Hifiman Edition XV – innowacyjne „planary elektrostatyczne” Fanga

Tytuł recenzji Hifiman Edition XV naprawdę nie jest przypadkowy. Hifimanowi udało się stworzyć coś naprawdę wyjątkowego: słuchawki planarne tak zaawansowane, że zmieniające się w elektrostatyczne. A wszystko dzięki niezawodnej mieszance pomysłowości i chińskiego socjalizmu.

Były już wygrzewające się planary, które wg pierwszych ewangelistów tej techniki wykonywania tak przetworników miały nie istnieć. Sam pamiętam, jak jeden z właścicieli sklepów audio zachwalał w rozmowach ze mną i forumowiczami koniec konieczności wygrzewania. To nic, że to zjawisko w realnym świecie występuje rzadko. Hifiman wymyślił je na nowo i po swojemu poprzez rozciągalne membrany PET. Ale to nie koniec. Hifiman nie na darmo dorobił się – potem i łzami swego założyciela – tytułu doktorskiego. Tym razem geniusz Fanga raz drugi zaprzęgnięty do pracy został. I jak zwykle, w typowym dla tego producenta wykonaniu – pełnym fikołków, akrobacji i cudów.

Albowiem kto raz doświadczył legendarnej jakości Hifimana i ma świadomość, jak te słuchawki są wykonane (i później bronione), ten w cyrku się nie śmieje.


Recenzja powstała dzięki nieodpłatnemu użyczeniu prywatnego egzemplarza przez jednego z czytelników, któremu bardzo pięknie dziękuję. Jeśli posiadacie sprzęt, którego jeszcze nie recenzowałem i chcecie, abym przeprowadził jego pełną i niezależną ekspertyzę, serdecznie zachęcam do zgłoszenia go na oficjalne testy i pomiary

 

Hifiman Edition XV z tym ich słynnym już piankowym stojakiem słuchawkowym.

Jakość wykonania i konstrukcja Hifiman Edition XV

Hifiman pożyczył sobie obudowę z modelu Ananda (ten sam malowany plastik), po czym wsadził z zewnątrz nową, metalową maskownicę z perforacją, a od wnętrza siatkę metalową. Nie jestem pewien, czy to ta sama, którą stosowano w modelu Susvara, jako że jest to model skrzętnie mnie unikający.

Siatki metalowe maskujące przetworniki od wewnątrz są niestety zamontowane niechlujnie (są luźne). Być może reagują z magnesami, bowiem w praktyce możliwe jest dotknięcie uchem siatki i oparcie się na magnesach. I nie, nie jest to jednostkowy problem, gdyż użyczona para zachowuje się dokładnie tak, jak na video poniżej:

The one crappy thing about the Hifiman Edition XV
byu/ZoteTheMitey inheadphones

Ktoś kompletnie nie pomyślał tu o jakiejkolwiek warstwie izolacyjnej. Wystarczyło wyprofilować sobie plastikową płytkę z otworami pokrywającymi się ze szczelinami magnetycznymi. Zapewne podniosłoby to tylko koszt wytworzenia słuchawek, który musi nadal jak sądzę być trzymany w ryzach. Słuchawki kosztują „tylko” 1600 zł, ale ich realny koszt produkcji brutto to nawet nie 1/3 tej ceny. Zwłaszcza patrząc na spasowanie elementów, typowe dla Hifimana.

Hifiman Edition XV leżące na stole

Będąc w tym temacie, przetworników z zewnątrz nie zabezpieczono absolutnie niczym. Nie ma nawet siateczki.

Hifiman Edition XV od strony prawego przetwornika

Kompletną nowością będzie na pewno pałąk. Jest to konstrukcja podobna do kabłąka z Edition XS albo HE400SE, ale oparta na cienkim pasku metalu. Od wewnątrz, na samym czubku, znajduje się gumowa zaślepka, którą po bokach przytrzymują plastikowe maskownice mechanizmu wysuwania. Przy krawędziach widać niedoskonałości łączenia, więc kłania się tradycyjne już chińskie 30% jakości jak to u tego producenta bywa (w porywach).

Nowa konstrukcja pałąka w Hifimanach

Opaskę ze sprasowanego zamszu umieszczono na ruchomych bloczkach. Rozwiązanie zachowuje się ponownie dosyć podobnie do Anandy, ale tym razem można je założyć bardziej normalnie. Opaska nie działa już tak bardzo jako ogranicznik, jak miało to tam miejsce.

Opaska jest montowana na ruchomych bloczkach.

Poza tym? Standardowy kabel jak w Edition XS oraz HE400SE, standardowe pakowanie i wycięty z pianki „stojak”.

 

Jakość dźwięku Hifiman Edition XV w odsłuchach

Zdumiewająco, ale nie usłyszałem w Edition XV odgrzewania kotleta po raz setny. Chyba sam Hifiman uznał już, że zwęglił go doszczętnie i czas wreszcie na pokazanie czegoś nowego. Cóż więc zrobił? Wziął nóż, obskrobał go z węgla i zaczął smażyć ponownie. Dostajemy tu zatem praktycznie to samo, co w Edition XS (ale też i HE1000 V3) z cieplejszą górą. Ot cały sekret, więc nie będę się specjalnie rozwodził:

  • Bas jest dokładnie na tym samym poziomie. Neutralny, umiarkowany, nie za mocny, nie za słaby.
  • Środek pasma? Również bez zmian. Absolutnie bez zmian względem tego, jak zapamiętałem obie pary wymienione wyżej. Zobaczymy to sobie dokładniej na pomiarach, ponieważ z pamięci nigdy nie ma się żadnej pewności co do dokładności porównań.
  • Sopran – dopiero tutaj dzieją się zmiany. Wreszcie Hifiman zaczyna grać po ludzku, bez męczącej i sztucznej góry. Kierunek obrano absolutnie poprawnie i przyznam się, że nawet miałem w głowie ochotę na polecenie ich szerszej publice. Obok HE400SE są to jedne z najbardziej naturalnych Hifimanów jakich słuchałem.
  • Scenicznie również dobrze się trzymają. Z racji mniej podkreślonego sopranu nie mają aż tak ekspansywnej szerokości, ale to dobrze wyważone psycho-akustycznie słuchawki.
  • Czystość prezentuje się na zbliżonym poziomie co poprzednie iteracje słuchawek. Aczkolwiek zamiast siarczystości sopranu mam wrażenie, że przesunęło się to na całe pasmo. Może to jednak tylko wrażenie. Na słuch takich rzeczy nie da się określić ze 100% dokładnością i dopiero pomiar jest w stanie odkryć wszystkie karty.

W każdym razie podoba mi się kierunek w którym sprawy zmierzają. Absolutni fani tańszych, wygodnych konstrukcji magnetostatycznych mogą za te 1600 zł widzieć w nich wręcz okazję, mimo defektów wykonania. Zdawałoby się, że Hifiman idzie po (przynajmniej dźwiękową) rekomendację, ale po drodze mamy jeszcze walory i możliwości techniczne.

 

Rzeczywista jakość dźwięku Hifiman Edition XV na aparaturze pomiarowej

Odczyty wykonane na aparaturze pomiarowej wskazują jednoznacznie, że problemy z dużymi rezonansami po całości pasma wciąż występują. Nic z tym tematem nie zrobiono względem poprzedników (problemy występują w całej serii). THD+N jest mniejsze w rejonie 4 kHz, ale obiektywnie pogorszyło się w całym zakresie FR. Znacznie bardziej ujawnia się trzecia harmoniczna na tle Edition XS.

Od strony wyważenia kanałów, widać iż przetworniki są względnie wyważone. Delikatnie przesunięty przebieg jednego względem drugiego to niestety u Hifimana standard. Ważne jednak, że wszystko gra tu równo i nie ma zaburzeń balansu kanałów.

Samo strojenie zaś to – zwłaszcza na wykresie psychoakustycznym – Edition XS z lekko odjętą wyższą partią sopranu. Jest to dobry kierunek z perspektywy ogólnej akustyki, bo wreszcie Hifiman zaczyna robić słuchawki strojone pod normalne słuchanie muzyki. Pozostawiono jednakże ten lekki odpust w energii na 2 kHz, co powoduje trochę odchył od rzeczywistej i pełnoprawnej naturalności dźwięku.

