Z Meze Alba miałem już dawniej styczność, choć trafił do mnie egzemplarz mocno wysłużony i bezlitośnie poturbowany przez los. Ze względu na opłakany stan słuchawek postanowiłem wówczas odłożyć ich test i skupić się na modelu 105 AER.
Tym razem jednak – już pod nowym szyldem – Meze Alba powracają, bym mógł dokończyć dzieła opisania tych całkiem opłacalnych słuchawek.
Egzemplarz testowy został dostarczony przez zewnętrznego Partnera. Recenzja jest owocem płatnej współpracy komercyjnej w zakresie wykonania ekspertyzy pomiarowej oraz udokumentowania rzeczywistych właściwości użytkowych urządzenia. Partner nie miał wglądu w treść recenzji ani wpływu na wyniki pomiarów przed ich publikacją.
Aktualizacja 2026-10-08: Recenzja została uporządkowana i dostosowana do aktualnych standardów edytorskich i metrologicznych portalu.

Dane techniczne
- Przetwornik: dynamiczny 10,8 mm
- Impedancja: 32 Ω
- Czułość: 109 dB / mW
- THD: poniżej 0,1% dla 1 kHz
- Pasmo przenoszenia: od 15 Hz do 25 kHz
- Waga: 14 g
- Kabel: 1,5 m z wtykiem 3,5 mm TRS
- W zestawie: etui, tipsy, DAC USB-C
- Dystrybutor na Polskę: Audio Klan
Jakość wykonania Meze Alba
Właściwie trudno oczekiwać, żeby Meze nie stanęło na wysokości zadania. Ich słuchawki raczej pamiętamy jako sprzęt bardzo dobrze wykonany, tak pod względem precyzji, jak i użytych materiałów. W sumie bez względu na cenę. Nie inaczej jest w przypadku Meze Alba.

Bardzo dobre wykonanie
Rzeczywiście słuchawki pod tym względem są bardzo dobrze dopracowane. Spasowane elementów jest w zupełności satysfakcjonujące, a całość tworzy dwie, malutkie, zwarte bryłki.

Korpusy są malowane, toteż mamy tu metal pokryty grubą warstwą kremowej farby z połyskiem. Radziłbym uważać jednak na uderzenia i uszkodzenia mechaniczne, gdyż można ją ukruszyć.

Wnętrza oraz „tuby” zewnętrzne wykonano z matowego metalu. Oznaczenia kanałowe zrealizowano za pomocą kolorów. Prawa słuchawka ma czerwony plastik gniazda (standard 2-pin).
Bogate wyposażenie
Wraz ze słuchawkami dostajemy twarde etui, komplet tipsów silikonowych, kabel sygnałowy (3,5 mm SE) oraz… dongla USB-C. Czyli to tak, jakby kupić słuchawki, a dostać DACa w prezencie. Mocno korzystnie wpływa to na opłacalność tego modelu. Osobiście nie miałem tutaj żadnych uwag ani potrzeby otrzymania czegoś więcej.

Prawie bezbłędna wygoda
Słuchawki są malutkie, ale też bardzo wygodne. U mnie był niestety mały problem z prawą słuchawką, która notorycznie nie chciała mi złapać seal-a. Pomogły niestandardowe tipsy, które otrzymałem w osobnej przesyłce od dystrybutora.
Dodatkowe tipsy, ale mające swój konkretny cel
Meze Alba dostałem bowiem z właściwie dwoma kompletami tipsów.
W woreczku były oryginalne, śnieżnobiałe, jak również na słuchawkach. Zdobiły je dumnie, niczym mięciutki, śnieżnobiały puch, mający za moment rozkosznie spocząć w kanałach słuchowych.

Trochę niecodzienną była sytuacja, w której na przeprowadzenie testów musiałem poczekać, aż przyjadą dodatkowe tipsy oddelegowane do wykonania testów odsłuchowych. Jest to pierwszy raz, gdy zabroniono mi używać materiałów dołączonych do produktu, ale słuchawki tego typu to produkt higieniczny i każdy dystrybutor ma z tym swoje własne doświadczenia. Decyzja spotkała się więc z mojej strony z pełnym zrozumieniem.

Teoretycznie mógłbym dopytywać, drążyć i wyrażać zaciekawienie, ale moim celem jest przede wszystkim rzetelne przetestowanie słuchawek dostarczonych na recenzję, a nie prowadzenie śledztwa dziennikarskiego w ramach protokołów higienicznych.

Stan całkowicie nowy
Meze Alba gościły u mnie wcześniej na testach, ale ich stan nie pozwalał na przeprowadzenie jej w pełnym wymiarze. Były strasznie traktowane, powycierane, poobijane, budzące współczucie i niezrozumienie.
Na szczęście testowany egzemplarz Meze Alba przyszedł kompletnie zafoliowany, w stanie idealnie nowym.

Ma to naturalnie i swoje dobre strony, bowiem miałem okazję wejrzeć nieco w przyszłość i samemu posiąść na moment szczyptę zdolności profetycznych. Wiem już teraz jak słuchawki te mogą wyglądać po katowaniu, obijaniu i prawdopodobnym rzucaniu nimi po ścianach.
Ale skoro już mimo wszystko zdradziłem ich stan potencjalny, to odpowiedzmy sobie na stojącą za tym kwestię…
Jak mogą wyglądać Meze Alba po przejściach?
Korpusy obtłuczone, poobijane, z pościeranymi emblematami, tipsy z woskowiną.
O słuchawki, zwłaszcza cudze, dbam jak o własne, więc oczywistym jest, że chciałbym wszystko móc Wam prezentować w stanie nienagannym. Ale czasami zdarza się tak, że sprzęt będący demówką ze sklepu jest po prostu zakatowany. Owszem, to niby tylko słuchawki, jedynie gadżet. Ale pokazuje podejście innych ludzi do cudzej własności. A także naszego hobby jako całości.

Gdy pokazałem na swoich kanałach i social mediach zdjęcia tego egzemplarza, padły pytania dlaczego w ogóle ktoś wysłał słuchawki na testy w takim stanie wiedząc, że będą one fotografowane? Podejrzewam, że albo nie zwracano na to żadnej uwagi, albo nie interesowano się w jakim stanie sprzęt po testach wraca (brak inspekcji towaru).
Sam podchodzę do tego ze spokojem i cieszę się, że ostatecznie mogę zasiąść do odsłuchu tych jakże interesujących słuchawek w fabrycznym stanie, gwarantującym pełen profesjonalizm i miarodajność.
Jakość dźwięku Meze Alba
Należy jeszcze raz zaznaczyć, że weryfikacja odsłuchowa oraz pomiarowa została przeprowadzona przy użyciu alternatywnych nakładek dousznych, dostarczonych wraz ze słuchawkami, a nie zestawu fabrycznego.

Neutralnie-jasna sygnatura
Meze Alba prezentują strojenie oparte na bardzo subtelnej sygnaturze w kształcie litery „V”, w której punkt ciężkości przesunięto w stronę doświetlenia sopranu, a nie dominacji dołu pasma. Modelu tego w żaden sposób nie można zakwalifikować do konstrukcji o profilu typowo basowym.
Linia basowa pozostaje czytelna, wyważona i pozbawiona przesadnej twardości czy sztucznie narzuconego konturu. Przekaz w niskich rejestrach cechuje się dobrą kulturą i zwinnością, operując po lżejszej, detalicznej stronie – przynajmniej do momentu uzyskania pełnego, bezwzględnego uszczelnienia komory w kanale słuchowym. Dopiero wówczas dół nabiera właściwej sprężystości, dociążenia oraz rozmachu w subbasie, wciąż jednak nie przekraczając granic neutralności ani nie maskując wyższych rejestrów.
Tony średnie są poprawne w barwie, aczkolwiek cechują się delikatnym wycofaniem energii. Wynika ono z płytkiego dołka w rejonie 650 Hz, który odsuwa pierwszy plan i tworzy dodatkowy dystans między słuchaczem a źródłami pozornymi. Jest to bezpieczny zabieg strojeniowy, choć bliższa, bardziej namacalna ekspozycja wokali nadałaby przekazowi więcej intymności i masy. Mimo to pozycjonowanie wokalistów wypada optymalnie – nie zawiedzie zwolenników napowietrzonego środka, a jednocześnie nie zrazi osób preferujących bezpośredni kontakt z wykonawcą.
Sopran został zrealizowany poprzez szerokie wypiętrzenie energii w wyższych rejestrach, przypominające manierę znaną z wielu konstrukcji pokroju HE1000 V3. Nie mamy tu do czynienia z wąskim, agresywnym wybiciem rezonansowym drażniącym narząd słuchu, lecz z równomiernym doświetleniem, które nadaje brzmieniu nośności, dźwięczności i wysokiej wyrazistości mikrodetali.
Scena dźwiękowa budowana jest ze zdecydowanym naciskiem na szerokość panoramy stereofonicznej. Rozciągnięcie w osi lewo–prawo robi bardzo dobre wrażenie, jednak odbywa się to kosztem różnicowania odległości w osi przód–tył. Meze Alba wykazują tendencję do spłaszczania głębi i lokowania instrumentów na stosunkowo płaskim łuku, co stanowi właściwie jedyne zauważalne ograniczenie przestrzenne tej konstrukcji.
Dołączony adapter USB-C
Przy recenzji Meze 105 AER wspominałem już o nim, jako że nikt nie powiedział mi z którego zestawu takowy adapter miał pochodzić. A i ja nie pytałem, gdyż wsadzony był do pudełka ze 105-tkami. Uznałem więc – jako osoba posługująca się logiką – że adapter ten pochodzi właśnie z tegoż modelu.
Okazuje się jednak, że jest to akcesorium z Meze Alba. Cóż więc szkodzi sprawdzić przy okazji możliwości tego maleństwa? Jest w zestawie? Jest. No to lecimy z tematem.
I cóż tu się okazuje? Nie słyszałem żadnych różnic tonalnych między torem testowym, a adapterem rzeczonym. Ani na Albach, ani na KPP / Sony MH1, które występowały w roli pomocniczej.





Pod względem czystości również wszystko było w najlepszym porządku. Choć adapter nie jest w stanie „wypluć” z siebie więcej niż 1Vrms, więcej do takich słuchawek, jak Alba, naprawdę nie trzeba. A jeśli ktoś uważa, że potrzeba – w tym balansu dla jeszcze większej mocy – zapraszam do lektury artykułu o szkodliwości dokanałówek i w ogóle hałasu. Jeśli mimo to ktoś nadal wie swoje – super, branża aparatów słuchowych też przecież musi zarabiać. I to też jest w porządku.
Niemniej, adapter sam w sobie sprawuje się naprawdę świetnie i to nie tylko pod impedancją wybitnie 32 Ω. Praktycznie każde słuchawki podłączone pod tego dongla będą działały w najwyższym stopniu poprawnie. Tym samym mam dobrą i złą wiadomość.
- Dobra – kupując Meze Alba mamy od razu w pudełku załatwiony temat DACa i wzmacniacza USB-C.
- Zła – jeśli mamy już wcześniej kupione urządzenie tego typu, będzie ono zbędne, gdyż ten adapter załatwia temat od razu. Kto wie, czy nawet nie lepiej.
Brak potrzeby balansu
Być może część osób zwróci uwagę na brak kabla zbalansowanego, ale tak jak często wskazywałem – nie jest to potrzebne akcesorium (można go dokupić za 60$). Balans przy takich słuchawkach nic nam jednak wymiernego nie daje. Nie sprawia, że nagle słuchawki są „lepiej napędzone”, bo więcej mocy jest. Sprzęt na tej samej głośności otrzyma dokładnie tyle samo prądu i tyle samo go skonsumuje.
Poniżej tabela mocowa, jaką wyliczyłem dla tego urządzenia:
| Obciążenie | Napięcie (Vrms) | Moc (mW) |
| 16 Ω | 0,949 | 56,3 |
| 32 Ω | 0,989 | 30,6 |
| 300 Ω | 1,000 | 3,33 |
Ponieważ Meze Alba są słuchawkami o impedancji 32 Ω, ten wiersz nas interesuje najbardziej. Dongiel Meze jest w stanie zaoferować tu ok. 30 mW na kanał. Ale jest to wartość maksymalna.
Ile realnie słuchawki skonsumują? Wg moich wyliczeń: 0.13 µW. Czyli tyle mocy potrzebuję, aby słuchać ich na maksymalnych dla mnie 70 dB SPL. Super. No to gdzie tu jest potrzebny balans? Tak więc kabel zbalansowany przy Meze Alba i ogólnie połączenie tego typu jest tylko i wyłącznie fanaberią.
Całokształt brzmieniowy
Meze Alba oferują dojrzałe, zrównoważone strojenie, które nawiązuje do ogólnej estetyki dźwiękowej wyższych modeli tego producenta (takich jak Meze Elite), oczywiście z zachowaniem proporcji i ograniczeń wynikających z formatu dokanałowego oraz pułapu cenowego. Konstrukcja wykazuje dużą wszechstronność repertuarową, pod bezwzględnym warunkiem uzyskania pełnej szczelności akustycznej. Podobnie jak we wcześniej badanym egzemplarzu, głównym kompromisem pozostaje stereofonia w osi przód-tył – scena jest poprawnie rozciągnięta wszerz, lecz wykazuje tendencję do spłaszczania głębi i upraszczania gradacji planów.
Drugim aspektem wymagającym odnotowania jest bezwzględna ilość energii w sopranie. Sama barwa i czystość wyższych rejestrów nie budzą zastrzeżeń, jednak sumaryczne natężenie tego podzakresu mogłoby być niższe, szczególnie z perspektywy osób o wyższej wrażliwości słuchowej na wyższe harmoniczne. Słuchawki o profilu ściśle neutralnym (jak choćby Sony MH1) wykazują w tym newralgicznym obszarze wyraźniejsze uspokojenie, co sprzyja dłuższym sesjom odsłuchowym bez ryzyka zmęczenia percepcyjnego.
Podatność na korekcję cyfrową (PEQ)
Konstrukcja wykazuje znakomity potencjał przy zastosowaniu korekcji parametrycznej. Wprowadzenie nieskomplikowanych filtrów pozwala zbliżyć charakterystykę tonalną słuchawek do ścisłej referencji. Wynika to bezpośrednio z natury strojenia góry pasma – sopran w Meze Alba został doświetlony w szerokim przedziale częstotliwości, a nie za pomocą wąskiego, pasożytniczego rezonansu przetwornika.
