Crosszone CZ-1 miałem łaskę okrutną recenzować ponad wieków trzy temu, ale niedawne spotkanie z Creative Aurvana SE jako żywo mi o nich przypomniało. I to pod wieloma względami. Dlatego też chciałbym wrócić tytułowym jakże interesującym, a nawet wręcz biblijnym, porównaniem do tematu tych bardzo drogich słuchawek klasy rzekomego high-end. O biblijnym starciu piszę, ponieważ konfrontacja ta jest dokładnie taka, jak nakreśla ją tytuł: walka Dawida z Goliatem. I tak, jak Crosszone kosztują 14 000 zł, wychodząc niczym Goliat w lśniącej, ociekającej złotem zbroi, tak stają mu na drodze Creative. Nędznej postury, kosztujące w zaokrągleniu 140 zł, będące takie same, jak Dawid, biedny pasterz. Co może wyjść z tak absurdalnego zdawałoby się pojedynku? Czy poczciwe Aurvany wytrzymają starcie z, opisywanymi tu czy tam jako fenomenalne, potworami wagi ciężkiej? Czy rzeczywiście cena (wraz z innymi rzeczami) robi różnicę?
Dlaczego akurat te dwie pary?
Ktoś może powiedzieć, że taki pojedynek wydaje się śmieszny. Również można stwierdzić, że jest on niemożliwy i absurdalny, a wszystkie zawarte w nim ustalenia są fałszywe. Ale również i Goliat wraz ze swoją armią śmiali się z niepozornego Dawida. Wyśmiewano jego odwagę, posturę, drobną i niepozorną sylwetkę. A jednak Pismo mówi nam, że taki pojedynek się odbył. I dał równie niemożliwy, absurdalny rezultat.
O ludzie małej wiary. Czyż i w naszej historii nie działy się rzeczy niemożliwe? Czy w bitwie pod Kircholmem nie starliśmy w proch wielokrotnie liczniejsze siły szwedzkie? Czyż łotewska ziemia nie była niemym świadkiem równie absurdalnego wyniku bitwy z góry zdawałoby się przesądzonej? Czemuż więc nie spróbować ponownie i nie zobaczyć, czy historia w naszych audio-realiach się nie powtórzy?
Wszystkie siły piekielne stoją przeciw nam, bowiem z iście diabelskim zapałem zabrania się porównywania Crosszone CZ-1 z innymi słuchawkami. Ale przecież nie wydano takiego zakazu w stronę Creative. Toteż w drugą stronę możemy to uczynić bez żadnego problemu. Przeto nie CZ-1 porównać z CASE nam przyjdzie, ale CASE z nimi. Na przekór nietoperzom i innym złotouchym stworom. Przeciwnie wobec woli belzebubów, które swoje szatańskie podszepty prawią, a dla niepoznaki w troskę o nas je ubierają. Wbrew intencjom sprzedawców marzeń z szerokimi ladami i wybujałą fantazją. Na złość stałym bywalcom portali wysławiających gusła i głoszących zjawiska nadprzyrodzone. W nerwy zadeklarowanym audioholikom udającym bojowników o prawdę. Oto bowiem stoi ona po naszej stronie, mających Boga w sercu, ale i kalkulator w ręce. Niczym woda z ogniem łącząc przeciwności w dążeniu do prawdy, a więc i Jego samego.
Wspólne mianowniki
Co więcej, o tym, że ten pojedynek był obu parom pisany, świadczą różnorakie cechy wspólne i podobieństwa. Albowiem jak na ironię CZ-1 mają przynajmniej kilka wspólnych mianowników z Creative Aurvana SE. Przyznam, że sam byłem nimi zaskoczony i odkrycie to jako żywo było dla mnie okrutnie intrygujące. Wypiszmy je sobie po kolei.
Pochodzenie prywatne
Obie pary są słuchawkami prywatnymi. Nie ma więc ryzyka lansowania się na sprzęcie kolegów i zyskiwania rozgłosu na cudzym sprzęcie. W żadnym wypadku nie zajdzie więc sytuacja straszna, czyli faworyzowanie jednego produktu ponad drugim tylko dlatego, że pochodzi on ze sklepu. Choć dla mnie osobiście nie ma to znaczenia, część osób bardzo uważnie przygląda się pochodzeniu sprzętu. Dlatego ziemia pod nasz pojedynek jest ubita w równym stopniu.
CZ-1 od forumowicza X
Crosszone CZ-1 pochodziły od jednego z forumowiczów z forum należącego do jednej z większych sieci salonów audio. Właściciel słuchawek zastrzegł sobie jednak anonimowość i intencję nie wymieniania go z imienia i nazwiska w recenzji. Mogę tylko zakładać, że było to spowodowane obawami przed szeroko pojętymi konsekwencjami. Dlatego oczywiście nie mógłbym postąpić inaczej, jak uszanować jego wolę i przychylić się do takiej prośby. Tak więc odtąd będzie on forumowiczem X.
Doskonale zresztą rozumiem te obawy, bowiem byłaby to w istocie śmierć przez ukamienowanie takiej osoby na ołtarzu dźwiękowej wiary w cuda. Ołtarzu wzniesionym ku czci złotego cielca, którego łaska bywa wątpliwa i ulotna. Jak w każdej sekcie. Naturalnie możemy tylko spekulować, ale bardzo szybko zapewne zostałaby taka osoba odcięta od możliwości wypożyczenia sprzętu, a już na pewno otrzymania atrakcyjnych rabatów. Wszak co pod ladą za pół ceny, to pod ladą, a na eBayu to już w ogóle można było trafić na perełki za 4300 zł po opłatach zza oceanu.
Na koniec jest też rynek wtórny, na którym utrata wartości przy odsprzedaży jest przecież chlebem powszednim. Tam również widoczne są ogłoszenia za ok. połowę ceny rynkowej, pokrywające się zbiegiem okoliczności zupełnym z ceną spod lady. O ile nabywca pierwotnie sam nie kupił swojej pary w lepszej cenie, a co jest możliwe, ujdzie z tej transakcji z tarczą. Jeśli nie skorzystał z oferty za 7000 zł pod ladą, strata na wartości jest prawie tak samo spektakularna, jak u Hifimana. Wówczas pozostanie mu wrócić na tarczy, leżąc na brzuchu i z wystającą majestatycznie strzałą z tyłka. A wszystkiemu winny ten przeklęty kronikarz, samuraj audio od siedmiu boleści, który tak bezczelnie lansuje się przecież na sprzęcie kolegów.
CASE od p. Mateusza
Druga para pochodziła od p. Mateusza, który takich problemów już nie miał. Tak samo przy recenzji FT5 czy Anand Nano, które także pochodziły z jego prywatnej kolekcji. W rozmowie ze mną padło nawet stwierdzenie, że kompletnie nie interesuje go co powiem na temat jego słuchawek (Anandy wypadły dość krytycznie), ponieważ nie po to przysyła je na testy, aby robić im laurkę pod sprzedaż. Oto jest więc człowiekiem uczciwym, który stoi w prawdzie. A prawda zawsze się obroni sama. Zależało mu na uczciwości oceny i rzetelności recenzji z mojej strony. Być może właścicielowi wcześniejszej pary również na tym zależało, ale gdzieś tam jednak spora obawa była, co by go tłum wzburzony na widłach nie rozniósł i pochodniami nie traktował. Nie ma zabawy, przyjemności i pasji w tym hobby, jeśli podchodzimy do niego od strony najpierw obaw, by nie nadepnąć broń Boże komuś na odcisk i nie zostać nabitymi na pal lub dostać kamieniem w łeb.
Tego tutaj nie ma. Jest coś zupełnie odmiennego. Niczym Św. Mateusz, przybył on z darem, by zaiste Recenzent Boży zadość prawdzie uczynił. I tak, jak pierwszy darczyńca strwożył się potężnie przed wizją przejścia ciemną doliną, Św. Mateusz dzielnie kroczy tą samą ścieżką. Ba, on wręcz wjeżdża tam na quadzie drąc się wniebogłosy: śpiewam i tańczę, jem pomarańczę. Albowiem za nic ma on rabaty w sklepach i nie musi zabiegać o względy handlowców. Gardzi on też zdaniem kolegów i tym, czy aby przypadkiem im czymś nie uchybi.
Tak więc widać mamy tu dwa zupełnie inne podejścia do tematu.
Perfekcyjny stan techniczny obu par
Obie pary mimo faktu używania, wyglądały rewelacyjnie. Były bardzo zadbane i czyste, jednocześnie wygrzane. Osoby zwracające uwagę również i na takie rzeczy, powinny nie mieć żadnych wątpliwości co do kondycji testowanych słuchawek. Oczywiście w sytuacji stwierdzenia defektów, czy to w przypadku Crosszone CZ-1, czy Creative Aurvana SE, recenzja najprawdopodobniej w ogóle by się nie odbyła. Stawiamy więc między nimi znak równości.
Zamknięte dynamiki w obu przypadkach
Dalej, obie pary są modelami zamkniętymi i opartymi na przetwornikach dynamicznych. Mamy więc ten sam typ słuchawek i format. Jedynie wielkość muszli się różni, ale jest to argument na korzyść Crosszone CZ-1. Duże słuchawki mają bowiem większe możliwości.
Okablowanie
Crosszone posiadają co prawda kabel wymienny, co jest niewątpliwym plusem, ale w testach standardowo wykorzystywany był ten fabryczny. Creative nie posiadają kabla wymiennego, ale i on jest tym fabrycznym, więc można postawić znak równości. Co więcej, jest to kabel jakościowo gorszy i wielokrotnie cieńszy od tego z CZ-1, więc znów jakoby faworyzujemy droższego zawodnika. Żaden belzebub nie powie więc, że Crosszone nie mogły zagrać na maksimum swoich możliwości, skoro na logikę CASE również nie mogły tego uczynić. A przynajmniej w kontekście naszego biblijnego pojedynku naraziłby się na śmieszność.
Jeśli bowiem Goliat przegra, to znaczy, że przez kabel? A jeśli wygra, choć kabel rujnował dźwięk, to co wtedy? Znaczy to, że kabel był jednak dobry?
Wspólnym mianownikiem jest nawet fakt, że w obu parach pada bardzo często te same hasło: „kabel do natychmiastowej wymiany”. Aczkolwiek wynika to z różnych względów. Przy Creative jest to podyktowane tematem trwałości. W Crosszone wylicza się walory dźwiękowe i naprawianie ich dźwięku w ten sposób. Jest to dziwne, że przy słuchawkach za 14 000 zł dostajemy cokolwiek wymagającego wymiany (uszkodzonego?), ale zostawię to na późniejsze dywagacje.
Uznanie w światku audiofilskim
Zarówno jedna, jak i druga para, ma swoich fanów, a czasami wręcz kapłanów i wyznawców. Słowem, tak jak w przypadku Dawida i Goliata, stoi za każdym z nich armia.
- CZ-1 są wychwalane jako objawienie w zakresie sposobu prezentacji dźwięku słuchawkowego. Słuchawki wspaniałe, trudne, wymagające, inne, ale obwarowane tuzinem bardzo poważnych obostrzeń. To właśnie ich usunięcie ma powodować, że Crosszone CZ-1 wychodzą śmiało przed szereg, niemalże stając na piedestale i tratując wszystkie inne słuchawki na swojej drodze.
- Aurvana SE są (a przynajmniej przez wiele lat były) wychwalane jako wysoko modyfikowalne słuchawki o ogromnym potencjale. Można powiedzieć, że był to dźwięk rodem z audiofilskich półek, ale dostępny za grosze. To właśnie CAL-e były nazywane przez lata „czarnym koniem” pośród słuchawek, czasami nawet tych bardzo drogich. Ich egzystencja wręcz kasowała u niektórych osób jakiekolwiek ciągoty za droższym sprzętem.
Z tej perspektywy być może należałoby zaryzykować twierdzenie, że mimo 100-krotnej różnicy w cenie, oba modele postrzegane są podobnie co do wartości dźwiękowej.
Nazwa producenta
Obie pary mają producenta zaczynającego się na literę C. To już w ogóle powoduje, że słuchawki mamy pełne prawo ze sobą konfrontować. Nie na A, nie na B, tylko na C. Spod jednej litery alfabetu zrodzone.
Pochodzenie azjatyckie
Mało tego, że obie są spod jednej litery, a nawet pod jedną gwiazdą, bo pod naszym Słońcem, ale obie pochodzą z Azji. Japonia i Singapur leżą bowiem niedaleko siebie, a przynajmniej w dużej odległości od Polski. Dawid i Goliat mogliby więc stoczyć swój bój lokalnie, ale szczęście to wielkie i łaska okrutna, że dostąpiłem zaszczytu bycia sędzią i świadkiem takiego pojedynku tu u siebie. A i dobrze, że tak się stało teraz, albowiem ręka z wprawy jeszcze nie wyszła i trzęsące się posady sprawnie gładzią potraktować wciąż mogę. Wszystko więc sobie zagładzę, chałupę ocalę, a co wnukom będę opowiadał, to moje.
Obostrzenia użytkowe
Naturalnie nie ma róży bez kolców i w obu przypadkach natrafić można na różnorodne obostrzenia użytkowe. Jest to zbiór wymagań, zależności oraz problemów, które napotkamy jako użytkownicy danych słuchawek. Ich rozwiązanie z reguły wydatnie podnosi poziom jakościowy czy to po stronie dźwiękowej, czy użytkowej. Ich skala oraz charakter bardzo jednak różni się między Crosszone CZ-1 a Aurvanami.
Obostrzenia użytkowe w Aurvana SE
Obostrzenia użytkowe w Creative Aurvana SE tak naprawdę sprowadzają się do tematu kabla i ewentualnie wygody wynikającej z padów. Kabel jest niestety podatny na uszkodzenia, dlatego często się go wymienia po prostu z powodów serwisowych.
Pady zaś wymienia się z powodu wygody. Niemniej w przypadku Creative’ów rzeczywiście istnieje pewna zależność między przyleganiem padów do głowy, a dźwiękiem. Wszystko wynika z elementarnego fitu i sealu. Jeśli nie będziemy mieli zapewnionej szczelności, Aurvany nie zagrają takim basem, na jaki je stać. Wzrośnie również THD w tym rejonie, również z racji braku wytłumienia muszli.
Poza tym jednak nie ma żadnych problemów z uruchomieniem CASE na dowolnym sprzęcie, obojętnie jak mocnym lub słabym. Nie widziałem żadnych żelaznych obostrzeń co do czy to tonalności sprzętu źródłowego, czy jego mocy, czy parametrów wyjściowych. Nie zwróciłem również uwagi na wymogi wygrzewania tych słuchawek. Co prawda część osób rekomendowała takowy proces w ich przypadku, ale nadal bez zastrzegania, że w przeciwnym wypadku „to nie zagra”. Nie spotkałem się też z zastrzeżeniami, aby słuchawek nie porównywać z dowolnym innym modelem, choć swego czasu konkurowały one mocno z Sennheiserami PX100 i KOSS Porta PRO.
