Audio-Technica ATH-PRO5X – recenzja słuchawek dla DJ-a

Audio-Technica ATH-PRO5X to całkowicie nowe słuchawki w ofercie producenta z Japonii. Wyglądem przypominają legendarne M50X, ale oferowane są w tym konkretnym wydaniu jako sprzęt dla DJ-ów, jak również do pracy profesjonalnej w studiu. Czy tak właśnie jest, sprawdzam w niniejszej recenzji.

Recenzja jest owocem płatnej współpracy z marką Audio-Technica za pośrednictwem sieci salonów Top HiFi, która podesłała niniejszy sprzęt celem wykonania rzeczywistych testów użytkowych i pomiarów. Jest to tym samym ekspertyza niezależna.

Jakość wykonania i konstrukcja Audio-Technica ATH-PRO5X

W pierwszej chwili biorąc je do ręki, nie byłem pewien, czy aby to na pewno ATH. Gdyby nie logo Audio-Technica umieszczone na boku wraz z nazwą produktu i aksamitny w dotyku plastik, miałbym wrażenie obcowania z kolejnymi chińskimi słuchawkami. Klonów bowiem M50X jest zatrzęsienie, a każdy kolejny różni się między sobą tylko logo.

Może to przez bycie tyle lat grafikiem i ogólnie zwracanie mocno uwagi na odcienie oraz balans bieli, ale Audio-Technica ATH-PRO5X są w tym względzie niekonsekwentne. Zapewne nie zwróciłbym uwagi na to, gdybym otrzymał model czarny (są dostępne dwa kolory do wyboru w tej samej cenie). Ale że otrzymałem biały, to widzę:

  • delikatnie turkusowy odcień bieli padów i obicia (chłodna biel),
  • również delikatnie czerwonawy odcień bieli korpusu (cieplejsza biel),
  • ponownie delikatnie zielonkawy odcień etykiet z logiem producenta i nazwą modelu,
  • (oczywiście znów) delikatnie różowawy odcień oznaczeń L/R.

Punktowałem za to Sennheisery HD 620 S, że są złożone jak z trzech różnych modeli (różne gatunki/faktury plastiku), to i przy ATH również uczciwie będzie zwrócić na to uwagę. Aczkolwiek tu jest to znacznie łatwiejsze do przełknięcia z racji wielokrotnie bardziej atrakcyjnej ceny względem 620-tek.

Aby można było opisane rzeczy ocenić samemu, jak również z racji otrzymania jak pisałem produktu kompletnie białego, zdjęcia w recenzji są wrzucone praktycznie wprost z aparatu.

 

Prosta budowa

Konstrukcja tych słuchawek jest niesamowicie prosta. Ramą nośną jest metalowy pałąk ze swobodnie wysuwanymi z niego widełkami. Mechanizm najprostszy z najprostszych. Brakuje mi tu jakiegokolwiek stopniowania zakresu wysunięcia, ale OK, rozumiem, model budżetowy.

 

Ograniczenia zakresu obrotu

Słuchawki nie posiadają przy tym możliwości obrotu w osi pionowej. Ta jest jedynie w pionowej. W poziomej musimy wykorzystywać naturalny „flex” samych słuchawek. Tylko w taki sposób mogą one dopasować się do naszej głowy. Paradoksalnie jest to całkowicie wystarczający zabieg.

 

Materiały względem np. ATH-S300BT

Co do samych materiałów, to niestety mając w rękach kosztujące tyle samo ATH-S300BT, są one znacznie lepiej wykonane niż ATH-PRO5X. Czy odporniejsze na uszkodzenia? Tu już można byłoby debatować. Niemniej, szkoda, bo biorąc w ręce S300BT, nie czuję np. odlewów na krawędziach plastiku. W PRO5X tak i to czasami bardzo wyraźnie.

Inna sprawa, czy przeszkadzać to będzie w codziennym użytkowaniu. Oczywiście nie i trzeba brać poprawkę jeszcze na cenę, którą można uznać za atrakcyjną. Słuchawki studyjne/DJ-skie za 400 zł od renomowanego producenta? Z odpinanym okablowaniem? Z metalowym i odpornym na pękanie pałąkiem? Wydaje się to więc trochę usprawiedliwione.

