimana. Czyli zarobek producenta wynosi i tak ponad 100%.
To oczywiście wciąż spekulacje i estymacje, ale przy takim zjeździe z ceną, pytania i wątpliwości rodzą się same.
Alternatywy
Biorąc pod uwagę wszystkie fakty, awaryjność, zgłaszane problemy, wniosek jest prosty: te słuchawki – jak niemal wszystkie Hifimany – są nieopłacalne. Nawet jeśli się spodobają, jest to tykająca bomba, która potrafi wybuchnąć nawet od leżenia (przypadek HE-6se).
Za te 568 zł wolałbym osobiście kupić poczciwe ATH-M50x i pobawić się padami.
Co zyskam?
- Znacznie lepsze parametry techniczno-dźwiękowe.
- Znacznie bardziej realistyczne strojenie o uniwersalnych właściwościach.
- W wielu miejscach zauważalnie czystszy dźwięk.
- Brak problemów z awaryjnością przetworników.
- Jakikolwiek dostęp do części zamiennych i eksploatacyjnych.
- Bogatsze akcesoria i tak samo odpinane okablowanie.
Co tracę?
- Symbolicznie technikę planarną, którą zastępuję klasycznym dynamikiem.
- Pojemność na uszy, która rzeczywiście jest w Sundarach większa.
- Szerokość sceniczną, która jest naturalnym pokłosiem strojenia Sundar Closed Back.
Jest to tak naprawdę tylko jeden z przykładów, ale mi osobiście najbliższy, gdyż słuchawki posiadam i miałem możliwość porównywać je z Sundara Closed Back bezpośrednio. Wolałem M50x. Nawet wygoda była dla mnie akceptowalna. Tak więc zamiast audiofilskich snów o potędze, daję Wam na tacy praktyczną i pragmatyczną alternatywę uznaną przez lata obecności na rynku.
Gdybym miał kierować się wygodą ponad wszystko, wybrałbym natomiast A990Z. Nie będzie to 1:1 odpowiednik Sundara Closed Back, ale dadzą mnóstwo frajdy, dają się modować, są o niebo wygodniejsze od nich oraz nie padają jak muchy za raptem 200 zł więcej. Sundara Closed Back mają więc u mnie z czym przegrać.
A jeśli odłożyć na bok konieczność bycia modelem zamkniętym, od razu wskakuje tutaj model HE400se w walkę bratobójczą. Mają mniej awaryjny pałąk, zauważalnie niższą cenę i nadal są to planary. Jedynie temat żywotności przetworników (i QC) pozostanie bez zmian. A co powoduje, że prawdopodobnie finalnie wykreślę je z Polecanych, bo jednak nie czuję się na dłuższą metę do końca komfortowo z tą rekomendacją. Nawet mimo atrakcyjnej, zdawałoby się, ceny.
Co ja bym zrobił?
Nie czuję się komfortowo przyznam jako adresat tego typu pytań. To trochę jakbym miał zreferować komuś przez telefon która zupa będzie dla niego smaczniejsza/zdrowsza, samemu próbując obu. Ale pewnie będzie takie zapytanie gdzieś kołatało po głowie, więc drobne podsumowanie nie zaszkodzi.
W ramach obecnej ceny Hifiman Sundara Closed Back, zdecydowałbym się jak pisałem na M50x lub dołożył odrobinę do A990Z. Zwłaszcza te ostatnie mogą okazać się ciekawą i bardzo wygodną alternatywą. W obu przypadkach dostaniemy znacznie większą trwałość, ergonomię i właściwości akustyczne wcale nie gorsze, niż w SCB.
Jeśli patrzeć na oryginalną cenę Hifiman Sundara Closed Back, a także fakt, że to planary (załóżmy, że chcemy przy tego typu driverach pozostać), definitywnie swój wzrok skierowałbym w stronę Audeze LCD-S20. Praktycznie wszystko jest tu lepsze, bardziej dopracowane i bez cyrków oraz kontrowersji, jakie towarzyszą Hifimanowi.
Naturalnie to moje własne priorytety, doświadczenie, wiedza i perspektywa przemawiają jako uzasadnienie wszystkich trzech rekomendacji. Mam zrobiony audiogram, mam pomiary wszystkich par, widzę co trzymam w rękach, jak to wygląda, działa i śmiga. Co więcej, posiadam M50x i A990Z, zaś zamiast S20 mam LCD-XC. Jest więc z czym SCB tu zestawiać.
Podsumowanie
Hifiman Sundara Closed Back na szczęście nie podążyły (a przynajmniej nie jednoznacznie) śladem HE-R9. Nie oznacza to jednak, że nie brak im wad. Oczywiście ich obecność tutaj świadczy o uprzedzeniu do wspaniałego i cudownego producenta, który przecież w recenzjach wszelakich same pochwały i westchnienia zbiera. Wcale nie wynika to z faktu, że wady w tych słuchawkach istnieją w wymiarze obiektywnym i udokumentowanym. Choć przyznam się, że pisanie o nich wcale nie sprawia mi przyjemności i chciałbym, aby naprawdę były to porządne słuchawki cieszące swoich posiadaczy przez lata.
Największą z tychże wad – poza skazanymi na śmierć już na etapie produkcji driverami czy awaryjnymi pałąkami – jest dźwiękowa męczliwość. Hifiman Sundara Closed Back niesamowicie mnie zmęczyły swoim graniem, a co jest w sumie typową cechą tego producenta. To dlatego cieszy się tak wielką popularnością pośród audiofilskiej klienteli. Trochę nie koreluje z tym obecna cena tych słuchawek, ale to bez znaczenia, bo zejście z 2299 zł na 568 zł to przecież nie „budżetowość produktu” ani „desperacja producenta”, a „okazja zakupowa”. Tą ostatnią rozbiliśmy prostą matematyką i okazało się, że chyba niekoniecznie.
Na czysto słuchawki te poszczycić się mogą rzeczywiście szeroką sceną i technicznie dobrą czystością w punkcie kontrolnym. Samo strojenie? To nie są słuchawki jednoznacznie złe, ale jednak męczą – trącają lekką sztucznością i szklistością góry. Gdyby nie to, kto wie, czy nie byłoby tu powtórki z HE400se V2. Na tym etapie jednak dałbym im pingwinka z wiaderkiem. Sami musielibyście ocenić, czy znajdziecie po nim to, czego szukacie. A dokładniej – czy chcecie ryzykować przyszłe przygody od strony QC pałąka i trwałości driverów.
Sprzęt można zakupić na dzień pisania i publikacji recenzji w cenie wynoszącej 568 zł (sprawdź aktualną cenę i dostępność w sklepach) oraz na polskim Amazonie.
Dane techniczne
Zaczerpnięte z jednej ze stron sklepowych:
- Przetworniki: Magnetostatyczne
- Konstrukcja obudowy: zamknięta
- Impedancja: 20 Ohm
- Skuteczność: 98 dB
- Pasmo przenoszenia: 6 Hz – 50 kHz
- Waga (bez przewodu): 432 g
Dane pomiarowe
Wszystkie dane pomiarowe widoczne w tej recenzji można znaleźć w Laboratorium słuchawek pełnowymiarowych, wybierając dokładnie ten model sprzętu z listy rozwijanej.

Platforma testowa
Poniżej sprzęt, który w największym stopniu został wykorzystany do napisania powyższej recenzji, jak również wykorzystywana muzyka i inne przydatne informacje.
- Interfejsy studyjne: Motu M4
- DAC/AMP: AF HA500, AF DA500, Loxjie D40 Pro
- Mobilne DAC/AMP: Tempotec Sonata BHD Pro, FiiO KA13
- Nadajniki Bluetooth: Asus BT400, Asus PCE-AX58BT, RealMe 9Pro+
- Słuchawki testowe pełnowymiarowe: Audeze LCD-XC, Audio-Technica ATH-M50x, Audio-Technica ATH-A990Z, Hifiman HE400se V2, Sennheiser HD 660S2
- Słuchawki testowe typu IEM: Sony MH1
- Monitory odsłuchowe: M-Audio Forty Sixty
- Okablowanie testowe: własne okablowanie testowe i słuchawkowe z linii kabli Audionum/Fanatum
- Kondycjonowanie prądu: brak (instalacja dostosowana już specjalnie pod audio)
- Muzyka wykorzystywana w trakcie testów: przeważnie gatunki elektroniczne, z obecnością również albumów klasycznych, neoklasycznych, jazzu, muzyki wokalnej i rocka. Format FLAC 24/48, OGG, WAV.



