FiiO FT7 to bodajże obecnie flagowiec tego producenta, będący słuchawkami magnetostatycznymi o konstrukcji otwartej. Dzięki ogromnej uprzejmości p. Pawła, mam przyjemność pochylać się nad takim właśnie egzemplarzem w jak zawsze do bólu szczerej recenzji. I mam nadzieję ciekawej, bo przy okazji poruszymy mnóstwo materiału dodatkowego, który przetacza się pomiędzy wierszami w obrębie FT7 właśnie.
Recenzja powstała dzięki nieodpłatnemu użyczeniu prywatnego egzemplarza przez p. Pawła, któremu bardzo pięknie dziękuję. Jeśli posiadacie sprzęt, którego jeszcze nie recenzowałem i chcecie, abym przeprowadził jego pełną i niezależną ekspertyzę, serdecznie zachęcam do zgłoszenia go na oficjalne testy i pomiary.

Jakość wykonania i konstrukcja FiiO FT7
FiiO FT7 to projekt, który idzie pod prąd typowym, metalowym konstrukcjom tej marki, stawiając na materiały kojarzone z segmentem hi-end, takie jak włókno węglowe oraz naturalne drewno.
- Muszle z włókna węglowego: Zastosowanie karbonu w FT7 to nie tylko estetyka. Karbon charakteryzuje się ekstremalnie wysokim stosunkiem sztywności do masy oraz doskonałymi właściwościami tłumiącymi. W praktyce oznacza to, że muszle są martwe akustycznie – nie rezonują przy głośnych transjentach generowanych przez potężny przetwornik planarny, co przekłada się na czystość sygnału, którą powinniśmy (przynajmniej w teorii) zobaczyć na wykresach THD.
- Drewniane grille i otwarta budowa: To, co wyróżnia FT7, to drewniane wykończenie zewnętrznych grilli. Jako model otwarty, FT7 wykorzystuje te elementy do swobodnego odprowadzania fali dźwiękowej. Drewno, w przeciwieństwie do metalowych siatek, wprowadza specyficzne rozproszenie, które często owocuje nieco innym wybrzmiewaniem wysokich tonów, unikając metalicznych pogłosów. W praktyce sprowadza się to jednak do tego, jak bardzo blokowane są fale odbite.
Wygoda i pady
FiiO zastosowało tutaj pady dedykowane montowane na zatrzaski. Nie jest to na szczęście system tak tandetny, jak w Hifimanie, ale jednak ograniczający nasze pole manewru. W zestawie otrzymujemy zarówno parę skórzaną, jak i materiałową. Z tą jednak ostrzegam – będzie minimalna zmiana w dźwięku, a same pady są podatne na picie tłuszczu, potu oraz szarpanie (rzepy, paznokcie itd.).



Sama wygoda jest całkiem dobra, choć w pewnym momencie dojdziemy do wniosku, że mechanizm automatycznego pozycjonowania muszli w osi poziomej troszkę można byłoby sobie darować na dłuższą metę. Poza tym jednak nie stwierdziłem specjalnych problemów. Słuchawki są w stanie spędzić nam na głowie wiele godzin i nie wywołać dyskomfortu. To duży plus przy modelu planarnym wbrew pozorom.
Nieszczęsny pałąk i system regulacji
Właściciel przekazał mi taką informację odnośnie okoliczności ich zakupu, cyt.:
Dodam jeszcze, że słuchawki kupiłem w MP3Store w Bydgoszczy i sprzedawca od razu posmarował silikonem mechanizmy regulacji pałąka, bo strasznie ciężko się go regulowało. Podobno pierwsze egzemplarze miały odwrotny problem – mechanizm działał zbyt luźno. Może ta informacja przyda się do recenzji.
Mimo tych zabiegów niestety mechanizm nadal chodził ciężko, zwłaszcza z prawej strony (jeśli dobrze patrzyłem). Ale wskazuje to na bardziej ogólny problem z tymi słuchawkami od strony konstrukcyjnej pałąka.



Uderzył mnie do tego plastik, który został w ramach regulacji zastosowany. Jest to rozwiązanie strasznie tandetne gdy mu się przyjrzy z bliska. I żadna ilość karbonu tego nie ratuje.
Słuchawki poza tym trzeszczą w tym konkretnym miejscu, a także w punkcie regulacji nachylenia w osi pionowej. Nie buduje to we mnie jako konsumencie pewności, czy abym na pewno dobrze wydał te 3295 zł. Albo 3499,01 zł, bo tyle wynosiła cena w rzeczonym sklepie na dzień poprzedzający publikację recenzji. Czemu dzień poprzedzający a nie publikacji? Bo dzień publikacji wyglądał u mnie tak, gdy chciałem ją zweryfikować:

Ogólnie taka uwaga na boku, że nie jest to pierwszy raz, gdy FiiO nie do końca radzi sobie z produkcją tego typu elementów. Pamiętamy przecież sytuację z FiiO FT1 i FT1 PRO, gdzie samoczynnie odkręcały się mechanizmy widełek. A może to tylko celowe udawanie? Kto wie…
Złącza i okablowanie
Zastosowanie gniazd mono 3.5 mm w muszlach to u FiiO już w sumie trochę standard, który bardzo ułatwia serwisowanie i ewentualną (choć technicznie zbędną) wymianę kabla.



Kabel fabryczny dostajemy z modularnym systemem wtyków opartych o 4.4 mm. Mechanicznie jest to bardzo dobry produkt – nie tylko nie ma tu mikrofonowania, ale kabel jest na tyle jeszcze elastyczny, by nie przeszkadzać aż tak mocno podczas pracy przy biurku.
W zestawie mamy pakiet nasadek: na 6,3 mm (SE) oraz XLR 4-pin (BAL). FiiO stosuje je także w innych modelach słuchawek, eliminując konieczność dołączania kilku osobnych kabli.
Jakość dźwięku FiiO FT7
Jeśli miałbym stawiać w ciemno na to, jaki dźwięk zaprezentują mi FT7, stawiałbym na coś w stylu FT5. I poniekąd się nie pomyliłem, ale z tą różnicą, że FiiO poszło tym razem nieco bardziej po rozum do głowy. Pobawiło się strojeniem tak, aby „tutaj odjąć, tutaj dodać” i w efekcie równiejszy dźwięk nam zapodać. A prawda, jak wiadomo, musi się rymować.
Bas
Analiza techniczna: Pomiar wykazał jednostajną, płaską charakterystykę w zakresie 20–200 Hz. Brak jakichkolwiek podbić w sekcji basu średniego świadczy o bardzo dobrej kontroli membrany i braku sztucznego dociążania dźwięku. Nie ma tu też rezonansów czasami obecnych w konstrukcjach planarnych, gdy odbija się nam fala od grilla (casus Hifimana). THD w tym paśmie oscyluje poniżej 0,1%, co potwierdza wysoką kulturę pracy przetwornika. Serio, bardzo ładnie to wygląda.
Subiektywny odsłuch: Bas jest szybki, kontrolowany i precyzyjny. Ma zejście i wydźwięk w ilościach optymalnych. Nie oferuje masowania uszu, lecz rzetelne oddanie faktury i różnicowanie planów w niskich rejestrach. Dla osób szukających ciepła i miękkości może być zbyt sterylny, natomiast dla osoby lubiącej analizować konstrukcję basu jest narzędziem niezwykle czytelnym.
Tony średnie
Analiza techniczna: Średnica w dolnym i środkowym podzakresie pozostaje stabilna i neutralna. Kluczowym elementem jest wyraźne podbicie w rejonie 3-4 kHz (ok. 10-12 dB), które pokrywa się z wybiciem zniekształceń harmonicznych sięgającym 1,5%.
Subiektywny odsłuch: Wyraźne podbicie wyższej średnicy przekłada się na bardzo bezpośredni, czasami wręcz inwazyjny przekaz wokali i instrumentów solowych. Dźwięk jest wysoce czytelny, ale ze względu na wzrost zniekształceń w tym rejonie, przy długich odsłuchach może pojawić się zmęczenie słuchu. Czasami miałem wrażenie, że pojawiała się wręcz ziarnistość w dźwięku, ale tylko przy mocniejszych partiach i głośniejszych odsłuchach.
Sopran
Analiza techniczna: Pasmo powyżej 5 kHz charakteryzuje się wybiciami w okolicy 7,6 kHz. Jest to zabieg mający na celu poprawę czytelności i detaliczności, choć może skutkować zwiększoną podatnością na sybilanty w słabo zrealizowanych nagraniach. Wyraźnie słychać, że góra jest okrutnie zależna od grillów. To wręcz mam wrażenie one nadają jej takiej a nie innej barwy. Jakiekolwiek pojawienie się przeszkód na słuchawkach zmienia diametralnie tembr FT7, więc myślę, że modderzy będą kombinowali właśnie tutaj z jakimiś modyfikacjami.
Subiektywny odsłuch: Góra jest bardzo ciekawa, bo wydaje się jednocześnie neutralna i „techniczna”. Słuchawki wyciągają mnóstwo mikro-detali, co sprawia, że nagrania brzmią świeżo i bardzo szczegółowo. Nie jest to brzmienie zorientowane na jasność i powietrzne w stylu Hifimana, czy eteryczne jak u STAXa, lecz „wydajnie” twarde, analityczne i błyskawiczne w transjentach. Mi osobiście nawet się podobało, przede wszystkim na standardowych padach.