 

Okablowanie

W zestawie mamy tak naprawdę tylko dwa kable: krótki prosty 3,5 mm i spiralny z gwintem na 6,3 mm. Jest to okablowanie standardowe, dość cienkie i sztywne. Jeśli ktoś będzie chciał korzystać w normalny sposób z ATH-PRO5X, rekomenduję wymianę na coś lepszego.

 

Izolacja i wygoda

Izolacja od otoczenia często nie idzie w parze z wygodą i jest to całkowicie logiczne. Audio-Technica ATH-PRO5X przehandlowuje nam tą pierwszą w zamian za drugą rzecz. Są przez to całkiem wygodne, ale nie do końca izolujące. Stoi to trochę w sprzeczności z przeznaczeniem słuchawek jako dla DJ-ów, ale o tym powiem troszkę więcej później. Tak samo jednak pod znakiem zapytania stoi brak obrotu muszli w osi pionowej o 180 i więcej stopni.

Nie narzekałem w Audio-Technica ATH-PRO5X na wygodę. Trzeba przyznać, mocno trzymają się głowy, ale nie powodują wrażenia dyskomfortu. Fajnie się to producentowi udało i za to duży pozytyw.

 

Jakość dźwięku Audio-Technica ATH-PRO5X

Słuchawki w odsłuchu bezpośrednim praktycznie od razu odkrywają przed nami swoje tajemnice. Dostajemy wprost w twarz strojeniem na planie „V” z projekcyjnym, ujednoliconym charakterem i efektem pomieszczenia. Całość brzmi tak, jakby częściowo odbywała się w niedostosowanym akustycznie pomieszczeniu. Ale po kolei…

 

Bas

Fajny, podkreślony, choć w sposób, który mi osobiście podchodzi najmniej. Mianowicie podkreślenie kumuluje się w jego wyższych partiach. Osobiście bardzo lubię natomiast bas albo w całości wyrównany, albo low + mid. Jeśli już ma być to tylko jeden podzakres, preferuję bas średni, czyli midbass.

Tak wychowałem się na AKG i STAXach, gdzie notorycznie nie był to bas schodzący do piekła. Albo wybrzmiewał, albo był dosyć dokładny, albo jedno i drugie. W przypadku ATH jest on serwowany przez producenta w wielu swoich słuchawkach różnie. Przykładowo bardzo podoba mi się bas w S300BT czy A990Z. Bardzo fajnie brzmi on również w otwartych AD500X. Niezłe efekty można też osiągnąć w zmodyfikowanych R70X. W PRO5X akurat zdecydowano się zaś na bas utwardzony w swojej wyższej części.

W rezultacie jest tak, że w mocno basowych utworach są to twardsze uderzenia i delikatne wrażenie niekompletności linii basowej. Nie jest ono duże, ale jest.

Być może pady byłyby tu w stanie pomóc. Nie mam niestety żadnego pod ręką formatu zgodnego z muszlami o takim kształcie.

 

Tony średnie i wokale

Prezentowane bardzo portretowo i o spłaszczonym wymiarze. Nawiązanie jest tu mocne do HD 620 S, ale wydaje się, że jest to celowy zabieg producenta. Audio-Technica ATH-PRO5X serwują środek od razu na talerzu, bez żadnego kombinowania z głębią, formą czy wyrazem. Jest to odtworzenie w prostej linii i jak dla prostego człowieka.

Przez to najsłabiej wypada wokal i utwory mocno operujące na nasyceniu głosu ludzkiego. Z drugiej strony jest on czytelny i serwowany w sposób umożliwiający wgląd w strukturę nagrania.

Wydaje się, że słuchawki starają się być w tym miejscu bardzo specjalistyczne i nastawione na konkretną robotę. A w skład której wokal i ogólnie środek pasma nie wchodzą.

 

Tony wysokie

Typowo dla słuchawek studyjnych, zakres ten jest podkreślony. Ma to umożliwiać dokładne studiowanie utworów pod kątem błędów realizacyjnych. Łączy się to charakterem ze środkiem pasma, całościowo tworząc wrażenie efektu pomieszczenia. Nie jest to dokładnie to samo, co w A990Z, bowiem tam efekt hali miał naprawdę świetne zastosowanie.

Tutaj bardziej ma się wrażenie zamknięcia w plastikowym pudełku, a bardziej pomieszczeniu bez wygłuszenia akustycznego. Zupełnie tak, jakby producent chciał wytworzyć w tym wszystkim echo, może symulując pracę w studiu. A że nikt nie sprecyzował jakim, padło na studio z gołymi ścianami.

 

Wrażenia sceniczne

Słuchawki zawsze staram się oceniać w tej części od strony trzech aspektów. Niestety z żalem muszę poinformować, że Audio-Technica ATH-PRO5X serwują tylko jeden z nich: szerokość sceniczną.

Dawno nie zdarzyło mi się nie móc doszukać się głębi sceny czy trójwymiarowości w tak mocnym stopniu. Zupełnie, jakby jedno i drugie było wyłączone na stałe. Trochę jak w Tesli bez zapłaconego abonamentu. Niby wszystko mamy fizycznie w aucie, ale nie zapłaciliśmy, więc tere fere.

Coraz bardziej wydaje mi się, że winnym takiego stanu rzeczy są pady. Niestety jak pisałem nie mam jak sprawdzić ich możliwości w tym względzie. Pytanie jednak czy powinienem to czynić? Nie jestem zawodowym modderem słuchawek i nie jest moim obowiązkiem w recenzjach „ratować” je poprzez modyfikacje.

Jeśli mam materiały pod ręką i nic mnie to nie kosztuje, to nie ma problemu – z czystej ciekawości nawet sprawdzę sam dla siebie. Jeśli mam możliwość zrobienia kabla i jest na to czas, to nie ma problemu – tu również z czystej ciekawości sprawdzę sobie to i owo. Zwłaszcza gdy kabel jest albo uszkodzony, albo niemożebnie mnie denerwuje. Tu natomiast – jeśli rzeczywiście pady są ograniczeniem – można (i trzeba) było zadbać o to na etapie produkcji przez producenta, któremu płacimy za PRO5X jakby nie patrzeć 400 zł.

 

Czystość i balans kanałów

Mimo budżetowości i kabla jednostronnego, udało się zachować całkiem dobry balans tonalny między kanałami lewym i prawym. W tej cenie wręcz przyznam, że znakomity. Tu producent bardzo dobrze się wywiązał z zadania, mocno podciągając ocenę techniczną do góry.

W temacie zniekształceń o dziwo też jest całkiem schludnie, nie licząc dwóch wybić i ogólnego THD na basie. Coś się dzieje przy 370 Hz i 5 kHz. Koresponduje to z nierównością przebiegu tonalnego. Ten wygląda tak, jakby słuchawki składały się nie z jednego, a trzech różnych przetworników. Skojarzenia z S220BT są tu jak najbardziej na miejscu.

 

Całokształt

Mniej więcej wiem, co Audio-Technica chciała tu osiągnąć, ale mając już mocno rozbudowaną serię M oraz kilka alternatyw w podobnych pieniądzach, nie wiem po co. Trochę tak, jakby producent chciał zdefiniować na nowo rzeczy, które już poprawnie zdefiniował.

Dostajemy tu brzmienie na planie typowego „V”, które bardzo mocno nastawione jest na tzw. „efekt pomieszczenia”. Część dźwięku, całkiem spora w sumie, renderowana jest tak, jakby zespół wykonujący utwór znajdował się w pomieszczeniu niespecjalnie dostosowanym akustycznie. Albo inaczej: jakby ktoś pomyślał jedynie o pułapkach basowych, aby ten konkretny zakres nie rezonował niepotrzebnie. Skończył się za to budżet na wszystko inne.

