Zintegrowany Topping DX5 II, będący drugą generacją bardzo udanego DX5, wdziera się w umysły i portfele użytkowników jako opłacalna opcja na własne, stacjonarne PEQ. Zakreśla przy tym coraz większą modę i nowy kierunek w branży audio, gdzie nie jesteśmy już „skazani” na dźwięk taki czy inny wprost z pudełka. Topping zwęszył tu mocną krew i próbuje zaczarować nas nie tylko funkcjonalnością, ale i atrakcyjną ceną. Czy obarczoną przy tym gwiazdkami, drobnym druczkiem i sekretami, których musimy być bardzo świadomi? O tym będzie traktowała niniejsza recenzja, która powstaje dzięki pomocy i gestowi p. Nikodema.
Dodatkiem do tej recenzji będzie opisanie – prócz samego urządzenia – również jego słuchawek, których na co dzień używa właśnie z DX5 II. Są nimi Audeze LCD-2 Classic, ale w wydaniu zmodyfikowanym. Tak więc i one będą miały tu swoje 5 minut. Aczkolwiek testy całości trwały jak liczę z dobre półtorej miesiąca.
Recenzja powstała dzięki nieodpłatnemu użyczeniu prywatnego egzemplarza przez p. Nikodema, któremu bardzo pięknie dziękuję. Jeśli posiadacie sprzęt, którego jeszcze nie recenzowałem i chcecie, abym przeprowadził jego pełną i niezależną ekspertyzę, serdecznie zachęcam do zgłoszenia go na oficjalne testy i pomiary.

Jakość wykonania i konstrukcja Topping DX5 II
Pod względem wizualnym Topping DX5 II kontynuuje stosunkowo udaną, nowoczesną i minimalistyczną linię stylistyczną. Wieść gminna niesie, że producent zapoczątkował ją przy współpracy z jakimś zespołem projektowym z Europy, ale ile w tym prawdy wiedzą tylko okoliczne zające. A ponieważ tylne koło w moim Giant-cie odmówiło posłuszeństwa i czekam na serwis w ASO (a co!), skubańce są zbyt szybkie, aby dogonić je „z buta” i podpytać na miejscu o detale.



W każdym razie do tej pory zaoblona i zwarta bryła wykonana w całości z grubego, piaskowanego aluminium uległa zmianie co do kształtu, stając się… czymś po prostu normalnym. SMSL i Aune próbowały z trapezami, Topping próbował z obłymi konstrukcjami, ale widocznie teraz czas na „ukwadratyzowanie” się. Mimo to nadal sprzęt przykuwa wzrok i może się podobać.



Sprzęt przyszedł do mnie w pancernym opakowaniu, które jest dziełem p. Nikodema. Kosztem oryginalnego opakowania, przełożył on wytłoczki do wytrzymałej skrzynki, która przeżyłaby zderzenie z niejedną audiofilską logiką. Nie jest to więc akcesorium standardowe, ale umówmy się – w tej recenzji mało będzie rzeczy standardowych. I właśnie dlatego zapowiada się ona tak ciekawie.
Oczywiście kable kątowe również nie są standardowe. Wszystko to zakupił p. Nikodem na własną rękę.
Gabaryty i obsługa
Urządzenie jest zaskakująco małe, lekkie, a przy tym stabilnie spoczywa na biurku i – co niezwykle ważne w codziennej użyteczności – praktycznie w ogóle się nie grzeje. Nie przyłapałem go na tym nawet podczas wielogodzinnych sesji pomiarowych i odsłuchowych.



Front zdobi niewielki, ale czytelny i jasny wyświetlacz OLED, który w estetyczny sposób informuje nas o aktualnej próbce sygnału, wybranym wejściu oraz poziomie głośności. Można mu wybrać jeden z trzech trybów wizualizacji: VU meter / spektrum oraz infografikę.
Centralnym punktem sterowania jest aluminiowa gałka o wyraźnym, schodkowym kliku, która pełni również funkcję przycisku aktywującego menu normalne oraz serwisowe. Obok znajdują się trzy przyciski, a w zestawie mamy standardowo pilocik zdalnego sterowania. Tutaj plus, że można go dodatkowo zaprogramować, aby np. przełączał nam szybko między profilami.
Złącza na obudowie
Po prawej stronie wyświetlacza umieszczono trzy fizyczne, podłużne przyciski sterujące, które odpowiadają za szybką nawigację, zmianę trybów pracy oraz wejście do menu, a tuż obok nich znajduje się aluminiowe, precyzyjnie łożyskowane pokrętło głośności o wyraźnym, mechanicznym kliku.


Po lewej stronie panelu frontowego ulokowano sekcję wyjść słuchawkowych. Do dyspozycji otrzymujemy klasyczny, duży jack 6,35 mm oraz nieszczęsne, zbalansowane gniazdo 4.4 mm. Na tylnej ściance znajdziemy z kolei komplet wejść cyfrowych: klasyczne USB-B, optyczne oraz koaksjalne, wspomagane przez gniazdo antenowe dedykowane dla łączności Bluetooth. Sekcję wyjść analogowych z DAC zrealizowano na podwójnych gniazdach RCA oraz w pełni zbalansowanych wyjściach XLR.
Ogromnym plusem ergonomii tej konstrukcji jest zintegrowanie zasilacza wewnątrz obudowy. Zamiast kolejnej wiszącej na kablu „kostki” impulsowej, z tyłu DX5 II znajdziemy standardowe gniazdo zasilające IEC oraz fizyczny, twardy przełącznik sieciowy, który pozwala całkowicie odciąć urządzenie od prądu bez konieczności nurkowania pod biurko.
PEQ oraz aplikacja Topping Tune – możliwości, ale i ograniczenia
Korzystanie z PEQ jest możliwe poprzez aplikację na Mac oraz Windows. Konieczność posiadania komputera z określonym systemem operacyjnym nie jest dla mnie nowością. Czy należy za to piętnować producenta? Tak, bo to jego decyzja. Tak samo, jak moją była decyzja, że chcę używać normalnego systemu operacyjnego, a nie sypiącego się co rusz spyware-u. Ot symbol współczesnych czasów.
Sęk w tym, że to nie producent mi płaci i dostaje coś ode mnie do użytku, tylko ja. Jestem więc na z góry straconej pozycji. Cały czas mam więc dylemat, czy powinienem surowiej oceniać Toppinga z tego tytułu. Choć tak byłoby z mojej perspektywy uczciwie, jeśli spojrzeć na sprawę czysto biznesowo, sytuacja jest w zasadzie identyczna, jak przy Affinity. Tam producent oprogramowania był pytany, czy zrobi wersję natywnie na Linuxa. Odpowiedź padła szczera: nie, bo za mały odsetek rynku, nie opłaca się. Topping na 100% podszedł do tematu identycznie. „Czajnikom” się nie opłaca, więc nie robią dla raptem 3-4% użytkowanych systemów operacyjnych.
Na szczęście, p. Nikodem przybywa nam z pomocą (i screenami):


Android to już ~35%, tu więc sens był, a i tak choć aplikacja istnieje, to tylko na jeden (!) model ich urządzenia: E50 II.
Możemy optymistycznie spróbować założyć, że Topping DX5 II będzie świadomym zakupem i nie nabędzie go ktoś, kto wie, że z funkcji PEQ nie skorzysta. Ale niesmak i znaki zapytania pozostają.
Choć nie mam możliwości sprawdzenia PEQ osobiście, to i tak będzie to na pomiarach. Dzięki wgranemu przez p. Nikodema profilowi wiemy, że PEQ działa i to skutecznie. Ba, można wgrać sobie tu kilka profili (ok. 6) i nawet się między nimi przełączać. Dodatkowo można je przypisać tak globalnie, jak i do konkretnych wyjść. Tu prawdopodobnie niefortunnie był on przypisany globalnie, mimo że intencją było korzystać z niego pod zmodyfikowane LCD-2C Fazor MOD.
Problemy techniczne
Niestety aplikacja PEQ to nie jedyny kłopot. Poważniejszym są raportowane przez użytkowników problemy, w tym jeden bardzo poważny techniczny i związane z nim ryzyko nieodwracalnego uszkodzenia elektroniki. W efekcie do napisania recenzji można podejść z kilku perspektyw:
- Bagatelizowanie problemu i usprawiedliwianie producenta – To najprostsze „rozwiązanie” problemu, jakie recenzent może przekazać w recenzji. Często było stosowane w branży, gdy jakieś urządzenie generowało problemy lub wychodziło niedopracowane. Oczywiście ma to zastosowanie tylko wówczas, gdy w ogóle od nowości nie zamierzamy korzystać ze wszystkich możliwości urządzenia. Bardzo łatwo jest więc recenzentowi pójść z nurtem.
- Przemilczeć (i czekać aż naprawią) – Producent narobił bigosu, w porządku, więc teraz powinien temat wysprzątać i oczyścić powietrze wokół tego modelu. O ile naturalnie będzie to jakkolwiek nadal możliwe. W tym wypadku oceniamy również reakcję samego producenta w sytuacji kryzysowej, jeśli w ogóle. Zwłaszcza, jeśli sprzęt całościowo nie jest w żadnym razie beznadziejny. A w tym wypadku – definitywnie nie jest. Najprawdopodobniej będzie to najczęściej wybierane podejście.
- Opisać rzeczywistość i okoliczności – Najbardziej uczciwe, ale i krytyczne podejście. Topping nie jest świeżakiem na rynku, ma doświadczenie, wypuścił sporo dobrego sprzętu, ale też zdarzało mu się zrobić fikołka. Nie można przy takich wpadkach przechodzić obojętnie. Czas i doświadczenie producenta na rynku działają tu na jego niekorzyść. Sprzęt winien być sprawny, a jeśli jest problem, to natychmiast naprawiony, a poprawki do projektu wprowadzone „na wczoraj”. Ocena winna być wydana nie tylko z perspektywy tego, co otrzymuje się tu i teraz, ale też okoliczności rynkowych.
Co dokładnie zgłaszają użytkownicy?
Finalnie zdecydowałem się na ostatnią opcję. W sumie trudno zresztą abym miał wybór. Mając wiedzę i świadomość problemów, uważam, iż obowiązkiem w rzetelnym dziennikarstwie jest o nich wspomnieć. Stąd recenzja jest tak obszerna (i krytyczna póki co).
Przelećmy sobie zatem przez to wszystko, bo jednak troszkę tego będzie:
Źle zaimplementowane gniazdo 4.4 mm i ryzyko zwarcia
Port zbalansowany 4.4 mm został fabrycznie osadzony zbyt głęboko w obudowie (jest cofnięty o około 1-2 mm). Sprawia to, że wtyki o grubszych obudowach nie wchodzą do samego końca. Użytkownicy zgłaszają, że pełne zatrzaśnięcie wtyku wymaga nienaturalnie dużej siły.
Jeśli wtyk nie zostanie wciśnięty do końca, dochodzi do wewnętrznego spięcia styków gniazda 4.4 mm i 6.35 mm. Brak odpowiedniego zabezpieczenia przed zwarciem na wyjściu w architekturze wzmacniacza Toppinga sprawiał, że w skrajnych przypadkach urządzenie potrafiło ulec awarii, przepalając przetworniki w podłączonych słuchawkach poprzez wysłanie na wyjście potężnego ładunku stałego (DC) lub pełnej, niezniwelowanej mocy. Dochodziło też do permanentnego uszkodzenia lewego lub prawego kanału (dostajemy na wyjściu zniekształcenia dźwięku).
W testowanej sztuce gniazdo jest delikatnie wysunięte poza obudowę, będąc na równi z jej przednim panelem. Jednakże wsadzenie wtyku 4.4 mm – o ile jest bezproblemowe – powoduje, że całe gniazdo się rusza i cofa (flex) od samej czynności. Żadne inne gniazdo tego nie robi.
Nie jestem w stanie stwierdzić, czy jest to sztuka już po korektach ze strony producenta (o tym za moment). Prawdopodobnie jednak tak i jest to już gniazdo po wymianie (wysunięciu). Niemniej odpuściłem sobie kompletnie testy portu 4.4 mm z powodu nie tyle wątpliwości co do tematu zwarcia, co jego ruszania się. Podejrzewam, że zastosowano tu po prostu inne lutowanie, które powoduje, że gniazdo nie ma fizycznego oparcia w płytce. A przynajmniej nie w takim stopniu, jak oryginalnie.
Błędy oprogramowania, a dokładniej Volume Memory Bug
Wczesne wersje oprogramowania cierpiały na krytyczny błąd pamięci głośności. Urządzenie potrafiło „zapomnieć” ustawiony poziom tłumienia po restarcie zasilania (power cycle) i uruchomić się na poziomie 0 dB (maksymalna głośność), co groziło uszkodzeniem słuchu i sprzętu przy nagłym włączeniu muzyki. Milutko. Na szczęście podczas testów nie stwierdziłem problemów z demencją.
Problemy z aplikacją Topping Tune
Tego punktu przyznam, że nie mam kompletnie jak sprawdzić. Początkowo profile korektora parametrycznego resetowały się lub nie zapisywały poprawnie w pamięci urządzenia po jego wyłączeniu. Tutaj profil p. Nikodema jest wgrany i urządzenie ani razu nie zgubiło go, więc zakładam, że problem testowanej sztuki nie dotyczy.
Jak pisałem, nie byłem też w stanie edytować ustawień EQ, ale ktoś jednak u Toppinga poszedł po rozum do głowy i sprzęt pozwala na wyłączenie wgranego w niego profilu. Pozwoliło to na uratowanie kilku pomiarów oraz uzyskanie danych natywnego przebiegu FR.
Dodatkowe problemy które osobiście napotkałem w Topping DX5 II
Nie próbowałem zatem korzystać z gniazda 4.4 mm, aby nie uszkodzić sprzętu właścicielowi. Ale nie znaczy to, że nie mam do DX5 II uwag.
O tym, że jest to produkt pospiesznie wypuszczony, świadczy zamienienie etykiet przy wyborze języka. Niby jest to głupstwo kompletne, nie robiące nam nic a nic, a jednak – znaki.
To, z czym sam osobiście się tu najczęściej zmagałem, to wyskakujący błąd HP DC ABNORMAL. Lubił pojawić się wówczas, gdy podłączane było inne urządzenie USB do komputera, a testy były wykonywane na dużej głośności.
Tradycyjnie winny musi być komputer i sam użytkownik, rzecz jasna. A także niedostateczne kondycjonowanie i kable: zasilający oraz USB. W żadnym wypadku ten komunikat nie jest od lat częstą przypadłością wybranych Toppingów, absolutnie, panie, no skąd, tego nie ma, a jeśli jest, toż to ułamek promila jest, jest pan pierwszym klientem który to zgłasza, pewnie prąd był zły i kable były złe…
Jednocześnie podkreślić należy, że testowany przeze mnie sporo czasu temu A90 Discrete oraz L70 również miały problemy z Power Abnormal, ale u mnie nic takiego nie występowało. L70 testowałem bardzo mocno, może nawet bardziej go katując niż DX5 II, na dwóch różnych wersjach firmware. Nie było żadnych problemów. DX5 II jest więc u mnie pierwszym faktycznym zetknięciem się z tym zjawiskiem.
Czy producent już to rozwiązał?
Odpowiedź jest dwojaka. Kwestie programowe zostały z tego co mi wiadomo załatwione. Natomiast w przypadku sprzętu sytuacja zależy od partii produkcyjnej i samego podejścia użytkownika.
Poprawki programowe i wydanie nowszego Firmware
Topping wydał aktualizacje oprogramowania układowego oraz aplikacji Topping Tune. Nowe wersje poprawiły błędy związane z resetowaniem się głośności do 0 dB oraz naprawiły zapamiętywanie profili PEQ. Urządzenie działa stabilnie pod kątem softu, o ile wgramy najnowszy ze strony wsparcia Toppinga.
Niestety standardowo nie widać nigdzie w urządzeniu numeru wersji oprogramowania, aby móc zdiagnozować na czym tak naprawdę pracuje ten konkretny egzemplarz. Konieczne jest wejście w tryb serwisowy (naciśnięcie gałki + włączenie urządzenia). Okazuje się, że ten konkretny model działa na oprogramowaniu 2.07, wgrywanym dwa miesiące temu. Można więc uznać, że to już ta dobra, poprawiona wersja.
Poprawki sprzętowe
W oficjalnym FAQ Topping bezpośrednio odnosi się do problemów z wyjściami zbalansowanymi, surowo zabraniając stosowania adapterów ze zbalansowanych na niezbalansowane (np. 4.4 mm do 3.5 mm), co wywoływało natychmiastowe zwarcia, oraz nakazuje upewnienie się, że wtyk jest włożony do samego końca.
W nowszych partiach produkcyjnych DX5 II oraz w całkowicie nowych modelach (takich jak pokazany niedawno DX1 II) Topping zmodyfikował podejście do topologii i spasowania gniazd, eliminując problem zbyt głębokiego osadzenia portów. Nie wiem jednak czy poprawiono sposób lutowania/osadzenia gniazda tak, aby nie miało już tego nieprzyjemnego flexa o którym pisałem. Wydaje mi się, że wręcz przeciwnie – jest to konsekwencja tych poprawek.
W przypadku starszych partii DX5 II zakupionych z pierwszej ręki, producent podobno wymieniał wadliwe sztuki w ramach gwarancji. Często wysyłał nową rewizję płyty głównej urządzenia, w której problem ze zniekształceniami kanałów został naprawiony. Użytkownik mógł więc samodzielnie dokonać naprawy swojego urządzenia. Taka opcja mnie osobiście najbardziej by cieszyła, ale tylko dlatego, że lubię majsterkować.
Samą akcję odbieram również oczywiście pozytywnie. Jest to znacznie lepsze podejście niż np. Final Audio Design w przypadku D8000, gdzie stwierdzono ryzyko kolizji membrany z matrycą magnetyczną. Czy słuchawki naprawiano lub wymieniano? Nic takiego nie słyszałem. Za to bez problemu wypuszczono model PRO, który miał mieć to załatwione. Oczywiście z podniesioną ceną. Można więc wyjść z takich tarapatów z głową, a można i przeciwległą częścią ciała.
Nie natrafiłem jednak nigdzie na rozwiązanie problemu HP DC ABNORMAL. Temat ten więc pozostaje otwarty cały czas i sprowadzony do kwestii ustawień czułości w samym urządzeniu.
Co zrobili użytkownicy?
Jak zwykle – robiąc dobrą minę do złej gry, zaczęli radzić sobie sami.
Najpopularniejszym, stuprocentowo bezpiecznym rozwiązaniem problemu mechanicznego jest dokupienie zewnętrznego adaptera z XLR (4-pin) na 4.4 mm (np. od FiiO) i podłączanie słuchawek zbalansowanych przez solidne, pełnowymiarowe gniazdo XLR umieszczone obok, które nie wykazuje żadnych wad konstrukcyjnych.
Owszem, jest to trochę obchodzenie problemu, który został stworzony „z czapy”, a do tego wciąż za własne pieniądze użytkownika.
Jakość dźwięku Topping DX5 II
Klasycznie jak u Toppinga – domyślnie równa kreska, bez żadnych naleciałości na tonalność. Historie takie, jakie czytałem np. na Reddicie, były przykładowo następujące:
„Scena dźwiękowa i obrazowanie są bardzo dobre, chociaż wysuwają do przodu górne tony średnie, więc jest to inny charakter brzmienia niż to, do czego jestem przyzwyczajony, jest nieco cieńszy w średnicy niż gładkie i ciepłe brzmienie X9.(…)”
Z recenzji Luxsin X9 doskonale wiemy, że sprzęt ten jest idealnie równy w całym paśmie użytecznym, osiągając dopiero na progu 20 kHz spadek ok. -0,7 dB. A więc poza granicą słyszalności dorosłego człowieka.

Natomiast z pomiarów Topping DX5 II wyłania się jako również idealnie równe urządzenie:

Zatem obiektywne dane pomiarowe jasno wskazują, że w paśmie właściwym oba „brzmią” dokładnie tak samo. Nie ma mowy o „gładkim i ciepłym” brzmieniu X9 oraz „wysuniętych do przodu tonach średnich” w DX5 II. Wszystko to jest jedynie subiektywnym wrażeniem słuchowym użytkownika.
Przyznam, że lubię przytaczać takie opisy w recenzjach sprzętu źródłowego. Zestawione z danymi pomiarowymi, pokazują potęgę elastyczności ludzkiego umysłu. Użytkownika portalu Reddit w żadnym razie nie piętnuję – szanuję jego prawo do posiadania subiektywnego odczucia. Ale właśnie dlatego jest ono nazywane „subiektywnym”.
Jak się natomiast sprawy mają w recenzjach? Trafiłem na dwie, z czego jedną popełnił The Audiofile Man. W dosyć krótkim fragmencie czytamy (tłum.):
„Rzeczą, która naprawdę mnie uderzyła, była artykulacja wokalu i precyzja jego przekazu. Dzięki niej słyszałem teksty, których wcześniej nie rozumiałem, bo były zawsze lekko rozmyte przez E30.”
Nie testowałem Toppinga E30, ale mam dziwne przeczucie, że wyszłoby mi na pomiarach podobnie (tj. równo). Recenzent być może też ulega wrażeniom, że to „musi” być lepsze, bo jest nowsze, przez co mocniej się wsłuchuje. Zastawia tym samym sam na siebie sidła przez swój własny umysł, oczekiwania i przeświadczenia. Dlatego pomiary w sprzęcie stacjonarnym audio to jedyny obiektywny weryfikator rzeczywistości. Ich komplet znaleźć można w materiałach załączonych do tej recenzji.
562 mV na RCA/XLR z DAC jako konsekwencja PEQ
Podczas testów, gdy przechodziłem na pomiary wyjść DAC, uderzyło mnie to okrutnie. Myślę sobie, że znowu wraca problem z iFi Go Link, ale jednak nie. Niskie napięcie 562 mV na wyjściach RCA/XLR zamiast standardowych 2 V / 4 V to najprawdopodobniej bezpośredni skutek działania aktywnego profilu PEQ.
Oprogramowanie Toppinga automatycznie (lub użytkownik ręcznie w ramach parametru Pre-gain) stosuje silne tłumienie cyfrowe na wejściu DSP, aby zapobiec cyfrowemu przesterowaniu (tzw. clippingowi) w miejscach, gdzie pasmo zostało mocno podbite. Gdy tylko wyłączyłem PEQ p. Nikodema, poziomy nie tylko wróciły do normy, ale mocno przekraczały specyfikację. Zamiast standardowych 2 V w przypadku RCA, miałem np. 2,56 V, co stanowi przekroczenie specyfikacji o 28%. Jeśli więc mógłbym coś doradzić, to rekomenduję stosowanie Toppinga ustawionego bezwzględnie w tryb PRE.
Wspominam o tym dlatego, że dla zaawansowanych technicznie czytelników Audiofanatyka jest to myślę świetny przykład na to, jak sprzętowa cyfrowa korekcja (tudzież po prostu parametr preamplification) wpływa na realne parametry mocy sygnału wyjściowego DX5 II.
Synergia z Audeze LCD-2 Classic po modyfikacjach (Fazor MOD)
I tu dochodzimy do potrzeb p. Nikodema, które w ramach jego systemu były jak wywnioskowałem następujące:
- planary + integra słuchawkowa
- ma to fajnie grać razem ze sobą
- powinno być możliwe dostosowanie i dopieszczenie pod swoje preferencje
- opłacalność całego systemu musi być wysoka
Tak też się stało i stąd LCD-2 Classic mu pod rękę przywiało. W sumie innych opcji nie było. Pójście w (tym razem autentycznie zachwalane w różowych okularach) słuchawki pewnej znanej chińskiej firmy traktującej ceny jak grę w cyferki, nie wchodziło w grę. I dobrze, bo byłoby jeszcze gorzej z QC niż u Toppinga. Nazwy producenta nie wymienię, bo raz, że i tak każdy wie o kogo chodzi, a dwa, że nie chcę brzmieć jak osoba uprzedzona tylko dlatego, że przytaczam fakty.

Zresztą, jeśli mamy dwie firmy w Polsce, z których jedna twierdzi, że jest dystrybutorem marki na Polskę, a druga (też mając ją w ofercie) mówi, że ta pierwsza udaje i to ona jest rzeczywistym dystrybutorem na Polskę, to ja sam jestem skołowany i nie chcę mieć z tym nic wspólnego. W takiej sytuacji pójście w cokolwiek innego to jest jak powiew świeżego powietrza i uniknięcie kolejnej z rzędu branżowej dramy. To nie jest uprzedzenie – to święty spokój i możliwość cieszenia się dźwiękiem bez dodatkowego bagażu.
Same słuchawki – skoro już o nich mowa – zostały przez p. Nikodema przerobione samodzielnie. Poza wymianą opaski i padów dodał (jak sama nazwa wskazuje) wydrukowane w 3D repliki fazorów, zarówno od wewnątrz, jak i z zewnątrz. Jedne są płytsze, drugie bardziej wierne oryginałom.

Naprawdę czapki z głów dla pomysłowości i samozaparcia – zwłaszcza, że p. Nikodem samodzielnie ręcznie polerował wszystko papierkami ściernymi, aby było to przyjemne dla uszu użytkownika. W ten sposób dołożył do swojego toru kolejną – obok PEQ – indywidualną cegiełkę.
Jak grają Audeze LCD-2C po modyfikacjach z Fazorami i padami?
Muszę przyznać, że zmiany wprowadzone przez p. Nikodema do LCD-2 Classic są znakomite. Uzyskujemy lepsze wyrównanie pasm, równiej w środku (brak podbicia w 1 kHz), sensowniej na górze (mocniej podniesione zbocza wokół 6 kHz). Choć problemów typowych dla tego modelu nie kasujemy do końca (mocny dół w 9 kHz), jest definitywnie lepiej. Jedyny minus, że tracimy ten ultra-równy przebieg w subbasie, ale to wada papierowa. Bilans jest znacznie bardziej dodatni w ramach spektrum, które jest dla nas rzeczywiście użyteczne. Skojarzenia miałem tutaj mocno z bardzo lubianymi przeze mnie Sennheiserami HD 660S2, jako słuchawkami wysoce naturalnymi.



Gdyby Topping DX5 II miał taką możliwość, prawdopodobnie byłbym w stanie zapisać p. Nikodemowi jakiś customowy profil własny, aby wyprofilować mu LCD-2C w stronę większej referencji, ale paradoksalnie osobiście nic bym w tak zmodowanych słuchawkach nie zmieniał. Przy fabrycznym egzemplarzu – tu już PEQ z DX5 II powinien pozwolić bez problemu uzyskać zbliżone efekty, jak po modyfikacjach fizycznych. Aczkolwiek sam stoję na tradycyjnym stanowisku, że najlepszy EQ to albo całkowity brak konieczności jego stosowania, albo taki, który działa wszędzie i zawsze.
Przy okazji warto rzucić okiem na wykres THD+N, który jest bardzo schludny i dopiero coś na sopranie się dzieje, a i tak w niewielkim stopniu.
Funkcjonowanie w ramach systemu dedykowanego z Audeze LCD-2C Fazor MOD
Należy w tym wszystkim uwzględnić, że jest to część konkretnego, zamkniętego systemu dedykowanego. P. Nikodem przysłał mi go bowiem wraz ze swoimi LCD-2 Classic po modyfikacjach, jako system integralny. To ja finalnie uparłem się, aby opisać wszystko osobno (choć finalnie i tak razem). Sprawdziłem więc przy tej okazji jak słuchawki sprawdzają się z tym, co „nasmażył” sobie p. Nikodem.
EQ wprowadza ewidentne jego preferencje w zakresie mocniej zaznaczonego dołu oraz bardziej podkreślonych detali w wyższej partii sopranu. Wszystko pomiędzy ulega wygaszeniu, aby ze słuchawek wyciągnąć de facto planarną V-kę. Poniżej pomiar pasma przenoszenia wprost z Topping DX5 II po zastosowaniu jego własnego PEQ:

A tutaj jego słuchawki przed i po zastosowaniu wspomnianego PEQ:

Jak widać, całość funkcjonuje wg gustu i intencji p. Nikodema. Taki właśnie był cel nabycia przez niego tego urządzenia i jednocześnie zauważam, że często jest to jedyne właściwe jego wykorzystywanie. Jest to oczywiście rzecz stricte de gustibus, więc nie śmiem oceniać kierunku tak wyprofilowanych LCD-2C. Powiem natomiast, że bardzo podobają mi się zmiany, jakie wprowadzają same zmienione pady oraz Fazor MOD.
Opłacalność Topping DX5 II
Można powiedzieć, że urządzenie teoretycznie jest bardzo opłacalne. Za 1500 zł (na Amazonie już można go dostać za ~1270 zł) otrzymujemy bardzo dużą moc, mały acz czytelny wyświetlacz, wszystkie wymagane na ogół złącza, pilota, wspomniane PEQ. Całość zwieńczona tradycyjnie równym do bólu pasmem przenoszenia (FR) oraz krystalicznie czystym dźwiękiem (THD+N). Do tego jest małe i się nie grzeje. To wszystko potężne pozytywy użytkowe i techniczne.
Rzeczą neutralną/dyskusyjną jest rzeczony PEQ, który wymaga użytkowania określonych systemów operacyjnych, aby dało się z niego korzystać. Powiedzmy, że to pomijamy i trzymamy się argumentu świadomości zakupowej. Wiemy, co kupujemy i wiemy, że musimy mieć PC, aby z tego skorzystać – ten czynnik jest więc tutaj kluczowy.
Negatywy zaś to zgłaszane problemy ze złączem 4.4 mm, drobne błędy w oprogramowaniu i ten nieszczęsny HP DC ABNORMAL. W sumie najlepsze jest w nim to, że błędu tego następnego dnia nie byłem w stanie wywołać podczas normalnego słuchania. Być może ma on więc coś wspólnego z poziomem głośności.
Również teoretycznie, Topping ma w sobie możliwość z tego co widziałem ustawienia czułości wykrywania anomalii na zasilaniu. Jest więc szansa na „otępienie” urządzenia, jeśli problem będzie się pojawiał regularnie. Ale szczerze? Nie miałem już siły tego badać dogłębnie. To nie jest mój sprzęt, został mi podesłany w dobrej wierze, więc nie zamierzam się nad nim absolutnie w żaden sposób znęcać. Ograniczyłem się wyłącznie do standaryzowanej procedury testowej, jakiej poddaję wszystkie urządzenia trafiające mi na warsztat.
Moje osobiste podejście do Toppinga
Konkretne testy wytrzymałościowe i realia rynkowe to jednak rzeczy, w ramach których prędzej czy później wyjdzie, gdy ktoś nadmiernie ścina tytułowe zakręty.
Przez lata niektórzy próbowali różnego rodzaju spinów z rzekomym robieniem Toppingów tylko pod pomiary techniczne oraz z ich bezdusznym brzmieniem. Nawet ja sam miałem takie rozmowy telefoniczne z jednym z właścicieli sklepów audio. Usilnie starał się mnie przekonać, abym nie szedł drogą pomiarów, gdyż „pomiary to nie wszystko”. Ostatecznie jego starania spełzły na niczym, a robienia przeze mnie pomiarów nie udało mu się mi wyperswadować. Temat ten wraca jednak sporadycznie w rozmowach o współpracy tu czy tam z innymi podmiotami, więc widać w tym wszystkim pewien wektor.
Natomiast jeśli już rzetelnie za coś Toppinga mielibyśmy ganić, byłby to temat QC. Błędy – owszem, zdarzały się dawniej i zdarzyły się i teraz. Ale przecież to nie jest pierwszy sprzęt tego producenta. Po tylu latach sukcesów i obecności na rynku, jednak powinniśmy troszkę wymagać.
Dekadę temu wiele bym przełknął dla dźwięku, który mi się podoba. Tamta wersja mnie była zapewne bardziej spolegliwa. Dziś jednak mamy tak wielką konkurencję na rynku, że jak nie Topping, to ktoś inny w końcu zrobi to dobrze.
Z drugiej strony jestem specyficznym typem użytkownika. Wymagam przede wszystkim solidności i bezpieczeństwa. Nie daję sobie wcisnąć historyjek o japońskich inżynierach co to poszli na swoje. Zaś materiały marketingowe traktuję często jak treści satyryczne. Dlatego moje podejście do tego producenta – choć życzliwe – jest coraz bardziej krytyczne. Jeśli wystąpią jakieś problemy techniczne i producent musi je poprawiać, to znaczy, że popełnił błąd i jest to błąd. Jeśli cały czas popełnia te same błędy i co rusz są problemy z QC, to znaczy, że jest to decyzja. I być może tak świetne ceny Toppingów wynikają właśnie z tego – decyzji co do wywalenia bagiety na QC.
Czy Topping DX5 II jest zasadny z perspektywy określonych potrzeb?
Finalny wybór pozostaje jednak w Waszych rękach i w kontekście potrzeb. Akurat Topping DX5 II celuje w sam środek lub idealnie między niektórymi testowanymi przeze mnie rozwiązaniami. Macie więc do wyboru: albo przyjąć postawę krytyczną i wbrew rynkowi, który DX5 II chwali, albo udawać, że tego wszystkiego nie ma.
Jeśli i tak nie planujecie korzystać z wyjścia 4.4 mm, a nie chcecie bawić się w przenośne półśrodki, ew. żyć z adapterem na XLR, to Topping DX5 II wciąż kusi. Mały, tani, przypominający taką zminiaturyzowaną i uproszczoną wersję Luxsina X8 za połowę jego ceny. Sprzętowe PEQ to naprawdę fajna rzecz, ale tak jak pisałem, mam swoje priorytety. Chciałbym, aby testy sprzętu i tego prywatnego, i sklepowego, odbywały się na solidnych platformach którym mogę zaufać. Jeśli mój spokój psychiczny wymaga dopłaty tylko x2 ponad Toppingiem, traktuję to nie jako koszt, a inwestycję.

Jeśli nie macie takich potrzeb jak ja (wymóg pewności co do solidności sprzętu) i nie planujecie testować na nim kabli oraz słuchawek kolegów (tudzież z największych sklepów audio w Polsce), wciąż może to być sprzęt wart grzechu. Mam zresztą takie powiedzenie, że pierwszym krokiem, aby ominąć pułapkę, jest wiedzieć o jej istnieniu. To, że jest ona potencjalnie zaszyta w Toppingu DX5 II, już wiemy. I jeśli głupia przelotka z XLR na 4.4 mm załatwia nam temat, nadal mamy sporo kasy w suchym. Choć z drugiej strony być może producent właśnie na to liczy, aby zmitygować konsekwencje problemów technicznych? Znacznie prościej jest bowiem wykpić się z sytuacji w ten sposób, aniżeli modyfikować cały projekt i zmieniać go na linii produkcyjnej.
Ostatecznie więc – kwestia waszych potrzeb i priorytetów.
Czy sam kupiłbym Topping DX5 II dla siebie?
Wnioski miałem więc na koniec dnia takie, że osobiście sam dla siebie nie wiem czy kupiłbym Topping DX5 II. A przynajmniej z perspektywy Linuxa. Co musiałoby tu być zrobione, abym zmienił zdanie? W zasadzie tylko dwie rzeczy:
- „Pancerne” gniazdo 4.4 mm.
- Możliwość alternatywnego wgrywania profili PEQ (lub ich tworzenia/edytowania).
Pierwszy punkt jest jasny: żadnych zwarć czy ruszania się gniazda od wsadzania wtyku. Takie rzeczy są dla mnie niedopuszczalne nie ze względu na estetykę, ale praktykę. Testuję mnóstwo słuchawek i gniazdo będzie służyło mi przez lata, jeśli będzie sprawne oraz wytrzymałe. Do tego nie życzę sobie problemów z paleniem słuchawek – byłaby to dla mnie katastrofa. Przeżywałem takie historie już dawniej ze wzmacniaczami DI(F)Y, dlatego od tamtej pory ogromny nacisk stawiałem na bezpieczeństwo. I właśnie dlatego mój własny wzmacniacz testowy ma na płytce mechanizmy wysprzęglające, dodatkowe bezpieczniki, pełen pakiet. Po prostu muszę mieć zaufanie do tego sprzętu, aby nie zawieść zaufania Waszego. Inaczej sobie tego nie wyobrażam.
W tym momencie Topping DX5 II po prostu nie wzbudza we mnie do końca zaufania. Choćbym się zmuszał do przymykania oczu na te czy inne kwestie, po prostu nie umiem tego zrobić. Nie pozwala mi na to mój charakter. I nie ma znaczenia, czy to sprzęt prywatny, czy komercyjny – nie mam pewności do tak zaimplementowanego gniazda 4.4 mm i koniec.
Alternatywy zakupowe
Rozważając alternatywy, musimy zastanowić się tutaj nad kierunkami, w ramach których pragniemy się poruszać. Odrzucam przy tym opcję szukania jak najtańszego urządzenia z opcją PEQ. W ramach tego typu rzeczy mamy tak naprawdę głównie CrinEar Protocol Max (400 zł). On również obsługuje PEQ i wystarczy to w zupełności do większości słuchawek. Niemniej, to wciąż sprzęt mobilny.
Zamiast tego skupmy się na dwóch scenariuszach stacjonarnych:
- Ekwiwalent pozbawiony PEQ w podobnych pieniądzach.
- Inna sensowna alternatywa z PEQ.
Zatem…
Ekwiwalent bez PEQ
Najpoważniejszą alternatywą jest tutaj dla mnie Loxjie D40 Pro, którego zakupiłem specjalnie jako punkt odniesienia dla recenzji audio na portalu. Dlatego łatwo jest mi go wskazać palcem. Dodatkowo pracuję z nim nie tylko przy recenzjach, ale też testach kabli z serii Audionum.

Jest jak pisałem bez PEQ, a co najwyżej z filtrami lekko wygładzającymi górę. To jedyna rzecz, którą można potraktować tu jako cokolwiek wpływającego na dźwięk. Wadą na pewno będzie też, że przychodzi do nas z nieco mniej intuicyjną obsługą, ale przynajmniej nie stawia ograniczeń funkcjonalnych podług systemu operacyjnego. Nie ma też w sobie błędów i znaków zapytania przy złączu 4.4 mm. Po prostu działa. Po to go kupiłem i za to go lubię. Aktualnie można go dostać za 1288 zł na polskim Amazonie, czyli taniej niż Topping DX5 II w Polsce. Aczkolwiek ceny „topnika” też spadają magicznie w dół i na Amazonie też lata już za 1280 zł. Ciekawe czemu…
Jeśli więc skreślić PEQ, ten sprzęt daje mi dokładnie to samo. Tak samo wysoka jakość i czystość dźwięku, te same możliwości napędowe (czyli ogromne). Dlatego bardzo ważnym założeniem jest tutaj, że nie potrzebuję na gwałt konkretnego PEQ do konkretnych swoich słuchawek.
Solidniejsza alternatywa z PEQ
Zróbmy sobie natomiast analizę następującego zagadnienia: a co jeśli potrzebujemy już teraz na gwałt PEQ, ale jednak nie chcemy jeszcze ryzykować z Toppingiem, póki sytuacja nie będzie wyjaśniona na 100%? Prawdopodobnie próbowałbym zupełnie innego podejścia jako użytkownik końcowy:
- Darmowego – programowego, bo kosztuje mnie to 0 złotych, a pozwala przetestować, czy w ogóle ma to ręce i nogi.
- Dołożenie jak wcześniej pisałem do droższego Luxsin X8 (3000 zł).
Fakt, że jest to dwukrotnie ponad budżet, ale to wielokrotnie bardziej dopracowany projekt, również pod kątem obsługi PEQ. Dostajemy tu dosłownie wiadro bajerów i hałdę możliwości: asystę AI przy equalizacji, gotowe presety, aplikację mobilną…

Sprzęt jest wykonany pancernie, budzi zaufanie już na etapie brania go w ręce, a z gniazdami absolutnie nie miałem najmniejszych problemów. W przypadku Toppinga nie ukrywam, że czuję się troszkę jak użytkownik drugiej kategorii. Zaś sam sprzęt trochę jakby był robiony na „słowo honoru” i „aby działało”. Przy Luxsinie z kolei wszystko mi faktycznie działało bezproblemowo. Nie musiałem trzymać za to kciuków. Mam 100% możliwości korzystania z urządzenia, którego parametry techniczne dźwięku są idiotycznie wręcz wyśrubowane, nawet bardziej niż w przypadku DX5 II. A co sumarycznie spowodowało, że jak pisałem nabyłem go na wyposażenie warsztatu testowego zamiast DX5 II.
I nie, fakt posiadania Luxsina nie miał tu żadnego wpływu na werdykt, ponieważ nabyłem go już po wykonaniu wszystkich testów DX5 II. Paradoksalnie jestem wdzięczny ogromnie za to, że wystąpiły, bo to właśnie one skłoniły mnie do takiej a nie innej decyzji. Jak mówiłem – zaufanie i solidność to u mnie inwestycja, nie koszt. Tak więc w sytuacji, gdy będziemy pochylać się nad sprzętem klasy bardziej hi-endowej i audiofilskiej, to właśnie Luxsin X8 będzie towarzyszem wszystkich moich uniesień i opisów dźwiękowych. A także – rzecz jasna – pomiarów i okazjonalnych zabaw z EQ właśnie.
Podsumowanie
Podsumowując nasze ustalenia, Topping DX5 II to naprawdę fantastyczny sprzęt, który pada ofiarą ścinania zakrętów przez swojego producenta.
Teoretycznie za 1500 zł mamy wszystko, czego można sobie wymarzyć w zakresie wszechstronnego DAC/AMP-a do słuchawek. Zaś obecność PEQ jest mocnym punktem sprzedażowym, jeśli nie wprost głównym atutem.
W praktyce urządzenie sprawia wrażenie pospiesznie wprowadzonego na rynek, nie do końca przemyślanego i przetestowanego. Owszem, producent nadrabia to po swojej stronie i zareagował szybko: zaczął wprowadzać poprawki, nowy FW, wreszcie zmiany fizycznie co do samego gniazda w nowszych sztukach. Ale koszt zaufania został już poniesiony. A to sprawa kluczowa, jeśli mówimy o torze pod recenzje audio. Nie może być tak, że autentycznie boję się podłączyć tu cokolwiek pod 4.4 mm, bo właścicielowi upalę sprzęt. Z kolei PEQ jest poza moim zasięgiem tylko dlatego, że nie mam Windowsa.

Biorąc pod uwagę powyższe, takiej osobie jak ja urządzenie oferuje niepełny pakiet możliwości. Rozważając więc wszystkie za i przeciw, ostatecznie zdecydowałem się powściągliwie na wiaderko. Pod nim znajdziemy zarówno opłacalny (nadal) sprzęt, jak i obostrzenia użytkowe co do niego. Gdyby nie to wszystko, bez problemu pingwinek-surfer objawiłby się na zdjęciu. No ale cóż, jesteśmy tu i teraz, jest jak jest, tak też musimy stan rzeczy oceniać. Niemniej, w zakresie ogólnej opłacalności, gratuluję p. Nikodemowi bardzo sprytnego wyrwania się z tematu planarnego toru audio i życzę mu jak największego zadowolenia z zakupionego sprzętu.
Sprzęt można zakupić na dzień pisania i publikacji recenzji w cenie wynoszącej ok. 1500 zł (sprawdź aktualną cenę i dostępność w sklepach). Alternatywnie, za 1280 zł można nabyć go na polskim Amazonie.
Dane techniczne
A w zasadzie cechy produktu, zaczerpnięte z jednej ze stron sklepowych:
- Układy DAC: ESS ES9039Q2M x 2
- THD+N: <0.00006 % @ 1 kHz (A-ważone)
- SNR: 133dB @1kHz (A-ważone)
- Moc wyjściowa: 7 600 mW x2 @ 16 Ohm; 490 mW x2 @ 600 Ohm (THD+N <1%)
- Wejścia cyfrowe: USB (XMOS XU316), optyczne (TOSLINK), koaksjalne (RCA), BT 5.1
- Kodeki Bluetooth: SBC, AAC, aptX Adaptive, aptX HD, LDAC
- Formaty: PCM do 32 bit/768 kHz; DSD64–DSD512 (Native)
- Wyjścia liniowe: XLR (zbalansowane), RCA (SE)
- Wyjścia słuchawkowe: 6.35 mm (SE), 4.4 mm (zbalansowane), XLR-4 pin (zbalansowane)
- Ekran: 2″ LCD kolorowy „Aurora UI” PEQ: 10-pasmowy korektor parametryczny (profilowany)
- Tryb preamp & 12V trigger (wejście + wyjście)
- Zasięg Bluetooth: >10 m
- Zasilanie: AC 100–277V, 50/60Hz
- Pobór prądu: <1.3W (czuwanie); <6W (praca)
- Wymiary (szer. x gł. x wys.): 190 x 155 x 44 mm
- Waga (netto): 945 g
Dane pomiarowe
Kluczowe dane pomiarowe widoczne w tej recenzji można znaleźć również w formie interaktywnej w dziale Laboratorium.









Platforma testowa
Poniżej sprzęt, który w największym stopniu został wykorzystany do napisania powyższej recenzji, jak również wykorzystywana muzyka i inne przydatne informacje.
- Interfejsy studyjne: Motu M4
- DAC/AMP: AF HA500, AF DA500, Loxjie D40 Pro, Luxsin X8
- Mobilne DAC/AMP: Tempotec Sonata BHD Pro, FiiO KA13
- Nadajniki Bluetooth: Asus BT400, Asus PCE-AX58BT, RealMe 9Pro+
- Słuchawki testowe pełnowymiarowe: Audio-Technica ATH-M50x, Sennheiser HD 660S2, Audeze LCD-XC
- Słuchawki testowe typu IEM: Sony MH1
- Monitory odsłuchowe: M-Audio Forty Sixty
- Okablowanie testowe: własne okablowanie testowe i słuchawkowe z linii kabli Audionum
- Kondycjonowanie prądu: brak (instalacja dostosowana już specjalnie pod audio)
- Muzyka wykorzystywana w trakcie testów: przeważnie gatunki elektroniczne, z obecnością również albumów klasycznych, neoklasycznych, jazzu, muzyki wokalnej i rocka. Format FLAC 24/48, OGG, WAV.




Polewka ugotowała (zarówno szyderczo jak i komplementarnie). Wszystko fajnie że meta pomiary, w k00rwe mocy + jest PEQ, ale z drugiej strony unit variance jest zbyt duży + wnętrze tej konstrukcji (przynajmniej w pierwszych batchach) wyglądało komicznie. A wogóle sprawdzano czy suhawki z impedancją <32 ohm nie miały przesteru?
No i te złącze 4.4mm które do teraz nadal wystaje i lekką sprężynkę udaje (mam DX5 II z nr seryjnym zaczynającym się od 261) ☠️.
No cusz… jak polewka sie wyjebie lub mi sie znudzi to pewnie ten Luxsin wleci ngl. Bo Loxjie też miało u mnie z dupy bolączki (losowo się odłączało od PC i to tak, że musiałem przez wyłącznik z tyłu wyłączać zamiast normalnie pilotem by PC wykrywało).
W każdym razie recenzja banger. Wielka szkoda że polewka to trochę sfajczyła.