M-Audio Oxygen PRO 61 – nietypowa recenzja keyboardu dla początkujących

Oj recenzja M-Audio Oxygen PRO 61 będzie rzeczywiście bardzo nietypowa. W ten szczególny dzień, pełen uśmiechu i radości płynących z żartobliwych artykułów i polowania na mniej domyślnych, myślałem bardzo długo co opublikować. Paleta tematów była absolutnie przepyszna i nieprzebrana. Bez problemu mógłbym ulec osobom udającym audiofilów, którzy co rusz dopraszają się o atencję z mojej strony. Z łatwością mógłbym poruszyć jeden z tematów wybitnie „zapalnych”, których ostatnio też było multum. O tak, dałoby się napisać tu spory artykuł, a nawet kilka. Mówiąc to, co już wszyscy doskonale wiemy, tudzież kopiąc już dawno leżących.

Ostatecznie uznałem, że byłoby to tylko marnowanie mojego cennego czasu.

Zacząłem przeglądać zatem swoją „szufladę” z materiałami do recenzji przyszłych i zaległych. Mnóstwo jest tam przeróżnych sprzętów i tematów, na które ze znacznie większą przyjemnością wolałbym swój czas poświęcić. Z grona wszystkich rzuciła mi się akurat jedna, szczególna, nietypowa recenzja, której nie miałem do tej pory jak ugryźć.

Nietypowa z tego względu, że nigdy jeszcze nie ukazana na łamach AF w wymiarze klasowym. Do tej pory testowałem bowiem jedynie sprzęt odsłuchowy i odtwarzający, ale nigdy nie był to instrument. Taki, co to dźwięk generuje, a nie tylko odtwarza. Kiedyś więc musi być ten pierwszy raz. Tak oto przed państwem ląduje mój prywatny keyboard M-Audio Oxygen PRO 61, na którym od pewnego czasu próbuję uczyć się grać i tworzyć muzykę. Tak samo, jak kiedyś na swoim Intuosie 3 próbowałem uczyć się rysować i tworzyć grafikę. Potem na Intuosie 4 projektować i na Cintiqu 13HD rysować. I zaczynam dostrzegać, że historia rzeczywiście lubi się powtarzać.


Recenzja ma charakter prywatny, osobisty i jest owocem wspaniałego wsparcia czytelników AF, którzy częściowo sfinansowali via Ko-Fi zakup opisywanego urządzenia, umożliwiając tym samym jego testy. Bardzo serdecznie za to dziękuję. ❤️

 

Jakość wykonania M-Audio Oxygen PRO 61

Obudowa M-Audio Oxygen PRO 61 to zaawansowane studium nad kompozytami polimerowymi. Czytaj: das plastischen musikinstrument. Choć sama marka jest z USA, czyli kraju dymiącej spluwy i słonecznego rancza.

Mimo, że dominuje tu tworzywo sztuczne, konstrukcja wykazuje się dużą sztywnością. Nie absolutną – wyczuwalny flex widać, gdy weźmie się ją w ręce. Skręca się po przekątnej niczym niejedna klawiatura komputerowa do pisania, którą miałem przyjemność (z)używać. Bo pisanie dla Was recenzji to nie tylko zaszczyt, nie tylko przyjemność płynąca z hobby, jakim jest audio, ale też bardzo szybkie zużywanie dosłownie każdej klawiatury (obecnie eksploatowana jest MX Mechanical).

Z tego względu dokupiłem do swojego M-Audio stand marki Gator Frameworks Deluxe GFW-KEY-2000X. Udało mi się dostać B-Stock za 200 zł, względem ceny normalnej wynoszącej 249 zł. Sama klawiatura również była przeze mnie kupiona jako B-Stock. 746 zł zamiast 935 zł. Kolejne pieniądze w suchym. Łącznie jest to 238 zł, które można przeznaczyć na dołożenie do fajnych słuchawek studyjnych (np. MDR-7506) albo interfejsu (nawet ichniego od M-Audio). Ten ostatni co prawda nie jest wymagany (keyboard pracuje sobie niezależnie via USB-B), ale wysoce pożądany. Tak samo jak słuchawki zamknięte (koniecznie zamknięte), aby nie rozpraszało nas stukanie klawiszy.

