iBasso DC04U – mały dongle dla wymagających dźwiękożerców

Rynek mobilnych przetworników z wbudowanym wzmacniaczem rozwija się niezwykle dynamicznie. Sytuacja wygląda miejscami dosłownie jak porąbana. Każdy kolejny model stara się przesunąć granicę tego, co można zmieścić w formacie pendrive’a. A użytkownicy prześcigają się w tym, który z nich więcej usłyszy i mocniejsze słuchawki napędzi.

Kolejnym tego typu urządzeniem, któremu miałem okazję przyjrzeć się z bliska, jest iBasso DC04U. Oto więc radują się parafianie, albowiem premiera tej – jakże nieuchwytnej do tej pory – marki miejsce właśnie ma.


Recenzja powstała dzięki nieodpłatnemu użyczeniu prywatnego egzemplarza przez jednego z czytelników, któremu bardzo pięknie dziękuję. Jeśli posiadacie sprzęt, którego jeszcze nie recenzowałem i chcecie, abym przeprowadził jego pełną i niezależną ekspertyzę, serdecznie zachęcam do zgłoszenia go na oficjalne testy i pomiary 

 

Nieuchwytność marki iBasso

Nieuchwytna była ona z wielu powodów, których część z Was zapewne się już w tym momencie domyśla, ale jest to wciąż ciekawa porcja historii.

Podejrzewam, że być może nawet uderzenie bezpośrednio do iBasso zakończyłoby się zablokowaniem mi wypożyczenia. Dawniej tak najprawdopodobniej stało się z markami Sivga i Sendy. Już byłem dogadany z producentem bezpośrednio na testy, kontakt miał przejąć „local agent” – cisza. Próbowałem przypominać się, kontakt ze strony producenta wzorowy, ale local agent… cisza.

No cóż, uznałem wówczas, że nie będę się narzucał, gdyż coś definitywnie w komunikacji zawodziło. Z tego co słyszałem, słuchawki te miały dosyć specyficzne strojenie. Rzeczywiście więc istniało duże ryzyko niepochlebnej oceny oraz demaskacji w pomiarach. A jak wiadomo, praktykuje się w przypadku recenzji audio bezwzględny empiryzm i pisanie o sprzęcie albo dobrze, albo wcale.

Z iBasso prawie udało mi się przetestować ichni model słuchawek: SR3. Tutaj jednak – być może przewidując zamiary użytkownika – aby uniknąć wysłania mi go na testy, przy najmniejszej próbie RMA arbitralnie zmieniono mu to na zwrot środków. Tak przynajmniej mi przekazano. Na ile to prawda – nie wiem i jakoś nigdy nie wnikałem. Po prostu nie uznawałem tego za mój problem. Podejrzewam jednak, że z DC04U również byłyby piętrzone mniejsze albo większe trudności. Paradoksalnie jego ogólna specyfikacja sugeruje, że mamy do czynienia z bardzo mocnym graczem, który byłby w stanie zaliczyć u mnie wszystkie możliwe testy pozytywnie.

Niemniej rozumiem, że ktoś może sobie nie życzyć, aby oferowany przez niego sprzęt trafiał na testy do AF. Pozostaje mi się życzliwie uśmiechnąć i z tym faktem pogodzić. Pogodzić na szczęście nie chcieli się użytkownicy, toteż oni właśnie przybyli mi z odsieczą. Dzięki pomocy i dobrotliwemu gestowi jednego z nich (ze względu na ryzyko nieprzyjemności – zachowam personalia dla siebie), mamy szansę sprawdzić, jak w malutkim „kiełBasso” wypada jego strona stricte techniczna.

 

Jakość wykonania i konstrukcja iBasso DC04U

Ta jest całkiem dobra. I to mimo tego, że iBasso DC04U generalnie nie jest projektem całkowicie wolnym od wszelakich wad (o nich za moment). Sprzęt sprawia wrażenie solidnego kawałka elektroniki dzięki swojej prostej i zwartej konstrukcji. Na obudowie umieszczono fizyczne przyciski do sterowania głośnością, co w wielu sytuacjach mobilnych bywa wybawieniem.

Dodatkowo producent zaimplementował osobny przycisk wybudzania ekranu. To właśnie on jest wyróżnikiem na tle innych alternatyw, które możemy zakupić taniej. Wyjścia to klasyczne SE (jack 3,5 mm) oraz BAL (4,4 mm).

 

Pod maską na bogato

Ogromny plus zrobiło na mnie zintegrowane menu – to naprawdę ogromny atut tego modelu. Oprogramowanie jest niezwykle bogate w opcje. Znajdziemy w nim możliwość włączenia wizualizacji (paski poziomu dla kanału L i R), pokładowy korektor (EQ) z własnymi nastawami, wybór napięcia wyjściowego, ustawienie jednego z trzech stopni wzmocnienia czy system DRE.

Poziom konfiguracji dalece wykracza poza standard w tej klasie cenowej, więc dosyć logicznie zaczyna usprawiedliwiać jego cenę.

Tak bogaty i przemyślany wachlarz ustawień sprawia, że iBasso DC04U przestaje być tylko „przejściówką” ze wzmocnieniem, a staje się miniaturowym, wysoce konfigurowalnym sprzętem-alternatywą dla czegoś większego.

 

Ekran i ogólna nawigacja

Sercem interfejsu jest kolorowy wyświetlacz OLED o przekątnej 0,96 cala. Nawigacja po menu odbywa się płynnie za pomocą fizycznych przycisków umieszczonych na obudowie ze stali nierdzewnej. Poza standardową regulacją głośnością, dają one pełny dostęp do wszystkich kluczowych ustawień, bez konieczności ciągłego sięgania po smartfon.

Sam interfejs jest bardzo czytelny i responsywny. Użytkownik ma do wyboru dwa różne motywy graficzne (UI), a w trakcie odtwarzania muzyki na ekranie może wyświetlać się dynamiczny analizator widma (spectrum analyzer). To bardzo miły dla oka, rasowy akcent wizualny, który ożywia front urządzenia.

 

System DRE (Dynamic Range Enhancement)

Jedną z najciekawszych (przynajmniej marketingowo) pozycji w menu jest funkcja DRE (nie mylić z tym słynnym doktorem), czyli rozszerzenie zakresu dynamiki (Dynamic Range Enhancement). W dużym uproszczeniu, jest to super-ultra-turbno-zaawansowany algorytm operujący bezpośrednio na kościach przetwornika – w tym wypadku na podwójnym układzie Cirrus Logic CS43198.

Głównym zadaniem systemu DRE jest wyeliminowanie specyficznych zniekształceń przy poziomie 0 dB oraz maksymalne obniżenie progu szumu tła. Włączenie tej funkcji ma pozwalać wycisnąć z architektury absolutne maksimum jej możliwości. DRE ma więc przekładać się na lepszą separację instrumentów i utrzymanie idealnie czystego, „smoliście czarnego” tła.

W praktyce jesteśmy już na takim etapie rozwoju takich konstrukcji, że trudno byłoby uzyskać nie-czarne tło, bez względu na to, jak chwytliwą nazwę nada mu dział marketingu.

 

Regulowane stopnie napięciowe (Gain i Voltage)

Większość mobilnych układów tego typu oferuje jedynie proste przełączniki wzmocnienia (najczęściej Low i High Gain). iBasso poszło o krok dalej, wdrażając kontrolę rodem ze sprzętu stricte stacjonarnego. Po pierwsze, mamy do dyspozycji trzy poziomy wzmocnienia głównego (Low, Mid, High), które limitują maksymalne napięcie na wyjściach.

Po drugie – i to jest absolutny ewenement w tej klasie – menu pozwala na całkowicie ręczną regulację napięcia roboczego sekcji wzmacniacza. Zakres ten wynosi od ±4 V do ±6 V, z precyzyjnym skokiem co ±0,1 V. Daje to potężne narzędzie do perfekcyjnego dopasowania parametrów prądowych do wymagań konkretnych słuchawek. W trybie maksymalnym układ jest w stanie oddać z siebie 6,099 Vrms na wyjściu zbalansowanym (BAL) oraz 3,047 Vrms na wyjściu SE dla obciążenia 300 Ohm.

 

Pozostałe funkcje menu

Oprogramowanie DC04U kryje w sobie jeszcze kilka istotnych ustawień:

  • Custom EQ (10-pasmowy PEQ): Korekcja odbywa się na poziomie sprzętowym (DSP), bez strat na jakości sygnału. Dzięki aplikacji iBasso UAC możemy zapisać własne krzywe w pamięci „dongla”.
  • Filtry cyfrowe (Digital Filters): Możliwość wyboru trybów filtracji zaszytych w układach Cirrus Logic (np. Fast Roll-off, Slow Roll-off).
  • Balans kanałów (L/R Balance): Przydatne przy nierównym słuchu lub niedoskonałych przetwornikach słuchawek.
  • Protokół USB (UAC 1.0 / 2.0): Funkcja kluczowa dla graczy – tryb UAC 1.0 pozwala na współpracę z Nintendo Switch czy PS5.
  • Wyjście SPDIF: Gniazdo 3,5 mm może pełnić rolę cyfrowego wyjścia koaksjalnego do zewnętrznego systemu audio.

 

Drobne uwagi i problemy

Niestety, z perspektywy czysto użytkowej, iBasso zaliczyło u mnie kilka potknięć. Najbardziej odczuwalne fizycznie są ostre krawędzie obudowy, które potrafią negatywnie wpłynąć na komfort obsługi. Rysowanie ekranów i obudów urządzeń mobilnych mamy praktycznie zagwarantowane. No ale jak to mówią, „audiofil musi cierpieć”. A może po prostu tak się już utarło i zostało to przyjęte jako branżowy standard.

DC04U pod obciążeniem nagrzewa się też w sposób bardzo wyczuwalny, choć nie robi tego stale – termika jest tu nieco specyficzna.

Warto również pamiętać o logice sterowania. W DC04U nie działała mi głośność systemowa (brak synchronizacji z systemem hosta) – użytkownik jest całkowicie skazany na ręczne operowanie przyciskami na obudowie.

Jako humorystyczny detal można na koniec potraktować naklejkę „Hi-Res Audio”, którą fabrycznie naklejono odwrotnie względem orientacji wyświetlacza.

 

Jakość dźwięku iBasso DC04U

W kwestii brzmienia iBasso DC04U to wzór transparentności. Pomiary liniowości pokazują przebieg idealnie płaski z klasycznym opadem dla filtracji Slow przy próbkowaniu 44.1 kHz. Urządzenie nie narzuca własnej sygnatury tonalnej, choć oczywiście część recenzentów i użytkownicy forów audio wiedzą swoje. Tu paradoksalnie przewaga DC04U będzie największa: bo i urządzenie jest największe. Zachodzi sugerowanie się gabarytami (większe = lepsze) oraz ceną (droższe = musi lepiej grać). Z dwóch tak samo grających urządzeń, np. KA11 i DC04U, ten drugi będzie lepszy, bo jest większy i droższy, a pierwszy „nie za bardzo będzie miał podejście” z racji ceny i gabarytów.

Jest to tzw. „błąd konfabulacji”. Gdy użytkownik słyszy dwa identycznie grające urządzenia, ale jego mózg „chce”, by droższe i większe grało lepiej, zaczyna on podświadomie tworzyć różnice w brzmieniu, aby uzasadnić swój wybór lub sympatię do danej marki. Podstawy psychologii, której żałuję, że też nie obrałem sobie jako kierunku studiów.

My zaś widzimy wyraźnie, że iBasso to typowo referencyjne podejście, ale i wspomniany KA11, który wcześniej też testowałem, również się nim wykazuje. Takie zachowanie jest w sprzęcie tego typu przeze mnie oczekiwane (i chwalone), jako kolejna iteracja filozofii wire-with-gain.

Usilne doszukiwanie się różnic na słuch jest samo w sobie przyznam niezmiernie fascynujące, bo pokazuje multum prostych procesów psychologicznych w audio. Z wielu sam jeszcze parę lat temu nie zdawałem sobie sprawy – ba, nawet byłem ich ofiarą. Dziś zaś widać to najmocniej chyba właśnie w tanich donglach i przenośnych DACach, ponieważ urządzenia te mają niesamowicie niski próg wejścia, a w ogromnej większości oferują ten sam dźwięk i zbliżone parametry/możliwości.

Czy to oznacza, że z perspektywy brzmienia jest obojętne, czy kupimy DC04U, KA11, KA13 albo coś innego? Niestety tak. Żadne z wymienionych urządzeń nie powoduje, że dźwięk w słuchawkach się nam zmienia. Dlatego decydować powinny o zakupie inne czynniki, niż „strojenie” bazowe.

 

Czystość sygnału

Tu akurat iBasso stoi na najwyższym poziomie i nie odstaje w żaden sposób od peletonu dobrych urządzeń tego typu.

Jak wykazują pomiary, przy obciążeniu 300 Ohm i mocy 8 mW, DC04U bez trudu utrzymuje pełne 16 bitów dynamiki. Brak zniekształceń i dobre parametry zadowolą każdego poszukiwacza tego naszego pociesznego „smoliście czarnego” tła. Dodatkowo niska impedancja wyjściowa (zaledwie 0,37 Ohm dla 32 Ohm) gwarantuje brak negatywnego wpływu na charakterystykę nawet bardzo kapryśnych słuchawek.

Zobaczcie więc kochani, że znów patrzymy na inne cechy niż brzmienie. Jeśli opisywalibyśmy iBasso DC04U wyłącznie na słuch – tak, jak rzesze użytkowników forów audio albo recenzenci branżowi – w ogóle nawet byśmy o tym nie rozmawiali. A niska impedancja to jest jednak atut techniczny, tak samo jak czystość sygnału. Nie piszę tego, aby kogoś postawić w niekorzystnym świetle, a po prostu przytaczam fakty.

Te mówią jasno: to nie wpływa na dźwięk, daje bardzo czysty sygnał, bardzo niską impedancję, więc o wszystkim decydować będą nasze słuchawki. Bo jak mawia starożytna mądrość ludowa: i najlepszy sprzęt dupa, jeśli słuchawki kupa. A te akurat w temacie THD+N wypadają poniżej wartości, jakie tutaj uzyskujemy. A i to bez odjęcia ubytku dynamiki z tytułu strat przez hałas otoczenia. To jest czysta matematyka, z której wiele osób kompletnie nie zdaje sobie sprawy, a którą poruszam od czasu do czasu właśnie przy okazji jakiejś recenzji.

 

Moc wyjściowa: fakty kontra marketing

W materiałach promocyjnych iBasso dumnie widnieje wartość 960 mW. Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć, że jest to parametr czysto marketingowy, mierzony prawdopodobnie przy niskiej impedancji (32 Ohm) i przy granicy zniekształceń. W swoich pomiarach skupiłem się na rzetelnym oddaniu mocy dla wymagających słuchawek wysokoompedancyjnych (300 Ohm).

Przy takim obciążeniu iBasso DC04U oddaje ~31 mW dla wyjścia SE oraz imponujące ~124 mW dla wyjścia zbalansowanego (wszystko to w trybie High Gain). Skąd ta różnica? To prosta fizyka – wraz ze wzrostem oporu słuchawek, moc oddawana przez wzmacniacz drastycznie spada. Jednak to właśnie te „skromne” 124 mW po balansie stanowią o potędze tego urządzenia.

W świecie mobilnych DAC-ów to prawdziwa elektrownia, która pozwala napędzić słuchawki pokroju Sennheiserów HD660S2 czy wysokoompedancyjnych modeli Beyerdynamic. Podczas gdy standardowe „dongle” przy 300 Ohm często ledwo zipią na poziomie 15-20 mW, iBasso oferuje ich sześciokrotnie więcej. Czy jest to nam potrzebne? W większości przypadków niespecjalnie, ale zapas dynamiki zawsze cieszy.

 

Pomiary pokazały coś jeszcze…

Dla najbardziej wnikliwych analityków wykresów przygotowałem jeszcze jedną ciekawostkę, która wychodzi na jaw dopiero przy bezpośrednim starciu z konkurencją. Rzut oka na pomiary RTA i samą formę sygnału testowego 1 kHz obnaża pewną słabostkę iBasso w domenie czysto cyfrowej.

Porównując szerokość wygenerowanej „iglicy” do tańszego Fosi Audio DS2 oraz FiiO KA13, to właśnie w DC04U jest ona zauważalnie najszersza u swojej podstawy (tworząc szerszą „spódnicę” opadającą do szumu tła). Dodatkowo parametr dryfu zegara (Clock Δ) wynosi tu 61,5 ppm, podczas gdy wspomniani rywale trzymają rygorystyczne ~28 ppm. Co to oznacza w języku inżynierów? Wbudowany oscylator iBasso charakteryzuje się wyższym szumem fazowym oraz mniejszą stabilnością w czasie trwania pomiaru uśrednionego. Po prostu jest to oznaka mniej dokładnej jakościowo implementacji cyfrowej.

Na szczęście nie ma co rwać włosów z głowy – mówimy tu o rozlewaniu się energii na pułapach rzędu -130 dB, co dla ludzkiego ucha jest zjawiskiem całkowicie niesłyszalnym. Nie uświadczymy tu również żadnych oznaków jittera deterministycznego. Tego samego, którego kazano mi niedawno szukać we wzmacniaczu analogowym jako dowodu na to, że nie da się go zmierzyć. Niemniej, z czysto laboratoryjnego i purystycznego punktu widzenia, to konkurencja (zwłaszcza FiiO) lepiej odrobiła pracę domową z projektowania obwodów zegara. iBasso nadrabia to potężną sekcją analogową, ale w samej „cyfrze” musi uznać wyższość rywali.

 

Opłacalność

W oficjalnym sklepie iBasso urządzenie kosztuje 119 € i to właśnie tam rekomendowałbym zakupy. Osobiście wolałbym dopłacić te kilkanaście złotych i mieć pewność bezpośredniej, honorowanej gwarancji wraz z bezproblemowym zwrotem – mimo że paczka leci z zagranicy. A przynajmniej Internet tak sugeruje.

Jeśli chcemy zaoszczędzić, na horyzoncie wciąż jest kilka dobrych propozycji, choć różniących się funkcjonalnością.

Za 399 zł kłania się nam FiiO KA13. Oferuje on brak wyświetlacza i PEQ, nastawiając użytkownika na jednoznaczny puryzm dźwiękowy (wyniki są dosłownie ultra-czyste). Jako jedyny ma w zestawie adapter do iPhone’a, co też tłumaczy jego cenę na tle rywali. Ma jednak coś, czego iBasso nie posiada: znacznie mniejszy dryft zegara oraz szum fazowy. Są to jednak parametry czysto techniczne i świadczą o lepszej implementacji cyfrowej, niż coś, co jesteśmy w stanie usłyszeć.

Za te same pieniądze czai się CrinEar Protocol Max, który – również bez wyświetlacza – przywraca temat PEQ. Obsługa jest tam trudniejsza, ale generalnie wciąż zostaje „stówka w suchym”. Oba urządzenia – zarówno FiiO jak i CrinEar – mają przełącznik mocy (limiter), co pozwala zaoszczędzić baterię podczas pracy np. z telefonem jako hostem.

Za parę groszy mniej (385 zł) można dostać jeszcze Tempotec Sonata BHD PRO, ale moim zdaniem lepiej pójść już całkowicie „po taniości” i zakupić coś pokroju Fosi Audio DS2. W Polsce dostaniemy go za 345 zł, ale w Chinach bywa dostępny za około 230 zł, co jest ceną wciąż rewelacyjną. Nabywamy wówczas goły DAC/AMP – bez wodotrysków, ale za mniej niż połowę budżetu iBasso i przy zachowaniu wzorowej czystości. Każdemu więc według potrzeb, a jak widać – solidne opcje na stole jak najbardziej są.

 

Podsumowanie

I co? Było tak strasznie? Audiofanatyk pogryzł? Ano nie. Chyba, że dobrą kiełbasę.

Zgodnie z przewidywaniami, nasze małe „kiełBasso” okazało się solidną porcją mięsa w naturalnym jelicie, a nie tanią wałówką z psa zmielonego razem z budą. Czy na gorąco, czy na grillu, a może z patelni, świetna jest to kiełbasa i mięso też sortu przedniego.

A na poważnie, iBasso DC04U to rzeczywiście bardzo zaawansowany i kompetentny technicznie sprzęt mobilny. Pod kątem parametrów audio i funkcjonalności ten maluch bardzo dobrze sobie radzi. Konfigurowalny, z rewelacyjnie niską impedancją wyjściową oraz transparentnością, o czystej sygnaturze. To jego największe atuty.