W rezultacie siedzimy w puszcze z częściowym echem, które notorycznie zwraca na siebie naszą uwagę. Całość okraszona jest przy tym problematycznie realizowaną sceną, która posiada tylko i wyłącznie szerokość sceniczną. Nie uzyskałem w Audio-Technica ATH-PRO5X niestety ani wrażenia mocnej holografii, ani głębokości scenicznej. Słuchawki są nastawione na bardzo przewidywalną prezentację, która daje mocny wgląd w każdy niuans utworu, ale na zasadzie „spłaszczenia” przekazu i jego ujednolicenia.

Trochę tak, jakby producent stwierdził, iż mają to być słuchawki do bólu profesjonalne i linearne w swej formie. Ma być surowy beton i siermiężny fundament. A jakieś kwiatki, falbanki i inne duperele to każdy może sobie dobrać z ich portfolio wg własnego potem uznania. W ten sposób nie odbiera sensu egzystencji innym swoim modelom, jasna sprawa. Ale czy przypadkiem nie dzieje się to kosztem właśnie ATH-PRO5X?

 

Zastosowanie jako sprzęt dla DJ-a

Słuchawki są reklamowane jako model dla DJ-ów. W takowych spodziewałbym się:

  • odchylanych swobodnie muszli,
  • mocnej izolacji od otoczenia,
  • mocnego i nastawionego na wysoką kompensację basu.

Audio-Technica ATH-PRO5X oferuje klasyczną, konturową V-kę z efektem pomieszczenia. Dźwięk ten jest trochę odmienny od tego, co powinno moim zdaniem cechować produkt dla DJ-a z racji braku mocnej kompensacji basu. Izolacja również nie jest mocna, choć powinna być przy braku obecności specjalnie zaprojektowanego ANC do zastosowań estradowych.

Muszle w ATH-PRO5X są odchylane o 180 stopni, co jest bardzo fajnym rozwiązaniem, ale pracują one tylko w osi poziomej. Oznacza to w praktyce, że aby odkryć jedno ucho, musimy słuchawkę odchylić od głowy i obrócić. Nie da się tego zrobić szybko lub bez ryzyka, że plastik muszli nie uderzy nas w ucho/głowę.

Niech za wzorzec służą tu Pioneery albo AKG, które swego czasu firmował nawet sam Tiesto. Choć oczywiście może nie mieć to żadnego znaczenia względem produktu (vide Beats by Dr Dre, który wbrew pozorom nie jest lekarzem). W rzeczonych wyżej modelach muszlę można odchylić na bok i wówczas jest to znacznie płynniejszy ruch, a ponad wszystko prostszy.

Tak więc o ile słuchawek nie zakładamy już od razu z odwróconą muszlą, to obawiam się, że nie raz i nie dwa pożałujemy decyzji producenta. Znów: rozumiem go z perspektywy oszczędności i trwałości konstrukcji (ileż to było zdjęć nałamanych K518 DJ na forach swego czasu). Ale nie miałbym nic przeciwko zapłaceniu nawet i więcej za po prostu dobrze przemyślany pod tym względem produkt.

 

Prędzej studio nagraniowe, ale…

Drugim zastosowaniem są jak czytam studia nagraniowe. Informacja ta nie znajduje się co prawda wprost na pudełku, ale w opisach na karcie produktu na sklepach. Tu rzeczywiście, już prędzej PRO5X mogą się odnaleźć. Aczkolwiek zastanawiam się, czy interpolowane granie ATH-S220BT z jeszcze większym efektem halowym, to słuszny kierunek w takich zastosowaniach. Paradoksalnie lepiej na moje uszy wypadały ich własne ATH-S300BT, które definitywnie do studia projektowane nie były.

Wydaje mi się, że w takich zastosowaniach powinniśmy traktować je jako słuchawki specjalistyczne (zaraz powiem o tym trochę szerzej).

Wiem, że nie zawsze jest możliwe dołożenie do czegoś lepszego, zwłaszcza jeśli mowa o zwiększeniu kwoty x2. Niemniej sam osobiście preferowałbym w zastosowaniach studyjnych ATH-A990Z. Dwa razy drożej, ale też zauważalnie lepiej. I to już jest seria ART-Monitor, dedykowana rzeczywiście pod zastosowania studyjno-referencyjne.

