Audeze LCD-S20 – studyjny następca Maxwelli ze świetną sceną

Idąc za ciosem po serii MM, Audeze postanowiło rzucić wyzwanie materii zamkniętej, prezentując model LCD-S20. Jest to bezpośrednia odpowiedź na zapotrzebowanie realizatorów i entuzjastów, którzy pokochali ergonomię oraz szybkość nowej fali amerykańskich (z indyjskimi korzeniami) „plenarów”, jak piszą hardkorowi bywalcy forów audio. Takich, którzy potrzebują narzędzia pozwalającego na pracę w głośniejszym otoczeniu, jednocześnie za mniejsze pieniądze niż przy LCD-XC.

Audeze LCD-S20 wyrasta więc z tego samego pnia projektowego co MM-100, obiecując przenieść ich utylitarność w sferę szczelnej komory akustycznej. Zresztą, rynek profesjonalnych słuchawek planarnych o konstrukcji zamkniętej jest bardzo mały. Teoretycznie jest on polem bitwy między bezwzględną izolacją a naturalnością przekazu, którą zazwyczaj znacznie łatwiej uzyskać w modelach otwartych. Ale dla producentów nastawionych na takie rzeczy, jakie opisywałem w artykule o marce Hifiman – wymogi niezawodności zniechęcają do takich zabaw.

Ale nie Audeze. Oni próbują do skutku – tak jak z tymi mailami, które otrzymywałem od „Sankara z Audeze”, który chciał mi powiedzieć coś „bardzo ważnego” jeśli tylko odpiszę. Jeśli miała to być jakaś kreatywna kampania marketingowa, to proszę wybaczyć, ale jestem chłop prosty i najwyraźniej nie zajarzyłem przekazu. W każdym razie, z LCD-XC rzeczywiście się ta sztuka udała. A jak będzie z LCD-S20? O tym przekonamy się dzięki uprzejmości p. Tomasza, którego egzemplarz mam zaszczyt tu opisywać. Nota bene – kompletnie nowy, w ramach testów zdawczo-odbiorczych, których ludzkim uchem nie da się wykonać. Tu właśnie rozpoczęła się moja rola (i przygoda).


Recenzja powstała dzięki nieodpłatnemu użyczeniu prywatnego egzemplarza przez p. Tomasza, któremu bardzo pięknie dziękuję. Jeśli posiadacie sprzęt, którego jeszcze nie recenzowałem i chcecie, abym przeprowadził jego pełną i niezależną ekspertyzę, serdecznie zachęcam do zgłoszenia go na oficjalne testy i pomiary 

 

Testy wykonane na własną rękę

Sama recenzja jest w tym momencie prawdopodobnie pierwszą w Polsce (a przynajmniej wg Google). To nietypowa sytuacja, zważywszy na fakt, że byłem zapisany na listę osób chętnych do wykonania ich oficjalnych, komercyjnych testów. Większość redakcji działających w modelu stricte komercyjnym (płatnym) prawdopodobnie wstrzymałaby się więc z publikacją lub odmówiłaby osobie prywatnej do czasu możliwości oficjalnego wypożyczenia sprzętu od dystrybutora. Ja nie, dlatego to miejsce nie bez powodu nazywa się tak, jak się nazywa.

Dystrybutor Audeze jest na szczęście jednym z nielicznych, którzy cenią sobie swobodę i – jak sądzę – współpracują ze mną właśnie ze względu na moją niezależność. Wielu z nas – prawdziwych audiofanatyków – po prostu nie ufa recenzjom w innych miejscach, zwłaszcza tym bez rzetelnych danych pomiarowych. Czyli praktycznie wszystkich, bo w słuchawkach nikt się tym z oczywistych względów na poważnie nie zajmuje.

Dlatego bardzo cieszę się, że mogłem przystąpić do – szybkich bo szybkich – testów rzeczonego egzemplarza. Zwłaszcza, że otrzymanego od osoby absolutnie przemiłej i niezwykle życzliwej. Mam tylko nadzieję, że jakiś zagorzały fan Hifimana słyszący przesunięcia czasu w kablach i stawiający wulgarnych recenzentów za branżowy wzorzec nie będzie czynił mu z tego powodu wyrzutów.

Choć więc sytuacja wydaje się dziwna, w rzeczywistości dystrybutorzy często operują na bardzo ograniczonych pulach egzemplarzy testowych, które krążą po redakcjach bardzo długo. Przy tak dużym zainteresowaniu tym modelem i świeżości premiery, naturalne jest, że na swoją kolej musiałbym czekać bardzo długo. Dlatego możliwość sprawdzenia sztuki sklepowej tu i teraz, wprost od Właściciela, była dla fanatyka słuchawek okazją nie do przepuszczenia.

 

Jakość wykonania i konstrukcja Audeze LCD-S20

Konstrukcyjnie LCD-S20 to niemal bliźniacza platforma, którą poznaliśmy przy okazji testów modelu MM-100 (i Maxwell).

Mamy tu do czynienia z niezwykle solidnym, acz prostym szkieletem opartym na magnezowych widełkach oraz pałąku ze stali sprężynowej. Słuchawki sprawiają wrażenie narzędzia pancernego, gotowego na trudne warunki studyjne, a jednocześnie zachowują nowoczesną, surową estetykę. Ta – powiem wprost – bardzo mi się podoba. Nawiązuje stylem do Philipsów Fidelio X3 (obicie materiałem), ale finalnie je przebija.

Kluczową różnicą, wynikającą z zamkniętego charakteru puszek, jest obecność bocznych pierścieni wyposażonych w specjalne dysze wyrównujące ciśnienie. Jest to element, którego brakowało w otwartych MM-100, bo nie było tam takiej potrzeby. Za to w Maxwellach… cóż, podobno ludzie mocno skarżyli się na awaryjność tego modelu. Może w Audeze LCD-S20 próbowano zaadresować te problemy właśnie tak? Aż się przypominają czasy LCD-4…

W każdym razie, w LCD-S20 pełni to prawdopodobnie krytyczną rolę – zapobiega nieprzyjemnemu efektowi „zasysania” błony bębenkowej przy zakładaniu słuchawek oraz eliminuje ryzyko wystąpienia tzw. driver flex, czyli odkształcania się cienkiej membrany pod wpływem nagłego skoku ciśnienia.

Z drobnych różnic są jeszcze kołeczki dla zapięcia opaski – nie są to już wkręty krzyżowe, a piny wkręcane – jak sądzę – ręcznie. Ale tak wyglądają bardziej estetycznie. Pady zastosowano tu magnetyczne. Koniec więc z klejeniem do obudowy.

Egzemplarz pochodzi jak coś z końca 2025 roku (wrzesień-październik), a przynajmniej tak sugeruje data na karcie inspekcyjnej.

 

Wygoda i izolacja – lepiej niż w XC

Pod względem ergonomii LCD-S20 wypadają nadzwyczaj przewidywalnie. Szeroka, skórzana opaska zawieszenia skutecznie rozkłada masę słuchawek, dzięki czemu nawet dłuższe sesje nie kończą się punktowym uciskiem na czubku głowy czy bólem karku.

Audeze LCD-S20 oferują lepszą pasywną izolację od dźwięków otoczenia niż mam w LCD-XC. Docisk nadal jest wyczuwalny, waga również, ale to nie do co w odpowiednio HD 660S właśnie XC. Mimo wszystko jakiś docisk być musi – choćby dla zachowania szczelności.

Dzięki wspomnianym dyszom wyrównującym od strony padów, komfort pracy stoi na lepszym poziomie również od strony psychicznej. O tym się nie mówi, ale jeśli wiesz, że słuchawki możesz bezkarnie założyć na głowę i nie bać się, że nie będą działać, zwiększa jednak przyjemność z użytkowania.

 

Jakość dźwięku Audeze LCD-S20

Pierwsze wrażenie podczas odsłuchów Audeze LCD-S20 sprowadziło moje myśli w bardzo konkretne miejsce. Słuchawki niemal natychmiast zaczęły mi się jawić jako swoisty pomost między technicznym rygorem a muzykalną przystępnością. Generalnie otrzymujemy tu brzmienie będące pochodną równego fundamentu basowego i optymalnie zarysowanej średnicy, które wieńczy ocieplona góra, potrafiąca jednak pokazać detaliczny pazur w swoich wyższych rejestrach.

Patrząc po wykresach można odnieść wrażenie, że to mniej plastyczna interpretacja szkoły grania znanej z MDR-7506. I na słuch rzeczywiście tak bym je tu plasował. Ale mając to, co pod ręką, ich pozycjonowanie również jest niezwykle ciekawe. Empirycznie jest to bowiem zamknięty półśrodek między profesjonalną czytelnością i równością Audeze LCD-XC a specyficzną muzykalnością i pogłębieniem jak w Audio-Technica ATH-A990Z.

Ale jak zawsze, po kolei…

 

Bas – niemal idealnie równo i z zejściem

Analiza techniczna: Wykres pasma przenoszenia ukazuje wzorową wręcz linearność zakresu sub-basowego i basu właściwego. Linia przebiega niemal płasko od najniższych rejestrów aż do okolic 120 Hz, gdzie następuje małe tąpnięcie wykresu. Brak tu sztucznego podbicia mid-basu, co zwiastuje czystość i brak interferencji z resztą pasma.

Subiektywny odsłuch: W praktyce dół pasma jest bardzo wyrównany. Nie dominuje nad przekazem, unikając efektu „buły”, ale jednocześnie nie można mu zarzucić anemiczności. To typowa dla tego producenta szkoła: bas ma świetne zejście i definicję jakościową, pozwalającą śledzić fakturę instrumentów strunowych bez wysiłku. Jest go dokładnie tyle, ile potrzeba, by zachować fundament, nie tracąc przy tym kontroli.

 

Tony średnie- dosyć optymalnie

Analiza techniczna: Średnica zachowuje spokój w swoim dolnym podzakresie, by od 1 kHz zacząć wyraźny wzrost w stronę punktu 3 kHz. Jest to klasyczna kompensacja zgodna z krzywą ucha ludzkiego, choć tutaj zarysowana dość pewnie, co nadaje głosom odpowiednią energię i obecność.

Subiektywny odsłuch: Środek pasma określiłbym jako całkiem optymalny. Wokaliści są podawani blisko, co buduje intymną więź ze słuchaczem, ale i tak zachowano zdrowy dystans. Nie mamy wrażenia plastyczności czy zaglądania im do gardła. Jest czysto, czytelnie i z należytym nasyceniem, co sprawia, że słuchawki bardzo szybko adaptują się do naszego słuchu, z każdym kwadransem brzmiąc coraz naturalniej. W praktyce jedynie przełączanie się co jakiś czas na utwory testowe, które znam od lat, uderzało mnie modulacją barwy wprowadzaną przez Audeze LCD-S20.

 

Sopran – granie na „ciepły detal”

Analiza techniczna: Powyżej 3 kHz następuje wyraźny spadek energii, który z przerwami ciągnie się przez wyższą średnicę i dół sopranu. Widoczne wybicia w okolicach 5–6 kHz oraz 9 kHz starają się ratować detaliczność, jednak ogólna tendencja jest spadkowa względem krzywej Diffuse Field. Warto też odnotować, że w pomiarach THD widać rezonans harmonicznych na lewym kanale w okolicach 1 kHz (spadek z -56 dB do -44 dB), co sugeruje drobną asymetrię pracy przetworników, choć pozostaje to w sferze mierzalnej, a nie słyszalnej.

Subiektywny odsłuch: Góra jest czytelna, ale ma ewidentnie bezpieczny, cieplejszy charakter. Przez wspomniany spadek w wyższych partiach, w specyficznych realizacjach mogą pojawić się momenty lekkiej „duszności” lub braku oddechu. Niemniej, dzięki wspomnianym wybiciom w najwyższych oktawach, słuchawki zachowują swój pazur i potrafią wyciągnąć drobne detale, nie kłując przy tym w uszy.

 

Wrażenia sceniczne – zjawiskowe jak na słuchawki zamknięte

Jak na konstrukcję zamkniętą, możliwości sceniczne zaskakują bardzo pozytywnie. Nie mamy tutaj do czynienia z klaustrofobią. Holografia wręcz przeciwnie – stoi na tak przyzwoitym poziomie, że zapominamy o zamkniętości tego modelu.

Te słuchawki scenicznie są jak zaczyn chlebowy. Im dłużej damy im dojrzeć, tym lepszy chleb nam wychodzi. Ot narzędzie piekarza jak znalazł, a i też się śmiesznie składa, bo podczas testów zdążyłem upiec dwa chleby. Bo wiecie, chodzenie do sklepu po chleb na wsi to nie konieczność, a jedynie opcja.

Słuchawki tym samym mogę z przyjemnością wpisać w poczet tych, które potrafią wyjść poza obrys głowy, zachowując przy tym odpowiednią separację. W tej klasie planarów nie zawsze jest to standardem.

Oczywiście to nadal nie będzie skala sceny taka, jak w HD 800S czy AD900X. Ale wciąż poczytuję im to za mocny plusik. Zwłaszcza, gdy utwory (realizacje) naprawdę premiują sceniczność słuchawek.

 

Uwagi sceniczne w porównaniu do LCD-XC

Zauważyłem przy tym jeszcze jedną rzecz, ale to w porównaniu do XC. Otóż XC-ki scenę renderują mi bardzo poprawnie, ale w sposób też dosyć przewidywalny. Trochę tak, jakby każdy pogłos miał po Bożemu przejść przez określony punkt kontrolny. LCD-S20 tego nie robią. One pomijają często ten punkt kontrolny, pozwalając słuchaczowi dać się zaskoczyć. Myślę, że taka właśnie sceniczna spontaniczność jest tym, co mnie najbardziej ujmowało. Immersja sceniczna jest większa niż w moich LCD-XC i mówię to z przykrością podszytą czystą zazdrością. Owszem, moje XC sprawdzają się świetnie w wymiarze kontroli, ale S20 zachowują się tak, jakby były stworzone do odsłuchów już w domu, po pracy, po godzinach.

W każdym razie, ich swoboda w lokowaniu źródeł pozornych w przestrzeni zrobiła na mnie naprawdę rewelacyjne wrażenie. LCD-XC dawały lepszy ogląd „na talerzu”, ale esencja i smak nadal trzymały się S20. Jak pokazuje ta bratobójcza potyczka: nawet 3x tyle pieniędzy nie gwarantuje jednoznacznego przebicia na wszystkim, na czym mogłoby nam zależeć.

 

Psychoakustyka i relacja względem krzywej DF

Choć słuchawki tego nie zdradzają w sposób jakoś specjalnie oczywisty, ale analizując ich przebieg tonalny w korelacji z naniesionym targetem Diffuse Field (DF), widzę zestrojenie z dużą świadomością ludzkiej izofony. Wyraźna zbieżność z krzywą wzorcową w niskich i średnich rejestrach sugeruje dążenie do uzyskania barwy naturalnej, pozbawionej sztucznego koloryzowania. W praktyce przekłada się to na bardzo wysoką przewidywalność przekazu.

Słuchawki nie mają tego, co rzeczone ATH-A990Z, czyli sweet spotu. A990Z grają mi notorycznie lepiej wtedy, gdy przesunę je bardziej do tyłu. A więc bardziej wycentruję przetwornik względem kanału słuchowego. Audeze LCD-S20 tego w ogóle nie mają. Możemy je założyć właściwie dowolnie, a w brzmieniu nie będzie to specjalnie odczuwalne.

Kluczowym punktem w analizie pod kątem krzywej DF jest tu okolica 3 kHz, gdzie wykres osiąga swoje maksimum – jest to precyzyjna odpowiedź na naturalne wzmocnienie małżowiny i kanału słuchowego. Z perspektywy psychoakustycznej, takie podejście gwarantuje właściwą ekspozycję wokali i instrumentów dętych, zapobiegając ich wycofaniu i efektom halowym, jakie prezentowały A990Z.

Jednakże, patrząc na dalszą część pasma, zauważalny jest wyraźny regres względem linii przerywanej DF w sekcji PresenceBrilliance. O ile target DF zakłada tam zazwyczaj wyższą energię dla zachowania pełnej transparentności, o tyle tutaj Audeze postawiło na bezpieczniejszy, ciemniejszy wariant. Choć słuchawki tracą przez to na absolutnym powietrzu i blasku, zwłaszcza względem LCD-XC, stają się mniej męczące przy długich sesjach, co jest typowe dla modeli o charakterystyce lekko spadkowej.

Słuchawki nie skalują się przy tym scenicznie. Na takim malutkim KA13 (o nim za moment więcej) scena jest nadal bardzo fajna. Ten klimat budowany przez drobne, ale kumulatywne finalnie rzeczy zwłaszcza w mrocznym ambiencie… naprawdę te słuchawki mają swoje mocne strony.

 

Drobne zastrzeżenia techniczne

Na kanwie cyrków i skandalicznej kontroli jakości pośród chińskich planarów marki wiadomej, słów parę warto i w tym temacie rzec.

Nie sposób jest mi bowiem nie wspomnieć o odnotowanym w okolicach 1 kHz wystrzale harmonicznych na lewym kanale. Na szczęście z punktu widzenia maskowania psychoakustycznego pozostaje on w granicach bezpieczeństwa – ludzki słuch jest znacznie mniej czuły na zniekształcenia nieliniowe w tym zakresie, o ile nie przekraczają one progu ok. 1%. Niemniej widać, że z lewym kanałem wokół 1 kHz coś się dzieje. Ściąga on tym samym zachwyty nad THD w dół (stosunek -44 dB dla lewego vs -56 dB dla prawego kanału).

Jest to na szczęście jedyna rzecz techniczna, jaką zaobserwowałem. Abyście mieli tutaj jakiś punkt odniesienia, -44 dB to 0,63% THD+N. Sporo więc poniżej rzeczonego progu 1%. No ale ponieważ jestem portalem fascynującym się fanatycznie techniką dźwiękową, wątroba by mnie bolała gdybym o tym nie napisał.

Zresztą – ktoś musi, bowiem jak widać, Audeze nie potrafi „zepsuć” tych słuchawek. Starają się, coś tam widać na lewym przetworniku, ale gdzież się to ma do prawdziwych liderów na rynku:

Hifiman to potrafi w kreatywne zniekształcenia, takie po 12-17%. To są wartości, a nie jakieś tam nędzne 0,63%, których audiofil i tak nie usłyszy i nie zachwyci się jako „wykwintną fakturą basu”, „selektywnością transjentów” albo „mnogością mikrodetali”. Oj Audeze, musicie się jeszcze wiele nauczyć. A jak się już uczyć, to przecież trzeba od najlepszych.

 

No ale dobrze – czyli są fajne, czy nie są fajne?

Są. Nie są idealne, osobiście z przyjemnością widziałbym w nich mniej tego profilaktycznego ocieplenia, ale serio nie chciały mi zejść z głowy w trakcie testów. Tak bardzo nie chciały, że wyganiały z niej XC w utworach stricte scenicznych.

Izolują lepiej niż LCD-XC, nie są tak ciężkie jak LCD-XC, ale też nie grają tak „profesjonalnie” jak XC. Trudno jednak byłoby oczekiwać, że Audeze samo sobie strzeli w kolano i skasuje model za trzykroć tyle tańszym. Dopiero, gdy „kurz opadł”, czyli zrobiłem sobie z nimi przerwę, a odsłuchy wznowiłem na XC z perspektywy nowego albumu, ciągoty za S20 ustały.

Jak je opisać najbardziej akuratnie za pomocą innych modeli? Nie są tak „pogłosowe” jak A990Z, nie są tak ciemne jak K361, ani tak plastyczne jak MDR-7506, ani tak jasne jak LCD-XC. Są pomiędzy nimi. Czerpią z nich, ale nimi nie są. Jeśli znacie te 4 pary, macie już na dzień dobry doskonałe wyobrażenie o charakterze grania LCD-S20.

Co ciekawe, potrzebują więcej „sosu” niż LCD-XC, aby uzyskać tą samą głośność. Ale też jakoś specjalnie nie widzę sensu kupowania tu im jakichś cudów na kiju i elektrowni atomowo-lampowych. Specjalnie na prośbę Właściciela wyciągnąłem FiiO KA13, aby zobaczyć jak tam to wygląda. I co? 35% głośności systemowej (maksimum na urządzeniu). Jest idealnie głośno, a przy tym okrutnie czysto. Jeśli więc ktoś będzie próbował Was namówić na jakieś super zakupy sprzętu z kosmosu, to miejcie świadomość istnienia różnych opcji – niekoniecznie drogich i dużych.

Piszę to zwłaszcza, że to w tym momencie jeden z tańszych modeli magnetostatycznych na rynku, który rzeczywiście można polecić. Nie warto więc kasować ich największego atutu przepalając kasę na sprzęt źródłowy tylko dlatego, że zaoszczędziliście na słuchawkach.

 

Jakie mamy alternatywy?

Z zamkniętych planarów? Niespecjalne. Możemy więc rozpatrywać temat bardziej chyba od strony alternatyw akustycznych. Spróbuję się ograniczyć tylko do modeli zamkniętych, aby nie mieszać ze sobą konstrukcji o sprzecznych założeniach.

Najpoważniejsze alternatywy dla Audeze LCD-S20 jakie mogę wyłuszczyć to:

W obu przypadkach dostaniemy wielokrotnie tańsze słuchawki, ale tylko audiofile są z reguły zaskoczeni tym, że cena nie gra.

U Sony na starcie przywita nas znacznie lżejsza konstrukcja, ale też wyraźnie dająca się we znaki (uszy) przy dłuższych odsłuchach. Tonalnie będzie to jednak bardziej „uplastyczniona” wersja LCD-S20. Wszystkie wybicia – w 3 kHz, 4,5 kHz oraz 7 kHz – idealnie pokrywają się z tym, co prezentują S20, ale są po prostu znacznie bardziej obecne. Bas z gorszym zejściem ale bardziej zaznaczonym środkowym podzakresem.

Bliżej będzie tu więc Beyerdynamikowi. Jeszcze mocniejszy bas, ale za to uśredniony pik w 6 kHz, który nada im paradoksalnie kierunku w stronę HD 660S2. W sumie nawet jakby się uprzeć, to DT 270 PRO są taką mieszanką LCD-S20 z 660-tkami. Czerpią z obu par to, co dobre. Z jednym wyjątkiem – absolutnie nie będzie tutaj takich wrażeń scenicznych. Pod tym względem S20-tki trzymają dzielnie świeczkę.

Niemniej, jak widzicie, nie jest to tak, że nie mamy kompletnie żadnych alternatyw. Po prostu nie w planarach. Z tych tańszych i otwartych – ani Hifiman nie ma tu czego szukać, ani nawet FiiO (FT1 PRO, FT5 Velour). Co najwyżej rzeczone HD 660S2, czyli znów – dynamik, nie planar. Czy są inne opcje? Może, ale jeszcze ich nie testowałem.

 

Podsumowanie

O swoich Audeze LCD-XC mogę powiedzieć, że tonalnie (po modyfikacjach) są to słuchawki wybitne, zaś scenicznie – dobre z częstymi przebłyskami na określenie „bardzo dobre”.

W przypadku Audeze S20 jest na odwrót. Tonalnie są dobre i im dłużej siedzą na głowie, tym bardziej zmierzają w stronę „bardzo dobre”. Za to scenicznie – miejscami zaskoczyły mnie wskakiwaniem w status wybitności.

Całokształtem podobają mi się z tej linii Audeze najbardziej. Lepsze niż MM-100, równiejsze niż Maxwelle. Brak degradacji jakości wykonania, brak jednoznacznych problemów konstrukcyjnych, aczkolwiek to wciąż masowo produkowany planar i widać to na lewym przetworniku (naciąg?). Nie ma tu na szczęście żadnych szelestów, pierdzenia, buczenia, brumienia, kopania prądem, pleśni i wygiętych elementów od nowości. Fani Hifimana będą więc zawiedzeni. Jest za to czysta przyjemność i choć na początku mogą rzeczywiście okazać się dziwne, to gdy tylko pady „siądą”, robi się okrutnie ciekawie.

Uważam, że w tej cenie są to słuchawki naprawdę warte osłuchania i to nie na 5 minut, tylko tak na 30-40 minut spokojnie. Dajcie im dojść na głowie, dajcie się tym padom uformować pod Waszą głowę, spróbujcie zostać z nimi sam na sam, a może się okazać, że tak jak u mnie, te słuchawki po prostu znikną na głowie. Pozostanie się czysta i niezmącona hałasem z zewnątrz muzyka, ale przede wszystkim zaskakująca w wielu miejscach przestrzeń psychoakustyczna. Mimo więc delikatnej czkawki na THD w jednym z przetworników oraz nieco nadmiernie profilaktycznego sopranu, wybraniają się. Tym samym w tej cenie nie widzę powodów, aby nie zarekomendować tych słuchawek szerszemu gronu. Zwłaszcza tym, którzy boją się wagi LCD-XC. No i może trochę też ich 3-krotnie wyższej ceny.


Rekomendacja Audiofanatyka

Sprzęt można zakupić na dzień pisania i publikacji recenzji w cenie wynoszącej 2222 zł (sprawdź aktualną cenę i dostępność w sklepach) oraz na polskim Amazonie.


Dane techniczne

Zaczerpnięte bezpośrednio ze strony producenta:

  • Style: Over-ear, closed-back
  • Transducer type: Planar magnetic
  • Magnetic structure: Fluxor™ magnet array
  • Magnet type: Neodymium N50
  • Phase management: Fazor™
  • Acoustic management: SLAM™
  • Diaphragm type: Ultra-Thin Uniforce™
  • Transducer size: 90 mm
  • Maximum SPL: >120dB
  • Frequency response: 10Hz – 40kHz
  • THD: <0.1% @ 100dB SPL, 1kHz
  • Impedance: 18 ohms
  • Sensitivity: 93 dB/1mW (@ Drum Reference Point)
  • Maximum power handling: 5W RMS
  • Minimum power requirement: >100mW
  • Recommended power level: >250mW
  • Weight: 550g

 

Dane pomiarowe

Wszystkie dane pomiarowe widoczne w tej recenzji można znaleźć w Laboratorium, wybierając dokładnie ten model sprzętu z listy rozwijanej.

 

Platforma testowa

Poniżej sprzęt, który w największym stopniu został wykorzystany do napisania powyższej recenzji, jak również wykorzystywana muzyka i inne przydatne informacje.

  • Interfejsy studyjne: Motu M4
  • DAC/AMP: AF HA500, AF DA500, Loxjie D40 Pro
  • Mobilne DAC/AMP: Tempotec Sonata BHD Pro, FiiO KA13
  • Nadajniki Bluetooth: Asus BT400, Asus PCE-AX58BT, RealMe 9Pro+
  • Słuchawki testowe pełnowymiarowe: Audio-Technica ATH-A990Z (zmodyfikowane), Audeze LCD-XC (zmodyfikowane), Sennheiser HD 660S2, Sony MDR-7506 (gościnnie)
  • Słuchawki testowe typu IEM: Sony MH1
  • Monitory odsłuchowe: M-Audio Forty Sixty
  • Okablowanie testowe: własne okablowanie testowe i słuchawkowe z linii kabli Audionum oraz Fanatum
  • Kondycjonowanie prądu: brak (instalacja dostosowana już specjalnie pod audio)
  • Muzyka wykorzystywana w trakcie testów: przeważnie gatunki elektroniczne, z obecnością również albumów klasycznych, neoklasycznych, jazzu, muzyki wokalnej i rocka. Format FLAC 24/48, OGG, WAV.

Jakub Łopatko
Jakub Łopatko

Właściciel portalu Audiofanatyk™ i autor wszystkich ukazujących się na jego łamach publikacji. Pasjonat tematyki audio: słuchawek, głośników, akustyki i samego dźwięku. Z zamiłowania grafik komputerowy oraz fan zdrowego jedzenia i wypraw rowerowych.

Jeden komentarz

  1. Z zaciekawieniem przeczytałem artykuł, ponieważ jestem szczęśliwym posiadaczem wyżej wymienionego modelu 😀
    Dorzuciłbym od siebie kilka zdań. Bardzo fajnie, że pady w tym modelu są na magnesy, a nie klejone. Rozczarowała mnie trochę niestety zawartość pudełka, same słuchawki, przejsciówka i to w sumie tyle, mogli by chociaż jakiś dustbag dorzucić i już by był banan na twarzy. No i na koniec (w moim przypadku) nieszczęsny kabelek, po około miesiącu używania w jacku 3,5mm urwała się masa, na szczęście panowie w Top Hifi szybko ogarnęli temat i kabel po tygodniu wrócił, miejmy nadzieję, że to jednostkowy przypadek 😛

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *