Bezprzewodowe mikrofony TWS Mozos MX4-DUAL od pewnego czasu krążą już po rynku, zbierając dobre opinie. Jako osoba, która mimo wszystko trochę tego sprzętu testuje, miałem wreszcie okazję również znaleźć się w tym gronie wybrańców. Praktycznie nowy zestaw MX4 przyjechał więc do mnie na testy, z których co wyszło, opowie Wam niniejsza recenzja.
Recenzja jest owocem płatnej współpracy z firmą i marką Mozos, która podesłała niniejszy sprzęt celem wykonania rzeczywistych testów użytkowych i wykonania próbek nagrań głosu. Jest to tym samym ekspertyza niezależna.

Jakość wykonania i konstrukcja Mozos MX4-DUAL
Zestaw bezprzewodowy Mozos MX4-DUAL stawia przede wszystkim na ultra-kompaktowość i mobilną ergonomię. Rzuca się to w oczy już przy pierwszym kontakcie z elementami systemu widocznymi na karcie produktu.



Zarówno nadajniki, jak i odbiornik zostały zamknięte w miniaturowych, niezwykle lekkich obudowach z matowego tworzywa sztucznego. Choć plastik ten zdradza troszkę budżetowy rodowód urządzenia, spasowanie poszczególnych sekcji jest zadowalające – konstrukcja nie trzeszczy pod naciskiem, a krawędzie są należycie wykończone. Wszystko okraszono diodami LED, które na bieżąco wskazują stan pracy, parowania i naładowania baterii.
Zasilanie bateryjne i czas pracy
Wiele miniaturowych odbiorników pod smartfony rzeczywiście nie ma baterii, ale Mozos akurat w tym modelu zastosował w odbiorniku osobne zasilanie akumulatorowe. Mikrofony wykręcają przyzwoite 6h pracy, podczas gdy odbiornik – 8 godzin. Całość działa na zasadzie TWS, ładowane przez etui (o nim za moment więcej).



System klipsów i magnesów
Kluczowym elementem konstrukcyjnym nadajników są zintegrowane klipsy, które pozwalają na pewne i dyskretne przypięcie mikrofonu do odzieży bez nadmiernego obciążania materiału. Co ciekawe, mają też na sobie magnesy, które są zwykłymi płytkami magnetycznymi. Można je bez problemu zdjąć, ale pytanie, jakie mi się nasuwało, brzmiało: w zasadzie po co to jest? Może chodzi o możliwość przyczepienia do metalowego zamka albo guzików koszuli? O tak, być może właśnie to jest tu powodem ich zastosowania.
Użyteczność podług różnych telefonów i sytuacji
Projekt całego zestawu opiera się na modułowości, co najlepiej obrazuje odbiornik z wymiennymi adapterami (USB-C oraz Lightning). Mozos postawił wyraźnie na współpracę z różnymi smartfonami, które pracują pod kontrolą zarówno Androida, jak i iOS.



Nie mamy telefonu z odpowiednim gniazdem albo nagrywamy kamerą? No problemo señor. W odbiorniku jest port jack 3,5 mm, a w zestawie malutki kabelek jack-jack sprężynowy.
Nagrywamy na wolnym powietrzu i „wicher duje w twarz”? No problemo señor. Mozos pomyślał o wszystkim – w zestawie mamy gumowe nakładki z frotką. Gustowne, dyskretne, skuteczne. Bez żadnych dodatkowych kosztów i w ramach tego, co już i tak płacimy (220 zł). No po prostu super sprawa.
Projekt „etui w etui”
Dopełnieniem konstrukcji jest wspomniane wcześniej sztywne, zamykane na zamek etui transportowe, które pełni jednocześnie funkcję stacji dokującej z powerbankiem. Posiada ono precyzyjnie wyprofilowane wytłoczenia ze stykami magnetycznymi, które stabilnie utrzymują urządzenia na miejscu podczas ładowania i zabezpieczają cały komplet w podróży.



Mozos pomyślał nawet o wycięciu na boku, aby móc je ładować bez wyjmowania (to konstrukcja „etui w etui”). Pomysłowe i mądre podejście do użytkownika.
Jakość nagrywanego dźwięku Mozos MX4-DUAL
Mikrofony z zestawu Mozos MX4-DUAL na papierze wydają się produktem fenomenalnym. Oto mikroskopijne mikrofoniki TWS w pakiecie podwójnym, idealne do wywiadów i prowadzenia rozmów we dwójkę. Pomysłowe etui, przyzwoity czas pracy, bardzo uczciwa cena. No po prostu trudno się do czegokolwiek przyczepić.
Z ochotą przystąpiłem więc do nagrywania sampli testowych:
W przypadku MX4-DUAL słychać niestety trochę kompresję i konsekwencję konieczności szukania kompromisów. Co ciekawe, jeden z dużych portali technologicznych zrobił swoje własne nagrania i mikrofony nagrywały dokładnie tak samo. Redakcja postanowiła je nagrodzić aż trzema wyróżnieniami, jednocześnie przestrzegając, że zestaw „nie oferuje jakości studyjnej”.
Dobrze że powiedzieli, bo bym nie zgadł.
Oczywistym jest, że takie mikrofony nie mają prawa konkurować z dużymi mikrofonami o ogromnych kapsułach. Choć przygotowałem sobie próbkę głosu z AT2035, finalnie uznałem, że tego typu porównanie jest kompletnie bez sensu. Trochę jakby porównywać Aygo z ciężarówką.
Również oczywistym jest, że od takich mikrofonów (i to jeszcze w tak super cenie) nie powinniśmy oczekiwać cudów. O studyjności nie mówiąc. Dlaczego jednak w zaletach wymieniono „dobra jakość nagrywanego dźwięku”, skoro na obu nagraniach – ichnich i moich – jest ten sam problem z kompresją? Jest to traktowane jako standard przy takich konstrukcjach? A może ja mam zbyt wygórowane wymagania i słyszę coś, czego nie powinienem słyszeć? Albo przynajmniej udawać, że nie słyszę?
Porównanie z Audio-Technica ATR3350xiS i Boya M1
Pomyślałem więc, że może warto byłoby MX4-DUAL z czymś porównać. Coś równie przenośnego należałoby wyjąć na tapet. Z mniejszych mikrofonów mam pod ręką krawatowego Audio-Technica ATR3350xiS, ale mikrofonik ten wymaga innego typu sprzętu, więc też nie do końca jest to alternatywa. Nagrania próbne z ATR-a wyszły zresztą słabo, więc jest to małe zwycięstwo dla Mozos MX4-DUAL.
No ale jednak wypadałoby coś tu jednak zaprezentować. Toteż wybór padł ostatecznie na poczciwego Boya M1, który można (jeszcze cudem) nabyć za 64 zł. To przewodowy mikrofon krawatowy, dedykowany do kamer i smartfonów. Czyli poniekąd tak, jak Mozos MX4-DUAL. Zostawiony mi dawniej w posiadaniu jako ciekawostka przez znajomego, z którym nie utrzymujemy od lat już kontaktów, swego czasu nie sprawdził się specjalnie z (również odziedziczonym po nim) EOS M3, dlatego zapomniany przez wszystkich wylądował w pudle. Zapewne miałem go „zutylizować” niczym rasowy śmieciarz-stalker szukający rzadkich artefaktów.
Aż do dziś mgła zapomnienia go spowijała. Boya na papierze wygląda wręcz jak wymarzony rywal – tani okrutnie, przewodowy, mniej praktyczny, ale jednak okrutnie popularny. Zatem:
I co? Zdumiewająco, ale jest… głośniej, czyściej, bez kompresji. Po prostu bez porównania lepiej. Owszem, Boya M1 jest zauważalnie mniej praktycznym rozwiązaniem, może wręcz skrajnie mniej. Wybór między tymi dwoma mikrofonami sprowadzi się ostatecznie do tego, czy idziemy w maksymalną jakość rejestracji (i nagrywanie jednej osoby), czy maksymalną praktyczność rejestracji (i nagrywanie dwóch).
Nie jest to tak, że Boya skreśla MX4-DUAL permanentnie z planszy. Gdybym jednak miał się zdecydować na coś do nagrywania przed kamerą sam dla siebie, wolałbym M1. Kabelek schowam pod pazuchą, może nic nie wyrwę, jakoś to będzie. W ruchu? Odpada. Tu MX4-DUAL zawsze wygrają praktycznością. Ale do nagrywania kanapowego? Jak znalazł.
Podsumowanie
Mikrofony Mozos MX4-DUAL okazały się fajnym i tanim akcesorium. Choć wygrywają z takimi zdawałoby się markowymi mikrofonami, jak ATR3350xiS, zderzenie z tanim Boya M1 pokazało, że mimo wszystko da się lepiej.
Osobiście nadal widzą mi się tam, gdzie praktyczność i bezprzewodowość dyktują warunki. Ale w temacie jakości nagrywanego dźwięku myślę, że spokojnie dałoby się jeszcze coś podkręcić i podciągnąć (może w MX5?). Zwłaszcza, że Mozosa stać na świetne mikrofony w dobrej cenie. Pokazała to seria ich pełnowymiarowych mikrofonów, do których w zasadzie nigdy nie mam jak się przyczepić, bo wszystko robią dobrze. Tu zaś wreszcie mi się udało, choć nie odczuwam z tego powodu satysfakcji.
Dlatego też oceniam je pingwinkiem z wiaderkiem. Pod nim zależy co kto znajdzie. Miłośnicy braku kabli i „TWS everything” za rozsądne pieniądze będą zachwyceni. Zwolennicy „jakości nagrywania która kasuje wszystkie niedogodności” być może jeszcze nie złapią za portfele. Ja sam przyznam odczuwam zaskoczenie i zdumienie, że stary mikrofon krawatowy za 64 zł okazał się tak dobry, że aż się testowane mikrofoniki spociły. Gdyby tylko móc połączyć jakość dźwięku M1 z wyborną poręcznością i praktycznością MX4…
Sprzęt można zakupić na dzień pisania i publikacji recenzji w cenie ok. 220 zł bezpośrednio w sklepie Mozos.
Dane techniczne
Dane skopiowane 1:1 bezpośrednio ze strony producenta:
- Monitoring: odbiornik i nadajnik umożliwiają jednoczesny odsłuch.
- Częstotliwość pracy: 2.4–2.4835 GHz.
- Maksymalna moc transmisji: < 6 dBm.
- Opóźnienie audio: 20 ms.
- Pasmo przenoszenia: 20 Hz – 20 kHz.
- Częstotliwość próbkowania: 32 kHz.
- Czułość: -32 dB.
- Zasięg transmisji: do 80 m (w linii prostej, bez przeszkód).
- Stosunek sygnału do szumu: 68 dB.
- Typ mikrofonu: dookólny 360°.
- Napięcie wejściowe: DC 4.8–5.2 V.
- Temperatura pracy: -10°C do 45°C.
- Pobór prądu: 16–20 mA.
- Moc: 0.0592 W.
- Zasilacz: 5V / 1A.
- Czas pracy:
– Mikrofon: około 6 h.
– Odbiornik: około 8 h. - Pojemność baterii:
– Mikrofon: 90 mAh.
– Odbiornik: 160 mAh. - Wymiary:
– Mikrofon: 25 × 25 × 15.5 mm.
– Odbiornik: 42.2 × 26 × 19.5 mm. - Waga:
– Mikrofon: 9 g.
– Odbiornik: 14 g. - Waga całkowita bez opakowania: 0,174 kg.
Platforma testowa
Poniżej sprzęt, który w największym stopniu został wykorzystany do napisania powyższej recenzji, jak również wykorzystywana muzyka i inne przydatne informacje.
- DAC/ADC/AMP: Motu M4, AF HA500, AF DA500
- Nadajniki Bluetooth: Asus BT400, Asus PCE-AX58BT, RealMe 9Pro+
- Słuchawki testowe pełnowymiarowe: Audio-Technica ATH-M50x (zmodyfikowane)
- Słuchawki testowe typu IEM: KZ ZVX, Sony MH1
- Monitory odsłuchowe: M-Audio Forty Sixty
- Okablowanie testowe: własne okablowanie testowe i słuchawkowe z linii kabli Audionum
- Kondycjonowanie prądu: brak (instalacja dostosowana już specjalnie pod audio)
- Muzyka wykorzystywana w trakcie testów: przeważnie gatunki elektroniczne, z obecnością również albumów klasycznych, neoklasycznych, jazzu, muzyki wokalnej i rocka. Format FLAC 24/48, OGG, WAV.