Aby w pełni cieszyć się tym dźwiękiem, trzeba jednak zaakceptować pewne kompromisy ergonomiczne. Zauważalnie nagrzewająca się obudowa i brak reakcji na głośność systemową mogą wymagać chwili przyzwyczajenia. A ostre krawędzie uwagi podczas użytkowania. Niemniej ogromnie cieszę się, że mogłem to urządzenie przetestować na neutralnym gruncie i moich własnych zasadach. Sprzęt obronił się śpiewająco, za co należy mu się zasłużona rekomendacja i pingwinek żwawo sunący ponad falą przeszkód i niechęci.


Sprzęt można zakupić na dzień pisania i publikacji recenzji w cenie wynoszącej ok. 500 zł bezpośrednio ze strony iBasso na Europę.


 

Dane techniczne

Zaczerpnięte z jednej ze stron sklepowych:

  • Układ DAC: Dual Cirrus Logic CS43198
  • Obsługiwane formaty PCM: do 32-bit / 768 kHz
  • Obsługiwane formaty DSD: natywne DSD 512x
  • Moc wyjściowa (Zbalansowane 4,4 mm): 980 mW + 980 mW przy 32 Ω
  • Moc wyjściowa (3,5 mm): 280 mW + 280 mW przy 32 Ω
  • Napięcie wyjściowe (4,4 mm): 1,5 Vrms (Low) / 4,2 Vrms (Mid) / 6,1 Vrms (High)
  • THD+N (4,4 mm): -119 dB (0,00011%) przy 300 Ω
  • Stosunek sygnał/szum (S/N): 132 dB (4,4 mm) / 126 dB (3,5 mm)
  • Zakres dynamiczny (DNR): 132 dB (4,4 mm) / 129 dB (3,5 mm)
  • Impedancja wyjściowa: < 0,1 Ω
  • Wyświetlacz: 0,96 cala kolorowy OLED
  • Materiał obudowy: Stal nierdzewna obrabiana CNC
  • Złącza wejściowe: USB Typ-C
  • Protokoły USB: UAC 2.0 / UAC 1.0
  • Wymiary: (mm) 58 x 23,5 x 13,1
  • Waga: (g) 37,2 g

 

Dane pomiarowe

Wszystkie dane pomiarowe można znaleźć w Laboratorium, wybierając dokładnie ten model sprzętu z listy rozwijanej.

 

Platforma testowa

Poniżej sprzęt, który w największym stopniu został wykorzystany do napisania powyższej recenzji, jak również wykorzystywana muzyka i inne przydatne informacje.

  • Interfejsy studyjne: Motu M4
  • DAC/AMP: AF HA500, AF DA500, Loxjie D40 Pro
  • Mobilne DAC/AMP: Tempotec Sonata BHD Pro, FiiO KA13
  • Nadajniki Bluetooth: Asus BT400, Asus PCE-AX58BT, RealMe 9Pro+
  • Słuchawki testowe pełnowymiarowe: Audio-Technica ATH-AD900X (zmodyfikowane), Sennheiser HD 58X, Sennheiser HD 660S2
  • Słuchawki testowe typu IEM: Sony MH1
  • Monitory odsłuchowe: M-Audio Forty Sixty
  • Okablowanie testowe: własne okablowanie testowe i słuchawkowe z linii kabli Audionum oraz Fanatum
  • Kondycjonowanie prądu: brak (instalacja dostosowana już specjalnie pod audio)
  • Muzyka wykorzystywana w trakcie testów: przeważnie gatunki elektroniczne, z obecnością również albumów klasycznych, neoklasycznych, jazzu, muzyki wokalnej i rocka. Format FLAC 24/48, OGG, WAV.

Jakub Łopatko
Jakub Łopatko

Właściciel portalu Audiofanatyk™ i autor wszystkich ukazujących się na jego łamach publikacji. Pasjonat tematyki audio: słuchawek, głośników, akustyki i samego dźwięku. Z zamiłowania grafik komputerowy oraz fan zdrowego jedzenia i wypraw rowerowych.

2 komentarze

    • Nigdzie na urządzeniu, pudełku lub w instrukcji nie było słowa o aplikacji. Na szczęście wszystko dawało się w trakcie testu zrobić ręcznie w samym urządzeniu i to wydaje się być jego największą siłą. Aczkolwiek podejrzewam, że gdybym zaczął opisywać jeszcze do tego aplikację, to dystrybutor byłby na mnie jeszcze bardziej wściekły, mimo pozytywnego wydźwięku recenzji. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Logo portalu Audiofanatyk
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na mój blog i pomoc w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.