Urządzenia typu DAC (tudzież integry) spod znaku R2R nie tylko przeżywają swój renesans, ale w wielu miejscach są wręcz gloryfikowane. Nie mówię tu tylko o recenzjach, bo to rzecz oczywista. Na forach i w komentarzach użytkownicy prześcigają się w superlatywach na temat tego, jak wspaniale i cudownie sprzęty te grają. LAiV również dostrzegł jak sądzę te trendy i doskonale się w nich rozczytał, oferując audiofilom kompaktową integrę słuchawkową R2R o nazwie LAiV Crescendo Verse. I już sama nazwa zapowiada, że będzie premium.
Ale nie tylko to będzie tutaj premium. Niniejsza recenzja zajęła mi praktycznie miesiąc, aby zebrać wszystkie dane i je przeanalizować. A potem wykonać dla pewności jeszcze raz, wprowadzając wcześniej zmiany do metodyki i sprzętu pomiarowego tak, aby wyniki były jeszcze bardziej urealnione i dokładne. W jej obszernej treści znajdziecie dokładną analizę techniczną, rozbudowane eksperymenty pomiarowe, krok po kroku odkrywanie cech konstrukcyjnych tego urządzenia. Wszystko to po to, abyśmy mieli doskonałą świadomość rzeczywistej wartości i opłacalności LAiV Crescendo Verse.
Tym bardziej, że technologia R2R gości u mnie niezwykle rzadko. Ale właśnie w taki sposób zdobywa się doświadczenie – cierpliwie testując, analizując i badając wszystko chłodnym okiem.
Egzemplarz testowy został dostarczony przez firmę Instal Audio. Recenzja jest owocem płatnej współpracy komercyjnej w zakresie wykonania ekspertyzy pomiarowej oraz udokumentowania rzeczywistych właściwości użytkowych urządzenia. Partner nie miał wglądu w treść recenzji ani wpływu na wyniki pomiarów przed ich publikacją.

Jakość wykonania LAiV Crescendo Verse
LAiV Crescendo Verse to pod względem aparycji i czystej kultury wykonania absolutna rynkowa czołówka w swojej klasie cenowej. Powtórka to więc z poprzedniego testu wzmacniacza Harmony, który nie powiem, bardzo mi się podobał wykonaniem.
Urządzenie natychmiast przykuwa wzrok bezbłędnie zbalansowanymi proporcjami oraz wręcz biżuteryjnym podejściem do detali. Obok LAiV z reguły trudno przejść obojętnie, bo producent stosuje bardzo ciekawe wzornictwo.
Anodowana, aluminiowa obudowa o grubości 3 mm została wycięta z jednego kawałka metalu metodą precyzyjnego frezowania CNC. Przy cenie 4000 zł na pewno ma to w niej swój udział. Całość jest monolityczna, niezwykle sztywna i zwarta, a spasowanie krawędzi oraz faktura wykończenia materiału budzą jednoznaczne skojarzenia z produktami z segmentu high-end. Pod kątem wizualnym i organoleptycznym singapurski producent stara się nas przekonać, że kompaktowy gabaryt może iść w parze z potężnym poczuciem obcowania z produktem premium. Poczynając od… nazwy produktu.
Nawet nazwa nawiązuje do muzyki
Crescendo Verse w tłumaczeniu i kontekście oznacza mniej więcej „Narastający Wers” lub „Kulminację Utworu”:
- Verse (z angielskiego) – to po prostu wers (linijka wiersza) lub zwrotka w utworze muzycznym.
- Crescendo (z włoskiego) – to w muzyce określenie stopnia głośności, oznaczające stopniowe pogłaśnianie, narastanie dźwięku. Często prowadzi ono do punktu kulminacyjnego w utworze.
LAiV stosuje bardzo konsekwentne, muzyczne nazewnictwo w całym swoim portfolio. Ich flagowa linia to Harmony (Harmonia). Wprowadzając na rynek mniejszą, tańszą i kompaktową integrę słuchawkową, chcieli jak sądzę pokazać, że to urządzenie wnosi dynamikę, energię i stanowi nowy, ważny rozdział (lub właśnie zwrotkę) w ich katalogu. To oczywiście tylko moje domysły, ale spędziłem nad tym sprzętem tak wiele czasu robiąc pomiary i analizy, że mój mózg nawet i w takie rejony zaczął wędrować.
Jakie ma to znaczenie dla samego produktu? Oczywiście żadne. Niektórzy recenzenci audio poświęcają ogromne wstępy i obszerne połacie tekstu na historię marki, jej rodowód albo skalę i zasoby produkcyjne. Jeden ze sklepów nawet zapytał się mnie kiedyś, czemu nie robię takowych. No cóż, może po prostu jestem inny i mam w zupełnie innym miejscu ustanowiony środek ciężkości.
W każdym razie, w wolnym tłumaczeniu Crescendo Verse ma zatem sugerować audiofilowi, że to małe pudełko potrafi zagrać z potężną, narastającą dynamiką i jest kolejnym, świetnie napisanym wersem w historii singapurskiej marki. Wizualnie – przez te biżuteryjne detale i złote akcenty – nazwa idealnie klei się z produktem, nawet jeśli w środku znajdziemy po prostu porządnie, liniowo zrobiony tranzystor lub solidną drabinkę, a nie żaden romantyczny poemat o magicznym dźwięku.
Konstrukcja do góry nogami – dosłownie
Architektura wewnętrzna urządzenia wymusiła ciekawy i całkiem przemyślany układ montażu. Cała elektronika i płytki drukowane zostały zamontowane „na plecach” korpusu, co pozwoliło na uzyskanie idealnie gładkiej, jednolitej struktury frontu i boków, przypominając rozwiązania znane z urządzeń np. marki Lumin.
Na przednim panelu pierwsze skrzypce gra duży, doskonale czytelny i jasny wyświetlacz typu dot-matrix, oparty na białych modułach LED. Nadaje on całości eleganckiego, minimalistycznego i lekko industrialnego sznytu. Trochę przypomina mi przy tym M2Tech Young pierwszej generacji.
Z boku odnajdziemy subtelnie wkomponowaną gałkę w złotym kolorze, służącą do cyfrowo-analogowej regulacji głośności oraz sprawnego poruszania się po strukturze menu. Tym razem jest ona zamontowana klasycznie – od frontu, nie od góry. Dopełnieniem całości są dwa dyskretne przyciski nawigacyjne oraz wkomponowany w ścięty narożnik włącznik zasilania.
Cała bryła waży niecały kilogram, zachowując przy tym pełną stabilność na blacie stolika audio czy tam innej platformy antywibracyjnej, nierzadko kosztującej więcej, niż samo to urządzenie.
Niestety nie mam możliwości pokazania wnętrza – plomba gwarancyjna. I niestety prawidłowa dla tego typu urządzeń, więc nie odkleja się pod wpływem wszystkiego, jak ta zastosowana w Echo Sound.
Gniazda i przyłącza – sporo jak na takie pudełeczko
Mimo skromnych wymiarów (168 × 188 × 50 mm), niewiele większych od mojego interfejsu studyjnego, LAiV Crescendo Verse oferuje pełen pakiet złącz, który pozwala mu bezproblemowo odnaleźć się w roli serca zaawansowanego systemu audio.

Na tylnej ściance oddano nam do dyspozycji komplet wejść cyfrowych: USB, optyczne, koncentryczne (RCA) oraz standard I2S, dedykowany dla zewnętrznych transportów najwyższej klasy. Sekcja wyjściowa to w pełni zbalansowany układ wyposażony w parę gniazd XLR oraz tradycyjne wyjścia RCA, które dzięki niezależnym buforom wyjściowym mogą pracować jednocześnie.

Front urządzenia dedykowano sekcji słuchawkowej, gdzie znajdziemy klasyczne wyjście niesymetryczne TRS 6,35 mm oraz zbalansowany port 4,4 mm. Taki arsenał złącz w tak małym pudełku całkowicie wyczerpuje potrzeby współczesnego audiofila. Na najbardziej bezpieczne (i nie ruszające się) złącze XLR 4-pin niestety zabrakło już miejsca.
Wyposażenie – zdrowe minimum
W zestawie wraz z urządzeniem otrzymujemy niezbędne minimum potrzebne do uruchomienia systemu, dopasowane do kompaktowego charakteru całości. Głównym elementem zasilającym jest zewnętrzny zasilacz impulsowy dostarczający napięcie 15 V DC przy wydajności prądowej 2 A.

Najważniejszym i najbardziej cieszącym okiem dodatkiem jest jednak dedykowany, bardzo poręczny i minimalistyczny pilot zdalnego sterowania. Niby to zwykłe tworzywo, ale został on wykonany z równie wielką pieczołowitością co samo urządzenie. Idealnie leży w dłoni i pozwala na pełne zarządzanie poziomem głośności oraz kluczowymi funkcjami menu z poziomu odsłuchowego fotela, co drastycznie podnosi komfort codziennego użytkowania LAiV-a.
Kabli żadnych tu nie uświadczymy. Byłby to afront wobec klientów docelowych tego urządzenia. Oczywistym jest, a przynajmniej jak sądzę producent to zakłada, że dysponujemy już porządnym okablowaniem.
Ergonomia i obsługa – ciepło i z koniecznością nauki
Urządzenie podczas pracy nagrzewa się do 40°C (pomiar kilkukrotnie pirometrem środka obudowy), ale nie jest to spowodowane porą letnią. W pomieszczeniu miałem ok. 22-24 stopnie, a dodatkowo działał sobie w tle duży wentylator stojakowy. Mimo to LAiV nagrzał się dość wyraźnie, ale tylko podczas pracy. W sumie to dobrze – oznacza to, że obudowa sprzętu spełnia swoją rolę jako radiator. Kilka ładnych godzin pracy nie spowodowało, że temperatura wzrosła ponad odnotowaną wartość.

W temacie ergonomii na pewno korzystny jest pilot, ale obsługi samego urządzenia trzeba się troszkę nauczyć. Przykładowo trzeba pamiętać, że podczas uruchomienia albo wyjścia z menu, na ekranie mamy „przegląd” parametrów. W jego trakcie nie możemy np. wejść do menu. Musimy czekać, aż wszystko „przeleci”.

Wyświetlacz pokazuje tylko jedną linijkę i pierwsze 3-4 litery. Utrudnia to orientację tym bardziej, że część opcji nazewnictwem się powtarza. Jednak gdy ogarnie się, który przycisk jest potwierdzeniem, a który wychodzeniem, robi się już dosyć płynnie.
Brak (popularnych ostatnio) problemów
Dziwić pewnie może taki akapit, ale na fali ostatnich sytuacji z problemami trapiącymi różny sprzęt audio, uznałem go za uzasadniony.
Podczas pracy z urządzeniem nie uświadczyłem żadnych problemów związanych z jego zachowaniem użytkowym. Wliczając w to:
- nagłe trzaski i zniekształcenia w losowych momentach,
- głośność podskakującą nagle na maksimum,
- ekran prawidłowo wygasza swoje podświetlenie, nie zostając aktywnym na stałe po przejściu w stan czuwania,
- urządzenie nie spaliło się od wsadzania i wyjmowania wtyku podczas pracy,
- nie natrafiłem na żadne braki tłumaczenia z Chińskiego albo literówki,
- podczas pracy zasilacz nie ulegał przegrzaniu i nie spalił się,
- ani razu sprzęt nie zgłosił problemów z zasilaniem (P Power Abnormal / HP DC Abnormal) lub zachowywał się dziwnie,
- brak jakichkolwiek problemów z próbkowaniem 48 kHz, które podobno jest rzadkością i w ogóle komu to potrzebne.
Jak widać LAiV przygotował swój produkt jako urządzenie w pełni dojrzałe i bezproblemowo działające wprost z pudełka, a co w dzisiejszych realiach rynkowych wcale nie jest standardem.
Mały „sikret” na koniec
Na spodzie urządzenia znajduje się dodatkowo gniazdo na karty MicroSD.
W urządzeniach tej klasy (zwłaszcza opartych na architekturze R2R ze sterowaniem FPGA) nie służy ono jednak do odtwarzania muzyki z karty jak w klasycznym odtwarzaczu sieciowym czy DAP-ie. Wykorzystuje się je wyłącznie do celów serwisowych – przede wszystkim do aktualizacji oprogramowania układowego procesora XMOS lub kości DSP/FPGA odpowiedzialnych za filtry cyfrowe i obsługę wejść.

Dzięki temu, jeśli producent w przyszłości poprawi stabilność systemu, algorytmy upsamplingu lub – co w tym przypadku byłoby bardzo pożądane – zmieni logikę działania wygaszania ekranu, możesz w łatwy sposób wgrać nowy soft wprost z karty, bez konieczności odsyłania sprzętu do serwisu.
Czemu nie było możliwe zrobienie tego via USB bezpośrednio? Być może aby uniknąć ryzyka zbrickowania (programowego zablokowania) urządzenia.
Jakość dźwięku LAiV Crescendo Verse
W świecie audio utarł się dogmat, że R2R oznacza „analogowe, ciepłe, organiczne i mięsiste brzmienie”, podczas gdy Delta-Sigma to „cyfra, sterylność i suchość”. Gdy recenzent wie, że testuje przetwornik drabinkowy, podświadomie spodziewa się, że sprzęt powinien zagrać zgodnie z powyższym uwarunkowaniem.
Wspominam o tym, gdyż natrafiłem na recenzję LAiV-a na portalu Headfonia. Zastosowano w niej tradycyjną metodę empiryczną, o której pisałem niedawno artykuł przy okazji ponownej walidacji DragonFly Black. Padają w ichniej recenzji słowa takie jak „timbral accuracy”, „golden glow” czy „silken cover”. Jest to jednak czysta publicystyka emocjonalna o celowo bardzo luźnym znaczeniu.
Najlepszym dowodem jest fragment:
„Sure, there still is a way to go in terms of resolution, precision and detailing, but for the price… it performs very, very well”
To bezpieczny klasyk: z jednej strony zachwyt, z drugiej asekuracyjne zdanie, żeby nikt nie zarzucił, że sprzęt gra lepiej od flagowców.
Natrafiłem też na polską recenzję LAiV Crescendo Verse, w której nakreślono aż trzy różne sygnatury:
- Jako czysty DAC: Dźwięk jest rzekomo „szybki, przejrzysty, z otwartą górą i lekko podciętym basem”.
- Jako przedwzmacniacz (bezpośrednio do końcówki): Dźwięk nagle się „obniżył i ocieplił, zyskał wypełnienie i lepiej osadzony bas”.
- Na słuchawkach: Tym razem brzmienie staje się „kremowe, gęste i znacznie ciemniejsze niż z wyjść liniowych”.
Zamiast odnosić się w swojej recenzji wprost i pisać ją jakby w kontrze do obu, chciałbym skupić się wyłącznie na tym, co w największym stopniu mnie tu zainteresowało: na zjawiskach fizycznych i aspektach psychologicznych związanych z R2R.
Argument za tym jest prosty: uderzająca wręcz powtarzalność. W obu tekstach padają podobne określenia kierujące dźwięk ku ciepłocie, gęstości, „złotej poświacie” (zapewne ma to związek z kolorem pokrętła i przycisków). Tym bardziej więc chciałbym móc to zweryfikować, ale opierając się na czymś bardziej wymiernym niż klasyczne „a ja słyszę inaczej”.
Różnice między trybem SRC a NOS
LAiV Crescendo Verse to przede wszystkim bardzo ciekawe studium natury przetworników typu R2R i fundamentalnych różnic między trybami bez nadpróbkowania (NOS) a z upsamplingiem (SRC). Ale też konkretnych decyzji producenta stojących za ich implementowaniem w określony sposób oraz skali.
Oto jak naprawdę wygląda prawdziwe pasmo przenoszenia tego urządzenia:

