Bowers & Wilkins Px8 S2 – kolejny etap ewolucji

Długo zastanawiałem się, jak sensownie podejść do recenzji modelu Bowers & Wilkins Px8 S2, aby zwrócić uwagę na pewne rzeczy i nie zostać przy tym odebranym jako bezczelny audio-faszysta ośmielający się konfrontować z opiniami „kolegów po fachu”. Zwłaszcza, że recenzje trzecie starają się zrobić wszystko, abyśmy tkwili głęboko po uszy w cyklu wiecznej pogoni za lepszością.

Poprzednia iteracja Px8 zostawiła u mnie bardzo dobre wspomnienia, choć nie była wolna od uwag. S2 wchodzi na rynek z obietnicą ewolucji, która ma być krokiem w stronę większej dojrzałości. Czy jednak pod płaszczem profesjonalizmu nie zgubiono tego, co w Bowersach tak wiele osób kocha najbardziej – ich unikalnego charakteru?

Zamiast jednak polegać na subiektywnych przymiotnikach i wyłącznie własnych odczuciach, by tworzyć percepcyjne suwaki i paski, tym razem postanowiłem jeszcze mocniej docisnąć temat od strony stricte pomiarowej i analitycznej. W kontekście opinii o „ociepleniu” czy „neutralności”, które pojawiają się na ich temat, sprawdzimy sobie na spokojnie, co tak naprawdę dzieje się pod kopułami Carbon Cone i czy inżynierowie faktycznie odrobili lekcję z akustyki, czy może po prostu sprawniej operują cyfrowym DSP. Zapraszam zatem na lekturę tego, co kryje się pod „ciepłym kamieniem” nowej generacji Px8.


Recenzja jest owocem płatnej współpracy z marką Bowers & Wilkins za pośrednictwem sieci salonów Top HiFi, która podesłała niniejszy sprzęt celem wykonania niezależnych, rzeczywistych testów użytkowych i pomiarów.

 

Opakowanie i detale poboczne

Na początek zacząć muszę od pudełka. Wiele lat pracowałem jako grafik i formalnie nadal jest to jedno z moich hobby, choć wygaszonych całkowicie na rzecz audio. Ale stare nawyki i oko pozostały, toteż zawiesiły się na wytłoczeniach i miłym w dotyku papierze obwoluty o słusznej gramaturze. Bowers z Wilkinsem chyba nigdy nie mieli problemów z należytą prezentacją swoich produktów i tyczy się to tak samo kolumn, jak i słuchawek.

Ale w porządku, bo nie chcę im słodzić niepotrzebnie. Pudełko pudełkiem, a nas interesuje wnętrze.

W nim znajdziemy standardowe etui, dokładnie takie, jak w poprzedniej iteracji. Schludne, dobrze wykonane, z „sekretną skrytką” na kable. Nawet rzepy są brandowane logo B&W. Dbałość o detale? W miejscu gdzie słuchawki spoczywają muszlami w etui, na pokrywie umieszczono specjalną poduszkę, która uniemożliwia słuchawkom telepanie się w transporcie. Tu naprawdę ktoś nad tym pomyślał. Niespecjalnie zwraca się na takie rzeczy uwagę na co dzień, ale właśnie to czasami sprawia, że jako użytkownicy nie musimy o tym już potem myśleć. Albo w ogóle tego nie zauważamy, bo jest to tak już dobrze pomyślane za nas.

 

Właściwa jakość wykonania i konstrukcja Px8 S2

Same słuchawki to standardowo pierwsza liga wykonania. Serio, wrażenie jest niesamowite. Niby niewiele się zmieniło, ale jakość materiałów, precyzja spasowania, nawet dotyk – wszystko jest tutaj wykwintne, eleganckie. Nawet taka głupota jak wyprowadzenie kabelków sygnałowych: oploty w kolorze wiodącym, wyprofilowania w widełkach, no coś pięknego.

Autentycznie jestem tymi słuchawkami zauroczony konstrukcyjnie. Również kolor jest spoko („ciepły kamień”). Przypomina mi on legendarne STAX SR-404 Signature, które też miały tego typu odcienie. No, może nie 1:1, ale w tej wersji przyznam naprawdę fajnie to się prezentuje.

Mechanizm obrotowy i wysuwania działa perfekcyjnie, bez zarzutu, równo, z identyczną siłą. W środku muszli przetworniki umieszczono pod kątem, dając nam więcej miejsca na małżowiny. Tu jest to zaimplementowane bez zmian względem nie tylko Px8, ale i Px7. Nie pamiętam, czy zwracałem na to uwagę w tamtych modelach, ale zauważyłem pod światło, że przetworniki postanowiono umieścić nie centralnie, a w niższej części muszli. Ciekawe, acz teoretycznie zgodne z anatomią naszego ucha. Zobaczymy jak przełoży się to na dźwięk użyteczny.

Rozmiarowo muszle są minimalnie mniejsze z tego co widzę od Haylou S35 i ATH-S300BT, choć jednocześnie na tle obu egzekwują jak pisałem inną filozofię „obejmowania” ucha.

 

Obsługa

Banalnie prosta i wystarczy jeden rzut oka na rozkład przycisków, aby wiedzieć co czym steruje. Mimo braku oznaczeń, które zapewne szpeciłyby tylko design.

Na lewej muszli mamy włącznik suwakowy. Może on przyjąć dwie pozycje – stabilną (po środku, oznaczającą włączenie słuchawek) oraz niestabilną (przesunięty do oporu). W pozycji pierwszej sprzęt tylko włączamy. Ale jeśli przesuniemy i przytrzymamy go w pozycji niestabilnej, usłyszymy głosową komendę „Ready to pair”. Drugi większy przycisk to sterowanie ANC.

Prawa strona to już klasyczne sterowanie głośnością i odtwarzaniem. Środkowy przycisk jest moletkowany, co ułatwia orientację bezwzrokową.

Podczas pracy pali się na zielono dioda LED przy BT. Czyni to niezależnie od tego w jakim trybie ANC pracujemy.

 

ANC

System jest bardzo skuteczny, przynajmniej w zakresie szumów. Działa on trzystopniowo i o każdym skoku trybu informuje nas podwójny sygnał tonowy (taki „dzwoneczek” trochę). Normalny i wyższy to aktywny tryb ANC. Dwa normalne to tryb transmisji dźwięków z otoczenia (Hear Through). Normalny i niski to tryb wyłącznie pasywny.

 

System Auto-pause i aplikacja

Słuchawki mają poza tym zdaje się funkcję wykrywania na głowie (auto-pause), ale działała ona nieco dziwnie. Bowers & Wilkins Px8 S2 po zdjęciu z głowy nadal odtwarzały muzykę, ale gdy założyłem je na nią ponownie – muzyka się zapauzowała automatycznie. W porządku, ściągam słuchawki – nic się nie dzieje. Zakładam ponownie – muzyka zaczyna grać.

Nie wiem, dziwna sprawa. Na szczęście słuchawki można odpowiednio „doBowersić” i „przyWilkinszyć” w dedykowanej aplikacji, która umożliwi nam również pracę z equalizerem. To bardzo fajny i miły dodatek, który nie zmienił się względem poprzednika.

 

Czas pracy na baterii

Niestety ten element również nie uległ zmianie. Bowers & Wilkins Px8 S2 to kolejny model kurczowo trzymający się granicy 30 godzin pracy na baterii. Z jednej strony to wciąż nie jest mało, owszem. Dopuszczam tu oczywiście też ewentualność, że nie tyle Haylou czy Soundcore, ale Audio-Technica ATH-S300BT mnie rozpuściły. W końcu 90 godzin pracy na baterii (bez ANC) to nie w kij dmuchał.

Niemniej osoby tak jak ja liczące na to, że Bowers & Wilkins Px8 S2 będą miały w sobie większej pojemności ogniwo, będą musiały obejść się smakiem.

Być może właśnie dlatego B&W egzekwuje w tej konstrukcji bardzo agresywne oszczędzanie energii. Na oko po jakichś 10-15 minutach, może 20-stu, słuchawki samoczynnie się wyłączają, jeśli nic nie gra. Tu też można się cieszyć, że to nie Enkl Sound, który wyłączał się po pięciu minutach, choć był to głośnik z potężną baterią. Ale ewidentnie pozycjonuje to te słuchawki w gronie rozwiązań z co bardziej ofensywnym oszczędzaniem ogniwa.

 

Jakość dźwięku Bowers & Wilkins Px8 S2

Słuchawki te kontynuują tradycję marki, oferując brzmienie współczesne w najlepszym tego słowa znaczeniu: efektowne, czyste i bardzo angażujące.

 

Bas – mocniej, równiej, pełniej

Analiza techniczna: Wykresy FR pokazują bardzo solidną podstawę basową, która zaczyna się już od najniższych rejestrów. Sub-bas (20–60 Hz) jest mocno wyeksponowany i utrzymuje się na poziomie ok. 104–105 dB, przechodząc płynnie w mid-bas. W porównaniu do poprzedniego modelu Px8, nowa wersja S2 posiada więcej „mięsa” w najniższych oktawach. Podczas gdy oryginalne Px8 miały falowanie poniżej progu 60 Hz i lekką „górkę” w okolicach 85 Hz, wersja S2 gra potężniej i jednoczenie bardziej liniowo w tym zakresie.

Subiektywny odsłuch: W praktyce przekłada się to na uderzenie, które czuć nie tylko uszami, ale niemal na całej twarzy. Bas jest gęsty i ma w sobie tę specyficzną dla Bowersa elegancję – nie rozlewa się bezładnie, ale zawsze zaznacza swoją obecność. To granie bardzo nowoczesne, świetnie sprawdzające się w elektronice czy muzyce filmowej, gdzie skala dźwięku ma znaczenie.

 

Tony średnie – taktyczny odwrót

Analiza techniczna: Środek pasma charakteryzuje się lekkim wycofaniem w dolnym podzakresie (300–800 Hz), co tworzy klasyczne „V”. Ciągnie się to aż do 1,5 kHz. Kluczowym punktem jest jednak szerokie wzmocnienie w okolicach 2–3 kHz. W porównaniu do Px8, gdzie szczyt przypadał wyżej (ok. 3,3 kHz) i był węższy, S2 oferuje bardziej wyrównane i czytelne przejście między średnicą a górą. Zniekształcenia THD w tym zakresie są marginalne, utrzymując się poniżej 0,1%, co gwarantuje cały czas klasową wręcz czystość reprodukcji sygnału.

Subiektywny odsłuch: Wokale są czyste i lekko wysunięte przed szereg dzięki wspomnianemu podbiciu. Nie ma tu jednak mowy o nosowości barwy – głosy brzmią naturalnie, choć są podane w sposób jasny i doświetlony. Dzięki niskim zniekształceniom, nawet gęste partie instrumentalne pozostają w dobrej separacji, co w słuchawkach zamkniętych z ANC nie zawsze jest rzeczą tak oczywistą. Osobiście wydaje mi się, że Bowers podszedł do środka pasma bardziej konstruktywnie i w kontekście sąsiednich podzakresów. Zrezygnowano z ciągnięcia wielu srok za ogon, a postawiono na elementarną logikę akustyczną wobec naszego słuchu i odbioru dźwięku.

 

Sopran – mniej efektów, ale znacznie równiej

Analiza techniczna: Wysokie tony w Px8 S2 to podręcznikowy przykład na to, że wyższa amplituda nie zawsze oznacza gorszą jakość. Choć pik w okolicach 7,5 kHz jest wyraźny, to jego zbocza są łagodniejsze, a pasmo w tym rejonie – bardziej wypełnione niż w poprzedniku. Brak tu gwałtownych, wąskopasmowych rezonansów, które mogłyby wprowadzać metaliczność. Czystość techniczną potwierdzają natomiast wykresy THD, na których widać, że mimo dużego wychylenia membrany w tym zakresie, zniekształcenia pozostają pod ścisłą kontrolą.

Subiektywny odsłuch: Góra jest szeroko podkreślona i bardzo czysta, ale – co kluczowe – spójna. Dzięki temu, że sopran jest całościowo bardziej wyrównany lokalnie, nie mamy wrażenia „szpilkowania” konkretnych częstotliwości. Detale są podawane w sposób bardziej naturalny i przewidywalny dla ucha. To nadal „jasna szkoła grania”, ale zaserwowana w sposób płynny, bez punktowych wybić, które potrafią irytować w tańszych konstrukcjach.

 

Wrażenia sceniczne – dobrze, ale bez kropki nad i

Scena jest całkiem w porządku, ale po prostu brakuje tego ostatecznego dmuchnięcia w pogłosy, aby poniosły się odrobinę dalej. Prawdopodobnie będzie to najbardziej wyczuwalna zmiana, obok szeregu tych subtelnych, akustycznych. Bowers & Wilkins Px8 S2 mają po prostu dobrą, normalną scenę, na klasycznym układzie elipsy, z mocnym wychyleniem na boki.

Nie są to współczesne HD800, nie są to K1000, po prostu zwykłe, dobre słuchawki. Krok w tył na rozsądny grunt, bez karkołomnego silenia się na efektowność, ale i bez poddawania efektywności walkowerem. W innych recenzjach kompletnie pominięto ten aspekt, ale same ustawienie przetworników pod kątem nie jest gwarantem uzyskania „optymalnego obrazowania” sceny. Scena psychoakustyczna w słuchawkach to zjawisko zależne także od innych czynników i przez to wielokrotnie bardziej złożone technicznie.

 

Ocieplenie? Neutralność? Nic z tych rzeczy

I tu wracam pokrótce do tego, o czym pisałem wcześniej. W innych recenzjach widziałem opisy sugerujące, że całościowy styl grania Px8 S2 jest „naturalny”, „neutralny” czy „delikatnie ocieplony”. W kategoriach subiektywnych oczywiście można tak te słuchawki odebrać i decydować będzie o tym indywidualna izofona. Tudzież realna kondycja słuchu. Jednak w kategoriach obiektywnych jest to absolutna nieprawda. Takie wrażenia można mieć wobec S300BT, ale nie Px8 S2:

Dane jednoznacznie wskazują nam na klasyczną „V-kę” i podkreślenie rejonu sopranu. Jest to dowód niezbity, którego przy poprawnej metodyce pomiarowej nie da się sfabrykować ani zinterpretować w inny sposób.

Tak więc uwaga do osób zorientowanych na Bowers & Wilkins Px8 S2 zakupowo – sugerowanie się opisami o ciepłym i naturalnym brzmieniu powinno być poprzedzone pytaniami o możliwość potwierdzenia, że tak rzeczywiście jest. Po prostu zapytajcie danego recenzenta, czy jest to w stanie Wam udowodnić. Zwłaszcza, że podpisuje się imieniem i nazwiskiem, ręcząc (przynajmniej w teorii) za rzetelność dziennikarską wykonanej pracy.

Jeśli otrzymacie w odpowiedzi: „ale to jest oczywiste”, „ja tak słyszę”, „każdy słyszy inaczej”, „proszę sobie samemu wypożyczyć i wyrobić opinię”, to nie jest to żaden dowód. Znaczy się jest – ale na to, że każdy może sobie napisać w Internecie co chce, a złapany za rękę będzie krzyczał, że to nie jego ręka.

