Sennheiser HD 569 to gość niespodziewany, choć seria HD 5 od Sennheisera to od lat jeden z najmocniejszych filarów średniej półki słuchawkowej. Dość wspomnieć w jej ramach chociażby słynne HD555 i HD595. Model HD 569 zajmuje w niej jednak miejsce szczególne. Jest to bowiem jedyny w pełni zamknięty wariant w tej rodzinie (HD 620S nie liczymy bo to inna cyferka), stanowiący bezpośrednią alternatywę dla otwartych klasyków pokroju HD 599SE. Choć wizualnie oba modele są do siebie bardzo podobne, to zastosowanie innej komory przetwornika oraz padów z alcantary zamiast weluru przywołuje zupełnie inne priorytety użytkowe.
Pozostaje zatem pytanie: czy izolacja i (zdaje się) mobilny charakter obronią ten model? Czy wytrzyma on w starciu z np. HD 599SE, które już zdążyły wybić się na szczyt opłacalności? Tego wszystkiego dowiemy się z poniższej recenzji. To znaczy Wy się dowiecie, bo ja już wiem wszystko.
Recenzja powstała dzięki nieodpłatnemu użyczeniu prywatnego egzemplarza przez jednego z czytelników, któremu bardzo pięknie dziękuję. Jeśli posiadacie sprzęt, którego jeszcze nie recenzowałem i chcecie, abym przeprowadził jego pełną i niezależną ekspertyzę, serdecznie zachęcam do zgłoszenia go na oficjalne testy i pomiary.

Jakość wykonania i konstrukcja Sennheiser HD 569
Pod względem budowy Sennheiser HD 569 to podręcznikowy przykład ergonomii tego producenta. Całość wykonano z cały czas tego samego tworzywa sztucznego o matowym wykończeniu, które zdobi całą linię HD 5 (z pewnymi wyjątkami rzecz jasna).



Konstrukcja opiera się na dużych, owalnych muszlach, które bez problemu obejmują całą małżowinę. Charakterystycznym elementem jest wymienny przewód montowany na zatrzask z systemem „twist-lock”. W zestawie mamy dwa kable: długi (3 m) zakończony wtykiem 6,3 mm do użytku domowego oraz krótszy (1,2 m) z pilotem i mikrofonem. Widocznie ktoś pomyślał, że HD 569 mają szansę sprawdzić się również na wyjściu.

Słowem, standard nad standardy.
Wygoda i izolacja
Sennheiser przyzwyczaił nas do „wybitnego” komfortu w serii HD 5 i model 569 w dużej mierze tę tradycję podtrzymuje. Jest to egzemplarz niemal całkowicie nowy, więc słuchawki tradycyjnie cisną nas w łeb. Plastikowych elementów pałąka nie można jednak wygiąć sobie bezkarnie, gdyż spowoduje to pęknięcie konstrukcji.

Ale jeśli połączyć to z padami i cechami wynikającymi z zamkniętej natury, pierwotny docisk przekłada się na całkiem sensowną izolację. Ale powoli.

Pady: Zamiast klasycznego weluru, znanego z HD 599SE, tutaj zastosowano obicie z syntetycznej alcantary. Materiał ten jest bardzo przyjemny w dotyku, ale stawia nieco większy opór termiczny.
Docisk: O ile nie wynika to z nowości słuchawek, mam pewną teorię związaną też z HD 620S. Otóż aby zapewnić odpowiednią szczelność (kluczową dla poprawnego basu w konstrukcji zamkniętej), docisk pałąka jest większy niż w modelach otwartych. Na szczęście, dzięki niskiej masie własnej, słuchawki przynajmniej wagą nie męczą głowy podczas dłuższych sesji.
Głębokość muszli: Wnętrze padów oferuje sporo miejsca. Mimo to osoby o bardzo odstających uszach mogą poczuć delikatny kontakt małżowiny z maskownicą przetwornika. Tutaj mam wrażenie, że pady trudniej się poddają niż w przypadku wariantów welurowych.
Izolacja: Jako model zamknięty, HD 569 radzi sobie z odcięciem od otoczenia całkiem dobrze. Serio, świetnie mi się w nich pracowało. Poziom uznałbym za bliski profesjonalnych słuchawek do monitoringu studyjnego, przynajmniej względem A990Z, które takimi właśnie słuchawkami (ponoć) są.
Pasywne tłumienie wystarcza, by komfortowo słuchać muzyki w biurze czy podczas spaceru. Nie terroryzując przy tym otoczenia własnym repertuarem, ani nie psuć sobie nadmiernie słuchu głośnością.
Jakość dźwięku Sennheiser HD 569
Słuchawki te oferują brzmienie z solidnym basem, efektem pogłosowości (lekko pudełkowe) i bardzo czyste całym spektrum. Wersja zamknięta wygrywa z wariantem otwartym przede wszystkim kulturą pracy przetwornika. Ale też precyzją w dolnych rejestrach pasma, ale zasługą tego są przede wszystkim pady.
Idąc przez dźwięk po kolei…
Bas – wzorowa czystość i średniobasowe uderzenie
Analiza techniczna: Na wykresie FR widać wyraźne podbicie basu względem krzywej DF. Zaczyna się to już od najniższych rejestrów, osiągając maksimum (ok. 98 dB) w okolicach 80 Hz. Co jednak najważniejsze, model zamknięty legitymuje się wybitną czystością. Przy 100 Hz zniekształcenia THD oscylują wokół 0,3–0,4%, podczas gdy w wersji otwartej strzelają one aż do poziomu 1,5%. Z moich badań wynika, że to zasługa przede wszystkim padów.
Subiektywny odsłuch: Dół jest zwarty i ma w sobie wygar. Dzięki zamkniętej konstrukcji i alcantarze, dół pasma ma odpowiednią masę, ale nie zamula przekazu. Jest to zasługa bardzo celowego „wgniecenia” w przebiegu dolnej średnicy (ok. 280 Hz), które zapobiega nakładaniu się basu na wokale. Inne słuchawki notorycznie brzmiały mi po HD 569 jakby dostawały anemii basowej. Ale to wciąż nie było takie basisko, jak np. w Space One Pro. Najbliżej chyba było mu z pamięci do FiiO FT1. Tak więc fajny, mocny bas z solidnym fundamentem w każdym utworze.
Tony średnie – intymność podana na tacy
Analiza techniczna: Średnica charakteryzuje się wspomnianym dołkiem przy 280 Hz (spadek do ok. 88 dB), po którym następuje gwałtowne narastanie energii aż do imponującego piku w okolicach 3,2 kHz (ok. 107 dB). Zniekształcenia THD w całym tym zakresie są fenomenalnie niskie, utrzymując się poniżej 0,1% od 400 Hz do 2,5 kHz.
Subiektywny odsłuch: HD 569 to nie tylko „basem synu”, ale również królestwo bliskiego wokalu. Szczyt przy 3,2 kHz idealnie trafia w rezonans kanału słuchowego człowieka, co powoduje, że głosy (szczególnie żeńskie) są niezwykle bezpośrednie i wyciągnięte przed szereg. Z kolei dołek w dolnej średnicy może sprawiać wrażenie, że niektóre instrumenty (np. wiolonczela czy niższy fortepian) będą brzmiały nieco chudo lub z mniejszym wypełnieniem, ale za to wyraźniejszą separacją.
Sopran – na dwoje babka wróżyła
Analiza techniczna: Wysokie tony kontynuują analityczny trend z pikiem przy 6,5 kHz (ok. 104 dB), po którym następuje gwałtowny uskok – niemal „czarna dziura” w okolicach 9,5–10 kHz. Powyżej tego progu pasmo wraca do gry przy 15 kHz, by ostatecznie wygasić się w najwyższej oktawie. THD w sopranie pozostaje pod ścisłą kontrolą, nie przekraczając 0,2% w krytycznych punktach.
Subiektywny odsłuch: Góra jest detaliczna i szybka, ale dzięki mocnemu wytraceniu energii przy 10 kHz nie będzie ani sycząca ani męcząca. A już na pewno nie w sposób, w jaki bywają słuchawki o liniowym przebiegu tej sekcji. Brakuje tu może nieco powietrza i najwyższego blasku talerzy perkusji, ale w zamian dostajemy bardzo bezpieczny, choć technicznie wyrazisty sopran, który wybacza słabsze nagrania.
Wrażenia sceniczne – poprawnie i na bliski pierwszy plan
Konstrukcja zamknięta słuchawek Sennheiser HD 569 z alcantarą i bardzo mocno zaznaczonym rejonem obecności przekłada się na scenę skupioną, intymną i precyzyjną w pierwszym planie. Dzięki niskim zniekształceniom (separacja!), lokalizacja źródeł pozornych powinna być bezbłędna, choć scena będzie miała raczej charakter elipsy rozciągniętej na boki, z zauważalnie mniejszą głębią niż w wariancie otwartym. Ten, mimo wyższych zniekształceń, gra lżej i z większym dystansem. Będzie to więc klasyczna scena zamknięta nastawiona na projekcję wokalu przed słuchaczem z bardzo mocną intymnością.
Co nam mówi psychoakustyka?
Zastosowanie tak gwałtownego dołka w 280 Hz oraz specyficznego rozkładu energii w sopranie sugeruje, że konstruktor tych słuchawek postawił na „chirurgiczną” separację pasm kosztem wypełnienia. Biorąc pod uwagę fakt, że pomiary pochodzą z symulatora ucha, konsekwencje psychoakustyczne dla słuchacza będą następujące:
Dołek w 280 Hz
Ten rejon to klasyczna granica między basem a dolną średnicą, często nazywana strefą „mułu” lub „pudełkowatości”. I tak też troszkę charakterem trącają Sennheisery HD 569.
Separacja i definicja: Gwałtowny dołek do poziomu ok. 88 dB przy basie uderzającym w 98 dB tworzy duży kontrast dynamiczny. Psychoakustycznie powoduje to wrażenie, że bas jest niezwykle szybki i zwarty, ponieważ nie wykazuje „nadlewu” na średnicę.
Wpływ na wokale i instrumenty: Męskie wokale oraz instrumenty takie jak wiolonczela, werbel czy dolne rejestry fortepianu mogą brzmieć zbyt „chudo”. Słuchacz może odnieść wrażenie, że dźwięk jest sterylny lub „suchy”, ponieważ brakuje mu naturalnego ciepła wynikającego z wypełnienia tego zakresu.
Uwolnienie średnicy: Dzięki temu zabiegowi, narastająca energia od 1 kHz do 3,2 kHz uderza w ucho z podwójną siłą, dając wrażenie dużej klarowności.
Rozkład wybić sopranu
Konstrukcja góry w tym modelu to walka o detal przy jednoczesnym unikaniu tego słynnego „krwawienia z uszu”.
Wybicie na3,2 kHz (prezencja): To punkt kulminacyjny (ok. 107 dB), który idealnie pokrywa się z rezonansem małżowiny i kanału słuchowego. Powoduje to, że dźwięk jest bardzo bezpośredni i intymny, a wokale są wręcz „wypychane” do wnętrza głowy słuchacza.
Wybicie na 6,5 kHz (detal): Ten rejon odpowiada za „ostrość” i krawędzie instrumentów. Umieszczenie tu energii przy bardzo niskim THD (poniżej 0,1%) sprawia, że słuchawki brzmią niezwykle analitycznie, ale czysto.
Ubytek na progu 10 kHz (bezpiecznik): To najbardziej fascynujący element. Gwałtowny spadek do ok. 82 dB wycina rejon odpowiedzialny za najbardziej męczące sybilanty oraz szklistość brzmienia.
Konsekwencja powyższych
Słuchawki mogą wydawać się punktowo jasne i techniczne, ale paradoksalnie nie będą kłuć w uszy tak mocno, jak modele o liniowym sopranie. Brakuje im jednak powietrza i najwyższego blasku, co przy konstrukcji zamkniętej i alcantarze może potęgować wrażenie intymności sceny. Trochę jak przy A990Z.
Mamy tu do czynienia z brzmieniem basowo-pogłosowo-analitycznym. Taki trochę misz-masz. Z jednej strony gęsty i czysty bas, z drugiej wyraźnie doświetlona, bliska średnica, a z trzeciej selektywny sopran z detalem, ale bez finalnego ataku i ostrości. Łącznikiem jest ten nieszczęsny (lub genialny, zależnie od gustu) dołek w 280 Hz, który sprawia, że dźwięk jest rozdzielczy, ale może być postrzegany jako mało naturalny w gatunkach wymagających „masy” dźwięku.
Ale choć sam osobiście znacznie bardziej preferuję to, co oferują mi wspomniane A990Z (zwłaszcza po modyfikacjach), o tyle do brzmienia HD 569 w dłuższej perspektywie można się przyzwyczaić. Zaryzykuję stwierdzenie, że po godzinie, gdy pady już na nich „klepną”, ma się na głowie imitację MDR-7506, ale z fantastycznym zejściem. I większą pojemnością na uszy.
Porównanie z otwartym bratem czyli HD 569 vs HD 599SE
Teoretycznie Sennheisery HD 569 to inżynieryjnie lepszy produkt. Fakt, że udało się utrzymać tak niskie THD na basie przy konstrukcji zamkniętej, świadczy o świetnym wytłumieniu muszli i jakości przetwornika. Wariant otwarty przy progu 100 Hz radzi sobie zauważalnie gorzej w tym zakresie.

Jednak jeśli spojrzymy na strojenie, robi się niemalże odwrotnie. Wariant otwarty to znacznie większy „analityczny potwór”, choć takowym w rzeczywistości też nie jest. Myślę, że sporo osób będzie się więc zastanawiać między jednym a drugim wariantem, toteż rozbijmy to sobie na części pierwsze.
Liniowość do 1 kHz
Wariant otwarty idzie niemal idealnie po szarej linii targetu DF: od samego dołu aż do 1 kHz. Nie ma tu tego basowego garbu przy 80 Hz, ani sterylizującego dołka przy 280 Hz, które funduje nam model zamknięty.
Słuchacz dostaje w konsekwencji naturalne wypełnienie i masę instrumentów, co paradoksalnie pozwala na znacznie lepszą ocenę proporcji w miksie, mimo że bas na wykresie wydaje się bardziej konturowy i taki trochę zwyczajny. Nie chcę powiedzieć „nudny”, ale część osób zapewne dojdzie sobie właśnie do takich wniosków.
Obecność w 3,2 kHz
Tu wariant otwarty idzie po bandzie. Podczas gdy model zamknięty dobija do 107 dB, wersja otwarta strzela aż do 110 dB przy 3,2 kHz.
Przekłada się to na wzmocnienie rezonansu. Pracujemy tu z sygnałem o 15 dB większym niż poziom bazowy przy 1 kHz. Biorąc pod uwagę, że to rejon najwyższej czułości ucha, wersja otwarta będzie wyraźniej emanować detalami prosto do ucha.
Nie pamiętam, czy pisałem to w recenzji HD 660S2, ale na ich tle również odebrałem HD 599SE jako słuchawki jaśniejsze i analityczne. To jest właśnie to miejsce, gdzie słychać każdą niedoskonałość wokalu i każde muśnięcie struny, podane z jeszcze większą energią niż w wersji zamkniętej.
Szerokie pasmo w 4-7 kHz
Również i tutaj wariant otwarty ma znacznie więcej energii w tym zakresie niż model zamknięty. To tutaj kryje się definicja perkusji i ostrość ataku, a także ogólna informacyjność obu modeli. Wersja otwarta nie ma tego wycofania, które w modelu zamkniętym łagodzi odbiór i powoduje, że mamy wrażenie fragmentarycznej selektywności góry.
Kwestia czystości
Dlaczego zatem model zamknięty może wydawać się czystszy mimo mniej idealnego przebiegu FR? Odpowiedź tkwi w zniekształceniach THD.
Model otwarty, choć tonalnie poprawniejszy, notuje przy 100 Hz aż 1,5% zniekształceń. Model zamknięty przy tej samej częstotliwości ma zaledwie ok. 0,4%.
HD 599SE jest wariantem analitycznym przez swoje strojenie (tonalność), ale HD 569 jest analityczny przez swoją czystość techniczną (niskie THD) i „chirurgiczne” cięcie w niskiej średnicy. Nie ma tu niestety złotego środka. Każdy z tych modeli robi dobrze „coś kosztem czegoś” i zawsze będziemy musieli wybierać, niczym wódką a zakąską. Zatem…
Który model będzie lepszy?
Wersja otwarta to faktycznie równiejszy i bardziej poprawny model od strony akustycznej, ale przez to potężne wzmocnienie przy 3,2 kHz bez basowej przeciwwagi może być dla niektórych osób trochę monotonny, a skrajnych przypadkach zbyt męczący przy dłuższym odsłuchu. Mi nigdy się to nie przydarzyło z HD 599SE, ale wiadomo – ja to ja. Wiele cech HD 599SE odszukuję, żeby było śmieszniej, w Hifimanach HE400SE v2, dlatego jeśli „szajsfimany” zdechną, to od razu zastępują je SE-ki.
Wersja zamknięta to z kolei właśnie ta przeciwwaga na basie, która była tym, co rzucało mi się w uszy podczas żonglowania jedną i drugą parą. Świetny dół, czystość po całym spektrum i nawet przydający się czasami ten efekt halowy. A do tego izolacja. Jednak w kategorii poprawności akustycznej niestety HD 599SE nadal będą lepsze. Może nudniejsze, w porządku, ale poprawniejsze. I chyba to finalnie by do mnie przemówiło jednak. Bo jeśli miałbym iść dokładnie w takim kierunku, lepszy dźwięk uzyskałbym jak pisałem w A990Z po modach. A i wygoda też będzie znacznie lepsza.
I tu sekretem mogą okazać się pady – już delikatne odchylenie słuchawek (czyli 1-2 mm większy dystans od ucha) powoduje, że akustycznie HD 569 mocno się prostują. To naprawdę ciekawy trop, którym warto będzie podążyć, jeśli zdecydujemy się na 569-tki, ale pozostanie w nas chęć nie godzenia się na żadne kompromisy.
Padami jednak nie będą na pewno te od HD 599SE – słuchawki robią się z nimi ultra-liniowe, stricte monitorowe i płaskie. To ciekawe efekty, ale nie w tę stronę, o którą (przynajmniej mi samemu) chodziło.
Porównanie Sennheiser HD 569 vs HD 620S
W zasadzie nie ma co tu porównywać. HD 569 są zarówno tańsze, jak i lepiej strojone od HD 620S. Szczerze nie wiem jak można te drugie chwalić wobec tak oczywistych wad na tle jakby nie patrzeć starszego modelu.

THD w sopranie: Poziom 0,3% przy 6,5 kHz w HD 620S jest technicznie gorszy niż ok. 0,15% w HD 569, ale w obu przypadkach to wciąż wartości marginalne. Prawdziwym problemem HD 620S nie jest THD przetwornika, a jego odpowiedź częstotliwościowa.
Agresja wynikająca z FR: To ten potężny, 18-decybelowy skok przy 3 kHz (względem dołka w dolnej średnicy) będzie odpowiadał za zmęczenie słuchacza, a nie zniekształcenia harmoniczne. Psychoakustycznie nasze uszy odbiorą to jako krzykliwość strojenia, dominującą nad technicznym aspektem zniekształceń.
Regres w basie: Najbardziej zastanawiające pozostaje 0,7% THD przy 100 Hz w modelu za przecież 1500 zł (dziwnym trafem kosztują już „tylko” 1100 zł – ciekawe dlaczego?). Nie jest to dramat, ale przy 0,4% w budżetowych HD 569 pokazuje to, że nowsza konstrukcja ma po prostu większe problemy z kontrolą membrany lub rezonansami obudowy w niskich rejestrach. Po prostu ktoś próbował sobie skoczyć na kasę.
Ostateczny wniosek: Sennheiser HD 620S nie są może jednoznacznie „zepsute” technicznie patrząc po wykresie THD, ale są po prostu rozczarowujące pod kątem czystości przebiegu, gdy zestawimy je z tańszą alternatywą. Za trzykrotnie wyższą cenę oczekujemy postępu w każdym aspekcie. A tutaj? Mimo wyprostowania dolnej średnicy dostajemy większe nierówności lokalne i bardzo ryzykowne, agresywne wręcz strojenie góry z gwałtownymi, raptownymi ubytkami. Aby nie przedłużać, z tego pojedynku z tarczą wychodzą Sennheiser HD 569. Kupiłbym je od razu ponad HD 620S, bez wahania.
Opłacalność Sennheiser HD 569 – czy warto je kupić?
Słuchawki możemy dostać w bardzo różnych cenach. W momencie publikacji, najlepszą ofertę znajdziemy na polskim Amazonie, gdzie kosztują 437 zł. To moim zdaniem bardzo atrakcyjna cena jak za taki bas, izolację i czystość. Nasze krajowe sklepy w tym momencie słabo się spisują. Owszem, trafiają się oferty za 460 zł, 465 zł, ale sporo jest też takich za ponad 500 zł. Rekordziści życzą sobie za nie nawet 680 zł! Tak wysoka cena to absurd, w którym zbliżamy się rzeczywiście do pułapu np. ATH-A990Z.
Jeśli jesteśmy więc fanami marki, lubimy te konstrukcje bardzo mocno, to taka „lekka odskocznia” w tej cenie jest warta spróbowania. Na pewno nie są to słuchawki dla wszystkich i do wszystkiego. Stąd tak wielkie naciski z mojej strony, abyście kupili je w możliwie jak najlepszej cenie lub z najlepszymi możliwościami zwrotu. Oba te warunki graniczne spełnia Amazon.
Czy jest tu coś, co można dorzucić do porównania jako alternatywę zakupową? Może ATH-A550Z, ale moim zdaniem Sennheiser HD 569 będą od nich całościowo po prostu lepsze. Może jakieś wirelessy jeszcze się znajdą, ale to już inna klasa rozwiązań i przeznaczenie użytkowe. Są też „studyjnioki” w postaci nieśmiertelnych MDR-7506 (ok. 415 zł) czy ATH-M50x (580 zł), ale to rozwiązania mniej wygodne użytkowo od HD 569. Tak więc te słuchawki naprawdę mają się tu czym bronić. Ale nie w cenie 680 zł. Więc kochani krótka piłka: brać jak najtaniej i się nie oglądać na inne oferty.
Podsumowanie
Sennheiser HD 569 to słuchawki, które na mojej głowie dojrzewały i robiły to w tempie zdumiewająco ekspresowym. W porównaniu do HD 599SE na starcie powiedziałbym im prawdopodobnie „sorry, ale nie”. Jednak pod koniec odsłuchów to właśnie HD 569 siedziały tam znacznie częściej. Zwłaszcza w muzyce klubowej prezentowały się genialnie, doceniałem tam ich fantastyczny dół, świetną czystość, praktyczną izolację, wybaczając docisk. A „lekka pudełkowość” akustyki pasowała tam okrutnie dobrze.
Gdy zakładałem zaraz po nich HD 599SE, mimo poprawności akustycznej, czułem się trochę anemicznie. Brakowało mi tego super zejścia na basie, ostatecznej czystości tego zakresu. Sennheiser HD 569 to więc takie trochę brzydkie kaczątko. Dla jednych zawsze będzie dziwne, a dla innych może okazać się parą dającą bardzo dużo pozytywnych emocji. To jeden z tych modeli, które może mają swoje problemy i walczą o poprawność akustyczną. Ale właśnie za to potrafi się je ostatecznie docenić. Trochę jak w związku, gdzie partner z wadami i kompleksami paradoksalnie wydaje się bardziej realny i autentyczny. Lepszy niż „plastikowy” ideał kobiety/mężczyzny. Tam poprawność jest tak poprawna, że aż mdła i dałoby się ją opisać za pomocą miarki oraz arkusza kalkulacyjnego.
Dlatego też z mojej strony wlatuje pingwinek z wiaderkiem, pod którym każdy musi sam poszukać, czy będzie to dla niego strzał w dziesiątkę. Są gatunki i zastosowania, gdzie te słuchawki są naprawdę fantastyczne. Niemniej do rekomendacji, nawet tej umownej, zabrakło mi odrobinę więcej uniwersalności. W konsekwencji też przekonania, że każdemu sprawdzą się dokładnie tak samo dobrze.
Sprzęt można zakupić na dzień pisania i publikacji recenzji w cenie wynoszącej 437 zł na polskim Amazonie. Jest to najlepsza oferta na ten model spośród wszystkich, jakie w tym momencie można znaleźć w Polsce (chcą za nie nawet 680 zł!).
Dane techniczne
Zaczerpnięte bezpośrednio ze strony jednego z oficjalnych dealerów:
- Przewodowe/bezprzewodowe: Przewodowe
- Słuchawki/zestaw słuchawkowy: Zestaw słuchawkowy
- Rodzaj słuchawek: Wokółuszne
- Rodzaj przetwornika: Zamknięty
- Pasmo przenoszenia: 10-28000 Hz
- Poziom ciśnienia akustycznego (SPL): 115 dB
- Impedancja: 23 Ω
- Magnesy: Neodymowe
- Waga: 250 g
- Złącze: Jack 6,3 mm / 3,5 mm
- Zniekształcenia harmoniczne (THD): < 0,2 %
- Kolor: Czarny
- Przewód: 2 przewody w komplecie: 3 m (Złącze Jack 6,3 mm), 1,2 m (Złącze Jack 3,5 mm)
Dane pomiarowe
Wszystkie dane pomiarowe widoczne w tej recenzji można znaleźć w Laboratorium, wybierając dokładnie ten model sprzętu z listy rozwijanej.

Platforma testowa
Poniżej sprzęt, który w największym stopniu został wykorzystany do napisania powyższej recenzji, jak również wykorzystywana muzyka i inne przydatne informacje.
- Interfejsy studyjne: Motu M4
- DAC/AMP: AF HA500, AF DA500, Loxjie D40 Pro
- Mobilne DAC/AMP: Tempotec Sonata BHD Pro, FiiO KA13
- Nadajniki Bluetooth: Asus BT400, Asus PCE-AX58BT, RealMe 9Pro+
- Słuchawki testowe pełnowymiarowe: Audio-Technica ATH-A990Z (zmodyfikowane), Audeze LCD-XC (zmodyfikowane), Sennheiser HD 599SE, Sony MDR-7506 (gościnnie), Audeze LCD-S20 (gościnnie), Hifiman HE400se v2
- Słuchawki testowe typu IEM: Sony MH1
- Monitory odsłuchowe: M-Audio Forty Sixty
- Okablowanie testowe: własne okablowanie testowe i słuchawkowe z linii kabli Audionum oraz Fanatum
- Kondycjonowanie prądu: brak (instalacja dostosowana już specjalnie pod audio)
- Muzyka wykorzystywana w trakcie testów: przeważnie gatunki elektroniczne, z obecnością również albumów klasycznych, neoklasycznych, jazzu, muzyki wokalnej i rocka. Format FLAC 24/48, OGG, WAV.