Zwróćcie proszę uwagę na to, jak bardzo opisy tworzone metodą empiryczną wyolbrzymiły (delikatnie mówiąc) to, co widać na wykresie.
- Efekt „podciętego basu” – Brak, wszystko pozostaje w najlepszym porządku i to w obu trybach pracy. Bas nie zmienił swojego charakteru bezpośrednio w urządzeniu.
- Różnice w „wypełnieniu” – Brak takowych, znów wszystko pozostaje bez zmian. Zarówno na basie, jak i na środku pasma.
- Zjawisko „złotej poświaty” – Trudno jest mi powiedzieć dokładnie o co chodzi i co recenzent miał na myśli. Ale cokolwiek miałoby ono oznaczać, jego także brakuje.
Widać za to kilka innych rzeczy.
Tryb SRC (Pomarańczowa linia) – Wzorcowa liniowość
W trybie SRC układ zachowuje się jak typowy wire-with-gain. Pasmo przenoszenia od sub-basu aż po sam koniec skali idzie idealnie płasko, niczym po linijce.
W tym ustawieniu wbudowany filtr cyfrowy (lub algorytm interpolacyjny, zależnie co tu zastosowano) skutecznie kompensuje fizyczne ograniczenia konwersji C/A, dbając o pełną liniowość wysokich tonów.
Na pomiarach wyjść RCA również było tak samo. LAiV Crescendo Verse jest więc tu idealnie transparentny tonalnie.
Tryb NOS (Niebieska linia) – Symboliczne wygładzenie wyższych rejestrów
W trybie NOS (z ang. Non-OverSampling) widzimy wyraźny, płynny spadek efektywności w zakresie najwyższych częstotliwości (tzw. treble roll-off):
- Początek spadku: Linia zaczyna delikatnie odchylać się od pomarańczowego wzorca w okolicach 2 kHz – 3 kHz. Na progu 3 kHz odnotowuję pierwsze wahanie SPL: -0,1 dB.
- Punkt 10 kHz: Spadek pogłębia się i wynosi już około –0,6 dB.
- Punkt 20 kHz: Na samym końcu pasma tłumienie dociera do niemal –2,6 dB.
Jest to naturalne zjawisko fizyczne dla architektury R2R pracującej w trybie czystego NOS, wynikające z funkcji sinc(x) (tzw. efekt apertury, z ang. aperture effect), gdzie filtrowanie następuje w domenie analogowej.
Odbiór psychoakustyczny i jego znaczenie w recenzji
Patrząc na ten wykres od strony pragmatycznej, tryb NOS wprowadza zmiany na tyle subtelne, że z perspektywy ludzkiego słuchu są one właściwie pomijalne i nie mają realnego wpływu na korekcję sygnatury tonalnej podłączonych słuchawek.
- Brak realnego wpływu na sybilizację: Spadek w trybie NOS jest jak widzieliśmy symboliczny. Tak minimalna utrata energii, zlokalizowana na samym skraju pasma (brilliance), w żaden sposób nie wpływa na kluczowy rejon 6-9 kHz. Oznacza to, że jakiekolwiek wąskopasmowe, agresywne wybicia konstrukcyjne słuchawek – odpowiedzialne za ostrość i kłucie w uszy – pozostaną nienaruszone. Będą maskować sąsiednie częstotliwości dokładnie tak samo, jak w trybie SRC.
- Iluzja dwóch sygnatur: Przełącznik NOS/SRC nie pełni tutaj roli sprzętowego equalizera. Różnice między trybami sprowadzają się głównie do reprodukcji najwyższych składowych harmonicznych powietrza i nie są w stanie uratować fabrycznie przestrzelonej góry w jasnych modelach. Aby selektywnie naprostować zniekształcenia pasma i uzyskać referencyjną liniowość, użytkownik nadal potrzebuje albo zewnętrznej, programowej korekcji EQ, albo modyfikacji samych słuchawek.
Wracając więc do wcześniej przytaczanych recenzji, ich autorzy nie mogli usłyszeć zmian, które opisywali, ponieważ te najzwyczajniej w świecie nie istnieją.
Skąd więc powtarzalność? Najprawdopodobniej wpadnięto tu dwukrotnie w identyczną pułapkę autosugestii, wynikającą z opisywanego na samym starcie stereotypu R2R jako gładkiego i analogowego grania. Po prostu tego obaj recenzenci oczekiwali i wsłuchiwali się tak długo, aż to usłyszeli.
To nic, że pomiary pasma przenoszenia jasno pokazały, że to urządzenie nie ma wbudowanych żadnych algorytmów zmieniających charakterystykę częstotliwościową w zależności od wybranego wyjścia czy poziomu głośności. Sekcja regulacji głośności to po prostu tłumik, a nie zaawansowany korektor pasywny, który w magiczny sposób obcina bas na RCA, a na słuchawkach robi z dźwięku „krem i gęstość”.
Jest to podręcznikowy przykład tego, jak psychika recenzenta reaguje gwałtownie na różne konfiguracje sprzętowe i impedancyjne, przypisując nieistniejące zmiany tonalne samemu przetwornikowi.
Przełożenie na synergię – przykład Audeze LCD-XC i Beyerdynamic DT 990 PRO LE 250 Ohm
Choć wydawać by się mogło, że tak tani model jak Beyerdynamic DT 990 PRO LE (raptem 620 zł) to rażący afront wobec sprzętu klasy LaiV-a, zapewniam, że w tym szaleństwie jest metoda. Te słuchawki to prawdziwa legenda, które fabrycznie potrafią wyciągnąć olbrzymią ilość informacji i zmusić wzmacniacze słuchawkowe do trochę bardziej wytężonej pracy.
Słuchawki w tym przypadku są odpowiednio zmodyfikowane (Amiron MOD), aby sopran był w nich równiejszy i bardziej referencyjny niż analityczny. Zachowują one jednak cały czas swoje tendencje do tejże analityczności. Czynią to na tyle optymalnie, że każda korekcja płynąca z takich urządzeń – bądź wynikająca z naturalnego zużywania się padów (w zależności, co nastąpi szybciej) – będzie w nich nadal doskonale słyszalna. A jeśli słyszalna, to widoczna na wykresie.
Przełączając się między trybami SRC/NOS bezpośrednio podczas słuchania muzyki w LAiV Crescendo Verse, niestety nie słyszałem żadnej specjalnej różnicy na DT 990 PRO. Wykresy potwierdziły dlaczego:


Generalnie mamy dowód, że tryb NOS ogólnie działa. Odnotowujemy jego wpływ na tonalność słuchawek w sensie technicznym. Ale w sensie praktycznym, jego wpływ jest zbyt symboliczny, aby magicznie przemienił mi DT 990 PRO w np. HD 660S2. Mogę wyjąć tu dowolne inne słuchawki, zarówno tańsze, jak i droższe – efekt będzie ten sam.
Z kolei testy na Audeze LCD-XC wykazały, że urządzenie nie posiada w trybie SRC własnej sygnatury brzmieniowej. Mówiąc wprost: gra tak samo równo, jak sprzęt referencyjny (Motu M4), który R2R nie jest. Potwierdza to tylko obserwacje z poprzedniego akapitu.
Czystość LAiV Crescendo Verse – wzmacniacz słuchawkowy
Skoro ubytek energii jest zbyt mały i zlokalizowany zbyt wysoko, by ludzki słuch mógł potraktować go jako element realnie łagodzący ostrość brzmienia słuchawek, to jak wygląda temat czystości?
Samo urządzenie w trybie SRC, standardowo dla różnych impedancji, tryb 16/48, single-ended:



Wpływ podbicia (Gain) na sygnał przy 8 mW, tryb SRC:



