Cambridge Melomania A100 – niby wszystko dobrze, ale nie do końca

Cambridge Melomania A100 to słuchawki wireless oferowane w formie można powiedzieć klasycznej, mniej dyskretnej od chwalonych przeze mnie M100. Trudno powiedzieć natomiast, czy to model równorzędny do M100, następca, czy tańsza alternatywa. Jest tu bowiem trochę sprzeczności, które mnie osobiście bardziej pchają w stronę M100 lub innych modeli dostępnych na rynku, ale nie uprzedzajmy może faktów.


Recenzja dotyczy prywatnego egzemplarza należącego do jednego z moich czytelników, który pragnie zachować anonimowość. Serdecznie dziękuję mu za możliwość przeprowadzenia testów. Jeśli posiadacie sprzęt, którego jeszcze nie recenzowałem i chcecie, abym przeprowadził jego pełną i niezależną ekspertyzę, serdecznie zachęcam do zgłoszenia go na oficjalne testy i pomiary

 

Jakość wykonania, ergonomia i wyposażenie Cambridge Melomania A100

Konstrukcyjnie słuchawki prezentują poprawny, rynkowy standard, choć diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach i bezpośrednich porównaniach z rynkowymi rywalami. A nawet własnymi produktami.

Pod kątem czystej wygody i ergonomii Cambridge Melomania A100 wypadają w uszach całkowicie bezproblemowo. Korpusy zostały wyprofilowane w sposób taki, że do istniejących już (mniej więcej oczywiście) korpusów z M100 dorobiono wystające „patyki”. Niemniej wygoda została zachowana i jest całkiem dobra.

Czas pracy na jednym ładowaniu również nie daje powodów do narzekań (11 godz. bez ANC). Pozwala na swobodne, codzienne użytkowanie bez nerwowego zerkania na stan baterii.

Niedosyt pozostawia za to samo etui ładujące. W bezpośrednim zestawieniu ze starszym modelem M100 wyraźnie widać, że jego możliwości i pojemność zostały zauważalnie ograniczone. To niezrozumiały regres – recenzowane wcześniej M100 tego samego producenta nie tylko oferują w tym aspekcie lepszą specyfikację (52 vs 39 godz. łącznego czasu pracy bez ANC). Są lepsze również pod względem ogólnej ergonomii codziennego użytkowania.

Wszystko rozbija mi się tu o wyjmowanie słuchawek z etui. Czynność ta jest absolutnie koszmarna. Muszę wbijać dosłownie palce w etui, aby słuchawkę wyciągnąć, używając przy tym dużej siły ścisku. Mając spocone ręce i nabrzmiałe palce od maszerowania w słońcu (krew spływająca do kończyn), zadanie to okazuje się jeszcze trudniejsze. Nie pamiętam aby w M100 mi się tak działo. Liberty 5 wyciąga mi się dobrze, AeroClip to już w ogóle poezja. A tutaj? Walka o wyjęcie słuchawek nie wiadomo z jakiego powodu.

W praktyce wyglądało to tak, że słuchawki podczas wyciągania po 5 mm uniesienia wyślizgiwały się z palców. Następnie wpadały z głośnym kliknięciem ponownie do etui. Konieczne było ich „wyciągnięcie z obrotem”, aby przynajmniej zaczepiły się tipsami o krawędź etui.

Wyposażenie mamy zaś standardowe: tipsy silikonowe oraz kabelek ładowania. Wszystko ładnie zapakowane, ekologicznie, czyli dobry tenże standard.

 

Sprawność układu ANC i elektronika

Największe zastrzeżenia w trakcie testów wzbudziła kultura pracy pokładowej elektroniki, a w szczególności algorytmów odpowiedzialnych za aktywną redukcję szumów. Układ ANC w modelu A100 nie należy do tytanów skuteczności. Oferuje zaledwie poprawne tłumienie, które w głośniejszym otoczeniu miejskim może okazać się niewystarczające.

Dodatkowo system potrafi zachowywać się kapryśnie. Funkcja automatycznego wykrywania środowiska miewa tendencje do nieprzewidywalnych reakcji na zmienne bodźce zewnętrzne. Zaś lekkie wyślizgiwanie się z kanałów powoduje, że system ANC się chwilowo wyłącza. Wszystko to objawiło mi się w warunkach „na trasie”. Mam tu na myśli długie spacery po 14-16 km albo jazdę na rowerze 20+ km. A więc gorąc, pot i żelazną wolę.

Ponownie punktem odniesienia stają się tańsze Soundcore Liberty 5. W tych samych scenariuszach drogowych wykazują się znacznie większą stabilnością sygnału. Do tego wyższą kulturą pracy algorytmów oraz bezwzględnie mocniejszą izolacją od dźwięków otoczenia.

W Cambridge wykryłem również jeszcze jedną rzecz – słyszalne przebicia lewej słuchawki, które znikają gdy sprzęt się już połączy. Prawa słuchawka zachowuje się w tym względzie nienagannie. Przy słuchawkach kosztujących prawie 600 zł raczej nie powinno mieć takie coś miejsca.

 

Jakość dźwięku Cambridge Melomania A100

Osobiście spodziewałem się powtórki z Melomanii M100. W rzeczywistości okazało się, że o ile fundament w Cambridge Melomania A100 jest podobny, zbudowano na nim nieco inne kondygnacje.

 

Bas

Analiza techniczna – Bas w takich słuchawkach jest zawsze wymuszony przez fizykę małej komory przetwornika dokanałowego. Mimo to wykazuje dwoistą naturę, zależną od wybranego trybu pracy układu DSP. W trybie pasywnym, czyli bez aktywnej redukcji szumów, dolne rejestry charakteryzują się wzorową wręcz liniowością. Pasmo rozciąga się płasko aż do granicy słyszalności w okolicach 20 Hz, zachowując stabilne wyrównanie w całym przedziale subbasu i basu właściwego.

Sytuacja ulega diametralnej zmianie po uruchomieniu trybu aktywnego z redukcją hałasu. System nakłada wówczas potężną kompensację niskich częstotliwości, tworząc masywną poduszkę basową z punktem szczytowym ulokowanym w rejonie 35 Hz. Wzmocnienie to zbiega się stromo w kierunku niskiej średnicy, krzyżując się z przebiegiem podstawowym już powyżej 100 Hz, co wskazuje na intencjonalne, cyfrowe pompowanie skrajów pasma w celu zrównoważenia strat akustycznych w głośnym otoczeniu.

Subiektywny odsłuch – W praktyce odsłuchowej bez systemowego wsparcia bas zachowuje się niezwykle kulturalnie i precyzyjnie. Ma odpowiednią twardość, nie przelewa się i nie wykazuje tendencji do dudnienia. Z kolei aktywacja systemu redukcji hałasu natychmiast przesuwa akcent w stronę kinowego, troszkę takiego wręcz subwooferowego tąpnięcia. Subbas zaczyna dominować, oferując potężny, fizycznie odczuwalny nacisk na błonę bębenkową. Zjawisko to, choć niezwykle efektowne w muzyce elektronicznej czy filmowej, ze względu na mocne nachylenie zbocza potrafi nieznacznie odchudzić wyższe partie basu, odbierając instrumentom strunowym część ich naturalnego, pudłowego wypełnienia.

 

Tony średnie

Analiza techniczna – Średnie tony ujawniają wyraźną anomalię konstrukcyjno-strojeniową na przełomie niskiego średniotonowego podzakresu. W okolicach 500-600 Hz widoczne jest wyraźne wycofanie energii, po którym następuje gwałtowne, strome odbicie w rejonie 800 Hz – 1 kHz. Wyższa średnica z kolei bardzo precyzyjnie realizuje założenia kompensacji dla symulatora ludzkiego ucha, wznosząc się anatomicznie ku szczytowi w przedziale 3,5-4 kHz. Taki zabieg ma na celu zasymulowanie naturalnego wzmocnienia, jakie wprowadza małżowina oraz przewód słuchowy, jednak bliskość sąsiadującej doliny w niższych rejestrach tworzy silny kontrast strukturalny.

Subiektywny odsłuch – Średnica stawia na pierwszym miejscu czystość oraz bezwzględną selektywność wokali. Dzięki wzmocnieniu w wyższym podzakresie głosy – zwłaszcza kobiece – są podawane blisko, wyraźnie i ekspresyjnie. Odchudzenie pasma w okolicy 500 Hz skutecznie eliminuje efekt tzw. „pudełkowatości” i zamulenia dźwięku. Ceną za taką prezentację jest jednak utrata pełnej plastyczności i ciepła. W trybie aktywnym, gdzie potężny subbas sąsiaduje z odchudzonym dolnym środkiem, odczuwa się pewien dystans emocjonalny w partiach męskich wokalistów oraz instrumentów dętych.

 

Sopran

Analiza techniczna – W zakresie 6–9 kHz obserwujemy głębokie, gwałtowne załamanie pasma z dnem rezonansowym w okolicy 8 kHz. Tuż za nim mamy ostre wybicie o charakterze szpilki, zlokalizowane precyzyjnie między 10,5 a 11 kHz. Biorąc pod uwagę psychoakustykę oraz fakt zbierania danych z symulatora ludzkiego ucha, tak głęboki dół w rejonie sybilacyjnym działa jak filtr zapobiegający ostrości, wywołując jednocześnie efekt maskowania częstotliwości dla następującego po nim rezonansu. Ludzki słuch nie jest w stanie w pełni skompensować tak drastycznego, wąskopasmowego skoku energetycznego na przestrzeni niespełna dwóch kH.

Subiektywny odsłuch – Wysokie tony notują dwubiegunowy charakter. Z jednej strony słuchawki są całkowicie wolne od nieprzyjemnych, syczących akcentów i szorstkości w głoskach „s”, „c”, „z” – co zawdzięczamy celowemu wygaszeniu okolic 8 kHz. Z drugiej strony, potężna szpilka w rejonie 11 kHz nadaje brzmieniu specyficzny, krystaliczny, wręcz metaliczny blask. Talerze perkusyjne oraz partie syntezatorowe zyskują lekką nutę nienaturalności. Sopran nie jest liniowy; bywa chimeryczny i potrafi zaskoczyć sztucznym, napowietrzonym pierwiastkiem, który jednych zachwyci ilością informacji, u innych zaś wywoła poczucie zmęczenia po dłuższym czasie obcowania z tak zdefiniowanym detalem.

Niestety moja skromna osoba zalicza się do tego drugiego grona, choć na początku było fajnie. Ale im dalej w las, tym niestety moje zmęczenie rosło.

 

Wrażenia sceniczne

Sposób kształtowania przestrzeni jest bezpośrednią pochodną geometrii pasma przenoszenia. Wycofanie okolic 500 Hz w połączeniu z rozświetloną górą w rejonie 11 kHz daje dobre poczucie napowietrzenia i szerokości sceny. Słuchawki grają z dystansem, rzucając dźwięki szeroko na boki i tworząc czytelną, choć nieco sztuczną głębię.

Separacja źródeł pozornych stoi na wysokim poziomie – każdy instrument ma wokół siebie sporo wolnej przestrzeni, co przy konstrukcji dokanałowej jest osiągnięciem godnym odnotowania, nawet jeśli odbywa się to kosztem spójności pierwszego planu.

 

Całościowy odbiór psychoakustyczny

Z perspektywy psychoakustycznej model ten oferuje brzmienie na wskroś nowoczesne i skrojone pod współczesne realia użytkowe. W środowisku miejskim, przy włączonym układzie ANC, potężnie podbity subbas idealnie niweluje niskoczęstotliwościowy szum ulicy lub pociągu. Jednocześnie jasna, przestrzenna góra bez trudu przebija się przez basowy fundament, gwarantując stałą czytelność przekazu. W cichym pomieszczeniu daje to jednak obraz dźwięku mocno V-kształtnego, z wyraźnym rozwarstwieniem na potężny dół, wycofany niski środek oraz czytelną, momentami przesadnie wyeksponowaną górę.

Odsłuchowo obcowało mi się z Cambridge Melomania A100 raz znośnie, raz dobrze. Słuchawki nie zachwyciły mnie czymś nowym albo spektakularnym, ale i nie odrzuciły jednoznaczną wadą dźwiękową. Teoretycznie największym ich plusem jest sceniczność, ale nie umiem patrzeć na słuchawki w sposób tak wybiórczy, aby pominąć strojenie i przyjemność. To musi działać wspólnie, jak małżeństwo. Ktoś powie, wtórując za recenzentami audio z branżowych portali, że przyjemności nie da się zmierzyć. Otóż da się. Właśnie wykazaliśmy które elementy Cambridge Melomania A100 są męczliwe na dłuższą metę. Połączcie to z indywidualną izofoną, którą też da się zmierzyć, a uzyskujecie pełen obraz męczliwości lub jej braku dla A100.

Dlatego też nie jest możliwa w 100% jednoznaczna, uniwersalna i kategoryczna ocena właściwości tych słuchawek względem spodziewanego samopoczucia. Rejony w których A100 je wykazują są notorycznie w obrębie danych wysoce indywidualnych i niepewnych. M100 również wykazywały się podbiciem po progu 10 kHz, też mieliśmy dno rezonansowe, a jednak po drodze więcej energii pompowano w równość przekazu. Na wykresie obie pary wydają się więc podobne, póki nie zaczniemy tego analizować krytycznie pod kątem anatomii.

 

Całościowa ocena techniczna

Jeśli natomiast skupić się na sferze czysto technicznej, tu już ocena jest znacznie bardziej jednoznaczna. Projekt akustyczny tych słuchawek opiera się na radykalnych kompromisach i zaawansowanej inżynierii DSP, rezygnując z purystycznej wierności na rzecz konkretnych efektów brzmieniowych. Konstrukcyjny rezonans sopranu na 11 kHz oraz głęboki spadek w rejonie 500 Hz i 8 kHz to świadome anomalie, a nie przypadkowe błędy.

Słuchawki technicznie powielają właściwości modelu M100, dodając jednak bardziej agresywnego, nowoczesnego przyprawienia barwy. Przetwornik charakteryzuje się świetną powtarzalnością i niskimi zniekształceniami, dzięki czemu potrafi utrzymać w ryzach tak skrajne strojenie bez popadania w chaos. Osobiście podejrzewam, że w jednym i drugim modelu siedzi dokładnie ten sam przetwornik. Producent zmienił jedynie nieco strojenie w DSP i do gołych „muszelek” dorobił „patyki”.

Nie pasuje mi tu tylko czas pracy na baterii, który z jednej strony z ANC zyskał dodatkową godzinę, ale mocno ograniczono etui. Jeden krok do przodu, dwa do tyłu? Dziwne. No ale cóż, nie ja to konstruowałem, nie ja tu decydowałem. Z analitycznej perspektywy własnej mogę tylko oceniać i zgadywać, choć wbrew obiegowym opiniom nie posiadam ponad wszystko zdolności profetycznych.

 

Najlepsze zastosowania i opłacalność

Słuchawki najlepiej sprawdzą się jako zaawansowany kompan codziennych podróży, w ruchu miejskim oraz podczas treningów, gdzie dynamiczny, konturowy charakter dźwięku z włączonym ANC spisuje się doskonale.

Do krytycznych, domowych odsłuchów i poszukiwania naturalnej barwy instrumentów, słuchawki te bezwzględnie wymagają selektywnej korekcji EQ. Wskazane jest programowe złagodzenie w okolicy 11 kHz, delikatne podciągnięcie dolnej średnicy (500 Hz) oraz utemperowanie subbasowego podbicia w trybie aktywnym, co pozwoli na ujednolicenie i urealnienie struktury tonalnej tego modelu. W praktyce jest to nieopłacalne, bowiem Cambridge celowo stroi tak swoje słuchawki, nadając im ten typowy, nowoczesny sznyt.

Jednocześnie do krytycznych odsłuchów osobiście wybrałbym bez wahania Beyerdynamic DT 30 IE albo KZ ZVX, oba z modułami TWS. W każdym z tych przypadków uzyskamy lepsze efekty końcowe, a wciąż mieszcząc się w budżecie.

Największym deal breakerem dla modelu A100 jest jednak egzystencja modelu M100, który uważam za po prostu ciekawszy.

Z alternatyw rozważałbym jeszcze Soundcore Liberty 5. Na EQ custom lub nawet prostym obniżeniu ich o pół tonu również grają ciekawie w moich gatunkach, a są tańsze. Do tego:

  • mają rozbudowaną aplikację,
  • działają o godzinę dłużej na baterii (12 vs 11 godz.),
  • oferują lepsze ANC i ergonomię.

Znaki zapytania zostawia troszkę temat obsługi klienta i wsparcia (opisywana na stronie producenta jako wyśmienita). Jak można wyczytać w sieci, a dokładniej na portalu Pepper:

Recenzja Cambridge Melomania A100

Natomiast z rekomendacjami też bywa różnie:

Recenzja Cambridge Melomania A100

Są to spostrzeżenia typowo skrajnie osobiste i subiektywne. A jak widać na przykładzie Liberty 5, znajdą się opłacalne alternatywy i jest to też opinia innych portali zajmujących się recenzjami (też cokolwiek by o nich nie mówić).

 

Podsumowanie

Choć teoretycznie na papierze wszystko wygląda z Cambridge Melomania A100 dobrze, w praktyce brakowało mi tu postawienia dwóch kropek nad dwoma „i”.

Jedną z nich są poprzedniki tego modelu, czyli Melomania M100. Słuchawki już nieprodukowane, ale moim zdaniem akustycznie bardziej dojrzałe. Nie wiem doprawdy czemu zaprzestano ich produkcji.

Drugą kropką są testowane niedawno Beyerdynamic DT 30 IE, które – choć nie są TWSami – swoim strojeniem na umiejętnie dobranych tipsach kreują niemalże referencję. Bezlitośnie ujawniły one wszystkie tendencje i naleciałości obecne w A100. Jeśli podczas pisania recenzji, to właśnie one zostały się w moich uszach, mówi to samo za siebie.

Finalnie, łącząc obie literki i łańcuchem mego subiektywizmu, wyszedł umlaut. Wniosek, że Cambridge Melomania A100 to trochę bardziej nowoczesne podejście do tematu M100, ale przede wszystkim produkt, który dryfuje wraz z nurtem rynkowym pośród setek innych, podobnych im produktów. Czy ma nad nimi przewagę? Trudno powiedzieć, jeśli uwzględnimy to, co mówią na temat obsługi klienta ich użytkownicy, a także problem z przebiciami.

Dlatego też słuchawkom tym najbardziej wypada nadać pingwinka z wiaderkiem, pod którym mamy tak naprawdę kolejne słuchawki dokanałowe TWS. Nie są złe, definitywnie nie są też tragiczne, mają swoje atuty, ale czy i wyróżniki na wagę pozytywnej decyzji zakupowej? Poza sceną – nie wiem, ale o tym niech każdy sam zadecyduje. Ja osobiście wolałbym się bawić DT 30 IE, w których może i jest kabel, ale jednak jakoś tak to wszystko pewniejsze i solidniejsze.


Słuchawki można kupić bezpośrednio na stronie producenta za 139 € (w promocjach za 89 €).


Dane techniczne

Zaczerpnięte ze strony producenta:

  • Przetworniki: 10 mm dynamiczne, na magnesach neodymowych, pochodzące z recyklingu
  • Czas pracy na baterii: do 11 godzin (NORMAL)
  • Całkowity czas pracy: do 39 godzin (21 godzin z ANC)
  • Czas ładowania do pełna: 1,1 godziny
  • Izolacja od otoczenia: Qualcomm™ Adaptive Active Noise Cancelling
  • Ilość mikrofonów: po 3 na słuchawkę
  • Procesor rejestracji mowy: Qualcomm® cVc™ Echo Cancelling and Noise Suppression (ECNS)
  • Wersja Bluetooth: 5.4 (aptX™ Lossless i Adaptive, LDAC, AAC, SBC)
  • Procesor dźwiękowy: Qualcomm QCC3091, Powerful tri-core processor architecture – supporting complex use cases Dual core 32-bit processor application subsystem (up to 80MHz) Single core 240 Mhz configurable Qualcomm® Kalimba™ DSP audio subsystem
  • Praca z aplikacją Melomania Connect App: tak
  • EQ: tak (via aplikacja)
  • Niska latencja: tak (<80ms – Gaming Mode aktywowalny w aplikacji)

 

Dane pomiarowe

Dane pomiarowe widoczne w tej recenzji można znaleźć w formie interaktywnej w Laboratorium słuchawek IEM, wybierając dokładnie ten model sprzętu z listy rozwijanej.

Pasmo przenoszenia dla obu trybów:

Zniekształcenia dla obu trybów:

CSD dla obu trybów:

 

Platforma testowa

Poniżej sprzęt, który w największym stopniu został wykorzystany do napisania powyższej recenzji, jak również wykorzystywana muzyka i inne przydatne informacje.

  • DAC/ADC/AMP: Motu M4, Tempotec Sonata BHD Pro, FiiO KA13, AF DA 500, AF HA500
  • Nadajniki Bluetooth: Asus BT400, Intel AX210, RealMe 9Pro+
  • Słuchawki testowe: KZ ZVX, KZ ZSX + TRN BT20 Pro, Beyerdynamic DT 30 IE, Sony MH1
  • Monitory odsłuchowe: M-Audio Forty Sixty
  • Kondycjonowanie prądu: brak (instalacja dostosowana już specjalnie pod audio)
  • Muzyka wykorzystywana w trakcie testów: przeważnie gatunki elektroniczne, z obecnością również albumów klasycznych, neoklasycznych, jazzu, muzyki wokalnej i rocka. Format FLAC 24/48, OGG, WAV.

Jakub Łopatko
Jakub Łopatko

Właściciel portalu Audiofanatyk™ i autor wszystkich ukazujących się na jego łamach publikacji. Pasjonat tematyki audio: słuchawek, głośników, akustyki i samego dźwięku. Z zamiłowania grafik komputerowy oraz fan zdrowego jedzenia i wypraw rowerowych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *