Mozos B3 to urządzenie, które nie jest dla mnie nowością. I nie chodzi o ogólnie typ takiego rozwiązania, a poprzednika – modelu MBL-HD. Swego czasu było to coś kompletnie nowego i na swój sposób rewolucyjnego. Oto za sensowne pieniądze można było rozszerzyć wiele urządzeń o funkcje bezprzewodowe. I to w różne strony. Nie wszystkie kombinacje były oczywiście możliwe, ale ważne, że w ogóle były. Tym razem pochylimy się toteż nad następcą, który po latach musi odnaleźć się w już nieco innych realiach niż poprzednio.
Recenzja jest owocem płatnej współpracy z firmą i marką Mozos, która podesłała niniejszy sprzęt celem wykonania rzeczywistych testów użytkowych i pomiarów technicznych możliwości urządzenia. Jest to tym samym ekspertyza niezależna.
Jakość wykonania i konstrukcja Mozos B3
Urządzenie to, jeśli ktoś nie kojarzy MBL-HD, jest uniwersalnym nadajnikiem (TX) i odbiornikiem (RX) Bluetooth. Pozwala on na bezprzewodową transmisję dźwięku, de facto zmieniając każdy sprzęt w potencjalny system wireless.
Przykładowo, w trybie RX możemy dowolne słuchawki przewodowe lub głośniki wyposażone tylko w złącze jack, zmienić w zestaw bezprzewodowy. Czyli bierzemy sobie takie np. Meze 105 AER, podłączamy do B3, parujemy z komputerem i chodzimy po kuchni słuchając sobie materiałów ulubionego jutubera. Kto wie, może i moich, jak tylko znajdę czas na spokojne opracowanie formuły tego typu treści.
Tak samo można zrobić z głośnikami, które takiej możliwości wireless nie posiadają. Generalnie dosyć dobrze ilustruje takie połączenia poniższa grafika:
Sprzęt jest bardzo lekki, trąca trochę „tanizną”, ale rzeczywiście kosztuje grosze: 140 zł. Gdy sobie to uświadomimy, w tej cenie jego możliwości przekraczają znacznie wrażenia organoleptyczne. Na froncie mamy zestaw diod sygnalizujących pracę oraz trzy przyciski do sterowania odtwarzaniem. Przednia krawędź ma tylko otwór na mikrofon. Bok to włącznik suwakowy, przełącznik trybu pracy oraz przycisk parowania. Z tyłu mamy gniazdo jack, wyjście SPDIF RX, wejście SPDIF TX i zasilanie DC 5V USB-C. Cieszy multum wyposażenia dodatkowego w tej cenie.
Tak jak poprzednio, szkoda że nie zdecydowano się na pracę również po USB. Nie wykorzystano też zdaje się frontowych diod jako wskaźnika naładowania baterii. W trybie RX mamy czas pracy wynoszący do 20 godzin. W TX jest to już tylko 12 godzin. Ale w większości scenariuszy wystarczy to w zupełności.
Osoby zafiksowane na punkcie kodeków hi-res będą zadowolone z obecności apt-X oraz apt-X HD. Tym bardziej, że ich sposób pracy będę w tej recenzji gruntownie mierzył. Potwierdzą się zatem albo upadną niektóre mity z nimi związane, przynajmniej z perspektywy urządzenia budżetowego.
Ogólnie, jak na tak tanie urządzenie, mam całkiem pozytywne wrażenia z obcowania z nim na tym etapie.
Jakość dźwięku Mozos B3
Zaskoczę, ale Mozos B3 nie należy do urządzeń bezwzględnie neutralnych. Rzadko obecnie się takowe sprzęty już spotyka, ale tak jest w tym właśnie przypadku. Wykazuje się przy tym pewnymi cechami, które mimo wszystko na dobrych słuchawkach daje się usłyszeć.
Przede wszystkim w uszy odpowiednio wytrenowane rzucić się powinno wrażenie delikatnej chropowatości, korelującej z budżetowością tego urządzenia. Bardzo delikatnie i subtelne.
To zaś, co rzucić powinno się w drugiej kolejności, to – również bardzo delikatne – ocieplenie sopranu. Nie do poziomu jakkolwiek korekcyjnego, a bardziej powiedziałbym „modulacji charakteru”. Choć niektórzy arcykapłani audiofilskiego ruchu wiary w złotego cielca twierdzą, że pomiarem nie da się tego wykazać, w pomiarach wyłania się to pięknie.
Jakby na przekór ich mistycznemu ogniowi wiary, prawa fizyki pozostają nieugięte, a dowody stoją nadal tak, jak stały. Korelacja między tym, co się słyszy, a tym, co mierzy, widoczna jest tu w sposób aż bolesny.
Najciekawsze jest to, że nie trzeba do tego ani drogiej aparatury, ani też specjalnie drogiego sprzętu. Po testach Focal Stellia cały czas miałem pod ręką rzeczone Meze 105 AER i nie chciało mi się wyciągać innych par. No, może poza Sony MH1, bo wypadało też sprawdzić sprzęt na IEMach.
Na obu rzeczywiście słychać było takie subtelne ocieplenie. Nie mocne, ale zamulające, a subtelne. Bardzo subtelne. Co ciekawe, mocniejsze na Meze niż na Sony. Udało się też dosłyszeć delikatnego szumu tła podczas pracy urządzenia – niestety tak jak w każdym budżetowym module Bluetooth.
Wiedziałem już wtedy, że spokojnie coś odszukam na pomiarach, a to, co wstępnie usłyszałem, raczej nie jest wydawaniem się. I nie myliłem się w swoich przypuszczeniach.
Czystość i moc maksymalna
W tym temacie urządzenie prezentuje się następująco:
- 412,0 mV @ 16 Ohm (wahania)
- 536,7 mV @ 32 Ohm
- 690,5 mV @ 300 Ohm
Nie wiem czemu, ale wartość napięcia troszkę wariowała przy 16 Ohmach, co może sugerować, że docelowo sprzęt lepiej sprawdzać będzie się ze słuchawkami od 32 Ohm w górę. W testach z Sony MH1 nie wykryłem jednak żadnych problemów poza tym, że Mozos B3 nie współdziała z wtykami jack TRRS. Konieczne jest stosowanie przejściówek.
Od strony czystości (THD+N) jest dość przeciętnie (dla trybu BT, maksymalnej mocy i kodeka apt-X HD):
- -52,3 dB @ 16 Ohm
- -55,6 dB @ 32 Ohm
- -66,0 dB @ 300 Ohm
Dla części słuchawek będzie to już powoli wąskie gardło, ale spora większość będzie działać bez słyszalnej degradacji. Zwłaszcza przy podniesionym hałasie tła.
Wydaje mi się, że to co robię, wykracza chyba nawet poza jego specyfikację i przeznaczenie. Nigdzie bowiem nie napisano, że może to być sprzęt parowany z konwencjonalnymi słuchawkami. Raczej wskazuje się wyłącznie gotowe zestawy Hi-Fi, czyli jako klasyczny AUX. Ale jak mawiał klasyk, cóż szkodzi przetestować.
Niemniej i tak wyszło całkiem nieźle, jeśli weźmiemy pod uwagę, że jest to poza specyfikacją i za raptem 140 zł. Choć więc mamy tu wyniki czystości przeciętne, to w tej cenie są one dostateczne i wystarczające do większości zastosowań. Można było lepiej, owszem, ale znów… 140 zł… cena w sumie nie do przebicia. Nie widzę więc powodu aby walić za to ten sprzęt w czambuł. W tym momencie jest to najtańsze urządzenie na rynku, które może nam akceptowalnie przekonwertować typowe słuchawki w 20-godzinne wirelessy bez żadnych przeróbek.
Sytuacja z kodekami, czyli czy kodek ma wpływ na dźwięk?
Bardzo często przewija się w różnych recenzjach ten temat, jak również i pod nimi. Recenzenci prześcigają się w deklaracjach co do niesamowitej jakości dźwięku po włączeniu jakiegoś kodeka. Przypomina się casus chociażby Final Audio Design i ichniego „8K SOUND”. Użytkownicy zaś są gotowi skreślić dobre i opłacalne produkty tylko dlatego, że nie mają w sobie pożądanych kodeków hi-res.
Pytanie więc jak to się ma do rzeczywistości?
Choć Mozos B3 jest produktem ewidentnie budżetowym, być może skrywa odpowiedź na to pytanie. Przy okazji załatwiając temat sensowności implementacji takich kodeków w urządzeniach bardzo tanich.
Zaznaczyć muszę przy tym, że nie badam tematu latencji. Interesuje nas tylko temat wpływu na dźwięk oraz jego jakość.
Zaczynając od tonalności:
Co tu widzimy:
- urządzenie pracuje z niemal wszystkimi kodekami identycznie,
- tonalność opada progresywnie od mniej więcej 3 kHz (-1,5 dB na progu 10 kHz),
- mikroskopijna zmiana na granicy spektrum przy apt-X (niesłyszalna),
- zauważalna zmiana tylko przy AAC (ale nadal poza granicą słyszenia).
Na papierze najgorszy okazał się kodek AAC, który zwija się od 16,5 kHz (odcięcie), ale nawet ono jest poza granicą słyszalności. Czyli żaden z tych kodeków nie sprawił, że Mozos B3 zagrał jakoś specjalnie inaczej. Nawet mocno zwinięty AAC nie spowodował, że odbiór słuchawek uległ mocnemu wypaczeniu.
Wpływ kodeków na czystość dźwięku
Wiemy już jak urządzenie rzeczywiście gra, jakie ma pasmo przenoszenia oraz jak zachowują się kodeki pod tym względem. A jak to się ma w kwestii czystości?
AAC
Bardzo duże zniekształcenia intermodulacyjne. Nie jestem pewien czy kodek ten jest obsługiwany prawidłowo. Choć podstawowe parametry THD „nie są złe”, bo plasują się na -56 dB, generalnie unikałbym tego kodeka w tym urządzeniu.
apt-X
O 1 dB gorszy noise floor względem AAC oraz widoczny „zjazd” na progu 5 kHz. O ułamek gorsze THD. Również nie stosowałbym tego kodeka.
apt-X HD
O 10 dB lepszy noise floor od zwykłego apt-X. Nadal widoczny zjazd po progu 5 kHz. THD generalnie bez zmian. Drobne wybicia na intermodulantach, ale nic strasznego poza tym. Można bez przeszkód używać tego kodeka na tym urządzeniu.
SBC
Jak się okazuje, ma on o 4 dB lepszy noise floor od zachwalanego tak mocno apt-X HD. Brak widocznego zjazdu po progu 5 kHz. Intermodulanty bardziej widoczne, ale jak się przyjrzeć, to przez obniżony szum tła. THD gorsze raptem o 0,1 dB, więc na granicy błędu pomiarowego. Wyniki są zaskakująco dobre i obok apt-X HD to jedne z najlepszych całościowo w teście.
SBC-XQ
Praktycznie te same parametry co zwykły SBC, ale z zauważalnie pogorszonym jitterem. Nie wprowadza nam więc nic konkretnego, za to psuje niektóre aspekty. Lepiej jest trzymać się więc wersji zwykłej lub skorzystać z apt-X HD.
Wnioski
Ogromny jest to dla mnie komfort, że nie muszę zgadywać na słuch tego, co słyszę. Pozwala to na stanięcie wobec wspomnianego sporu o lepszość takiego czy innego kodeka z boku i chłodną ocenę wyników.
Tyle czytałem co rusz w temacie wyższości kodeków hi-res i ich wpływu na dźwięk względem „nędznego” SBC. Tyle było walki i rekomendacji, aby brać to czy tamto „bo ma apeteiksa”. No i cóż, wyszło jak na wykresach. A i brak apt-X HD wcale by sensu Mozos B3 nie przekreślał w temacie utraty szans na sygnał o lepszej jakości.
Oczywiście można się bronić, że ustalenia tu poczynione funkcjonują jak na razie tylko w ramach tego konkretnego urządzenia. Fakt, przydałoby się jeszcze przetestować kilka innych urządzeń, aby móc potwierdzić to na większej próbie testowej. Ale i to myślę z czasem się pojawi. Na pewno wiele zależy też od samej implementacji.
Ale póki co potwierdza nam to, co pisałem już sporo czasu temu: SBC w zupełności wystarcza w budżetowych urządzeniach audio. Tyczyło się to póki co słuchawek, bo tam zmierzyliśmy sobie brak wpływu na dźwięk od strony konwersji elektro-akustycznej. Tu zaś bazujemy wygodnie na czystym sygnale audio. Jest więc na razie 2:0, choć pewne zmiany rzeczywiście dało się odnotować.
Test wykonany w środowisku symulującym słuchawki ma jednak to do siebie, że jest dla tego urządzenia swoistym worst-case scenario. Jeśli tutaj wypadło akceptowalnie – a tak też się stało – to i nie widzę powodu, dla którego miałoby być z innym sprzętem inaczej. Podłączony do telewizora Sharp (niestety nie jest to flagowy OLED) i głośników Laudberg M1, również nie sprawiał kłopotów. Skoro więc wszystko działa w ramach tego, na czym rzeczywiście mogę ten sprzęt przetestować, to jak za tylko 140 zł jestem przyznam zadowolony.
Podsumowanie
Miało być tanio i jest. A nawet tego nie mówiąc i tak czuć, że jest tanio. Mozos B3, jako kontynuator lubianego MBL-HD, przyszedł na znacznie trudniejsze zadanie niż poprzednik sprzed lat. Wtedy bowiem nie mierzyłem jeszcze sprzętu audio, a jedynie słuchawki. Dopiero potem warsztat się rozbudował. O ile więc nie wiem do końca jak obiektywnie prezentował się MBL-HD, o tyle B3 prezentuje się całkiem w porządku. Ten sam sprawdzony zestaw gniazd, dodatkowo mikrofon i wskazania trybu pracy, do 20 godzin na baterii w trybie RX, kodeki apt-X na pokładzie. Wyposażenie też dano kompletne.
Jakość dźwięku jak na 140 zł jest na granicy, ale wystarcza do ogromnej większości sprzętu audio. Wliczając w to słuchawki, do których przeznaczenia nawet sam producent B3 nie delegował.
Szkoda, że nie zdecydowano się na dodanie jednak możliwości podłączenia go via USB-C do PC, ale cóż. Finalnie sprzęt uciekł dosłownie na centymetry spod topora, ratując się niczym ten pingwinek w dmuchanym kole. Jak na taką cenę, myślę, że można dalej polecać to urządzenie jako bardzo uniwersalny nadajnik-odbiornik BT budżetowego przeznaczenia.
Natomiast dla osób o zauważalnie większych wymaganiach, pozostają klasyczne (i zauważalnie droższe) rozwiązania typu FiiO BTR17 itd.

Sprzęt można zakupić na dzień pisania i publikacji recenzji w cenie 140 zł bezpośrednio w sklepie Mozos.
Dane techniczne
Dane skopiowane 1:1 bezpośrednio ze strony producenta:
- Wersja Bluetooth: V5.2.
- Obsługiwane kodeki audio: TX: aptX Adaptive, aptX HD, aptX LL, aptX, SBC; RX: aptX Adaptive, aptX HD, aptX, AAC, SBC.
- Obsługiwane protokoły Bluetooth: RX (odbiornik): A2DP, AVRCP, HSP, HFP; TX (nadajnik): A2DP.
- Zasięg transmisji: >10 m (w linii prostej, bez przeszkód).
- Częstotliwość Bluetooth: 2402–2480 MHz.
- Pojemność baterii: 600 mAh.
- Sposób ładowania: USB Type-C, 5V / 0,5A.
- Czas pracy: RX – ponad 20 h, TX – ponad 12 h.
- Czas ładowania: około 3 h.
- Napięcie ładowania: DC 5V.
- Wejście/wyjście audio: SPDIF optyczne; złącze audio 3,5 mm.
- Materiał: ABS.
- Wymiary: 67 × 77 × 19 mm.
- Waga netto (zestawu): 93 g.
Platforma testowa
Poniżej sprzęt, który w największym stopniu został wykorzystany do napisania powyższej recenzji, jak również wykorzystywana muzyka i inne przydatne informacje.
- DAC/ADC/AMP: Motu M4, Tempotec Sonata BHD Pro, AF HA500, AF DA500
- Nadajniki Bluetooth: Asus BT400, Asus PCE-AX58BT, RealMe 9Pro+
- Słuchawki testowe pełnowymiarowe: Meze 105 AER
- Słuchawki testowe typu IEM: Sony MH1
- Monitory odsłuchowe: M-Audio Forty Sixty
- Okablowanie testowe: własne okablowanie testowe i słuchawkowe z linii kabli Audionum
- Kondycjonowanie prądu: brak (instalacja dostosowana już specjalnie pod audio)
- Muzyka wykorzystywana w trakcie testów: przeważnie gatunki elektroniczne, z obecnością również albumów klasycznych, neoklasycznych, jazzu, muzyki wokalnej i rocka. Format FLAC 24/48, OGG, WAV.
Serdeczne podziękowania dla firmy MOZOS za użyczenie Audiofanatykowi sprzętu do testów



















