Fosi Audio i5 to nowe słuchawki planarne na dzielni, wypuszczone przez firmę nie mającą jeszcze nawet dekady bytności na rynku (Fosi powstało w 2017 roku). To jedna z tych premier, gdzie użytkownicy – w części komercyjni, udający czcicieli planarnej technologii – przebierają stopami na forach branżowych z podekscytowania. Oto bowiem mamy ciekawe planary za „tylko” 2600 zł, które mają szansę być zarówno wygodne, jak i lepsze (dźwiękowo i trwałością) od niesławnego Hifimana. To znaczy Hifiman jest spoko i w ogóle, gdy się nim handluje, ale wiadomo – kto ma dystrybucję innych słuchawek, promuje własne portfolio przecież.
Emocje sięgają zenitu również ze względu na pojawiające się do tej pory na ich temat recenzje, które opisują je ciepło, pozytywnie, a czasami wręcz w superlatywach godnych najwyższych modeli z półki hi-endu. Czy rzeczywiście Fosi rzucają wyzwanie wielkim słuchawkowego świata? Mamy w rękach cudowny skarb i sekret budżetowego audiofila? Czy jest to świetny model na początek zabawy z magnetostatami? Zobaczymy, bowiem moje ręce jeden egzemplarz wpadł właśnie na szybką tegoż weryfikację.
I już mogę powiedzieć, że oj było co weryfikować. Oj było.
Recenzja powstała dzięki nieodpłatnemu użyczeniu prywatnego egzemplarza przez p. Mateusza, któremu bardzo pięknie dziękuję. Jeśli posiadacie sprzęt, którego jeszcze nie recenzowałem i chcecie, abym przeprowadził jego pełną i niezależną ekspertyzę, serdecznie zachęcam do zgłoszenia go na oficjalne testy i pomiary.

Jakość wykonania i konstrukcja Fosi Audio i5
Wizualnie Fosi Audio i5 są łudząco podobne do rozwiązań Hifimana. Nie jest to może bezwstydna kopia 1:1, bo podana jednak w zauważalnie solidniejszym wydaniu materiałowym. Choć spasowanie elementów i jakość użytych metali na pierwszy rzut oka jest w porządku, czar szybko pryska przy bliższym kontakcie.

Opaska pałąka na krawędziach ma tendencję do rozwarstwiania się i nie sprawia wrażenia solidnej. Zamocowana jest na dosłownie jednej śrubce, co sprawia, że przekręca się w bloczkach.

System regulacji pałąka, choć metalowy, działa na zasadzie tarcia. Nie ma żadnych zębów ani blokad. To dziwne tym bardziej, że pałąk ma nacięcia wskazujące położenie. Może to jakiś ulep z innej konstrukcji? A może po prostu takie części były w fabryce? W każdym razie okazuje się, że to chyba tylko sugestia wizualna co do położenia.

Całość sprawia wrażenie zrobionego „aby było”, ale instrukcja jest dla nas łaskawa – możemy sobie np. wyregulować śrubką docisk za pomocą klucza imbusowego. Nie ma go w zestawie, ale w razie gdyby coś się nam tu zużywać zaczęło, możemy się podratować. Za 2600 zł faktycznie nie spodziewałbym się nic mniej.

Metal samego pałąka? Cieniutka kształtka dokładnie taka sama, materiałowo jak u Hifimana, malowana na czarno. Paluchy widać z odległości kilometra, ale co tam. Człowiek ręce umyje, przeżegna się i można przystępować do zdjęć.

Mechanizm obrotowy muszli? Też żywcem podpatrzony od Hifimana.

Generalnie mimo, że jakość wykonania i powtarzalność tego wszystkiego są znacznie wyższe, niż u chińskich braci żyjących w fabryce obok po sąsiedzku, na malowaniu i tak widziałem skazy.

Same muszle wykonano z prawdziwego drewna orzechowego. To akurat bardzo miły akcent i mówię to bez przekąsu. Maskownice nie mają za to żadnego filtra z zewnątrz. Ale spokojnie, Hifiman też już nic nie daje – za duże koszta produkcji. Tak jak mówiłem, jak się już uczyć, to od najlepszych w branży.
Wygoda i ergonomia
Mam wrażenie, że projektowanie modelu i5 odbyło się bez głębszej refleksji nad ergonomią. Słuchawki są po prostu za duże, a ich masa w połączeniu z ogromnymi, twardawymi padami sprawia, że nie czułem się komfortowo.
Wygoda sama w sobie jest owszem, teoretycznie spora ze względu na rozkład masy i pojemność na ucho, ale słuchawki są zbyt luźne na głowie i jak już mówiłem – za duże. Nigdy nie ma się pewności, czy dobrze leżą na głowie, a przy ruchach głową w dół, np. podpisując dokumenty, słuchawki wesoło sobie zjeżdżają siłą grawitacji.
Pady na rzepy czyli radź sobie użytkowniku sam
Fosi Audio chyba postawiło sobie za punkt honoru dowiezienie maksymalnie audiofilskiego produktu. Takiego, który maksymalnie uprzykrza życie swojemu posiadaczowi. Zastosowano tu bowiem pady mocowane na rzep. Niby metoda spoko, jak każda inna, ale mająca swoje ogromne konsekwencje.

Dedykowane pady: Rzep przytwierdzono na stałe do muszli, zaś na padach znajdują się o-ringi z meszkiem, który ma się do niego przyczepić. Problem w tym, że jest to wszystko dedykowane, a zamienników (jakichkolwiek) nie mamy. Czyli nie da się tu zastosować bardziej płytkich padów lub po prostu czegokolwiek innego bez zabawy w DIY.
Zużycie rzepów na osi czasu: Rzep ma tendencję do zużywania się na osi czasu. Wielokrotna wymiana padów może spowodować, że rzep nie będzie dobrze trzymał. Do tego podczas używania słuchawek, lubi się kompresować, co powoduje nieprzyjemne odgłosy podczas użytkowania.
Koszty i pakowanie: W zestawie nie mamy zapasowych padów, ale Właściciel zakupił dodatkową parę za 150 zł. To jeszcze nie fortuna, ale na pewno premium ponad typowy koszt padów z Chin. Standardowo mamy pady ze skóry perforowanej. Opcjonalnie można dokupić wersję bez perforacji. Zapakowane są po prostu w woreczek strunowy. Żadnego cyckania się z ekstrawaganckimi pudełkami albo czymkolwiek tego pokroju.
Wątpliwa izolacja i tytułowe uszczelnienie od kibla
Co łączy słuchawki planarne za 2600 zł z działem hydraulicznym w markecie budowlanym? Więcej, niż mogłoby się wydawać. Fosi Audio i5 to debiut, który czyni hołd nie tylko Hifimanowi, ale też urządzeniom sanitarnym. Zwłaszcza tym, które – jak się okazuje – mają bardzo konkretne przeznaczenie.

W Fosi Audio i5 teoretycznie szczelność (niski bas) zapewnia dodatkowy o-ring gumowy, przypominający… uszczelkę od zlewu. Kto wie, może to nawet jest uszczelka od zlewu? Albo odpływu od kibla, sądząc po średnicy. O tak, definitywnie to będzie to. Choć w sumie nie wiem, nie jestem hydraulikiem. Ale coś czuję, że oscyluję blisko tematów związanych z rurami PCV większej średnicy.

W każdym razie, o-ringi są luźne, co utrudnia trochę montaż padów. Nie widzę jednak powodu, dla którego nie można było tu zastosować klasycznych kołnierzyków i padów.
Samo uszczelnienie też musi być idealne, ponieważ w przypadku „nadmiernej” szczelności, któryś z przetworników wykazuje „łopotanie” niczym foliowa błona. Tak więc słabo to działa w praktyce. Wygląda to tak, jakby ktoś dodał te rozwiązanie w pośpiechu i na szybko, reagując na brak niskiego basu. I nie zdziwiłbym się, gdyby faktycznie tak było.
Wygrzewanie (wg Fosi Audio)
W artykule o prawdziwej twarzy Hifimana rozpisałem się obszernie na temat tego, jak Hifiman wynalazł wygrzewanie się przetworników magnetostatycznych. Tych samych, których głównym hasłem sprzedażowym był onegdaj brak wygrzewania.
Fosi próbuje niczym węgorz prześlizgiwać się między faktami, a oczekiwaniami napalonych do czerwoności fanów słuchawek „plenarnych”, jak to często piszą. W instrukcji napisane jest przeto tak (tłumaczę w locie):
„Wygrzewanie nie jest obowiązkowe dla i5. Normalne użytkowanie wraz z czasem może ustabilizować membranę i polepszyć wydajność dźwięku, zwłaszcza w zakresie rozciągnięcia basu i klarowności detali. Jednakże proces ten nie jest wymagany dla jakości dźwięku.”
Brzmi jak bełkot? No bo to jest bełkot. Ma on jednocześnie zaspokoić zarówno osoby takie, jak ja, które doskonale wiedzą czego się spodziewać, jak i audiofilów, którzy będą gotowi tak długo słuchać Fosi Audio i5, aż usłyszą to, co opowiedział wyżej producent.
Z jednej strony nie chce więc storpedować sobie potencjalnych klientów (zwroty). Z drugiej próbuje uniknąć jednoznacznego stwierdzenia, że membrana pracuje i może podlegać tym samym awariom, co u Hifimana.
Czy są to te same przetworniki, co Hifiman?
Po tym co tu widzę, jak się układają ścieżki, jak wygląda materiał membrany… nie. Może to być ten sam producent (Hifiman nie produkuje swoich przetworników), ale model przetwornika jest inny. Czy lepszy wytrzymałościowo na osi czasu? Trudno powiedzieć. Mimo wszystko mam nadzieję, że tak, ale za chińskie planary po tym co widziałem u Hifimana absolutnie nie ręczę.
Kompletny brak zabezpieczeń drivera
Fosi pisze o tym w swojej instrukcji, aby pod żadnym pozorem nie wciskać paluchów do środka muszli od strony padów. Pierwsza myśl – no OK, dość oczywiste i pewnie napisane pod „tych” użytkowników. Ale przy rozbiórce padów okazało się, że nie napisano tego bez przyczyny.

Otóż słuchawki mają kompletnie wyeksponowany driver wraz z magnesami. Żadnego zabezpieczenia, nawet głupiej płytki nośnej. Konstrukcja jest tak prosta, że aż prymitywna. Nawet od użytkowania widać ślady po parującym pocie na magnesach. I właśnie dlatego nie ręczę za takie drivery. Jest to bezpośrednie obcowanie kwaśnego odczynu pH naszego potu z magnesami i membraną. Nie powiem czy jest to zaproszenie do korozji, jak u Hifimana, ale mam nadzieję, że tu akurat się na nim nie wzorowano.
Osobiście zrobiłbym to zupełnie inaczej, ale ja to ja.
Okablowanie i „stojaczek”
W zestawie otrzymujemy dwa kabelki (nawet fajnej jakości), ale okrutnie sztywne przez ciasno naciągnięte oploty. A także kolejny ukłon w stronę Hifimana – gąbkowy stojak będący częścią pudełka. Ale nawet on ma jakieś „ale”.

U Hifimana był to w miarę sztywny poliuretan. Tutaj jest to miękka gąbka. W tejże gąbce ktoś postanowił wyciąć otwór (na pady?). Ale chyba ktoś potem wpadł na pomysł, że „łooo te pady to kosztujo, nie dajemy”. No i musieli to chyba czymś zaślepić. Więc wzięli ten kawałek, który wycięli i włożyli na powrót w formatkę. Po co? Z prostego względu – bez tego kawałka całość się kładzie.
W tym momencie trudno już mieć złudzenia z czym mamy tu do czynienia. To już nawet nie jest kopia Hifimana, a kwintesencja narodu chińskiego, trzymającego się kupy jedynie forsownym postępem i siłą socjalizmu. Więc może przejdźmy do tematu dźwięku, zanim rzeczywiście dojdzie do mnie, że czerwone flagi, które tu widzę, to nie tylko ichnie narodowe.
Jakość dźwięku Fosi Audio i5
Do każdych słuchawek podchodzę od lat z tzw. perspektywy czystej kartki – czyli kompletnego zera uprzedzeń i oczekiwań. Niemniej jakieś podejrzenia w tym wypadku miałem. Te oscylowały – oczywiście – wokół bycia klonem Hifimanów. Słuchawki są przecież aż nazbyt do nich podobne. Owszem, nie powinno oceniać się książki po okładce, bo w środku mogą być zarówno banknoty poutykane między stronami, jak i wkurzony rój moli książkowych. No ale wiadomo, oczy widzą, głowa myśli.
Tak więc spodziewałbym się tutaj:
- równego i płaskiego basu,
- lekko oddalonego wokalu,
- zauważalnie jasnej góry typowej dla Hifimana,
- może jakichś wariacji brzmieniowych od padów, ale cały czas w temacie Hifimanowej szkoły dźwięku.
Moją nadzieję na to, że jednak zrobiono to trochę lepiej, podbudowywały doświadczenia z Aune AR5000. Tam, choć były to pierwsze słuchawki tego producenta, wszystko wyszło jakoś tak nawet sensownie. Owszem, trochę nazbyt plastycznie, zachowawczo, ale z odpowiednimi padami te słuchawki naprawdę potrafiły przypaść do gustu. Zaś do wygody czy wykonania też trudno było się przyczepić. Do dziś, choć w tej cenie nieco lepsze są obecnie moim zdaniem Meze 105 AER, uważam je za przykład świetnie wykonanego produktu premierowego.
Co obiecywały nam recenzje?
Słuchawki miały już swoją premierę, więc mam znów tę niezręczną sytuację powiedzenia „sprawdzam” nie tylko samym słuchawkom, ale i ich promotorom, ponownie będąc tym złym i najgorszym.
Pierwsza z brzegu recenzja opisuje je np. tak, że autorowi brzmienie „przypadło do gustu”. Miało być ono „muzykalne, lekko ocieplone i gładkie, ale nadal klarowne”. Czyli jednak może nie być to kalka Hifimana. Zaskoczyła go też „głęboka i wysoka scena”, która legitymowała się „dużymi źródłami pozornymi”. Zaraz jednak dodaje, że Fosi wymagają synergii i dobrych nagrań, inaczej „w niektórych sytuacjach sopran potrafi lekko zakłuć”.
Czyli spodziewamy się brzmienia ciepłego ale gdzieś tam w oddali może być wybicie na detal.
Druga recenzja niestety nie nadawała się do przeczytania – jeden wielki poetycko-filozoficzny bełkot. Nie umiem z niej zacytować żadnego konkretnego opisu dźwiękowego, toteż daruję sobie „uczuciowe obojętności”, „czarne tła bez wypłowienia”, „przyjemny dotyk dźwięku” albo „bogate oprawy akustyczne”. To okrągłe określenia nie mówiące absolutnie nic.
Trzecią recenzją była pisana tak trochę między dwoma światami – konkretu i audiofilskiej prozy. Czytamy tam, że np. Fosi i5 są świetnie dopracowane technicznie (co już się nie zgadza). A dźwiękowo? Mają „gęsty, nisko ustawiony dźwięk o wyraźnej obecności” oraz, co brzmi szczególnie obiecująco, „preferują pierwszy plan”, który pokazują w „mocny i jednoznaczny sposób w głowie”. Za to „nie męczą” dzięki „niemal słodkiemu atakowi i świetnej przestrzenności”.
Kłóci się to trochę z recenzją nr 1, gdzie wskazywano na możliwość kłucia po uszach. Ale nic to, audiogramów obu panów nie widziałem, bo może to by wyjaśniło zagadkę tej konkretnej nieścisłości. W każdym razie, obietnic więcej niż w programie wyborczym chińskiej partii komunistycznej.
Oczywiście dopuszczałem do siebie scenariusz, że dostanę coś trochę odmiennego od powyższych opisów. Taki jest urok recenzji pisanych wyłącznie subiektywnie i stricte na słuch. Ten ma jak widać różną kondycję i stąd notorycznie tak ogromne różnice w odbiorze.
Co tymczasem zastałem?
Dokładnie to, co Fosi napisało jako slogan na boku pudełka: „hear the unheard”. Chyba panowie recenzenci wzięli sobie to aż za bardzo do serca, bo dawno nie spotkałem się z taką odklejką od stanu faktycznego. Jakbym testował kompletnie inne słuchawki. Nie da się tu zastosować stwierdzenia „a bo każdy słyszy inaczej”, tylko następujące przysłowie: „papier przyjmie wszystko”. Alternatywa to fundamentalne różnice między egzemplarzem testowym a sklepowym, ale to już tylko moje przypuszczenia.
W każdym razie, używanie Fosi i5 zaczęło się u mnie od… natychmiastowego ich ściągnięcia z głowy. Wszystko dzięki nienaturalnemu, sztucznemu reverbowi i pogłosowości. W żadnym razie nie jest to spodziewane lub realizowane w sposób kontrolowany. W żaden sposób nie funkcjonuje to „w głowie”. Nie współpracuje z żadnym gatunkiem lub utworem, bez względu na realizację. Na pewno nie jest „przyjemnym dotykiem dźwięku”. A już na pewno nie da się tego wytłumaczyć „synergią” toru. To absurd.
Pogłos był tak potężny, że aż sprawdziłem, czy wyłączyłem inne źródła dźwięku (Motu daje mi sygnał na słuchawki i monitory jednocześnie). Efekt słyszany w Fosi można bowiem rzeczywiście porównać do pracy w słuchawkach przy jednocześnie włączonych głośnikach. Nie powinno go tu w ogóle być.





Mając przed oczami ich kompleksowe wykresy, naprawdę trudno mi uwierzyć, że ktoś zatwierdził te słuchawki do produkcji. Pomiary bezlitośnie obnażają to, co inne recenzje najwyraźniej starają się ominąć, gdzie niemożliwym jest, aby nikt inny tego nie wykrył, nawet na słuch. Balans kanałów to tak naprawdę jedyna rzecz, która w tym sprzęcie zasługuje na oklaski – inżynierowie Fosi idealnie zestroili ze sobą dwa przetworniki, ale o identycznie fatalnej charakterystyce. Dlatego czytając inne recenzje, zamiast o słuchawkach, mam ochotę zacząć dyskutować o wiarygodności recenzji audio i szeroko pojętej etyce dziennikarskiej.
Ale starając się trzymać (ze wszystkich sił, naprawdę) tematu samego sprzętu…
Bas
Analiza techniczna: Paradoksalnie, to jedyny fragment pasma, który na wykresie wygląda jak wyjęty z normalnych słuchawek. Od 20 Hz do około 300 Hz mamy do czynienia z płaską, niemal idealną linią. Przetwornik potrafi zejść nisko i utrzymać SPL – to duże plusy, ale też cecha często charakterystyczna właśnie dla konstrukcji planarnych. Czuję się więc, jakbym chwalił samochód za to, że jedzie. Choć są też i takie, które na chodzie nie są.
Mając jednak na uwadze, że patrzymy na surowe pomiary z symulatora ucha, taka idealna płaskość oznacza w praktyce brak wyraźnego podbicia (tzw. bass shelf), co przy naturalnej krzywej izofonicznej może skutkować odbiorem basu jako nieco anemicznego w stosunku do reszty pasma, ale za to równego.
Subiektywny odsłuch: W praktyce dół pasma to faktycznie jedyny element i5, który próbuje zachować resztki godności. Jest w miarę równy, nie rozlewa się i nie dudni. Problem w tym, że istnieje w całkowitym oderwaniu od reszty przekazu. Przez katastrofę, która dzieje się wyżej, bas wydaje się wyobcowany. Gra sobie gdzieś z boku, jak basista, który przyszedł na złą próbę i próbuje grać swoje, ignorując fakt, że reszta zespołu właśnie spada ze schodów w stanie głęboko wskazującym.
Najwyraźniej więc uszczelka od kibla była technicznie słusznym pomysłem.
Tony średnie
Analiza techniczna: Tutaj zaczyna się prawdziwy dramat. Wykres częstotliwości między 300 Hz a 2 kHz wygląda jak (dosłownie) piła do drewna. Zamiast płynnego narastania kompensującego anatomię ludzkiego ucha, mamy tu serię brutalnych szczytów i głębokich na kilka decybeli dołków (np. zapadlisko przy 750 Hz i nagły strzał przy 850 Hz). Wykres wodospadowy, który specjalnie zrobiłem na okoliczność tej recenzji, obnaża całą prawdę – pasmo to jest usiane potężnymi rezonansami. Dźwięk dosłownie „zatrzymuje się” w muszli i nie chce z niej wyjść, co widać po długich grzbietach ciągnących się w czasie na wykresie CSD. Z kolei wykres THD pokazuje w tym rejonie największe, punktowe skoki zniekształceń.
Subiektywny odsłuch: Brzmieniowo jest to najbardziej charakterystyczna cecha Fosi Audio i5 i jednocześnie ich największy koszmar. Oczywiście jest to też najbardziej – obok sopranu – kontrastujący zakres z opisami trzecimi.
Nie ma tu obiecanej bliskości i grania w głowie. Wokale brzmią, jakby wokaliści śpiewali do wiadra, a następnie dźwięk ten puszczono przez rurę PCV. Nierówności na wykresie przekładają się na całkowite zniszczenie barwy instrumentów i głosów ludzkich. Wspomniane rezonanse generują efekt nieznośnej „pudełkowatości” i plastikowości. Dźwięki są puste w środku, odklejone od rzeczywistości i skrajnie nienaturalne.
Jeśli to jest ta muzykalność, o której czytałem w innych recenzjach, to ja już nie mam pytań i oficjalnie tracę wiarę jakąkolwiek etykę zawodową. Nie ma tu mowy o żadnej muzykalności, nawet uwzględniając subiektywną izofonę. Jest tylko dramatyczna próba zmyślania za wszelką cenę rzeczy, których te słuchawki w praktyce po prostu nie dowożą.
Drobny przystanek po drodze – wokale
Na tym etapie może wygląda to już jak pastwienie się, ale skoro w niektórych miejscach tak usilnie zachwalano te słuchawki, to cóż szkodzi równie mocno powiedzieć „sprawdzam”. I tak też postanowiłem poczynić w temacie wokali.
Odtwarzanie głosu lektorów i wokalistów to jest tutaj zjawisko naprawdę niesamowite. Do tego stopnia, że to już nie jest Fosi Audio, ani Hifiman – to ewidentny „Fosiman”. Każdy, nawet najbardziej intymnie i blisko nagrany wokal, niesie tu ze sobą nienaturalny, pusty pogłos. Efekt – w zależności od ustawionej głośności – jest taki, jakbyśmy (do wyboru):
- Słuchali muzyki z głośników w pokoju, mając jednocześnie na głowie odłączone od źródła słuchawki.
- Słuchali muzyki grającej z głośników i słuchawek w dokładnie tym samym momencie, ze słyszalnym konfliktem fazowym.
Nie jest to kwestia rozdmuchanej holografii, którą niektórzy mogliby uznać za zaletę. To całkowite zniszczenie barwy, wagi i bliskości ludzkiego głosu. Zamiast czuć wokalistę przed sobą, mamy nieodparte wrażenie, że śpiewa on z głębi niewytłumionego kontenera na śmieci, a każde wypowiedziane słowo odbija się echem od jego plastikowych ścian. W sumie pół biedy gdyby w kontenerze były jeszcze jakieś śmieci fizycznie, bo działałyby jako dyfuzor. Są za to symbolicznie – widoczne na wykresie THD.
Z powodu tej koszmarnej, poszarpanej jak piła średnicy, o której pisałem wcześniej, głosy potrafią w ułamku sekundy przejść z matowego mamrotania w natarczywe, nienaturalne echo z elementami jazgotu (zaleta wybić na sopranie – powiem o nich za moment).
Wrażenia te są szokujące, ale w skrajnie negatywnym tego słowa znaczeniu. Nie da się nad tym przejść do porządku dziennego – to absolutnie pierwsza anomalia, która rzuca się w uszy i z każdą kolejną minutą odsłuchu męczy coraz bardziej, uniemożliwiając jakiekolwiek zaangażowanie w słuchany utwór.
Sopran
Analiza techniczna: Patrząc na surowy pomiar, widoczny w rejonie 6 kHz Mount Everest sięgający niemal 110 dB to proszenie się o kłopoty. Oczywiście, symulatory ucha naturalnie wykazują w tych rejonach piki rezonansowe ze względu na imitację kanału słuchowego, ale tutaj mówimy o przewyższeniu rzędu 15 dB względem linii basu. To wartość drastycznie przekraczająca jakąkolwiek zdrową kompensację. Co gorsza, wykres CSD pokazuje, że ten pik również potężnie rezonuje. Po 10 kHz następuje z kolei nagłe odcięcie i drastyczny spadek – słuchawki de facto przestają tam grać.
Subiektywny odsłuch: Sopran w i5 męczy odklejonym sztucznie detalem. Czasami wręcz tnie uszy niczym żyletka podczas głośniejszego słuchania, dlatego preferowałem słuchać w nich ciszej, niż normalnie słucham muzyki. Potężne wybicie w niższej górze sprawia, że sybilanty są przy wyższym SPL drażniące, a przynajmniej taką wykazuje to tendencję. Góra na tle takich słuchawek jak HD 660S2 czy MDR-M1 jest czasami niepotrzebnie agresywna, metaliczna. Dlatego niesamowicie męcząca już po kilku minutach głośniejszego słuchania. Z kolei całkowity brak rozciągnięcia w wyższych rejestrach sprawia, że ta agresja dusi się w poczuciu klaustrofobicznej przestrzeni. Słuchawki są jednocześnie krzykliwe i głuche.
Wrażenia sceniczne
Skoro już wspomniałem o scenie, to rozpiszmy się o tym szerzej. Miała być głębia, miało być cudownie, miałem być posikany ze szczęścia. Tymczasem tak naprawdę scena dźwiękowa jest tutaj zjawiskiem przypominającym małżeństwo patologiczne.
Pomiary rezonansów widoczne na CSD bezwzględnie tłumaczą to, co słychać – dźwięk odbija się wewnątrz słuchawek, tworząc permanentne fale pasożytnicze. Instrumenty nie mają swojego zdefiniowanego miejsca w przestrzeni, a zamiast precyzyjnego pozycjonowania otrzymujemy rozmytą, pogłosową papkę. Jednym słowem akustyka na poziomie pustego magazynu plajtującej firmy spedycyjnej.
Jak w praktyce wygląda zarządzanie tą sceniczną masą upadłościową?
- Szerokość sceniczna – jest całkiem dobra, wychylenie na boki jest wyczuwalne.
- Głębia – brak, wszystko wydaje się pozbawione własnej osi, z permanentnie wymuszonym efektem pogłosu.
- Holografia – brak, wymuszony efekt pogłosu kasuje jakąkolwiek trójwymiarowość.
Tak więc o ile na początku może się wydawać, że to jednak będzie sceniczne „wow”, w praktyce scena jest sztuczna i niekompletna. Jestem bardzo, ale to bardzo zawiedziony. I mówię to jako absolutny fan wszelkich słuchawek scenicznych.
W czym tkwi (jak sądzę) problem?
Wbrew temu, co wyczytałem w innych recenzjach, nie jest to „kwestia nagrań” czy „brak synergii”. Są to typowe słowa-wydmuszki, mające jedynie odwracać naszą uwagę od clou problemu. A tym są:
- fundamentalnie skopana akustyka, zachowująca się jak niekontrolowany falowód,
- zbyt grube pady (dedykowane, a więc brak zamienników), przez co w środku powstaje swoisty efekt tubowy,
- duże połacie niezagospodarowanej membrany przetwornika, dającej to samo, co u Hifimana – duży bezwład membrany i potężne rezonowanie. Widać to jako „ogony” energetyczne na wykresach CSD, które nie wygasają w czasie.
Wadliwość projektu czuć nawet po założeniu słuchawek na głowę BEZ jakiejkolwiek muzyki! Wówczas otaczający nas świat, nawet stukanie w klawiaturę, dochodzi do nas przez słuchawki z lekkim pogłosem. Gdy zaczyna płynąć muzyka, pogłos staje się wyraźny i ewidentny. Przykrycie otworów dyfuzyjnych rękami powoduje zaś gwałtowną zmianę barwy i akustyki, ale to akurat norma w przypadku planarów.
Unaocznia też ogromną wrażliwość na przeszkody i maskownice – zupełnie tak samo jak u Hifimana. Czy to też może być winowajca? Być może, ale nie mamy jak tego ustalić, gdyż maskownice są jak widzę przytwierdzone na stałe. To integralny element konstrukcji słuchawek, którego nie da się zdemontować w żaden sposób. Tak samo jak u Hifimana. Hmm…
Część winy za samą akustykę jak pisałem na pewno ponoszą pady. Przyciśnięcie ich do głowy powoduje poprawę. Ale ponad wszystkim winne są tu decyzje producenta.
Czy możemy coś z tym zrobić?
Jako kupujący? Owszem. Po prostu nie kupować promowanego na rympał „bubla”.
Jako użytkownicy? Niespecjalnie. I tak samo niespecjalnie powinniśmy.
Oczekiwanie, że jako właściciel takich słuchawek miałbym to ratować za swoje własne pieniądze trudnymi do egzekwowania modyfikacjami, przy już wydanych 2600 zł jest bezczelnością. Powiedzmy to sobie wprost.
W niektórych przypadkach koncept może kusić, bo po modach może być „lepiej”, ale tylko u tych, którzy nie szanują swoich pieniędzy. Ja szanuję i jak sądzę Wy również. Wydanie 2600 zł na techniczny „bubel” do samodzielnych poprawek od startu, to naprawdę żadna okazja.
Mówiąc całkowicie hipotetycznie, nawet pakując tu tonę dampingu i robiąc własne pady DIY na rzepy, nie przeskoczymy akustyki komory i bezwładności membrany. Super, że drivery są sparowane względem siebie wzorowo, ale to trochę tak, jakby jechać rowerem z identycznie skrzywionym przednim i tylnym kołem. Względem siebie obręcze będą symetryczne, ale jednak skrzywione. Powodzenia podczas zjeżdżania z wału bez kasku.
Tak więc z tych słuchawek nawet nie opłaca się robić „projektu”. Wydaje mi się, że cel nie będzie uświęcał środków. Za ile by uświęcał? Nie mam pojęcia, ale jeśli odrywam pady rzepowe i wylatuje mi gumowa uszczelka, która jest wciśnięta luzem między materiał maskownicy padu a konstrukcję, to przy 2600 zł ręce mi opadają.
Pady odrywałem nie bez przyczyny i nie tylko pod zdjęcia. W zestawie otrzymałem do testów również pady nieperforowane. Efekt? Bardzo zbliżony. Tak więc nikt nie może powiedzieć, że test jest nierzetelny, bo nie było „magicznych” padów co to wszystko uzdrawiają. Nie uzdrawiają, a wręcz nawet nieco pogarszają. I co też uchwyciłem na pomiarach.
Hype kontra rzeczywistość
Mogę się tylko domyślać, że w całej tej ofensywie recenzji na temat Fosi Audio i5, liczono na efekt szybkiego wypromowania ich z tytułu „opłacalnych planarów”. Czas zawsze jest wówczas kluczowy, bo w grę wchodzi błyskawiczne sprzedanie wstępnie zatowarowanej partii pilotażowej z zyskiem, a potem jedynie dociąganie malutkich dostaw w miarę postępu sprzedaży (i promocji). Znam ten mechanizm doskonale z obserwacji chińskich marek.
Ostatecznie wszystko ma swój kres. Słowa to tylko słowa – żadna ich ilość nie zaceruje dziurawej rzeczywistości. Opisy o „muzykalnym, gładkim i przyjemnie zagęszczonym charakterze, który angażuje i relaksuje” w końcu nie wytrzymają zderzenia z konkretnymi danymi. A te mówią, że problem wcale nie leży w „wymaganiu synergii i dobrych realizacji”. Słuchawki od razu „pokazują, co potrafią”, gdyż są po prostu niedopracowanym projektem, w którym skupiono się niepotrzebnie na kopiowaniu fundamentalnie wadliwych wzorców. Ale jak widać, czego projektant nie przewidział, marketing i branżowy empiryzm szybciutko nadrobią.
Egzemplarz który testowałem praktycznie z automatu poszedł na zwrot, a moje ustalenia pokryły się z wrażeniami Właściciela tego modelu. Choć też nie do końca – wygoda była dla niego jak w sam raz. Ja czułem się zaś lepiej z nieco mniejszymi modelami (oczywiście w granicach rozsądku).
Niemniej sam właściciel nie dowierzał, że słuchawki mogą tak źle grać. To zresztą stało się przyczynkiem do ich podesłania do mnie na weryfikację. Jej wyniki mówią, że jednak nie zwariowaliśmy. Farba malowanego w recenzjach, sielankowego obrazu, momentalnie zaczęła się łuszczyć, pękać i odpadać. Na szczęście nie dosłownie – tego wzorca akurat Fosi Audio z Hifimana nie skopiowało.
Opłacalność
Takie pojęcie jak „opłacalność” w przypadku Fosi i5 nie funkcjonuje, a przynajmniej nie w sposób prawidłowy.
W cenie do 2600 zł (SRP) bez trudu znajdziemy sobie lepsze słuchawki, ale fakt faktem – nie znajdziemy w niej też drugich tak spektakularnie „audiofilskich”. I tu paradoksalnie Fosi Audio i5 mogą się odnaleźć – w niszy tej samej, co Crosszone CZ-1, a więc słuchawek „wspaniałych, bo innych”. To trochę jak facet z dwoma penisami. Bardzo interesujący, no bo przecież inny. Audiofile to uwielbiają i takimi rzeczami się zachwycają. To znaczy słuchawkami, nie penisami w ilości większej niż jeden. Chociaż teraz mamy takie czasy, że nigdy nie wiadomo. Mnie w domu uczono tolerancji dla odmienności, toteż może stwierdźmy dyplomatycznie, że Fosi to produkt dla koneserów specyficznych doznań, z którymi zupełnie nie jest mi po drodze.
Ale też aby nie być gołosłownym, pierwszy z brzegu przykład: Sony MDR-M1. Słuchawki, które zaoferują nam większą czystość w kluczowych fragmentach pasma, znacznie lepiej realizowany efekt halowy, mocniejszy bas. Do tego są przyjemniejsze w użytkowaniu, lżejsze i prawie 3-krotnie tańsze (920 zł na Amazonie). Robią poprawnie wszystko to, czego Fosi Audio i5 nie potrafią, a chciałyby. I piszę to siedząc w (zamkniętych) MDR-M1, bo na i5 nie dało się w spokoju myśleć nad tekstem tej recenzji.
Uwzględniając jakość wykonania, w częściach te słuchawki to może jakieś 400 zł. Ale nawet jeśli za tyle byłyby oferowane (ceny już zaczynają spadać do pułapu 2000 zł), nadal wolałbym od nich średnio wygodne, ale genialnie brzmiące i czyste Sony MDR-7506 (430 zł). Ba, nawet Audio-Technica ATH-R30x (450 zł), które też mają swoje wady akustyczne, a i tak brzmią jakoś „normalniej” od Fosi Audio i5.
Nie wiem czy da się tu wyczarować większą zniewagę. Zwłaszcza, że to wszystko dynamiki. A trzymając się tylko planarów? Audeze LCD-S20 robią z nimi co chcą. Kosztując mniej i bez rezonansów.
Podsumowanie
Tak niestety upada mit o zawsze gwarantowanej wyższości planarów nad wszystkim innym. Ale nie tylko to upadło pod naporem faktów i liczb. A co prędzej czy później i tak by nastąpiło.
Poza aspektami dźwiękowymi, słuchawki są moim zdaniem zbyt mocno wzorowane na Hifimanie, który sam w sobie już dostatecznie nie jest wzorem dla czegokolwiek. Tym samym producenta można nazwać oficjalnie „Fosiman”.
To też mówiąc, Fosiman i5 są za duże, bardzo uproszczone konstrukcyjnie i zrobione „aby były”. Owszem, mają trochę atutów, takich jak lekkość, spasowanie materiałów (o dziwo postarano się, choć tu i tam widać defekty np. malowania) oraz niemal idealny balans kanałów (tu rzeczywiście szacunek). Ale na koniec dnia pozostaje się nam dźwięk, który pozostawia po sobie jedno wielkie „WTF???”. I to wystarcza, aby wszystkie ich zalety stały się nieistotne. Wszystko bowiem dupa, jeśli sam dźwięk słuchawek kupa, jak mawia starożytne przysłowie.
Tym samym w żadnym wypadku nie jestem w stanie rekomendować tych słuchawek ani usprawiedliwić ich zakupu. Jest to debiutancki twór, który miał chyba udawać Hifimana, a wyszedł z tego nie tylko rezonansów komory (jak Hifiman) ale i generator pogłosu jak z kibla (rura PCV). Choć paradoksalnie dla nas jest to cenne źródło wniosków i obserwacji, jak takie produkty próbuje się nam później promować.
Sprzęt można zakupić na dzień pisania i publikacji recenzji w cenie sugerowanej wynoszącej 2600 zł (na polskim Amazonie za 2550 zł bezpośrednio ze sklepu Fosi). Aczkolwiek chyba połapano się, że te słuchawki nie będą robiły u nas w kraju furory, stąd bardzo mocne spadki cen w sklepach.
Dane techniczne
Zaczerpnięte bezpośrednio ze strony jednego z oficjalnych dealerów:
- Konstrukcja: Otwarte, wokółuszne
- Kolor: Drewno orzechowe / aluminium
- Przetworniki: Planarne magnetyczne
- Pasmo przenoszenia: 10–50 000 Hz
- Impedancja: 28 Ω
- Czułość: 98 dB/mW
- Złącze: 3.5 mm (niesymetryczny), 4.4 mm Pentaconn (zbalansowany); konektory 2x 3.5 mm
- Zalecana moc: ≥500 mW
- THD: <1% @100 dB SPL
- max SPL: ≥120 dB
- Waga: 550 g
Dane pomiarowe
Dane pomiarowe w wersji interaktywnej można znaleźć w Laboratorium, wybierając dokładnie ten model sprzętu z listy rozwijanej.
Platforma testowa
Poniżej sprzęt, który w największym stopniu został wykorzystany do napisania powyższej recenzji, jak również wykorzystywana muzyka i inne przydatne informacje.
- Interfejsy studyjne: Motu M4
- DAC/AMP: AF HA500, AF DA500, Loxjie D40 Pro
- Mobilne DAC/AMP: Tempotec Sonata BHD Pro, FiiO KA13
- Nadajniki Bluetooth: Asus BT400, Asus PCE-AX58BT, RealMe 9Pro+
- Słuchawki testowe pełnowymiarowe: Audio-Technica ATH-R30x, Audeze LCD-XC (zmodyfikowane), Sennheiser HD 660S2, Sony MDR-M1 (gościnnie), Hifiman HE400se v2
- Słuchawki testowe typu IEM: Sony MH1
- Monitory odsłuchowe: M-Audio Forty Sixty
- Okablowanie testowe: własne okablowanie testowe i słuchawkowe z linii kabli Audionum oraz Fanatum
- Kondycjonowanie prądu: brak (instalacja dostosowana już specjalnie pod audio)
- Muzyka wykorzystywana w trakcie testów: przeważnie gatunki elektroniczne, z obecnością również albumów klasycznych, neoklasycznych, jazzu, muzyki wokalnej i rocka. Format FLAC 24/48, OGG, WAV.



