LAiV Harmony HP2A – audiofilska elektrownia klasy hi-end

LAiV Harmony HP2A to gość nietuzinkowy, bo pochodzący z prawdziwej arystokracji sprzętu audio. Nic więc dziwnego, że swoje pierwsze odsłony i zachwyty zaliczył w klasycznych pod tym względem miejscach. Takich, które na co dzień obcują z tego typu urządzeniami i biegłe są w arkanach tajemnej sztuki empiryzmu. Dla mnie zadanie to będzie trudniejsze z tego względu, że muszę wykorzystać całą swoją wiedzę z zakresu adaptacji akustycznej i charakterystyki sprzętu docelowego. Nie jest to bowiem wzmacniacz dla każdego i pod każde słuchawki. Z tej perspektywy jest to wzmacniacz specyficzny, ale przede wszystkim – hi-endowy i egzotyczny. Tak samo jak firma LAiV, która jest na rynku nowa, a światek audio z nią jeszcze jest nieobyty. Ale już został przez nią zaczarowany jak widziałem. Przede wszystkim ceną wynosząca tylko 13500 zł, bo w klasie hi-end są to tak naprawdę grosze.

Niemniej dla osób patrzących na ogół nieco inaczej na tematykę audio, już sama z siebie zapowiada ona styczność ze sprzętem bardzo interesującym. Czy technicznie poprawnym? A może audiofilsko poprawnym? Znów koncepcja wire with gain? A może tym razem coś bardziej w kierunku Audio-GD? O rodzaju tejże poprawności przekonamy się za moment wszyscy.


Recenzja jest owocem płatnej współpracy z firmą Instal Audio, która podesłała mi niniejszy sprzęt celem wykonania jego rzeczywistych testów użytkowych i udokumentowania ich pomiarami. Jest to tym samym ekspertyza niezależna.

Kompletny zestaw LAiV Harmony HP2A na widoku

 

Opakowanie i wyposażenie

Tak drogie urządzenie oczywistym jest, że nie przyjdzie zapakowane w byle co. Byłoby to gwałtem okrutnym na naszym poczuciu ekskluzywności. Sprzęt ewidentnie kierowany jest do klienta majętnego, który ma czuć od samego początku to, co kupuje. Tego poczucia czasami mi brakowało gdzie indziej, bez względu na cenę, ale tutaj blichtru mam aż do przesady.

Urządzenie oraz jego narzędzie do pozycjonowania nóżek

W sumie już Luxsin X9 robił na mnie bardzo dobre wrażenie. Opakowanie natomiast nie było tak ekskluzywne, nie podkreślało tak spodziewanej wybitności sprzętu, jak tu. Do tego stopnia, że aż musiałem stworzyć osobny akapit ku temu. Opakowanie otwierane po pociągnięciu za jęzorek z logo producenta, gustowne wcięcia i wyżłobienia, zabezpieczenia na krawędziach… takich cudów to i w droższych sprzętach często próżno szukać.

Pilot zdalnego sterowania na baterię CR2032

Dostajemy tu wszystko zapakowane osobno, tak jakby każda cząstka sprzętu tego była osobnym urządzeniem godnym testów. Nie opinii, często przedstawianych jako testy, tylko tych prawdziwych. Takich z pomiarami, metodologią, powtarzalnym środowiskiem. Nawet pilot ma swoje osobne pudełeczko.

Pozycjonowanie podkładek do kolców w praktyce

W zestawie otrzymujemy woreczek z logo LAiV, wspomnianego pilota, kabel zasilający, ściereczkę oraz podkładki pod nóżki (kolce). Nawet one są tu zapakowane osobno, po królewsku. Ewidentnie producentowi chodziło o to, abyśmy jako nabywcy poczuli się wyjątkowo. Albo wręcz bym powiedział – wybitnie. Jest nawet zapasowy bezpiecznik ceramiczny!

Nóżki do kolców antywibracyjnych

Ale to nie wszystko. Producent dostarcza dodatkową formatkę z kartonu służącą do… pozycjonowania podkładek pod kolce. Na dołączonej „ściądze” (też będącej częścią opakowania) radzi, aby najpierw się zrelaksować i napić kawy, a potem wypozycjonować podkładki. Dopiero na samym końcu należy wszystko podłączyć.

Urzeka mnie dogłębnie to, jak producent o mnie dba. Aż się wzruszyłem, serio. Co prawda nie pijam kawy, ale zaparzyłem sobie nawet zbożówkę z miodem i mlekiem sojowym. Mam tylko nadzieję, że instrukcja wybaczy tą nieścisłość i rodzaj kawy nie wpłynie na pracę urządzenia.

 

Jakość wykonania i konstrukcja LAiV Harmony HP2A

Samo urządzenie to mieszanka szlachetnego srebra i drogocennego złota. Nie ma tu elementów drewnianych, cóż, trudno, ale i dzięki temu bryła Harmony HP2A jest jakby bardziej zwarta, harmonijna. Nazwa jest więc tu być może nawet nieprzypadkowa.

Front urządzenia LAiV Harmony HP2A

Urządzenie jest bardzo ciężkie, a więc to drugi punkt dla HP2A. Pierwszym było sprzedanie się wizualnie – sprzęt ocieka blichtrem, kusząc tych, którzy sprzęt kupują oczami. Teraz mamy załatwionych wszystkich, którzy klasę sprzętu audio oceniają na kilogramy. Waga urządzenia jest słuszna, toteż na pewno napakowano do środka siłę dóbr wszelakich. Ale to tylko pozory, gdyż cała masa (minus toroid) idzie głównie w obudowę. Ta składa się z dwóch części – bryły właściwej oraz płyty spodniej. Elektronikę zamontowano nietypowo, bo do góry nogami, na spodzie i górze obudowy umieszczając otwory wentylacyjne końcówek mocy.

Tył urządzenia LAiV Harmony HP2A

Niestety nie mogę urządzenia otworzyć – plomba gwarancyjna, taka solidna. Szkoda. Może byśmy się dowiedzieli czegoś więcej o wnętrzu.

Włącznik oraz widoczna folia ochronna na ekranie

Nietypowo umieszczono pokrętło głośności – jest ono całkowicie z boku, odwrócone do góry. Obsługa jest jednak bardzo w porządku, bo możliwa raptem jednym palcem. Plus można je nacisnąć. Jedyna wada: przy szybkich ruchach pokrętło gubi kroki i zmienia głośność wolniej. Do tego jest to dziwnie mały zakres: tylko od -60 dB do 0 ze skokiem co 1 dB. Celowość? Hmm…

Pokrętło głośności

Włącznik również umieszczono z boku, na ścięciu narożnym. Zaś trzy widoczne na płycie górnej złote wkręty pokrywają się z trzema kolcami robiącymi za nóżki. Oznacza to przewiercenie się i funkcjonowanie jako wsporniki całej konstrukcji. Są to też od razu wpusty na kolce kolejnego segmentu LAiV, który możemy postawić na wzmacniaczu.

Otwór wentylacyjny końcówki mocy

Takich smaczków jest w tym urządzeniu mnóstwo, ale to właśnie sprawia, że LAiV Harmony HP2A jest tak egzotyczny i ekskluzywny. W końcu za tyle pieniędzy trudno byłoby oczekiwać mniej. Audiofilskie spełnienie marzeń się nam tu kroi jak nic.

 

Wyposażenie w złącza i funkcje

Przechodząc do sedna spraw, na froncie mamy wyświetlacz złożony z dwóch mniejszych bloków kwadratowych wraz z dodatkowym wskazaniem.

Zbliżenie na gniazda zbalansowane i standardowe od frontu

Od frontu umieszczono włącznik ekranu oraz urządzenia (ten na wcięciu), przełącznik Speaker OUT / Headphone OUT / oba, wyjścia single-ended oraz zbalansowane, jak również przycisk menu. Po prawej stronie osadzono rzeczone pokrętło głośności, pełniące też rolę nawigatora menu.

Pakiet gniazd wejściowych

Należy pamiętać, że podłączyć możemy tylko jedną parę słuchawek jednocześnie. Toteż dla bezpieczeństwa (przeciążenia, stany zwarciowe) trzymałem się nakazów i zakazów producenta.

Zestaw gniazd wyjściowych

Pilot zdalnego sterowania ma kilka więcej przycisków (FN1/2), ale nie mają one przełożenia na HP2A. Jest też coś jeszcze – selektor „kształtu” urządzenia. W pierwszej chwili kompletnie nie wiedziałem o co chodzi. Dopiero po czasie domyśliłem się, że pilot może służyć do obsługi dwóch urządzeń, np. dodatkowego DACa (którego LAiV też ma w swojej ofercie). Można też na sztywno ustawić dwa piloty na osobne urządzenia bazując na selektorze „kształtu”.

Otwór wentylacyjny widziany od spodu

Z tyłu jest też ciekawie. Mamy złącze LE-LINK (o nim za moment), wejścia zbalansowane XLR (jako jedyne), wyjścia XLR i niezbalansowane RCA, gniazda Trigger i zewnętrzne uziemienie obudowy. Ewidentnie jest to sprzęt zaprojektowany do pracy w towarzystwie innych modułów marki LAiV.

Nóżki do kolców antywibracyjnych

Trochę dziwne jest, że zdecydowano się tylko na wejście zbalansowane. Z drugiej strony, audiofile bardzo lubią systemy zbalansowane. Zwłaszcza dlatego, że uważa się je za lepiej grające. W praktyce zyskujemy tylko dodatkową moc na czysto i nic więcej. Na szczęście moje systemy audio są odpowiednio dostosowane do pracy z tym standardem. Bo i cóż byłby wart recenzent bez adekwatnego źródła? Tak jak żołnierz bez łyżki.

Slot na kartę pamięci do aktualizacji firmware

Od spodu też jest ciekawie – mamy przełącznik napięcia (zasilanie zintegrowane – na pokładzie jest jak pisałem olbrzymi toroid) oraz… slot na kartę pamięci? Prawdopodobnie tak aktualizuje się firmware urządzenia.

 

Dodatkowe moduły rozszerzające LExt na złączu LE-LINK

Jest ono bardzo ciekawe samo w sobie, tym bardziej, że „ściąga” go nie opisuje.

Otóż LAiV trzyma za pazuchą sekretną broń i być może jest to też jeden z powodów, dla których sprzęt kosztuje tyle ile kosztuje. Nie dość, że jest to segment audio, a więc wzmacniacz przystosowany do pracy modułowej w tzw. „stacku”, ale sam ma opcję na własne przystawki. Te rozszerzają paletę gniazd HP2A, a przypina się je za pomocą bardzo specjalnego kabla (producent nazywa go nawet „cabke” zamiast „cable”) na powiększonym 19-pinowym złączu LEMO.

Przystawki akcesoryjne do urządzenia LAiV Harmony HP2A

W zestawie z urządzeniem podesłano mi dwa moduły: LExt PHONO oraz LExt IN2. Nie są one pasywne, ponieważ na stylizowanym identycznie wcięciu rogu mają małą diodę. Sygnalizuje ona stan pracy przystawki. HP2A musi być wyłączony i odłączony od prądu podczas jej podpinania.

Przystawka LExt PHONO

Urządzenie może przyjąć niestety tylko jedną przystawkę jednocześnie, więc spośród nich musiałbym dokonać wyboru jako użytkownik. Pierwszą z łatwością rozszyfrujemy. To moduł gramofonowy pod wkładki MC, wyposażony w pokrętło nastawne (impedancja), złącze do uziemienia oraz parę gniazd RCA. Koszt: 2350 zł.

Przystawka LExt IN2

Drugi jest znacznie ciekawszy z mojej perspektywy. Nie mam bowiem gramofonu. Analog jest dla mnie nośnikiem przestarzałym, tak samo, jak dominujące w moim dzieciństwie kasety magnetofonowe. Mają swój urok, mają klimat, ale ich przestarzałość to fakt niezbity. Moduł IN2 więc byłby naturalnym rozszerzeniem, które – logicznie – rozszerza HP2A o dodatkowe wejścia: XLR (2) oraz RCA (3). Jeśli zależy nam na takowych, jest to dodatkowy koszt (tu: 1850 zł).

Literówka na kablu transmisyjnym

Na szczęście klienci, do których sprzęt jest kierowany, bez problemu mogą sobie na taki wydatek pozwolić. Z drugiej strony, producent obniża w ten sposób koszt bazowy urządzenia i nie upycha w nim złącz na siłę. To też plus. Myśl, że „jest drogo, ale mogło być jeszcze drożej” tylko krzepi i zachęca do zakupu.

 

Jakość dźwięku LAiV Harmony HP2A

LAiV postawił bardzo, ale to bardzo mocno na konkretnego klienta. A złoty to przecież producent, który potrafi odczytać dokładnie intencje i myśli swych użytkowników. Tak jest też i tutaj, gdzie dba się dosłownie o każdą najmniejszą śrubkę, jakby miało od niej zależeć potem najdelikatniejsze szarpnięcie struny czy oddech wykonawcy. Pokrywa się to z tym, co mówią sami użytkownicy, których zaliczyć można do grona jak sądzę postaci wybitnych: umysłowo otwartych i z szerokimi horyzontami. Zainspirował mnie zwłaszcza autor poniższego cytatu:

Dokładnie, nawet zwykła śruba, materiał z jakiego została wykonana, ma wpływ na dźwięk. Ludzie średnio wykształceni z podstawami fizyki nie zrozumieją.”

Takie wypowiedzi wbrew pozorom nie są odosobnione. Powiem więcej – jest jeszcze trudniej w moim przypadku, bo jako osoba z wykształceniem wyższym już kompletnie tego nie zrozumiałem. Dlatego muszę zastosować kolejną radę – znów tej samej osoby:

Otwórz własny mózg zamiast noża i posłuchaj uważnie, a może usłyszysz to, czego się boisz usłyszeć.”

W rzeczy samej, przy tak fantastycznie wykonanym urządzeniu można usłyszeć dźwięk na nowo. Kto wie, może rzeczywiście pojawia się tu wewnętrzny strach przed usłyszeniem „tkanki brzmieniowej”, „właściwie dobranego oświetlenia”, tudzież „brylenia się” dźwięku? A może boję się „potęgi brzmienia zmieszanej z finezją i dreszczem autentyzmu”? Nie wiem.

Wiem natomiast, że wykonanie LAiV Harmony HP2A do ostatniej śrubki będzie mym orężem. Materiały jego tarczą mą, a kunszt i klasowość bronią przeciw słuchaniu nieuważnemu i lękliwości poznawczej. Może i dobrze więc, że urządzenie przyszło zaplombowane, bo poluzowanie tychże śrub mogłoby zaburzyć bezwiednie mój jego odbiór. Jestem pewien, że producent specjalnie skręcił HP2A w taki sposób, aby wszystkie drgania i rezonanse, tudzież inne niuanse, zniwelować. Bo i po cóż dawałby tu jakieś kolce i podkładki, zamiast zwykłych nóżek? No właśnie. Tu jest więcej takich podpowiedzi i sekretów czekających na odkrycie. Choć same przystawki wyjątkowo kolców nie mają.

