Słuchawki Sash Tres SE trafiły do mnie dzięki uprzejmości czytelnika mojego portalu, jako egzemplarz nabyty oczywiście prywatnie. Jest to najbardziej preferowana przeze mnie forma testów. Z jednej strony wszyscy mamy możliwość poznania ciekawego sprzętu audio, a z drugiej ja sam mogę odwdzięczyć się dokładnymi pomiarami posiadanego przez czytelnika egzemplarza.
W każdym razie, w zakresie słuchawek planarnych rynek przyzwyczaił nas generalnie do dwóch biegunów. Pierwszym jest ten wielkich korporacji z ogromnymi budżetami R&D. Drugim jest cała masa garażowych manufaktur, które nadrabiają pasją to, czego brakuje im w parku maszynowym. Sash Tres SE to produkt, który na pierwszy rzut oka zdaje się redefiniować pojęcie „produktu niszowego”. Wyceniony na 470 € (510 € w wersji z cieńszymi membranami), przyjeżdża do nas z Ukrainy – kraju ogarniętego wojną. Samo to budzi sympatię i szacunek dla twórcy. Mimo ekstremalnie trudnych warunków, Sash Audio stara się dostarczyć produkt dopracowany tak, że nawet ZMF powinno czuć się zagrożone. Ale o tym powiem nieco więcej za moment.
Jednocześnie, a co też warto podkreślić, jest to pierwsza, oficjalna polska recenzja słuchawek tego producenta w naszym kraju. A także pierwsze w Polsce pełne pomiary tego modelu.
Recenzja powstała dzięki nieodpłatnemu użyczeniu prywatnego egzemplarza przez jednego z czytelników, któremu bardzo pięknie dziękuję. Jeśli posiadacie sprzęt, którego jeszcze nie recenzowałem i chcecie, abym przeprowadził jego pełną i niezależną ekspertyzę, serdecznie zachęcam do zgłoszenia go na oficjalne testy i pomiary.
Drugie spotkanie z produktem z Ukrainy
Nie jest to pierwszyzna z takimi konstrukcjami, gdyż już lata temu miałem okazję zetknąć się z pierwszą próbą tego typu. I też z Ukrainy. Wówczas były to słuchawki Verum One, budowane w Charkowie przez Igora (Garuspik).
Ze strony Verum, po mojej recenzji na łamach AF, otrzymałem nawet zapytanie na Head-Fi, w którym twórca słuchawek pytał o możliwość nieodpłatnego wykorzystania zdjęć z mojej recenzji na swojej stronie. Nie zdążyłem wtedy odpowiedzieć, gdyż… konto zostało zbanowane. Nie zwracałem wtedy na to uwagi, jako że miałem dość własnych spraw na głowie.
Wkrótce jednak okazało się, że wokół konstruktora wybuchł swego czasu dosyć poważny skandal wizerunkowy, związany z jego niewybrednymi wypowiedziami oraz traktowaniem klientów RMA. Te pierwsze były rasistowskie i ksenofobiczne. Pojawiły się również zarzuty o opryskliwe i nieprofesjonalne podejście do klientów narzekających na dużą awaryjność Verum One. Zwracano uwagę na problemy z powtarzalnością, ale to akurat norma w przypadku sprzętu DIY, który nagle skalowany jest do produkcji międzynarodowej. Wisienką na torcie stały się ataki personalne ze strony konstruktora w stronę recenzentów i youtuberów.
Sash Audio nie tkwi z tego co wiem w sercu takich (a przynajmniej dokładnie takich) kontrowersji. Nie mamy do czynienia z wątpliwymi wypowiedziami autora, atakowaniem recenzentów czy problemami z realizacją gwarancji. A przynajmniej wieść o tym nie dotarła do moich uszu na ten moment. Na forach podkreśla się wręcz niezwykłą uprzejmość, pomoc i profesjonalizm właściciela Sash Audio, więc jest to odświeżająca odmiana względem Verum Audio.
Jakość wykonania i konstrukcja Sash Tres SE
Sash Tres SE są słuchawkami, które nie próbują ukrywać swojej natury. Design jest surowy, miejscami wręcz siermiężny, ale w tym industrialnym znaczeniu. Konstrukcja opiera się na masywnych elementach, które dają poczucie obcowania z przedmiotem długowiecznym. Mamy tu drewno egzotyczne, formatki wycinane ze sklejki, sporo metalu (stal nierdzewna), ale jest też prawdziwa skóra czy elementy drukowane 3D.
Uwagę zwraca zwłaszcza system regulacji – prosty, oparty na stalowych prętach przypominających te z wczesnych modeli Audeze. Choć mechanizm działa bez zarzutu, widełki pracują z ogromnym oporem. Obrócenie słuchawek względem osi głowy wymaga wręcz nienaturalnej siły.
Może więc zachodzić konieczność poluzowania śrub przez użytkownika już na starcie. W trakcie testów tego nie robiłem, ponieważ być może Właściciel słuchawek chciał tak mieć je ustawione.
Mimo sporej masy (600g), ergonomia stoi na zaskakująco wysokim poziomie. Sztywna opaska pałąka została tak wyprofilowana, że ciężar rozkłada się równomiernie na czubku głowy.
Mamy tu również znany doskonale standard okablowania – gniazda 2x mXLR 4-pin (pinout zgodny z Audeze/ZMF). To ukłon w stronę tych entuzjastów, którzy posiadają już kolekcję wysokiej jakości okablowania do innych słuchawek.
Wadą są pady zamontowane zdaje się na stałe. Producent jednocześnie deklaruje możliwość zamawiania różnych wariantów padów. To tak jakby w menu restauracji było 10 dań, ale kucharz przykręcił talerz do stołu. Chyba, że jest tu jakiś mechanizm wymiany, którego ślepia me nie dostrzegły i umysł nie pojął. W każdym razie, troszkę Bareja się ukłonił w tym miejscu mam wrażenie.
Zaskakująco lepsze wykonanie niż ZMF
Wrócę tutaj do tego, co zasugerowałem już we wstępie do recenzji. To punkt, który dla wielu fanów audiofilii może być kontrowersyjny, ale fakty są nieubłagane. Porównując Sash Tres SE do wielokrotnie droższych ZMF Auteur, ukraińskie słuchawki wypadają… lepiej pod kątem obróbki detali.
Oczywiście istnieje szansa, że w innych modelach ZMF sytuacja wygląda lepiej. Ale względem Auteur naprawdę nie jest to z mojej strony żadna złośliwość.
Drewno palisandrowe użyte do produkcji muszli jest wykończone jest bardzo dobrze. Jako osoba również pracująca z drewnem przez długi czas, nie mogę przejść obok tego bez pochwały. Od razu widać, że obróbkę wykonano z niebywałą precyzją. Powierzchnia jest idealnie gładka, a pasowanie elementów drewnianych z metalowymi maskownicami nie wykazuje żadnych niedoróbek.
Żadnych przesunięć, krzywo umieszczonych gniazd, zachowana tym razem pełna symetria… no po prostu szok. I mówimy tu o mało znanej ukraińskiej manufakturze, a nie rozpoznawalnej amerykańskiej.
W Sash, mimo ceny 470 EUR, mamy do czynienia z jakością wykończenia, która zawstydza markę, która stara się uchodzić za amerykańską legendę. Nawet w porównaniu do masywnych HEDD One, Sash robią wrażenie produktu bardziej premium w dotyku, mniej plastikowego, a bardziej organicznego. W tym kontekście, ich cena jest – i mówię to szczerze – nieadekwatna do poniesionego nakładu pracy. Choć mam też nadzieję, że nie stanie się to przyczynkiem do przebudowania cennika przez Sash Audio.
Okablowanie mogłoby być lepsze
Dobre wrażenie zostało zepsute niestety przez okablowanie dołączone do zestawu. Jak sądzę, jest ono oryginalne. Będę tu wobec Sash Audio surowy, bo jako „kablarz”, właśnie w takich momentach przemawiam doświadczeniem i praktyką.
W rękach od razu daje się wyczuć, że to kabel bez zaplotu. Czyli dokładnie to samo, co w słynnym już Tonalium, nota bene i tak kosztującym więcej niż całe te słuchawki. Kabelek Sash Audio jest wykonany owszem, lepiej od niego. Jest też bardziej ergonomiczny. Ale to nie jest definitywnie szczyt ergonomii. Splitter to przepust od RK Connectors, który w pierwszej chwili myślałem, że jest tulejką od wtyku. Kolory kanałów zaznaczono termokurczkami, które cały czas spadają z wtyków Switch Crafta. Dałoby się to zrobić lepiej po prostu.
Niemniej, rozumiem to w ten sposób, że Sash Audio po prostu nie chciał poświęcać zbyt wiele czasu (a więc kosztu) na kabelek. Wymieniłem go sobie szybko na fabryczny od LCD-XC, a potem parokrotnie na swojego Audionum. Działo się to bowiem przy okazji testów kabli wysyłanych kolejnym klientom. Jak wiadomo testuję każdy przed wysyłką na realnych słuchawkach. A czy to będą moje XC, czy jakieś przyjezdne słuchawki – bez znaczenia.
Jakość dźwięku Sash Tres SE
Odsłuchowo Sash Tres SE to słuchawki, które grają w sposób zaskakująco dojrzały. Ich fundamentem jest neutralność. Na nim konstruuje się tak naprawdę wszystko. Nie znajdziemy tu sztucznego podbicia wyższego basu czy wycofanej średnicy dla udawanego efektu przestrzenności.
Brzmieniowo można powiedzieć, że to mieszanka współczesnego Hifimana z klimatem Audeze. Słychać dbałość o detale, typową dla chińskich słuchawek planarnych, ale jednocześnie zachowany jest umiar w barwie, „bezpiecznik” kojarzący się z Audeze.
Myślę, że takie połączenie może przypaść do gustu szerokiemu gronu odbiorców i sprawdzić się w przeróżnym materiale dźwiękowym. Sam osobiście preferuję jak wiadomo gatunki elektroniczne, więc tutaj słuchawki świetnie się sprawdzają. Ale i klasyka wypada bardzo w porządku. Wróciła zresztą do łask po recenzji Focal Stellia, gdzie świetne efekty odnotowałem na Meze 105 AER właśnie w ich kontekście.
Szczegółowa analiza balansu tonalnego
Przelećmy sobie Tres SE w zakresie poszczególnych fragmentów pasma:
Bas: bardzo równo, ale…
Jest wysoce liniowy, schodzi nisko i trzyma fason aż do najniższych rejestrów. Prezentuje pod tym względem dokładnie to, co interesuje większość użytkowników słuchawek planarnych. Nie dominuje w przekazie, ale stanowi solidny, szybki fundament.
Jedynym problemem jest bardzo, ale to bardzo drobne przeświadczenie, że „coś” tam siedzi i nie do końca wiadomo co. Mowa o względach jakościowych rzecz jasna. Jakby delikatne rozmywanie się krawędzi. Ale to rozsądzą zapewne za moment pomiary.
Tony średnie: neutralnie i optymalnie
Średni zakres to właściwie wzorzec neutralności. Głosy są bliskie, namacalne, pozbawione niepotrzebnego podkolorowania, ale nie przybliżone na potęgę. Można powiedzieć, że środek przyjmuje wysoce optymalną pozycję na planie dźwiękowym. Koneserzy tak prezentowanego tego zakresu będą w siódmym niebie.
Sopran: szeroko podkreślony, ale bez sybilantów
Tu pojawia się charakterystyczny rys brzmienia Tres SE – szerokie uwypuklenie w zakresie 2-7 kHz. Nadaje ono brzmieniu blasku i detaliczności, przypominając nieco strojenie współczesnych Hifimanów, ale z zachowaniem ducha dźwięku typowego dla Audeze.
Mógłbym zaryzykować pewną tezę, ale niestety mam jeszcze za mało danych, aby móc to opisać kategorycznie. Potraktujcie to więc jako luźne przeświadczenie: te słuchawki grają tak celowo. Są strojone prawdopodobnie nie tyle pod swojego twórcę, ale też pod jak najszerszego klienta docelowego.
Dlatego w moim przypadku sopranu jest troszkę więcej niż bym preferował, ale dla typowego użytkownika myślę, że będzie go idealnie w punkt.
Scena dźwiękowa: są efekty
Z całego grona mam wrażenie, że zasługuje najbardziej na osobny akapit. Zarówno głębokość, jak i szerokość są kreowane z przyjemnym rozmachem. Holografia pozwala bez trudu wskazać instrumenty w przestrzeni, co przy tej cenie jest osiągnięciem wybitnym.
Trudno się temu dziwić – szeroko podkreślony sopran dał tu należyte efekty. Nie ma więc ani tego, czym szczycił się typowy współczesny Hifiman (szerokość), ani dawne Audeze (głębokość). Jest za to płynna synteza wszystkiego w jedną całość.
Całokształt strojenia i psychoakustyka
Patrząc na Sash Tres SE przez pryzmat psychoakustyki, projektant tych słuchawek uderzył w bardzo czuły punkt. Nasz słuch jest szczególnie wrażliwy na zakres 2-5 kHz (tzw. wzmocnienie małżowiny usznej). Podkreślenie tego zakresu w Sash sprawia, że odbieramy dźwięk jako bardzo klarowny i „obecny”. Jednocześnie słuchawki nie wzmacniają się zbyt mocno ponad wszystko to, co już zyskujemy od kanału i małżowiny usznej.
Nawet więc, jeśli technicznie odbiega to od idealnie płaskiej linii, z perspektywy biomechaniki wydaje się nieprzypadkowe. Wręcz zaryzykuję stwierdzenie, że to strojenie „inteligentne”. Łączy bowiem techniczną poprawność z przyjemnością płynącą z detali, których nie musimy szukać na siłę.
Z tego względu Sash Tres SE nie są modelem męczliwym – mimo że jasnym. Nie są agresywne, mimo że detaliczności im nie brakuje. Wydają się być wydanymi bardzo poprawnie Edition XV (w sensie brzmieniowym). Trochę droższymi, zauważalnie cięższymi, ale nie walącymi nam po uszach prądem.
Technikalia i analiza pomiarowa: czy THD na basie jest problemem?
Przechodzimy do sfery technicznej, która niestety rzuca cień na ten sielankowy obrazek.
Moje pomiary, przy standardowych 94-95 dB SPL, ujawniły niepokojące wyniki w zakresie zniekształceń harmonicznych (THD+N).
W punkcie kontrolnym 1 kHz wynik -54 dB jest spokojnie akceptowalny. Można powiedzieć, że to typowy magnetostat. Nie jest to co prawda deklarowane 0,1%, ale nadal bardzo dobrze. Jeśli brać pod uwagę charakter DIY – wręcz wybitnie.
Jednak sytuacja drastycznie pogarsza się w rejonie 150-500 Hz. Lewy kanał osiąga szczytowo aż 8,3% THD+N przy 283 Hz. To wartości, które nie tylko w nowoczesnych magnetostatach, ale ogólnie słuchawkach wszelkiej maści uznaje się za bardzo wysokie. Prawy kanał wygląda lepiej, bo 5,0% THD+N w 415 Hz. Wciąż wysoko, ale bez tak wyraźnie szalejących innych harmonicznych.
Czy to słychać? W muzyce o gęstej strukturze basowej może to prowadzić do lekkiego rozmycia konturów i chropowatej faktury. Czyli to było właśnie te moje „przeświadczenie”. Z drugiej strony, paradoksalnie, niektórzy odbierają takie zniekształcenia jako „analogowe ocieplenie”. Niemniej jednak, z punktu widzenia czystej inżynierii, jest to słaby punkt projektu, wynikający prawdopodobnie z dużej masy membrany i specyfiki DIY.
Na tym jednak lista uwag się nie kończy.
Inne zaobserwowane problemy techniczne
Sash Tres SE, mimo swojej urody, nie uniknął chorób wieku dziecięcego. Choć być może należałoby to analizować w zakresie ograniczeń produkcyjnych. Zwłaszcza, że mówimy przypomnę o kraju napadniętym zbrojnie.
Szelest membrany
Na lewym kanale występuje tzw. „planar flex” przy dociskaniu słuchawek. Świadczy to o problemach z naciągiem lub zbyt małym prześwicie między membraną a magnesami. Na obronę Sash Audio należy dodać, że tego typu problemy dotykały często również Audeze. Po prostu taka jest specyfika, ale już nie DIY, a ogólnie planarnych przetworników produkowanych metodami współczesnymi.
Balans kanałów
Przesunięcie o ok. 2 dB w stronę prawego kanału jest słyszalne i wymaga korekty balansem we wzmacniaczu (jeśli ten takową posiada). Jest też łatwe do zaobserwowania na pomiarach. Sama powtarzalność jest jednak bardzo dobra – przetworniki, gdyby nie różnica w poziomie SPL, byłyby praktycznie identyczne pasmem.
Wrażliwość na ruch głowy
Delikatne ruchy głową zmieniają tonalność. Jeśli miałbym to identyfikować czysto na słuch, dzieje się to właśnie w rejonie 300 Hz i głównie z lewej strony. Znów więc mamy ten nieszczęsny lewy kanał.
Sugeruje to, że masa drivera jest na tyle duża (lub naciąg na tyle niedokładny), że siły bezwładności wpływają na pracę przetwornika.
W trakcie bliższych oględzin zauważyłem, że jedna ze śrub maskownic nie była do końca dokręcona. Nie wpłynęło to jednak ani na odczyty balansu kanałów, ani THD.
Zapotrzebowanie na moc: dane techniczne vs realia
Pozwolę sobie również zauważyć, że deklaracje producenta o zapotrzebowaniu na moc (0,8 W) są moim zdaniem przesadzone. Słuchawki bez problemu poradzą sobie na znacznie słabszym sprzęcie. W teście osiągały wysokie poziomy ciśnienia akustycznego na moim autorskim wzmacniaczu HA500, który w porywach osiąga moc 0,5 W na kanał.
Oczywiście, aby nie było żadnych wątpliwości, testy zostały wykonane również na Loxjie D40 Pro, który charakteryzuje się znacznie większą mocą. Wyniki pozostały bez zmian.
Szybkie porównanie: Hifiman vs Audeze vs Moondrop
Sash Tres SE to swoista brzmieniowa hybryda:
- Od Hifimana (np. Edition XV czy HE1000 V3) pożyczają napowietrzenie i ogólny sposób prezentacji. Są jednak od nich znacznie lepiej wykonane i sprawiają wrażenie solidniejszych. Nie mają tak katastrofalnych zniekształceń (mimo że i tak THD punktowo jest wybite), a sopran jest bardziej neutralny.
- Z Audeze (tu kłaniają się moje LCD-XC) łączy je regulacja wysokości oraz wrażenie czytelnego sopranu bez konieczności korzystania z efektu maskowania częstotliwości. Sash są jednak mniej „studyjne” niż XC, a na pewno nie tak ciężkie.
Myślę jednak, że bardziej brzmieniowo odpowiadają one temu, co uzyskać można w Moondrop Venus. Technicznie? Równiejszy przebieg, lepsze zejście poniżej 30 Hz, równiej w 600 Hz, bez dołka w 5,5 kHz. I to jest moim zdaniem prawdziwy rywal tych słuchawek. Co prawda Venus już nie dostaniemy, ale swego czasu kosztujące 3000 zł miałyby tu sporo problemów. Poza jednym: THD. W tym aspekcie Venus są względem Tres SE nienaganne.
Podsumowanie
Sash Tres SE to produkt operujący w granicach trochę takiego auto-kontrastu. Z jednej strony otrzymujemy fenomenalnie wykonane słuchawki z drewna palisandrowego (jak na DIY). Swoją precyzją wykonania niektórych elementów wygrywają z markami kosztującymi 10-15 tysięcy złotych. Brzmieniowo – też mają się czym bronić i w praktyce są to poprawione Moondrop Venus. A więc dźwięk neutralno-jasny, ale jeszcze nie analityczny, za to równiejszy i z lepszym zejściem.
Z drugiej strony są też i wady: duża masa, miejscami siermiężna konstrukcja, pady na stałe oraz duże zniekształcenia THD w niektórych rejonach. A gdy doliczymy drobne problemy z balansem kanałów oraz naciągiem membrany, wszystko to przypomina nam, że to wciąż projekt DIY.
Mimo tych technicznych niedoskonałości, słuchawki zrobiły na mnie dobre wrażenie, tak samo jak autentyczna pasja ich twórcy. W tym momencie Sash Tres SE to jedne z najciekawszych słuchawek planarnych na rynku w okolicach tych 2000-2500 zł. Oferują dźwięk kompletny, angażujący i świetnie zestrojony pod większość oczekiwań stawianych względem modeli magnetostatycznych.
Choć wciąż w pamięci tkwią kontrowersje wokół Verum Audio, oceniając dzieło Sashy, byłem znacznie bardziej optymistyczny. Jeśli jesteście w stanie zaakceptować ich charakterystykę, zniekształcenia na dole pasma, szukacie czegoś unikalnego, powstałego z prawdziwej pasji i to mimo ekstremalnie trudnych warunków wojny – Sash Tres SE mogą okazać się ciekawym wyborem.
… a przynajmniej tak chciałem zakończyć tą recenzję.
Nagły zwrot akcji czyli słuchawki jako usługa
Dosłownie tego samego dnia, którego chciałem pierwotnie opublikować swoją recenzję, nastąpiła zaskakująca zmiana. Sash Audio przebudował na szybko swoją stronę (opartą na platformie Wix, co może być tu znaczące) i teraz oferuje nie tyle słuchawki, co usługi konsultacyjne. Szkoda, że nie zrobiłem zrzutu ekranu, ale skopiowałem sobie przynajmniej dane techniczne, które również uległy skróceniu.
Obecnie wygląda to tak:
- Sash Tres SE są nadal dostępne za 420 € jako Expert guidance consultation.
- Zrezygnowano z osobnej wersji Palisander na rzecz po prostu jednego konfigurowalnego produktu w cenie 420-510 € w zależności od wersji drewna i membrany.
- Sash Matrix (560 €, również Expert guidance consultation) też są wciąż dostępne, ale wg pola adres ich nazwa to Sash Tres SE Exclusive (możliwe że była to oryginalna nazwa robocza).
- Zniknęły dodatkowe pady oraz puszki konwertujące do wariantu zamkniętego.
Obie wersje słuchawek na zdjęciach mają czasami inne maskownice, co również warto byłoby uporządkować i wyklarować.
Najbardziej zastanawia jednak wycena, jaka znalazła się na stronie głównej. Pada tam kwota wywoławcza 500 € za konsultacje. Jest też żółty przycisk Place your order and I will contact you shortly. Super, tylko że po kliknięciu prowadzi on donikąd (This product couldn’t be found).
Wygląda to całościowo jak zmiany wprowadzane bardzo w pośpiechu.
Działanie platform sprzedażowych w kontekście zaburzenia logistyki
Pytanie pozostaje zatem jedno: skąd taka zmiana i czy to oznacza, że zaczyna się dziać tu coś na kształt Verum?
Osobiście, jako osoba postronna, znajduję tu tylko jedno wytłumaczenie – wybieg techniczny lub prawny, aby przejść na model preorderowy pod przykrywką.
Przez lata pracowałem jako grafik specjalizujący się m.in. w systemach sprzedaży online. Mimowolnie widziałem więc mechanizmy funkcjonowania tego typu podmiotów i platform je hostujących. Często w systemach płatności i platformach e-commerce (czyli m.in. Wix), gdy sprzedawca nie może zagwarantować wysyłki towaru fizycznego w terminie, zmienia status produktów na „usługi” lub „konsultacje”. W ten sposób unika blokady konta za niedotrzymanie terminów dostaw. Zmienia się też nieco procedura księgowa, ale nie wiem jak to wygląda po stronie prawa ukraińskiego.
Niestety najbardziej kłania się tutaj teatr wojenny, który w oczywisty sposób może zaburzać nie tylko produkcję (brak prądu), ale i dostawy części potrzebnych do budowy. No i oczywiście wysyłki. Tego typu działalność produkcyjna na Ukrainie po 2022 roku jest po prostu ekstremalnie trudna. Zwłaszcza, że twórca pochodzi z Charkowa jak dobrze kojarzę.
Jednocześnie jestem świadom tego, że wiele osób ceni sobie moje słowo, toteż nie chciałbym ręczyć w ciemno za osobę, której kompletnie nie znam i nie mam pewności co się dzieje. Dlatego też postanowiłem ograniczyć się jedynie do oceny samego produktu tak, jak otrzymałem go już od docelowego użytkownika, bez jednoznacznej rekomendacji lub odradzania zakupów. Ze względu na sytuację geopolityczną każdy czyni je na własną odpowiedzialność i ryzyko.
Aktualizacja (2026-02-15) – kierunek rumuński
Chwilę po publikacji strona główna znów się zmieniła. Najprawdopodobniej Sash Audio obrał kierunek rumuński:
Przycisk konsultacji również zaczął działać. Czyli tak jak podejrzewałem: zmiany wprowadzane bardzo na szybko, dosłownie z dnia na dzień. A co tylko pokazuje, że sytuacja jest dosyć dynamiczna.
Sprzęt można (było) zakupić na dzień pisania i publikacji recenzji w cenie 470 € w wersji Palisander (510 € w wersji z cieńszą membraną). Aktualnie można zakupić taką wersję jako wariant bezpośrednio na stronie producenta.
Dane techniczne
Zaczerpnięte ze strony producenta w dniu otrzymania słuchawek na testy, pisownia oryginalna:
- Planar magnetic drivers for better dynamics and frequency response
- Style: over-ear, opened-back
- Premium leather for style and durability
- Double-sided magnetic structure
- Magnetic structure: proprietary magnet array
- Magnet type: Neodymium N52
- Transducer size: 100 mm
- Maximum power handling: 5W RMS
- Frequency response: 10Hz – 20kHz
- THD: < 0.1% 100dB
- Impedance: 25 ohms
- Sensitivity: 98 dB/1mw (at Drum Reference Point)
Dane pomiarowe i porównawcze
Platforma testowa
Poniżej sprzęt, który w największym stopniu został wykorzystany do napisania powyższej recenzji, jak również wykorzystywana muzyka i inne przydatne informacje.
- DAC/ADC/AMP: Motu M4, Tempotec Sonata BHD Pro, AF HA500, AF DA500, Loxjie D40 Pro
- Nadajniki Bluetooth: Asus BT400, Asus PCE-AX58BT, RealMe 9Pro+
- Słuchawki testowe pełnowymiarowe: Audeze LCD-XC, Audio-Technica ATH-A990Z, Audio-Technica ATH-AD900X (zmodyfikowane), Creative Aurvana SE (zmodyfikowane).
- Słuchawki testowe typu IEM: KZ ZVX, Sony MH1
- Monitory odsłuchowe: M-Audio Forty Sixty
- Okablowanie testowe: własne okablowanie testowe i słuchawkowe z linii kabli Audionum
- Kondycjonowanie prądu: brak (instalacja dostosowana już specjalnie pod audio)
- Muzyka wykorzystywana w trakcie testów: przeważnie gatunki elektroniczne, z obecnością również albumów klasycznych, neoklasycznych, jazzu, muzyki wokalnej i rocka. Format FLAC 24/48, OGG, WAV.


























