Bowers & Wilkins Zeppelin Pro Edition – nowoczesna rzeźba czy selektywna ikona brzmienia?

Głośników Bluetooth – zwłaszcza tych autonomicznych, gabarytami i konstrukcją przypominających rozbudowane soundbary – na moim biurku niemalże się nie uświadczy. Wychodzę jednak z założenia, że ucieczka od rutyny i okazjonalne opuszczanie własnej strefy komfortu są zawsze mile widziane. A przynajmniej korzystne dla zachowania właściwej perspektywy recenzenckiej. Zwłaszcza, że w przypadku głośników zadanie jest dla mnie jeszcze trudniejsze, niż zazwyczaj, bo oparte wyłącznie na (jak udowodniliśmy już) wadliwej metodzie empirycznej.

Po cóż więc ją stosować? Poza oczywistym powodem braku jeszcze komory akustycznej do takich rzeczy, konieczne jest wytężenie całego swojego warsztatu. Wiedza i doświadczenia zebrane na co dzień z pomiarów, słuchawek i ogólnie sfery audio krystalizują się tutaj w formie niemalże wyzwania. A którego podejmować będę się pod kątem oceny głośnika Bowers & Wilkins Zeppelin Pro Edition.


Recenzja jest owocem płatnej współpracy z marką Bowers & Wilkins za pośrednictwem sieci salonów Top HiFi. Niniejszy sprzęt podesłano celem wykonania niezależnych, rzeczywistych testów użytkowych. W przypadku głośników póki co nie mam możliwości tworzenia powtarzalnych pomiarów weryfikacyjnych. Niemniej dołożyłem wszelkich starań, aby recenzja była jak najbardziej obiektywna.

 

Jakość wykonania i konstrukcja Bowers & Wilkins Zeppelin Pro Edition

Bowers & Wilkins Zeppelin Pro Edition to – jak deklaruje sam producent – udoskonalona wersja kultowego projektu, który przed laty zrewolucjonizował rynek domowego audio premium. Owa kultowość ma opierać się na unikalnym mariażu wyrafinowanego wzornictwa, funkcjonalności oraz bezkompromisowej wydajności. Ponieważ nie miałem okazji bezpośrednio testować poprzednich inkarnacji tego modelu, intencje inżynierów muszę częściowo odczytywać z obietnic marketingowych. No i oczywiście tego, co widzę przed sobą.

A co widzę?

Bardzo fajnie wykonany głośnik w formie tytułowego Zeppelina. Masywny, dobrze spasowany, choć w ramach swojej obudowy plastikowy. Solidna stopka, obsługa za pomocą przycisków oraz smartfona, funkcja Multiroom… jest dobrze.

Głośnik nie posiada żadnej baterii, więc wzorem Edifier MS50A jest maksymalnie żywotny. Sam się dezaktywuje, gdy nieużywany, a potem całkowicie wyłącza – wszystko w sposób inteligentny i dosyć intuicyjny.

Wzięcie go w ręce zdradza jednak określone decyzje inżynierskie. Głośnik bowiem niebezpiecznie przekręca się w dłoniach. Punktem ciężkości nie jest wcale stopka, a umiejscowienie elektroniki i rdzeni magnetycznych przetworników. Są one umieszczone pod kątem 45 stopni, a więc całość obraca się maskownicą do góry i plastikiem do dołu. Gdyby nie czyniło tego od razu w dłoniach, byłoby super. W rynkowej cenie oscylującej wokół 3000–3500 zł można dostać przyznam troszkę zawału.

W podanej wcześniej cenie otrzymujemy obietnicę:

  • ulepszonej, dojrzałej sygnatury brzmieniowej,
  • ikonicznej, choć unowocześnionej stylistyki,
  • zaawansowanych możliwości sieciowych w ramach rzeczonego ekosystemu multiroom.

Materiały promocyjne chętnie podkreślają fakt, że model ten rezonuje z potrzebami estetycznymi i życiowymi samego Davida Beckhama. Choć pod względem kariery i statusu materialnego daleko mi do p. Dawida, miło jest mieć świadomość, że muzyka odgrywa w naszym codziennym życiu równie centralną rolę.

Pytanie tylko, czy pod tą efektowną formą kryje się treść, która obroni się w surowym starciu z tradycyjnym audio.

 

Metodologia i warunki odsłuchowe

Brak możliwości podparcia się standardową procedurą laboratoryjną sprawia, że w przypadku Zeppelina Pro Edition muszę zdać się na klasyczny, krytyczny odsłuch. Jest to jedyna słuszna metoda, praktykowana przez praktycznie wszystkich recenzentów audio w Polsce. A także gloryfikowana przez nich z iście szamańskim uporem, choć jak wielokrotnie powtarzałem i powtarzam nadal: uszy nie są przyrządem pomiarowym.

Dlatego też aby zachować maksymalną rzetelność, głośnik został potraktowany dokładnie tym samym, wymagającym zestawem utworów testowych, który na co dzień służy mi do weryfikacji możliwości słuchawek. Doskonale to wszystko znam, wiem który utwór jakie cechy przetwornika stresuje, więc nie sposób nie usłyszeć problemów z zejściem czy terkotaniem przetwornika. Oczywiście o ile takowe będą tu miały miejsce.

Głównym poligonem doświadczalnym stał się jednak salon – to samo pomieszczenie, w którym od dłuższego czasu bezproblemowo pracują aktywne monitory Laudberg M1, towarzyszące telewizorowi Sharp. Niestety nie jest to ten słynny już, topowy model Panasonica, któremu kondycjonery kolory poprawiają, ale jakoś przeżyjemy.

Choć M1 kosztują ułamek ceny Zeppelina Pro Edition (ok. 700 zł, czyli blisko 1/5 budżetu), stanowią paradoksalnie znakomity punkt odniesienia. Grają w sposób pełny, z satysfakcjonującym, niskim zejściem, idealnie wpisując się w mody i akustykę pomieszczenia. Starcie z jednoczęściowym, lifestylowym systemem Bowersa zapowiadało się więc na intrygujący pojedynek tradycyjnej konstrukcji opartej typową kubaturę głośnikową z nowoczesnym i w pełni cyfrowym przetwarzaniem sygnału.

 

Charakterystyka brzmieniowa Bowers & Wilkins Zeppelin Pro Edition

Trzeba oddać konstruktorom Bowersa, że Zeppelin Pro Edition od pierwszych sekund stara się wycisnąć maksimum z ograniczeń swojej jednoelementowej bryły. Głośnik potrafi wykrzesać zaskakująco niski, nasycony pomruk w najniższych rejestrach, sprytnie wykorzystując bliskość ścian i podbicia akustyczne pomieszczenia. Na uznanie zasługuje również fokus na średnicy – wokaliza, zwłaszcza męska, podawana jest w sposób wyraźny, czytelny i stabilny.

Niestety, im głębiej wchodzimy w strukturę nagrań, tym wyraźniej zarysowują się kompromisy konstrukcyjne. Brzmienie Zeppelina Pro Edition bywa momentami skompresowane, o zauważalnie ograniczonej skali makrodynamicznej.

Pojawia się tu specyficzny paradoks: część instrumentów potrafi czytelnie „wystrzelić” przed szereg, podczas gdy całe tło muzyczne cofa się i zlewa w troszkę taką jakby matową masę.

W efekcie głośnik zachowuje się niestabilnie gatunkowo. W jednym utworze sprawia wrażenie wyprofilowanego głośnika centralnego o silnej orientacji na średnicę, by w innym, bardziej rozrywkowym repertuarze, przepoczwarzyć się w przygaszoną, lekko zamgloną „V-kę”. A potem bierzemy trzeci utwór i okazuje się, że talerze są czytelniejsze od reszty perkusji. Nie mocno, ale jednak.

Sama góra pasma też nosi znamiona specyficznego strojenia psychoakustycznego. Odnotować można słyszalny ubytek na przełomie wyższej średnicy i niskiego sopranu. Tworzy to wrażenie delikatnego „kocyka”, który wymusza na słuchaczu dłuższą adaptację. O ile w monitorach M1 przejście nad niedoskonałościami barwowymi do porządku dziennego następuje niemal natychmiastowo, o tyle Zeppelin Pro Edition zmusza nasz aparat słuchowy do ciągłej pracy nad kompensacją tych nierówności.

 

Architektura mocy i zachowanie dynamiczne

Największe zaskoczenie inżynieryjne – niestety in minus – pojawia się przy próbie weryfikacji potencjału dynamicznego. Producent deklaruje łączną moc na poziomie 240 W. W praktyce jest to prawdopodobnie suma zsumowanych mocy maksymalnych poszczególnych przetworników, która nie odnosi się do realnej wydajności prądowej wbudowanego zasilacza i stopni końcowych.

Podczas odsłuchów na całkowicie standardowych, wieczornych poziomach głośności (odpowiadających normalnemu oglądaniu filmu), w momentach mocniejszych uderzeń basowych dochodziło do zjawiska dynamicznego tłumienia (duckingu). Każde głębsze tąpnięcie dołu powodowało zauważalne, chwilowe przyciszenie reszty pasma, wywołując efekt zbliżony do agresywnie działającego limitera na wyjściu miksera. Przypomina to sytuację ze szkolnych dyskotek, gdzie przeciążone wzmacniacze nie nadążały z oddawaniem prądu do starych Altusów.

 

Stereofonia, przestrzeń i umiejscowienie

Z racji skupienia wszystkich przetworników w jednej, eliptycznej obudowie, klasyczna scena stereofoniczna w zasadzie tutaj nie występuje. Choć zaawansowane algorytmy DSP starają się sztucznie rozszerzyć panoramę, dźwięk bardzo niechętnie opuszcza fizyczne granice obudowy głośnika. Brak wyraźnej separacji kanałów sprawia, że lokalizacja źródeł pozornych w głąb i na boki jest mocno umowna, co wprost determinuje przydatność tego urządzenia w konkretnych scenariuszach użytkowych.

Mam wrażenie, że głośnik ten został zaprojektowany stricte do umiejscowienia właśnie pod telewizorem i poniżej osi uszu słuchacza. Sprzyja temu kąt 45 stopni. U mnie jednak sprawdził się lepiej, gdy miał więcej swobody, a jego poziom był na wysokości uszu. No i gdy słuchacz był znacznie bliżej Zeppelina, co wykluczałoby komfortowe korzystanie z telewizora 50+ cali.

Co ciekawe, znacznie lepiej spisywał mi się w biurze. Wady o których pisałem wcześniej się zacierały, ale nadal było słychać ewidentny charakter tego urządzenia. Nie jest to pokaz wierności, zwłaszcza że Zeppelin musiał rywalizować z M-Audio Forty Sixty jako punktem odniesienia. Salonowy styl zderzył się więc z utylitarnością głośników studyjnych. Może nieuczciwie, a może potrzebnie i słusznie.

M-Audio były bowiem wobec muzyki znacznie bardziej krytyczne, niż Zeppelin. Na nim z kolei wszystko brzmiało bezpiecznie, ale o dziwo właśnie dlatego – relaksacyjnie. Zupełnie tak, jakby miał to być głośnik intencjonalnie drugoplanowy. Do stylowego „plumkania” muzyką z tła. To ciekawa perspektywa, ale będąca powodem, dla którego nad tą recenzją spędziłem naprawdę dużo czasu. I to mimo braku pomiarów czy hektolitrów treści. Sprawdzanie wszystkich możliwych scenariuszy dla takiego urządzenia nie jest pstryknięciem palcem, ale odkrywanie go niedoskonałym empiryzmem było niezmiennie ciekawym i wymagającym uwagi procesem.

 

Zastosowania

Na tyle ciekawa, że nie dawała mi spokoju. Ale powodowała jeszcze bardziej mieszane uczucia. Nie pozwalały one ani na jednoznaczne skrytykowanie Zeppelina, ani na jego gloryfikację.

Ewidentnie widać, że Bowers & Wilkins Zeppelin Pro Edition to produkt, w którym lifestylowy luksus, prestiż marki i świetny, nowoczesny design wyraźnie zdominowały purystyczne podejście do inżynierii dźwięku. Płacimy tu przede wszystkim za formę, jakość wykończenia oraz integrację z bezprzewodowym ekosystemem producenta. Od strony brzmieniowej, w kontekście kwoty ponad 3000 zł, głośnik pozostawia jednak pewien niedosyt.

Mimo wad, można dla niego wskazać jasne, pragmatyczne zastosowania, pod warunkiem świadomego podejścia do jego konfiguracji:

  • Zastosowanie gabinetowe/biurowe: Jako prestiżowy element wystroju wnętrza, służący do odsłuchu muzyki tła (ambient, jazz, wokale) na niskich poziomach głośności, gdzie limiter nie jest aktywowany lub po prostu tak mocno słyszalny.
  • Salonowy system multiroom: Dla osób ceniących minimalizm, które nie chcą rozstawiać tradycyjnych kolumn 2.0 i godzą się na kompromis przestrzenny w zamian za wygodę obsługi ze smartfona.
  • Kompensacja akustyczna (Wymagane EQ): Aby wycisnąć z Zeppelina Pro Edition maksimum poprawności, konieczna jest korekcja programowa w dedykowanej aplikacji producenta. Sugeruje się delikatne złagodzenie pasma basowego (co odciąży zasilacz i przesunie próg zadziałania limitera). Jest to dość prosta regulacja, więc subtelne podbicie przełomu średnicy i góry, w celu usunięcia wspomnianego „kocyka” i wyrównania balansu tonalnego może nie być niestety możliwe.

 

Podsumowanie

Bowers & Wilkins Zeppelin PRO to bez wątpienia zjawiskowy element wystroju nowoczesnego wnętrza i prestiżowy gadżet. Choć głośnik broni się nienagannym wykonaniem, czytelną średnicą pod męskie wokale oraz wygodą bezprzewodowego ekosystemu, to fizyczne ograniczenia jednej obudowy, uproszczona stereofonia i agresywnie reagujący na bas limiter prądowy przypominają o lifestylowym przeznaczeniu tej konstrukcji.

Nie jest to produkt dla osób szukających bezkompromisowej wierności tradycyjnego stereo, a raczej propozycja dla amatorów dźwiękowego wzornictwa, stawiających minimalizm i design ponad purystyczne podejście do muzyki. Aby wycisnąć z niego maksimum kultury, kluczem będzie przede wszystkim eksperymentowanie, aby umiejscowieniem wymusić na nim jak najlepszą barwę. Dlatego też zdecydowałem się na pingwinka z wiaderkiem. To sprzęt o bardzo specyficznym, niszowym zastosowaniu dla konkretnego klienta, dlatego każdy musi podejść do niego indywidualnie.

Dla kogoś, kto szuka bezkompromisowego audio – prawdopodobnie jest to zły adres. Ale dla kogoś, kto szuka designerskiej, markowej rzeźby do salonu, która ma po prostu grać w tle do kawy i nie szpecić pokoju kablami, Zeppelin PRO może być trafionym wyborem. Takie ujęcie rzeczy chyba najbardziej oddaje istotę tego produktu i jego lifestylowy kompromis.


Sprzęt dostępny jest w sieci sklepów Top Hi-Fi w cenie 3500 zł, a także w innych sklepach w kraju. (sprawdź najniższą cenę i dostępność)


Dane techniczne

Zaczerpnięte bezpośrednio ze strony dystrybutora:

  • Moc wzmacniacza: 240 W
  • Pasmo przenoszenia: 35 Hz – 24 kHz
  • AirPlay 2: Tak
  • Bluetooth: Tak (aptX™ Adaptive)

 

Platforma testowa

Poniżej sprzęt, który w największym stopniu został wykorzystany do napisania powyższej recenzji, jak również wykorzystywana muzyka i inne przydatne informacje.

  • Interfejsy studyjne: Motu M4
  • DAC/AMP: Loxjie D40 Pro, Luxsin X8
  • Mobilne DAC/AMP: FiiO KA13
  • Nadajniki Bluetooth: Asus BT400, Intel AX210, Realme 16Pro+
  • Słuchawki testowe pełnowymiarowe: Audio-Technica ATH-S300BT, ATH-M50x, Sennheiser HD 660S2
  • Słuchawki testowe typu IEM: Beyerdynamic DT 30 IE
  • Monitory odsłuchowe: M-Audio Forty Sixty
  • Okablowanie testowe: własne okablowanie testowe i słuchawkowe z linii kabli Audionum oraz Fanatum
  • Kondycjonowanie prądu: brak (instalacja dostosowana już specjalnie pod audio)
  • Muzyka wykorzystywana w trakcie testów: przeważnie gatunki elektroniczne, z obecnością również albumów klasycznych, neoklasycznych, jazzu, muzyki wokalnej i rocka. Format FLAC 24/48, OGG, WAV.

Serdeczne podziękowania dla sieci salonów Top Hi-Fi & Video Design za użyczenie Audiofanatykowi sprzętu do testów.

Jakub Łopatko
Jakub Łopatko

Właściciel portalu Audiofanatyk™ i autor wszystkich ukazujących się na jego łamach publikacji. Pasjonat tematyki audio: słuchawek, głośników, akustyki i samego dźwięku. Z zamiłowania grafik komputerowy oraz fan zdrowego jedzenia i wypraw rowerowych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *