Mikrofon Mozos MKIT Studio PRO to kolejny z rzędu mikrofon, bo wyśmienitym AT2035, który ogromnie przypadł mi do gustu. W sumie miałem obawy, czy aby nie jest to deklasacja dla wszystkich budżetowych mikrofonów. Stąd ponad miesięczna zwłoka z recenzją, aby „ochłonąć” i nie dać emocjom przejąć kontroli nad palcami podczas pisania tekstu. Ale w sumie patrząc na ogromną różnicę w cenie na korzyść jednostki Mozosa, nie wiem czy było to w ogóle potrzebne.
Recenzja jest owocem płatnej współpracy z firmą i marką Mozos, która podesłała niniejszy sprzęt celem wykonania rzeczywistych testów użytkowych i wykonania próbek nagrań głosu. Jest to tym samym ekspertyza niezależna.
Jakość wykonania i konstrukcja Mozos MKIT Studio PRO
Do ręki dostajemy mikrofon wyglądający całkiem solidnie. Mocno skręcony, w metalowej obudowie, słusznej masy. Do tego od razu doposażony tak, że człowiek tylko wyjmuje i podłącza pod co chce.
Wyposażenie jest potężne, bo dostajemy tu absolutny komplet. Wszystko co możliwe znalazło się w zestawie. Mamy zarówno osłony gąbkowe, masywny stand biurkowy, a nawet komplet kabli do każdego gniazda. Od startu nic więc nam nie potrzeba, wliczając w to sterowniki. Arch Linux bez problemu wykrył jednostkę podłączoną do komputera, a po paru sekundach mogłem rozpocząć nagrania testowe.
Realiści rynkowi zapewne zaczną się zastanawiać: no dobrze, to skoro wszystko jest super, to skąd tak niska cena? Gdzie jest haczyk? W którym miejscu „ścięto zakręty”?
Okazuje się, że w kilku. Mikrofon Mozos MKIT Studio PRO niestety tym razem nie wystrzegł się bowiem paru drobnych wpadek.
Precyzja otworów
Sposób ich wywiercenia na gniazda na spodzie mikrofonu pozostawia trochę do życzenia, a co zdradzają nadlewy farby. Wygląda to tak, jakby po wywierceniu nie do końca uważnie oszlifowano krawędzie i pozostały się mikro-zadziory. Te zaś farba oblała tak, że powstały charakterystyczne „zgrubienia”.
Czy to przeszkadza? Chyba tylko osobom pedantycznym albo takim, które pracowały z czymś znacznie lepszej jakości i są nadmiernie „rozpieszczone”. Na dostęp do gniazd w każdym razie w ogóle to nie rzutowało, a sam zwróciłem na to uwagę tylko w kontekście innej recenzji. W sumie to dwóch: AT2035 i jeszcze jednej pary słuchawek, o których na razie nie mogę wspomnieć. Tam – przy cenie znacznie większej niż Mozos – mieliśmy coś podobnego, ale w plastiku. Obiecałem jednak Właścicielowi słuchawek, że z recenzją wstrzymamy się do czasu odzyskania przez niego pieniędzy. Bardzo więc przepraszam, że na razie nie zdradzę co to było.
Drobne zastrzeżenia do malowania
Sam mikrofon – mimo że to sztuka kompletnie nowa – tu czy tam wykazała ubytki malowania na elementach. Owszem, jest to produkt budżetowy, nikt się nie będzie z nim pieścił specjalnie, ale jednak pewien drobny niedosyt pozostaje.
Przypomina mi się tutaj np. Superlux, gdzie całkowicie nowe słuchawki potrafiły przyjść do mnie zakurzone. Po prostu jest to taki a nie inny sposób przechowywania. Mogę domyślać się, że w przypadku Mozos MKIT Studio PRO fabryka po prostu nie pieści się z nimi i leci na masę. Dlatego ubytki stwierdziłem wyłącznie na najbardziej skrajnych elementach, jak np. śruby mocujące widełek. Są też skazy na boku podstawy stojaka, widoczne na zdjęciu poniżej.
Jak możemy „zacerować” samodzielnie przynajmniej ubytki jako użytkownicy? Bardzo prosto – czarnym markerem olejnym. Tak, będzie widać że było „ciapane” na jednorodnych powierzchniach, ale w półmroku i bez przyglądania się nic potem nie widać.
Na obronę MKIT Studio PRO mogę dodać, że obejrzałem sobie dokładniej Radium 600 i tam również trafiłem na fabryczne skazy malowania. Czyli budżetowe mikrofony po prostu tak mają.
Widełki mikrofonu
Następna rzecz, to widełki, na których osadzono mikrofon. Element ten wyprofilowano moim zdaniem bezmyślnie. Nie dość, że delikatnie krzywo, to jeszcze nie jest możliwe obrócenie mikrofonu, gdyż ten zaczepia, klinuje i szoruje dnem o wnętrze widełek. Owszem, ktoś pewnie zauważy, że po wpięciu jakiegokolwiek kabla i tak ruch obrotowy będzie niemożliwy. Ale chciałbym, aby decydował o tym sam kabel, a nie taki element i to w taki sposób. Tym bardziej, że można było zrobić bez problemu widełki większe, a kabel USB-C zastosować z wtykiem kątowym lub z boku.
Pomijam też fakt, że widełki są elementem nieodłącznym tego mikrofonu i jedynym możliwym sposobem jego montażu.
Sterowanie głośnością w systemach Linux
Kolejna rzecz, to sterowanie głośnością. Niestety, ale tak, jak działało mi to w innych modelach mikrofonów Mozosa, tym razem nie było żadnej reakcji. Ani na sterowanie głośnością wyjścia słuchawkowego, ani czułości mikrofonu.
Jednostka zdaje się, że nie pokazuje też aktualnego poziomu, o ile w ogóle zdecydowałaby się funkcjonować poprawnie. Gotów jestem zrzucić to na barki mojego pingwinkowego systemu, ale warto to będzie w razie czego zweryfikować po zakupie.
Dedykowana czapa gąbkowa
Ostatnia rzecz to wyprofilowana czapa gąbkowa. Fajnie to wygląda i w ogóle, ale jednak to element dedykowany. Bez niej mikrofon wygląda jak „termos”, tudzież zminiaturyzowany mikrofon wokalny. A i gąbka sama z siebie ma też tendencję do parcenia na osi czasu.
Podkreślić jednak należy, że uwaga ta jest dosyć luźna i jako wada – marginalna. Nie pamiętam ile lat mam swojego Radium 600, który też ma taką czapę, nawet gorszej jakości, a jednak nic się z nią jeszcze nie stało. Dlatego zastanawiałem się czy w ogóle o tym wspominać, ale ostatecznie zwyciężyła recenzencka przyzwoitość i chęć opisania sprzętu najdokładniej, jak się da. Nawet, jeśli będzie to odebrane już jako czepialstwo z mojej strony.
Jakość rejestrowanego dźwięku na Mozos MKIT Studio PRO
Dużo z moich uwag mikrofon nadrabia praktycznością i przede wszystkim brzmieniem nagrywanego głosu. Zresztą, wystarczy posłuchać próbki testowej nagranej za pomocą MKIT Studio PRO.
Pojawił się tam niespodziewany gość, bo Audio-Technica AT2035. To mikrofon studyjny za 700 zł (czasami droższy), a jednak różnica między nimi nie jest duża. Świetnie się więc tu ta sztuka Mozosowi udała i jak pisałem zamazuje to trochę doświadczenia z ergonomią i QC. No trudno no, na czymś trzeba było przyoszczędzić.
Konkurencja własna w postaci GM-ONE i TAM8
O ile osobiście preferowałbym ergonomię jednego z tytułowych, fakty są takie, że GM-ONE jest tańszy od MKIT Studio PRO, a TAM8 już niedostępny. Wyszła wersja V2, której nie znam, a widziałem, że link został podmieniony, toteż usunąłem go z recenzji.
GM-ONE jest lepiej od Studio PRO wyposażony (bo w RGB i wyświetlanie poziomów), a do tego nieco tańszy. Brzmieniowo jest za to bardziej neutralny i tu sam osobiście preferowałbym MKIT-a. Gdyby więc połączyć jeden z drugim, byłoby naprawdę fajnie.
Rozsądzenie między tymi mikrofonami to zresztą klasyczny dylemat recenzenta. Bitwa między sercem a rozumem. GM-ONE jest tańszy i bardziej dopracowany, choć aby uzyskać taki dźwięk jak chcę, prawdopodobnie konieczne byłyby jakieś modyfikacje. Po całokształcie jest to rozum. MKIT Studio PRO to z kolei serce – kierunek nagrywania dźwięku taki, jaki lubię. Mimo niedociągnięć czy wprost nie działających u mnie funkcji, mikrofon ma swoje zastosowania. Najważniejszym będzie trafianie w gust osób z kompleksami. Wiele osób ma bowiem to samo co ja – nie lubimy swojego głosu słuchać. Na nagraniach brzmi to jakby mówiło jakieś dziecko sprzed mutacji. Zwłaszcza, gdy ogląda się dużo kanałów z głębokimi, basowymi mówcami. Oni brzmią jak mężczyźni, a my jak dzieciarnia.
Wszystko jednak tkwi w naszych głowach. Sami sobie robimy krzywdę i karmimy tylko nasze kompleksy. Trujemy życie i tracimy czas, z którego owe życie się w całości składa. Gdy więc interesuje nas życie podcastera i jutubera, takie mikrofony jak MKIT Studio PRO (czy AT2035) mogą pomóc nauczyć nas tolerancji dla samego siebie. A w konsekwencji – szacunku dla czasu, z którego składa się nasze życie.
A może jednak AT2035?
Ktoś może zapyta, czy skoro MKIT Studio PRO próbuje imitować AT2035 za ułamek jego ceny, to czy warto iść tą drogą zamiast w Audio-Technikę? To ciekawy trop, zwłaszcza że widziałem bezczelne podróbki AT2035 za połowę jego ceny. Tu o podróbce mówić nie można – to definitywnie inna konstrukcja, ale inspirowana bez dwóch zdań co do końcowych rezultatów. I dobrze, bo przez to dźwiękowo mikrofon mocno u mnie punktuje.
Patrząc więc tylko i wyłącznie na nie, oferta Mozosa wydaje się być bardzo kusząca, a wady pomijalne lub do przełknięcia. Ostatecznie jednak sami musicie podjąć decyzję. AT2035 nie podepniecie pod PC, jego brzmienie też będzie delikatnie inne, pełniejsze, głębsze i to bez gąbek. Wymagany będzie też bezwzględnie dobry interfejs studyjny. Spowoduje to, że koszt nabycia AT2035 + jakiegoś sensownego interfejsu poleci w rejon 2000 zł.
Dlatego też uważam, że MKIT Studio PRO będzie świetnym „produktem demo” dla wszystkich, którzy nie są pewni, czy AT2035 im się sprawdzi. Ja sam osobiście mam uprzywilejowaną sytuację, bo interfejs posiadam. Tym samym mogę sobie pozwolić na „zaszalenie” z kasą i kupno mikrofonu za 700-800 zł. Jeśli jednak budujecie amatorskie studio przy bardzo cieniutkim budżecie i ma to kosztować jak najmniej, MKIT Studio PRO ma sporo sensu.
Audio-Technica mnie osobiście swoją 35-tką dosłownie oczarowała i sprawiła, że aż chce mi się nagrywać własny głos. Trochę niefortunnie więc się stało, że po MKIT-a sięgnąłem dopiero po niej. Ale też może i lepiej, bo w ten sposób mogłem docenić i porównać oba produkty łeb w łeb. Gdybym tego nie uczynił, być może nie dowiedzielibyście się tego, na czym brzmieniowo MKIT się wzoruje w tym wariancie. No bo któż by porównywał mikrofon za 270 zł z tym za 700, co nie? A szkoda, bo właśnie z takich porównań często płynie największa wiedza dla nas – użytkowników.
Podsumowanie
W gamie mikrofonów Mozos można się już zacząć powoli gubić, ale praktycznie każdy mikrofon tego producenta-hurtownika ma swoje zalety i przede wszystkim: opłacalność. Na swój sposób MKIT Studio PRO również jest opłacalnym i wszechstronnym mikrofonem, choć bardziej od strony rejestrowanego głosu, a nie obsługi. Ta lepsza była w GM-ONE czy TAM8.
Tak naprawdę ten mikrofon ratuje finalnie jedna rzecz – brzmienie nagrywanego głosu w stylu AT2035. I moje kompleksy, które powodują, że bardzo sobie takie konstrukcje cenię. Nie jest więc tak, że doceniam MKIT-a „bo muszę”. Gdyby tak było, podziękowałbym i nie przystępował do testu. Ale Mozos jest jednym z tych producentów, którzy bardzo cenią sobie moją neutralność, szczerość i otwartość. Za sam ten fakt i może też na swój sposób odwagę, by stanąć przed Wami w publicznym teście bez taryfy ulgowej, zasługuje on na szacunek.
To też mówiąc, finalnie jestem w stanie przełknąć niedociągnięcia w tym mikrofonie, a docenić bardzo niską cenę i brzmienie w stylu AT2035. Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się nad takim kierunkiem nagrywania, MKIT Studio PRO zasługuje tu na warunkową dla Was rekomendację. Jeśli zaś ma to być coś bardziej neutralnego, to tu kłania się ich własny, tańszy GM-ONE. Każdemu według potrzeb.

Sprzęt można zakupić na dzień pisania i publikacji recenzji w cenie ok. 270 zł bezpośrednio w sklepie Mozos.
Dane techniczne
Dane skopiowane 1:1 bezpośrednio ze strony producenta:
- Typ: mikrofon dynamiczny.
- Charakterystyka kierunkowa: kardioidalna.
- Pasmo przenoszenia: 50 Hz–20 kHz.
- Czułość: -52 dB±3 dB (0 dB = 1 V/μbar przy 1 kHz).
- Wymagane zewnętrzne zasilanie: nie.
- Maksymalna częstotliwość próbkowania: 192 kHz/24 bit.
- Stosunek sygnał/szum (S/N): 94 dB.
- Materiał: stop aluminium, ABS.
- Moc: 2,5 W.
- Napięcie/prąd: 5 V 0,5 A.
- Wymiary mikrofonu: 19,5 × 9 × 6 cm.
- Waga netto: 581 g (bez podstawy).
- Interfejsy: XLR ×1, Type-C ×1, gniazdo audio 3,5 mm ×1.
- Wymagania systemowe: Windows 7/8.1/10, Mac OS 10.10 lub nowszy, USB 1.1/2.0/3.0.
Platforma testowa
Poniżej sprzęt, który w największym stopniu został wykorzystany do napisania powyższej recenzji, jak również wykorzystywana muzyka i inne przydatne informacje.
- DAC/ADC/AMP: Motu M4, Tempotec Sonata BHD Pro, AF HA500, AF DA500
- Nadajniki Bluetooth: Asus BT400, Asus PCE-AX58BT, RealMe 9Pro+
- Słuchawki testowe pełnowymiarowe: Audeze LCD-XC, Audio-Technica ATH-AD900X oraz ATH-A990Z, Creative Aurvana SE (zmodyfikowane)
- Słuchawki testowe typu IEM: KZ ZVX, Sony MH1
- Monitory odsłuchowe: M-Audio Forty Sixty
- Okablowanie testowe: własne okablowanie testowe i słuchawkowe z linii kabli Audionum
- Kondycjonowanie prądu: brak (instalacja dostosowana już specjalnie pod audio)
- Muzyka wykorzystywana w trakcie testów: przeważnie gatunki elektroniczne, z obecnością również albumów klasycznych, neoklasycznych, jazzu, muzyki wokalnej i rocka. Format FLAC 24/48, OGG, WAV.
Serdeczne podziękowania dla firmy MOZOS za użyczenie Audiofanatykowi sprzętu do testów











