W przypadku takich marek jak FiiO (a co za tym idzie, również FiiO KA13), omijanie moich skromnych podwojów wynika najczęściej z dwóch powodów. Sklepom zwyczajnie nie opłaca się tego sprzętu do mnie przysyłać. Ma miejsce też niepewność z racji wykonywania pomiarów, które mają to do siebie, że odzierają dźwięk z często generującego sprzedaż mistycyzmu synergii. Dlatego doskonale to rozumiem i po prostu akceptuję sytuację z logicznego (i biznesowego) punktu widzenia.
Na szczęście, jak to w świecie audio bywa, to co nieuchwytne oficjalnie, staje się dostępne w nieoficjalnym obiegu dzięki uprzejmości czytelników. Tak było dosłownie jeszcze przed chwilą z iBasso DC04U, tak jest i teraz. Dlatego bez jakichkolwiek nacisków, odbijania się od skrzynek pocztowych, poczucia zobligowania do czegokolwiek wobec użyczającego sprzęt, a nawet presji czasowej, możemy sprawdzić sobie na spokojnie ichniego „kieszonkowca”.
Odpowiemy sobie kolejny raz na pytanie, czy ta konkretna instancja popularnych „większych dongli SE/BAL” faktycznie zasługuje na miano rynkowego pewniaka? Czy dławi się prądowo? A może – korelując nareszcie z usilnymi zapewnieniami i relacjami osób postronnych – wpływa słyszalnie na dźwięk? Jest lepszy albo gorszy od czegoś tam? Zobaczymy.
Recenzja pierwotnie powstała dzięki nieodpłatnemu użyczeniu prywatnego egzemplarza przez p. Marcina, któremu bardzo pięknie dziękuję. Jeśli posiadacie sprzęt, którego jeszcze nie recenzowałem i chcecie, abym przeprowadził jego pełną i niezależną ekspertyzę, serdecznie zachęcam do zgłoszenia go na oficjalne testy i pomiary.

Jakość wykonania i konstrukcja FiiO KA13
Wizualnie FiiO KA13 trafia u mnie w dziesiątkę. Bardzo podoba mi się obudowa i ogólny design – jest nowoczesny, a stylowe podświetlenie na błękitno idealnie koreluje z barwami Audiofanatyka. Powinienem na starcie już to premiować, ale mogę to uczynić tylko subiektywnie podług własnych preferencji. Obiektywnie mieć to wpływu na ocenę oczywiście nie będzie. A i dioda LED to taka trochę zmyłka – FiiO KA13 posiada diodę RGB, zmieniającą swój kolor wraz z trybem pracy.

Samo malowanie to bardzo ciemny turkus, który w słabszym oświetleniu łatwo pomylić z czernią, co dodaje urządzeniu sznytu premium.

Malowanie ma tylko jedną wadę: okrutnie trudne jest te cholerstwo w akuratnym sfotografowaniu koloru. Notorycznie wpada mi to w zgniły zielony. Trochę więc musiałem się pobawić, czego efektem mogą być drobne przekłamania na krawędziach urządzenia (wpada w żółć/zieleń). Nie jest to więc malowanie stricte czarne, albo nawet z błękitnym odcieniem, a ciemny, chłodny turkus.

Pod kątem użytkowym KA13 stoi o szczebel wyżej niż testowane wcześniej iBasso DC04U. Ponieważ w kręgach audiofilskich przebojem ostatnio wdzierają się analogie do motoryzacji, pozwolę sobie obrazowo powiedzieć, że sprzęt „pali na dotyk”. Działa stabilnie od pierwszej sekundy i, co istotne, nie nagrzewa się nadmiernie nawet przy dłuższym odsłuchu. Specjalnie podłączyłem pod niego ATH-AD500, włączyłem muzykę i poszedłem na spacer (uwielbiam spacery, nawet w nocy). Wracam, a tu temperatura się kompletnie nie zmieniła. Nawet nie osiąga poziomu ludzkiego ciała.

Mamy tu fizyczny przełącznik trybu pracy (nazywa się on „Desktop Mode”) oraz – co dla wielu będzie kluczowe – bezproblemową współpracę z głośnością systemową. Ergonomia jest tu po prostu dojrzała.
Jakość dźwięku FiiO KA13
W trakcie pisania swojej recenzji, natrafiłem na inne publikacje na jego temat. Chociażby dobrze znany nam z akcji z Echo Sound portal p. Ludwika Hegla „Stereo i Kolorowo – Underground” popełnił jego recenzję. Cytując bezpośrednio fragment odnoszący się do dźwięku KA13:
Dźwięk KA13 jest typu organicznego, smukłego i gładkiego (ale nie jest to brzmienie wygładzone!). To dźwięk naturalny i neutralny – nie podbarwiony i nie ocieplony, lecz też nie liniowy, bo tonalnie rozbudowany. Oraz bardzo foremny i precyzyjny, oparty o siłę muskularnego basu. Bas jest wyraźnie wzmocniony, lecz jest to poziom średni, a nie bardzo intensywny. Niskie są szybkie, gęste, opływowe. Oraz równo kontrolowane. KA 13 brzmi przyjemnie dla uszu, harmonizująco dla mózgu, korzystnie dla pierwotnego, czyli źródłowego dźwięku.
Mimo kierowania się wyłącznie słuchem, udało się tu całkiem sprawnie ująć to, w jaki sposób brzmi FiiO KA13. No… prawie.
Pomiary liniowości nie wykazały najmniejszych odchyłów w paśmie przenoszenia. To kolejny udany produkt z nurtu filozofii wire-with-gain. Nie wykryłem ani wyraźnego wzmocnienia basu, ani tonalnego rozbudowania – wszystko jest równe i nietknięte. FiiO KA13 jest neutralne, owszem, ale jest też bezwzględnie liniowe. W zasadzie z jednego wprost wynika drugie.
Przytaczam to aby unaocznić jak wielką dewiację (jako ryzyko metodologiczne) wprowadza odsłuch nawet w przypadku tak doświadczonego recenzenta. A co dopiero mówić o zwykłych użytkownikach. Poprawne ujęcie tonalności sprzętu elektronicznego audio słuchem to naprawdę trudna sztuka, a często zadanie wprost awykonalne. Stąd szacunek, że p. Ludwikowi udało się jak pisałem całkiem sprawnie dojść do neutralności FiiO, mimo przeszacowania z basem i liniowością, których zaburzeń w KA13 po prostu nie ma.
Problem „cyfrowej góry”
Wiecie czego jeszcze nie ma? Tzw. „cyfrowej góry”. Temat ten ciągnie się za FiiO od lat i zrodził się na forach audio po premierze pierwszych odtwarzaczy przenośnych FiiO (modele X3 i X5). Chyba nawet sam o tym pisałem i właśnie z perspektywy metodyki empirycznej. I choć p. Ludwik o tym nie wspominał, doskonale tkwi mi to w pamięci.
O co chodzi? Dawniej produkty FiiO kojarzone były przez niektórych użytkowników z tzw. „cyfrową górą”. Chodziło o specyficzną mieszankę barwy i zniekształceń, która nadawała dźwiękowi chropowatości i sztuczności. Niestety nikt – ani ja, ani ówcześni użytkownicy – nie mieliśmy ani aparatury, ani możliwości, aby móc to zweryfikować. Każdy wierzył po prostu temu, co słyszy. A jak już wiemy, był to błąd fundamentalny. Słuch nie jest przyrządem pomiarowym, bez względu na predyspozycje, doświadczenie czy trening słuchowy. A już na pewno nie uwarunkowania sprzętowe (super sprzęt = super słuch).

W KA13 na szczęście absolutnie żadnej „cyfrowej góry”, ani też tej analogowej, nie stwierdziłem. Tym razem nie empirycznie, a aparaturą. Znacznie szybciej jej uwierzę, niż nawet swoim własnym uszom. Tak więc brak tu jakichkolwiek artefaktów czy wyostrzeń potwierdzają wykresy – panuje błoga równość i przezroczystość. Tak jak to być powinno.
Jeśli więc natraficie na opowieści o „cyfrowym nalocie” w KA13, uspokajam – nic takiego tu się też nie dzieje. Urządzenie musiałoby być wprost uszkodzone, abyśmy odnotowywali takie rzeczy.
Rozmiar, który zwodzi – czyli o „kompleksie dongla”
Wiem, że może się to kojarzyć dwuznacznie obu płciom, ale wbrew pozorom zahaczamy tu o poważne tematy z dziedziny ludzkiej psychologii.
Wielu użytkowników, zwłaszcza tych przyzwyczajonych do klasycznego sprzętu stacjonarnego, patrzy na urządzenia pokroju FiiO KA13 z dużą dozą nieufności. Przyznam się Wam, że ja również tak je przez pewien czas postrzegałem. W końcu też jestem człowiekiem i moje zmysły oraz umysł podlegają tym samym procesom.
Trudno bowiem uwierzyć, że mały „gwizdek” wielkości zapalniczki może realnie konkurować z dużymi, ciężkimi przetwornikami pokroju chociażby Loxjie D40 Pro czy Luxsin X9. Kupujemy oczami, a podświadomość podpowiada nam, że „duży kloc” musi grać lepiej, bo ma większe kondensatory, grubszą obudowę, więcej elektroniki itd. Pisałem o tym w recenzji iBasso jako o tzw. „błędzie konfabulacji”.
Sęk w tym, że „czasy się zmieniły”, jak mawia klasyk. Ortodoksyjni redaktorzy starej daty na 100% będą nas przekonywać, że nadal jest po staremu. Z mniej lub bardziej widoczną frustracją. Nie mówię tego ze złośliwości, a po prostu stwierdzam fakt, gdyż sam konsekwentnie doświadczam tego z ich strony.
I tak samo konsekwentnie traktuję to jako osobiste paliwo motywacyjne.

Rzeczywistość pomiarowa jest bowiem bezlitosna dla tych uprzedzeń i to ona właśnie zmienia zasady gry. O ile duże urządzenia stacjonarne wygrywają mnogością wejść, wyjść czy wbudowanym zasilaczem liniowym, o tyle w kategorii czystości sygnału i parametrów THD+N, nowoczesne dongle takie jak KA13 również dotarły do „ściany”, za którą ludzki słuch przestaje odróżniać artefakty od ideału.
To, co kiedyś wymagało ogromnej obudowy, dziś mieści się w dłoni dzięki wysoce zintegrowanym kościom DAC i optymalizacjach ścieżki sygnału. Dlatego nie dajcie się zwieść gabarytom – KA13 to nie jest „zabawka”, tylko pełnoprawny i niezwykle czysty tor audio zminiaturyzowany do granic absurdu. I tak też powinno się do takich urządzeń podchodzić.
Bezbłędna implementacja zegara
W przypadku czy to FiiO KA13, czy iBasso DC04U, czy wielu innych, kręcimy się wokół tej samej (sprawdzonej) topologii, więc recenzja sprowadza się właściwie do weryfikacji jakości i czystości sygnału.
To, na co muszę zwrócić w tej konkretnej szczególną uwagę, to absolutnie wzorowa implementacja zegara FiiO. W bezpośrednim porównaniu z np. iBasso, KA13 dosłownie „gniecie”. Rekordowo mały szum fazowy i stabilność oscylatora (parametr Clock Δ na poziomie -28,3 ppm) sprawiają, że „iglica” sygnału 1 kHz jest ekstremalnie wąska i precyzyjna. Możecie ocenić ją na pomiarze po szerokości szarego paska. Im szerszy, tym najpewniej gorsze parametry zegara i szumu fazowego.

Niestety, muszę też od razu wylać kubeł zimnej wody na wszystkich (w tym na mnie) – w odsłuchu te różnice są niesłyszalne. Ale z inżynieryjnego punktu widzenia mają znaczenie całkiem spore. FiiO pokazuje tu ogromną klasę, deklasując droższą konkurencję w domenie cyfrowej.
Jeśli miałbym wskazać więc sprzęt, który będzie w 100% bezproblemowy w każdej sytuacji, to właśnie FiiO i dokładnie z tego powodu.
Moc wyjściowa – potęga „Desktop Mode”
Choć FiiO dokładnie sobie to nazwało, przyjmijmy na potrzeby recenzji nazewnictwo stosowane przez Crinacle’a w jego Protocol Max. Tak więc Desktop Mode OFF niech zwie się po prostu trybem „Normal”, a ON niech będzie jako „Boost”. Tak będzie myślę łatwiej.

Po przełączeniu, zmienia się nam napięcie wyjściowe:
- Wyjście SE (3,5 mm): 1,220 Vrms (Normal) / 2,436 Vrms (Boost)
- Wyjście BAL (4,4 mm): 2,442 Vrms (Normal) / 4,875 Vrms (Boost)
Przeliczając zmierzone napięcia na moc dla słuchawek 300 Ohm, otrzymujemy wyniki, które wciąż budzą szacunek:
- Wyjście SE (3,5 mm): ~5 mW (Normal) / ~20 mW (Boost)
- Wyjście BAL (4,4 mm): ~20 mW (Normal) / ~80 mW (Boost)
W trybie Boost, FiiO KA13 staje się więc bardzo poważnym zawodnikiem. 80 mW dla 300 Ohm to aż nadto, by wycisnąć wszystko co najlepsze z wymagających konstrukcji dynamicznych. Nie potrzeba tu wcale kilkuwatowych wartości – to już jest rzetelna moc, która nie bierze się z marketingu, a z solidnego napięcia wyjściowego. Przypomnę, że na „pełnym gwizdku” mamy tu niemal 4,9 Vrms po balansie! Czyli niemal idealnie w specyfikacji standardu.
Impedancja wyjściowa
Ta wynosi tu w zupełności akceptowalne 1,72 Ohm. Choć nie jest to oczywiście rekord świata, w zupełności wystarcza, by nie wpływać negatywnie na charakterystykę nawet czułych słuchawek.
Podłączałem pod KA13 zarówno Audio-Techniki AD900X, jak i Sennheisery HD660S2 – z obiema parami sprzęt poradził sobie wzorowo, oferując pełną dynamikę i brak szumu tła (nawet przy użyciu przejściówek dla wtyków TRRS). Podłączałem też bardzo wydajne dokanałówki w postaci Sony MH1 oraz KZ ZAX (są znacznie czulsze niż ZVX i ZSX). Również bez najmniejszych problemów.
Opłacalność i szybkie porównania
Przyznam, że spodziewałem się, iż FiiO KA13 będzie bezlitośnie bite przez iBasso DC04U. Rzeczywistość jest jednak bardziej złożona.
Wybierając iBasso (dopłacając ok. 100 zł), zyskujemy:
- Ekran OLED i wizualizację kanałów.
- Rozbudowane menu z PEQ i regulacją napięć.
- Wyjście cyfrowe SPDIF.
Wybierając FiiO KA13, zyskujemy za to:
- Pełną kompatybilność z iPhone (adapter w zestawie).
- Wyższy komfort (brak ostrych krawędzi, lepsza termika).
- Sterowanie głośnością systemową (dla mnie to jest akurat bardzo ważne).
- Lepszą implementację cyfrową (zegar/jitter).
Większość osób pewnie odżałuje tę „stówkę” i rzuci się na iBasso jak wygłodniałe wilki, skuszone ekranem i bajerami. Ale powiem Wam, że z FiiO korzystało mi się równie przyjemnie, o ile nie przyjemniej. Jeśli nie potrzebujecie PEQ, a cenicie sobie święty spokój i techniczną perfekcję, FiiO jest propozycją – przynajmniej dla mnie osobiście – trudną do odrzucenia. Zwłaszcza, że PEQ można sobie dołożyć sprzętowo w razie potrzeby (Easy Effects, APO Equalizer).

Jeśli jednak idziecie po jak najwięcej bajerów upakowanych w jak najmniejszym urządzeniu, za jak najmniejsze pieniądze, od razu na gotowo – iBasso. Tym bardziej, jeśli jesteście gotowi przymknąć oko na to „jak to Chińczyk polutował” oraz konieczność zamówienia z zagranicy. Choć można też ryzykować zakupy w Polsce, jeśli ktoś ma dużą tolerancję na stres.
Podsumowanie
FiiO KA13 to urządzenie, które zamiast błyszczeć na wystawie, woli rzetelnie pracować i zerkać na mnie powabnie swoim niebieskim światełkiem (LEDy są RGB, po prostu taki tryb się ustawił). Jest w nim coś takiego, że aż chce się go używać. I przyczyn tego stanu doszukiwałbym się w swojej psychice. Wiem bowiem (pomiary to ustaliły), że jest piekielnie czysty i perfekcyjnie zaprojektowany. To póki co najlepiej zrealizowana implementacja Cirrusa na jaką natrafiłem.
Ten sprzęt w zasadzie symbolizuje wszystko to, czym kieruje się mój portal. Nie ma ekranu, menu, ani dziesiątek opcji, ale nadrabia to wzorową kulturą pracy, świetnym designem i parametrami cyfrowymi, których pozazdrościć mogą mu droższe konstrukcje.
FiiO KA13 to solidna, bezpieczna i bardzo mocna rekomendacja dla każdego, kto szuka przezroczystego dźwięku w rozsądnej cenie. Wlatuje zatem odpowiedni pingwinek i sunie po gładkich przebiegach iglicy, zbudowanej z perfekcji cyfrowego sygnału.
Aby w pełni cieszyć się tym dźwiękiem, trzeba jednak zaakceptować pewne kompromisy ergonomiczne. Zauważalnie nagrzewająca się obudowa i brak reakcji na głośność systemową mogą wymagać chwili przyzwyczajenia. A ostre krawędzie uwagi podczas użytkowania. Niemniej ogromnie cieszę się, że mogłem to urządzenie przetestować na neutralnym gruncie i moich własnych zasadach. Sprzęt obronił się śpiewająco, za co należy mu się zasłużona rekomendacja i pingwinek żwawo sunący ponad falą przeszkód i niechęci.

Sprzęt można zakupić na dzień pisania i publikacji recenzji w cenie wynoszącej 399 zł (sprawdź aktualne ceny i dostępność na Ceneo) oraz na polskim Amazonie. Tam zresztą notorycznie można dostać go zauważalnie taniej niż u nas w kraju (ok. 280 zł na „tu i teraz”!).
Dane techniczne
Zaczerpnięte w formie listy cech z jednej ze stron sklepowych:
- Wysoka moc 550mW
- Podwójne przetworniki cyfrowo-analogowe CS43131
- Podwójne wzmacniacze operacyjne 8262
- PCM 384 kHz/32 bit
- DSD256
- Podwójne wyjścia 3.5 + 4.4
- Sterowanie z aplikacji
- Wyjście SPDIF
- Podświetlane okno urządzenia
Dane pomiarowe
Wszystkie dane pomiarowe można znaleźć w Laboratorium, wybierając dokładnie ten model sprzętu z listy rozwijanej.
Platforma testowa
Poniżej sprzęt, który w największym stopniu został wykorzystany do napisania powyższej recenzji, jak również wykorzystywana muzyka i inne przydatne informacje.
- Interfejsy studyjne: Motu M4
- DAC/AMP: AF HA500, AF DA500, Loxjie D40 Pro
- Mobilne DAC/AMP: Tempotec Sonata BHD Pro, FiiO KA13
- Nadajniki Bluetooth: Asus BT400, Asus PCE-AX58BT, RealMe 9Pro+
- Słuchawki testowe pełnowymiarowe: Audio-Technica ATH-AD500, Audio-Technica ATH-AD900X (zmodyfikowane), Sennheiser HD 58X, Sennheiser HD 660S2
- Słuchawki testowe typu IEM: Sony MH1, KZ ZVX
- Monitory odsłuchowe: M-Audio Forty Sixty
- Okablowanie testowe: własne okablowanie testowe i słuchawkowe z linii kabli Audionum
- Kondycjonowanie prądu: brak (instalacja dostosowana już specjalnie pod audio)
- Muzyka wykorzystywana w trakcie testów: przeważnie gatunki elektroniczne, z obecnością również albumów klasycznych, neoklasycznych, jazzu, muzyki wokalnej i rocka. Format FLAC 24/48, OGG, WAV.