Ciekawostką jest, że w porównaniu do HE1000V3 oraz Edition XS, cały czas mamy praktycznie te same strojenie bazowe. To niemalże identyczne przetworniki i matryce magnetyczne. Jedyne, czym producent manipuluje z punktu widzenia FR, to energia na wyższym sopranie po progu 3 kHz. Najwięcej mają jej HE1000, mniej XS, najmniej XV. Automatycznie, to XV będą z tej trójki dla większości odbiorców najprzyjemniejsze, choć audiofile będą narzekać na zwiniętą górę względem pobratymców. Łatwo w ten sposób rozpoznać potem który recenzent ma problem ze słyszeniem sopranu.

Ze względu na zmianę metodyki pomiarowej, wykresy wszystkich trzech par są tu przedstawione już po kompensacji. Wszystkie są zatem konfrontowane ze sobą na równych zasadach. Jednak to nie pomiary akustyczne są tym, co bardzo negatywnie zwróciło na siebie moją uwagę w Edition XV…

 

Szybkie ujawnienie się krytycznych wad projektowych

W trakcie testów okazało się, że słuchawki posiadają poważną wadę w postaci wyraźnego indukowania się ładunków elektrostatycznych. I to mimo tego, że są to przetworniki magnetostatyczne. Odkryłem to w momencie, gdy postanowiłem się odsunąć od biurka, siedząc na fotelu na kółkach. Potem jednak byłem w stanie wywołać to zjawisko zwykłym szuraniem stopami (skarpetki) o panele, a nawet chodzeniem. Co więcej, kiwając gwałtownie głową brzmienie także potrafiło się zmieniać (!).

Przetwornik planarny wraz ze swoją strukturą magnetyczną w Hifiman Edition XV.

Notorycznie odnotowywałem buczenie na lewym przetworniku, niczym od pętli masy. Przy mocnym pocieraniu stopami narastało i pojawiało się również z prawej strony. Następnie oba przetworniki zaczynały trzeszczeć, a kulminacją było popieszczenie mnie prądem w uszy. Problem znikał wraz z głośnym „pyk”, gdy dotykałem wtyku, obudowy interfejsu lub komputera. Czyli „zerował” się wówczas potencjał, gdyż wszystko uziemiałem.

Nowe etykiety na widełkach.

Dla pewności sprawdziłem:

  • wszystkie urządzenia źródłowe jakie miałem w posiadaniu (4-5 urządzeń),
  • laptopa z zasilaniem bateryjnym,
  • praktycznie wszystkie słuchawki jakimi dysponuję (ok. 30 par),
  • inne okablowanie (SE/BAL).

Weryfikacja wykazała, że problem objawiał się tylko przy Hifiman Edition XV, bez względu na kable czy sprzęt źródłowy. Buczenie słyszałem nawet na laptopie (Sonata BHD PRO) i mocniej po BAL, niż SE. Pozostałe słuchawki zachowywały się zawsze nienagannie, nawet HE400SE V2 tego samego producenta.

Metalowa siatka wewnętrzna Hifiman Edition XV jest luźna i pełni rolę pływającej anteny powodującej indukowanie się ładunków.

Jest to pierwszy przypadek w historii AF, gdy jakieś słuchawki zachowywały się w taki sposób. Do tej pory buczenie odnotowałem tylko lata temu na systemach elektrostatycznych STAXa, ale na zupełnie innej instalacji (i bez „pieszczenia uszu” swego użytkownika w tak dosłowny sposób).

 

Co tu się mogło wydarzyć?

Zdaje się, że słuchawki są bardzo, ale to bardzo podatne na zjawiska elektrostatyczne i różnice potencjałów. Wygląda to tak, jakby działały niczym gigantyczny kondensator i stały się jedną z jego okładek, zaś moje ciało drugą. Dlatego moim zdaniem mamy tu trzy konkretne zjawiska fizyczne:

