Bohaterem niniejszej recenzji jest kabelek Custom Cans ULC. Użyczony przez jednego z czytelników, jest to model w wersji Ultra-Low Capacitance. Znałem w momencie testów jedynie jego cenę, wynoszącą ok. 600 zł i fakt, że jest to marka z UK (czyli pewnie import + cła wliczone w koszt).
Na szczęście nawet brak informacji o jego budowie lub właściwościach nie przeszkodził w napisaniu jego recenzji. Wręcz byłby wielce pomocny, gdyby recenzja niniejsza miałaby być pisana „tak jak wszystkie”, czyli wyłącznie metodą empiryczną „na ucho”. A że nie posługuję się już takową od lat, moja próba ustalenia jego rzeczywistego wpływu na dźwięk będzie opierać się na metodach całkowicie normalnych, racjonalnych i powtarzalnych. Czyli na wszystkim tym, co doprowadza stronę „słyszącą więcej” do erupcji niezdrowych emocji, zamiast skłonienia do refleksji. Ale jak pokazuje praktyka, strona ta jedynie udaje, że jej to przeszkadza – w rzeczywistości ona wręcz o to zabiega:

Mimo to postaram się kopanie leżącego i tak ograniczyć tu do minimum. Śmiać się z tego można bowiem w nieskończoność, ale to, co jest największą solą w oku, to robienie swojego i bazowanie na faktach i liczbach, zamiast na emocjach. Z grzeczności wypada więc nie odmówić i tym razem. Ale popisywać będziemy się dla odmiany dB, nie Vrms.
Recenzja powstała dzięki nieodpłatnemu użyczeniu prywatnego egzemplarza przez p. Jerzego, któremu bardzo pięknie dziękuję. Jeśli posiadacie jakiś kabelek, który uważacie za wpływający na dźwięk i chcecie, abym przeprowadził jego pełną i niezależną ekspertyzę, serdecznie zachęcam do zgłoszenia go na oficjalne testy i pomiary.

Budowa i konstrukcja kabla Custom Cans ULC
Zaczynając od rzeczy zasadniczej, konstrukcyjnie kabel Custom Cans to klasyka gatunku w wydaniu brytyjskim. Bo i jaki kabel jest – każdy widzi. Z jednej strony wtyk do wzmacniacza, z drugiej do słuchawek, a pośrodku czyjeś mozolne materii tkanie.

Mamy tu do czynienia z 1,5-metrowym odcinkiem miedzianej licy (litz) w 4-żyłowym zaplocie typu flat-braid. Całość wykończono bez zbędnego przepychu – zamiast ciężkich, metalowych splitterów, producent postawił na lekkość i prostotę, używając fabrycznych termokurczek przy wtykach mXLR 4-pin oraz jack 3,5 mm (Rean). Oploty to niezawodny Paracord w kolorze czarno-białym.

Dużą wadą dla mnie jest brak splittera. Kabel wygląda przez to jak przesadnie oszczędna konstrukcja lub jakby producent o czymś zapomniał.

Z technicznego punktu widzenia, zastosowanie licy (indywidualnie izolowanych drucików) jest ciekawym zabiegiem, który w świecie audio-mitów często obrasta legendami o walce z naskórkowością. Swego czasu bardzo dużo czytałem o tym właśnie na branżowych forach audio, gdzie każdy sprawiał wrażenie eksperta z nieskończonymi pokładami doświadczenia w tym temacie. Ale nikomu nie przyszło do głowy, aby powiedzieć „sprawdzam”. No bo jak to sprawdzić? Oscyloskop? Drogi sprzęt pomiarowy? Tylko po to, aby wygrać batalię na jakimś forum, które usilnie współpracuje z branżą? No właśnie. Komu to potrzebne.

Sprawdzimy więc sobie sami, jak ta konkretna geometria i materiał rzeczywiście przekładają się na mierzalny dźwięk, który trafia potem do naszych uszu. Przypomnijmy – 30x mniej czułych niż aparatura, którą tu się posłużymy i nie odróżniających kabla od banana lub audiofilskiego błota.
Jakość dźwięku z kablem Custom Cans ULC
Potraktujmy cały test jak mecz piłki nożnej. Piłką jest prawda, a więc stan faktyczny ustalony ponad wszelką wątpliwość na bazie powtarzalnych metod pomiarowych. To jest nasz VAR, który będzie weryfikował, czy był gol, a może jednak spalony.
Zasady gry, czyli metodyka testowa, są oczywiście niezmienione względem poprzednich artykułów. Te same słuchawki (Audeze LCD-XC) podłączone do tej samej przystawki (AD1), wzmacniacza (HA500), interfejsu (M4). Wszystko mierzone na symulatorze akustycznym (czyli sztucznym uchu). Nowością będzie naturalnie wykres kompensacyjny, jednak nie wpływa on w żadnym razie na wynik „meczu”. Wręcz potraktujmy to jako lepszej jakości murawę.

Uznałem, że nie będę się pastwił nad przyjezdną drużyną i schowam swoje własne kabelki do kieszeni. Toteż Custom Cans ma za zadanie wykazać się jakimikolwiek zmianami tonalnymi ponad fabrycznym kablem Audeze, tylko i wyłącznie. Taki naprawdę pakiet minimum.
Dobra, gramy, piłka w grze:

Custom Cans okazały się być kablem… działającym. Po prostu. Kompletnie nic nie zmienia tonalnie.
To może czystość?


Bez zmian. Mikroskopijne różnice mieszczą się w granicach błędu pomiarowego.
To może balans kanałów? Wszak trzeba pamiętać o osobach szukających uśredniania wyników przez aparaturę:

Nie, również bez zmian. Rozjazdów moich LCD-XC nie naprawiło.
Czy dogrywka też zakończy się wynikiem 0:0? Bo przecież fazę trzeba zmierzyć, przesunięcia czasowe, scena…


No patrz, też bez zmian. Zatem czas się nam nie przesunął, scena nie poszerzyła, świat ocalał. A wynik meczu pozostał do samego końca również bez zmian. Wszystko pozostało bez zmian.
Co to oznacza?
Oznacza to, że kabelek Custom Cans ULC nie zmienił kompletnie nic, bo nic zmienić nie mógł. Poza ergonomią i względami wizualnymi. No i samopoczuciem użytkownika, a co przecież też jest bardzo ważne.
Tonalność: Kabel nie wpłynął w najmniejszym stopniu na to, jak słuchawki reprodukują dźwięk. Gdyby tak było, widzielibyśmy zauważalne wahania wykresu FR. Jak widać, tak się nie dzieje.
Czystość: Również i tu kabel nie oczyścił przekazu i nie sprawił, że tło stało się bardziej czarne, a dynamika uległa zwiększeniu. To częste przymiotniki którymi opisuje się kable po zmianie z jednego modelu na drugi. Takie opisy wynikają po prostu z bacznego wsłuchiwania się i wytężania słuchu za rzeczami, których bardzo byśmy oczekiwali (tzw. Expectation Effect).
Sceniczność: Do trzech razy sztuka, ale scena psychoakustyczna też nie zmieniła swojego położenia, kształtu czy właściwości. Wciąż więc ludzkość nie potrafi jeszcze manipulować jednostką czasu we wszechświecie. Tak więc fazy można się co najwyżej doszukiwać u osób wmawiających sobie i innym, że czas się w kablu przesuwa i warto wydać na to kilka tysięcy złotych, tudzież proporcjonalnie do ceny posiadanych słuchawek.
Kiedy mogłoby się coś tu zmienić?
Tylko wtedy, gdyby w kablu producent przemycił jakieś elementy dyskretne i zbudował z niego pasywny filtr RLC. Tylko, że wówczas nie będzie to już kabel, a zwrotnica w formie kabla, tudzież filtr górno/dolnoprzepustowy. Wykryć to można w bardzo prosty sposób miernikiem już przed wykonaniem testów, ale pomiarowo zdradzi mi to poziom całościowy SPL. Więc nie ze mną te numery.
Alternatywnie zostaje skalowanie gabarytów, czyli np. zmniejszenie grubości do poziomu ludzkiego włosa albo zwiększenie długości do 120 m itd. W przypadku normalnych (i sprawnych) kabli o standardowych długościach nie ma mowy o skalowaniu czegokolwiek. Ot cały sekret warunków brzegowych grania kabli.
A co z naszym słuchem i jego warunkami brzegowymi? Aby by usłyszeć zmianę na słuch, musielibyśmy tak długo manipulować parametrami RLC kabla, aby uzyskać ją na poziomie przynajmniej tych ok. 2-3 dB. Aby przejść komfortowo ślepy test, dałbym tutaj sobie margines 5 dB. Jeśli więc zastanawialiście się kiedyś czemu przytoczenie tematu ślepego testu zamyka praktycznie każdą dyskusję o kablach lub powoduje natychmiastowe pojawienie się agresji – oto odpowiedź.
Uczciwe postawienie sprawy w karcie produktu
To, co w Custom Cans uderzyło mnie najbardziej, to nie same wyniki pomiarów, a pokrywający się z nimi opis ze strony produktu:
How does your cable sound?
As mentioned above, our cables are designed to keep the signal as pure as possible with a perfectly flat response. We believe you should not use a cable as “tone control”, and the sound is as good as it is going to get as it leaves the amp – the cable’s job is to get the signal to the headphones without adding or removing anything from the sound.
Już faceta lubię.
Producent otwarcie przyznaje, że kabel nie jest korektorem barwy, a sygnał opuszczający wzmacniacz jest już kompletny. To godny pochwały przejaw uczciwości, który w pewnym sensie neguje zasadność istnienia całego zastępu „magicznych” konstrukcji oraz podważa głoszone na ten temat tezy.
Jeśli nawet sami wytwórcy okablowania przyznają otwartym tekstem, że osoby „słuchające kabli” dopowiadają sobie cuda, to jest to bardzo symptomatyczne.
Nie wiem czy Custom Cans miał kiedyś inne zdanie na ten temat i traktował kable jako rzeczywiście mające wpływ na dźwięk, ale nawet jeśli, to osobiście nie mam z tym problemu. Zmiana zdania pod wpływem twardych dowodów i fizyki to nie bowiem powód do wstydu lub dowód hipokryzji, tylko wyraz uczciwości intelektualnej. W świecie audio, gdzie subiektywne odczucia są silnie forsowane nad faktami, przejście na stronę tychże faktów i liczb wymaga odwagi, bo oznacza przyznanie się do wcześniejszych błędów, również przed samym sobą.
U wytwórców kabli wymaga to nie mniejszej odwagi, bo staje się naprzeciw potężnego lobby, które przypomina czasami zorganizowaną ośmiornicę i zamknięty krąg okultystyczny w jednym. A co leży u podstaw takich a nie innych zachowań oraz wszczynanego co rusz sztucznego rage-baitingu „słyszących” z „kablosceptykami” dla równie sztucznych zasięgów promocji określonych marek/dystrybutorów kablowych.
Podsumowanie
Jak widać, w świecie Custom Cans mechanika kwantowa grzecznie ustępuje miejsca klasycznym prawom elektrodynamiki. Czas płynie tak samo, faza stoi w miejscu, a goli jak nie było, tak nie ma.
Kabel Custom Cans ULC, choć zremisował z kablem fabrycznym, nie wystawił się na pustą. Estetyczny, elastyczny, nieobarczony usilnym marketingiem nastawionym na konflikt nawet przy najmniejszej próbie powiedzenia głośno „sprawdzam”, w adekwatnej cenie jak za ręczną robotę.
Producent, tak samo jak ja, odrzuca przekonanie, że kabel słuchawkowy zawsze wpłynie na dźwięk i zawsze da się to usłyszeć. Tak podpowiadał dawniej słuch. Tak mówiły fora, czasopisma, autorytety, recenzenci zawodowi. Dopiero fizyka powiedziała coś zupełnie innego. Ba, nawet pokazała kiedy w ogóle będzie to możliwe. Wolałem zawierzyć fizyce, gdyż okazało się, że ludzie kłamią i potrafią się mylić. Liczby nie. Być może Custom Cans przeszedł taką samą drogę i doszedł do tych samych wniosków. W efekcie jest to ważny głos w odwiecznym (i sztucznym) sporze nt. grających kabli, bo płynący wprost z samej branży i przeciw jej oczywistym interesom.
Patrząc więc po całokształcie (i wbrew zarzutom p. Krzysztofa z komentarza), nie mam żadnego powodu aby nie zarekomendować tego kabelka. Custom Cans jako produkt jest po prostu uczciwy. Jedynie tylko ten splitter by się przydał, ale cóż, widocznie nie można mieć zawsze wszystkiego.
A audiofile? Cóż, jedyna ich nadzieja w obywatelskim projekcie skasowania matematyki na maturze, jako bycia „narzędziem segregacji i eliminacji, a nie wyrównywania szans”. Bo żyjemy w takich czasach przecież, gdzie mądrzy ludzie muszą się wycofywać, aby głupi nie czuli się dyskryminowani.

Kabel można zakupić na dzień pisania i publikacji recenzji w cenie po opłatach wynoszącej wg deklaracji właściciela ok. 600 zł bezpośrednio ze strony producenta.
Dane techniczne
Zaczerpnięte ze strony producenta:
- Waga: 120 g
Serio, to wszystkie dane techniczne tego kabla.
Platforma testowa
Poniżej sprzęt, który w największym stopniu został wykorzystany do napisania powyższej recenzji, jak również wykorzystywana muzyka i inne przydatne informacje.
- Interfejsy studyjne: Motu M4
- DAC/AMP: AF HA500
- Słuchawki testowe pełnowymiarowe: Audeze LCD-XC
- Kondycjonowanie prądu: brak (instalacja dostosowana już specjalnie pod audio)
- Muzyka wykorzystywana w trakcie testów: przeważnie gatunki elektroniczne, z obecnością również albumów klasycznych, neoklasycznych, jazzu, muzyki wokalnej i rocka. Format FLAC 24/48, OGG, WAV.