Czystość w trybie NOS:



Tryb NOS przy 8 mW:

Wyjścia zbalansowane, tryb SRC:


Ponownie wyjścia zbalasnowane, tryb NOS:


Przełożenie czystości na słuchawki, na przykładzie LCD-XC, tryb SRC, w porównaniu do Motu M4:


Wniosek: Choć czystość generalnie trzyma się poza granicą możliwości reprodukcji po stronie słuchawek, widać wyraźnie narzut technologii R2R na parametry THD+N. Z czysto technicznego punktu widzenia, biorąc pod uwagę, że mamy tutaj iterację starszej technologii, jak na R2R nie są to wyniki złe.
Najważniejsze jest dla nas, że parametrycznie trzyma się to cały czas poza granicami słuchawek. Jeśli te w punkcie pomiarowym mają (jak na tym przykładzie) -64,1 dB THD+N, to technicznie wystarczy nam margines ~10 dB naddatku. LAiV Crescendo Verse ma go znacznie więcej. Zatem obojętnie, czy będzie to 90, 100 lub 124 dB THD+N, nie będzie to miało przełożenia na sposób pracy słuchawek.
Czystość raz jeszcze – sekcja DAC
Analogicznie sytuacja ma się w sekcji DAC.


LAiV Crescendo Verse dowozi bardzo dobre parametry, zwłaszcza po balansie. W zupełności wystarczą one, aby uznać odsłuchowo dźwięk za czysty. Przekroczymy nie tylko możliwości słuchawek czy kolumn, ale też granicę naszego narządu słuchu.
Odkrycie problemu przebić na wzmacniaczu od aktywnego ekranu
Choć może się wydawać, że to sprzęt póki co bez skazy, w rzeczywistości ma jeden, dość zaskakujący problem. Podczas testów odsłuchowych zauważyłem jednostajne bzyczenie słyszalne na niektórych słuchawkach.
Odsłuchałem więc LAiV Crescendo Verse z kilkunastoma modelami, które mam na zapleczu (właśnie po to tyle ich mam). Słyszalność zakłóceń wraz z intensywnością badałem modelami single-ended:
- Audeze LCD-XC: Bardzo delikatna.
- Audio-Technica ATH-A990Z: Bardzo delikatna.
- Audio-Technica ATH-M50x: Delikatna.
- Audio-Technica ATH-R30x: Brak.
- Audio-Technica ATH-R70x: Brak.
- Beyerdynamic DT 30 IE: Słyszalna.
- Beyerdynamic DT 990 PRO LE: Brak.
- Creative Aurvana SE: Średnia.
- HEDD D1: Brak.
- Hifiman HE400SE v2: Brak.
- Meze 99 Neo: Słyszalna.
- Sennheiser HD 660S2: Brak.
- Sony MDR-7506: Delikatna.
- Sony MDR-M1: Delikatna.
Wyłania się nam z tego następujący wniosek (tudzież wnioski):
- problem tyczy się nie tylko słuchawek wysokowydajnych,
- przede wszystkim dotyka on konstrukcji zamkniętych,
Podczas odsłuchów DT 30 IE akurat automatycznie przygasił się ekran. Co się okazało? Bzyczenie zmalało. Wyłączyłem więc ekran całkowicie. I co? Bzyczenie zniknęło.
Oznacza to, że problemem jest konstrukcja, a dokładniej bliskość ekranu do gniazd. Na szczęście ekran standardowo pokazuje wyłącznie głośność, więc jego przydatność jest mała. Nie ma konieczności, by cały czas pracował i świecił. Jeśli go wyłączymy, ruszenie pokrętłem głośności automatycznie go aktywuje.

Dziwne może się wydawać, że prawdziwie bezproblemowe użytkowanie ma miejsce głównie na słuchawkach otwartych o wyższej impedancji. Zrzuciłbym to jednak na kwestię otwartości i przepuszczania otoczenia. Dodatkowa obserwacja: najniższym progiem głośności jest poziom -60 (cisza). Przy -59 słuchawki takie, jak Beyerdynamic DT 30 IE, grają praktycznie już od startu docelową głośnością. Mam przez to podejrzenia, że LAiV Crescendo Verse był projektowany z myślą głównie o mocniejszych towarzyszach broni.
Ale dobrze, tyle daje się ustalić metodą empiryczną. Swoją drogą dziwne, że żaden inny recenzent o tym nie wspominał. Zobaczmy zatem jak to wygląda na wykresach.
Dokładniejszy rzut okiem na problematykę przebić od ekranu po single-ended
Ekran domyślnie ustawiony jest na średnie podświetlenie, a do wyboru mamy 3 opcje + do zbadania scenariusz z wyłączonym ekranem. Wszystko na wyjściu SE wzmacniacza dla impedancji 300 Ω:




Chyba pierwszy raz mam okazję obserwować taki problem pomiarowo. Zobaczcie co się dzieje:
- DISPLAY OFF: Idealny punkt odniesienia. Czysto, płasko, SNR na poziomie 97,9 dB, a THD+N wynosi -88,5 dB. Brak jakichkolwiek śmieci w niskich częstotliwościach.
- DISPLAY ON (HIGH): Gdy jasność jest ustawiona na maksimum, szpilki zakłóceń poniżej 1 kHz (np. ta w okolicach 95 Hz oraz jej harmoniczne 190 Hz, 285 Hz, 380 Hz itd.) są najwyższe i najbardziej agresywne. Wybicie przy ~95 Hz sięga niemal -108 dB. SNR spada do 94,3 dB (strata aż 3,6 dB czystego sygnału względem punktu odniesienia).
- DISPLAY ON (MED): W trybie średnim szpilki zaczynają nieznacznie przysiadać (główna szpilka schodzi w okolice -113 dB), a SNR poprawia się do 95,1 dB.
- DISPLAY ON (DIM/LOW): Przy maksymalnym przyciemnieniu zakłócenia w pasmie basowym i niższej średnicy są najniższe, a SNR wraca do poziomu 96,0 dB.
Charakterystyka tych zmian wskazuje prawdopodobnie (bo nie mogę, przypomnę, rozebrać urządzenia – plomby) na przetwornicę DC/DC zasilającą podświetlenie ekranu. Ewentualnie układ sterowania jasnością realizowany za pomocą PWM.
Im mocniej ekran musi świecić, tym większy prąd płynie przez klucze tranzystorowe przetwornicy, generując silniejsze pole elektromagnetyczne. Ponieważ gniazda wyjściowe słuchawek są umieszczone blisko ekranu, te gwałtowne skoki zapotrzebowania na prąd indują się bezpośrednio w sekcji analogowej wyjścia. Sygnał audio działa tu jak antena zbierająca pracę zasilacza wyświetlacza.
Problem z przebiciami od ekranu występuje z tego co zmierzyłem w obu trybach pracy: SRC i NOS. Jest poza tym niezależny od stopnia wzmocnienia i wszelkich innych ustawień. Natomiast nie wpływa na tonalność urządzenia, bez względu na to w jakim trybie by ono nie pracowało.
Wpływ ekranu na wyjścia zbalansowane i sekcję DAC
Choć jest to ewidentne niedopatrzenie projektowe, dalsza analiza wykazała, że na szczęście oddziałuje to tylko i wyłącznie na gniazdo single-ended. Port 4.4 mm pozostaje niewzruszony:


Właściciele słuchawek z wymiennymi okablowaniem lub złączami 4,4 mm nie będą mieli więc żadnych problemów.
W sekcji DAC też jest interesująco. Bardzo delikatne przebicie widać na RCA (zauważcie, że to też ten sam tor single-ended). Zakłócenia nie wpływają co ciekawe na THD, a jedynie SNR:


Za to wyjścia XLR pozostają – tak jak port 4.4 mm – znów niewzruszone. Jakby balans był realizowany zupełnie innymi ścieżkami.


Wniosek: coś się dzieje na torze niezbalansowanym i jeśli miałbym strzelać, wytypowałbym gniazdo 6,35 mm jako główny punkt przebicia. Technicznie rzutuje to potem na cały sygnał niezbalansowany. Coraz bardziej utwierdza mnie to w przekonaniu, że trafiła mi się po prostu sztuka z taką unikalną przypadłością. Aczkolwiek to potwierdziłyby testy na większej ilości egzemplarzy, co w warunkach recenzenckich praktycznie się nie zdarza.
Proste remedium
Ponieważ urządzenie wykazuje mierzalną i słyszalną degradację sygnału single-ended podczas pracy ekranu, większość osób pewnie krzyknie wesoło „to nie używaj”. Tylko że to tak nie działa i nigdy działać nie powinno. Większość słuchawek posiadam tylko i wyłącznie pod niezbalansowane złącza 6,35 mm i jest to standard absolutnie wystarczający. Słuchawek wymagających większej mocy oferowanej przez balans mam dosłownie kilka, m.in. właśnie z tego powodu. Toteż jako użytkownik takiego urządzenia chciałbym móc skorzystać ze wszystkich portów, jakie oferuje, bez żadnych kompromisów, zmiany nawyków lub sprzętu.
Dlatego najlepszym, czysto pragmatycznym rozwiązaniem w tym przypadku, które kosztuje dosłownie kilkanaście sekund, jest ustawienie funkcji automatycznego wygaszania ekranu podczas odtwarzania muzyki.
Osobiście rekomenduję jednak, aby aktywować automatyczne wyłączanie ekranu. Da się ustawić tu trzy pozycje:
- Nigdy (domyślnie).
- Wyłączenie po 5s.
- Wyłączenie po 20s.
W ten sposób na stałe można odciąć źródło interferencji na złączu 6,35 mm. Warstwa użytkowa oraz ergonomiczna po takim zabiegu w żaden sposób nie ucierpiała podczas testów. Warunkiem jednak jest najpierw ustalenie, czy problem w ogóle zachodzi w naszym własnym egzemplarzu. Wystarczy użyć dowolnych słuchawek z listy, którą wyżej spisałem i odnotowałem podatność, albo czegokolwiek, co jest wydajne i zamknięte (lub dokanałowe).
Impedancja wyjściowa
Tu akurat wszystko jest w porządku. Zmierzone na wyjściu single-ended bardzo zdrowe 0,4 Ω nie będzie rzutowało na tonalność. A co zresztą już na początku wieściły dane pomiarowe.
Dla kogo więc LAiV Crescendo Verse będzie dobry?
Zacznijmy może od tego, że w ocenach elektroniki audio panują obecnie dwie skrajności:
- Romantyczny empiryzm – Znaczenie ma tylko to, co słyszymy (lub wydaje nam się, że słyszymy).
- Bezwzględny SINADyzm – Znaczenie ma tylko maksymalny SINAD osiągany przez dane urządzenie (z pominięciem ograniczeń wszystkiego innego).
Oba te podejścia nie uwzględniają ani ludzkiej izofony, ani naszych własnych biologicznych ograniczeń. Stąd sam osobiście preferuję inżynierię praktyczną (tzw. Wyższa Szkoła Zdrowego Rozsądku), jak już pisałem bodajże w innej publikacji.
Patrząc po całokształcie, moim zdaniem LAiV Crescendo Verse to sprzęt dla aspirującego klasy średniej audiofila, który bardzo chce posmakować legendarnego mitu R2R, ale nie ma budżetu na drogie systemy dzielone. Nie jest to urządzenie dla bogatych – to luksusowo opakowany „bilet wstępu”, który w kategorii czystej, inżynierskiej opłacalności przegrywa jednak z nowoczesnymi, tańszymi kombajnami Delta-Sigma wyposażonymi w zaawansowane DSP.

Jest to jakby rzecz naturalna. Architektura dyskretna R2R jest bowiem niestety droga w produkcji – wymaga setek ultra-precyzyjnych, ręcznie lub maszynowo parowanych rezystorów o minimalnej tolerancji błędu (w LAiV to 0,05%) oraz zaawansowanych programowalnych układów FPGA. To dlatego układy tranzystorowe Delta-Sigma są tak popularne.
Wchodząc na rynek z ceną 4000 zł, LAiV Crescendo Verse automatycznie ląduje więc na najniższej półce cenowej dla technologii R2R. Z tego względu oczywistym jest, że cena została skrojona pod to, by podebrać klientów szukających taniego wstępu do świata drabinek. I choć nie osiągają one szczytowych parametrów SINAD, są to normalne, pełnoprawne urządzenia. A oscylowanie wokół granicy lub na granicy standardu CD Audio czyni z nich sprzęt tak samo transparentny pod względem czystości, jak gdyby były tam wartości rzędu 110 czy 120 dB.
Stąd też odbieram LAiV Crescendo Verse jako „audiofilski R2R zrobiony prawidłowo”. Nie wypali dziury w portfelu, ani nie nabroi w dźwięku tak, aby w swojej audiofilskości z czymś przesadzić. Ot, sparować go z dobrymi słuchawkami i cieszyć się fajnym systemem audio.
Podsumowanie
LAiV Crescendo Verse dostarczył mi mnóstwa pracy, ale i naprawdę dużą porcję frajdy. Co się okazało w jego przypadku?
- Topologia R2R w LAiV zaimplementowana została prawidłowo, działa bezproblemowo i solidnie.
- Tryb NOS działa, ale ostrożnie i w dużej mierze nie wpływając na to jak grają nasze słuchawki w kluczowych rejonach pasma.
- Czystość jest tu na zupełnie akceptowalnym poziomie, bez względu na tryb pracy.
- Ekran w tej sztuce łapie lekką interferencję z torem niezbalansowanym. Daje się to usłyszeć tylko ze słuchawkami dokanałowymi, tudzież wydajnymi zamkniętymi.
Biorąc pod uwagę, że ten ostatni punkt można w banalny sposób obejść, pozostaje się nam mimo wszystko dość dobrze wyegzekwowany R2R. I chyba właśnie do fanów takich konstrukcji jest on kierowany, z bardzo subtelnym smaczkiem, ale i potencjałem do napędzenia prawdziwych potworów. Stąd też zamierzam obdarzyć LAiV Crescendo Verse pingwinkiem z wiaderkiem, pod którym każdy sam odnajdzie to, co mu się tu spodoba i co słyszy.
Aczkolwiek mam świadomość, że moja recenzja trochę odziera tutaj dźwięk z tej „magii R2R”, której można byłoby oczekiwać. Panuje przekonanie, że stosowanie fizyki i zasad akustyki w audio odziera to hobby z aury tajemniczości i przyjemności odkrywania tajników sprzętu własnym słuchem. Przyznam jednak, że wolę własnym słuchem odkrywać muzykę, a tajniki sprzętu zostawić jednak aparaturze i prawom fizyki. I to też sprawia niesamowitą przyjemność.
Ponad wszystko, LAiV Crescendo Verse bardzo fajnie mi się używało. Nawet jeśli jego R2R-owa maniera była śladowa, to świadomość tego, że jest, psychologicznie i tak robiła swoje. I może właśnie o to w tym chodzi. Ale teraz mamy przynajmniej tego (udokumentowaną) świadomość.
Sprzęt można zakupić na dzień pisania i publikacji recenzji w cenie 3999 zł bezpośrednio ze strony sklepu Instal Audio, jak również w innych sklepach na terenie kraju.
Dane techniczne
Dane zaczerpnięte bezpośrednio ze strony dystrybutora:
- Wykończenie: Czarne & Złote Anodowane Aluminium, Szkło Hartowane
- Wymiary (Szer. x Gł. x Wys.): 168 mm × 188 mm (z uwzględnieniem złączy) × 40 mm (bez kolców) / 50 mm (z kolcami)
- Waga: 0.9 kg
- Wyświetlacz: Ekran LED typu dot-matrix 20×7
- Przycisk Zasilania: Krótkie naciśnięcie – włączenie / wyłączenie wyświetlacza, długie naciśnięcie – tryb czuwania
- Przycisk Menu: Naciśnij, aby wejść do ustawień / powrót
- Przycisk Enter: Naciśnij, aby zatwierdzić / wyciszyć
- Pokrętło Nawigacyjne: Obracaj, aby regulować głośność / ustawienia
- Chip: Intel® Altera® Cyclone® FPGA
- Wejścia Cyfrowe: 1x USB-B, 1x Optyczne (Toslink), 1x koncentryczne (Coaxial), 1x I2S
- Obsługiwane Formaty przez Wejście USB-B: PCM: 44.1 kHz – 768 kHz, DSD: DSD64 – DSD256
- Obsługiwane Formaty przez Wejście Optyczne (Toslink): PCM: 44.1 kHz – 192 kHz, DSD: nieobsługiwane
- Obsługiwane Formaty przez Wejście Koncentryczne (Coaxial): PCM: 44.1 kHz – 192 kHz, DSD: nieobsługiwane
- Obsługiwane Formaty przez Wejście I2S: PCM: 44.1 kHz – 768 kHz, DSD: DSD64 – DSD256
Cyfrowa Kontrola Odtwarzania:
Obsługuje natywne przetwarzanie DSD 1-bit oraz zintegrowany konwerter częstotliwości próbkowania, zapewniając użytkownikowi pełną kontrolę nad sposobem odtwarzania materiału PCM i DSD.
Opcje Resamplingu (zmiany częstotliwości próbkowania)
- PCM: 1x, 2x, 4x, 8x, 16x (do 768 kHz / 705.6 kHz)
- DSD: DSD64, DSD128, DSD256, DSD512 (dostępne wyłącznie w trybie natywnego DSD)
*Uwaga: W trybie DSD Native podczas przełączania między materiałem PCM i DSD lub pomiędzy plikami DSD o różnych częstotliwościach próbkowania może pojawić się krótki dźwięk typu „pop” (kliknięcie/trzask). W przypadku odtwarzania materiału o mieszanych częstotliwościach próbkowania zalecany jest tryb DSD Multibit.
- Wyjścia Analogowe: 1x Para Zbalansowany XLR (ok. 4 Vrms, 82 Ω), 1x Para Niezbalansowany RCA (ok. 2 Vrms, 41 Ω)
- Wyjścia Słuchawkowe: 1x Zbalansowany Jack 4.4mm, ok. 11 Vrms, 5.1 Ω, 1x Niezbalansowany Jack 6.35 mm, ok. 5.5 Vrms, 2.6 Ω
- Wzmocnienie: Regulowany poziom wzmocnienia wyjścia słuchawkowego: LOW (Niski), MED (Średni), HIGH (Wysoki)
- Moc Wyjściowa: ≤ 1100 mW (Zbalansowany Jack 4,4 mm), ≤ 290 mW (Niezbalansowany Jack 6,35 mm)
- Pasmo Przenoszenia: 20Hz – 80kHz, ± 3 dB
- THD+N: 0,0045% (Przedwzmacniacz), 0,008% (Wzmacniacz Słuchawkowy)
- Przesłuch: ≤ -100 dB (Przedwzmacniacz Zbalansowany), ≤ -100 dB (Przedwzmacniacz Niezbalansowany), ≤ -100 dB (Wyjście Słuchawkowe Zbalansowane), ≤ -60 dB (Wyjście Słuchawkowe Niezbalansowane)
- Stosunek Sygnału do Szumu (SNR): ≥ 120 dB (Przedwzmacniacz Zbalansowany), ≥ 110 dB (Przedwzmacniacz Niezbalansowany), ≥ 110 dB (Wyjście Słuchawkowe Zbalansowane), ≥ 100 dB (Wyjście Słuchawkowe Niezbalansowane)
- Szum: ≤ 25 µVrms (Przedwzmacniacz Zbalansowany), ≤ 72 mVrms (Przedwzmacniacz Niezbalansowany), ≤ 30 µVrms (Wyjście Słuchawkowe Zbalansowane), ≤ 65 µVrms (Wyjście Słuchawkowe Niezbalansowane)
- Sterowanie: Pilot zdalnego sterowania, Przyciski na panelu przednim
- Zasilanie: 15 VDC / 2 A, gniazdo DC 5,5 / 2,5 mm (żeńskie)
- Zawartość Opakowania: 1x Karta powitalna z Przewodnikiem Szybkiego Startu, 1x LAiV Crescendo VERSE, 1x Pilot zdalnego sterowania, 1x Zasilacz z wymiennymi wtyczkami
Dane pomiarowe
Pomiary w wersji interaktywnej można znaleźć bezpośrednio w Laboratorium.
Platforma testowa
Poniżej sprzęt, który w największym stopniu został wykorzystany do napisania powyższej recenzji, jak również wykorzystywana muzyka i inne przydatne informacje.
- Interfejsy studyjne: Motu M4
- DACi: AF DA500
- Wzmacniacze testowe: AF HA500
- Integry słuchawkowe: Loxjie D40 Pro, Luxsin X8
- Mobilne DAC/AMP: Tempotec Sonata BHD Pro, FiiO KA13
- Słuchawki testowe pełnowymiarowe: Audeze LCD-XC, Beyerdynamic DT 990 PRO LE
- Słuchawki testowe typu IEM: Beyerdynamic DT 30 IE
- Monitory odsłuchowe: M-Audio Forty Sixty
- Okablowanie testowe: własne okablowanie testowe i słuchawkowe z linii kabli Audionum oraz Fanatum
- Kondycjonowanie prądu: brak (instalacja dostosowana już specjalnie pod audio)
- Muzyka wykorzystywana w trakcie testów: przeważnie gatunki elektroniczne, z obecnością również albumów klasycznych, neoklasycznych, jazzu, muzyki wokalnej i rocka. Format FLAC 24/48, OGG, WAV.
Serdeczne podziękowania dla Instal Audio za użyczenie Audiofanatykowi sprzętu do testów





Panie Jakubie, dziękuję za te ten test, szczególnie pomiary i zobiektywizowanie technologi r2r o co trudno w zalewie kwiecistych acz w dużej mierze subiektywnych innych recenzji jakie są w sieci.
Bardzo mnie kusi r2r a z drugiej strony budżet nie pozwala mi szaleć. Stoję przed wyborem wzmacniacza i dac’a do systemu domowego. Waham się między Luxinem
X8 a tym Laivem, cenowo podobnie choć Laiv nieco droższy. Słucham głowienie ciężkiego rocka, metalu i nieco elektroniki. Obecne słuchawki to Meze 109 Pro plus tanie planary od Hifiman (planuje upgrade) a źródło to Wiim Pro.
Czy cytat z recenzji Laiva “ Nie jest to urządzenie dla bogatych – to luksusowo opakowany „bilet wstępu”, który w kategorii czystej, inżynierskiej opłacalności przegrywa jednak z nowoczesnymi, tańszymi kombajnami Delta-Sigma wyposażonymi w zaawansowane DSP” należy interpretować ze Luxsin byłby lepszym wyborem ? Możliwości EQ Luxsina sa dodatkowym atutem. Byłbym wdzięczny za pomoc i rekomendację. Dziekuje.
Bardzo dziękuję za docenienie mojej pracy. I tak, właściwie niemal wszystkie recenzje audio dotyczące sprzętu elektronicznego są stricte subiektywne. Jest to celowe, bo w subiektywizmach łatwo przemycić psychologię sprzedaży i autosugestię. 🙂
Co do pytania: jeśli nie jest Pan entuzjastą technologii R2R, nie szuka Pan magii w takich urządzeniach, nie brzydzi się wykorzystania DSP, to tak, Luxsin X8 będzie o 25% tańszym i jednocześnie lepiej wyposażonym wyborem.