Obostrzenia użytkowe w CZ-1
Znacznie więcej obostrzeń przypisuje się Crosszone CZ-1. Według osób zabierających głos czy to na forach, czy nawet pod moją recenzją tego modelu, przy Crosszone CZ-1 trzeba wykonać szereg czynności przygotowawczych oraz wymiany okablowania. Przyznam, że nie widziałem chyba jeszcze przy żadnych innych słuchawkach takich wymagań, jak poniżej:
- Tor musi być bardzo dobrze dobrany. Wypowiedzi wskazywały na preferencyjnie ten o niskiej mocy, gdyż Crosszone były ponoć projektowane pod sprzęt mobilny. Ma to o tyle znaczenie wg niektórych osób, że jeśli będzie za dużo mocy, to będzie za dużo basu. Podkreślano przy tym bardzo dużą trudność w skompletowaniu odpowiedniego toru pod CZ-1 i na swój sposób jest to wyzwanie dla przyszłego nabywcy.
- Koniecznie trzeba wymienić kabel, bo ten fabryczny jest do niczego. CZ-1 grają na nim tak źle, że dźwięk ma być jak ze studni, bez szerokości, tylko z głębią i dudnieniem. Najlepiej sprawdzają się kable ściśle określonych wytwórców, robione specjalnie na zamówienie pod te konkretne słuchawki.
- Słuchawki muszą być bezwzględnie wygrzane. Minimum to 150-200 godzin, inaczej dźwięk będzie brzmiał niczym jak z kartonowych kubków po kawie.
- Kluczowa jest gama odtwarzanych utworów, bowiem słuchawki są bardzo wybredne co do sposobu realizacji i nie wszystko zabrzmi na nich najlepiej. Wskazano, że nie nadają się zwłaszcza do szybkiej muzyki, jaką jest metal.
- Kolejny punkt na liście to wymóg słuchania ich na różnej muzyce, aby, cytuję, zrozumieć ich fenomen. Myślę, że jest to akurat oczywiste w przypadku każdych słuchawek.
Więcej obostrzeń w CZ-1
Ale to nie wszystko. Również i siebie należy odpowiednio przygotować na spotkanie z CZ-1:
- Wymogiem jest przestawienie głowy na inny sposób przedstawiania muzyki. Podkreślono, że proces ten zajmuje parę minut. Zabrakło informacji, czy jest to proces jednorazowy, ale zakładam, że jest potrzebny za każdym razem.
- Do tego konieczna jest świadomość, że nie każdemu muszą się podobać, a także przebolenie ich odpustowego – jak się wyrażono – wyglądu.
- Mamy też wspominane wcześniej bezwzględne porzucenie jakichkolwiek pomysłów porównywania A/B z innymi słuchawkami. Wskazano precyzyjnie na interwały: co 30 sekund lub nawet kilka minut.
Do wszystkich tych rzeczy zaraz sobie wrócimy. Aczkolwiek…
Jeszcze więcej obostrzeń w Crosszone CZ-1
Tak, to wciąż nie koniec. Czymże byłaby bowiem biblijna walka bez swojego iście egzystencjalnego, fundamentalnego wymiaru:
- Konieczność akredytacji oceniającego w światku. Osoba ta musi mieć odpowiednią reputację, doświadczenie, bo inaczej jej opinia będzie pozbawiona wagi i niewiążąca.
- Wymóg prezentowana postawy pokornej. Nie sprecyzowano dokładnie wobec czego taka pokora miałaby być manifestowana, ale spowinowacenie wskazywało, że wobec branży. Brak takowej świadczy o nieprofesjonalności.
- Bezwzględnie wymagane jest dopuszczanie wszelakich komentarzy do późniejszej recenzji i absolutny zakaz ich moderowania. Nie wolno weryfikować czy wypisuje się w nich głupoty (tzw. fact checking) lub obraża adwersarza, bo inaczej gwałci się wolność słowa.
Punkt ostatni to akurat retoryka doskonale mi znana, tak więc miło jest widzieć, że nic się po tamtej stronie nie zmieniło.
Jakość dźwięku obu par na kartach kronikarza (w pomiarach)
Dane pomiarowe zwalniają nas z konieczności operowania na pamięci muzycznej. Zaczynając więc od porównania pasma przenoszenia:
Creative zachowują się z punktu widzenia FR jak naprawiony wariant CZ-1. Praktycznie wszystko jest tu lepsze, równiejsze, ale charakter ogólny strojenia jest zdumiewająco podobny. Pokrywa się to też z odsłuchami (o nich za moment).
Zniekształcenia to kolejny zaskakujący widok:
Creative przegrywają do ok. 550 Hz, aby potem objąć z grubsza spore prowadzenie. Miejscami przerażająco spore. W 1,4 kHz jest to już różnica względem najgorszego kanału w CASE na poziomie -33 dB vs -64 dB. Przy zdrowym słuchu nie da się tego nie usłyszeć. Można jedynie świadomie to ignorować.
W rejonie 2,4 – 4 kHz również technicznie góruje produkt Creative. Dopiero odtąd do ok. 7 kHz CZ-1 wracają na prowadzenie.
Impuls potwierdza, że rezonanse znacznie chętniej trzymają się produktu Japończyków. Dawid ponownie zadaje cios kolosowi.
Widać to również na CSD:
Creative świetnie się na tym tle trzymają, a jedynym obszarem, w którym notują nienaturalności przy niskich przebiegach, jest bas. W Crosszone CZ-1 tak naprawdę nie wiadomo do końca co się dzieje. Ale taki jest efekt zabaw z opóźnieniami czy crossowaniem kanałów. Proca Dawida po raz kolejny okazała się skuteczniejsza od ciężkiego miecza Goliata. Ale czy na pewno?
Wyjątkowość CZ-1 i niemożność objęcia ich rozumem (czyt. zmierzenia)
Podniesiono takowy argument wcześniej, jakoby Crosszone CZ-1 nie posiadały możliwości akuratnego zmierzenia na żadnym sprzęcie pomiarowym binauralnym. Między innymi na tym miała też polegać ich wyjątkowość. Niczym naród wybrany, nie mogło się to udać od samego początku i dać objąć przyziemnymi, sztywnymi ramami. Ale czy jednocześnie nie jest to grzech pychy? A przecież szukać winniśmy pokory.
Toteż pokornie zwracając uwagę na pewną fundamentalną rzecz, ośmielić się należy zadać pytanie: a ile uszu ma człowiek? Czyż Pan Bóg nie stworzył go z jednym lewym, a drugim prawym? I czy fantom binauralny również nie posiada dwóch mikrofonów, jednego lewego i drugiego prawego? Ile zatem kanałów słuchowych powinien mieć idealny fantom pod zmierzenie CZ-1? Cztery?Jeśli tak, to Crosszone są w istocie boskimi, nadprzyrodzonymi słuchawkami, których żaden śmiertelnik prawidłowo słuchać nie może. Jedynie niektórym audiofilom było to dane.
Więc rzeczywiście, człowiekowi prostemu pozostaje pokornie kark zgiąć przed takimi cudami, niczym przed potęgą i głębokimi okrzykami Goliata. Oto bowiem zasady obowiązujące wszystkie ludy, wszystek twory nauszne, nie mają tu zastosowania. To nic że to wciąż słuchawki, wciąż nausznik lewy i prawy. Nie da się tego zmierzyć i basta. Niczym ten złoty cielec, który był tylko złotem i tylko posągiem, bez żadnej mocy czy to mistycznej, czy sprawczej. A jednak czczony w nadziei, że takowe posiada. Bo wiara czyni cuda. Tak samo jak wiara w to, że CZ-1 to dobre słuchawki.
Jakość dźwięku obu par w boju (czyli odsłuchach)
Cóż więc pozostaje człowiekowi pokornemu? Odrzucenie niewiernej i obrazoburczej metrologii, aby z otwartymi rękoma i śpiewem na ustach wbiec na pełnej prędkości w ulubioną grę wielu: odsłuchy. Odsłuchy tak dobre, tak krytyczne, że zastępujące każdy pomiar, każdy sprzęt. Bo uszy słyszą wszystko. Boskie, złote uszy, zawsze nieomylne, zawsze gotowe. Tak, jak sam Dawid, który wyszedł naprzeciw do walki, stanął przed szeregiem strwożonym, bowiem wszyscy inni się lękali. Ale nie on. Choć wielu pragnęłoby, aby przez mocarnym Goliatem korzyć się i czołobitne gesty czynić.
Ale sprawa jest tu prosta, bowiem mając już szlak przetarty, mając porównanie techniczne, a także dwie recenzje obu produktów, pojedynek na subiektywne odczucia staje się już tylko formalnością. I powtórzeniem tego, co opisałem w obu recenzjach. Bo choć wolą sił złych jest, by człowiek pokorny rzeczywiście ukorzył się przed pohukiwaniem i gromami ciskanymi bezpardonowo, będąc zaiste prawym, nie może tego uczynić. Wówczas zanegowałby własne odczucia, okłamał sam siebie, oddalił się od prawdy, a więc od Boga. A jako mówi Pismo, biada jeno tym, którzy głoszą świadectwo fałszywe. I jedynym grzechem, jaki tenże mógłby popełnić, byłby grzech własnej niewiedzy. Wówczas mgła i mrok spowijające umysł, zdawałoby się nieprzeniknione, rozpraszane są przez światło prawdy, niczym atmosfera na weselu gdy jeden z weselników zaczyna wymiotować na suknię panny młodej. To tak współczesnym trochę akcentem kończąc.
W każdym razie…
Drżenie ziemi (bas)
Ma zauważalnie równiejszy przebieg w Aurvana SE, bez dziwnych górek, nierówności, napompowania. Być może to właśnie z powodu basu sugerowano, że Crosszone CZ-1 lubią się ze słabszym mocowo sprzętem. W rzeczywistości nie ma to specjalnego znaczenia, ale ważne jest, że Creative nie mają ani takich problemów, ani obostrzeń. Wystarczy, że dobrze je założymy na głowę i bas od razu jest dobry co do obiektywnej struktury i subiektywnej ilości. Choć w recenzji CZ-1 pisałem o tym, że ich bas można za równość pochwalić, mówiłem o tym wyłącznie w ramach samych CZ-1. Na tle innych słuchawek nie jest bowiem już tak różowo.
CZ-1 mają bas mocny i przypominający swoją ilością rzeczywiście coś podobnego do głośnikowego subwoofera. Niektórym osobom się on podoba (nie narzekałem zbytnio w ich recenzji), innym nie. Gdybym miał jednak wybierać, wolałbym ten z Aurvana SE. Jest po prostu lepszy, równiejszy, też mocno nacechowany rozmachem. Z CZ-1 możemy się spodziewać go już na pierwszy rzut oka, bo słuchawki są ogromne. Wymusza to ich konstrukcja. Ale w Aurvanach jest on niesamowitym zaskoczeniem i prezentuje się jako znacznie większy niż sugerowałyby to słuchawki swą posturą, niczym Dawid.
Krzyk tysięcy gardeł (tony średnie)
Ponownie świetne wyrównanie w CASE względem CZ-1. Tutaj Goliat naprawdę nie ma nic do powiedzenia. I co śmieszniejsze, charakter po raz kolejny zostaje zachowany za sprawą utrzymanego odpustu w 3 kHz. W CZ-1 to właśnie raptowne odcięcie pasma przenoszenia jest tym, co powoduje, że grają tak jak grają. Tu pojawiał zdaje się argument o wygrzewaniu, które ma diametralnie zmieniać stan rzeczy. Problem w tym, że wygrzewanie nie ma tutaj żadnego przełożenia na uzyskiwane rezultaty, a sprzęt testowałem używany, czyli już wygrzany. W obu przypadkach. Jeśli więc problemem w CZ-1 byłoby niedostateczne wygrzanie, to jedynie piekarnik wchodziłby już w grę. Dopiero wówczas byłbym w stanie rzeczywiście zanotować różnicę (stopione membrany).
Szczęk tarcz (tony wysokie)
Creative po raz kolejny grają w tym rejonie naturalniej. Wszystko przez to, że nie mają tak punktowego wybicia na sopranie i nie notują zaraz potem mocnego spadku. Całościowo mają gładszy przebieg, skutkujący po prostu pełniejszym dźwiękiem z większym ładunkiem realizmu. Nie da się w żaden sposób zanegować faktu, że góra Creative jest na sopranie równiejsza i to znacznie. To samo w temacie czystości, która daje malutkim Creative przewagę. Odsłuchy w 100% pokrywały mi się z pomiarami.
Pole bitewne znad wzgórza (wrażenia sceniczne)
Bez porównania lepszą scenę przypisałbym po raz czwarty skromnemu pasterzowi. Tak jak pisałem w recenzji CZ-1, dźwięk prezentowany jest w nich w sposób zły, nieprawidłowy, alogiczny i nieprzypominający przez to ani głośników, ani słuchawek. Rozumiem intencje twórców tych słuchawek, ale mając w domu porządne kolumny, ma się bardzo dobre porównanie.
CASE to z kolei konwencjonalna scena, ale zarysowana o dziwo szeroko i co najważniejsze: głęboko. Nie jest to scena wybiórcza i kreowana tylko w jedną stronę. Nie jest to również model punktowego pojawiania się źródeł pozornych. Moje ucho odbiera je znacznie naturalniej, bardziej realistycznie i przede wszystkim z poprawnymi przejściami między jednym a drugim kanałem.
Analiza porażki Goliata
Historia uczy nas, że Goliat przegrał, bo przecenił swoje siły i nie docenił przeciwnika. Został powalony na ziemię za pomocą zwykłego kamienia i procy. Kamień został procą wprawiony w ruch, nadając mu niesamowitej prędkości, co przy masie kamienia nadało mu dużą moc obalającej. Jednym słowem, Goliat przegrał w zderzeniu (dosłownie) z fizyką. Tak samo CZ-1 przegrały w zderzeniu z faktami i kreowaną przez nie rzeczywistością. Moje negatywne wrażenia odsłuchowe były szczere, nie wynikały z niestaranności, niewygrzania itd. Po prostu słuchawki mi nie zagrały. Bo mogły. Potwierdza to nierówna tonalność oraz punktowo wystrzeliwujące THD. I nawet robiąc unik przed pierwszym kamieniem subiektywnych odczuć odsłuchowych, następuje czołowe zderzenie z kamieniem obiektywności pomiarowej i oczywistych faktów. Zderzenie brutalne i bolesne.
Nie można więc powiedzieć, że Goliat wygrał. Wszak leży na ziemi powalony, każdy to widzi. Nikt nikomu nie zabroni jednak uważać go w głębi duszy za wygranego, jeśli tylko ma się taką wolę. A jeśli do tego fantazję i upór, można doszukiwać się jego porażki w niewygodnej zbroi, zbyt ciężkim mieczu, źle odlanym hełmie, niezbyt dobrym gruncie pod nogami lub wadliwej tarczy od kiepskiego płatnerza. Tak właśnie próbowano zrobić w przypadku Crosszone CZ-1. W CZ-1 niedopasowany pancerz, hełm czy słabą jakość gruntu zamieniono na wymogi posiadania określonych urządzeń, kabli lub wykonywanie konkretnych czynności. Być może bardziej na miejscu byłoby słowo rytuały. Te mają służyć stworzeniu wrażenia, że potencjał słuchawek nie został odkryty i do testów, jeśli te wyszły krytycznie, przyłożono się błędnie i niechlujnie.
Zostały popełnione błędy, metodologia była wadliwa, Goliatowi nie dano szansy się wykazać. Jednym słowem, zawiązał się tu iście biblijny spisek, a jego porażka i jej ocena to wynik niezrozumienia, nieporozumienia, niechlujności i nierzetelności historyczno-kronikarskiej.
Porównanie i wyjaśnienie tematu obostrzeń użytkowych
Skoro tak, przyjrzyjmy się jeszcze raz wspomnianym wcześniej obostrzeniom CZ-1. Wydają się one bezdennie głupie, ale jeśli przyjąć każdy z wyrażonych argumentów obronnych na poważnie, to wyłania nam się taka oto tabelka:
Argument | CZ-1 | Aurvana SE |
Konieczność długiego wygrzewania | tak | nie |
Obowiązkowa wymiana kabla | tak | nie |
Trudność w doborze odpowiedniego toru | wysoka | żadna |
Konieczność adaptacji akustycznej | tak | nie |
Wymóg selekcjonowania albumów i realizacji | tak | nie |
Konieczne przestawienie głowy na inny sposób prezentacji | tak | nie |
Zakaz porównywania z innymi słuchawkami metodą A/B | tak | nie |
Zależność między dużą mocą i napompowanym basem | jest | brak |
Ogólna równość tonalna (pomiarowo) | niska | wysoka |
Ogólny poziom zniekształceń (pomiarowo) | wysoki | niski |
Cena | 14 000 zł | 140 zł |
Czyli nie jest to żaden spisek. Wymyślone naprędce obostrzenia w dość komiczny sposób postawiły wszystko na głowie, paradoksalnie jeszcze bardziej umniejszając sens zakupu CZ-1. Ich zakup bowiem daje nam:
- niekończące się problemy użytkowe (zakazy porównań, minimum kilkuminutowa adaptacja akustyczna przy każdym założeniu, ciągłe przestawianie głowy na inny sposób prezentacji itd.),
- piętrzące się koszty i trudności związane z doborem specjalnego toru (aby słuchawki grały jak należy i nie miały napompowanego basu),
- zepsute okablowanie fabryczne (najwyraźniej producent sam zniechęca do swoich słuchawek i specjalnie sabotuje ich dźwięk, więc może jednak spisek?),
- mus przekopania całej swojej kolekcji albumów, aby znaleźć takie, które da się słuchać (tłumaczy się to wybrednością na realizacje),
- konieczność wygrzewania ponad miesiąc słuchawek, aby uzyskać optymalny dźwięk (200 godzin przy średnio 6 godzinach słuchania dziennie to ok. 34 dni, ja zaś bez kozery rzekłbym 500 godzin, dla pewności).
Ujęcie wszystkiego w logiczny nawias, proste słowa i konkretne liczby, otwiera przed człowiekiem drzwi. Bo choćbyśmy szli ciemną doliną, zła się nie ulękniemy. Tak jak Dawid, który być może właśnie w ten sposób modlił się przed wygranym ostatecznie pojedynkiem. Nie ma tu spisku ani nieprofesjonalnego podejścia. Jedynie fakty i logika.
Współcześni Filistyni
Współcześni Filistyni, zwani powszechnie audiofilami, widząc porażkę swego największego wojownika, już wcześniej podnieśli veto, że oto napisano bzdury. To przecież nie tak, tego nie ma, Goliat wcale nie przegrał, ten kamień to nie trafił, Dawid wcale mu głowy nie odciął, to zresztą nie jest Dawid tylko jakiś przebieraniec. A tak w ogóle to kronikarz głupi i pisać nie umie.
Wszystko, tylko aby nikt nic nie widział i nie słyszał (oraz nie mierzył). Nie ma świadków, nie ma problemu, to się nigdy nie wydarzyło, prawda? Tak oto popełniają grzech fałszywego świadectwa i hipokryzji ci, którzy jeszcze wczoraj krzyczeli najgłośniej o wolności słowa i swobodzie wyrażania swojego zdania. Dziś odbierać przyszli to, co rzekomo na ustach przynieśli.
Filistynów niszczy własny fanatyzm i mus czarowania rzeczywistości. Przechwalono możliwości swojego wojownika, wykreowano na nietykalne bóstwo, a gdy pojawiły się zastrzeżenia, w pośpiechu namnożono rzekomych obostrzeń, których w rzeczywistości nie ma i nigdy nie było. Warunków, których nie trzeba w ogóle spełniać, bo nie istnieją. Nigdy nie przedstawiono żadnego dowodu na ich istnienie. Część z nich obala już nawet prosta logika pokazana wyżej. Jedyne więc, co pozostało, to desperacka walka o klientów, którzy są zdeterminowani, aby za wszelką cenę uwierzyć w kłamstwo i do upadłego czcić złotego cielca.
Nasz Dawid jest przykładem tego, że takim ludziom nie należy się ani kłaniać, ani ufać. A tym bardziej wchodzić w geszefty. Czasami trzeba jednak zainwestować trochę czasu, napisać tekst, zrobić zdjęcia, pomiary, pokazać dowody. Wówczas prawda sama się objawi. A Filistyni? U nich będzie bez zmian, a złoty cielec będzie czczony tak długo, jak będzie się to opłacało. Im lub ich królom.
Fenomenalność obu par
Myślę, że można o niej powiedzieć naprawdę szczerze.
Creative były i są słuchawkami rzeczywiście fenomenalnymi. Ich wypuszczenie na rynek w takiej a nie innej cenie lata temu, było fenomenem. Być może taka publikacja, jak niniejsza, im się z mojej strony po prostu należała. Bo mimo, iż Crosszone CZ-1 uważam za najgorsze słuchawki, jakie przyszło mi testować (co najmniej w kategorii cena/możliwości), nie sądziłem, że Aurvany poradzą sobie z nimi tak łatwo. Zbyt łatwo.
O fenomenalności Crosszone CZ-1 również piszę bez przekąsu, bowiem rzeczywiście są słuchawkami fenomenalnymi. Nie kojarzę drugiej pary, której recenzja powodowałaby taką frustrację i emocje, wymierzone również we mnie personalnie i mój malutki blog. Jeśli jedna osoba jest w stanie spowodować taką histerię, że aż interweniuje się w jej sprawie u producenta, to jest to najlepsza możliwa rekomendacja. Tak samo nie kojarzę żadnych słuchawek, które w takich pieniądzach zagrałyby mi tak źle, a w obronie których wymyślano by tak niedorzeczne mity, teorie i obrzędy. Pozostaje się z tego naprawdę tylko śmiać.
A więc śmiejmy się, bo oto nagle okazało się, że nie za 14 000 zł, a w skromnych 140 zł, otrzymujemy zauważalnie lepszą jakość dźwięku. Do tego nie potrzebujemy tu specjalnie przystosowanego toru dobieranego po omacku, odpowiednio nagranych utworów i wyselekcjonowanych realizacji, wielotygodniowego wygrzewania. Sami również nie musimy się zmieniać, pracując nad zmianą mentalności i odpowiednim przygotowaniem psychicznym. Wreszcie, nie musimy zmagać się z sabotującym samego siebie producentem (!). Inaczej nie można nazwać dołączania do zestawu fatalnego ponoć kabla, który celowo rujnuje ich dźwięk. Na szczęście producentowi podobno nie zależy na sprzedaży swoich produktów, choć ma już je w portfolio w ilości 3 modeli. Choć więc pojedynek w tle był dramatyczny, brutalny, całość wygląda bardziej na komedio-dramat.
Podsumowanie
Tak oto dojechaliśmy do końca tej dosyć nietypowej recenzji. Recenzji, w której nie wzięto żadnych jeńców, a biblijny werdykt wydany został bezwzględnie. Niczym miecz Pana sprowadzający na złych ludzi jego sprawiedliwy gniew.
Malutkie Creative Aurvana SE, będące Dawidem, jedynie skromnym pasterzem, pokonały potężnego Goliata, jakim były od początku do końca fenomenalne Crosszone CZ-1. Rozegrał się tu pojedynek rzeczywiście iście biblijny, a jego rezultat jest następujący: Dawid wygrał. Toteż znacznie lepiej jest kupić sobie małego Dawidka za cenę o dwa zera mniejszą i mieć iście święty spokój z torem i użytkowaniem oraz lepszą jakość dźwięku. A jeśli już wydać 14 000 zł, to albo na znacznie lepsze słuchawki, albo na porządne głośniki, na których uzyskamy wielokrotnie lepsze efekty.
Na szczęście zawsze mamy wybór. Nie jesteśmy narodem zniewolonym niczym na ziemi egipskiej i nie musimy słuchać współczesnych Filistynów, którzy na koniec mogą okazać się zwykłymi faryzeuszami. Jeśli Bóg jest prawdą, to logiczną negacją będzie tu kłamstwo i fałsz. Odrzućmy zatem fałsz, śmiejmy się z faryzeuszy i stańmy w prawdzie budowanej na rozumie i logice. Acz z uśmiechem. Amen.
I do końca nie wiem czy artykuł jest prankiem, czy jednak nie. Świetna robota Panie Jakubie xD
W tytule jest wzmianka o tym, że jest to część pierwsza (CZ-1). Czekam z niecierpliwością na drugą! 。◕‿‿◕。
O nie, kolejnych agresywnych telefonów z rana z pretensjami i zarzutami za usuwanie branżowych komentarzy pod ich recenzją już nie chcę. 😆