Arini Audio Individual, a właściwie Arini Audio Individual Ultimate Ether XLR4p – 2 x SN-8-4 P, to kabel, który pierwotnie winien znaleźć się w wielkim teście kabli audiofilskich. Przyznam jednak, że nie zgłosiłem się po niego oficjalnie, więc nie było tu absolutnie żadnej złej woli po stronie producenta. Miałem wówczas już dość przepraw w temacie wypożyczeń bezpośrednio od wytwórców. Ale nic straconego, bo okazja na testy sama się nadarzyła.
Pierwotnie planowałem potraktować ten kabel tylko jako dodatek do podesłanych słuchawek Ether Flow 1.1. Jednocześnie miał to być wzorzec pinoutu dla kabla oraz adapterów, jakie właściciel kabla chciał u mnie zamówić. Moje nastawienie zmieniło się, gdy przeczytałem na stronie producenta takie zdanie, cyt.:
„Zachęcam do pisania własnych mini recenzji na temat zakupionych rozwiązań.”
Postanowiłem uczynić zadość prośbie i potraktować jego kabel z należytą uwagą, jako pełnoprawny komponent audio. Potem zdecydowałem się porównać uzyskane dane z jego obietnicami oraz deklaracjami. Wyszedł mi z tego potężny protokół rozbieżności, a w rezultacie obszerna analiza śledcza oparta na sukcesywnym fact-checkingu w kontekście fizyki, a nawet psychologii. Nie tylko rozmontowująca – w przenośni, z racji dużej ilości kleju na gorąco – kabel Arini Audio Individual na części pierwsze, ale i stojące za nim mechanizmy oraz powielane często prawidła audiofilskie zbudowane wokół mitu, że tego czy owego nie da się zmierzyć.
Recenzja dotyczy prywatnego egzemplarza należącego do jednego z moich czytelników, który pragnie zachować anonimowość. Stąd m.in. zamazane numery seryjne okablowania. Jeśli posiadacie sprzęt, którego jeszcze nie recenzowałem i chcecie, abym przeprowadził jego pełną i niezależną ekspertyzę, serdecznie zachęcam do zgłoszenia go na oficjalne testy i pomiary.

Co składa się na idealny kabel słuchawkowy
Recenzję zacznę troszkę nietypowo, bo idealizując. Tytułowy idealny, poprawnie złożony kabel słuchawkowy powinien za każdym razem pełnić dwie najważniejsze funkcje:
- Poprawnie transmitować sygnał analogowy.
- Być przy tym na tyle ergonomicznym, aby nie powodować problemów z użytkowaniem słuchawek.
Między tymi dwoma punktami nie ma spójnika „lub”, tudzież „albo”. Są to cechy nierozłączne.
Kabel, który prawidłowo przesyła sygnał, ale jest beznadziejny użytkowo, nie spełnia swojej roli w zastosowaniach słuchawkowych i będzie nas na osi czasu tylko irytował. Chociażby z tytułu świadomości, że zapłaciliśmy za własny dyskomfort użytkowy. Słuchawki są przez taki kabel z reguły cięższe, ruchy głową utrudnione, a pociągnięcia za kabel są w stanie przesunąć nam słuchawki na głowie. To tak nie powinno działać.
Z kolei kabel, który jest super ergonomiczny, ale powoduje określone problemy z sygnałem audio, również nie nadaje się do użytkowania. Cóż z tego, że jest wygodny i użytkowo idealny, skoro słuchawki nie pracują z nim prawidłowo?
Ideałem jest więc zjeść ciastko i mieć ciastko – uzyskać kabel, który zarówno bardzo fajnie wygląda, dobrze się układa, nie mikrofonuje, jest trwały i lekki, a do tego prawidłowo przewodzi sygnał. Jeśli dany kabel ma wprowadzać do dźwięku zmiany, wówczas musi być to dokładnie udokumentowane. Innymi słowy, jako klienci mamy wiedzieć dokładnie co kupujemy i na jakiej zasadzie to działa. Tym podejściem kieruję się przy recenzji każdego okablowania audio.
Konstrukcja i jakość wykonania kabla Arini Audio Individual Ultimate
Producent chwali się na swojej stronie nietuzinkową wręcz wyjątkowością swojego wyrobu już na samym etapie jego projektowania, cyt.:
„Moje rozwiązania produkowane są we własnej manufakturze z zastosowaniem najnowszych technologii. W tym tkwi przewaga. Kable AriniAudio wykonywane są dla zaspokojenia często wyrafinowanych, specyficznych i indywidualnych potrzeb moich Klientów. Nadto ręczna produkcja pozwala na prowadzenie 100% kontroli jakości dla każdego egzemplarza i na każdym etapie jego powstawania.”
Niestety nie wiemy o jakie technologie chodzi, ale idąc dalej, cyt.:
„Jako jedyna firma oferuję zaprojektowanie Twojego przewodu od podstaw i o ściśle określonym brzmieniu. Wykonawca, realizator czy entuzjasta dobrego dźwięku może zamówić dla siebie kable Individual o niepowtarzalnych właściwościach i dopasowane do barwy głosu, systemu muzycznego, studia nagrań czy domowego systemu audio. Tą niepowtarzalną okazję wykorzystało już z wielkim sukcesem wielu moich Klientów wyciskając ze swoich urządzeń 100% ich możliwości.”
Co więcej, w zakresie samego kabla uchyla nam się rąbka tajemnicy również w ramach jego materiałów, znów cyt.:
„Opracowałem przewód Individual zupełnie od podstaw. Zastosowałem super czystą miedź o wielkich ziarnach, którą pokrywam srebrem. Taką, którą stosuję do budowy przewodów sygnałowych Eternel.”
Wnioskując z tego fragmentu, producent nie jest tylko i wyłącznie wytwórcą-konfekcjonerem, ale posiada rzeczywiście własną manufakturę i produkuje przewodnik samodzielnie, własnoręcznie napylając misternie owe wielkie ziarna miedzi srebrem. Czapki z głów, jeśli jest tak naprawdę, bowiem sam koszt takich maszyn jest przepotężny i zupełnie nie odzwierciedla go ostateczna cena okablowania.
Czemu podałem warunek prawdziwości? Wynika to z wypowiedź jednego z forumowiczów jego (nieaktywnego od paru lat) fanklubu na pewnym forum audio, który w 2021 roku pisał o „odkryciu” producenta stosowanych przez Arini Audio wtyków XLR w 2019 roku. Dla pewności porównałem prezentowane opisy producenta o własnej manufakturze z danymi z archive.org z 2019 roku – tekst nie zmienił się ani o przecinek.
Brak cech filtra RLC
Producent pisał o niepowtarzalnych właściwościach, uwzględniających barwę głosu czy nawet studio nagrań. Buduje to w głowie potencjalnego nabywcy obraz, jakoby jego kable pełniły funkcję EQ lub filra RLC. W praktyce musiałoby to oznaczać:
- albo aktywne układy DSP,
- albo dokładanie kondensatorów, cewek i rezystorów, upychając je np. gdzieś we wtyku,
- ew. zastosowanie np. kilkuset metrów przewodnika, tudzież ułożenie go w bębnie niczym wspomnianą cewkę.
Testowany kabel Arini Audio Individual nie posiada takowych właściwości. Nie ma tu DSP, a jego parametry RLC nie są wyskalowane. Zmierzone przeze mnie wartości (0,028 nF, 0,3-0,5 Ω) są jak najbardziej w porządku. Kabel nie próbuje więc udawać prymitywnej zwrotnicy. Jest też zbyt krótki, więc nie można mówić tu o popularnej w światku kablofilskim „teorii ostatniego metra”:

Pomiar rzeczywistych wartości kabla wykonałem jednak z dwóch bardzo konkretnych powodów:
- aby upewnić się, że rzeczywiście mamy tu do czynienia z kablem, a nie wspomnianą pseudo-zwrotnicą,
- żeby nie było wątpliwości względem jego parametrów elektrycznych przed wykonaniem pomiarów akustycznych.
Z tym ostatnim chodzi o to, że wg kablofilskich dogmatów, jeśli testowany kabel ma wspomniane 0,028 nF, a drugi będzie miał np. 0,056 nF, to jest to namacalny dowód na to, że oba „zagrają” inaczej tylko dlatego, że się różnią. Całkowicie pomija się tu skalę i punkt odniesienia, ale czyni się to celowo.
Dla osób, które nie do końca rozumieją o co chodzi, już tłumaczę. Różnice w pojemnościach na poziomie nanofaradów przy tak krótkim odcinku nie mają prawa wpłynąć na pasmo przenoszenia w zakresie słyszalnym. Niezależnie od stopnia zaawansowania aparatury weryfikującej. To czysta, elementarna fizyka. Każdy rzetelny inżynier elektroakustyki czy laborant zajmujący się pomiarami przewodników podpisze się pod tym obiema rękami.
Ergonomia to sugestia
Z kablem Arini Audio Individual rzecz rozbija się na tym etapie głównie o ergonomię, która niespecjalnie stoi na pierwszym miejscu.

Kabel jest bardzo sztywny i oparty na grubej otulinie, przypominającej trochę mleczny wężyk do akwarium. Tudzież przewód paliwowy do małych silników spalinowych. Dodatkowo został zabezpieczony z zewnątrz oplotem typu PET, który jeszcze bardziej go usztywnia.

Wężyk można zgnieść w palcach, co sugeruje, że w środku mamy izolator powietrzny (tzw. „audiofilskie powietrze”). Potwierdza to inspekcja wykonana za pomocą profesjonalnej latarki rowerowej wielkiej mocy Sigma Buster 1600. Widać wyraźnie pod światło, że przewody znajdujące się w środku kabla nie zajmują pełnej jego objętości. A nawet nie wydają się zaplatane.

W rezultacie kabel jest efektowny wizualnie, ale dyskusyjny praktycznie. Niepotrzebnie dociążony i równie niepotrzebnie usztywniony. Fakt, że zabezpieczony mechanicznie bardzo dobrze, ale koszt praktyczny jest moim zdaniem zbyt duży.

Z drugiej strony, wszystko będzie lepsze niż „wełniak” stosowany na niektórych kablach udających kable premium, a kosztujących trzykrotność tego, co Arini Audio Individual.
Własne elementy i uniemożliwienie rozbiórki
Pierwotnie uznałem, że kabel przyszedł do mnie zdekompletowany. Po pierwsze – nie ma stosowanych z wtykami do Ether Flow wkrętek zabezpieczających dodatkowo ruchy przewodu względem wtyku. Nie ma też gumowych osłonek, które z tymi wtykami są w standardzie. Ale chyba wiem dlaczego – to z powodu oznaczenia kanału prawego. Jest nim malutka kropka czerwonej farby w otworze właśnie na wspomnianą wkrętkę. Pomysłowe, owszem, ale dałoby się to rozwiązać moim zdaniem inaczej, bez rezygnacji z reszty elementów tych wtyków.

Splitter i wtyk XLR to elementy sygnowane logo producenta. Super smaczek i cecha wielu producentów kabli premium. Tak samo woreczek z logo. Inna sprawa jednak, że wtyki i elementy kabla zostały zapieczętowane na stałe za pomocą szczodrej ilości kleju.

Z jednej strony musiano tak uczynić, gdyż XLR i splitter to klasyczne przepusty. Z drugiej jednak całkowicie wyeliminowało to jakikolwiek serwis kabla w przypadku uszkodzenia oplotu lub awarii. Wyklucza też możliwość popełnienia błędu podczas produkcji. Cały kabel musi wtedy ulec zniszczeniu, aby odzyskać z niego przynajmniej wtyki. Producent nie rozpisuje swojego kabla na części pierwsze pod kątem kosztorysu. Nie jest to zarzut – poza mną chyba nikt tego nie robi.

Być może jednak decyzja o zastosowaniu pieczętowania klejem ma bardziej pragmatyczne uzasadnienie. Oznacza bowiem brak możliwości poznania bardziej wnikliwie konstrukcji kabla, a dokładniej jego przewodnika (własnoręcznie produkowana i srebrzona miedź). Mimo skreślenia opcji serwisu, ma to zatem jakieś tam swoje uzasadnienie biznesowe. Ochrona tajemnic handlowych w sytuacji ręcznej produkcji przewodnika i jego samodzielnego srebrzenia brzmi zresztą logicznie. Oczywiście przy założeniu, że to wszystko prawda. No ale cóż, aktualnie możemy się tylko domyślać.
Obiecywany wpływ kabla Arini Audio Individual na dźwięk Ether Flow 1.1
Ponieważ producent nie posiada tradycyjnego sklepu lub specjalnie dedykowanej temu kablowi karty produktu, będziemy musieli oprzeć się na napisanej przez niego auto-recenzji. Tam, na bazie dokładnie tych samych słuchawek, pada na wstępie deklaracja, cyt.:
„Do tych słuchawek standard podłączenia okablowania powinien być tylko i wyłącznie tzw. “zbalansowany”. Żeby się nie ograniczać i nie marnować mocy silnika.”
Sęk w tym, że słuchawki nie są ograniczane przez brak balansu, ponieważ wszystko sprowadza się do mocy uzyskiwanej na wyjściu. Balans ma swoje zalety, ale to standard zapożyczony z zastosowań estradowych. Rzadko kiedy słuchawkom jest potrzebna moc oferowana przez połączenie zbalansowane. A przy głośnościach typowych dla zdrowego słuchowo człowieka (do 70 dB SPL) – praktycznie nigdy. Producent zresztą jakby sam sobie troszkę zaprzecza, bo wcześniej przekonuje, cyt.:
„Byle czym ich nie napędzisz, jednak są zadziwiająco skuteczne (ogromna moc nie jest tutaj konieczna).”
Może chodzi po prostu o usprawiedliwienie przed klientem stosowania domyślnie standardu XLR przy braku innych opcji wtyków w ofercie. Ale zostawmy to, jako że jest to kompletnie bez znaczenia z perspektywy recenzji okablowania. O balansie może kiedyś sobie porozmawiamy dokładniej w osobnej publikacji. Znacznie bardziej interesujące jest to, co producent obiecuje w dalszej części w zakresie wpływu swojego kabla na dźwięk, cyt.:
- „Poszerzenie sceny i pasma.
- Poprawa stereofonii.
- Pogłębienie basu.
- Zwiększenie swobody i naturalności.
- Więcej precyzji i naturalnych detali.
- Mniejsze wyostrzenia.
Jeśli chodzi o mnie to uwielbiam te słuchawki! Są wspaniałe! Dla mnie to doskonały odpoczynek i przeciwwaga dla studyjnego grania. Przy czym nie jego zaprzeczeniem, a ciekawym uzupełnieniem.”
Wrócimy jeszcze do tego opisu i powyższej listy, gdyż jest ona tu kluczowa. Do tego na tyle dokładna i intrygująca, że aż niemożliwa, by była pisana na słuch. Zacząłem przeto buszować po stronie producenta w poszukiwaniu materiałów uzupełniających, mogących potwierdzić ich rzeczywiste występowanie.
Materiały własne i dane pomiarowe po stronie producenta
Ku mojemu wielkiemu smutkowi – bez powodzenia. Producent nie opublikował żadnych danych pomiarowych lub testów własnych (tudzież ja nie mogłem ich odszukać). Żadnych, które mogłyby potwierdzić charakter i skalę opisywanych zmian dźwiękowych. Jest to trochę dziwne biorąc pod uwagę, że firma Arini Audio ma na swojej stronie cały dział zatytułowany „Laboratorium dźwięku”. Cytując tamtejszy fragment:
„Od samego początku kiedy nauczyliśmy się przetwarzać i odtwarzać dźwięk, towarzyszą nam trzy największe wyzwania elektroakustyki:
- Sprawić aby dźwięk zarejestrowany, przetworzony i odtworzony był tożsamy z dźwiękiem stworzonym naturalnie.
- Zmierzyć i przedstawić postać odtworzonego dźwięku w taki sposób, który nie tylko tłumaczy, ale i pokrywa się z percepcją, czyli odczuciami słuchaczy.
- Udowodnić i pokazać na wykresie wpływ stosowanych przewodników na postać dźwięku.
Każdy, kto choć trochę zapoznał się z tym tematem już dawno zauważył, że to się do tej pory nie udało. W środowiskach studyjnych pojawiają się nawet sugestie, że dźwięk prawdziwy jest nieprzyjemny w odbiorze. Bardzo dziwne. Każdy kto słyszy naturalne, niczym nie wzmacniane brzmienie instrumentu dobrej klasy wie, że to brzmienie jest piękne. Wciąga i hipnotyzuje.”
Problem w tym, że powyższe twierdzenie (zaznaczone przeze mnie w cytacie) nie jest zgodne z prawdą i faktycznym stanem naszej wiedzy odnośnie przetwarzania i interpretowania sygnałów audio. Ale o tym później.
W Laboratorium dźwięku umieszczono co najwyżej test kabli gitarowych. To najbliższe, co udało mi się znaleźć testopodobnego. Niestety metodyka jest nieznana (plik txt umieszczony w paczce testu to powtórzenie treści ze strony producenta). Mamy tylko pakiet nagrań, które, jak sądzę, mamy sobie odsłuchać i wyrobić opinię na bazie subiektywnych odsłuchów.
Możemy zatem domniemywać, że wszystkie opisy, treści i materiały opublikowane na stronie, wbrew słowom „testy”, „pomiary” i „laboratorium”, opierają się wyłącznie na subiektywnych wrażeniach, choć słowo „subiektywne” akurat nigdzie w tekście nie pada. Stwierdzenia „każdy wie” (czyt. chłopski rozum) i „sugestie środowisk studyjnych” (społeczny dowód słuszności) nie są z kolei dowodami naukowymi.
Materiały z publikacji trzecich
Z innych materiałów na stronie producenta, znalazłem jeszcze tylko odnośniki do opinii użytkowników (czyli wciąż materiały subiektywne) oraz recenzji w prasie audiofilskiej. Te ostatnie opisano jako „Fachowe recenzje i dokładne testy”. Z dokładnością ośmieliłbym się polemizować, gdyż są one doszczętnie pozbawione jakichkolwiek danych pomiarowych. Nie ma tu przy tym żadnych linków bezpośrednich, a jedynie skrócone teksty po autoryzacji. Dopiero w środku jest link do wydruku w PDF.
Po kliknięciu, jedynie w jednej z recenzji są bliżej nieokreślone diagramy, suwaki i paski. Mają jak rozumiem symbolizować percepcyjne doznania recenzującego. Choć ma to przypominać cokolwiek pomiarowego, pomiarem w sensie stricte absolutnie nie jest. Nie są to jakiekolwiek dane użyteczne wymiernie (brak punktów odniesienia i danych liczbowych). Metodyka ich tworzenia też jest (po raz kolejny) nieznana. Tak więc znów nie mamy do czynienia z dowodami naukowymi.
Dlaczego w ogóle o tym wspominam? Z jednego powodu. Bardzo podoba mi się deklaracja, jaką umieszczono na końcu ogólnie całej tej podstrony:
„Twoja opinia jest dla mnie istotna, ponieważ nie mogę doskonalić moich produktów bez kontaktu z Tobą. To, co robię, przeznaczone jest dla Ciebie i Tobie ma jak najlepiej służyć.
Tutaj zamieszczam autoryzowane mini recenzje dotyczące moich rozwiązań przekazane przez Koneserów Doskonałego Brzmienia. Wszystkie starannie analizuję i wykorzystuję w celu dalszego doskonalenia i wdrażania do praktyki.”
Świadczy to o tym, że producent i jednocześnie autor okablowania jest osobą o otwartym umyśle i szerokiej perspektywie. Liczy się z każdym głosem tyczącym się jego wyrobów. Szacunek budzi szacunek. Zwłaszcza, gdy tak wielkim szacunkiem i poważaniem darzone są subiektywne opinie i treści w prasie branżowej. Jestem przekonany, że moja recenzja – z racji posiadania w sobie szczegółowych i obiektywnych danych – również spotka się z uznaniem. Pod kątem doskonalenia produktu, zawarte tu pomiary będą bowiem wręcz bezcenne.
Przypomnienie metodyki pomiarowej i ogólnych założeń testów okablowania
Ponieważ stwierdzamy u producenta brak materiałów użytecznych, ciężar dowodowy znów spoczywa na nas – użytkownikach. Ale zamiast uszu swoich i nie swoich, społeczności studyjnych, forumowych czy recenzenckich, posłużymy się aparaturą pomiarową i rzeczywistą metodyką testową.

Ta od czasu wielkiego testu kabli audiofilskich się nie zmieniła. Przepinamy na Ether Flow (i dla testów wewnętrznych Audeze LCD-XC z odpowiednim przejściem) przy pomocy specjalnego adaptera kabelki i sprawdzamy ich powtarzalny wpływ na słyszalne pasmo przenoszenia słuchawek. Adapter jest tu kluczowy, ponieważ jego brak naraża słuchawki na poruszenie na fantomie i przekłamanie wyników – na co sam dawniej dałem się nabrać i uwierzyłem w rzeczy, których nie było.
Przeciwnikiem Arini Audio Individual będzie fabryczne okablowanie Vivo przysłane mi wraz z Ether Flow 1.1. Dla 100% pewności, próby dla obu wykonuję dwukrotnie. Jeśli nie ma wariacji wyników, analizujemy uzyskane dane:
- Jeśli coś się zmieni i będzie to zmiana na tyle wyraźna, że powyżej progu słyszalności ludzkiego ucha – jesteśmy w stanie to usłyszeć w słuchawkach. Mamy wówczas obiektywny i wymierny dowód wpływu danego kabla na dźwięk słuchawek i ich przetworników. Oczywiście jeśli słuchawki na fantomie nie zostały poruszone względem sztucznych uszu podczas przepinania kabla (stąd konieczny adapter-przelotka).
- Jeśli przebiegi FR/THD/PHASE/CSD w próbach pomiarowych się pokrywają – kabel nie zmienia słyszalnego dźwięku w słuchawkach. Działa on wówczas prawidłowo (jako przewodnik) i nie wpływa na pracę ich przetworników.
W przypadku okablowania audio jest to podejście banalne w swej prostocie. Jeśli efekty są – jak pisze producent – „piorunujące”, to bez problemu będziemy w stanie wskazać je palcem na wykresie.
Jakość dźwięku kabla Arini Audio Individual Ultimate
Na początek pasmo przenoszenia Ether Flow 1.1 dla obu kanałów we wszystkich próbach. Lekki ubytek basu na jednym z kanałów nie ma tu znaczenia (fitting). Szukamy różnic, a nie ideału:



Pomiary fazy dla lewego kanału przy obu kablach:


Analogicznie dla prawego:


Pomiary CSD w obrębie jednego i tego samego kanału dla obu kabli:


Czystość dźwięku na wykresach THD+N, lewy kanał:


Prawy kanał:


Ponieważ producent obiecuje indywidualną personalizację dźwięku, a podczas składania zamówienia prosi nas o jak największą ilość informacji w tym zakresie, sprawdziłem Arini Audio Individual również poza swoim przeznaczeniem. Ether Flow 1.1 zostały zastąpione przez Audeze LCD-XC, które będąc również oparte o przetworniki planarne, są konstrukcji zamkniętej. Było to możliwe dzięki adapterowi AD-1, który z jednej strony posiada złącza właśnie w standardzie użytkowanym przez MrSpeakersa, a z drugiej mXLR 4-pin zgodne z Audeze/ZMF/Meze.
Jak się okazało, kabel Arini Audio Individual nie posiada w sobie cech indywidualnych, gdyż wyniki dla Audeze wyszły identycznie:


Całość wyników ewidentnie zmierzała dokładnie w tym samym kierunku, co na Ether Flow 1.1. Dlatego na tym etapie odpuściłem sobie już dalsze testowanie. Mamy wystarczający komplet danych, aby móc przejść do dalszej części recenzji poświęconej dogłębnej analizie i wnioskom z prób testowych.
Analiza uzyskanych pomiarów z perspektywy fizyki i obietnic producenta
Cofnijmy się teraz stricte do opisów tyczących się testowanego okablowania. Tych, które zaznaczałem, że są kluczowym materiałem po stronie producenta. Przeanalizujmy krok po kroku treść tychże zapowiedzi, gdyż każde zdanie, a nawet pojedyncze słowa, odnoszą się bezpośrednio do niczego innego jak konkretnych cech pasma przenoszenia.
Aby zachować pełen profesjonalizm opisowy, posłużymy się tu wyłącznie czystą fizyką i biomechaniką naszego słuchu. Odniosę się też do rzeczonej wcześniej naturalności dźwięku, stosując bardzo prosty język, by każdy mógł go łatwo przyswoić i tym samym nie sprawiać już wrażenia niepojętej wiedzy tajemnej. Na końcu będzie z kolei akapit dot. srebrzenia i naskórkowości. To też ciekawe tematy, choć poruszane już bardziej ze strony społeczności audio, aniżeli samego producenta.
Poszerzenie sceny i pasma
Spodziewane zachowanie: Aby nastąpiło poszerzenie sceny i pasma przenoszenia, słuchawki muszą wykazać się większym podbiciem w punkcie ~6 kHz oraz na skrajach. Innymi słowy, zmienia się ich barwa i zachowanie się przetwornika w zakresie pasma użytecznego. Żeby twierdzenie było zgodne z prawdą, powinniśmy obserwować zatem punkt „nosowości” pasma oraz to, co dzieje się na krawędziach zakresu – blisko 20 Hz oraz 20 kHz. Mimo, że ludzkie ucho w przypadku osobnika dorosłego nie rejestruje już dźwięku w tym rejonie.
Wynik pomiarów: Pasmo przenoszenia nie uległo zmianie, a punkt 6 kHz nie uległ obniżeniu lub podwyższeniu. Tym samym obiecane poszerzenie sceny i pasma realnie nie występuje.
Poprawa stereofonii
Spodziewane zachowanie: Aby nastąpiła realna poprawa stereofonii, kabel musiałby w mierzalny sposób wpłynąć na separację kanałów (cross-talk) oraz perfekcyjne zbalansowanie głośności między przetwornikami (channel balance). W ujęciu akustycznym „poprawa stereofonii” sprowadza się do precyzyjniejszego pozycjonowania źródeł pozornych.
Żeby to twierdzenie miało pokrycie w rzeczywistości, słuchawki musiałyby wykazać się wyrównaniem przesunięć fazowych oraz stabilnością pasma w kluczowych dla lokalizacji dźwięku zakresach wyższej średnicy i sopranu (2 kHz – 10 kHz). To tam ucho ludzkie na podstawie różnic w czasie (ITD) i głośności (ILD) docierającego sygnału buduje mapę trójwymiarową. Zmiany te odbieralibyśmy jako wyraźniejsze odklejenie się lewego kanału od prawego i precyzyjniejsze zawieszenie instrumentów w przestrzeni.
Wynik pomiarów: Nic takiego nie zaobserwowałem. Balans kanałów Arini Audio Individual jest identyczny jak w fabrycznym kablu Vivo. Wszystkie zakresy pozostały bez zmian.
Pogłębienie basu
Spodziewane zachowanie: Modyfikacji powinien ulec subbas – czyli najniższy rejestr w okolicach 20-60 Hz, odpowiadający za fizyczne wręcz odczucie potęgi dźwięku i „poduszkę” powietrzną, a nie wyższy, twardy bas (tzw. mid-bass w rejonie 100-200 Hz).
Aby to zjawisko wystąpiło, układ musiałby odnotować wzrost efektywności na samym dole wykresu SPL (Sound Pressure Level) lub spadek zniekształceń nieliniowych (THD) w tym rejonie, co pozwoliłoby przetwornikowi na czystszą pracę przy dużych wychyleniach membrany. W praktyce, subiektywne pogłębienie basu uzyskuje się również poprzez lekkie cofnięcie niższej średnicy. Jeśli kabel miałby to sprawić, musiałby działać jak selektywny korektor tłumiący zakres 300-500 Hz, co uwypukliłoby najniższe skraje pasma na zasadzie kontrastu psychoakustycznego.
Wynik pomiarów: Nie zaobserwowałem żadnego wpływu okablowania na bas. Pasmo przenoszenia od 20 Hz do 200 Hz jest w 100% powtarzalne na wszystkich kablach.
Zwiększenie swobody i naturalności
Spodziewane zachowanie: Choć „Swoboda i naturalność” to pojęcia czysto opisowe, w nomenklaturze technicznej korelują bezpośrednio z czystością sygnału, brakiem pasożytniczych rezonansów oraz prawidłową odpowiedzią impulsową (brak przeciągania wygaszania fal).
Naturalność to przede wszystkim bliskość do krzywej kompensacyjnej (np. Harman lub autorskie rzetelne targety uwzględniające anatomię ludzkiego ucha), pozbawiona nagłych pików i dołów w paśmie przenoszenia. Z kolei „swobodę” rozumiemy jako brak kompresji dynamiki i niskie zniekształcenia intermodulacyjne (IMD). Żeby obietnica była prawdziwa, sprzęt musiałby wykazać idealnie gładki przebieg fazowy oraz błyskawiczne wygaszanie drgań własnych przetwornika (widoczne na wykresach wodospadowych CSD), co ucho rejestruje jako brak wysiłku w reprodukcji skomplikowanych partii muzycznych.
Wynik pomiarów: Identyczny przebieg fazowy słuchawek dla obu kabli. A ponieważ wykresy fazy idealnie kopiują swoje odbicie, od razu odpada nam temat rzekomego przesunięcia czasowego w kablach, które omawiałem osobno w innym artykule.
Wykresy skumulowanego widma drgań udowadniają z kolei, że kabel nie generuje pasożytniczych rezonansów i nie zmienia sposobu wygaszania fal przez przetwornik. Wszystkie wahania ujmują się w granicach błędu pomiarowego i marginesu pracy przetworników.
Więcej precyzji i naturalnych detali
Spodziewane zachowanie: Zwiększenie ilości detali bez jednoczesnego wywoływania zmęczenia materiału dźwiękowego wymaga od układu doskonałej odpowiedzi impulsowej oraz podbicia wyższych rejestrów, ale w sposób niezwykle kontrolowany. Często za poczucie „detaliczności” odpowiadają mikroskopijne wybicia w rejonie od 8 kHz do 12 kHz, które ludzkie ucho utożsamia z powietrzem, blaskiem i fakturą instrumentów perkusyjnych czy szarpnięciem strun.
Aby detale były jednak „naturalne”, a nie sztucznie wyciągnięte, nie może dojść do przesterowania tego zakresu. Kluczem jest tutaj czystość sygnału (wysoki współczynnik SNR) – eliminacja szumu tła pozwala wyłonić najcichsze składowe sygnału (transjenty), które wcześniej były maskowane przez ograniczenia prądowe lub niedoskonałości przewodnika.
Wynik pomiarów: Żadnych wybić w rejonie 8 kHz do 12 kHz nie zaobserwowałem. Pasmo przenoszenia jest idealnie powtarzalne. THD+N również nie sugeruje tu problemów.
Mniejsze wyostrzenia
Spodziewane zachowanie: Ten punkt stoi w intrygującej opozycji do „więcej detali”, gdyż redukcja wyostrzeń w fizyce akustycznej oznacza zazwyczaj jedno: wygładzenie lub lekkie stłumienie rejonu 4 kHz – 7 kHz. Jest to obszar najwyższej wrażliwości ludzkiego ucha (zgodnie z krzywymi izofonicznymi Fletchera-Munsona), gdzie wszelkie nadwyżki energii objawiają się jako bolesna sybilacja, potocznie zwana „syczeniem” (głoski s, ć, sz) lub męcząca, metaliczna szklistość.
Żeby obietnica mniejszych wyostrzeń była prawdziwa, kabel musiałby działać jak delikatny filtr dolnoprzepustowy lub wprowadzać celowe, minimalne tłumienie (wynikające np. z wysokiej pojemności własnej przewodu), które zetnie ostre wierzchołki rezonansowe przetwornika w wyższej średnicy. Oznacza to fizyczne uspokojenie pasma tam, gdzie staje się ono dla człowieka najbardziej agresywne.
Wynik pomiarów: Nie odnotowałem uspokojenia pasma i obniżenia zakresu 4-7 kHz. Dźwięk pozostał w niezmienionej formie bez względu na wykorzystane okablowanie.
Posrebrzanie a efekt naskórkowości
Interesująca jest też w tym miejscu konfrontacja faktu srebrzenia Arini Audio Individual z propagowanym z uporem maniaka w społecznościach folklorem audiofilskim. Cyt. z pewnego forum audio:
„(…) Im wyższe częstotliwości tym bardziej chcą płynąć powierzchnią drutu a na powierzchni się zniekształcają, dlatego druty muszą być wypolerowane lub posrebrzane. Zminimalizuje to zniekształcenia ale wciąż wyższa średnica i wysokie tony będą podbite względem jednego, grubszego drutu. Wystarczy że to się pokryje z jakimś pikiem w słuchawkach i mamy przepis na tragedię.”
Później autor (ten sam od teorii przesunięć czasowych) rozwija swoją myśl:
„…wysokie częstotliwości są tak scalone z resztą częstotliwości, że płyną zbyt głęboko w kablu i są ze sobą zbyt zwarte by posrebrzenie podgłośniło wysokie częstotliwości a przynajmniej dzięki temu szum z powierzchni nie zagłusza sygnału…”
Łatwo można zauważyć fascynującą sprzeczność w ramach tej alternatywnej logiki: producent posrebrzanego przewodu obiecuje ograniczenie przeostrzeń, podczas gdy forumowy ekspert głosi raz podbicie sopranu, a raz jego „zbyt głębokie płynięcie” i walkę z „szumem powierzchniowym”. Podziwiać można przy tym cyrkową wręcz gimnastykę objawiającą się próbami przełożenia tego na prosty, chłopski rozum.
Boleśnie obnaża to chaos panujący w materii kablowej i pokazuje wzajemne wykluczanie się opinii i tez między producentami okablowania a społecznościami audiofilskimi, do których takie produkty są przecież kierowane.
Aby to wyjaśnić, znów posłużymy się czystą fizyką.
Tak zwane zjawisko naskórkowości (ang. skin effect) dla częstotliwości akustycznych do 20 kHz w tak krótkim odcinku przewodnika ma głębokość wnikania na tyle dużą (ok. 460 µm dla 20 kHz), że prąd płynie praktycznie całym przekrojem drutu. Sygnał w żaden sposób nie „zniekształca się na powierzchni”, a posrebrzanie kabla Individual – co wykazała aparatura – nie podbija wyższej średnicy ani sopranu nawet o 0,01 dB.
Innymi słowy, żadne podbicie wynikające z posrebrzania i efektu naskórkowości tu nie zachodzi (i fizycznie nie ma prawa zajść na tak krótkim odcinku).
Wnioski
Jak cytowałem wcześniej, producent w dziale „Laboratorium dźwięku” sugerował, że nie możemy dokonać rzeczywistego pomiaru dźwięku w sposób wiarygodny. Tymczasem jak pokazałem wyżej – możemy to uczynić bez problemu. Zwłaszcza, gdy szukamy wyłącznie różnic. Wówczas temat jest jeszcze prostszy do ogarnięcia.
Kabel Arini Audio Individual okazał się wzorowym kablem słuchawkowym – nie wpłynął w żaden sposób na dźwięk. Przekazał sygnał w niezmieniony sposób, czyli tak, jak każdy porządny kabel słuchawkowy winien się zachowywać. I uczynił to dokładnie tak samo na dwóch różnych parach słuchawek.
Obiektywnie możemy natomiast stwierdzić, że Arini Audio Individual w najmniejszym stopniu nie zmodyfikował żadnej z rzeczy, które obiecywał na swojej stronie producent. Nie możemy potwierdzić zmian w scenie, stereofonii, basie, detalach, przeostrzeniach, piorunujących efektach itd. Kabel nie posiada też cech indywidualnego strojenia, tudzież przygotowania specjalnie pod wytyczne lub sprzęt klienta.
Możemy także stwierdzić z całą pewnością, że propagowane na forach audiofilskich tezy, np. o wpływie naskórkowości i srebrzenia na dźwięk, również nie mają miejsca. Być może przyjęły się one do powszechnej świadomości z braku dokładnej wiedzy na temat zjawiska naskórkowości. Może przez bezrefleksyjne powielanie niesprawdzonych informacji. Nie byłby to pierwszy raz, gdy próbuje się przełożyć realne zjawiska fizyczne na zupełnie inne układy odniesienia (np. sejsmikę, teorię linii długiej itd.) i udawać, że ma to sens.
Kolejny wniosek: zarówno Ether Flow 1.1, będące bohaterami auto-recenzji, jak i moje LCD-XC, które zastosowałem ze względu na wcześniejsze testy okablowania innych marek, nie różnicują przewodów, jakimi spięto je z systemem pomiarowym. Jest to więc scenariusz bardziej życzeniowy niż w jakikolwiek sposób personalizujący je dźwiękowo. Być może określenie „przerost formy nad treścią” byłoby tu bardziej uzasadnione. Na pewno można za to mówić o sporych wątpliwościach co do rzeczywistego dopasowywania kabla pod określone słuchawki, tor, gust lub studio nagraniowe.
Faktyczne wymogi sprzętowe i ograniczenia pomiarowe
W opisie spodziewanych zmian zawarto jeszcze jeden, bardzo ciekawy fragment-bezpiecznik, cyt.:
„Dźwięk tylko i wyłącznie dla zaawansowanych oraz wiedzących czego chcą. Nie docenisz ich nie posiadając wiedzy i doświadczenia oraz bez dysponowania odpowiednim sprzętem.
Z okablowaniem Individual są lepsze o kolejne 1,5 klasy!”
Choć tyczy się on na pierwszy rzut oka samych słuchawek, ostatnie zdanie nie pozostawia wątpliwości. Wraz z nim jest to swoisty manifest sukcesu i sprawozdanie zmian, jakie wprowadza Arini Audio Individual.
Interpretować powinniśmy jednak cały ten fragment. Tłumacząc go prostszymi słowami: nie będziemy w stanie jak sądzę doszukać się wspomnianych zmian, jeśli nie będziemy posiadali wiedzy, doświadczenia oraz odpowiedniego sprzętu, tak? Ten ostatni kiedy dokładnie jest „odpowiedni”? Czy aby nie poprzez kryterium ceny (dla kolumn określono mi go kiedyś na 100 000 zł za całość)? Jeśli tak, to w ten sposób przesuwa się tzw. „granicę wejścia” dość wysoko. Jeśli winę za brak „słyszenia” zmian lub „docenienia” półtorej klasy lepszego dźwięku słuchawek klasycznie przerzuca się na użytkownika i jego sprzęt (uszy), to jest to czysta asekuracja.
Przede wszystkim nie tutaj szukałbym przyczyn braku zmian. Wszystko sprowadza się do czułości i rozdzielczości aparatury pomiarowej kontra czułość ludzkiego ucha. To właśnie te rzeczy są kluczowe przy testach opartych na wyłapywaniu różnic, a nie fakt dysponowania sprzętem za miliony. Inaczej wprowadzamy do naszych rozważań kolejny element ideologii kablofilskiej: grające ceny.
Systematycznie przytaczam to w każdej recenzji kablowej i nie tylko kablowej, gdyż dawniej sam wykazywałem podatności na marketingową perswazję. Ta z czasem ewoluowała jako narzędzie perswazji w stronę propagowania wiedzy wręcz pseudonaukowej, a co obserwujemy w przykładach z forów audio. Jest to dokładnie ten sam mechanizm oddziaływania i manipulacji. Tymczasem jeśli sprowadzimy to do prostej fizyki, wszystko staje się jasne.
Dlaczego fizyka (i nasza biologia) mówią, że to bez sensu
Jak również parokrotnie opisywałem, jestem w stanie wychwycić różnice rzędu 0,01 dB na fantomie pomiarowym. Nie na słuch, bo to biologicznie niemożliwe. Dla ludzkiego ucha w warunkach bezwzględnych progiem percepcji (i to w idealnych warunkach laboratoryjnych) jest zazwyczaj od 0,5 do 1,0 dB. W praktyce jakieś 2,0-3,0 dB.
Ponieważ mówimy o skali logarytmicznej, w realnym scenariuszu odsłuchowym moja aparatura potrafi zarejestrować zmianę aż 225-krotnie mniejszą niż ludzkie ucho. Jeśli dodamy do tego czułość i rozdzielczość samych słuchawek, to okaże się, że urządzenie rejestrujące wielokrotnie przekracza nie tylko nasze uszy, ale i słuchawki, które miałyby wspomniane zmiany wykazać.
Tak więc nie jest to wina uszu, ani słuchawek, ani nawet toru, tylko fizycznego braku zmian. Bo nie można usłyszeć czegoś, czego nie ma. Zwłaszcza, jeśli wykazał to pomiar bezpośrednio na stopniu wyjściowym (czyli słuchawkach Ether Flow), porównujący wpływ różnych kabli na ich wynikowe pasmo przenoszenia. Nie ma tu żadnej mechaniki kwantowej, polityki czy filozofii. Nie ma niezbadanych jeszcze zakamarków ludzkiego ucha przez tych słynnych już radzieckich naukowców z tajnych laboratoriów Echo Sound. Są za to proste fakty i liczby. Powtarzalne, ustalone sprawdzoną metodyką pomiarową i dostępne publicznie dla każdego do własnej oceny.
Owszem, może jest to nudne i odziera trochę te nasze hobby audio ze sztucznego mistycyzmu, ale przynajmniej zgodne z prawdą. Paradoksalnie z tego właśnie powodu tak dla mnie osobiście ciekawe. Dla rynku natomiast wprost przeciwnie – bardzo groźne. Nie ma bowiem nic bardziej demotywującego niż wspaniała opowieść o cudownych zmianach w dźwięku, którą ktoś zepsuł prawdą. I frustrującego, warto dodać.
Dekompozycja powtarzającej się strategii psychologicznej
Dokładne wyartykułowanie spodziewanych efektów i niemal natychmiastowe postawienie obostrzeń to z kolei czysta psychologia, toteż musimy się nią również nieco tu posłużyć.
Mechanizm ten stosuje się często w branżowych social mediach („sam posłuchaj i wyrób sobie opinię”). Korzystając wyłącznie ze swojego słuchu, wiemy już dzięki obietnicom czego mamy się doszukać („wiemy czego chcemy”). W efekcie nasz mózg przełączy się w podświadome doszukiwanie się spodziewanych wzorców (tzw. „efekt oczekiwania”). A w połączeniu z większym skupieniem, aby lepiej wsłuchać się w dźwięk, uzyskamy dokładnie to, co było na liście obietnic producenta.
Przypomina to klasyczny zabieg psychologiczny – budowanie syndromu „nowych szat króla”. Jeśli nie słyszycie zmian, pierwsza myśl to zawsze wątpliwość, czy aby wasz sprzęt, wiedza, doświadczenie lub słuch są wystarczające. Dlatego podkreślono to jako warunki brzegowe usłyszenia zmian. W efekcie będziecie słuchali tak długo i dokładnie, aż wasz mózg odtrąbi sukces pt. „rzeczywiście usłyszałem różnicę”, lub zmienicie sprzęt na inny – na ogół znacznie droższy.
Z kolei przyznanie się do braku słyszenia różnic podświadomie traktujemy jako porażkę i przyznanie, że coś w naszym systemie jest nie tak. Tymczasem najczęstszy scenariusz to sytuacja, w której wszystko jest w jak najlepszym porządku. Wówczas brak tejże różnicy jest stwierdzeniem po prostu stanu faktycznego.
Dlatego zawsze pytajcie o konkretne dowody pomiarowe i badania naukowe wraz z rzetelną metodyką. Myślę, że to na producentach spoczywać powinno zadanie udokumentowania wpływu danego komponentu na dźwięk w stopniu deklarowanym (lub chociaż zbliżonym do niego). Przerzucanie tego zadania na użytkowników i osoby trzecie raczej nie powinno mieć miejsca. Jako użytkownicy nie mamy specjalnie możliwości ustalenia rzetelnie stanu faktycznego, bo nasze uszy nie są – po raz kolejny wbrew twierdzeniom ideologii kablofilskiej – „najlepszym przyrządem pomiarowym”.
Podsumowanie
Planowałem naprawdę krótką i szybką recenzję, ale okazało się to niemożliwe. Uzyskiwane wyniki pomiarowe co rusz zderzały się z twierdzeniami producenta. Z nimi z kolei zderzały się chaotycznie twierdzenia forumowych ekspertów. W efekcie wyszło tak, że każdy twierdził co innego (vide temat wygładzenia sopranu). Rację jak zwykle okazały się mieć fizyka i pomiary. Odnoszę nawet wrażenie, że zaczyna powoli przybierać to formę udzielania korepetycji, tudzież swoistego znęcania się.
Wyniki pomiarowe ostatecznie podważyły bowiem obiecywane przez producenta właściwości oraz indywidualne strojenie. Podważyły też kablofilskie tezy „osób forumowych” o naskórkowości i szumach powierzchniowych. Kabel po prostu zadziałał prawidłowo, tj. przewodził sygnał, tak jak wszystkie inne, bez względu na użyte słuchawki.
Dramatycznie ucierpiała za to po drodze ergonomia, ponieważ kabel jest zaprojektowany pod uzyskanie dużej objętości wizualnej. Robi przez to wrażenie „na oko”, ale na tym koniec. Cieszą smaczki w postaci fabrykowanych elementów czy brandowanego woreczka. Tylko co z tego, skoro ergonomicznie jest po prostu niewygodny w użyciu. Stąd jako produkt celujący w klasę premium – w cenie deklarowanych przez właściciela kabla 1224 zł – raczej trudny do obrony.
Jest to w tym momencie typowa audiofilska sztuka dla sztuki, gdzie im kabel droższy i grubszy wizualnie, tym lepiej gra. Dlatego niestety nie mam możliwości zarekomendować kabla Arini Audio. Rozsądniejszym wyborem jest moim zdaniem zastosowanie innego okablowania, które – jeśli już ma być klasy audiofilskiej – niech przynajmniej kładzie nacisk również na ergonomię, a nie robi wszystko kosztem niej.
Platforma testowa
Poniżej sprzęt, który w największym stopniu został wykorzystany do napisania powyższej recenzji, jak również wykorzystywana muzyka i inne przydatne informacje.
- Interfejsy studyjne: Motu M4
- DAC/AMP: AF HA500, AF DA500, Loxjie D40 Pro, Luxsin X8
- Mobilne DAC/AMP: Tempotec Sonata BHD Pro, FiiO KA13
- Nadajniki Bluetooth: Asus BT400, Asus PCE-AX58BT, RealMe 9Pro+
- Słuchawki testowe pełnowymiarowe: Audeze LCD-XC, DCA Ether Flow 1.1, DCA Noire X
- Słuchawki testowe typu IEM: Sony MH1
- Monitory odsłuchowe: M-Audio Forty Sixty
- Okablowanie testowe: własne okablowanie testowe i słuchawkowe z linii kabli Audionum
- Kondycjonowanie prądu: brak (instalacja dostosowana już specjalnie pod audio)
- Muzyka wykorzystywana w trakcie testów: przeważnie gatunki elektroniczne, z obecnością również albumów klasycznych, neoklasycznych, jazzu, muzyki wokalnej i rocka. Format FLAC 24/48, OGG, WAV.