Tak więc żadne ocieplenia, neutralności czy naturalności, a po prostu – dobra bo dobra, ale jednak – klasyczna „V-ka” jaką znamy i lubimy. Tak mówią pomiary i tego się trzymajmy.

 

Porównanie: Bowers & Wilkins Px8 S2 vs Px8 (v1)

Poprzednika miałem przyjemność testować w październiku 2023 roku i pamiętam, że Px8 zrobiły na mnie akurat bardzo dobre wrażenie, mimo ostrzejszej góry.

Analiza porównawcza obu modeli ujawnia, że inżynierowie Bowersa, po naradzie z tymi od Wilkinsa, wyciągnęli wnioski z pierwszej iteracji, stawiając tym razem nie na efekt „nagłego ataku z sopranu”, a na lepszą koherencję:

Linia basowa: S2 grają potężniej i schodzą niżej niż „podstawka”, oferując prawdziwy sub-basowy fundament zamiast lekkiego podbicia w wyższym basie.

Góra pasma i wrażenia sceniczne: Choć Px8 v1 na papierze miały mniej góry, to ich sopran był bardziej poszarpany, z punktowymi wybiciami przy 3,2 kHz oraz 7 kHz, co mogło powodować dysonans w odbiorze barwy instrumentów. Owszem, miało to bardzo fajne przełożenie na efekty psychoakustyczne w obszarze sceny. S2, mimo większej ilości energii w tym zakresie, jest lokalnie znacznie bardziej wyrównana, co przekłada się na czystszy i bardziej profesjonalny obraz dźwiękowy. Jednak ten „sceniczny pazurek” uległ trochę stępieniu, jak pisałem.

Sumaryczny charakter ogólny: Pierwsza wersja Px8 była próbą balansu, która skutkowała pewną nerwowością w wyższej średnicy i paradoksalnie bardzo fajnymi efektami scenicznymi. To dlatego tak bardzo mi się spodobały, mimo ewidentnej maniery akustycznej. S2 to z kolei pewna siebie, technicznie dopracowana „V-ka”, która nie musi niczego ukrywać pod maską wycofanej góry, bo sama góra jest tu po prostu lepszej jakości.

Który model lepszy: Bardzo ciężko rozstrzygnąć. Obie rewizje (nie lubię tego słowa, ale cóż) mają swoje atuty. Pierwszy model da nam lepszą cenę (jako że wypada z rynku) i zaoferuje lepsze wrażenia psychoakustyczne w obrębie sceny (kosztem równości góry). Px8 S2 będą szły w kierunku naturalnego wyważenia wszystkich aspektów dźwiękowych i kroku w stronę typowo współczesnego strojenia.

 

Podsumowanie

Bowers & Wilkins Px8 S2 to rzadki przypadek, gdzie „więcej” znaczy „lepiej”. Mimo bardziej wyrazistego charakteru niż w pierwszej wersji, słuchawki grają w sposób bardziej poukładany i przewidywalny. Z efektownego modelu ze scenicznym pazurem, zrobiły się bardziej… uniwersalne? Profesjonalne wręcz? To ciekawy kierunek, ale technicznie słuszny.

Nie muszę pisać o nich pozytywnie, bo tak wypada lub tego się ode mnie oczekuje. Słucha się ich naprawdę dobrze, czysto, z wygarem i mnóstwem detali, ale wciąż bez zmęczenia. Bez przymusu, wsłuchiwania się godzinami lub odgórnych obligacji. W obiektywnych pomiarach właściwości te tylko się potwierdzają. Zrobiłem nawet test wytrzymałościowy i siedziałem w nich do 3:34 pisząc nic innego tylko niniejszą recenzję – i nic. Dało się spokojnie wykonać zadanie. Dbałość o detale konstrukcyjne – od rzepów po implementację przetworników – idzie tu w parze z inżynierią dźwięku, która nie boi się jasności, dopóki jest ona podana w tak czystej i płynnej formie. A tak właśnie jest.

Kolcami w tej róży będzie niestety brak zmian co do czasu pracy (nadal 30 godzin) oraz cena, która nie jest mała. Jeśli tylko jednak przełkniemy te dwie rzeczy, w rękach zostają nam:

  • Świetna jakość wykonania i doskonale spasowane materiały.
  • Bardzo niski poziom zniekształceń harmonicznych.
  • Potężny, świetnie kontrolowany bas z ładnym zejściem.
  • Sopran o wysokiej kulturze pracy, bez punktowych rezonansów.
  • Uniwersalność zastosowań i niemalże profesjonalny sznyt w strojeniu.

A to wcale nie jest tak często spotykana mieszanka. Dlatego mimo wszystko zamierzam zarekomendować Bowers & Wilkins Px8 S2 jako bardzo dobrze zaprojektowane technicznie słuchawki o wysokiej czystości. Warto będzie myślę polować na okazjonalne promocje, które z czasem pewnie się pojawią.


Sprzęt można zakupić bezpośrednio w sieci sklepów Top Hi-Fi w cenie na dzień pisania i publikacji recenzji wynoszącej ok. 2900 zł (sprawdź najniższą cenę i dostępność).


 

Dane techniczne

Zaczerpnięte z jednego ze sklepów:

  • Przetworniki: 40 mm, dynamiczne, z karbonową membraną (Carbon Dome)
  • Układ DSP: wysokowydajny z dedykowanym wzmacniaczem / przetwornikiem C/A
  • Bluetooth: wersja 5.3
  • Kodeki audio: aptX Lossless, aptX Adaptive, aptX HD, aptX, SBC, AAC
  • Przetwarzanie audio: do 24 bitów
  • Mikrofony: 8 zintegrowanych (po 4 w każdym nauszniku)
  • Czas pracy na baterii: do 30 godzin
  • Złącze: USB-C (ładowanie i połączenie przewodowe)
  • Kabel audio: jack 3,5 mm w zestawie
  • Kabel USB-C: do ładowania w zestawie
  • Masa: 310 g

 

Dane pomiarowe

Pomiary w wersji interaktywnej można znaleźć bezpośrednio w Laboratorium.

 

Platforma testowa

Poniżej sprzęt, który w największym stopniu został wykorzystany do napisania powyższej recenzji, jak również wykorzystywana muzyka i inne przydatne informacje.

  • Interfejsy studyjne: Motu M4
  • DAC/AMP: AF HA500, AF DA500, Loxjie D40 Pro
  • Mobilne DAC/AMP: Tempotec Sonata BHD Pro, FiiO KA13
  • Nadajniki Bluetooth: Asus BT400, Asus PCE-AX58BT, RealMe 9Pro+
  • Słuchawki testowe pełnowymiarowe: Audio-Technica ATH-S300BT, Haylou S35, Sennheiser HD 660S2
  • Słuchawki testowe typu IEM: Sony MH1
  • Monitory odsłuchowe: M-Audio Forty Sixty
  • Okablowanie testowe: własne okablowanie testowe i słuchawkowe z linii kabli Audionum oraz Fanatum
  • Kondycjonowanie prądu: brak (instalacja dostosowana już specjalnie pod audio)
  • Muzyka wykorzystywana w trakcie testów: przeważnie gatunki elektroniczne, z obecnością również albumów klasycznych, neoklasycznych, jazzu, muzyki wokalnej i rocka. Format FLAC 24/48, OGG, WAV.

Serdeczne podziękowania dla sieci salonów Top Hi-Fi & Video Design za użyczenie Audiofanatykowi sprzętu do testów.

Jakub Łopatko
Jakub Łopatko

Właściciel portalu Audiofanatyk™ i autor wszystkich ukazujących się na jego łamach publikacji. Pasjonat tematyki audio: słuchawek, głośników, akustyki i samego dźwięku. Z zamiłowania grafik komputerowy oraz fan zdrowego jedzenia i wypraw rowerowych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Logo portalu Audiofanatyk
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na mój blog i pomoc w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.