Alternatywne pady i ciekawostki odnośnie sopranu
Czytałem że FT7 są bardzo ostre i wręcz na granicy sybilowania. To ciekawe, bo w rzeczywistości pomiary tego nie potwierdzają.
Myślałem nad tym zjawiskiem i choć dałoby się to spokojnie wyjaśnić na kilka sposobów, w głowie kołatała mi jedna koncepcja. Wyglądało to trochę tak, jakby próbowano na siłę się uwiarygodnić przy FT7 z opisami empirycznymi. Paradoksalnie przegięto jednak w drugą stronę.
Dla ciekawości sprawdziłem, czy aby ocena nie została wydana na padach materiałowych. Na nich miałem już wrażenie przechodzenia w lekką szklistość i po krótkich odsłuchach wróciłem na stock. Nadal jednak nie było to nic, co można byłoby opisać jako sybilanty lub przemożną ostrość. Pomiarowo drastycznych zmian również nie odnotowałem. Sopran się wyrównuje i wzmacnia lokalnie, ale nie ma tu gwałtownych wybić. Pomiary znajdziecie na dole recenzji.
Tak więc żonglowanie padami jak najbardziej wchodzi w grę w głównej mierze z perspektywy wygody, a nie dźwięku, choć jeśli komuś będzie tu za dużo góry, cienkie wkładki akustyczne zrobią robotę. Tym bardziej, że można je przemycić pod padami, między siateczką z literką kanału a driverem. Dyskretne, wygodne, estetyczne.
Wrażenia sceniczne
Scena dźwiękowa w FT7 jest dobrze poukładana i sprawia wrażenie zawsze lekko napowietrzonej. Zawsze, bez względu na to co się dzieje lub nie dzieje.
Nie jest to efekt taki, jak w Fosi Audio i5 i całe szczęście – inaczej byłaby to katastrofa. Ale właśnie to pokazuje jak Fosi powinno swoje słuchawki wystroić, a nie potem tłumaczyć się, że to tak miało być od początku. Pod tym względem FiiO FT7 wypadają moim zdaniem wielokrotnie lepiej od i5.
Wręcz powiedziałbym, że Fosi i5 powinny od samego początku grać tak, jak FT7, ale
Szerokość sceny jest w każdym razie bardzo zadowalająca, a separacja instrumentów – dzięki szybkiej odpowiedzi przetwornika – na bardzo wysokim poziomie. Nie odczuwa się tutaj klaustrofobii, choć scena jest raczej intymna niż spektakularnie rozbudowana w głąb.
Całościowy odbiór psychoakustyczny
Odsłuchowo FiiO FT7 są zestrojone w stronę monitorowej analityczności. I co więcej, jest to zgodne z zasadami ludzkiej izofony, bo podbicie w okolicach 3-4 kHz jest celowym zabiegiem, mającym zwiększyć zrozumiałość dźwięku. Jednak w przypadku FT7 zostało ono zrealizowane w sposób troszkę agresywny. Słuchawki te nie grają „muzykalnie” w potocznym rozumieniu, lecz bardziej bym powiedział, że „informacyjnie”.
Dla słuchacza nastawionego w kierunku relaksacyjnego grania, mogą być szokiem, ale dla osoby przyzwyczajonej do ostrzejszych słuchawek – zwłaszcza planarnych – będą całkiem rozsądną normalizacją.
Całościowa ocena techniczna
Ze strony technicznej z kolei, słuchawki wykazują wysoką poprawność inżynierską. No, może z wyjątkiem wspomnianego rezonansu w 3,8 kHz. Pokrycie się z krzywą DF (Diffuse Field) w zakresie niższych częstotliwości jest wzorowe, co potwierdza ich neutralny charakter basowy. Przetwornik jest szybki i czysty, a wykresy THD pokazują, że poza obszarem tzw. ear gain, FT7 radzą sobie znakomicie.
Najlepsze zastosowania
FiiO FT7 to przede wszystkim słuchawki dla audiofilów szukających „szkiełka i oka” w muzyce. Świetnie sprawdzają się w gatunkach wymagających szybkiej odpowiedzi (metal, elektronika, szybki jazz), ale o dziwo odnajdą się i przy pracy studyjnej, gdzie kluczowa jest kontrola nad konkretnym pasmem, a nie eufoniczne upiększanie nagrania.
Ze względu na swój uniwersalny charakter, mogą nadawać się też do codziennego użytkowania, aczkolwiek zauważyłem, że trudniej mi się z nich korzysta wieczorami i w nocy. Tu już zapewne zmęczenie daje się we znaki, a z czym strojenie FT7 nie do końca sobie radzi. Ale już przejście na lekko zmodyfikowane ATH-M50x załatwiło mi temat i pozwoliło na spokojne dokończenie pisania recenzji, mając w głowie wszystkie wnioski, dźwięki i wrażenia kołaczące się jako żywo w rytm muzyki.
Zmiany w dźwięku po zastosowaniu innych kabli
Moją uwagę ponownie zwróciły w tym kontekście treści trzecie, gdzie doczytałem się o zmianach, jakie rzekomo miały wprowadzać inne kable wobec brzmienia FiiO FT7.
Pisanie nie tylko o kablach, ale w ogóle o niektórych recenzjach (i ich autorach) czy cytując wpisy na forach audio jest zauważyłem trochę ryzykowne. Jak odcięcie wody połączone z jednoczesną kradzieżą zapasów papieru toaletowego podczas ataku biegunki w radzieckich koszarach. Sam nie wiem czemu.
W przypadku FiiO FT7, fabryczny kabel jest jak pisałem bardzo dobry. Należycie wykonany, gabarytowo też ujdzie, nasadki są super. Jest git, mówiąc krótko. Mimo to przeczesując treści pisane przez inne osoby, wyczytujemy, że:
- oryginalny kabel nie jest dobry, ponieważ został poddany procesowi kriogenicznemu (znów teorie o samo-sabotażu?),
- bliżej nieokreślony kabel autorstwa jednego ze sklepów audio – srebrny i nie poddany takowemu – jest lepszy od fabrycznego i „uspokaja” brzmienie (to dziwne, bo większość ludzi na forach audio oraz audiofilów mówi, że srebro = jaśniej),
- kabel rasowo audiofilski za 3500 zł – mimo ewidentnych problemów natury ergonomii – daje „najspokojniejsze” brzmienie i zwalnia z walki z niepasującą muzyką (?).
Spróbujmy więc sobie to na spokojnie zweryfikować.
Kriogenika kabla fabrycznego i jego wpływ na dźwięk
Pochylmy się nad pierwszym punktem. Producent rzecze nam tak oto:
Nowy kabel, wykonany z wysokiej czystości monokrystalicznej miedzi 6N OCC (99,99998%), został specjalnie wykonany i dostrojony do FT7 i jego charakterystyki dźwiękowej. Miedź poddawana jest kriogenicznej obróbce zamrożonym azotem utrzymywanym w temperaturze -192°C przez 7 dni. Przyspiesza to eliminację naprężeń wewnętrznych w materiale metalowym, a także wyrównuje i zaciska granice kryształów w celu zwiększenia przewodności elektrycznej i transmisji sygnału. Zapewnia to, że wolne elektrony w przewodniku mogą płynnie przepływać z jednego atomu do drugiego, co poprawia klarowność dźwięku.
Większość osób domyśli się od razu, że kriogeniczność nie ma żadnego wpływu na dźwięk. Po co więc FiiO robi z siebie nie powiem co w materiałach marketingowych?
Obróbka kriogeniczna (tutaj: wymrażanie przez tydzień) jest stosowana w metalurgii przemysłowej (np. w produkcji wierteł, noży itp.), aby zwiększyć odporność materiału na ścieranie poprzez transformację struktury krystalicznej (np. z austenitu w martenzyt w stali).
Problem w tym, że miedź nie posiada struktury, która zmieniałaby się w sposób znaczący dla przewodnictwa elektrycznego w wyniku zamrożenia do tych -192°C. Tak więc jest to zabieg czysto marketingowy. Brzmi to „profesjonalnie” i „naukowo”, sugerując, że kabel jest produktem zaawansowanej technologii dźwiękowej, która właśnie ujrzała światło dzienne. Bo słuchawki w tej cenie są kierowane często do ludzi, którzy albo sukcesywnie zaczynają wierzyć w tego typu treści, albo już to robią. Bezgranicznie. A przynajmniej na tyle mocno, aby negować podstawowe prawa fizyczne lub nie dopytywać o rzeczywiste przeznaczenie istniejących procesów przemysłowych.
A jak jest w rzeczywistości?
Oto jak FiiO FT7 mierzą się na kablu fabrycznym oraz podłączone moim własnym Audionum (wersja dla Hifimanów):

Wyniki pomiarowe uśrednione dla obu kanałów są identyczne, choć mój kabelek nie jest poddawany żadnym kriogenicznym obrzędom przez tydzień ani technologicznym fikołkom. Upada przy okazji po raz setny teza, że producenci w tej klasie słuchawek sabotują własne produkty wadliwym okablowaniem fabrycznym.