Też nie będzie tu mega izolacji, a słuchawki same z siebie nie trzymają się tak dobrze głowy, jak PRO5X, ale wszystko inne już do mnie w nich przemawia. A dowodem tego jest moja dla nich Rekomendacja w ich recenzji.

 

Dodatkowe porównania z innymi słuchawkami

Ale ponieważ pojawiły się już inne słuchawki w jakiejkolwiek tu konfrontacji, pójdźmy za ciosem i dorzućmy ich więcej.

Porównałem sobie PRO5X np. z niedawno testowanymi Sennheiserami HD 599SE oraz poczciwymi CASE (Creative Aurvana SE). Przypadkowo, że oba modele to „edycje specjalne”, ale w obu uzyskałem lepsze, równiejsze brzmienie, które bardziej pasuje mi do zastosowań studyjnych i krytycznych odsłuchów.

Co warto podkreślić, mówimy tu o obecnych na rynku od lat słuchawkach, które nigdy nie były przeznaczone do zastosowań studyjnych. Choć Sennheiser próbuje mimo wszystko szukać punktów zaczepienia dla tej serii w studiu (HD 560 S, HD 620 S). Z różnym szczęściem.

Poczyniłem sobie porównań oczywiście więcej, ale wykraczałem już mocno poza ramy cenowe 400 zł. Nie byłoby to więc dla ATH-PRO5X jakkolwiek uczciwym pojedynkiem. Były między wierszami np. Sennheiser HD 580 po naprawdę ciężkich modyfikacjach czy ich własne R70X na specjalnie dobranych padach. W obu przypadkach było lepiej, to oczywiste, ale też zauważalnie drożej. Również HD 58X Jubilee okazały się bardzo ciekawym i dobrze brzmiącym rywalem.

Z drugiej strony co z tego, skoro wszystko to albo droższe, albo nieprodukowane, albo wymagające mocnych modyfikacji?

W porównaniu z rzeczywiście rasowymi słuchawkami studyjnymi, czyli AKG HSC171, nie było natomiast cienia wątpliwości, że ATH-PRO5X są ich jaskrawym przeciwieństwem. Znów jednak nie wydaje mi się, aby był to pojedynek jakkolwiek uczciwy.

 

Analogie do ATH-S220BT

Jeśli mnie pamięć nie myli, zarówno jedne jak i drugie słuchawki są oparte na przetwornikach 40 mm. Być może to nawet ta sama jednostka, albo w ostateczności bardzo podobna. Podobieństwa bowiem widać na wykresie porównawczym z S220BT.

Choć oczywiście strojenie jest całościowo inne, podczas szczegółowej analizy ilość zbieżności jest wprost uderzająca. Drobne, subtelne wręcz wybicia lub ubytki pojawiają się w okolicach lub wręcz tych samych dokładnie miejscach. Oba modele mają też swoje unikatowe strojenie „jakby trzech przetworników”. Z tym że w ATH-PRO5X skrajne dominują ponad środkowym.

Różnice między nimi wynikają z zastosowania innej litrażowo komory (kompakty vs pełnowymiarówki) oraz padów, które także są diametralnie różne. Efekt jest jednak taki, że mamy dwa komplety prawdopodobnie tych samych przetworników, które znalazły dwa zupełnie różne zastosowania. Chyba, że pracowano na tych pierwszych, aby stworzyć te drugie.

W każdym razie stąd wzięło się moje stwierdzenie o interpolowanym strojeniu S220BT.

 

Realne zastosowania

Choć w Audio-Technica ATH-PRO5X da się spokojnie siedzieć, pracować, słuchać muzyki, to jednak w żadnym wypadku nie powiedziałbym, że są to słuchawki idealne do danego zastosowania.

  • Słuchanie muzyki – da się bez problemu, ale będzie „dziwnie” tonalnie. Nie w każdym gatunku będą się sprawdzały. Najgorzej wypadnie wokal i muzyka operująca na naturalnej barwie instrumentów.
  • Oglądanie filmów – również da się, ale partie mówione będą prezentowane najgorzej. Nie są to słuchawki przeznaczone dla domowych kinomaniaków.
  • Granie w gry – także i tu da się zagrać w to i tamto, ale renderowanie sceniczne będzie specyficzne i czasami dojdzie do dezorientacji (przynajmniej w FPP).

To wszystko oczywiście standardowe zastosowania konsumenckie. Te dedykowane przez producenta też omówiłem, ale nie zaszkodzi przypomnieć:

  • DJ-ka – wykonalne, ale cechy fizyczne i konstrukcyjne słuchawek utrudniają pracę w takim środowisku.
  • Studio – da się bez problemu, jeśli potraktujemy je jako słuchawki specjalistyczne do kontroli konkretnych partii utworu, a nie całości lub krytycznych odsłuchów.

Tak więc jak widać, na pięć rzeczy, tak naprawdę tylko w jednej będą w stanie się rzeczywiście wybronić co do zasadności.

 

Czy w tym szaleństwie jest metoda?

Ale właśnie, czy aby na pewno? A może Audio-Technica ATH-PRO5X jednak mają tak grać i to właśnie studio jest ich żywiołem? Na zasadzie kontrastu akustycznego? Przypomina mi się bowiem relacja pewnej osoby pracującej z dźwiękiem na K240 DF i Monitor. Narzekała, że po pracy na DF-ach jej utwory mają zbyt dużo basu (słuchawki grają nieco anemicznie). Analogicznie, przy pracy na Monitorach basu w utworach było nieco za mało (słuchawki były ciepłe i basowe). Być może po pracy w ATH-PRO5X mielibyśmy utwór brzmiący pięknie średnicowo i z nasyceniem?

Audio wbrew pozorom ma wiele wspólnego z grafiką. Jedno i drugie jest formą ekspresji i zbudowania określonych wrażeń estetycznych u odbiorcy. Jako twórca preferuję mieć pełnię kontroli nad wynikiem mojej pracy, a nie liczyć na kontrastowy efekt wypadkowy. To trochę tak jakbym tworzył grafikę na monitorze celowo źle skalibrowanym, aby potem klient widział określony wypadkowy miks barw i odcieni. Oczywiście można spróbować takiego podejścia, ale pytanie zasadnicze: po co?

Być może odpowiedź leży w nas samych i tym, co często podkreślałem w recenzjach: adaptacji akustycznej. Siedząc przez parę godzin w Audio-Technica ATH-PRO5X moje uszy i mózg zaczęły mocno się do takiego brzmienia przyzwyczajać. Do tego stopnia, że inne słuchawki zaczynały brzmieć dziwnie. Role się więc odwróciły. Aż do rana. Wypoczęty i ze świeżymi uszami usiadłem ponownie do tych samych par i… znów ATH-PRO5X musiały od nowa toczyć ciężkie boje z resztą towarzystwa. Ale gdyby rzeczywiście w nich pracować, utwory wychodziłyby z nich bardzo średnicowe i brzmiące tak, jak muzykę odtwarzają HSC171. Te same, z którymi przed momentem jeszcze przegrywały na naturalności. Więc może rzeczywiście jest w tym metoda?

 

Kompensacja pod sprzęt źródłowy

Pojawiła mi się jeszcze w głowie teza, że być może Audio-Technica chciała ich strojeniem skompensować sprzęt, pod który słuchawki byłyby podpinane. Wiecie, interfejsy studyjne, wzmacniacze i takie tam. Wszak audiofile niezmordowanie twierdzą, że wymiana lamp czy wzmacniaczy operacyjnych daje kolosalne zmiany w dźwięku, odsyłając EQ i DSP do lamusa. Rekomendowałem sam z siebie lampy olejne, aby bas był bardziej tłusty, ale niestety poczytano moją sugestię jako żart z okazji 1 kwietnia, mimo że wciąż mieliśmy marzec. No cóż.

W każdym razie sprawdziłem ten trop podłączając się ATH-PRO5X pod niedawno testowanego Solid State Logic SSL 2+ MKII, Motu M4 oraz swojego dongla, którego przypomnę zbudowałem z ciekawości i słynnego już „bo mogłem”. Efekt? Z każdego urządzenia ATH-PRO5X zagrały tak samo. Nigdzie nie było tłustej, oleistej średnicy, która uzupełniłaby ich braki i naprostowała charakter.

Zaraz będzie, że trzeba było lampę. Niestety rzeczonych olejnych nie miałem, co najwyżej ledówki. A jeśli mowa o tych elektronowych, to w recenzji Feliksa Elise MKI nie wykazywały one żadnego wpływu na dźwięk poza zwiększeniem (zgodnie z oczekiwaniami) zniekształceń. Czyli psujemy sobie czystość dźwięku, nie uzyskując żadnego specjalnego efektu korekcyjnego.

Pomijam tu też oczywistą pułapkę logiczną. Bo czy ktokolwiek z nas widział DJ-a pracującego na sprzęcie lampowym? Chyba że to jakiś rasowo audiofilski DJ, ale raczej nie korzystałby on z takich słuchawek jak ATH-PRO5X.

 

Podsumowanie

Powiedzieć, że Audio-Technica ATH-PRO5X miały u mnie ciężką przeprawę, to jak nic nie powiedzieć. Świadczy o tym rozpiętość tekstu recenzji, która zakładałem, że będzie krótka i zwięzła. Tak się jednak nie stało i ostatecznie wylądowałem na ponad 10 stronach wstępnie sformatowanego maszynopisu. Wszystko dlatego, że chciałem jak najbardziej rzetelnie podejść do ich analizy i mieć pewność, że niczego nie przeoczyłem. Żadnego scenariusza przeto nie ominąłem i jedyne, co musiałem odpuścić, to temat modyfikacji padami.

Choć słuchawki te mają swoje atuty oraz zastosowania, najwięcej będzie zależeć od nas i naszych oczekiwań. A ponad wszystkim: potrzeb. Jeśli zależy nam na słuchawkach wygodnych, zamkniętych, z odpinanym kablem i stawiających na skraje pasma, to ATH-PRO5X mają sens w swojej cenie. Aczkolwiek…

 

Jakość wykonania

Tak jak pisałem, gdyby nie logo Audio-Technica i aksamitny w dotyku plastik, miałbym wrażenie obcowania z kolejnymi chińskimi słuchawkami. Z drugiej strony mimo poczynionych oszczędności, konstrukcja nośna jest solidna, a w zestawie znalazły się dwa rodzaje okablowania. W tym aspekcie wyszło mi 7/10.

 

Jakość dźwięku

Trochę mieszane uczucia. Z jednej strony dobrze wchodzą w utwór od strony skrajów, a średnicę ewidentnie spychają na boczny tor. Dobrze cisną scenę na szerokość i oferują całkiem czysty dźwięk (nie licząc basu). Fantastycznie wypadły od strony balansu kanałów. Z drugiej strony kuleje równość tonalna i barwa (niepotrzebny efekt pomieszczenia), a scena poza szerokością oferuje skromne wrażenia. Sumarycznie udało im się tu wykręcić 6/10.

 

Ergonomia i wszechstronność

Tu zaś splatają się konsekwencje wszystkich powyższych. Z jednej strony słuchawki bardzo dobrze trzymające się głowy i wygodne. Konstrukcja wydająca się być solidną. Pady bez problemu dające się zmienić w razie potrzeby, tak samo jak obicie. Dźwięk zaś wykazuje predyspozycje do specjalistycznych zadań w małym studiu. Z drugiej strony w każdym zastosowaniu mają jakieś „ale”, a konstrukcja nie do końca pasuje moim zdaniem do pracy w rękach DJ-a. Ani nie kompensują mocno basu, ani nie oferują w zamian potężnej izolacji. Okablowanie proste jest za krótkie, a spiralne często przeszkadza. Przydałoby się mieć jeden długi prosty + spiralny. Tym samym PRO5X trudno nazwać słuchawkami uniwersalnymi i trzeba do nich podchodzić jak do modelu wyspecjalizowanego w konkretnych zadaniach. Ponownie więc 6/10.