Szerokie wypiętrzenie energii jest w praktyce znacznie prostsze w kompensacji niż wąskopasmowe szczyty (takie jak wybicie w rejonie 6 kHz w Sennheiserach HD 800 czy wysokie rezonanse w konstrukcjach Beyerdynamic T1), które wymagają chirurgicznego celowania filtrami o wysokim współczynniku Q i niosą ryzyko rotacji fazy. W przypadku Meze Alba zastosowanie łagodnego filtra półkowego natychmiast przywraca równowagę pasma, stabilizuje barwę i zachowuje pełną rozdzielczość przetwornika dynamicznego bez efektu zmatowienia dźwięku.
Porównania z innymi modelami słuchawek
W pierwszej kolejności wziąłem się za porównanie z KZ ZSX i tu okazało się, że preferuję bardziej dźwięk Meze Alba. ZSX są super, ale jednak słyszę w nich odklejoną górę, która mimo wszystko mnie drażni i reaguje z nadwrażliwością na 6 kHz. Winne temu były tipsy, z którymi myślałem, że będzie mi na ZSX lepiej. Nie było. Dopiero na fabryce słuchawki te pokazują pazur.
Ale i w pojedynku z „najbardziej skrywanym sekretem audiofilów”, czyli legendarnymi Sony (Ericsson) MH1, Meze Alba musiały się wykazać. Wraz ze KZ ZSX (na normalnych tipsach) są to moje domyślne punkty odniesienia w temacie IEMów. Z nich wszystkich Sony pełnią w zasadzie rolę ultra-referencji. Nie trafiłem na razie na lepsze słuchawki od nich. I to jeszcze za tak śmieszne pieniądze.
Sony miało kompletny dźwięk, mający wszystko. Dosłownie wszystko (poza ergonomią kabla). To na tym kamieniu wyszczerbiło się ostrze Meze. Co zawiodło? Wspomniany sopran. Meze grały dobrze, poprawnie, ale strojenie jednak bardziej odpowiadało mi na sopranie w Sony. No i scena, którą – jak na ironię poprawnie – wskazała inna recenzja.
W sumie aż chciałoby się jeszcze przytoczyć rewelacyjne Aune E1, ale niestety nie posiadam ich od długiego czasu już na stanie i nie mam takich planów. Choć zacne to były słuchawki.
Na koniec ZAX. Bardzo podobne do Meze, ale z nieco lepszą sceną i innym ułożeniem nacisku na sopran. Ten był tak samo jasny, ale dalszy skraj należał do Meze. Alby dawały lepszy wgląd w analizę, techniczność i mikrodetal. Dla wielu będzie to swoisty punkt sprzedający tych słuchawek.
Podsumowanie
Meze Alba zagrały zdumiewająco dobrze, równo i w pierwszej chwili wręcz bym powiedział, że zaskakująco blisko ideału fanów Hifimana. Jednocześnie jednak tymże ideałem w kategoriach ogólnych nie są. Choć są w stanie wygrać z uznanymi przeze mnie KZ ZSX, to jednak na ich drodze stają moje uszy, wyczulone troszkę na sopran. Nie jest on na szczęście ani mocny, ani nie dający się sprowadzić do piony equalizacją.
Kto więc wie, czy aby Meze Alba nie są takim „sekretnym skrótem” dla tych, którzy chcą mieć ten jeden, uniwersalny punkt odniesienia? I to nie za aż tak duże pieniądze, ale wciąż markowy?

Słuchawki rzutem na taśmę obroniły się na rekomendację. Sekretnym sosem w tym modelu jest bowiem połączenie bardzo wysokiej jakości wykonania z bardzo dobrą wygodą. Choć walczyłem trochę z ergonomią, wygoda to było to, co mnie w tych słuchawkach kupiło. Dlatego pozytywna ocena końcowa myślę, że jest jak najbardziej zasłużona. Kwalifikuje ona rzutem na taśmę Meze Alba jako techniczną rekomendację.

Na dzień pisania recenzji, sprzęt dostępny jest w cenie 669 zł.
Sprzęt do testów podesłał:






Otóż właśnie, soprany a nie basy, mysie piski. Dongel podobno lepszy niż słuchawki.
Wszystko jest zmierzone, udokumentowane, więc po co stosować modulanty skoro w recenzji pokazano fakty i liczby?
Panie Jakubie, a czy te sluchawki nadadza sie do sportu…? Chodzi glownie o jazde na rowerze, enduro. Bedzie ok, czy moga wypadac z uszu?
Pozdrawiam