Klawisze mają w sobie amortyzację, co jest kluczowe dla minimalizowania rezonansów podczas agresywnej gry. W dotyku ich powierzchnia jest gładka, zaś sama obudowa matowa, nie zbiera odcisków palców tak chętnie jak np. Dan Clark Audio Noire X. Za to kurz jest bardzo mocno widoczny, niestety.

Fadery i pokrętła stawiają opór, który fani analogowego sprzętu określiliby jako… hmm, w sumie nie wiem jak by to określili. Może „tradycyjny”? Chyba tak. Nie ma tu luzów bocznych, co w tej półce cenowej bywa z tego co się orientuję rzadkością. Całość sprawia wrażenie urządzenia zaprojektowanego z myślą o oszczędnościach tam, gdzie ma to sens.

 

Topologia półważonych klawiszy i Aftertouch

Kluczowym elementem jest tutaj topologia półważona. W przeciwieństwie do tanich, sprężynujących klawiatur typu „synth-action”, M-Audio Oxygen PRO 61 oferuje mechanizm z wyczuwalnym oporem początkowym. Z punktu widzenia fizyki ruchu, klawisze te mają bardzo dobrze dobrany współczynnik tłumienia – powrót do pozycji zerowej jest szybki, ale pozbawiony metalicznego echa. Znów pomocne jest tu tłumienie pod klawiszami, a w samej pracy z keyboardem świetnie sprawdzają się słuchawki zamknięte.

Prawdziwym asem w rękawie jest jednak Channel Aftertouch. W świecie audiofilskim moglibyśmy to porównać do możliwości płynnej regulacji prądu podkładu w locie.

Co daje Aftertouch? Pozwala on na modulowanie barwy dźwięku poprzez siłę docisku klawisza już po jego uderzeniu. W praktyce daje to niesamowitą kontrolę nad mikro-dynamiką, pozwalając na wprowadzanie wibrato lub otwieranie filtra bez odrywania rąk od klawiatury. To warstwa ekspresji, która decyduje o tym, czy dany instrument „żyje”, czy jest tylko martwym generatorem nie różniącym się od binarnego naciskania klawiszy na klawiaturze komputerowej.

 

Funkcje specjalne i integracja z DAW

M-Audio wyposażyło model PRO w szereg systemów wspomagających, takich jak Smart ChordSmart Scale. Choć dla purystów mogą one brzmieć jak „equalizer włączony na stałe”, w procesie twórczym pozwalają na zachowanie pełnej zgodności z zadaną tonacją, co drastycznie skraca czas potrzebny na post-produkcję materiału.

Wsparcie dla różnorodnych środowisk DAW (Ableton, Logic, Cubase, Bitwig Studio itd.) jest natywne, co zapewnia doskonałą synergię między sprzętem a oprogramowaniem. Urządzenie samo mapuje najważniejsze parametry, redukując potrzebę „ręcznego strojenia” całego toru sygnałowego.

 

Praca na M-Audio Oxygen PRO 61 z perspektywy Bitwig Studio

Generalnie wypadałoby mi zdecydować się na jakiegoś DAW-a, na zasadzie raz a dobrze. Miałem kilka opcji, jako że limitowany jestem do pracy w środowisku Linux. Nie z konieczności, a z wyboru – nie zamierzam pracować na systemach Mikromiękkiego od czasu gdy Nutella (czy jak mu tam) przejął stery. I mówię to z perspektywy pracy na tych systemach od 3 dekad.

Jako użytkownik ceniący modularność i precyzję,szczególną uwagę poświęciłem więc pracy w środowisku Linux i tak oto padło na program Bitwig Studio. Oxygen PRO 61 w tym ekosystemie zachowuje się niezwykle transparentnie.

  • Modulacja: Dzięki Aftertouch, Bitwig staje się placem zabaw dla modulatorów typu „Expressions”. Możemy przypisać docisk klawisza do dowolnego parametru wewnątrz PolyGrida, co daje wrażenie pełnej jedności z instrumentem.
  • Pady: 16 podświetlanych padów RGB idealnie nadaje się do odpalania clipów w widoku „Launcher”. Ich czułość na uderzenie (velocity) została skalibrowana tak, by oddawać naturalną dynamikę.

M.in. to właśnie zintegrowane pady i wspomniana modulacja sprawiły, że testowane urządzenie znalazło się u mnie na radarze i jest jednym z tych zakupów „w ciemno”, których obawiałem się czynić. Ale finalnie? Nie żałuję nic a nic.

 

Czy mamy tu jakieś wady?

Pewnie tak, będzie ich sporo, ale wykryć da się je tylko z perspektywy pracy z takimi instrumentami na poważnie, albo doświadczenia z modelami znacznie droższymi. W obu przypadkach mnie to nie dotyczy – dopiero się uczę, a w temacie keyboardów ten jest moim pierwszym. Nie mam więc żadnego punktu odniesienia poza tym, że sprzęt działa. I przysparza mi zarówno mnóstwo frajdy, jak i pochłania sporo czasu, aby się czegokolwiek w moim wieku na nim nauczyć.

A czy warto się uczyć? Oczywiście! Bowiem…

 

Trening dla „biologicznego procesora” czyli kreacja muzyki a zdrowie mózgu

Nauka gry na klawiaturze to w rzeczywistości najbardziej kompleksowa forma „konserwacji toru sygnałowego”, jaką możemy zafundować naszemu mózgowi. Angażując jednocześnie korę ruchową (precyzyjna motoryka palców), wzrokową (czytanie nut/symboli) oraz słuchową (analiza barwy i rytmu), wymuszamy na układzie nerwowym tworzenie gęstej sieci nowych połączeń synaptycznych – neuroplastyczności.

W kontekście profilaktyki demencji i choroby Alzheimera, taka regularna praktyka buduje tzw. rezerwę poznawczą. Można to porównać do budowania „redundancji systemowej” w profesjonalnych instalacjach audio – gdy jedna ścieżka neuronowa ulega degradacji wraz z wiekiem, mózg potrafi sprawnie omijać uszkodzenia, wykorzystując bogatą sieć alternatywnych połączeń wytworzonych podczas nauki. Z perspektywy analitycznej, gra na instrumencie drastycznie obniża „jitter” procesów myślowych, poprawiając koordynację między półkulami oraz zwiększając objętość istoty szarej w kluczowych ośrodkach, co przekłada się na dłuższą sprawność operacyjną naszego biologicznego procesora.

Gdy pierwszy raz o tym czytałem, byłem absolutnie w szoku. Nagle okazało się, że tworzenie muzyki to nie tylko „kaprys chwili”, ale całkiem naturalny z mojej perspektywy etap prowadzenia Audiofanatyka. A na pewno kapitał gromadzony na późniejsze lata, gdy mój organizm zacznie się rozsypywać, aż w końcu moje małe światełko zgaśnie. I najgorsze, że człowiek nic z tym nie może zrobić. Jedyne co mu pozostaje, to się z tym pogodzić i żyć dalej, nie marnując czasu na wszystko to, co pisałem we wstępie.

Ale dobra, bo zaczynam filozofować jak pewien redaktor z historycznymi konotacjami i chorobliwą zażyłością wobec producentów i dystrybutorów…

 

Przykład praktyczny zastosowania M-Audio Oxygen PRO 61

Wiem, że nie będzie to nic specjalnego, ale lubię rzucać się na żywioł bez żadnego przygotowania i po prostu się sprzętem bawić. Ot mężczyzna, który przesiadł się z klocków Lego i rysowania na malowanie dźwięku na ekranie. Też jest to forma dźwiękowej plastyki z tego punktu widzenia, łącząc w sobie paradoksalnie dwa różne hobby w jedno.

Dlatego ta recenzja tak idealnie pasuje na 1 kwietnia – jest po prostu niezobowiązująca. Ani nie muszę tu nic mierzyć (no bo jak?), ani trzymać się swojej typowej struktury recenzji w tak kurczowy sposób. Jedyne więc, co sobie zrobiłem, poza obfitym pakietem zdjęć bardzo trudnego w akuratnym sfotografowaniu urządzenia, to malutką próbkę „live” z grania na żywo i nagrywania tego, co uzyskiwałem na wyjściu. Żadnego post-procesu ani innych cudów, po prostu to, co mi wyjdzie spod palców:

Da się robić na tym ambient? Ano da się. Niczym muzyczna terapia prosto z żuławskich bagien. A to nawet nie jest 1% możliwości tego sprzętu. Ani programu. Obu tych rzeczy powoli, bo powoli, ale wciąż się uczę. Kto wie, może i moich? Może mi się to nie znudzi? I zamiast wyśmiewania zorganizowanej audiofilskiej ośmiornicy, co rusz potykającej się o własne nogi, poprzestanę jedynie na dręczeniu ich fizyką i liczbami, aby mieć więcej czasu na zupełnie inne kierunki samorozwoju, niż tylko metrologia i technika audio? Kto wie, kto wie…

 

Podsumowanie

M-Audio Oxygen PRO 61 to urządzenie, które udowadnia, że żaden audiofil nie sięgnie po takie urządzenie. Ani recenzent audio. Kontroler MIDI może mieć swoją „duszę” – definiowaną przez ergonomię i precyzję mechaniki. Choć dzisiejsza data sprzyja żartom, ten sprzęt żartem nie jest. To solidna podstawa dla każdego, kto ceni sobie bezpośredni kontakt z dźwiękiem i chce mieć realny wpływ na jego barwę poprzez fizyczną ekspresję.

Bo faktycznie, całe życie jedynie oceniałem sprzęt, a względem muzyki byłem tylko biorcą. Nigdy dawcą. A przecież z grafiką ile radości było, gdy potrafiłem coś narysować. Z pisaniem tak samo – a co dzieje się do dziś. I okazuje się, że z muzyką również może być tak samo. Ta radość w środku, która powstaje na tle świadomości „w życiu nigdy nic takiego nie robiłem i coś jednak mi wychodzi”, jest naprawdę nie do opisania.

Gdybym miał oceniać go w kategoriach czysto audiofilskich: oferuje bardzo szerokie pole do popisu, zero szumu własnego i idealną liniowość komunikacji. W tej cenie to zdecydowana rekomendacja dla osób, które zamiast tylko słuchać, tudzież krytykować w kółko sprzęt i realizacje, postanowią zrobić coś samodzielnie. Dać od siebie coś światu muzycznemu, a nie tylko od niego brać i udawać, że coś słyszą, choć tego nie słyszą. A do nauki szukają czegoś, co bardzo dobrze się sprawdzi, ma wszystko co trzeba, ale nadal nie kosztuje fortuny.


Sprzęt można zakupić od ok. 935 zł w naszych rodzimych sklepach ze sprzętem studyjnym (sprawdź aktualną cenę i dostępność w sklepach).


Platforma testowa

Poniżej sprzęt, który w największym stopniu został wykorzystany do napisania powyższej recenzji, jak również wykorzystywana muzyka i inne przydatne informacje.

  • Interfejsy studyjne: Motu M4
  • DAC/AMP: AF HA500, AF DA500, Loxjie D40 Pro
  • Mobilne DAC/AMP: Tempotec Sonata BHD Pro, FiiO KA13
  • Nadajniki Bluetooth: Asus BT400, Asus PCE-AX58BT, RealMe 9Pro+
  • Słuchawki testowe pełnowymiarowe: Audio-Technica ATH-A990Z (zmodyfikowane), Audeze LCD-XC (zmodyfikowane), Creative Aurvana SE (zmodyfikowane)
  • Słuchawki testowe typu IEM: Sony MH1
  • Monitory odsłuchowe: M-Audio Forty Sixty
  • Okablowanie testowe: własne okablowanie testowe i słuchawkowe z linii kabli Audionum
  • Kondycjonowanie prądu: brak (instalacja dostosowana już specjalnie pod audio)
  • Muzyka wykorzystywana w trakcie testów: przeważnie gatunki elektroniczne, z obecnością również albumów klasycznych, neoklasycznych, jazzu, muzyki wokalnej i rocka. Format FLAC 24/48, OGG, WAV.

Jakub Łopatko
Jakub Łopatko

Właściciel portalu Audiofanatyk™ i autor wszystkich ukazujących się na jego łamach publikacji. Pasjonat tematyki audio: słuchawek, głośników, akustyki i samego dźwięku. Z zamiłowania grafik komputerowy oraz fan zdrowego jedzenia i wypraw rowerowych.

Jeden komentarz

  1. To niebezpieczna ścieżka, to będzie wojna na dwa fronty. Nie dość, że już pojawiają się tu wpisy nieakceptowane przez audiofilów, to teraz jeszcze będą toczone bitwy o syntezatory. A widać od razu konfrontacyjny nastrój autora po tym, jak do kompozycji użył wtyczki VST, a nie zainwestował w porządny, analogowy syntezator 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *