Sony MDR-7506 – ikona zamkniętych słuchawek studyjnych

Sony MDR-7506 to naprawdę słuchawki-ikona. Zaprojektowane przez zespół inżynierów, który najwyraźniej wyznawał zasadę, że sprzęt ma przede wszystkim przetrwać próbę czasu i trudne warunki pracy. To chyba jeden z najbardziej rozpoznawalnych modeli tego producenta, a jednocześnie moje pierwsze spotkanie z nim twarzą w twarz. Cóż, nie jestem może ulubieńcem Sony, ale dzięki niesamowitej uprzejmości p. Pawła, premiera (opóźniona o wiele lat) jest możliwa. A że ostatnie recenzje ich słuchawek zawsze miały ode mnie jakieś uwagi, nie spodziewałbym się innego scenariusza i tak. Może seria Professional odmieni tą sytuację i pobudzi mój – niestety troszkę osłabły ostatnio wobec tej marki – entuzjazm?


Recenzja powstała dzięki nieodpłatnemu użyczeniu prywatnego egzemplarza przez p. Pawła, któremu bardzo pięknie dziękuję. Jeśli posiadacie sprzęt, którego jeszcze nie recenzowałem i chcecie, abym przeprowadził jego pełną i niezależną ekspertyzę, serdecznie zachęcam do zgłoszenia go na oficjalne testy i pomiary 

 

Jakość wykonania i konstrukcja Sony MDR-7506

Konstrukcja jest w zasadzie nieśmiertelna, oparta na sprawdzonych rozwiązaniach, które spotkamy w każdym szanującym się studiu nagraniowym obok takich legend jak DT770 PRO czy M50x.

Mamy tu do czynienia z klasycznym mechanizmem składania, który pozwala na wygodny transport, choć ogólna estetyka jest siermiężna w pozytywnym tego słowa znaczeniu: bo pozbawiona zbędnego marketingu i otoczki premium.

Charakterystycznym elementem jest kabel „sprężynowy”, na stałe przytwierdzony do lewej muszli. Choć dla wielu współczesnych użytkowników może być on uciążliwy, świetnie sprawdza się w pracy przy konsolecie czy interfejsie audio, gdzie potrzebujemy elastyczności bez plątaniny przewodów pod nogami.

W zestawie obok słuchawek dostajemy tak naprawdę tylko prosty woreczek z tkaniny wodoodpornej. Wszystko zapakowane zostało w bardzo prosty – może aż wręcz prostacki – karton, którego misją jest ewidentnie ograniczenie zbędnych kosztów produkcyjnych. Ale w sumie to i lepiej: to sprzęt do ciężkiej pracy, a nie audiofilskiego pajacowania.

Pady to zwykła ceratka, która przypomni wszystkim najtańsze słuchawki z marketu z lat dziecięcych i młodzieńczych (np. legendarnej marki Watson). Wtedy było stać nas tylko na takie. Człowiek czuł się jakby wchodził w zupełnie inny świat. Dziś jednak uważam, że przy takich słuchawkach no już wypadałoby pójść w standard np. M50x. A może Sony uznało, że to na tyle materiał eksploatacyjny, że każdy sam go sobie wymieni prędzej czy później?

 

Wygoda i ergonomia – kontrowersyjne

To też mówiąc, jeśli szukacie pluszowego komfortu na wielogodzinne sesje, Sony niestety nie dowiezie Wam tego, czego od nich żądacie. Pod względem wygody MDR-7506 są, mówiąc krótko, wymagające i plasują się u mnie na dość niskim poziomie. Byłem w stanie w nich wytrzymać te 1-1,5 godziny bez zdejmowania, ale to naprawdę maksimum. Po tym czasie pojawiły się bóle małżowin.

Wszystko przez to, że muszle są dosyć płytkie i ucho ma bliski kontakt z wnętrzem słuchawki. Na szczęście, w przeciwieństwie do ATH-R30x, Sony oferują chociaż symboliczną wyściółkę gąbkową, więc nie opieramy małżowiny o goły plastik.

Mimo to, po dłuższym czasie nacisk i płytkość padów dają się we znaki, co czyni je modelem o mniejszym komforcie pracy niż wspomniane R30x. Tak, nawet one – mimo braku wyściółki i ogólnie mojego trochę na nie marudzenia pod względem wygody – są dla mnie wygodniejsze. Do tego pady są modyfikowalne (można je dodatkowo podsadzić z tyłu głowy, co zwiększa wygodę). W sony też można próbować, ale tylko w ograniczonym zakresie.

Konstrukcja zamknięta zapewnia jednak to, czego modele otwarte nie potrafią – skuteczną izolację, pozwalającą na pracę w głośniejszym otoczeniu.

 

Jakość dźwięku Sony MDR-7506

Słuchawki te nie bez powodu od dekad są branżowym standardem. Ich brzmienie to podręcznikowa definicja narzędzia studyjnego: jasne, dokładne, krytyczne, ale przy tym zaskakująco plastyczne.

 

Bas – fundament z klasą i ukrytym pokładem mocy

Analiza techniczna: Choć wykres FR pokazuje delikatne opadanie pasma w najniższym sub-basie (poniżej 40 Hz), to w zakresie 60-150 Hz mamy bardzo zdrową i wyrównaną energię na poziomie ok. 96 dB. Co jednak imponuje najbardziej, to czystość tego pasma. Wykres THD w całym zakresie niskotonowym utrzymuje się na bardzo niskim poziomie, oscylując wokół 0,2%, co jest wynikiem godnym znacznie droższych konstrukcji.

Subiektywny odsłuch: W praktyce dół jest zwarty, szybki i z dobrze zaznaczoną masą. Nie przemożnie, ale dobrze. Choć pomiar tego nie pokazuje, bo nie do końca pozwalają na to silikonowe uszy fantomu przy tak płytkich padach, ale dzięki konstrukcji zamkniętej odczucie „zejścia” jest o wiele lepsze, niż sugerowałby to suchy wykres. Bas nie zalewa średnicy, dając nam czysty wgląd w stopę perkusji czy linię basową bez zbędnego podbarwienia.

 

Tony średnie – królestwo wyższego środka

Analiza techniczna: Średnica jest tu potraktowana w pewnej części priorytetowo. Widzimy wyraźne, narastające wzmocnienie od 1 kHz, które osiąga swój szczyt w okolicach 3 kHz (ok. 113 dB). To właśnie ten rejon odpowiada za tak mocne zaznaczenie obecności słuchawek w miksie. Zniekształcenia w tym krytycznym zakresie są wzorowo niskie, co sprzyja krytycznej pracy z wokalem.

Subiektywny odsłuch: Głosy są bliskie, intymne, a jednocześnie przyjemnie czytelne. Sony sprawiają wrażenie, jakbyśmy zaglądali artyście prosto w gardło. Jest to brzmienie plastyczne, ale i selektywne – każda niedoskonałość nagrania, syknięcie czy błąd w dykcji zostaną tu natychmiast wyłapane i podane w wygodny sposób ułatwiający pracę.

 

Sopran – niby bezlitosny detektor, ale…

Analiza techniczna: Wysokie tony to kontynuacja analitycznej ścieżki, ale z ludzką twarzą. Mamy tu do czynienia z kilkoma większymi pikami, m.in. w okolicach 4,5 kHz oraz 7 kHz. Całość jednak rysuje się na wyraźnej tendencji spadkowej. Choć zniekształcenia THD w okolicach 4 kHz notują lekki wzrost, nadal pozostają pod kontrolą, nie przekraczając progu słyszalności.

Subiektywny odsłuch: Góra jest jasna, świeża i bardzo detaliczna, ale nie do przesady. Nie jest to na szczęście poziom słynnej „beyerowej góry”, ale Sony i tak stawiają na dosyć sporą informacyjność. Dla osób przyzwyczajonych do relaksującego grania może być to bardzo interesujący odcinek pasma. Nie jest ono męczące, a jednocześnie w studio – gdzie szukamy szumów, trzasków czy błędów w postprodukcji – wciąż zwrócą multum informacji. Jest to cecha naprawdę nie do przecenienia.

 

Wrażenia sceniczne

Jak na konstrukcję zamkniętą, MDR-7506 oferują zaskakująco subiektywnie ekspansywną scenę, ale skupioną głównie na szerokości. Pozycjonowanie źródeł pozornych na osi lewo-prawo jest bardzo precyzyjne. Brakuje im może nieco głębi, którą oferują konstrukcje otwarte (jak ATH-R30x), ale w zamian dostajemy świetną separację i poczucie obcowania z dźwiękiem „tu i teraz”, bez zbędnego dystansu.

Zwłaszcza separacja – w tych konkretnych słuchawkach – robi na mnie cały czas piorunujące wrażenie. Zaleta przepięknego przebiegu THD po całym paśmie. Chyba zaczynam rozumieć, dlaczego te słuchawki są traktowane jako legenda, ikona i obiekt kultu jednocześnie.

 

Analiza pasma pod kątem zdolności reprodukcji instrumentów

Przyznam, że jeszcze nie bawiłem się nigdy w takie rzeczy w recenzjach. Ale jeśli na warsztat trafiają takie tuzy i to z gatunku słuchawek studyjnych, to pomyślałem: czemu nie?

Najmocniejszy punkt wykresu Sony przypada na zakres 2-5 kHz (szczyt ok. 113 dB przy 3 kHz), co idealnie pokrywa się z najwyższą czułością ludzkiego ucha oraz rezonansem kanału słuchowego i małżowiny. Pytanie zasadnicze: co nam to konkretnego daje?

Wokale (głównie żeńskie): Powszechnie uznaje się, że zakres ten odpowiada za definicję, obecność i klarowność. To tu operują najwyższe składowe wokali. W Sony głosy będą zatem bardzo bliskie i wciąż bardzo czyste. Zgadza się to z subiektywnymi odsłuchami: wokal rzeczywiście renderowany jest blisko słuchacza. To częsta cecha słuchawek typowo do studia.

Gitary elektryczne i smyczki: Zakres 3 kHz to rejon „ataku” gitary. Sony wyciągają tu każdą krawędź przesteru i każde pociągnięcie smyczka, co czyni je genialnym narzędziem do kontroli faktury tych instrumentów (ulubione słowo audiofilskich recenzentów). Instrumenty te z reguły nie dominują w dobieranym przeze mnie repertuarze testowym, ale szybka sesja z Austinem Wintorym potwierdziła, że Sony pracują tu wybornie dobrze.

Perkusja (werbel i blachy): Piki w okolicach 4,5-7 kHz to rejon „trzasku” werbla i definicji talerzy. Odpuszczenie idealnie w 5,8 kHz powoduje, że część energii jest przytłumiona, ale nie na tyle, aby odebrać instrumentom właściwy kontur.

 

Najlepsze zastosowania dla MDR-7506 jako sprzętu odsłuchowego

Sony MDR-7506 sprawdzą się tam, gdzie szukamy plastyczności, detalu i bliskiego kontaktu z artystą, a nie potężnego, kinowego basu.

Jazz i muzyka akustyczna: Dzięki liniowemu przejściu z basu do średnicy (ok. 95 dB) kontrabas i fortepian powinny brzmieć bardzo naturalnie, a uwypuklona góra pozwala usłyszeć każde muśnięcie miotełek o werbel.

Poezja śpiewana i Folk: Jeśli priorytetem jest tekst i barwa głosu, Sony stawiają je w samym centrum uwagi, czasami niemalże separując wokalistę od tła. Nie jest to jednak sprzęt stricte do sekcji mówionych, toteż w zadaniach stricte komunikacyjnych (np. dyskusja na antenie na żywo), teoretycznie lepsze efekty dadzą nam nieco inne modele, wyspecjalizowane w takich zadaniach.

Klasyczny Rock: To będzie myślę mocny punkt programu. Selektywność w rejonie średnicy pozwala rozebrać na części pierwsze gęste aranżacje gitarowe, które w wielu słuchawkach typowo konsumenckich zlewają się w jedną masę.

Od siebie dodam – może trochę jako kontrast – że całkiem dobrze radzą sobie również z muzyką klubową, ale jednak nadal nie tak dobrze, jak np. poczciwe Creative Aurvana SE.

 

Najlepsze zastosowania dla MDR-7506 jako sprzętu realizatorskiego

Tu Sony MDR-7506 pokazują swoje prawdziwe oblicze wynikające z fizjologii słuchu.

Materiały mieszane i podcasty: To ich naturalne środowisko. Uwypuklenie rejonu 2-4 kHz idealnie wyciąga sybilanty i mlaskanie, pozwalając realizatorowi na błyskawiczne czyszczenie ścieżek lektorskich. Jednocześnie uniwersalny charakter spowoduje, że nie będzie się to odbywało kosztem kontroli pozostałych wydarzeń w nagraniu.

Monitoring w głośniejszym otoczeniu: Izolacja konstrukcji zamkniętej w połączeniu z agresywną średnicą sprawia, że realizator usłyszy materiał nawet w bardzo trudnych warunkach hałasu otoczenia. Zwłaszcza, gdy dźwięk będzie cały czas odtwarzany.

Wyszukiwanie błędów w miksie: Ze względu na piki w wyższej średnicy i sopranie, wszelkie przestery cyfrowe, błędy w montażu czy szumy tła są na nich mierzalnie bardziej słyszalne niż na słuchawkach o „bezpieczniejszym” strojeniu. Nie jest to sprzęt stricte do wyłapywania błędów, aby była jasność, bo lepiej poradzą sobie z tym np. Austrian Audio Hi-X60, ale Sony też nam to umożliwią, a kosztują przy tym 3x mniej.

 

Porównanie Sony MDR-7506 vs Audio-Technica ATH-R30x

Ktoś może zastanawiać się dlaczego akurat wybrałem te konkretne słuchawki (poza oczywistym powodem, że je po prostu posiadam na stanie). Otóż Audio-Technica pozycjonuje je jako model profesjonalny, referencyjny, ale otwarty. Co najważniejsze jednak: w (niemal) tej samej cenie co MDR-7506.

Mamy tu więc dwie koncepcje z tego samego kraju się wywodzące, ale inaczej zrealizowane fizycznie i technicznie.

Okablowanie: W R30x dostajemy kabelek symetryczny, również na stałe, ale bez odcinka sprężynującego. Choć więc ergonomia pracy przy PC dla osób praworęcznych jest nieco gorsza, na dłuższy dystans prosty kabel często lepiej sprawdza się u użytkowników, niż „sprężyna”.

Wygoda: Obie pary są tak samo (nie)wygodne przy dłuższych odsłuchach. Pady w R30x są głębsze, ale słuchawki nie mają wyściółki gąbkowej. Ucho opiera się więc na gołym plastiku. W MDR-7506 jest jeszcze płyciej, ale przynajmniej mamy wyściółkę. Modyfikacje DIY więc z ATH są wskazane, choć będą (moim zdaniem negatywnie) odbijały się na akustyce. Finalnie wygrały jednak ATH.

Charakterystyka dźwiękowa: Obie pary wykazują bardzo podobny do siebie kierunek, ale zrealizowany jak pisałem inaczej. R30X stawiają na równiejszy i mocniejszy dół wraz z płynnym przejściem do tonów średnich. Sony wydają się bardziej plastyczne i analogowo-selektywne, podczas gdy Audio-Technica to czysta analityka i selektywność wysokiego detalu. Sony sprawiają wrażenie, że słychać w nich więcej, a co wynika z konstrukcji zamkniętej. Za to scenicznie to R30x górują nad produktem konkurentów, kreując bardziej kompleksową scenę rozbudowaną nie tylko na boki, ale też w głąb.

Analiza techniczna: Zejście w obu przypadkach jest identyczne (dosłownie 1:1), ale w praktyce wygrywały Sony (konstrukcja zamknięta, wrażenie lepszego zejścia, znacznie większa czystość THD). R30x mniej eksponują się w zakresie 1-5 kHz, gdzie MDR-7506 najmocniej zakreślają swoją obecność. W tym rejonie tym razem to one były od Sony czystsze. W zamian wystrzeliwują w 6-8 kHz, próbując sprzedać nam „beyerową górę”. Tu na THD był remis.

 

Która para lepsza?

To bardzo trudne pytanie. Pod mój słuch teoretycznie bardziej pasować mi powinny słuchawki Sony. W praktyce było to jednak wybieranie między jednym stylem, a drugim. Raz grały mi lepiej Sony, a innym razem strawniejsze i normalniejsze ATH. Finalnie miałem wrażenie, że to dwa pakiety różnych atutów, które bardzo mocno zależą od scenariuszy sytuacyjnych.

Lepsze będą Audio-Technica ATH-R30x, jeśli chcecie mieć:

  • czysty wokal (najniższe THD),
  • względnie równiejsze strojenie przez całe spektrum pasma przenoszenia,
  • wgląd w wysokie detale i analityczny sznyt kosztem nosowości barwy,
  • najbardziej kompleksowe wrażenia sceniczne (większa głębia kosztem mniejszej szerokości),
  • trochę większe możliwości modyfikacji,
  • brak problemów z kablem sprężynowym,
  • potencjalnie większy komfort podczas dłuższej pracy z miksami.

Wybierzcie natomiast Sony MDR-7506, jeśli:

  • pracujecie w głośniejszym otoczeniu wykluczającym konstrukcje otwarte,
  • interesuje Was lepsze zejście basu o większej czystości (najniższe THD),
  • pragniecie położyć nacisk bardziej na plastyczność niż na wyższe detale,
  • lubicie ekspansywną scenę na boki, nawet kosztem głębi scenicznej,
  • sprężynowy kabel Wam nie przeszkadza lub macie blisko do konsolety/interfejsu,
  • mimo wszystko jesteście gotowi na poświęcenie nieco więcej wygody niż u ATH przy długich odsłuchach (ponad 1h).

 

A co z Sony WH-1000XM6 i ich studyjnością?

Nie mam pojęcia jakim cudem ktoś u Sony mógł wpaść na pomysł, że WH-1000XM6 to słuchawki studyjne. Ani że jakkolwiek mogą się do tego nadawać. Obok MDR-7506 nawet nie leżały. Porównajcie wykresy w Laboratorium i sami zobaczcie. MDR-ki – choć nie kojarzę aby były projektowane przy współpracy z laureatami nagrody Grammy – są ulepione z zupełnie innej gliny. Albo może mówiąc dokładniej: zaprojektowane przez kompletnie inny zespół inżynierów, który wiedział co robi.

Na pewno nie potrzebują specjalnego marketingu, który zajmie się ich promocją – to słuchawki-ikona, które nie potrzebują rozgłosu. Taka sama legenda studyjna, jak DT770 PRO czy ATH-M50x. Nie wymieniam tutaj Sennheiserów HD 280, ani AKG K271 MKII, ponieważ obie te pary jeszcze bardziej skłaniają się w stronę wokali i mowy. To bardziej modele realizatorsko-radiowe.

Sony MDR-7506 to z kolei model trochę tak pośrodku obu tych grup. Z jednej strony chciałyby zagrać V-ką, z drugiej dać jeszcze tę plastykę wokali. Ale nawet rysująca się w ten sposób choroba dwubiegunowa ma po stokroć więcej sensu, niż marketing XM6. Oczywiście współczesne problemy wymagają współczesnych solucji, więc w XM6 możemy sięgnąć po „oszustwo” w postaci EQ. OK, fajnie, ale:

  • marketing nic nie mówił o tym, że mamy sięgać po EQ, aby uzyskać możliwość stosowania ich w studiu,
  • skoro i tak sprowadzamy temat do EQ, to np. taki Qudelix da nam jeszcze większe możliwości i to z każdą parą słuchawek, o ile znamy jej FR.

Tak więc choć w żadnym wypadku nie zamierzałem i nadal nie zamierzam być wobec WH-1000XM6 złośliwy, po prostu nie lubię marketingu próbującego przekonać mnie, że chleb jedzony lewą ręką smakuje lepiej niż prawą.

 

Podsumowanie

Sony MDR-7506 zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie, mimo potknięć. Największymi problemami będzie tu zawsze wygoda na dłuższą metę, może też kilka cech użytkowych. A to tendencja do wiecznego samo-składania się, a to kabelek sprężynowy na stałe. Choć ten ostatni czasami mocno się przydaje. No i pady jak z marketu.

Brzmieniowo próbują natomiast pociągnąć dwie sroki za ogon: z jednej strony być jak M50x, R30x, DT770, a z drugiej puszczać oczko w stronę modeli wokalnych od Sennheisera i AKG. Czy to się udało? O dziwo nawet tak. Dlatego, choć nie są to słuchawki perfekcyjne w jednym zadaniu, bronią się bardzo dobrze w większości zastosowań. A jeśli doliczyć do tego nieśmiertelną w zasadzie konstrukcję, solidnie zrealizowane aspekty techniczne i bardzo atrakcyjną cenę – naprawdę nie widzę powodów, aby ich nie zarekomendować jako modelu stricte studyjnego i to takiego przez duże „s”.

Jednocześnie mam nadzieję, że tego typu analizy – specyficznie pod kątem zastosowań realizatorskich i roboczych dla takich słuchawek – będą przydatną porcją informacji. Mimo, że pisaną jakby nie patrzeć wciąż przez amatora-pasjonata, ale może właśnie dlatego tak bardzo autentyczną.


Sprzęt można zakupić na dzień pisania i publikacji recenzji w cenie wynoszącej 409 zł (sprawdź aktualną cenę i dostępność w sklepach) oraz na polskim Amazonie.


Dane techniczne

Zaczerpnięte z jednej ze stron sklepowych:

  • Łączność: Przewodowe
  • Budowa słuchawek: Nauszne; Zamknięte
  • Składana konstrukcja: Tak
  • System audio: Stereo 2.0
  • Redukcja hałasu: Nie
  • Średnica membrany: 40 mm
  • Pasmo przenoszenia słuchawek: 10 ~ 20000 Hz
  • Impedancja słuchawek: 63 Ω
  • Czułość słuchawek: 106 dB
  • Regulacja głośności: Nie
  • Wbudowany mikrofon: Brak
  • Złącze: Minijack 3,5 mm – 1 szt.
  • Długość kabla: 3 m
  • Odłączany kabel: Nie
  • Dodatkowe informacje: Regulowany pałąk; Przetwornik dynamiczny; Pozłacany wtyk
  • Kolor: Czarny
  • Dołączone akcesoria: Pokrowiec; Kabel audio; Adapter Jack 3,5 mm – Jack 6,3 mm
  • Waga: 230 g

 

Dane pomiarowe

Wszystkie dane pomiarowe widoczne w tej recenzji można znaleźć w Laboratorium, wybierając dokładnie ten model sprzętu z listy rozwijanej.

  

Platforma testowa

Poniżej sprzęt, który w największym stopniu został wykorzystany do napisania powyższej recenzji, jak również wykorzystywana muzyka i inne przydatne informacje.

  • Interfejsy studyjne: Motu M4
  • DAC/AMP: AF HA500, AF DA500, Loxjie D40 Pro
  • Mobilne DAC/AMP: Tempotec Sonata BHD Pro, FiiO KA13
  • Nadajniki Bluetooth: Asus BT400, Asus PCE-AX58BT, RealMe 9Pro+
  • Słuchawki testowe pełnowymiarowe: Audio-Technica ATH-AD900X (zmodyfikowane), Audio-Technica ATH-R30x, Creative Aurvana SE (zmodyfikowane), Sennheiser HD 660S2
  • Słuchawki testowe typu IEM: Sony MH1
  • Monitory odsłuchowe: M-Audio Forty Sixty
  • Okablowanie testowe: własne okablowanie testowe i słuchawkowe z linii kabli Audionum oraz Fanatum
  • Kondycjonowanie prądu: brak (instalacja dostosowana już specjalnie pod audio)
  • Muzyka wykorzystywana w trakcie testów: przeważnie gatunki elektroniczne, z obecnością również albumów klasycznych, neoklasycznych, jazzu, muzyki wokalnej i rocka. Format FLAC 24/48, OGG, WAV.
Jakub Łopatko
Jakub Łopatko

Właściciel portalu Audiofanatyk™ i autor wszystkich ukazujących się na jego łamach publikacji. Pasjonat tematyki audio: słuchawek, głośników, akustyki i samego dźwięku. Z zamiłowania grafik komputerowy oraz fan zdrowego jedzenia i wypraw rowerowych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Logo portalu Audiofanatyk
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na mój blog i pomoc w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.