 

Przygotowania do odsłuchów

Wszystko to powiedziawszy, szykowałem się do pierwszego uruchomienia wzmacniacza w swoim torze audio. Nadal jednak ze wspomnianymi obawami. Czy będę w stanie dostatecznie szeroko swój mózg otworzyć? Czy specjalne śrubki (i kolce) zrobią różnicę? A może jednak trzeba było zaparzyć normalną kawę, a nie zbożówkę? Uznałem to jednak wszystko za rzeczony strach przed tym, że usłyszę to, czego pomiary nie pokażą. Bo i tak też często się przecież o nich głosi.

Zdecydowałem przeto, że partnerem najgodniejszym dostąpienia zaszczytu sparowania z LAiV’em będzie Loxjie D40 Pro. Nie ta waga cenowa, owszem. Ale to sprzęt de facto mający DACa na poziomie Luxsina X9, który również byłby to godnym kandydatem do tej roli. W odwodzie natomiast standardowo trzymam jak zawsze interfejs studyjny. Oba urządzenia osiągają ok. -115 dB na wyjściu zbalansowanym XLR. Idealnie więc na nasze potrzeby. Trochę lepsze na ogół wyniki uzyskiwałem na M4 w roli źródła. Wyniki zamieszczam w materiałach.

Ze słuchawek na pierwszy ogień zdecydowałem się na pakiet AKG K1000, LCD-XC, ATH-AD900X oraz Sony MH1. Czyli słuchawki wymagające, zamknięte planary, otwarte dynamiki i czułe dokanałówki. Tu również na odwodach zostawiłem sobie pozostałe modele z kolekcji, a które trzymam właśnie na takie testy jako punkty odniesienia.

Nie wiem czy lubicie piec ciasta, ale nawet mi – fanatykowi audio – się to zdarza. Lubię, gdy ciasto po upieczeniu się odpowiednio „uleży” na spokojnie, najlepiej na następny dzień. Myślę, że podobnie będzie i tutaj z docelowymi użytkownikami tegoż urządzenia. Czyniąc im ukłon, postanowiłem, żeby i LAiV się trochę uleżał, a przede wszystkim nagrzał. Dosłownie. Urządzenie łapie dość szybko temperaturę i jest bardzo ciepłe w dotyku. Nic dziwnego, że zastosowano tu radiatory z bezpośrednim przelotem.

Tak więc mając wszystko ładnie rozbujane, nagrzane i pobłogosławione, zabieram się do roboty, zaczynając od Sony MH1…

 

Odsłuchy LAiV Harmony HP2A

Uszom mym udzieliła się wizja przepięknej panoramy pól bezkresnych, pokrytych cienką warstwą białego puchu. Wicher hulał sobie po nich wesoło, nawiewając tenże puch na nierozparcelowane jeszcze hałdy nawozu u spóźnionego z orką gospodarza. LAiV Harmony HP2A generuje bowiem „grzeczny, ale stanowczy” szum własny tła. Sugeruje to wysoko ustawiony gain… albo przeciąg w mej głowie od nadmiernego otwarcia płatów mózgowych. Ale raczej jest to kwestia gaina, gdyż już na pierwszym nastawie skali głośności malutkie Sony grają dostatecznie głośno. Tonalnie? Nie słyszę aby coś się zmieniło względem toru wzorcowego. Następnie sprawdzam pozostałe pary – wszystkie prócz wykwintnie audiofilskich K1000 wykazują się szumem. I tak samo wszystko tonalnie wydaje się dokładnie takie same, jak bezpośrednio z Loxjie D40 Pro.

Przepinałem się bardzo długo między bezpośrednio Loxjie, a towarzystwem LAiV’a Harmony HP2A. Nie słyszałem między nimi żadnych różnic tonalnych. Ale to i dobrze, bowiem świadczy tylko jak najlepiej o tym wzmacniaczu: jest kompletnie wyzbyty problemów oraz modulacji tonalnych. Wszystko jest tu na swoim miejscu. Pokusiłem się też o sprawdzenie przystawki IN2 oraz kolców (jak i bez). Również nie usłyszałem zmian względem „gołego” wzmacniacza. Zapewne mój stół testowy tłumi rezonanse, ot gruby blat z IKEI oraz delikatnie bujająca się rama od ogromnej jego wagi. Ale gdzieś z tyłu głowy majaczyło mi bardzo subtelne wrażenie lekkiej surowości dźwięku. Nie w wymiarze tonalnym, a faktury, fundamentalnej struktury. Dało się to usłyszeć zwłaszcza na LCD-XC, którym sprzyjał fakt, że to czułe i zamknięte planary.

Tonalnie zagrały mi absolutnie równo i identycznie, jak z toru źródłowego. Nie było żadnych odchyłów od normy. Wręcz nieprzyzwoitym byłoby, aby takowe tu zachodziły. Ale w głowie wałęsała się cały czas drobna, ledwo tląca się nuta surowości dźwięku. Siedziałem więc i dumałem nad tym problemem, aż wreszcie mnie olśniło. Otóż moi kochani, nakreślonego tu problemu nie ma. I już spieszę to wszystko wyjaśnić.

 

Dopasowanie słuchawek do toru

Zacznijmy od szumu tła. Zwłaszcza, że inne recenzje na ten temat dziwnie milczą.

Jak pisałem, usłyszeć go mogłem tylko w słuchawkach wysokowydajnych. Przypomniało mi się jednak to, co mówił dawniej dystrybutor Bursona na forach audio, broniąc wspomnianego Conductora V2+, który zachowywał się identycznie. Może LAiV, projektując Harmony HP2A, musiał dokonać podobnego wyboru. I zdecydował się pójść w moc oraz słuchawki rasowo audiofilskie, które mają wcale nie małą impedancję. Zaklął więc potęgę mocy i wyrazu w tym ciężkim, srebrnym kawale audiofilskiego hi-endu, aby tym bardziej doświadczeni koneserzy mogli zeń czerpać frukty. Kosztem reszty.

Moja metoda weryfikacji odsłuchowej polegającej na szerokim wachlarzu słuchawek była więc błędna. Tym samym wszystkie drobne i wydajne słuchawki wróciły do szafek. W ruch poszły za to stare Sennheisery HD580, zabytkowe AKG K240 DF, klasyczne Sextetty. Ot towarzystwo bardziej przednie dla tego urządzenia, z impedancją 300-600 Ohm. I w rzeczy samej Harmony uzyskał z nimi tytułową harmonię. Tak jak na K1000, szumu żadnego już tu absolutnie nie uświadczyłem. A tonalność w dalszym ciągu była zapewniona.

Co więcej, LAiV Harmony HP2A stawia tu na to, co każdy szanujący się audiofil lubi i docenia: zapas. Żadne z wymienionych słuchawek wysokoimpedancyjnych, nie wyczerpały potencjału drzemiącego w tym urządzeniu. Podpowiedzią jest tu skala głośności, której nie odczytałem poprawnie w poprzednich akapitach. Zastanawiałem się po co tak skromnie i o dużym skoku. Oto odpowiedź – bo skala ta dopasowana jest do słuchawek o dużej impedancji. To urządzenie to potwór, który napędzi wszystko, wszędzie i zawsze. I tak trzeba do niego podchodzić. Z szacunkiem i pokorą.

Tym bardziej, że LAiV Harmony HP2A jest w stanie wyrzucić z siebie zabójcze dla takich „łatwych” słuchawek 10,15 Vrms (na czysto) po SE i 19,95 Vrms po BAL. Może i nie ma to sensu, ale i szans na to, aby jakieś słuchawki ten wzmacniacz zagięły.

 

Wyspecjalizowanie w słuchawkach audiofilskich

Zaczynam odnosić wrażenie, iż nie jest to sprzęt dla osób takich jak ja. Przy słuchawkach wydajnych i skromniejszych, jego zakup jest bezcelowy. Niczym złota karoca na starodawnych resorach, kołach ze szlachetnego drewna, której nie mamy gdzie zaparkować. A tak w ogóle to nie wiemy nawet jak koń wygląda.

Moje domysły, że LAiV Harmony HP2A jest dedykowanym rozwiązaniem dla zamożnego audiofila z odpowiedniej klasy słuchawkami, wynikają właśnie z odsłuchów na LCD-XC. Jak pisałem, miałem w nich przeświadczenie pewnej surowości w dźwięku. Takiej, którą o dziwo nawet słychać. I nie myliłem się – wykonane badania i pomiary rzeczywiście wskazują na podkreślenie trzeciej harmonicznej do granicy subtelnego wrażenia. Co więcej, przy 68 dB SPL okazało się, że wzmacniacz serwuje zniekształcenia na poziomie zbliżającym się miejscami do 0,5%. Przy czułym uchu może to już być (bardzo subtelnie) słyszalne, choć brakuje mu jeszcze do oficjalnie uznawanej granicy 1%. A więc typowej lampy.

Wszystko to dzieje się po to, aby – jak sądzę – audiofil mógł „poczuć te emocje i usłyszeć głębię w dźwięku”. Jest to cytat handlowca, który myślę ujmuje doskonale istotę rzeczy i wskazuje, że HP2A jest rzeczywiście poprawnym audiofilsko urządzeniem. Przykład ze złotą karocą jest więc jak najbardziej na miejscu. LAiV stworzył po prostu sprzęt dla koneserów słuchania sprzętu, a także rasowych audiofilów z krwi i kości. Bo to właśnie takie osoby ubóstwiają słuchawki starszej daty, z impedancją, nostalgią i tradycją. I choć można się kłócić, że złota karoca to przepych i zbytek, a do tego pojazd niepraktyczny, będą tacy, którzy ją kupią. Bo chcą w niej poczuć każdy kamyk na drodze i ten dawny, niepowtarzalny klimat.

Tak samo jest tutaj.

 

Czystość, czyli idealne połączenie audiofilskości z hi-endowością

Producent staje tu jednak przed wyzwaniem dosyć poważnym. Musi stworzyć sprzęt, który będzie równy, współczesny, ale mimo to da się go usłyszeć. Audeze LCD-XC dały już pewien przedsmak tej koncepcji, gdzie zagrały owszem, równo, ale ich THD uległo zmianie. W tym segmencie urządzeń najwyraźniej nie płaci się za doskonałość techniczną i wyśrubowane parametry, ale umiejętne między nimi lawirowanie. Oto wyniki HP2A:

 

 LAiV Harmony HP2A – zniekształcenia (TRS OUT – SE)
dB CH1
%
 THD + N, 16 Ω, 1 mW-56,5
0,148
 THD + N, 32 Ω, 1 mW-60,5
0,0944
 THD + N, 300 Ω, 1 mW-73,9
0,0202
 THD + N, 300 Ω, 8 mW (1,55 Vrms)-77,5
0,0133

 

A tu w trybie zbalansowanym (w którym widać o dziwo mniejsze bicie od zasilania):

 

 LAiV Harmony HP2A – zniekształcenia (XLR OUT – BAL)
dB CH1
%
 THD + N, 300 Ω, 1 mW-73,2
0,0219
 THD + N, 300 Ω, 8 mW (1,55 Vrms)-70,0
0,0316

 

Jak widać po tabelach, dane techniczne tym razem okazały się jedynie teoretycznymi, jakie są w stanie uzyskać dane układy. W praktyce sprzęt hołduje zupełnie innym bożkom i pryncypiom, jakby niewidzialną ręką trzymając się granicy słyszalności pod kątem słuchawek. Zaznacza swą obecność, ale jej nie przekracza. Wbrew pozorom to trudna sztuka. Stąd tyle pracy i wysiłku zostało włożonych w to, aby zaspokoić audiofilskie oczekiwania i uchronić się przed zarzutami o „kliniczny” dźwięk „pozbawiony emocji”. Na szczęście dzięki podejściu „pomiary nic nie mówią”, audiofile powyższymi tabelkami nie muszą się przejmować. Wystarczy otworzyć mózg i nie bać się usłyszeć. To rzeczywiście zmienia kompletnie perspektywę, gdzie każda śrubka, a nawet warstwa kurzu na urządzeniu, zaczyna mieć znaczenie. Stąd też stosowanie kondycjonerów, które kurz ten – wg relacji – skutecznie ścierają. Na szczęście, producent dołączył do zestawu szmatkę, więc omijają nas dodatkowe zakupy.

 

Zasadność tego typu sprzętu

Cena LAiV’a została odebrana w światku bardzo pozytywnie. Harmony HP2A określano mianem wręcz „okazji”, a cenę 13500zł jako „atrakcyjną na tle konkurentów”. A co kolejny raz wskazuje na to, do kogo producent tenże produkt oddelegował. I jak widać – strzelił w dziesiątkę.

W zasadzie to można wręcz zacząć się zastanawiać po co w ogóle otrzymałem go na testy. Audiofilem już od dawna nie jestem, a większość osób kojarzy mnie właśnie ze zdroworozsądkowym podejściem do audio. Ale to też nie tak, że wg mnie drogi sprzęt nie ma prawa się spodobać właśnie dlatego, że jest drogi. Owszem, można kupić taniej. Ale to jest zupełnie inna klasa sprzętu i inny profil odbiorcy.

Testując wielokrotnie droższe niegdyś sprzęty, rozmawiając z ich właścicielami, samemu będąc wtedy jednym z nich, wysoka cena była przez nas tolerowana. Z bólem, ale jednak. Jeśli sprzęt dowozi solidną jakość i wykonanie, to niektórzy wprost woleli kupić taki i mieć pewność swojego wyboru. Ale przede wszystkim – ten sprzęt miał im się podobać. Już sam wygląd miał grać, zdradzać możliwości.

LAiV Harmony HP2A tak właśnie czyni. To kwintesencja tego, czym winien charakteryzować się prawdziwy audiofilski hi-end. Nieskończony zapas mocy który napędzi wszystko, wykonanie godne królów, równość tonalna jak od deski, a do tego wciąż przemycany audiofilski charakter. To sprzęt, w którym płacimy za koncepcję producenta. Ten, zamiast walczyć ze zniekształceniami, przekuwa je na coś, co audiofil słyszy.

Owszem, normalny człowiek będzie kręcił nosem, poszuka czegoś wielokrotnie tańszego, ale audiofila stać na to, aby oddawać się pasji słuchania sprzętu. Stąd zresztą te wszystkie wojny o kable i zarzekanie się audiofilów, że nikt i nic ich nie przekona, bo oni to słyszą. Myślę, że to jest właśnie sens tego segmentu urządzeń audio – możliwość wykrzyczenia „o, słyszę różnicę!”, z czegokolwiek by ona nie wynikała. Byle ktoś był z tego powodu szczęśliwy.

 

HP2A a lampowa konkurencja

LAiV Harmony HP2A ma to do siebie, że jest perfekcyjnym i wprost ortodoksyjnym przedstawicielem sprzętu:

  • hi-endowego,
  • audiofilskiego,
  • stereotypowo tranzystorowego.

Jest drogi, bajecznie wykonany, da się usłyszeć jego wpływ na dźwięk i tenże będzie mieścił się w stereotypowym wyobrażeniu o tranzystorze. Chodzi o wybicie nieparzystych harmonicznych, odpowiedzialnych za uczucie ostrości i dokładności dźwięku. Wszystko to okraszone dodatkowymi możliwościami (przystawki) oraz naprawdę hi-endowym projektem całościowym. To nie kuglarstwo i obnoszenie się cygańskim złotem, a dowożenie odpowiedniego poziomu emocji odpowiednim ludziom za odpowiednią cenę. A co jest właśnie tym ortodoksyjnym podejściem do tematu.

Można powiedzieć też, że jest on antytezą względem sprzętu rasowo audiofilskiego, który w tej samej cenie postawi na barwę dźwięku w obrębie starszej techniki – bo lampowej.

Logo producenta wytłoczone na pokrywie

Pewnie narażam się teraz osobom oferującym sprzęt konkurencyjny do Harmony HP2A. Taki, który stawia właśnie na barwę, może parzyste zniekształcenia, ale na pewno ten mistyczny klimat i sentyment dawnych lat. Czyli głównie lampy. To również nie był sprzęt dla mnie, choć dawniej miałem epizod jako posiadacz. Mimo ryzyka, cieszę się, że jako neutralny recenzent mogę dziś uczciwie opowiedzieć o LAiV Harmony HP2A. Bo to taka „lampa z drugiej strony”, sprzęt specyficzny w pełnym tego słowa znaczeniu, tak samo jak ona, z multum analogii.

Dlatego wydaje się ciekawszy ponad lampą, np. takim Woo Audio WA33 Elite albo Feliksem, zwłaszcza Envy Performance. Mimo iż też jest to sprzęt kierowany do specyficznej grupy klientów ceniących piękno wykonania połączone z przerażającą wręcz mocą ponad wszystkim innym, całościowo wypada taniej. Nie dziwię się więc, że w innych recenzjach nazywano go „okazją”. Przy cenie 97000 zł za Woo Audio WA33 albo 31500 zł za Feliksa Envy Performance? Te skromne 13500 zł, jakie przyszłoby nam zapłacić za HP2A, wydaje się rzeczywiście interesujące. A przy okazji pokazuje, że nawet w hi-endzie panuje bardzo ostra rywalizacja o klienta.

 

Podsumowanie

LAiV Harmony HP2A chyba w ogóle jeszcze nikt nie zmierzył poza The Headphone Show. Toteż mojej skromnej osobie przypadł zaszczyt bycia drugim na świecie. Nota bene z takimi samymi wynikami, jakie wyszły na ichnim Audio Precision.

Zachwytów nad nim w innych recenzjach jest zresztą ogrom. Z jednej strony zasłużenie, bo i rzeczywiście to konstrukcja sama w sobie poprawna audiofilsko. A przynajmniej zaprojektowania specjalnie pod kątem tego typu odbiorcy. Takiego, który chce, aby sprzęt mu „zagrał” w określony sposób, wpłynął nie na tonalność, a na charakter dźwięku, był „czymś więcej” niż „tylko” wzmacniaczem wzmacniającym sygnał. Ma wręcz zastąpić muzykę samą w sobie.

Jest to też sprzęt kierowany do użytkownika posiadającego sowitą porcję gotówki i gotowego zapłacić za jakość wykonania, obudowę, materiały i możliwości. No i oczywiście moc, która służyć tu może bardziej do pędzenia głośników niż słuchawek. Nie ma bowiem żadnych, które by w HP2A wyczerpały skalę głośności.

To mówiąc, o ile nie mogę tego sprzętu bezwarunkowo rekomendować, bo nie jest on kierowany do takich osób jak ja, o tyle jestem przekonany, że mimo wszystko znajdzie swoich zadowolonych użytkowników. Szczególnie pośród tych, których mózgi nie są zamknięte, a horyzonty ograniczone redukcjonistycznym scjentyzmem. To sprzęt dla ludzi nie patrzących na pomiary, za to doceniających nawet śrubki i materiał, z którego zostały one wykonane. Z tej perspektywy to naprawdę wzmacniacz w pełni audiofilski i hi-endowy, dedykowany do równie audiofilskich słuchawek i takowych ich posiadaczy. Nasza więc to potem decyzja, czy pod wiaderkiem znajdziemy to, czego w takim sprzęcie spodziewaliśmy się dostać. I co najważniejsze – mieliśmy odwagę usłyszeć.


Sprzęt można zakupić na dzień pisania i publikacji recenzji w cenie 13499 zł bezpośrednio ze strony sklepu Instal Audio, jak również w innych sklepach na terenie kraju (sprawdź aktualne ceny i dostępność).


 

Dane techniczne

Wybrane dane wyłuskane ze strony dystrybutora:

  • Zakres częstotliwości: 15Hz-80kHz (+/-3dB) Preamp; 10Hz-80kHz (+/-3dB) wzmacniacz słuchawkowy
  • Zniekształcenia THD+N: 0,005% Preamp; 0,01% wzmacniacz słuchawkowy
  • Przesłuch Preamp: ≤ -120dB (zbalansowany); ≤ -100dB (Single Ended)
  • Przesłuch wzmacniacz słuchawkowy: ≤ -120dB (zbalansowany); ≤ -100dB (Single Ended)
  • Stosunek sygnału do szumu (SNR) Preamp: ≥125dB (zbalansowany); ≥110dB (Single Ended)
  • Stosunek sygnału do szumu (SNR) wzmacniacz słuchawkowy: ≥100dB (zbalansowany); ≥65dB (single-ended)
  • Wzmocnienie: 0dB (Preamp); 13.7dB (zbalansowane wyjście słuchawkowe); 7.7dB (niezbalansowane wyjście słuchawkowe)
  • Wysokiej klasy 60-stopniowy tłumik PMDR (1dB stopień) sterowany mikroprocesorem
  • Prawdziwie zbalansowany dyskretny przedwzmacniacz klasy A z buforem
  • Prawdziwie zbalansowany wzmacniacz słuchawkowy z zastrzeżonym dyskretnym układem wykorzystującym MOSFET EXICON
  • Podwójny 1.5-calowy monochromatyczny wyświetlacz OLED
  • Sterowanie: Pilot zdalnego sterowania lub przyciski na panelu przednim
  • Wejścia analogowe: XLR
  • Wyjścia analogowe: 1 x XLR, 1 x RCA
  • Zużycie energii: 0.5W (tryb czuwania); 8.0W (Preamp); 23W (wzmacniacz słuchawkowy)
  • Wersje kolorystyczne: czarna, srebrna

Więcej danych można znaleźć bezpośrednio na stronie dystrybutora.

 

Dane pomiarowe

Przy podłączeniu Loxjie D40 Pro w roli źródła:

Pomiary LAiV Harmony HP2A - 16 Ohm - HP OUT - 1 mW - CH1 Pomiary LAiV Harmony HP2A - 32 Ohm - HP OUT - 1 mW - CH1 Pomiary LAiV Harmony HP2A - 300 Ohm - HP OUT - 1 mW - CH1 Pomiary LAiV Harmony HP2A - 300 Ohm - HP OUT - 8 mW - CH1

Podczas pracy z interfejsem Motu M4:

Pomiary LAiV Harmony HP2A - 16 Ohm - HP OUT - 1 mW - CH1 (M4) Pomiary LAiV Harmony HP2A - 32 Ohm - HP OUT - 1 mW - CH1 (M4) Pomiary LAiV Harmony HP2A - 300 Ohm - HP OUT - 1 mW - CH1 (M4) Pomiary LAiV Harmony HP2A - 300 Ohm - HP OUT - 8 mW - CH1 (M4)

Wyjście zbalansowane (dla obu źródeł):

Pomiary LAiV Harmony HP2A - 300 Ohm - BAL OUT - 1 mW - CH1 Pomiary LAiV Harmony HP2A - 300 Ohm - BAL OUT - 1 mW - CH1 (M4)   Pomiary LAiV Harmony HP2A - 300 Ohm - BAL OUT - 8 mW - CH1 Pomiary LAiV Harmony HP2A - 300 Ohm - BAL OUT - 8 mW - CH1 (M4)

Tonalność oraz wpływ na pracę słuchawek Audeze LCD-XC:

Pomiary LAiV Harmony HP2A - 32 Ohm - HP OUT - 17.3 mVrms - CH1 base THD+N matched for LCD-XC listening volume level Pomiary LAiV Harmony HP2A HP OUT 300 Ohm Frequency response + LCD-XC 17.3mV (68 dB SPL) on HP2A D40 Pro Pomiary Loxjie D40 Pro - LCD-XC 17.3mV (68 dB SPL) THD+N Pomiary Loxjie D40 Pro + LAiV Harmony HP2A - LCD-XC 17.3mV (68 dB SPL) THD+N

 

Platforma testowa

Poniżej sprzęt, który w największym stopniu został wykorzystany do napisania powyższej recenzji, jak również wykorzystywana muzyka i inne przydatne informacje.

  • DAC/ADC/AMP: Motu M4, Tempotec Sonata BHD Pro, AF HA500, AF DA500, Loxjie D40 Pro
  • Nadajniki Bluetooth: Asus BT400, Asus PCE-AX58BT, RealMe 9Pro+
  • Słuchawki testowe pełnowymiarowe: AKG K1000, Audeze LCD-XC, Audio-Technica ATH-AD900X, Sennheiser HD 580, AKG K240 DF, AKG K240 Sextett
  • Słuchawki testowe typu IEM: KZ ZVX, Sony MH1
  • Monitory odsłuchowe: M-Audio Forty Sixty
  • Okablowanie testowe: własne okablowanie testowe i słuchawkowe z linii kabli Audionum
  • Kondycjonowanie prądu: brak (instalacja dostosowana już specjalnie pod audio)
  • Muzyka wykorzystywana w trakcie testów: przeważnie gatunki elektroniczne, z obecnością również albumów klasycznych, neoklasycznych, jazzu, muzyki wokalnej i rocka. Format FLAC 24/48, OGG, WAV.

Serdeczne podziękowania dla Instal Audio za użyczenie Audiofanatykowi sprzętu do testów

Jakub Łopatko
Jakub Łopatko

Właściciel bloga Audiofanatyk i autor publikacji ukazujących się na jego łamach. Pasjonat tematyki audio, słuchawek i sprzętu komputerowego, a także miłośnik zdrowego jedzenia, roweru oraz długich spacerów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Logo Audiofanatyk M
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na mój blog i pomoc w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.