  • Efekt kondensatora: kiedy szurałem skarpetkami po panelach, gromadziłem na sobie ładunek elektrostatyczny. W normalnych słuchawkach ten ładunek nie powinien mieć jakiegokolwiek wpływu na przetwornik. Na przykładzie AD900X czy LCD-XC, obudowa lub siatki są albo izolowane, albo uziemione przez masę kabla. I rzeczywiście, obudowa w LCD-XC sprawia wrażenie przemyślanej pod tym kątem, a w AD900X jest to po prostu neutralny dla nas plastik. W Edition XV wszystko jest zaś metalowe. A to prowadzi do kolejnego punktu…
  • Błąd projektowy związany z siatkami: Hifiman użył metalowych siatek ochronnych, które prawdopodobnie są pływające. Oznacza to, że nie są połączone z masą układu i działają jak anteny zbierające ładunek z mojego ciała. Przypomnę, że recenzowane niedawno HE400SE tego samego producenta się tak nie zachowywały. Ale to dlatego, że ich siateczki były materiałowe, a i sama konstrukcja membrany inna.
  • Wspomniana różnica potencjałów: była tak duża między mną a masą słuchawek, że nastąpiło wyładowanie łukowe wyindukowanej energii. Czynny udział w tym miały wspomniane siatki metalowe od strony ucha.

Ładunek jest raczej zbyt mały, aby zrobić nam mocną krzywdę bezpośrednio, ale jest bardzo nieprzyjemny. W przypadku osób z implantami medycznymi, nieprzewidywalność impulsu elektrycznego może jednak prowadzić do niebezpiecznych zakłóceń pracy urządzeń wspomagających życie. Czy tak jest tutaj – nie wiem i wymagana byłaby weryfikacja, czy aby produkt w ogóle przeszedł certyfikację CE oraz ESD przed wprowadzeniem na rynek. Generalnie jednak sam fakt występowania wyładowań w okolicach głowy dyskwalifikuje u mnie ten produkt całościowo.

 

Możliwe konsekwencje z tego wynikające

Co prawda tyczy się to modelu Sundara, ale natrafiłem na wątek HifiGuides z podobnym problemem dotyczącym buczenia. Autor sugeruje w nim, że ich używanie niesie ze sobą również pewne konsekwencje dla sprzętu, obwiniając je za uszkodzenie kilku swoich DACów. Może mieć w tym trochę racji.

  • Przebicie tranzystorów wyjściowych: wyładowanie elektrostatyczne może mieć bardzo wysokie napięcie, ale niskie natężenie. Jednak tranzystory (szczególnie typu FET) w stopniach wyjściowych wzmacniaczy słuchawkowych są skrajnie wrażliwe na przekroczenie napięcia bramki. Tym samym tego typu „strzał” ze słuchawek może trwale uszkodzić tranzystor mocy. Fajnie, prawda? Ale to nie wszystko.
  • Uszkodzenie przetwornika cyfrowo-analogowego: w urządzeniach zintegrowanych takich, jak Loxjie, masa gniazda słuchawkowego jest połączona z masą całego urządzenia. Silny impuls może spowodować błąd cyfrowy i zawieszenie się interfejsu. W najgorszej opcji może nawet usmażyć kontroler USB lub bezpośrednio układ przetwornika.
  • Wypalenie ścieżek na membranie: tego niestety najbardziej się w tych słuchawkach obawiam. Folia membrany w Edition XV jest o 60% cieńsza, niż ta w i tak dosyć awaryjnych Edition XS. Łuk elektryczny przeskakujący między metalową siatką a ścieżką przewodzącą na membranie może wypalić w niej mikro-dziurę. W ostateczności przerwać obwód (to do tej pory była najczęstsza usterka u Hifimana). Słuchawki zaczną wtedy grać ciszej, przestać w ogóle grać lub słyszalnie zniekształcą dźwięk.

Oczywiście mówimy tutaj czysto hipotetycznie, gdyż każdy przypadek awarii musi być rozpatrywany indywidualnie. Zwłaszcza, gdy problem jest na wczesnej fazie występowania. Dziwne byłoby jednak zwalanie winy na problem wieku dziecięcego u producenta, który na rynku jest od lat. Tak oto dochodzimy do kolejnego zagadnienia, a mianowicie powszechności tegoż problemu w innych miejscach.

 

Powtarzalność problemu u innych użytkowników

Myślę, że większość osób będzie forsować na tym etapie tezę o problemie jednostkowym. Nawet, jeśli rzeczywiście nie jest on związany z innym elementem toru, po prostu trafiła się wadliwa sztuka i tyle, niepotrzebne szukanie sensacji. I tu niestety pojawiają się użytkownicy.

Na niezależnym forum audio, jakim jest bez wątpienia Audio Science Review, na natrafiłem na potwierdzone występowanie dokładnie takiego samego problemu właśnie w Edition XV. I to u różnych użytkowników. Również standardowo doszukiwano się problemów po stronie uziomu czy jakości/konfiguracji toru. Wynika to jak sądzę jednak z faktu, że nikomu nie chce się wierzyć, że można było tak spartolić projekt techniczny tych słuchawek.

Z kolei użytkownik @Pablo, jeden z moich z discordowiczów, podesłał kilka przykładów z forum head-fi (czyli już bytu w 100% branżowego). Cytując:

Just got a replacement pair of headphones and noticed the same slight electronic hum popping up from time to time. I finally figured out what’s causing it, my left ear sometimes touches the driver when I turn my head.

innym przypadku zaś, bo użytkowników poszkodowanych również jest więcej:

Flipping the cables doesn’t seem to make a difference aside from making it sound like the hum is coming from both drivers instead of just one. The hum is a bit less prominent in the right driver. This happens with different cables. I had the same issue with a pair of HE 600, but haven’t noticed this with my other headphones. Wondering if this is down to the design of these headphones and my particular room and setup… Not sure how to fix in any event.

Zatem testowany przeze mnie egzemplarz nie jest przypadkiem jednostkowym. Ba, nawet występuje taka sama dominacja buczenia na lewym kanale.

 

Obrona w ciemno zanim jeszcze recenzja ujrzała światło dzienne

Wątek ESD poruszyłem we wpisie-zajawce na Facebooku, chcąc pierwotnie zasięgnąć opinii w zakresie zupełnie innego zagadnienia. Tym była obawa Właściciela słuchawek, czy aby po publikacji bez problemu będzie mógł odzyskać środki od sklepu. Już sam fakt takich obaw jest niepokojący, dlatego nie napisałem o jakim produkcie lub producencie mowa.

W toku trwania dyskusji spotkałem się zaś z retoryką, że stwierdzenie przeze mnie oczywistej wady konstrukcyjnej wymaga certyfikowanego laboratorium, a wszystko, co opisałem w zajawce, to tylko moja emocjonalna, konsumencka i nie mająca znaczenia opinia szkodząca produktowi. Pomijając klasyczny przykład tzw. gatekeepingu, uważam to za niebezpieczny absurd. Jako recenzent oceniam produkt w środowisku, do którego produkt został stworzony – czyli w domu. Jeśli słuchawki wymagają od użytkownika warunków laboratoryjnych, fikołków niesamowitych albo uziomu fotela (dokładnie to mi poradzono), to wchodzimy w typową dla audiofilów szóstą gęstość tegoż absurdu.

Choć testy rzeczywiście nie odbywały się w certyfikowanym laboratorium, to nie musiały. Pomijając, że laboratoria są zazwyczaj strefami antystatycznymi (EPA), więc mogłyby problemu w ogóle nie wykryć, nie było moim celem mierzenie problemu ESD. Tak samo jak mierzenie zakresu filtracji w Echo Sound. Nie po ten sprzęt do mnie przyjechał. Testy zostały natomiast przeprowadzone w warunkach, w jakich 99% użytkowników korzysta ze sprzętu audio. Próba na ponad 30 różnych modelach słuchawek i 5 różnych urządzenia źródłowych audio oraz laptopie odizolowanym od sieci pozwoliła na jednoznaczne wskazanie Hifiman Edition XV jako jedynego produktu wykazującego skłonność do bolesnych wyładowań ESD. To nie jest kwestia laboratoriów, aparatury czy norm (które też poruszono), lecz twarda praktyka użytkowa i prosta, bezlitosna statystyka.

Jeśli producent, mimo tak dużego doświadczenia w projektowaniu słuchawek, nie rozumie, że tworzy wewnątrz tzw. floating ground, podważa owe doświadczenie.

 

Normy kontra standardy

Swoją drogą, często w obronie wadliwych konstrukcji stosuje się atak prewencyjny, fejkowe konta, deprecjonowanie rozmówcy/portalu itd. Padają też wspomniane argumenty o zgodności z normami, niemożności stwierdzenia laboratoryjnie defektu albo specyfice środowiska użytkownika. Przez Internet diagnozuje się, że to fotel był zły, kółka były złe, prąd był zły, tor był zły, użytkownik też był zły. Jednym słowem wszystko było złe, tylko na pewno nie słuchawki. To znaczy one też mogły być złe, ale nadal zgodne z normami. Czyli normatywnie słuchawki były sprawne. Ot kolejny absurd i przykład inżynieryjnego gaslightingu. Winę za błędy projektowe (w tym wypadku brak uziemienia metalowych elementów słuchawek) próbuje się przerzucić na użytkownika i sposób użytkowania produktu.

Jako użytkownicy powinniśmy płacić za brak konieczności studiowania natury zjawisk elektrostatycznych i wymieniania mebli w salonie, żeby posłuchać normalnie muzyki. Nie mamy tu więc do czynienia z cechą normatywną, lecz z rażącym błędem konstrukcyjnym. Sugerowanie zmiany mebli lub nawyków w sytuacji, gdy inni użytkownicy zgłaszają podobne problemy, a 30 innych par słuchawek na 5 różnych sprzętach działa poprawnie, jest więc oznaką paniki i desperacji. Nie trzeba do tego żadnego laboratorium, a jeśli nawet uznamy, że podatność na przenoszenie ładunku mieści się w granicach umownych „norm”, odbiegać będzie to od standardów.

Dobrym przykładem różnicy między normą a standardem są przetworniki z Chin. Normą jest tam +/- 3 Ohm impedancji między parami driverów. Niby mało, ale przy standardzie 32 Ohm, jedna kapsuła może mieć 29 Ohm, a druga 35 Ohm. Czy mieści się to w granicach „normy”? Owszem. Czy trzyma się to standardu, który mówi, że kanały mają być jak najbardziej sobie równe? Nie. Efekt? Słyszalne przesunięcie głośności w słuchawkach. Wówczas guzik nas będzie obchodzić spełnianie normy, a bardziej nie trzymanie się standardu 32 Ohm, przez co przetworniki nie grają równo. Takie „normatywnie sprawne” słuchawki po prostu pójdą do zwrotu lub na serwis.

 

Problemy są niezmienne, a różnice minimalne. Progres zatem udawany?

Problem floating ground sugeruje, że inżynier nie ma pojęcia co robi i potem nikt tego już dalej nie testuje, więc być może warto pochylić się nad spełnianiem norm dopuszczających słuchawki do sprzedaży na rynku EU. Wątpliwości budzi jednak we mnie kwestia samych przetworników i stosowanego tu marketingu. Cyt.:

W modelu Edition XV zastosowano nowo opracowane materiały magnetyczne, które zapewniają czułość konstrukcji z pierwiastkami ziem rzadkich bez ich użycia. W połączeniu z membraną Neo Supernano drugiej generacji, teraz o 60% cieńszą niż wcześniej, słuchawki te zapewniają błyskawiczne transjenty i niezwykłą klarowność w całym paśmie częstotliwości.

Edition XV mają posiadać o 60% cieńszą membranę, niż poprzednik – model XS. Te z kolei posiadały o 75% cieńszą membranę, niż poprzednik – model X. Jaką zatem membranę posiadał model X? Według deklaracji Hifimana, było to 1000 nm, czyli jeden mikron. A zatem w XS powinniśmy mieć 250 nm i analogicznie 150 nm w XV.

Co to oznacza?

  • operujemy na kosztownej, ultra-precyzyjnej nanotechnologii, która jaskrawo kontrastuje z niską precyzją wykonania samych słuchawek i ceną niektórych modeli,
  • dochodzimy do fizycznej granicy wytrzymałości materiałowej membrany (PEN/PET),
  • wymaga to idealnego i trwałego napięcia membrany, co jest sprzeczne z instrukcjami producenta i deklaracjami o wygrzewaniu się tych słuchawek (czyli membrana pracuje),
  • jeszcze większą podatność na wilgoć i zmiany temperatury,
  • brak pokrywania się zapewnień klarowności w całym paśmie częstotliwości z realnymi pomiarami.

Co cieńsza membrana miała dawać poprzednim razem przy Edition XS? Cytując:

Najnowsza ultracienka membrana NEO „supernano”, w skrócie NsD, jest o 75% cieńsza od poprzednich konstrukcji, co przekłada się na znacznie szybszą reakcję i jeszcze bardziej szczegółowe obrazowanie. W efekcie, model Edition XS dostarcza pełnozakresowy, naturalnie brzmiący dźwięk, szczodry w detale.

Jeśli producent za każdym razem obiecuje to samo i sprzedaje nam to samo, budzi to potężne wątpliwości co do wiarygodności jego opisów.

 

Czy jest to zatem zakup jakkolwiek opłacalny?

Osobiście uważam, krótko i konkretnie, że nie. Każde słuchawki składają się z kilku kluczowych elementów:

  • jakości wykonania,
  • jakości dźwięku,
  • wygody i ergonomii,
  • kosztów zakupu i eksploatacji,
  • niezawodności, bezpieczeństwa i łatwości w serwisowaniu.

W przypadku Hifimana nie można odmówić im zarówno lepszego strojenia od poprzedników (nawet jeśli to tylko kosmetyka) oraz tradycyjnie wygody.

Widoczne szczeliny i niechlujne spasowanie w Hifiman Edition XV.

Wszystko inne jednak generuje pod swoim adresem zastrzeżenia:

  • dziedziczone problemy całej ich owalnej linii słuchawek,
  • duże rezonanse, problemy z wysokim SPL i bezwładem membrany,
  • zauważalne defekty w jakości wykonania,
  • buczenie i nieprawidłowe odprowadzanie ładunków,
  • uzasadnione wątpliwości co do potencjalnej trwałości przetworników na osi czasu,
  • agresywna defensywa podczas wyrażanych głośno uwag.

Niechlujnie wykonane podkładki mechanizmu obrotowego, które nie są idealnie wycentrowane.

Ostatni punkt znalazł się tu nie bez powodu. Właściciel tego konkretnego egzemplarza bał się, czy po publikacji imiennej recenzji odzyska pieniądze ze zwrotu słuchawek. Owszem, żaden sklep nie ma prawa mścić się na użytkowniku za to, że ten sprzęt chce zwrócić albo wysłał komuś na dodatkowe sprawdzenie. A jednak takie obawy miały tu miejsce. Dlatego recenzja jest ostatecznie anonimowa.

Idąc jednakże o krok dalej, zdecydowałem, że odtąd będzie to standard (o ile Właściciel słuchawek nie wyrazi pisemnie zgody na publikację imiennych podziękowań). Gwarantowana będzie pełna i bezwzględna dyskrecja, a numery seryjne pomijane na zdjęciach lub zacierane tak, aby identyfikacja nie była możliwa.

Niechlujnie wykonane otwory w plastiku w Hifiman Edition XV.

Niemniej, przy takim cyrku, defektach jakościowych, stresie zakupowym i podejrzanych zachowaniach wokół tych słuchawek, myślę iż gra nie jest warta świeczki. Lepiej jest wybrać coś normalnego od normalnego producenta i bez obaw, że później jako konsumenci będziemy mieli jakieś nieprzyjemności. Tym bardziej, że niniejsza recenzja jest prawdopodobnie pierwszą w Polsce na temat tego modelu. I pierwszą opisującą tak kompleksowo ten problem.

 

Podsumowanie

Hifiman Edition XV jak w zwierciadle pokazują wiele rzeczy, które negatywnie utrwalają w głowach użytkowników współczesny rynek audio. Ten można przyrównać do tortu, który jest aktualnie mocno podzielony na określone części. Hifiman, jako marka i dystrybucja, jest jednym z jego kawałków.

  • Fundamentem tegoż kawałka są słuchawki rzeczywiście wygodne, wizualnie fajne, nie aż tak drogie jak na obecne realia oraz grające jednoznacznie przyjemniej od swoich poprzedników. W paru miejscach wykonano pozytywny progres, a brzmienie wreszcie zaczyna przechylać się w stronę normalnej barwy.
  • W roli nadzienia mamy niezmiennie nieistniejącą kontrolę jakości i postępujące coraz bardziej błędy projektowe. Te manifestują się już nie tylko w rezonansach przetworników, zniekształceniach, ale już nawet nieprawidłowo zaprojektowanej obudowie. W efekcie słuchawki nie odprowadzają poprawnie ładunków i mogą stanowić w moim odczuciu zagrożenie dla sprzętu.
  • Polewa to notoryczny recykling części i sztuczne zapewnienia o progresie, coraz cieńszych membranach i innych cudach, które nie znajdują odzwierciedlenia w danych pomiarowych. Mimo przełomowych technologii, słuchawki różnią się między sobą często tylko symbolicznie brzmieniem.
  • Wisienką jest zaś konieczność uziemiania fotela, wyrzucania mebli i bezrefleksyjna akceptacja takiego stanu rzeczy, bo ktoś chce zarobić.

Taki kawałek tortu nie dość, że staje w gardle, to jeszcze ma się po nim później ciężkie bóle brzucha. Unikajmy więc niezdrowego jedzenia. Zwłaszcza za takie pieniądze, gdzie praktycznie nowy sprzęt trzeba samodzielnie „naprawiać” po producencie, którego szef szczyci się tytułem doktorskim. To mówiąc, niestety w takiej sytuacji i w takim stanie technicznym wprost te słuchawki odradzam. W moim odczuciu powinny zostać natychmiast wycofane z rynku, poprawione i wypuszczone ponownie. Abyśmy jako użytkownicy byli pieszczeni w uszka piękną muzyką, a nie samym prądem.


Sprzęt można zakupić u nas w kraju na dzień pisania i publikacji recenzji w cenie ok. 1600 zł (sprawdź najniższą cenę i dostępność).
Dostępny jest również na polskim Amazonie w mniej atrakcyjnej cenie 1720 zł.


 

Dane techniczne

Jak zwykle skrajnie szczątkowe dane, gdyż producent chyba nie chce się nimi chwalić:

  • Pasmo przenoszenia: 8 Hz – 50 kHz
  • Skuteczność: 92 dB
  • Impedancja: 12 Ohm
  • Waga: 452 g

 

Dane pomiarowe

Hifiman Edition XV - Frequency response (compensated) + channel balance - balans kanałów nawet poprawny, słuchawki nie wykazują przewagi któregoś z kanałów. Hifiman Edition XV - Psychoacoustic frequency response (compensated) - wykres psychoakustyczny potwierdza ubytek w 2 kHz, ale też opad energii na progu 4, 5 i 6 kHz. Hifiman Edition XV - THD+N (AVG) - potężne zniekształcenia przy 94 dB SPL Hifiman Edition XV - THD+N (L) - potężne zniekształcenia lewego kanału Hifiman Edition XV - THD+N (R) - takie same zniekształcenia na prawym kanale, czyli nie ma mowy o wadliwym przetworniku. Hifiman Edition XV - CSD (L+R) - widoczny spory rezonans, typowy dla tych konstrukcji z owalnym przetwornikiem Hifiman Edition XV vs Hifiman Edition XS - wyraźne zbieżności między tymi modelami pokazują, że cały czas operujemy na tych samych przetwornikach. Hifiman Edition XV vs Hifiman HE1000 V3 - wyraźnie widać że po progu 3 kHz HE1000 są słuchawkami jaśniejszymi.

 

Platforma testowa

Poniżej sprzęt, który w największym stopniu został wykorzystany do napisania powyższej recenzji, jak również wykorzystywana muzyka i inne przydatne informacje.

  • DAC/ADC/AMP: Motu M4, Tempotec Sonata BHD Pro, AF HA500, AF DA500, Loxjie D40 Pro
  • Nadajniki Bluetooth: Asus BT400, Asus PCE-AX58BT, RealMe 9Pro+
  • Słuchawki testowe pełnowymiarowe: wszystkie słuchawki, jakie posiadałem na stanie
  • Słuchawki testowe typu IEM: wszystkie słuchawki, jakie posiadałem na stanie
  • Monitory odsłuchowe: M-Audio Forty Sixty
  • Okablowanie testowe: własne okablowanie testowe i słuchawkowe z linii kabli Audionum
  • Kondycjonowanie prądu: brak (instalacja dostosowana już specjalnie pod audio)
  • Muzyka wykorzystywana w trakcie testów: przeważnie gatunki elektroniczne, z obecnością również albumów klasycznych, neoklasycznych, jazzu, muzyki wokalnej i rocka. Format FLAC 24/48, OGG, WAV.
Jakub Łopatko
Jakub Łopatko

Właściciel portalu Audiofanatyk™ i autor wszystkich ukazujących się na jego łamach publikacji. Pasjonat tematyki audio: słuchawek, głośników, akustyki i samego dźwięku. Z zamiłowania grafik komputerowy oraz fan zdrowego jedzenia i wypraw rowerowych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Logo portalu Audiofanatyk
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na mój blog i pomoc w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.