Wniosek: Historia o tym jak to kabel fabryczny podkreśla ostrość tych słuchawek jest wprowadzaniem nas w błąd. FiiO FT7 nie są ostre dlatego, że są podłączone kablem fabrycznym, tylko dlatego, że tak właśnie grają ich przetworniki. Kriogenika w marketingu FiiO funkcjonuje raczej jako właśnie to – marketing. Zaś sam proces nie polepsza, ani na szczęście nie pogarsza w żaden sposób dźwięku słuchawek.
Srebrny kabel i uspokojenie brzmienia
Być może cała ta kriogenika ma zastosowanie jako sprytna wymówka, abyśmy nie zwrócili słuchawek do sklepu? Zamiast tego kombinowali z rzeczami, które rzekomo mają sytuację poprawić. No ale podobno srebro przychodzi nam tu na ratunek. Dziwne to jednak, bo srebro wiele osób traktuje jako coś, co wyostrza im brzmienie, a nie uspokaja. Czy nie powinniśmy zatem szukać miedzi w takiej sytuacji? Wiadomo bowiem, że miedziany kolor jest cieplejszy, a srebrny chłodniejszy i tak też to oddziałuje na dźwięk. A tu takie dziwy wyczytujemy nagle, no coś niesamowitego.
Choć nie mamy możliwości wykonania bezpośredniego porównania do rzeczonego srebrnego kabla, posłużę się innym, ale też ze srebra – markowym Plussound X16 SPC. Jest to kabel również kriogeniczny, wielożyłowy, a przede wszystkim drogi. Droższy, niż same słuchawki od FiiO (4250 zł). Jego testy były wykonywane jakiś czas temu z bardzo jednoznacznymi efektami:

Testy odbywały się na słynnych Focal Utopia, które same z siebie bardzo mi się podobały. A więc na sprzęcie, który jest zauważalnie wyższej klasy od FiiO FT7. Odnotowałem brak różnic po raz kolejny.
Wniosek: Wyniki nie pozostawiały żadnego pola do manewru – brak zmian co do dźwięku oznacza, że ani kriogenika, ani wymiana przewodnika na srebro, nie będą tu miały nic do rzeczy. Na tej podstawie myślę, że możemy przełożyć je na dokładnie te same efekty końcowe w przypadku rzeczonego kabla i słuchawek.
Audiofilski kabel i jeszcze większe uspokojenie dźwięku
Miałem ogromną przyjemność testowania tego kabla przy okazji zbiorczego testu kabli audiofilskich. W formie rzekomo jednej jedynej sprzedanej sztuki, wypożyczonej od osoby prywatnej (jeszcze raz ukłony). Nazwy nie wymieniam, aby nie robić niepotrzebnej reklamy czemuś, co podobno nie istnieje poza tym jednym egzemplarzem. Przynajmniej oficjalnie.
Efekty wówczas uzyskiwane na Audeze LCD-XC, czyli również słuchawkach planarnych tak jak FiiO, były identyczne jak przy Utopiach. Nie będę nawet wklejał tu wyników, bo szkoda mi Waszych palców na scrollowanie tego potem na telefonach. Najważniejsze, że po raz kolejny nie udało się wtedy zaobserwować absolutnie żadnych zmian, nawet najmniejszych, co do dźwięku.
Wniosek: Istnieje więc ogromna szansa, że deklarowanego wygładzenia czy uspokojenia dźwięku na FT7 również nie byłbym w stanie stwierdzić. Ale to i tak w porządku, bo autor tych twierdzeń do dziś sam nie jest w stanie ich udowodnić naukowo, więc w materiale dowodowym ogólnie i tak jesteśmy do przodu.
Co z tą „niepasującą muzyką”?
To też ciekawe zagadnienie, bo chyba powinno być na odwrót. Muzyka to muzyka. Co najwyżej dane słuchawki mogą pod nią nie pasować. Inaczej stawiamy wszystko na głowie.
Pomyślmy logicznie: kupujemy słuchawki za 3300 zł po to, aby nagle okazało się, że cała nasza biblioteczka muzyczna którą kupiliśmy ma podlegać teraz selekcji? To po co wydaliśmy te pieniądze, skoro na słuchawkach za 600 zł wszystko brzmiało super elegancko? Winne naszego niezadowolenia są zatem słuchawki czy muzyka? A może kable i tor?
Odpowiedź zawiera się jednak w pytaniu: co takiego z wymienionych sprzedaje dany sklep/dystrybutor, tudzież inni zainteresowani? No właśnie: kable, elementy toru, słuchawki. Czyli wszystko prócz muzyki.
Zamiast patrzeć więc na „muzykę niepasującą do słuchawek”, spójrzmy na to jako na „słuchawki niepasujące akustycznie pod nasze uszy”. Bo to z tego bierze się potem niespójność względem muzyki. Zaś odwracanie uwagi i skupianie jej na innych rzeczach jest w rzeczywistości odwracaniem uwagi i skupianiem jej na innych rzeczach. Ot prawda prawdziwa.
Czy zatem ma sens wymiana okablowania w FiiO FT7?
Biorąc pod uwagę, że w FiiO FT7 dostajemy kabel z modularnymi wtykami na bazie standardu 4.4 mm, wymiana winna mieć miejsce tylko w sytuacji realnej potrzeby. Zmiany w dźwięku na tym modelu słuchawek po wymianie kabla nie są odnotowywane, toteż nie powinien być to w żadnym razie powód zakupów. Jeśli ktoś twierdzi inaczej i mówi, że mu jakiś kabel mocno dźwięk wygładził, to jest to najprawdopodobniej próba skłonienia nas do zakupu konkretnego okablowania „na słowo”.
Aby twierdzenia, że kabel ten cokolwiek tu wygładził, były prawdziwe, musiałby mieć ponad 100 m długości, albo elementy dyskretne wlutowane w siebie. Innymi słowy – musiałby pełnić rolę filtra dolnoprzepustowego, stając się prymitywną zwrotnicą.
W takiej sytuacji proście taką osobę o przedstawienie obiektywnych danych, pomiarów oraz dowodów potwierdzających, że rzeczywiście taki efekt jest osiągany.
- Jeśli w odpowiedzi otrzymacie komplet takich materiałów – super. Będzie to prawdopodobnie pierwszy w historii taki przypadek, gdzie ktoś zapodał takie dane. Osobnym tematem będzie ich weryfikacja, bo jak pokazuje mój własny przykład, można się samemu wprowadzić błędną metodyką w błąd. Ale jeśli wszystko będzie wyglądało w porządku, to mamy wreszcie pierwszy w historii dowód ze strony audiofilów na to, że czarne rzeczywiście jest czarne.
- Jeśli otrzymamy cokolwiek innego: dyskutowanie, dygresje, unikanie odpowiedzi, odwracanie kota ogonem, agresję, dalsze zapewnienia „na słowo” że to wszystko jest oczywiste i z łatwością słyszalne, wówczas taki zakup bym od razu odpuścił. Ot zwykłe negowanie rzeczywistości i liczenie na tzw. urobienie klienta.
I najczęściej będzie to opcja nr 2, a więc szkoda pieniędzy.
Czy jest sens parować FiiO FT7 z audiofilskim sprzętem źródłowym?
Jak zauważyłem, pojawiały się też uwagi odnośnie FT7 co do wymagań sprzętu towarzyszącego (oprócz wspomnianej muzyki):
- potrzebują mocnego wzmacniacza
- są bardzo wrażliwe na jakość i dopasowanie toru
Tu rzeczywiście można się pochylić nad tematem na poważnie. Generalnie mamy z FiiO FT7 trzy drogi podejścia:
- mulenie sopranu torem (czyli jakieś stereotypowe lampy itd., o ile radzą sobie ze sprzętem o niskiej impedancji)
- perfekcyjna neutralność (a więc sprzęt bezwzględnie liniowy w swej naturze, jak Loxjie D40 Pro itd.)
- neutralność + drobne korekcje (i to jest właściwy krok, a nie żonglowanie kablami czy szukanie mitycznej synergii).
W kontekście tego ostatniego, świetnym przykładem niech będą Luxsin X8 albo X9, które kapitalnie sobie radzą z FiiO FT7. Dla osób upartych są też inne rozwiązania za mniej, ale mające swoje obostrzenia.
Faktem natomiast jest, że FiiO FT7 nie wymagają cudów jeśli chodzi o napęd. Mój HA500 – wbrew różnorakim proroctwom co do wymagania potężnego wzmacniacza – pchnął FT7 z palcem w piecu. Tak samo dobrze zrobiły to Luxsin X8, Topping DX5 II oraz Loxjie D40 Pro. Połączenie FiiO FT7 z którymkolwiek z nich da tak samo dobre wyniki.
Słuchawki te nie wymagają bowiem estradowej mocy, lecz wysokiej stabilności prądowej i niskiej impedancji wyjściowej wzmacniacza. Ma on poprawnie obsłużyć obciążenie 25 Ω bez spadków napięcia. W praktyce oznacza to niemal każdy współczesny wzmacniacz o niskiej impedancji wyjściowej, w tym poprawnie zaprojektowane konstrukcje DIY jak mój HA500. I to tak naprawdę jest cały sekret względem FiiO FT7.