 

Sumarycznie

Mimo wszystko słuchawki wykręciły wcale nie najgorszą notę 6.3/10, która wskazuje, że jest to model trochę wybijający się ponad przeciętność. Wydaje mi się cały czas, że sporo dobra dałyby im lepsze pady, które wraz zabawą w odpowiedni damping mogłyby skutkować bardzo interesującym strojeniem. Popycha to jednak ten model jeszcze bardziej ku określeniu go jako specjalistyczny.

Nie każdemu chce się bawić w modding, nie każdy też ma w ogóle ku temu możliwości. Dlatego ocena końcowa wydawana jest bardziej z perspektywy konsumenta, który oczekuje rozwiązań „na gotowo”, tu i teraz, wprost z pudełka. Gdyby się nimi pobawić na poważnie, możliwe że odkrylibyśmy w nich sporo ukrytego dobra. Ale moim zadaniem było wydać niezależną ekspertyzę na temat produktu, a nie pisać artykuł o jego modyfikowaniu.

Takowy rezerwuję sobie dla swoich prywatnych słuchawek. Bowiem czy to modding R70X, czy AD900X, w takich modelach miałem czas i możliwości, aby pobawić się nimi osobiście. W przypadku PRO5X ich posiadaczem nie jestem, ale to też myślę tylko lepiej dla uczciwości ich oceny. Tak więc tym razem pingwinek z wiaderkiem, pod którym być może jest ukryty dodatkowy potencjał tego modelu. Czy rzeczywiście – to już każdemu będzie pisane odkryć samodzielnie.

 

6.3/10

Na dzień pisania recenzji, Audio-Technica ATH-PRO5X dostępne są w cenie ok. 400 zł w salonach Top HiFi, a także na polskim Amazonie oraz w innych naszych krajowych sklepach. (sprawdź aktualne ceny i dostępność)

 

Dane techniczne

  • Przetwornik: dynamiczny 40 mm, zamknięty
  • Impedancja: 34 Ω
  • Czułość: 100 dB / mW
  • Maksymalna moc wejściowa: 1500 mW
  • Maksymalny SPL: 100 dB/mW
  • THD: b/d
  • Pasmo przenoszenia: od 5 Hz do 35 kHz
  • Waga: b/d
  • Kabel: 1,2 m z wtykiem 3,5 mm oraz 3 m spiralny z wtykiem 6,3 mm
  • W zestawie: adapter gwintowany z 3,5 na 6,3 mm
  • Dystrybutor na Polskę: Audio Klan

 

Materiały dodatkowe

 

Platforma testowa

Poniżej sprzęt, który w największym stopniu został wykorzystany do napisania powyższej recenzji, jak również wykorzystywana muzyka i inne przydatne informacje.

  • DAC/ADC: Motu M4, Tempotec Sonata BHD Pro
  • Wzmacniacz słuchawkowy: Sabaj A20h
  • Słuchawki testowe: Audeze LCD-XC (zmodyfikowane), Audio-Technica ATH-A990Z, Audio-Technica ATH-S300BT, Creative Aurvana SE, Sennheiser HD 580 (zmodyfikowane), Sennheiser HD 599SE
  • Okablowanie testowe: własne okablowanie testowe i słuchawkowe z linii kabli ACX
  • Kondycjonowanie prądu: brak (instalacja dostosowana już specjalnie pod audio)
  • Muzyka wykorzystywana w trakcie testów: przeważnie gatunki elektroniczne, z obecnością również albumów klasycznych, neoklasycznych, jazzu, muzyki wokalnej i rocka. Format FLAC 24/48, OGG, WAV.

Serdeczne podziękowania dla sieci salonów Top Hi-Fi & Video Design za użyczenie Audiofanatykowi sprzętu do testów

Jakub Łopatko
Jakub Łopatko

Właściciel bloga Audiofanatyk i autor publikacji ukazujących się na jego łamach. Pasjonat tematyki audio, słuchawek i sprzętu komputerowego, a także miłośnik zdrowego jedzenia, roweru oraz długich spacerów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *