iFi Audio Go Link to produkt, który ma utorować drogę temu znanemu producentowi na rynku ultra-przenośnych dongli USB-C. iFi zaczyna z „wysokiego C” – od ceny 249 zł (w promocji, bo regularna bywa wyższa). Przy tak zminiaturyzowanych urządzeniach to kwota, która stawia poprzeczkę wysoko.
Nas, starych wyjadaczy, iFi przyzwyczaiło do specyficznego podejścia: mnóstwo technologii o chwytliwych nazwach i sporo „analogowego” marketingu. W świecie, w którym recenzje coraz częściej przypominają przepisane ulotki producenta lub są generowane masowo przez sztuczne algorytmy, ja pozostaję wierny jednej zasadzie: prawdziwej, autentycznej i surowej pomiarowej metodyce.
Czy Go Link obroni się w starciu z twardymi danymi i coraz mocniejszą konkurencją? Czy za efektownymi hasłami kryje się rzetelna inżynieria? A może będzie to „grało” jakoś specyficznie i powodowało, że w tym właśnie miejscu iFi Audio będzie miało zakupowy punkt zaczepienia? Sprawdźmy, co o tym urządzeniu mówi oscyloskop, a nie dział marketingu i opinie na forach.
Recenzja powstała dzięki nieodpłatnemu użyczeniu prywatnego egzemplarza przez p. Piotra, któremu bardzo pięknie dziękuję. Jeśli posiadacie sprzęt, którego jeszcze nie recenzowałem i chcecie, abym przeprowadził jego pełną i niezależną ekspertyzę, serdecznie zachęcam do zgłoszenia go na oficjalne testy i pomiary.

Jakość wykonania i konstrukcja iFi Audio Go Link
Wizualnie Go Link trzyma standardy do których przywykliśmy, choć też bez rewelacji. Wiadomo – cena taka a nie inna nie zostawia specjalnego marginesu na szaleństwa.

Obudowa praktycznie się nie nagrzewa, co jest plusem. Jest też w pełni metalowa, co jest kolejnym plusem. Mamy też diodkę LED sygnalizującą pracę, co już w ogóle musiało podbić wartość urządzenia jak sądzę.

Jednak rzut oka na kabel łączący budzi mieszane uczucia. Zamiast normalnego zaplotu przemiennego, mamy tu typowy „pseudo-warkoczyk” z dwóch skręconych przewodów. Co więcej – wystaje on z bardzo twardych gumowych odgiętek, które równie dobrze mógłbym traktować jako plastik. Mechanicznie nie ma to prawa spisywać się pod kątem trwałości.

Jest to o tyle kluczowe, że zintegrowany przewód USB-C jest – jak to w takich konstrukcjach bywa – najbardziej czułym punktem urządzenia. Jedno niefortunne szarpnięcie i cały dongle ląduje albo w koszu, albo na gwarancji, albo u ludzi mojego pokroju z mailem w stylu „panie Jakubie, ratuj pan”. Problem w tym że nie prowadzę serwisu. Często, nawet mimo szczerych chęci, nie mam możliwości zagwarantowania powodzenia takiej naprawy.

Na koniec mały plusik dla Go Link za bezproblemową pracę z wtykami TRRS oraz brak nagrzewania się – podczas pracy jest jedynie letni, nieco poniżej temperatury naszego ciała.
Marketingowe wojaże w krainy dobrze znane
Zanim przejdziemy do pomiarów i ogólnie reszty recenzji, muszę odnieść się do opisów, które serwują nam materiały reklamowe. Moją uwagę przykuły dwa konkretne fragmenty. Pierwszy z nich:
„Rzadko spotykane funkcje high-end, takie jak regulowane wzmocnienie analogowe z DRE (Dynamic Range Enhancement) oraz technologie minimalizujące THD (Total Harmonic Distortion) i przesłuch, są możliwe dzięki zaawansowanej specyfikacji układu DAC.”
Znów fascynująca opowieść o „samochodzie, co sam chodził”. Ale akurat w tym fragmencie mamy inny problem: nie doszukałem się tutaj żadnego regulowanego wzmocnienia analogowego. Chyba, że jest to kreatywne określenie na to, że mogę sobie na klawiaturze zrobić głośniej lub ciszej, jak w praktycznie każdym innym urządzeniu (no, może poza iBasso DC04U). Ale czy możliwe jest, że to po prostu zwykła elektronika, a wspomniana „regulacja wzmocnienia” to kreatywne określenie na standardową systemową regulację głośności, którą mamy w każdym urządzeniu? Owszem, jest to bardzo prawdopodobne.
Drugi fragment:
nawet jeśli Twoje urządzenie posiada gniazdo słuchawkowe, GO link zapewnia duży wzrost jakości dźwięku. Dzieje się tak, ponieważ jego wyrafinowany DAC (przetwornik cyfrowo-analogowy) i układ wzmacniacza słuchawkowego przewyższają technologię audio zawartą w urządzeniach inteligentnych i komputerach.
Tu już lecimy na grubo. Osobiście nie ośmieliłbym się na tak daleko posuniętą tezę. Takie sypanie „magicznym pyłkiem” stosuje się na ogół po to, aby wydawało nam się, że dana cena to autentyczna okazja i pewniejsze lokowanie pieniędzy, niż w złocie lub obligacjach. Zatem marketing już znamy, a jak mocno iFi Audio stoi na polu faktów?
Jakość dźwięku oraz właściwości techniczne iFi Audio Go Link
Wezmę to wszystko w jeden nawias, ponieważ sprawa jest banalna w przypadku tego urządzenia.
Pod względem tonalności Go Link jest układem po prostu poprawnym. Nie stwierdziłem żadnych rażących odchyleń, choć na wykresie widać delikatne falowanie od okolic 5 kHz. Jest to jednak na tyle subtelne, że w normalnym odsłuchu niezauważalne. Ba, nawet na pomiarze jest to ledwo widoczne. Może to kwestia implementacji filtrów cyfrowych, a może po prostu granica możliwości tego układu pod obciążeniem.
Kluczowe dane pomiarowe:
- Impedancja wyjściowa: 0,36–0,43 Ω (brak wpływu na sygnaturę słuchawek). Jest więc bardzo w porządku i bez uwag. Zwłaszcza pod IEMy z rozbudowanymi zwrotnicami jak znalazł.
- Czystość (THD+N): od ok. -77 dB (16 Ω) do -80,6 dB (300 Ω). Wyniki poprawne, wykraczające poza możliwości reprodukcji samych słuchawek. Tu nie mam się do czego przyczepić.
- Moc: dopiero tutaj zaczynają się prawdziwe schody. Na Sennheiserach HD660S2 (300 Ω) poziom satysfakcjonującej głośności osiągałem dopiero przy 60-70% skali.
To pierwszy układ w moich testach, przy którym realnie zacząłem odczuwać niekomfortowy brak headroomu. Nie było to jeszcze „duszenie się” dźwięku, ale wyraźny sygnał, że Go Link nie ma żadnego zapasu mocy, by napędzić coś trudniejszego niż skuteczne słuchawki dynamiczne na typowych głośnościach audiofilskich.
Dokładniejsza analiza tematu niedoborów mocy
Pochylmy się nad tą kwestią dokładniej. W pomiarach wyszły mi następujące wartości maksymalne:
- 16 Ω: 203,5 mVrms (2,59 mW)
- 32 Ω: 205,8 mVrms (1,32 mW)
- 300 Ω: 207,8 mVrms (0,14 mW)
Nie jest to błąd w notacji – naprawdę operujemy tu tylko na wartościach bardzo małych. Jest to dziwne, biorąc pod uwagę deklarowaną specyfikację techniczną producenta. Patrząc na te liczby jasne staje się, dlaczego przy Sennheiserach HD660S2 brakowało mi zapasu głośności pod palcem.
Moc na poziomie 0,14 mW to dla słuchawek w zasadzie błąd statystyczny. Nawet przy niskich impedancjach (16–32 Ω), wyniki oscylujące w granicach 1,3–2,6 mW są bardzo skromne. Dla porównania, wiele nowoczesnych dongli w tej cenie potrafi oddać przy 32 Ω grubo ponad 100 mW.
iFi Go Link to układ poprawny pod względem czystości, ale prądowo jest to waga piórkowa, która nadaje się wyłącznie do bardzo skutecznych dokanałówek oraz wydajnych słuchawek z mniejszymi wymaganiami. Przyznam, że nie rozumiem tego i wiem co tu się dzieje.
Czemu układ ten zwraca tak małe wartości mocowe? Negują one sens jego zakupu i sugerują, że wypuszczenie iFi Audio Go Link 2 – a więc następcy „jedynki” – nie było pozbawione zasadności. Dla pewności rzuciłem okiem na pudełko i nigdzie nie doszukałem się informacji, że Go Link jest zarządzany przez aplikację iFi Nexis. Taka informacja tyczy się tylko wersji drugiej.
Cóż więc, mogę tylko gdybać, że nawet samo iFi Audio położyło przysłowiową „bagietę” na wersji pierwszej, wypuszczając nowocześniejszego następcę.
Moc a praktyczne efekty parowania słuchawek z iFi Audio Go Link
Dla mnie osobiście, wykorzystane w teście Sennheiser HD660S2 to bardzo dobry benchmark dla tego urządzenia. Ale zakładając, że słuchacie muzyki głośniej ode mnie, nie przekraczałbym mniej więcej współczesnych 150 Ohm.
- Czyli np. u Sennheisera nie będą to HD660S2, tylko starsze HD660S. Oczywiście jest to mocne generalizowanie. W praktyce dobre okazać się może zejście w dół na HD58X (55%), ale myślę, że najlepiej i najbezpieczniej wypadną tuHD599SE (45-50%). To jest zdrowe maksimum które widziałbym po stronie Sennheisera z tym urządzeniem.
- Hifiman HE400SE V2 potrzebowały powrotu na wartość 65%. Będą tu pasować, ponieważ z racji fatalnej trwałości słuchawek Hifimana, kręcenie ich wysoko i pod dużym prądem i tak nie jest wskazane.
- Audio-Technica to pełen komfort. Przy A990Z, AD500X i AD900X bez problemu zadowalałem się 45%. Tak samo przy starych AD500. Dla modelu R30X było to 50%, ale przy R70X skoczyłem już do 70%. Tak więc poza tym jednym wyjątkiem, reszta słuchawek ATH powinna przyjąć się bez problemu.
- Audeze LCD-XC wystarczyło idealne 50%. Myślę, że dla Audeze jest to całkiem komfortowy układ mimo wszystko.
- Aune AR5000 to komfortowe 45% głośności. Nie potrzeba tym słuchawkom wiele, więc odnajdą się tu bez problemu.
Na koniec ciekawostka – AKG K240 Sextett, czyli trudne w zabujaniu 600 Ω z lat 70-tych, to podskok pod 90-95%. Przejście na słynne AKG K240 DF to już natomiast absolutny kres możliwości tego układu: nawet 100% skutkowało za cichym dźwiękiem w stosunku do poprzedników. Są to najtrudniejsze i najbardziej wymagające słuchawki jakie posiadam. Nawet K1000 nie chcą tyle prądu. A wszystko dzięki wymianie driverów na zmontowane kapsuły z pradawnych K140S, czyli rocznikowo jeszcze poprzedników K240 Sextett.
Defekt techniczny?
Nigdy nie można tego wykluczyć, ale w tym wypadku wydaje mi się to mało prawdopodobne. Z kilku powodów:
- Zbyt dobre wyniki pomiarów: jeśli uszkodzeniu uległaby elektronika wewnątrz urządzenia, raczej widzielibyśmy mnóstwo śmieci i artefaktów. Sam sprzęt pewnie też by przestał działać lub robiłby to niepoprawnie.
- Te same gniazdo USB co inne urządzenia: z tego samego portu USB przed momentem dosłownie testowałem FiiO KA13 i iBasso DC04U. Oba urządzenia raczej są bardziej wymagające niż iFi. Pomiary z obu wyszły rewelacyjne, więc nie jest to wina obciążalności gniazda lub jego jakości.
- Brak wsparcia aplikacji iFi Nexis: przemknęła mi przez głowę myślę, że może jest to spowodowane jakimiś na sztywno wgranymi ustawieniami. Jednak wg oficjalnej dokumentacji producenta, ta wersja nie współpracuje z ich aplikacją (generacja 2 dopiero to potrafi). Nie ma więc raczej szansy na wgranie tutaj jakiegoś limitera na sztywno.
Opłacalność i konkurencja
iFi Go Link wyceniany jest na około 249–299 zł. W tej kwocie rynek oferuje jednak znacznie więcej:
- Ich własny iFi Audio Go Link 2: następca jedynki, który ma poprawiać błędy poprzednika. Wprowadzono jak pisałem obsługę via iFi Nexis, odłączany kabelek (to co mówiłem o awaryjności), a sekcja wzmacniacza została przebudowana. Sprzęt kosztuje 299 zł, a więc tyle, ile wersja pierwsza w najdroższych propozycjach rynkowych. Jeśli więc ktoś bardzo upiera się na Go Link i dokładnie ofertę iFi Audio, powinien być to jego naturalny wybór.
- Fosi Audio DS2 (~230 zł): mamy wyjście zbalansowane, sprzętową regulację głośności i – co kluczowe – odpinany kabel. iFi Audio zaoferuje nam dwa wyjścia dopiero w wersji Go Link Max za 349 zł.
- FiiO KA11 (199 zł): oferuje więcej mocy i lepsze parametry, choć kosztem większej temperatury pracy.
- Creative Sound Blaster Play! 4 (~100 zł): proste urządzenie od „Kreta”, które w niczym nie ustępuje Go Linkowi funkcjonalnie, a mniej niż połowę jego ceny.
Nawiązując trochę do poprzedniego akapitu o awarii – nawet jeśli okazałoby się, że sprzęt ma w rzeczywistości większą moc, nie zmienia to stanu rzeczy. Przy 250-300 zł za ten model, mamy naprawdę fajne alternatywy, pozbawione znaków zapytania.
Jedynym realnym argumentem za iFi jest dołączony adapter do iPhone’a, który jako oryginalne akcesorium zinterpretowałbym jako element podnoszący wartość zestawu. Dla użytkowników Androida lub PC ten dodatek jest jednak bezużyteczny.
Co jeśli złącze Lightning jest u nas musowe?
Załóżmy konieczność posiadania takiego adaptera, albo nawet natywnej współpracy bezpośrednio z iPhonem. Co wtedy?
Wówczas nadal kłania się FiiO KA11, bo jest on również do dorwania w wersji właśnie pod iPhone Lightning. Zakładałbym, że będzie to wersja droższa, ale nie. Dostaniemy go w tej samej cenie, co wariant USB-C. Czyli dodatkowy koszt dla producenta jako usprawiedliwienie też zaczyna być przeze mnie stosowany trochę jakby okoliczność łagodząca szukana na siłę.

A jeśli chcemy więcej, lepiej, mocniej – oczko puszcza do nas większy FiiO KA13, który również ma adapter na te złącze. Zapłacimy więcej (400 zł), owszem, ale dostaniemy znacznie większe możliwości.
Widzicie na czym polega problem? iFi Audio nie jest już pierwszym wyborem (a często jedynym). Cały czas potyka się o bardzo nasycony rynek z mnóstwem alternatyw i elastyczności podług nas – klientów. Sam osobiście nie mam nic przeciwko iFi Audio, żeby znów jakiś anonimowy felietonista ze zdjęciem wygenerowanym przez AI nie szukał u mnie jakichś równie sztucznych uprzedzeń. Ale jako neutralny recenzent muszę patrzeć na rynek trzeźwym okiem, a nie przez pryzmat sentymentów czy własnych preferencji.
A co ja sam bym wybrał?
Nie znoszę tego pytania, bo czuję się jakbym miał decydować za kogoś. A nie taka przecież jest idea prowadzenia przeze mnie tego portalu. To Wy macie podjąć decyzję, zaś ja lubię dawać Wam fakty i liczby, które umożliwią zrobienie tego świadomie.
Niemniej, jeśli już miałbym odpowiedzieć, to szedłbym od razu w przynajmniej KA13, bo jest to układ wzorowo zaprojektowany, bardzo czysty i należycie mocny. A do tego estetyczny i prosty w obsłudze. Jeśli miałoby to się z kolei odbywać pod jakieś trudne słuchawki (tj. wymagające EQ) celował w CrinEar Protocol Max lub nawet iBasso DC04U.
W każdym z tych trzech przypadków zrobiłbym to z prostego powodu: niewiele dopłacam, znacznie więcej zyskuję. Albo purystyczną wręcz czystość i świetną sferę techniczną (KA13), albo ekranik, PEQ i konfigurowalność (DC04U), albo cenowo i możliwościami coś pomiędzy (Protocol Max).
Jeśli potrzebowałbym zaś czegoś naprawdę ultra-malutkiego, wówczas pewnie zrobiłbym sobie „grającego” Audionum od razu z wtykiem USB-C. Czyli byłby to już absolutny szczyt minimalizmu i miniaturyzacji. W takich pięknych czasach technologii żyjemy.
Podsumowanie
iFi Audio Go Link to urządzenie „poprawne”, ale nic ponadto. Jest czysto i równo, ale możliwości pozostawiają spory niedosyt. Układ dławi się w starciu z bardziej wymagającymi słuchawkami niczym (tu sobie wpiszcie adekwatny przykład). Fakt faktem jednak, marketingowe zaklęcia nie zastąpią brakujących funkcji i niedoboru miliwatów.
Choć nie mam podstaw, aby iFi Audio Go Link całkowicie przekreślić, jego zakup ma sens moim zdaniem tylko wtedy, gdy:
- Posiadacie bardzo wydajne słuchawki, które nie potrzebują specjalnego zapasu mocy.
- Kupicie go w znacznie niższej cenie niż obecne 250-300 zł.
Przy czym oba warunki muszą zostać spełnione jednocześnie. Nie da się bowiem ukryć, że cena za to urządzenie nie jest fortunnie dobrana. A nawet, jeśli sprzęt dawałby całą dostępną moc ze specyfikacji, przy takiej cenie rywale krążą wokół niego niczym rekiny.
Czeka Was więc łowienie rybek w przeręblu, niczym ten mój pingwinek. W przeciwnym razie lepiej sięgnąć po sprawdzone rozwiązania od konkurencji.
Sprzęt można zakupić na dzień pisania i publikacji recenzji w cenie wynoszącej ok. 250-300 zł (sprawdź najniższą cenę i dostępność). Można również go zakupić na polskim Amazonie.
Dane techniczne
Zaczerpnięte z jednej ze stron sklepowych:
- Wejście: USB-C
- Formaty: DSD256 / 11.2MHz, PCM 32-bit/384kHz, MQA
- DAC: Bit-Perfect DSD & DXD DAC firmy ESS
- Złącze słuchawkowe: 3.5mm
- Moc wyjściowa: ≥1.5V/70mW @ 32 Ohm; 2V/14mW @ 300 Ohm
- Impedancja wyjściowa: <0.4 Ohm
- SNR: ≥125dBA (2.05V)
- DNR: ≥122dB(A) @ OdBFS
- THD+N: ≤0.004% (1.27V @ 32 Ohm)
- Pasmo przenoszenia: 10-80 kHz (-0.5dB)
- Pobór mocy: brak sygnału: ~0.2W, sygnał maksymalny: ~1W
- Długość przewodu: 60 mm
- Wymiary: 135 x 12.6 x 7.6 mm
- Waga (netto): 11 g
Dane pomiarowe




Platforma testowa
Poniżej sprzęt, który w największym stopniu został wykorzystany do napisania powyższej recenzji, jak również wykorzystywana muzyka i inne przydatne informacje.
- Interfejsy studyjne: Motu M4
- DAC/AMP: AF HA500, AF DA500, Loxjie D40 Pro
- Mobilne DAC/AMP: Tempotec Sonata BHD Pro, FiiO KA13
- Nadajniki Bluetooth: Asus BT400, Asus PCE-AX58BT, RealMe 9Pro+
- Słuchawki testowe pełnowymiarowe: głównie Sennheiser HD660S2, reszta wymieniona w artykule
- Słuchawki testowe typu IEM: Sony MH1
- Monitory odsłuchowe: M-Audio Forty Sixty
- Okablowanie testowe: własne okablowanie testowe i słuchawkowe z linii kabli Audionum
- Kondycjonowanie prądu: brak (instalacja dostosowana już specjalnie pod audio)
- Muzyka wykorzystywana w trakcie testów: przeważnie gatunki elektroniczne, z obecnością również albumów klasycznych, neoklasycznych, jazzu, muzyki wokalnej i rocka. Format FLAC 24/48, OGG, WAV.




Dziękuję za testy i recenzję, ale sprawę pozostawił bym jako otwartą, bo wyniki są moim zdaniem nieprawidłowe (o ile urządzenie działa poprawnie, ale sprawdzałem je przed wysyłką – działało poprawnie, a w domu mam też drugi egzemplarz 🙂 ). Wygląda to tak jakby sprzęt ograniczył output na poziomie 200mV. Dlaczego? Z moich doświadczeń odsłuchowych na różnych słuchawkach (głównie dużych, o różnych skutecznościach i czułościach, również niezbyt czułych 101dB/1V) i pomiarów outputu napięcia dla wysokich impedancji i większych wzmacniaczy, output jest znacznie wyższy (2Vrms dostępne już na pewno od około 120ohm, zaś przy 16ohm co najmniej 1Vrms).
Powoływał się korzystanie z Sennheiser’ów hd 660s2. Czy w najbliższym czasie można liczyć na ich recenzję? W sieci można znaleźć ich skrajne oceny albo zachwyty albo hejt. A u Pana zawsze obiektywnie.
Tak. Aktualnie pomiary można znaleźć w Laboratorium. Moja recenzja dołączy do tych pochwalnych. Bardzo mocno pasują pod moje preferencje.