Nie jest więc prawdą, że trzeba dygotać z przerażenia na myśl o dopasowaniu toru podług FT7. Obok „kriogeniki” i „niepasującej muzyki” jest to kolejny mit, który próbuje się wciskać szerszemu gronu. Ale nie jedyny.
Czy FiiO FT7 się wygrzewają?
Ponieważ mamy temat kablowy, oczywiście nie mogło zabraknąć klasycznego już tematu wygrzewania.
Osobom nie zaznajomionym z tym określeniem, przypomnę, że „wygrzewanie” polega na (często mechanicznym) rozruszaniu się elementów danego urządzenia, aby po czasie mogło ono osiągnąć optymalne parametry pracy. Termin ten najczęściej tyczy się kolumn, gdzie gumowe zawieszenia rzeczywiście muszą trochę popracować od nowości. Wątek ten podchwycono jednak ochoczo pod inny rodzaj sprzętu, jak np. słuchawki.
Problem jednak w starym powiedzeniu: „nie kłam, bo zapomnisz”.
Dawno temu, gdy chińskie słuchawki planarne dopiero co wchodziły do nas na rynek i mościły się u dystrybutorów w ichnich portfolio, wszystko to było nowością. Ludzie patrzyli na słuchawki magnetostatyczne jako na niemalże ziemię obiecaną, która wyzwoli jakość dźwięku z okowów opresyjnych limitacji techniki dynamicznej. Wielokrotnie wówczas rozmawiałem na te tematy, również na forach audio (gdy jeszcze było tam w miarę poczytalnie i przynajmniej z pozoru etycznie biznesowo). Przewijały się wtedy koronne argumenty za przetwornikami tego typu:
- technologia planarna pod każdym względem przewyższa przetworniki elektrodynamiczne,
- słuchawki planarne wyprą dynamiki z rynku, może poza tymi najtańszymi,
- przetworniki planarne nie wygrzewają się tak jak robią to te dynamiczne.
Zajmijmy się wszystkimi trzema punktami po kolei.
Ponownie – jak jest w rzeczywistości?
Faktycznie przetworniki magnetostatyczne (bo tak powinno się je nazywać właściwie) mają swoje atuty ponad typowym przetwornikiem dynamicznym w wymiarze czystej fizyki, a dokładniej elektromechaniki. Mają też swoje własne problemy i wyzwania, które często powodują, że zamiast wykorzystywać ich zalety, producenci walczą z tym, aby wady nie ujawniały się w sposób słyszalny.
Drugi punkt okazał się z tego powodu mrzonką i sferą życzeniową. Producenci muszą obecnie walczyć chociażby z degradacją ścieżek, naciągiem membran, tłumieniem, falami odbitymi czy gabarytami przetworników (ciężkie magnesy).
Trzeci punkt zaś to tak naprawdę zanegowanie największego atutu jaki przyświecał ponad dekadę temu tej technologii podczas wprowadzania na nasz rynek. Technika wykonywania się praktycznie nie zmieniła, a jedyne co zrobiono, to zoptymalizowano koszty produkcji. Ale ponad wszystkim sugeruje to, że membrana drivera pracuje: wyciąga się. A skoro się wyciąga, to jak myślicie, co dzieje się ze ścieżką napyloną na jej powierzchni? Przecież nie jest ona z gumy.


Podczas moich testów (słuchawki są na oko praktycznie nowe) przyjrzałem się temu, ale nie zmieniło się nic a nic w dźwięku. Na szczęście nic też nie uległo awarii. Słuchawki kompletnie się nie zmieniły.
Czy więc FT7 rzeczywiście się „wygrzewają” w tym tradycyjnym znaczeniu? Nie sądzę. Być może jest to jakieś dziwne sformułowanie celem przygotowywania użytkowników na awaryjność, niefortunnie ubrane tylko w słowa i bazujące na innym kompletnie zjawisku. Tak samo było przecież z „marszczeniem się” membran w Fosi i5. Ale też sporo osób narzekało na awaryjność driverów w FT1 PRO. Sęk w tym, że nie jest to wygrzewanie, a defekty powstające z nadmiernego cięcia kosztów i uwarunkowań samej techniki wykonywania takich driverów. To dlatego preferuję bardziej rozwiązania dynamiczne, uznając jednocześnie wyższość magnetostatów w niektórych obszarach, jak np. liniowość basu czy odpowiedź impulsową.
Podsumowanie
Choć recenzja tyczy się FiiO FT7, omówiliśmy tu sporo dodatkowych tematów, które poruszano w innych miejscach. Lubię to robić, bo jest to zawsze dodatkowa wiedza i ciekawostki warte rzucenia okiem, jak np. odbiór psychoakustyczny sopranu, wygrzewanie driverów magnetostatycznych czy wpływ kriogeniki kabla na dźwięk. I jak zwykle, wszystko to okazało się banalnie prostą tematyką, którą wyjaśnić można nawet prostą logiką oraz wnioskami z innych recenzji i eksperymentów pomiarowych.
Dla mnie osobiście najlepszą rzeczą w FT7 jest fakt, że na tle jeszcze niedawno testowanych Fosi Audio i5, są one produktem bez miary lepiej dopracowanym. Praktycznie pod wszystkimi względami lepszym, lepiej się mierzącym i nie dającym sobie w kaszę dmuchać pomiarowo przez większość pasma. Problemów jest tu niewiele, a użytkowanie sprzętu przez wiele godzin nie sprawia żadnych przykrych niespodzianek.
Tak naprawdę jedyne zastrzeżenia mogę mieć do:
- dedykowanych padów, bo utrudniają ich wymianę na cokolwiek innego,
- stricte pałąka, którego mechanika trąca tanizną i tandetą tak, że sklep musi je smarować na oczach klienta,
- lekkiego wybicia THD w 3,8 kHz, na szczęście bez dramatów jak u Hifimana.
Niemniej finalnie słuchawki ratują się niczym ten pingwinek w kole, ciesząc się ze spływu po dźwiękowej fali, w której docenimy ich naprawdę dużą czystość, wyposażenie, sensowną wygodę i możliwości. Ze swojej strony więc mogę je warunkowo rekomendować, jeśli tego typu elementy, które wymieniłem jako wady, nie będą nas odstręczały od zakupu przy cenie 3295 zł. Całościowo myślę, że przy FT7 więcej jest pozytywów niż negatywów, ale czy tak rzeczywiście jest – tylko czas pokaże.

Sprzęt można zakupić na dzień pisania i publikacji recenzji w cenie wynoszącej ok. 3295 zł (sprawdź aktualną cenę i dostępność w sklepach)
Dane techniczne
Zaczerpnięte z jednej ze stron sklepowych:
- Duży przetwornik planarny 106 mm
- Opatentowana wielowarstwowa powłoka na bazie złota i srebra
- Specjalna membrana o grubości 1 μm
- Grille z drewna zebrano
- Opatentowane jednorodne pole magnetyczne
- Dwustronny układ magnetyczny typu push-pull z magnesem neodymowym
- Lekka konstrukcja o wadze 427 g
- Konstrukcja z włókna węglowego
- W zestawie nauszniki ze skóry jagnięcej/zamszu
- Kabel z miedzi monokrystalicznej wymrażany ciekłym azotem
- Niestandardowe etui do przechowywania z płótnem Yaoli
Dane pomiarowe
Wszystkie dane pomiarowe widoczne w tej recenzji można znaleźć w Laboratorium, wybierając dokładnie ten model sprzętu z listy rozwijanej.

Platforma testowa
Poniżej sprzęt, który w największym stopniu został wykorzystany do napisania powyższej recenzji, jak również wykorzystywana muzyka i inne przydatne informacje.
- Interfejsy studyjne: Motu M4
- DAC/AMP: AF HA500, AF DA500, Loxjie D40 Pro
- Mobilne DAC/AMP: Tempotec Sonata BHD Pro, FiiO KA13
- Nadajniki Bluetooth: Asus BT400, Asus PCE-AX58BT, RealMe 9Pro+
- Słuchawki testowe pełnowymiarowe: Audio-Technica ATH-M50x, Audeze LCD-XC, Creative Aurvana SE (zmodyfikowane), Hifiman HE400se V2, Sennheiser HD 660S2
- Słuchawki testowe typu IEM: Sony MH1
- Monitory odsłuchowe: M-Audio Forty Sixty
- Okablowanie testowe: własne okablowanie testowe i słuchawkowe z linii kabli Audionum oraz Fanatum
- Kondycjonowanie prądu: brak (instalacja dostosowana już specjalnie pod audio)
- Muzyka wykorzystywana w trakcie testów: przeważnie gatunki elektroniczne, z obecnością również albumów klasycznych, neoklasycznych, jazzu, muzyki wokalnej i rocka. Format FLAC 24/48, OGG, WAV.




Super test. I teraz pytanie. Do tych słuchawek lepiej Luxsin X9 czy Fiio K17? A może Luxsin X8? Dalej mam Aune X1s + X7s i brakuje ciepła. Na wysokich tonach kłuje w uszy.