MrSpeakers Ether Flow to konstrukcja, która na osi czasu zapisała się jako ważny etap rozwoju słuchawek planarnych. Dziś, pod zmienionym już szyldem Dan Clark Audio (DCA), portfolio producenta wygląda zupełnie inaczej, a pierwotne Ethery mają oficjalny status EOL (End of Life). Mimo to powrót do tego modelu na stanowisku pomiarowym stanowi doskonałą okazję do zbadania, jak ówczesne patenty inżynieryjne zniosły próbę czasu.
Często pojawia się pytanie: jaki jest sens testowania urządzeń, których nie można już kupić z pierwszej ręki na półce sklepowej? Z perspektywy marketingu sprzedażowego i pogoni za premierami – niewielki. Jednak z perspektywy niezależnej inżynierii dźwięku i pasji badawczej to fascynujący materiał porównawczy. Pozwala bez presji promocyjnej ocenić realne właściwości przetwornika, akustykę komory oraz ergonomię konstrukcji, która w momencie debiutu aspirowała do miana absolutnego szczytu hi-fi.
Testowany sprzęt został prywatnie użyczony przez Czytelników portalu na potrzeby weryfikacji pomiarowej i odsłuchowej, za co serdecznie dziękuję. Jeśli chcesz widzieć więcej tego typu treści na moim portalu lub sam posiadasz prywatnie sprzęt wart przetestowania, zachęcam do bezpłatnego zgłoszenia go na oficjalne testy.
Działalność Audiofanatyka można wesprzeć nabywając ręcznie wytwarzane przeze mnie kable słuchawkowe lub bezpośrednio za pomocą wirtualnej kawy na buycoffee.to.

Dane techniczne
Skąpe, ale zawsze:
- Czułość: 96dB/mW
- Impedancja: 23Ω
- Waga: 370 g
- Kabel fabryczny: 1,8m, końcowy wtyk jack 6,3mm
Jakość wykonania i materiały
Konstrukcja MrSpeakers Ether Flow to podręcznikowy przykład tego, jak powinien wyglądać przemyślany inżynieryjnie produkt słuchawkowy. Zamiast epatować odpustowym błyskiem, zbędnymi ozdobnikami czy przesadną masą, producent postawił na minimalizm i proste materiały.



Kluczowym elementem „rusztowania” jest bardzo lekki (może aż nazbyt), podwójny pałąk wykonany ze stopu nitinolu (NiTi). To metal z pamięcią kształtu, który jest praktycznie nie do odkształcenia, a jednocześnie zapewnia optymalną elastyczność. Czytajcie: dwa druty na których znajduje się skórzany pas z prostą, może nawet miejscami zbyt prostą, regulacją na plastikowych suwakach.



Muszle, pokryte charakterystycznym, głębokim lakierem zmieniającym odcień w zależności od światła, spasowano o dziwo z dużą precyzją. Nic tu nie skrzypi, nie trzeszczy i nie wykazuje luzów. Stąd tak wysoka cena, która towarzyszyła tym słuchawkom od samego początku.



Całość spina charakterystyczny dla tej marki standard gniazd – wtyki typu Hirose. Choć rynek audio kocha unifikację i wielu wolałoby tu klasyczne mini-XLR czy jacki 3,5 mm, to z perspektywy czasu polubiłem to rozwiązanie. Złącza te trzymają jak zamurowane, a ich wypinanie i wpinanie wiąże się z pewnym, technicznym kliknięciem, które daje poczucie obcowania ze sprzętem wyższej klasy.
Wygoda i ergonomia
Wygoda MrSpeakers Ether Flow jest naprawdę dobra. Dla kogoś, kto często operuje na tak ciężkich i potężnych słuchawkach jak moje mocno doinwestowane Audeze LCD-XC, założenie Etherów na głowę jest naprawdę miłym doznaniem.
Słuchawki prawidłowo rozkładają swój wspomniany relatywnie niewielki (jak na konstrukcję planarną) ciężar na głowie. Dzięki czemu nie występuje tu nacisk punktowy. Aż przypominają mi się perypetie z Q701, gdzie słynne „bumpsy” powodowały dosłownie fizyczny ból.

Siła docisku bocznego została dobrana również w punkt. Słuchawki leżą na głowie pewnie, nie wykazują tendencji do zsuwania się przy gwałtowniejszych ruchach, ale jednocześnie nie generują efektu imadła. Ogromna w tym zasługa głębokich, asymetrycznych i profilowanych padów ze skóry jagnięcej. Idealnie okalają one małżowinę, zapewniając uszczelnienie akustyczne. Bez niego żaden planar nie zagra poprawnego basu (a w zasadzie to żadne słuchawki tego nie uczynią, poza K1000).

Niestety nie mogę powiedzieć nic o fabrycznym okablowaniu, gdyż przysłany został mi egzemplarz z kablem niestandardowym. Kabel jest nieznanego producenta. Przypomina trochę FAW, ale jest bez brandingu, więc to raczej nie to.
Nie wiem przyznam czemu posiadacze Etherów wymieniają w nich okablowanie, ale się domyślam – jak mawiał klasyk. W sumie jeśli połączymy Ether Flow z takim kablem, który nie ciągnie muszli w dół, komfort będzie na naprawdę niezmąconym poziomie podczas wielogodzinnych, krytycznych sesji odsłuchowych. Pod względem ergonomii więc pozostawiają po sobie pozytywne wrażenie.
Jakość dźwięku MrSpeakers Ether Flow
Szczegółowe wykresy oraz narzędzia kompensacji dla tego modelu są dostępne w bazie pomiarowej Audiofanatyk™ Lab.
Pierwsze wrażenie odsłuchowe sytuuje MrSpeakers Ether Flow w rejonie specyficznej hybrydy tonalnej: z jednej strony grają jak techniczne planary o wysokiej czystości i doświetlonym przełomie średnicy z sopranem, z drugiej wykazują zauważalne wytłumienie wyższych składowych i nierówność własną pasma. To strojenie, które łączy cechy analityczne z próbą zaokrąglenia brzmienia, eliminując agresję kosztem liniowości.
Mimo ograniczonego okna czasowego na bezpośrednie zapoznanie się ze sprzętem, udało się przeprowadzić pełną serię pomiarów na torze metrologicznym oraz kluczowe odsłuchy kontrolne. Zobaczmy zatem, jak ta specyficzna kombinacja przekłada się na poszczególne rejestry pasma akustycznego.
Bas
Analiza techniczna – Choć do subbasu można mieć pewne zastrzeżenia, wykres pomiarowy ujawnia ładnie wyrównany przebieg pasma basu właściwego. W sumie podręcznikowy dla technologii planarnej. Od okolic 50 Hz aż do 200 Hz linia basu trzyma się stałego poziomu około 97-98 dB. Przechodzi bardzo płynnie i bez zbędnych podbić w zakres niskiej średnicy.
Dopiero w tym najniższym podzakresie (sub-bass, poniżej 45 Hz) widoczne jest minimalne telepanie pasmem i kilkudecybelowe zejście w dół. Stabilizuje się to na poziomie około 93-94 dB przy 20 Hz. Jest to jednak bardziej uwaga stricte techniczna – stąd nazwa tego kawałka akapitu. A także celowe jego oddzielanie przeze mnie już od pewnego czasu od subiektywnego odsłuchu.
Warto tu zauważyć brak jakichkolwiek lokalnych rezonansów czy mocnych podbić na przełomie sub-basu i mid-basu. Zdradza to dobrą sprawność mechaniczną przetwornika i prognozuje znikome zniekształcenia nieliniowe w tym rejonie.
Subiektywny odsłuch – W praktyce odsłuchowej, tudzież „obrzędach empirycznych”, jak chyba nazywa się to u typowych branżowych recenzentów audio, dół Ether Flow odzywa się w sposób należycie kulturalny jak na słuchawki za takie pieniądze. Odniesienie tego przebiegu do ludzkiej izofony sprawia jednak, że bas – choć technicznie kompletny i dobrze kontrolowany – może w pierwszej chwili wydawać się nieco zbyt powściągliwy pod względem uderzenia i czystej masy. I w sumie tak też MrSpeakers Ether Flow odebrałem.
Ale to poprawne skądinąd zachowanie. Słuchawki nie pompują niskich tonów tam, gdzie ich nie ma. W zamian oferują fantastyczną szybkość, natychmiastowe wygaszanie impulsów oraz możliwość śledzenia drobnych niuansów partii gitary basowej czy instrumentów perkusyjnych. Osoby liczące na efektowny, kinowy pomruk, niestety obejdą się smakiem. Myślę, że nadal będą patrzeć w stronę np. starych LCD-3, które przy całej swojej ciemnocie, miały bas jak do piekła. Ech, sentymenty.
Tony średnie
Analiza techniczna – Średnica wykazuje powierzchownie tylko pogryzione, ale co do swojego clou stabilne prowadzenie od 400 Hz do 1 kHz (na poziomie ok. 94-95 dB), po czym od okolic 2 kHz rozpoczyna wyraźne, sukcesywne wzniesienie. Kluczowy dla percepcji wokali i instrumentów dętych zakres upper mid-range osiąga swoje lokalne wybicia maksymalne w punkcie 2,8 kHz oraz 3,3 kHz, wspinając się do poziomu ok. 103-104 dB. Taka kompensacja na wykresie z symulatora ucha odpowiada za bardzo mocne doświetlenie wyższej średnicy i przesunięcie punktu ciężkości pasma ku górze.
Subiektywny odsłuch – Pytanie zatem jak ma się to w praktyce do odbioru subiektywnego? Otóż przekłada się to na bardzo bezpośredni, jasny i niesłychanie czytelny charakter wokali. Średnica nie jest wycofana, a wręcz przeciwnie – głosy wykonawców (szczególnie damskie) oraz instrumenty operujące w wyższym rejonie średniotonowym są podawane blisko, z wyraźnym konturem.
Sęk w tym, że ze względu na wzniesienie w wyższej średnicy, brzmienie traci nieco intymnego ciepła i tkanki w średnicy dolnej. Z jednej strony słuchawki miejscami próbują być muzykalne, przyjemne, gładkie, ale wystarczy drobne przesunięcie energii w utworze i natychmiast ujawnia się granie na analityczność oraz bezwzględny wgląd w fakturę nagrania.
Głosy są napowietrzone i bardzo świeże, choć przy gorzej zrealizowanych realizacjach mogą balansować na granicy lekkiej natarczywości, aby za moment przesunąć się w innym utworze nieco bardziej w cień. Nie są to jednak mocne wrażenia, a bardziej subtelności, które od czasu do czasu rozpraszają przekaz muzyczny.
Sopran
Analiza techniczna – Przejście ze średnicy w sopran następuje poprzez niewielkie uspokojenie w rejonie 3,5-5 kHz (zejście do 100 dB). Potem wykres gwałtownie strzela w górę, osiągając potężny, dominujący wystrzał energii w punkcie dokładnie 6,12 kHz (blisko 108 dB). To jest też od razu najwyższy punkt na całej charakterystyce częstotliwościowej. Za tym rezonansem następuje strome odfiltrowanie energii i głęboki antyrezonans w okolicy 9,5 kHz (spadek do 82 dB). Wyższy sopran melduje się ponownym, szerokim wzmocnieniem z wierzchołkiem przy 11,8 kHz (97 dB), po czym pasmo łagodnie wygasza się w stronę 20 kHz.
Subiektywny odsłuch – Góra Ether Flow definiuje moim zdaniem cały charakter tych słuchawek. Odkleja się trochę od reszty, jako jasna, detaliczna i trochę też przenikliwa. Wspomniany wyrzut energii w punkcie 6,2 kHz zauważalnie podkreśla transjenty, nadając blachom perkusyjnym, szarpnięciom strun gitary oraz sybilantom wokalnym dużą dozę energii. Staram się unikać określenia, że i ostrości, bo słuchawki nie są jednoznacznie ostre, ale czasami na tym spokojniejszym tle przebiegu FR, syczenie zgłosek oraz błędy kompresji audio dają o sobie znać przy większych głośnościach.
Paradoksalnie to przez to, że potężny uskok przy 9,5 kHz pełni tu funkcję ratunkową – chroni słuch przed całkowitym zmęczeniem szklistością. Odcina co bardziej kłujące składowe harmoniczne, podczas gdy następujące po nim podbicie przy 11,8 kHz przywraca nagraniom pożądane powietrze, blask i mikrodetale.
Wrażenia sceniczne
Konstrukcja sceny jest bezpośrednią pochodną zaprezentowanego strojenia. Poprzez bliską i jasną wyższą średnicę, pierwszy plan jest renderowany stosunkowo blisko słuchacza, z silnym skupieniem w punkcie centralnym. Jednak za sprawą świetnego rozciągnięcia skrajów pasma oraz dużej ilości powietrza w sekcji wyższego sopranu, scena popisuje się szerokością na osi lewo-prawo.
Gradacja planów i głębia stoją na dobrym poziomie, choć dominacja wysokich tonów sprawia, że uwaga słuchacza jest mocniej przyciągana przez detale rozmieszczone po bokach, niż przez budowanie głębokiej perspektywy w przód. Napowietrzenie i separacja źródeł pozornych są – jak na przetwornik magnetostatyczny (tak, lubię te określenie) – bardzo dobre. Mimo uwag do pasma przenoszenia z akapitów wyżej, instrumenty nigdy się na siebie nie nakładały.
Całościowy odbiór psychoakustyczny
Psychoakustycznie pierwsze MrSpeakers Ether Flow odbierać można jako słuchawki o sygnaturze mieszanej.
Z jednej strony jasnej, tendencyjnie analitycznej i technicznej, zorientowanej na monitorowanie nagrania. Z perspektywy ludzkiej izofony, niedobór energii na przełomie sub-basu i niskiego basu w połączeniu z mocno wyeksponowanym rejonem 3 kHz oraz 6 kHz przesuwa balans tonalny w stronę chłodniejszą i lżejszą. Dźwięk potrafi być pozbawiony jakichkolwiek śladów zamulenia czy kocyka.
Z drugiej strony nierówność będzie powodowała, że w innym miejscu może pojawić się strzał naturalnego dociążenia, pierwiastka muzykalności czy intymnego ciepła. Te właśnie strzały będą powodowały, że między jedną a drugą wizją prezentacji dźwięku zajdzie czasami konflikt.
W bezpośrednim odsłuchu nasuwa się więc określenie tego grania jako specyficznie wygładzonej, ale tonalnie niejednorodnej odmiany szkoły planarnej. Co bardziej rozciągnięte w czasie sesje z ostrzej zrealizowaną muzyką mogą okazać się dla odbiorcy angażujące, ale na dłuższą metę męczące ze względu na zmienny charakter tonalny.
Całościowa ocena techniczna
Pod względem czysto warsztatowym i technologicznym Ether Flow to pokaz wysokiej sprawności planarnej. Przetwornik reaguje na impulsy błyskawicznie, wykazując się doskonałą rozdzielczością. A także należną w tej cenie synchronizacją kanałów.
Brak zafalowań i rezonansów w dolnych rejestrach świadczy o świetnym opanowaniu fali wstecznej przez technologię Flow (wkładki akustyczne optymalizujące przepływ powietrza). Słuchawki wyciągną z nagrań sporą ilość informacji. Jedynym minusem technicznym jest trudny do opanowania wkładkami punkt 6,2 kHz. Następujące po nim ostre załamanie pasma powoduje, że próbując redukować dampingiem rezonans przy 6 kHz, będziemy jednocześnie tłumić sąsiadujące podzakresy.
Na tym w sumie polega główny dylemat tych słuchawek. Mimo starań producenta i dołożenia do zestawu fabrycznych wkładek tłumiących, nie da się tego zestroić w 100% liniowo bez selektywnej korekcji PEQ.
Należy również pamiętać o specyfice sprzętu z rynku wtórnego – ewentualne modyfikacje padów (np. zamienniki z modelu Voce) czy zużycie materiałów eksploatacyjnych mogą modyfikować szczelność komory i przenoszenie niskich tonów. Wypożyczany egzemplarz prywatny odzwierciedlał stan zachowany przez dotychczasowego użytkownika.
Podsumowanie
MrSpeakers Ether Flow pierwszej generacji pozostawiły po sobie mieszane uczucia. Z jednej strony wiele elementów zrealizowano tu na wzorcowym poziomie inżynieryjnym: od lekkiej, pancernej konstrukcji pałąka ze stopu nitinolu, przez znakomite gniazda Hirose, po szybkość odpowiedzi impulsowej przetwornika. Z drugiej strony projekt cierpi z powodu zauważalnego wybicia w rejonie 6,2 kHz oraz głębokiego ubytku przy 9,5 kHz.
W fabrycznym zestrojeniu słuchawki najlepiej sprawdzają się w repertuarze opartym na żywym instrumentarium, separacji i mikrodetalach: w klasycznym jazzie, muzyce symfonicznej, kameralistyce oraz przestrzennej elektronice ambientowej. Tam ich szybkość i napowietrzenie stanowią bezdyskusyjny atut.
Pełną równowagę tonalną pozwala uzyskać selektywna korekcja PEQ – programowa lub sprzętowa (od elastycznych DSP po zaawansowane źródła z wbudowanymi filtrami). Pod względem napędzenia przetworniki wykazują umiarkowane wymagania, pracując stabilnie ze standardowymi, wydajnymi prądowo wzmacniaczami stacjonarnymi.
Końcowy werdykt dla Ether Flow 1.0 to Pingwinek Wędkarz. Jako model wycofany z produkcji stanowi ciekawą propozycję wyłącznie przy okazyjnej cenie na rynku wtórnym dla świadomego entuzjasty gotowego na korektę sopranu. W przeciwnym razie bezpieczniejszym wyborem pod kątem fabrycznej liniowości pozostaje polowanie na zrewidowaną wersję 1.1.
Słuchawki w momencie wchodzenia na rynek kosztowały 3000 USD (SRP), co w Polsce przekładało się na kwotę rzędu ok. 8000–10000 zł (stan na 2017 rok). Obecnie model dostępny jest wyłącznie na rynku wtórnym.





Czy będzie tez recenzja wersji 1.1?
Tak. Dlatego w pierwszej kolejności wyciągnięcie z szuflady zaległej recenzji wersji 1.0.